wtorek, 30 kwiecień 2019 19:00

Czy można patentować modyfikacje kodu DNA?

Francis Crick, James Watson i Maurice Wilkins w 1953 roku dokonali odkrycia struktury DNA czyli kwasu deoksyrybonukleinowego (dawniej kwas dezoksyrybonukleinowy). Zbudowali model cząsteczki DNA i jako pierwsi przedstawili sposób łączenia się ze sobą poszczególnych elementów. Model budowy przestrzennej podwójnej helisy DNA wraz ze stosownym opisem zamieściło czasopismo „Nature”. DNA to organiczny związek chemiczny wielkocząsteczkowy spełniający funkcję nośnika informacji genetycznej żywych organizmów. Za swoje odkrycie naukowcy odebrali Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny za rok 1962.

Francis Crick był genetykiem i biologiem molekularnym a James Watson jest genetykiem i biochemikiem. Natomiast Maurice Hugh Frederick Wilkins był biochemikiem, który wraz z Rosalind Franklin prowadził badania rentgenowskie nad kwasem deoksyrybonukleinowym. Wyniki badań przekazał Francisowi Crickowi i Jamesowi Watsonowi. Za swoje osiągnięcia również otrzymał Nagrodę Nobla.

Należy jednak podkreślić, że James Watson to postać kontrowersyjna. Za rasistowskie wypowiedzi wygłaszane publiczne został pozbawiony wszystkich piastowanych stanowisk administracyjnych oraz nadanych mu wcześniej tytułów honorowych. Między innymi głosił, że za różnice w poziomie inteligencji osób Białych i Czarnych, które były poddane testom na IQ, odpowiadają geny. Jego zdaniem kobiety powinny mieć prawo do usunięcia ciąży, na przykład po wykryciu u płodu genu homoseksualizmu. Swoimi wypowiedziami zraził do siebie środowiska lewicowe i media. Na skutek utraty zajmowanych stanowisk popadł w kłopoty finansowe. Z tego powodu zmuszony był do sprzedaży złotego medalu Nagrody Nobla. Za swoje skandaliczne wypowiedzi przeprosił, ale nie zmienił zdania.

Trzeba wspomnieć, że już w 1869 roku Fryderyk Mieschera odkrył DNA. Jednak wówczas jeszcze nie znana była jego struktury. Dopiero na podstawie zdjęć rentgenowskich wykonanych przez Rosalind Franklin i Maurice'a Wilkinsa, naukowcy James Watson oraz Francis Crick mogli wykonać model podwójnej helisy DNA. Rosalind Franklin za wkład nad odkryciem struktur DNA nie uzyskała Nagrody Nobla, ponieważ zmarła w 1958 roku. Obowiązujące zasady przyznawania tej nagrody nie przewiduje uhonorowania osoby po jej śmierci, chociaż zdarzyły się odstępstwa od tej reguły.

Należ podkreślić, że badanie DNA znalazło zastosowanie w kryminalistyce. Każdy człowiek posiada niepowtarzalne DNA i dzięki temu próbkę pobraną od osoby podejrzanej (np. włosy, paznokcie, krew) można porównać z próbką pobraną od ofiary lub znalezioną na miejscu przestępstwa. Brytyjczyk Colin Pitchfork, jako pierwszy w dziejach historii, w 1987 roku został  skazany na podstawie badania DNA.

Trzeba również wspomnieć, że przed Sądem Najwyższym USA przez wiele lat toczył się spór pomiędzy Spółką Myriad Genetics a Amerykańską Unią Wolności Obywatelskiej, w sprawie objęcia patentem dwóch sekwencje DNA, oznaczonych jako BRCA1 i BRCA2. Mutacje w tych genach mogą doprowadzić do nadmiernego podziału komórek i w konsekwencji doprowadzić do raka piersi i jajników. Spółka opracowała również testy genetyczne do wykrywania tych zmian.

13 czerwca 2013 roku Sąd wydał w tej sprawie wyrok unieważniający patent. W uzasadnieniu wyroku Sąd podał, że skoro człowiek z natury posiada kwas deoksyrybonukleinowy, to sam fakt wyizolowania go nie może być traktowany jako wynalazek. A zatem nie może też być objęty patentem. Prawo amerykańskie stanowi, że natura, abstrakcyjne idee czy zjawiska naturalne, nie podlegają opatentowaniu. Natomiast europejskie podejście w tej sprawie jest odmienne i na gruncie prawa europejskiego przedmiotem patentu może być wyizolowane DNA. Sąd Najwyższy jednak przyznał, że sztuczne modyfikowanie DNA, tzw. cDNA, może być przedmiotem patentu, ponieważ modyfikacji dokonuje człowiek w laboratorium. W wyniku wyroku Sądy Najwyższego USA Spółka Myriad Genetik straciła wyłączność na sekwencje DNA. Natomiast ochrona patentowa nadal obejmuje metodę oznaczania mutacji w BRCA1 i BRCA2.

Należy przypomnieć, że Amerykanie opatentowali około cztery tysiące ludzkich genów, ale w związku z wyroku Sądu Najwyższego nie można już dalej przyznawać patentów w tej dziedzinie.

Warto pochwalić się, że w Polsce opracowano własne testy genetyczne do wykrywania mutacji w BRCA1 i BRCA2, które są o wiele tańsze od testów amerykańskich.

Dzień Okulistów i Okulistyki obchodzony jest 9 maja, w rocznicę urodzin francuskiego profesora  fizyki medycznej i okulisty Ferdynanda Monoyera, który przyszedł na świat tego dnia w Lionie w 1836 roku. W ten sposób chciano uhonorować wybitnego lekarza, który był wynalazcą dioptrii, tzn. jednostki miary określającej zdolność oka do ostrego widzenia oraz twórcą tablicy do badania ostrości wzroku.

Pierwszy zapis na temat operacji okulistycznej pojawił się około 1772 roku przed naszą erą w Kodeksie Hammurabiego. Dotyczył on operacji usunięcia ropnia worka łzowego. Jednak historycy indyjscy uważają, że pierwsze operacje okulistyczne były wykonywane znacznie wczesnej, bo już cztery i pół tysiąca lat przed naszą erą. Jednak te stwierdzenia nie zostały poparte żadnym dowodem. Wiadomo natomiast, że w II wieku naszej ery wybitny chirurg Antyllos przeprowadzał operacje zaćmy, które polegały na wepchnięciu soczewki w głąb gałki ocznej. Taka brutalna metoda leczenia często kończyła się utratą wzroku przez chorego a nawet jego śmiercią.

Michel Brisseau w 1709 roku odkrył, że zaćma powstaje na skutek zmętnienia soczewki. Kilka lat później tzn. w 1747 roku udało się z powodzeniem usunąć zmętniałą soczewkę. 

Leczenia zaćmy za pomocą sztucznej soczewki wynalazł brytyjski okulista Harold Lloyd Ridley. 29 listopada 1949 roku w Londynie przeprowadził pierwszy zabieg wszczepienia wewnątrzgałkowej soczewki wykonanej z akrylu. Jego metoda spotkała się z ogromną krytyką i nieufnością ze strony środowiska akademickiego. 

Używane wówczas soczewki były niedoskonałe, pojawiały się problemy z ich mocowaniem a nieprawidłowe wyjałowienie powodowało stany zapalne. Harold Ridley nie opatentował swojego wynalazku, ponieważ uważał, że z jego osiągnięcia powinni skorzystali wszyscy ludzie. Dopiero w latach osiemdziesiatych XX wieku stosowanie sztucznych soczewek zostało należycie docenione. 

Wynalezienie okularów należy do osiągnięć w dzielach ludzkości nie do przecenienia. Jednak trudno jest określić kiedy zostały skonstruowane i kto pierwszy tego dokonał. Podobno dawni Grecy jako pierwsi zaobserwowali, że napełnione wodą kuliste naczynie powiększa obraz. 

Podróżnikowi Marco Polo przypisuje się stwierdzenie, że w 1270 roku widział Chińczyków używających do czytania szkieł z drutami zaczepionymi na uszach. Te doniesienia wydają się jednak niewiarygodne, ponieważ jak podają materiały źródłowe, Marco Polo w podróż do Chin wyruszył z Wenecji dopiero na wiosnę 1271 roku. 

Wynalezienie okularów Toskańczycy przypisują naukowcowi Salvino D'Armato pochodzącemu z Florencji. Podobno około 1280 roku w celu skorygowania dalekowzroczności miał używać pary wypukłych soczewek. Ale przeprowadzone badania genealogiczne nie potwierdziły, że taka osoba w ogóle istniała. Udokumentowane są natomiast wzmianki o ksiądzu, który do podpisywania dokumentów używał okularów. Te informacje zostały odnotowane w manuskrypcie pochodzącym z 1282 roku, obecnie przechowywanym w opactwie St. Bavon-le-Grand na terenie Francji.

Wenecjanie również roszczą sobie prawo pierwszeństwa w tej dziedzinie i uważają, że to właśnie u nich wynaleziono okulary. Jednak nie znaleziono żadnego dokumentu, który by potwierdził ten fakt. Przypuszcza się, że raczej chodziło tu o rozpowszechnienie noszenia okularów na terenie Wenecji a nie o ich wynalezienie, ponieważ w manufakturach na Murano były wykonywane soczewki z berylu lub kryształu górskiego. 

Dopiero w latach 1720-1730 optyk Edward Scarlett udoskonalił okulary dodając do nich zauszniki a dwadzieścia pięć lat później James Ayscough dołożył jeszcze zawiasy, dzięki którym można było złożyć okulary.

Wiadomo, że w 1508 roku genialny Leonardo da Vinci pracował nad skorygowaniem wady wzroku bezpośrednio na oku. Jednak to lekarz August Mueller, który od dziecka cierpiał na dużą wadę wzroku, jako pierwszy człowiek na świecie nosił soczewki kontaktowe.

Pierwsze soczewki kontaktowe wykonane z pleksiglasu zostały wynalezione w 1940 roku przez Heinricha Wöhlka. Ze względu na brak funduszy nie mógł on opatentować swojego wynalazku. Zrobił to Amerykanin, który w 1950 roku otrzymał patent na soczewki z pleksi.

Nie każdy też wie, że Lucjan Rydel, który został uwieczniony przez Stanisława Wyspiańskiego w „Weselu” jako ojciec pan młody, był lekarzem okulistą. Profesor Rydel pod koniec XIX wieku wynalazł krople do oczu, do dozowania których zalecał używanie pipetki nazwanej przez niego zakraplaczem.

Za ojca polskiej okulistyki powszechnie uważany jest Wiktor Feliks Szokalski, założyciel Instytut Oftalmicznego w 1823 roku. Był to pierwszy ośrodek okulistyczny.

W ubiegłym wieku nastąpił gwałtowny rozwój okulistyki. Nastąpił także ogromny postęp w produkcji soczewek kontaktowych, które poprawiły jakość życia wielu osobom. Przeprowadzane są także operacje za pomocą lasera.

Profesor Krzysztof Palczewski urodzony w 1957 roku w Sycowie jest znanym, wybitnym i cenionym na całym świecie polskim naukowcem zajmującym się biochemią oka. Na swoim koncie odnotował 10 patentów i zgłoszeń patentowych. Do jego największych osiągnięć zaliczane jest opisanie funkcji i struktury rodopsyny oraz odkrycie mechanizmów prowadzących do degradacji siatkówki oka powodujących utratę wzroku. 

Nie sposób wymienić wszystkich uczonych i wynalazców, którzy przyczynili się do rozwoju okulistyki.

Wszyskim osobom związanym z tą dziedziną medycyny w tym dniu życzymy wielu dalszych sukcesów.

Zobacz film na portalu Youtube

 

Apple niejednokrotnie przyzwyczaił nas do podejmowania różnego rodzaju kroków prawnych mających na celu ochronę przysługujących mu praw własności intelektualnej, w szczególności praw ochronnych na znaki towarowe, czy też patenty. Często też środki podejmowane przez korporację z Cupertino były dość przesadne, także poza terytorium Stanów Zjednoczonych. Warto tu wskazać m.in. spór o nazwę kawiarni w Warszawie, czy też nazwę i domenę polskiego sklepu internetowego „a.pl”, który fonetycznie przypominał nazwę Apple. 

Tym razem  jednak o nadgorliwości firmy Steve’a Jobsa przekonały się Niemcy, a dokładniej niemiecki turystyczny związek Rhein-Voreifel. Co tym razem jest istotą sporu z amerykańskim gigantem? Otóż 18 maja 2019 roku w Niemczech ma zostać otwarta 70-kilometrowa jabłkowa ścieżka rowerowa położona wzdłuż rzeki Rhein-Sieg-Kreis, która była finansowana przez Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego. Jednak to nie fakt otwarcia ścieżki przeszkadza Apple, a jej logotyp, który stylizowany jest na jabłko. Skąd taki pomysł? Otóż sporna ścieżka rowerowa o wdzięcznej nazwie Apfelroute (nawiązanie do jabłka) położona jest wśród licznych sadów warzywnych i owocowych, które w swojej naturze tworzą piękne krajobrazy dla korzystających z niej rowerzystów. To właśnie była główna myśl związku turystycznego, który projektował logotyp dla planowanej trasy rowerowej.

Czytaj więcej na stronie Kancelarii Prawno-Patentowej Jarzynka i Współnicy 

 

 

poniedziałek, 08 kwiecień 2019 11:03

Sądy ds. własności intelektualnej w Polsce?

W marcu 2019 do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów trafił : „projekt nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw”.
Treść projektu nie została opublikowana, ale z treści dot. informacji z Ministerstwa Sprawiedliwości wynika że, projekt ma na celu:


1. Stworzenie w ramach sądownictwa powszechnego odrębnych jednostek organizacyjnych, które miałyby zajmować się sprawami o ochronę praw autorskich i pokrewnych, wynalazków, wzorów użytkowych i przemysłowych.

- Znaków towarowych, oznaczeń geograficznych, topografii układów scalonych.
- Zapobieganie i zwalczanie nieuczciwej konkurencji.
- Ochronę dóbr osobistych, dotyczących wykorzystania wartości dobra osobistego w celu indywidualizacji, reklamy lub promocji przedsiębiorstwa, towarów lub usług.

Pełna informacja znajduje się na stronie: https://www.jarzynka.eu/patent-news/507-sady-ds-wlasnosci-intelektualnej-w-polsce

 

wtorek, 02 kwiecień 2019 10:00

Rosyjski Aurus niechciany w Europie

Na początku marca 2019 roku na targach odbywających się w Genewie z wielką pompą pojawiła się rosyjska marka motoryzacyjna Aurus. Firma celuje przede wszystkim w auta typu premium, przez co Rosja ma nadzieję na stworzenie realnej konkurencji dla marek takich jak Bentley, Daimler czy też Rolls-Royce.

Co ciekawe, samochody marki Aurus zostały opracowane w ramach realizacji tzw. projektu stworzenia rodzimych, rosyjskich reprezentacyjnych samochodów przeznaczonych przede wszystkim dla elit, do których można zaliczyć polityków piastujących w Rosji najwyższe stanowiska. Najlepszym tego wyrazem jest początkowa nazwa projektu - Kortież, co w tłumaczeniu na polski oznaczało m.in. świtę. Ponadto, pierwsza limuzyna Aurus została publicznie zaprezentowana w 2018 roku, kiedy to jej specjalną i najmocniejszą wersją na inaugurację kolejnej już kadencji prezydentury przyjechał Władimir Putin.

Chcąc iść za ciosem, rosyjska firma złożyła w Urzędzie Unii Europejskiej ds. własności intelektualnej wniosek o zastrzeżenie swojej nazwy "Aurus". Tuż po tym nastąpił niespodziewany zwrot akcji, bowiem marki, tj. Toyota, Lamborghini i znany producent opon Michelin wyraziły otwarty sprzeciw odnośnie rejestracji znaku.

O co konkretnie chodzi konkurentom? Otóż oznaczenie "Aurus" jest bardzo podobne do nazw modeli samochodów, tj. "Toyota Auris", "Lamborgini Urus", czy też podchodzącego od Michelin - "Taurus". Podobieństwo szczególnie podkreśla Toyota - różnica występuje jedynie w jednej literze. Niezależnie od tego, nawet różnica dwóch liter nie powoduje znacznej zdolności odróżniającej spornego oznaczenia.

A jak na to zapatruje się strona rosyjska? Otóż zdaniem projektanta samochodów Aurus z instytutu NAMI perspektywa wejścia na rynek europejski w chwili obecnej jest coraz mniejsza, a to za sprawą właśnie oporów innych motoryzacyjnych koncernów. Co ciekawe, rosyjska firma rozważa także rebranding marki, co pozwoli na wprowadzenie swoich samochodów na rynek europejski w sposób legalny i bez jakichkolwiek oporów firm trzecich.

W styczniu pisaliśmy o świeżym sporze pomiędzy znanym projektantem Marc’em Jacobsem a amerykańską, znaną na całym świecie kapelą – Nirvaną. Przypomnieć należy, że zespół jest ściśle związany ze stylem odzieżowym – grunge, a także znanym logotypem – charakterystycznym happy face.

Wracając zaś do samego procesu, którego przedmiotem jest mająca premierę w grudniu 2018 roku sporna kolekcja "Redux Grunge Collection 1993/2018" - na odpowiedź prawników projektanta nie było trzeba długo czekać. Otóż w dniu 8 marca 2019 roku prawnicy Marca Jacobsa wnieśli do sądu odpowiedź, w której domagają się umorzenia sprawy zapoczątkowanej przez Nirwanę. 

Czym projektant uzasadnia swoje stanowisko? Otóż zdaniem Marca Jacobsa słynne logo "Happy Face" nie należy do Nirwany, która w efekcie nie jest podmiotem uprawnionym do prawa ochronnego na zgłoszony w 1992 roku znak towarowy. Taki wywód strony pozwanej wynika z faktu, iż pierwotnym twórcą logotypu zespołu był nieżyjący już Kurt Cobain, z kolei do dnia dzisiejszego nie jest wiadomym w jaki sposób zmarły nagle wokalista przeniósł prawo ochronne na znak towarowy na rzecz pozostałych członków zespołu. To właśnie owe wątpliwości mają przesądzać zdaniem prawników o tym, że projektant Marc Jacobs nie złamał prawa, ani nie naruszył prawa ochronnego na znak towarowy Nirvany.

Idąc dalej, zdaniem projektanta rejestracja spornego znaku kapeli dotyczy łącznie słowa "Nirvana" oraz uśmiechniętej buzi, która zamiast oczu posiada znaki "x", z kolei nowa kolekcja ubrań wykazuje podobieństwo jedynie w zakresie owalnego kształtu i krzywego uśmiechu, co w ogólnym porównaniu jest nieistotne. To co z kolei odróżnia oba logotypy to to, że na nowej linii odzieży na logotypie twarzy zamiast oczy są litery "M" i "J" wprost nawiązujące do osoby Marca Jacobsa oraz brak jest zastosowania słowa Nirvana. Tym samym znaki różnią się od siebie wystarczająco dużo, aby nie powodować podobieństwa co do ich pochodzenia.

Jak się rozwinie spór na linii muzyka – odzież? Zobaczymy w najbliższym czasie, tym bardziej, że znając zapał amerykańskiego zespołu, z pewnością możliwość umorzenia sprawy i poddania się w odniesieniu do sztandarowego znaku jest nierealna.

wtorek, 12 marzec 2019 07:00

Spór o komputerowy znak Redfall

Wszyscy wiemy jak dochodowy jest rynek gier komputerowych. Przekonaliśmy się o tym przede wszystkim za sprawą sukcesu CD Projekt i gier z serii Wiedźmin, jak również o późniejszym sporze producenta gry z autorem książek z tej samej serii – Andrzejem Sapkowskim. Jednak niezależnie od naszego rodzimego rynku, na świecie jest kilka gier, na kontynuację których oczekują miliony fanów.

Tym razem chodzi jednak o amerykańskiego wydawcę gier komputerowych, firmę Bethesda, która jest twórcą m.in. gier z serii Fallout (w tym ostatniego, według opinii niezbyt udanego Fallout 76). Jednak to nie Fallouta dotyczy spór, w który w ostatnim czasie wdała się Bethesda, a o znak towarowy Redfall, który w środowisku graczy uważany jest niejako za podtytuł lub dodatek to innej znanej od 1994 roku gry, a mianowicie The Elder Scrolls VI. Takie domniemania potwierdzać ma także fakt, że firma złożyła we wrześniu 2018 roku wniosek o rejestrację znaku Redfall, czym nadepnęła na odcisk amerykańskiemu wydawnictwu The Book Breeze (pierwszy sprzeciw został złożony w grudniu 2018 roku).

Na czym polega problem? Otóż wydawnictwo wydaje postapokaliptyczną serię książek Redfall, których autorem jest Jay J. Falconer. Tutaj co ciekawe, sam autor na Twitterze wskazywał, że jego pełnomocnicy kilkukrotnie próbowali kontaktować się z Betheseą w celu polubownego załatwienia sprawy. Pomimo chęci załatwienia sprawy - amerykański producent gier zignorował napływające próby kontaktu.

Biorąc pod uwagę stanowisko Bethesdy niewątpliwie można uznać, że spór potrwa jeszcze trochę czasu, tym bardziej, że tematyka książek bardziej odpowiada serii gier Fallout aniżeli The Elder Scrolls. Niezależnie od tego, jeżeli plotki się potwierdzą i nazwa Redfall ma związek z szóstą częścią owej gry - może to negatywnie wpłynąć na jej premierę oraz pierwsze zyski. Jak się zakończy sprawa? Czas pokaże.

Co ciekawe, wartym wspomnienia jest pozew Bethesdy złożony przeciwko studiu gier Mojang - wówczas chodziło o użycie w swojej grze słowa "scrolls".

wtorek, 05 marzec 2019 07:00

Ugodowa przegrana Majdana

Jakiś czas temu wspominaliśmy, że na rodzimym rynku perfum powstał spór pomiędzy znanym producentem m.in. mody i perfum Chanel, a Radosławem Majdanem, a konkretniej jego spółką Vabun S.A. Sprawa dotyczyła perfum sygnowanych oznaczeniem „Vabun for Lady No.5”, które Chanel uznało za kopię swoich flagowych „Chanel No.5”. Zdaniem francuskiego domu mody polskie perfumy mogły doprowadzić do konfuzji klientów i ich przekonanie, że perfumy Vabun są pochodną lub produktem z linii Chanel No. 5.

Sprawa znalazła już swój finał - spór został rozwiązany drogą polubowną, gdyż strony zawarły ugodę, której zakres terytorialny obejmuje cały świat. 

Na mocy ugody debiutująca w tamtym roku na giełdzie spółka Vabun S.A. oświadczyła, że zaprzestanie sprzedaży perfum „Vabun for Lady No.5”. Ponadto, z oficjalnego komunikatu polskiej spółki wynika, iż Vabun S.A. zobowiązała się również do zniszczenia kartonowych opakowań produkowanych przez siebie perfum, jak również wszelkich materiałów reklamowych i promocyjnych dotyczących spornego produktu. Spółka oświadczyła także, że nie udzieliła licencji ani jakiegokolwiek innego upoważnienia do używania nazwy „Vabun for Lady No.5” jakiemukolwiek podmiotowi trzeciemu.

Co ciekawe, z ugody wynika również, że po usunięciu oznaczenia "No.5", które stanowiło podstawę sporu, sporne perfumy będą mogły być ponownie wprowadzane do obrotu. Celem zabezpieczenia wykonania ugody, spółka Vabun S.A. zobowiązała się do zapłaty stosownych kar umownych na rzecz Chanel SARL w przypadku naruszenia jej warunków. Ponadto, jak wynika z oświadczenia polskiej spółki "w przypadku wykonania zobowiązań wynikających z zawartej ugody spółka Chanel zwalnia Emitenta z wszelkich powództw, postępowań, roszczeń, długów, odszkodowań, wyroków lub żądań w związku z używaniem Spornych Perfum, w tym z produkcją, sprzedaż i promocją Spornych Perfum".

Odnosząc się zaś ogólnie do sytuacji na rynku, niezależnie od zawartej ugody Vabun S.A. wskazała, że jej intencją nigdy nie było kopiowanie lub naśladownictwo innych, dostępnych na rynku produktów, z kolei sama spółka jako producent perfum w pełni popiera i zgadza się z zasadami dotyczącymi ochrony praw własności przemysłowej oraz uczciwej konkurencji.

wtorek, 26 luty 2019 08:00

Chanel vs. sklepy internetowe!

W Internecie można znaleźć wiele sklepów oferujących używane luksusowe towary. Bez wątpienia, ich działalność jest niekorzystna dla luksusowych marek, ponieważ tracą one potencjalnych klientów. Dlatego, domy mody takie jak Chanel próbują się ich pozbyć. Nie jest to jednak proste, ponieważ bezpośrednia odsprzedaż towarów mieści się w granicach prawa. Uprawnieni do znaków towarowych tracą kontrolę nad znakiem towarowym w momencie  pierwszego wprowadzenia towarów opatrzonych znakiem na rynek  i co do zasady nie mogą zapobiegać dalszej odsprzedaży tych towarów przez ich nabywców.

Mimo to w 2018 dom mody Chanel złożył pozwy przeciwko "What Goes Around Comes Around" i "The RealReal" - internetowym sklepom z używanymi luksusowymi towarami. Swoje roszczenia uzasadnił tym, że działalność sklepów tego typu opiera się w dużej mierze na bezprawnym wykorzystaniu atrakcyjności i renomy najbardziej znanych marek luksusowych na świecie i ich cennej własności intelektualnej. Twierdził, że działalność ta obejmuje także nieuzasadnione w mediach społecznościowych, po to aby przyciągnąć konsumentów, którzy mogliby myśleć, że sklepy te są w jakiś sposób powiązane z marką Chanel. Dodatkowo, Chanel próbuje dowieść, że internetowe sklepy oferujące używane towary poprzez swoje działania usiłują "oszukać lub wprowadzić w błąd konsumentów". 

Zdaje się, że strategią domu mody Chanel jest próba zasiania wątpliwości co do oryginalności produktów sprzedawanych przez sklepy internetowe typu "TheRealReal" czy "What Goes Around Comes Around" co w rezultacie miałoby osłabić zaufanie klientów do takich ofert i zmniejszyć ich zainteresowanie. Druga strona stoi na stanowisku, że roszczenia Chanel są nieuzasadnione głównie dlatego, że nie można zakazać konsumentom odsprzedaży ich legalnie zakupionych towarów.

piątek, 22 luty 2019 08:00

Gang bez prawa do znaku towarowego.

Spory dotyczące znaków towarowych to w dzisiejszych czasach w zasadzie  codzienność. Ale sprawa związana z logo klubu motocyklowego "Mongols Motorcycle Club" jest pierwszą tego typu w historii. 

"Mongols Motorcycle Club" to nie tylko grupa motocyklistów z Kalifornii, ale - co wynika z akt sprawy amerykańskich prokuratorów - gang odpowiedzialny między innymi za handel narkotykami, morderstwa i rozboje. 

Wątek znaku towarowego pojawił się w toczącej się przeciwko członkom gangu sprawie. Klub jest właścicielem zarejestrowanego znaku towarowego z wizerunkiem postaci w okularach słonecznych i kucykiem, siedzącej na motocyklu. Zdaniem amerykańskiej prokuratury "logo gangu, wyryte na skórzanych kurtkach jego członków oraz ich akcesoriach, jest kluczowe dla tożsamości członków klubu "Mongols Motorcycle Club"  i daje im poczucie bezkarności w działaniu." Dlatego też prokuratura w batalii sądowej walczyła o pozbawienie klubu prawa do znaku. 

Prokuratorom udało się udowodnić zarzucane klubowi przestępstwa. Po wieloletniej batalii amerykański Sąd orzekł, że klub motocyklowy "Mongols Motorcycle Club" powinien zostać pozbawiony swojego znaku towarowego. Jest to pierwszy tego typu wyrok, który pozbawia właściciela prawa do znaku towarowego z powodu popełnionych przestępstw. W opinii prawników wyrok jest kontrowersyjny i może się nie utrzymać z powodu naruszenia podstawowych zasad konstytucji.