Dr Dre – producent muzyczny i raper – przegrał proces dotyczący ochrony znaków towarowych. Sprawa toczyła się pomiędzy nim a niejakim Dr. Draion M. Burch, ginekologiem. Burch wystąpił z wnioskiem o rejestrację znaku towarowego „Dr. Drai”. Dr Dre sprzeciwił się tej rejestracji. Stwierdził, że istnieje wysokie ryzyko pomyłki – odbiorcy mogą uznać, że towary i usługi sygnowane jako „Dr. Drai” pochodzą od rapera. Tym bardziej, że ginekolog zamierzał sprzedawać audiobooki i występować na seminariach pod tym pseudonimem.

Dr. Burch uznał argumenty rapera za zupełnie bezzasadne. Stwierdził, że nie miał najmniejszego zamiaru wywoływać skojarzeń z raperem. Burch jest również autorem książek z dziedziny ginekologii oraz osobą otwarcie homoseksualną. Toteż, jak zauważył, wywoływanie skojarzeń z autorem mizoginicznych i homofobicznych tekstów, jakie tworzy Dr Dre, stawiałoby go jako lekarza wyłącznie w złym świetle i szkodziło jego reputacji. Ginekolog wskazywał także, że Dr Dre nie jest lekarzem, nie świadczy żadnych usług medycznych, ani nie sprzedaje produktów medycznych, czy związanych z tą branżą. Podkreślał, że nie miał zamiaru podszywać się pod Dr Dre.

Sprawa toczyła się trzy lata. W wydanym niecałe dwa miesiące temu wyrok, sąd przyznał rację lekarzowi. Stwierdził, że Dr Dre nie wykazał, by mogło dojść do pomyłki i utożsamienia znaku Dr Drai z Dr Dre. Tym bardziej, że Burch jest lekarzem o wysokiej renomie, którego usługi są dosyć kosztowne. A to oznacza, że odbiorców tych usług cechuje wysoki poziom uwagi. Tym samym nie może być mowy o pomyłce z Dr Dre.

Dział: Prawo autorskie

Przedsiębiorcą tym jest niejaki Steven Lamar, który twierdzi, że w 2006 r. przedstawił producentom swój pomysł na słuchawki. Strony zawarły umowę dotyczącą projektu, jednak później, ze względu na różnicę zdań ich drogi zaczęły się rozchodzić. Lamar pozwał producentów w związku ze złamaniem kontraktu. Sprawa skończyła się jednak ugodą, w której zastrzeżono, że Lamar otrzyma tantiemy w wysokości 4% za każdą sprzedaną parę słuchawek.

Jakiś czas później, Dr Dre i Iovine zmodyfikowali projekt słuchawek i rozpoczęli sprzedaż kolejnych modeli. Następnie sprzedali Apple swoją firmę zajmującą się ich produkcją za kwotę 3 miliardów dolarów. Lamar pozwał ponownie producentów w 2016 r. Jego zdaniem Dr Dre i Iovine powinni wypłacać mu tantiemy także za sprzedaż zmodyfikowanych słuchawek.

Sąd pierwszej instancji oddalił żądania Stevena Lamar. Jednakże sąd apelacyjny stwierdził, że umowa nie była jednoznaczna i należy zastanowić się, czy nie doszło w niej do wyzysku powoda. Producenci broniąc się podnosili, że nie mogli przewidzieć, że słuchawki staną się tak popularne oraz że dokonają modyfikacji w pierwotnym projekcie. W odpowiedzi Lamar przedstawił prezentację, którą wcześniej miał pokazać pozwanym partnerom biznesowym. Pojawiają się w niej różne wersje słuchawek oraz dowody na to, że strony rozmawiały o produkcji linii słuchawek. 

Sprawa zakończyła się ostatecznie 27 czerwca. Sąd w Los Angeles uznał żądania Stevena Lamar i wydał wyrok, w którym zasądził na jego rzecz kwotę sięgającą niemalże 25 mln dolarów.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 02 lipiec 2018 15:13

Harry Potter vs Harry Popper

Warner Bros. Entertainment Inc. i J.K. Rowling wystąpili z powództwem przeciwko szwajcarskiej sieci sex-shopów Magic X. Sieć od ponad dekady rozpowszechnia prezerwatywy o nazwie Harry Popper. Opakowanie prezerwatyw przedstawia czarodzieja przypominającego postać Harry’ego Pottera – nosi on charakterystyczne okrągłe okulary i wymachuje magiczną różdżką.

Tymczasem Warner Bros. Entertainment Inc. i J.K.Rowling są właścicielami znaku towarowego „Harry Potter”. W 2008 roku firma złożyła pozew przeciwko szwajcarskiej sieci. Warner Bros. Entertainment Inc. domagała się w nim zaprzestania używania oznaczenia: „Harry Popper”. Prawnicy wskazywali w pozwie, że korzystanie z oznaczenia zagraża interesowi ich klienta – każdy kto zobaczy opakowanie z imieniem „Harry Popper” oraz  opisanym wizerunkiem, skojarzy je z postacią Harry’ego Pottera. Dodatkowo w pozwie żądano wydania korzyści bezprawnie otrzymanych w związku ze sprzedażą prezerwatyw.

Magic X powoływał się na swój własny znak towarowy „Harry Popper”. Wskazywał, że znak został zarejestrowany już w 2006 r. i nie miał nic wspólnego z postacią znaną z książek J.K. Rowling i filmów.

Ta argumentacja nie przekonała sądu, który w 2017 r. wydał niekorzystny dla Magic X wyrok. Szwajcarski sąd zasądził także od sieci sex-shopów kwotę 150 000 franków na rzecz Warner Bros. Entertainment Inc. Magic X odwołał się od tego wyroku, jednakże, jak okazało się w ostatnich dniach, odwołanie nie zostało uwzględnione.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 25 czerwiec 2018 07:17

Linia Plimsolla na celowniku

„Linia Plimsoll’a” to grafika umieszczana na statkach, która jest znakiem bezpieczeństwa przemysłu morskiego od XIX wieku. Jej celem jest wykazanie, czy statek jest przeciążony i czy istnieje ryzyko jego zatonięcia. Swoją nazwę zawdzięcza Samuelowi Plimsoll’owi, który zaprojektował ją pod koniec XIX wieku. Zgodnie z ustawą Merchant Shipping Act z 1876 r., linia Plimsolla stała się obowiązkowym oznaczeniem na statkach brytyjskich, a obecnie jest używana na całym świecie.

Niedawno, witryna internetowa gCaptain.com, wiodąca na świecie strona zamieszczająca informacje z branży morskiej, która poprzez swoją stronę sprzedaje również koszulki z nadrukiem grafiki linii Plimsolla została zaatakowana przez firmę odzieżową Plimsoll Gear. Plimsoll Gear, za pośrednictwem swojego adwokata, wysłała gCaptain.com nieformalny e-mail z informacją, aby zaprzestał sprzedaży jakichkolwiek przedmiotów z grafiką linii Plimsolla, grożąc mu pozwem za naruszenie znaku towarowego przedstawiającego tę grafikę,  zarejestrowanego na jej rzecz w amerykańskim Urzędzie Patentów i Znaków Towarowych, do oznaczania towarów takich jak „odzież, kubki do kawy”. 

Według firmy GCaptain.com, sprzedaż koszulek z nadrukiem linii Plimsoll’a  miała uhonorować pamięć Plimsolla, człowieka, który walczył o umieszczenie oznaczenia na statkach, a które jest obecnie umieszczane na każdym statku. 

Prawnicy zgodnie twierdzą, że działanie Plimsoll Gear jest absurdalne i nieuzasadnione. 

Mimo to, prawnik Plimsoll Gear twierdzi, że „używanie przez GCaptain.com  nazwy i symbolu linii Plimsoll’a  w związku z ofertą sprzedaży przedmiotów identycznych i podobnych do tych sprzedawanych przez Plimsoll Gear, chronionych przez rejestrację znaków towarowych Plimsoll Gear stwarza ryzyko nieporozumień konsumenckich dotyczących źródła pochodzenia takich produktów oraz powiązań handlowych między gCaptain.com a Plimsoll Gear "

Dział: Aktualności
czwartek, 21 czerwiec 2018 06:51

Czerwona podeszwa nadal Louboutin’a

Po długiej batalii sądowej dom mody Christian Louboutin utrzymał w mocy prawo do znaku towarowego przedstawiającego czerwoną podeszwę buta na wysokim obcasie. 

Wszystko zaczęło się od pozwu o naruszenie znaku towarowego złożonego przez Christiana Louboutina przeciwko holenderskiej firmie Van Haren w 2012r, sprzedającej podobne obuwie z czerwoną podeszwą. Spór koncentrował się na tym, czy znak Louboutin składa się z koloru czy z kształtu. 

Dział: Aktualności

Czy imię i nazwisko mogą być znakami towarowymi? Z takim pytaniem mierzą się sądy i urzędy patentowe na całym świecie. Niedawno zakończył się trwający pięć lat spór dotyczący rejestracji imienia i nazwiska pomiędzy znaną francuską marką Kenzo a Japończykiem Kenzo Tsujimoto. Sprawa dotyczy zgłoszenia przez Kenzo Tsujimoto do rejestracji znaku towarowego „KENZO ESTATE” dla towarów takich jak napoje alkoholowe, w tym wina. Zgłoszenia dokonano w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO).

Dział: Aktualności
wtorek, 19 czerwiec 2018 06:13

Spór o kolor logo. T-Mobile broni koloru.

Niedawno pisaliśmy na blogu o sporze T-Mobile i brytyjskiej firmy DataJar. Chodzi o rzekome wykorzystanie przez tę firmę w swoim logo koloru różowego w odcieniu magenta, który jest zastrzeżony jako znak towarowy na rzecz Deutsche Telecom (właściciela T-Mobile). Takiego koloru DataJar miało użyć w zgłoszonym do ochrony znaku towarowym.

Deutsche Telekom i jego prawnicy twierdzą, że odcień magenta jest kluczowym elementem identyfikacyjnym firmy. Z kolei prezes DataJar, James Risdale, uznaje sprawę za absuradalną i wskazuje, że jego firma nie używa tego samego odcienia różowego. Zdaniem Risdale’a „nie można mieć na własność koloru”. Jednak prawnicy wypowiadający się w sprawie wyjaśniają, że jest nieco inaczej. Kolor może, w pewnych przypadkach, uzyskać ochronę jako znak towarowy, przy czym musi zostać zgłoszony do ochrony jako jeden z odcieni pantone – systemu standaryzacji kolorów.

Deutsche Telekom jest reprezentowana w sprawie przez znaną prawniczą korporację Hogan Lovells. W przesłanym do DataJar liście ostrzegawczym, prawnicy tej firmy mieli podnieść argumenty dotyczące identyfikacyjnej roli odcienia „magenta”, a także argumenty dotyczące osłabiania marki T-Mobile przez znak towarowy DataJar.

Jak już wspomnieliśmy brytyjska spółka stanęła w obliczu decyzji, czy dokonać rebrandingu, czy też wejść w kosztowny spór. Tym bardziej, iż pojawiają się głosy, że duża i renomowana korporacja taka jak Hogan Lovels nie sygnowałaby swoją marką pisma, które nie miałoby podstaw. Toteż wygrana sporu przez DataJar jest wysoce niepewna.

Dział: Aktualności

Firma Ivanki Trump otrzymała wstępną zgodę chińskiego rządu na rejestrację pięciu znaków towarowych na kilka dni przed ogłoszeniem przez jej ojca decyzji dotyczącej  ZTE Corporation, chińskiej firmy telekomunikacyjnej, która przyznała się do naruszenia amerykańskich sankcji wobec Iranu i Korei Północnej.
Pierwsza córka i doradczyni Białego Domu, reprezentująca Stany Zjednoczone podczas wydarzeń dyplomatycznych, ma już w Chinach kilkanaście znaków towarowych i wiele oczekujących na rejestrację zgłoszeń, podczas gdy Donald Trump posiada ponad 100 znaków towarowych w Chinach.

Dział: Aktualności
wtorek, 12 czerwiec 2018 10:42

T-Mobile walczy o kolor.

Gigant na rynku telekomunikacji i właściciel sieci T-Mobile, Deutsche Telekom próbuje uniemożliwić małej, zaledwie siedmioosobowej firmie rejestrację jej znaku towarowego w brytyjskim Urzędzie ds. Własności Intelektualnej (UKIPO).

Firmą tą jest brytyjska DataJar, spółka wprowadzająca urządzenia Apple do szkół i firm. Spółka działa od 5 lat i od początku używa tego samego logo, w którym wykorzystano odcień koloru różowego. Niedawno firma złożyła wniosek o rejestrację logo jako znaku towarowego. Deutsche Telekom próbuje nie dopuścić do rejestracji tego znaku. Prawnicy spółki wskazują na rzekome podobieństwo koloru wykorzystanego w logo DataJar do koloru wykorzystanego w znaku towarowym Deutsche Telekom (chodzi o tzw. odcień magenta).

DataJar nie jest zresztą pierwszą firmą, która popadła w konflikt z Deutsche Telekom na tle wykorzystania odcienia koloru różowego. Wcześniej T Mobile (spółka zależna od Deutsche Telekom) pozwał spółki AT&T oraz Engadget, które używały logo zawierające odcienie różu.

Brytyjska spółka otrzymała wezwanie do natychmiastowego zaprzestania posługiwania się logo zawierającym zakwestionowany kolor. Zdaniem Deutsche Telekom odcień różu określony jako „magenta” stanowi jej kluczowy element identyfikacyjny i jako taki jest powszechnie znany. Wobec tego posługiwanie się przez DataJar znakiem zwierającym element w kolorze różowym może prowadzić do ryzyka konfuzji wśród klientów. Mogą oni uznać, że towary i usługi DataJar pochodzą od Deutsche Telekom. Używanie przez brytyjską firmę znaku w kwestionowanym kolorze miałoby osłabić markę Deutsche Telekom. W piśmie wyrażono także „głębokie” zaskoczenie skierowaniem przez eksperta UKIPO znaku do publikacji oraz zażądano natychmiastowego wycofania wniosku o rejestrację.

Faktycznie Deutsche Telekom posiada znak towarowy, którym zastrzeżono kolor różowy w konkretnym, wskazanym w systemie oznaczania barw „RAL” odcieniu (410 telemagenta). Jest to jednak inny odcień różowego niż ten, dla którego zgłoszono znak DataJar.

Właściciel brytyjskiej firmy, James Ridsdale nie kryje wzburzenia sprawą. Działania Deutsche Telekom określa jako absurdalne i zaznacza, że jego firma w ogóle nie świadczy żadnych usług podobnych do usług Deutsche Telekom. Ridsdale stwierdził również, że DataJar zainwestowała już w ubrania, stronę, wizytówki i materiały biurowe z logo ze spornym kolorem. Dlatego DataJar czeka trudna decyzja – czy faktycznie wycofać logo z rynku, czy może wejść w spór z niemieckim gigantem.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 11 czerwiec 2018 12:11

Czyje jest “LOVE”?

Robert Indiana, rzeźbiarz, którego najbardziej znane dzieło wytyczyło kurs dla sztuki publicznej na całym świecie, zmarł kilka dni temu na odległej wyspie u wybrzeży stanu  Maine, gdzie mieszkał w odosobnieniu. Miał 89 lat. Dał światu „LOVE” – obraz, który stał się ikoną popkultury.

Dzień przed śmiercią rzeźbiarza, firma Morgan Art Foundation Limited pozwała artystę i kilku jego współpracowników za naruszenie praw autorskich. Firma  twierdzi, że od końca lat dziewięćdziesiątych była właścicielem praw autorskich do obrazu „LOVE” i kilku podobnych dzieł Indiany, w tym „AMOR” i „YALE”. Zgodnie z zarzutem, najnowsze dzieła Indiany naruszają prawa autorskie Morgan Art Foundation. 

Przypadek ten ukazuje gorzką ironię: kiedy Indiana po raz pierwszy naszkicował obraz, nie udało mu się formalnie uzyskać praw autorskich do „LOVE”. Obraz zyskał sławę, dopiero gdy Muzeum Sztuki Nowoczesnej zleciło Indianie zaprojektowanie kartki świątecznej w 1965 roku. Trzy lata później projekt stał się ikoną, po tym, jak amerykańska poczta wydrukowała 330 milionów znaczków pocztowych z wizerunkiem „LOVE”. 

Dopiero po zmianie prawa własności intelektualnej w 1976 r. Indiana uzyskał ograniczone prawa do tej pracy. Ale do tego czasu obraz już dawno wykroczył poza świat obrazu i rzeźby, a potencjalne zyski ominęły Indianę, dając mu jedynie rozgłos.

W ostatnich latach walkę o prawa do wizerunku „LOVE” zintensyfikowała się. Miasto Filadelfia, które po raz pierwszy, w ramach obchodów dwusetnej rocznicy miasta zainstalowało rzeźbę w 1976 roku, i sprzedawało różne pamiątki z jej wizerunkiem od lat, otrzymało wezwanie do zaprzestania tej działalności. Natomiast artysta, który twierdził, że Indiana dał mu zgodę na wykonanie rzeźby zainspirowanej „LOVE” otrzymał pozew o naruszenie praw autorskich. 
W tym czasie Morgan Art Foundation zarejestrowała dwa znaki towarowe na terytorium USA przedstawiające litery "LO" i „VE" w stylizowanej formie, oraz jest w trakcie zgłaszania trzeciego. „Biorąc pod uwagę fakt śmierci artysty, ściganie sprawy i ochrona jego dziedzictwa staje się jeszcze ważniejsze" - mówi Luke Nikas, prawnik Quinn Emanuel Urquhart & Sullivan, który reprezentuje Morgan Art Foundation.

Pozew złożony w amerykańskim sądzie opisuje historię powstania „LOVE”, która skupia się głównie wokół handlarza dzieł sztuki, Simona Salama-Caro. Według niej, w 1998,  Salama-Caro odwiedził Indianę w domu w Vinalhaven, Maine. Artysta, mający wówczas 70 lat, już dawno wycofał się ze świata sztuki. Ponoć Salama-Caro miał strategię ożywienia kariery Indiany, w tym ścisłe egzekwowanie praw autorskich Indiany.
Ponoć  Salama-Caro i Morgan Art Foundation zawarły umowę z Indianą, która przyznała im wyłączne prawa do obrazu „LOVE” oraz innych dzieł Indiany, za które sam artysta miał otrzymać 50 procent ze sprzedaży. Potem umowa została zmieniona tak, aby nadać Morgan Art Foundation prawa do wszystkich obrazów i rzeźb Indiana w latach 1960-2004, a następnie dać Morgan Art Foundation wyłączne prawa do wytwarzania obrazów „LOVE” . W przypadku tych prac, wynagrodzenie Indiany zostało ograniczone do 20 procent ze sprzedaży.

Dział: Aktualności