wtorek, 19 czerwiec 2018 06:13

Spór o kolor logo. T-Mobile broni koloru.

Niedawno pisaliśmy na blogu o sporze T-Mobile i brytyjskiej firmy DataJar. Chodzi o rzekome wykorzystanie przez tę firmę w swoim logo koloru różowego w odcieniu magenta, który jest zastrzeżony jako znak towarowy na rzecz Deutsche Telecom (właściciela T-Mobile). Takiego koloru DataJar miało użyć w zgłoszonym do ochrony znaku towarowym.

Deutsche Telekom i jego prawnicy twierdzą, że odcień magenta jest kluczowym elementem identyfikacyjnym firmy. Z kolei prezes DataJar, James Risdale, uznaje sprawę za absuradalną i wskazuje, że jego firma nie używa tego samego odcienia różowego. Zdaniem Risdale’a „nie można mieć na własność koloru”. Jednak prawnicy wypowiadający się w sprawie wyjaśniają, że jest nieco inaczej. Kolor może, w pewnych przypadkach, uzyskać ochronę jako znak towarowy, przy czym musi zostać zgłoszony do ochrony jako jeden z odcieni pantone – systemu standaryzacji kolorów.

Deutsche Telekom jest reprezentowana w sprawie przez znaną prawniczą korporację Hogan Lovells. W przesłanym do DataJar liście ostrzegawczym, prawnicy tej firmy mieli podnieść argumenty dotyczące identyfikacyjnej roli odcienia „magenta”, a także argumenty dotyczące osłabiania marki T-Mobile przez znak towarowy DataJar.

Jak już wspomnieliśmy brytyjska spółka stanęła w obliczu decyzji, czy dokonać rebrandingu, czy też wejść w kosztowny spór. Tym bardziej, iż pojawiają się głosy, że duża i renomowana korporacja taka jak Hogan Lovels nie sygnowałaby swoją marką pisma, które nie miałoby podstaw. Toteż wygrana sporu przez DataJar jest wysoce niepewna.

Dział: Aktualności

Firma Ivanki Trump otrzymała wstępną zgodę chińskiego rządu na rejestrację pięciu znaków towarowych na kilka dni przed ogłoszeniem przez jej ojca decyzji dotyczącej  ZTE Corporation, chińskiej firmy telekomunikacyjnej, która przyznała się do naruszenia amerykańskich sankcji wobec Iranu i Korei Północnej.
Pierwsza córka i doradczyni Białego Domu, reprezentująca Stany Zjednoczone podczas wydarzeń dyplomatycznych, ma już w Chinach kilkanaście znaków towarowych i wiele oczekujących na rejestrację zgłoszeń, podczas gdy Donald Trump posiada ponad 100 znaków towarowych w Chinach.

Dział: Aktualności
wtorek, 12 czerwiec 2018 10:42

T-Mobile walczy o kolor.

Gigant na rynku telekomunikacji i właściciel sieci T-Mobile, Deutsche Telekom próbuje uniemożliwić małej, zaledwie siedmioosobowej firmie rejestrację jej znaku towarowego w brytyjskim Urzędzie ds. Własności Intelektualnej (UKIPO).

Firmą tą jest brytyjska DataJar, spółka wprowadzająca urządzenia Apple do szkół i firm. Spółka działa od 5 lat i od początku używa tego samego logo, w którym wykorzystano odcień koloru różowego. Niedawno firma złożyła wniosek o rejestrację logo jako znaku towarowego. Deutsche Telekom próbuje nie dopuścić do rejestracji tego znaku. Prawnicy spółki wskazują na rzekome podobieństwo koloru wykorzystanego w logo DataJar do koloru wykorzystanego w znaku towarowym Deutsche Telekom (chodzi o tzw. odcień magenta).

DataJar nie jest zresztą pierwszą firmą, która popadła w konflikt z Deutsche Telekom na tle wykorzystania odcienia koloru różowego. Wcześniej T Mobile (spółka zależna od Deutsche Telekom) pozwał spółki AT&T oraz Engadget, które używały logo zawierające odcienie różu.

Brytyjska spółka otrzymała wezwanie do natychmiastowego zaprzestania posługiwania się logo zawierającym zakwestionowany kolor. Zdaniem Deutsche Telekom odcień różu określony jako „magenta” stanowi jej kluczowy element identyfikacyjny i jako taki jest powszechnie znany. Wobec tego posługiwanie się przez DataJar znakiem zwierającym element w kolorze różowym może prowadzić do ryzyka konfuzji wśród klientów. Mogą oni uznać, że towary i usługi DataJar pochodzą od Deutsche Telekom. Używanie przez brytyjską firmę znaku w kwestionowanym kolorze miałoby osłabić markę Deutsche Telekom. W piśmie wyrażono także „głębokie” zaskoczenie skierowaniem przez eksperta UKIPO znaku do publikacji oraz zażądano natychmiastowego wycofania wniosku o rejestrację.

Faktycznie Deutsche Telekom posiada znak towarowy, którym zastrzeżono kolor różowy w konkretnym, wskazanym w systemie oznaczania barw „RAL” odcieniu (410 telemagenta). Jest to jednak inny odcień różowego niż ten, dla którego zgłoszono znak DataJar.

Właściciel brytyjskiej firmy, James Ridsdale nie kryje wzburzenia sprawą. Działania Deutsche Telekom określa jako absurdalne i zaznacza, że jego firma w ogóle nie świadczy żadnych usług podobnych do usług Deutsche Telekom. Ridsdale stwierdził również, że DataJar zainwestowała już w ubrania, stronę, wizytówki i materiały biurowe z logo ze spornym kolorem. Dlatego DataJar czeka trudna decyzja – czy faktycznie wycofać logo z rynku, czy może wejść w spór z niemieckim gigantem.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 11 czerwiec 2018 12:11

Czyje jest “LOVE”?

Robert Indiana, rzeźbiarz, którego najbardziej znane dzieło wytyczyło kurs dla sztuki publicznej na całym świecie, zmarł kilka dni temu na odległej wyspie u wybrzeży stanu  Maine, gdzie mieszkał w odosobnieniu. Miał 89 lat. Dał światu „LOVE” – obraz, który stał się ikoną popkultury.

Dzień przed śmiercią rzeźbiarza, firma Morgan Art Foundation Limited pozwała artystę i kilku jego współpracowników za naruszenie praw autorskich. Firma  twierdzi, że od końca lat dziewięćdziesiątych była właścicielem praw autorskich do obrazu „LOVE” i kilku podobnych dzieł Indiany, w tym „AMOR” i „YALE”. Zgodnie z zarzutem, najnowsze dzieła Indiany naruszają prawa autorskie Morgan Art Foundation. 

Przypadek ten ukazuje gorzką ironię: kiedy Indiana po raz pierwszy naszkicował obraz, nie udało mu się formalnie uzyskać praw autorskich do „LOVE”. Obraz zyskał sławę, dopiero gdy Muzeum Sztuki Nowoczesnej zleciło Indianie zaprojektowanie kartki świątecznej w 1965 roku. Trzy lata później projekt stał się ikoną, po tym, jak amerykańska poczta wydrukowała 330 milionów znaczków pocztowych z wizerunkiem „LOVE”. 

Dopiero po zmianie prawa własności intelektualnej w 1976 r. Indiana uzyskał ograniczone prawa do tej pracy. Ale do tego czasu obraz już dawno wykroczył poza świat obrazu i rzeźby, a potencjalne zyski ominęły Indianę, dając mu jedynie rozgłos.

W ostatnich latach walkę o prawa do wizerunku „LOVE” zintensyfikowała się. Miasto Filadelfia, które po raz pierwszy, w ramach obchodów dwusetnej rocznicy miasta zainstalowało rzeźbę w 1976 roku, i sprzedawało różne pamiątki z jej wizerunkiem od lat, otrzymało wezwanie do zaprzestania tej działalności. Natomiast artysta, który twierdził, że Indiana dał mu zgodę na wykonanie rzeźby zainspirowanej „LOVE” otrzymał pozew o naruszenie praw autorskich. 
W tym czasie Morgan Art Foundation zarejestrowała dwa znaki towarowe na terytorium USA przedstawiające litery "LO" i „VE" w stylizowanej formie, oraz jest w trakcie zgłaszania trzeciego. „Biorąc pod uwagę fakt śmierci artysty, ściganie sprawy i ochrona jego dziedzictwa staje się jeszcze ważniejsze" - mówi Luke Nikas, prawnik Quinn Emanuel Urquhart & Sullivan, który reprezentuje Morgan Art Foundation.

Pozew złożony w amerykańskim sądzie opisuje historię powstania „LOVE”, która skupia się głównie wokół handlarza dzieł sztuki, Simona Salama-Caro. Według niej, w 1998,  Salama-Caro odwiedził Indianę w domu w Vinalhaven, Maine. Artysta, mający wówczas 70 lat, już dawno wycofał się ze świata sztuki. Ponoć Salama-Caro miał strategię ożywienia kariery Indiany, w tym ścisłe egzekwowanie praw autorskich Indiany.
Ponoć  Salama-Caro i Morgan Art Foundation zawarły umowę z Indianą, która przyznała im wyłączne prawa do obrazu „LOVE” oraz innych dzieł Indiany, za które sam artysta miał otrzymać 50 procent ze sprzedaży. Potem umowa została zmieniona tak, aby nadać Morgan Art Foundation prawa do wszystkich obrazów i rzeźb Indiana w latach 1960-2004, a następnie dać Morgan Art Foundation wyłączne prawa do wytwarzania obrazów „LOVE” . W przypadku tych prac, wynagrodzenie Indiany zostało ograniczone do 20 procent ze sprzedaży.

Dział: Aktualności

Jakiś czas temu pisaliśmy na blogu o sporze pomiędzy Lucasfilm, producentem “Gwiezdnych Wojen”, z wytwórnią Ren Ventures. Spór dotyczy gry na telefon o nazwie „Sabacc” wyprodukowanej przez firmę związaną z Ren Ventures. Lucasfilm twierdzi, że przysługują mu prawa do nazwy (pierwotnie była to nazwa gry w karty, w którą Han Solo wygrał swój kosmiczny pojazd) i na tej podstawie zarzuca Ren Ventures naruszenie praw do oznaczenia. Swoich praw Lucasfilm dochodzi na drodze sądowej, a rozprawę w tej sprawie wyznaczono na czerwiec. 

Tymczasem kolejna część „Gwiezdnych Wojen”, której centralnym bohaterem będzie Han Solo, oczekuje na premierę. Dla sprawy z Ren Ventures ma to znaczenie. Spółka ta wystąpiła bowiem z pozwem wzajemnym twierdząc, że po pierwsze Lucasfilm nie posiada żadnych praw własności intelektualnej do samej gry, a po drugie, że kampania promocyjna filmu narusza prawa Ren Ventures do rzeczywiście powstałej gry na telefon. Co istotne, Ren Ventures już wcześniej zarejestrował „Sabacc” jako znak towarowy.

W odpowiedzi Lucasfilm wniósł o to, by sąd nie uwzględniał roszczeń wzajemnych Ren Ventures dotyczących naruszenia prawa do znaku towarowego oraz nieuczciwej konkurencji. Zdaniem wytwórni roszczenia te są odpowiedzią na reklamę, promocyjne tweety i wywiady związane z wyczekiwanym nowym filmem z cyklu „Gwiezdnych Wojen”. Wszystkie te aktywności, w ocenie Lucasfilm, są realizowane są w oparciu o prawo wolności słowa.

Natomiast prawniczka reprezentująca Lucasfilm, Cynthia Arato, twierdzi że roszczenia Ren Ventures są pozbawione merytorycznych podstaw, a ich postawienie jest motywowane emocjami. Arato zauważa, że roszczenia dotyczące naruszenia znaku towarowego mogłyby być uwzględnione, gdyby Ren Ventures udowodniła, że istnieje ryzyko pomyłki co do pochodzenia znaku „Sabacc” od innego podmiotu niż właściciel znaku. Jej zdaniem udowodnienie tego faktu jest całkowicie niemożliwe.

Dodatkowo Lucasfilm zauważa, że nazwa “Sabbac” pojawiła się w Gwiezdnych Wojnach po raz pierwszy w 1980 roku i znalazła się także w kolejnych scenariuszach serii. Oznacza to, że nazwa jest używana od ponad trzydziestu lat. Lukasfilm konkluduje, że ten, kto wybiera na znak towarowy nazwę już istniejącą i związaną z osobą trzecią, nie powinien powoływać się później na ryzyko konfuzji.

Dział: Aktualności
czwartek, 07 czerwiec 2018 07:31

Słynny wzór kratki Burberry

Kultowy brytyjski dom mody Burberry wszczął spór z amerykańską spółką Target Corp. W ostatnich dniach złożył przeciwko niej pozew, w którym zarzuca naruszenie słynnego wzoru kratki. Nie jest to zaskoczeniem, gdyż Burberry pozwał już o to samo naruszenie wielu innych producentów i dystrybutorów odzieży, takich jak np. sieci domów towarowych J.C. Penney, czy T.J. Maxx (spory zakończyły się ugodą).

W pozwie przeciwko Target Corp. brytyjski dom mody zarzuca „powtarzalne, umyślne i rażące” przywłaszczenie przez Target Corp. słynnych wzorów Burberry, przedstawiających kratkę i chronionych w formie znaków towarowych. Sam wzór jest używany przez Burberry od lat 20 XX w., zaś jako znak towarowy został zarejestrowany zarówno w postaci kratki w kolorach czerwonym, czarnym, białym i „wielbłądzim”, jak i kratki bez koloru.

W pozwie brytyjska firma wskazuje, że już w 2017 roku wysłała Target Corp. list wzywający do zaprzestania naruszeń w związku z umieszczeniem wzorów Burberry na okularach, akcesoriach podróżnych i butelkach na wodę. Natomiast w późniejszym czasie Burberry dowiedział się o sprzedaży przez Target szalików z wzorem spornej kratki. Choć zdaniem domu mody szaliki te są zdecydowanie gorszej jakości od produkowanych przez Burberry, to na pierwszy rzut oka są nie do odróżnienia od oryginału. Co więcej, Target Corp. w przeszłości współpracował ze znanymi projektantami i domami mody, z którymi opracowywał kolekcje ekskluzywnych produktów. Współpraca ta była nagłaśniania w celu promocji produktów. Tym bardziej prawdopodobna jest pomyłka wśród odbiorców, którzy mogą uznać, że towary Target Corp. powstały we współpracy z Burberry. 

W odpowiedzi na pozew Target Corp. zadeklarował duży szacunek dla wszelkich praw dotyczących wzorów i wyraził nadzieję na zakończenie sporu „w rozsądny sposób”.

Dział: Aktualności
wtorek, 05 czerwiec 2018 06:31

The Mafia

Sąd Unii Europejskiej wydał niedawno orzeczenie dotyczące znaku towarowego sieci hiszpańskich restauracji działających pod nazwą “The Mafia” i specjalizujących się w kuchni włoskiej. Restauracja posługiwała się znakiem: „La Mafia se sienta a la mesa”, który można przetłumaczyć jako „Mafia siedzi przy stole”.

Z wnioskiem o unieważnienie tego znaku wystąpił w 2015 r. włoski rząd. Uzasadniając wniosek Włosi stwierdzili, że używanie dla celów handlowych nazwy organizacji przestępczej, której działalność narusza podstawowe wartości Unii Europejskiej, jest po prostu niemoralne. Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) uwzględnił ten wniosek. Następnie jego decyzja została zaskarżona przez hiszpańską firmę.

Ostatecznie sprawę rozstrzygnął Sąd Unii Europejskiej, który nie przychylił się do argumentów właściciela znaku i podtrzymał decyzje EUIPO. Hiszpańska sieć twierdziła na przykład, że znak nawiązuje do filmu „Ojciec Chrzestny”. W uzasadnieniu wyroku Sąd stwierdził jednak, że znak w istocie promuje organizację znaną z korupcji, wymuszeń i morderstw. Rzecz jasna orzeczenie nie zakazuje posługiwania się unieważnionym znakiem jako sloganem reklamowym. Niemniej jednak oznacza, że nie można w celu ochrony hasła, jakie zawierał ten znak, powoływać się na prawa do znaku towarowego.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 04 czerwiec 2018 06:28

Kanye West

Niedawno media obiegła informacja o konflikcie, w jaki popadł Kanye West z nieznaną szerzej chińską spółką o nazwie Fujian Baby Network Technology Co. Sprawa dotyczy znaku „Yeezy”. W portalach branżowych krążyły od pewnego czasu informacje o wygaśnięciu tego znaku i zaniedbaniu, jakiego miał dopuścić się raper (czy raczej jego prawnicy) polegającym na nieprzedłużeniu znaku, i wreszcie o przejęciu znaku przez wspomnianą chińską spółkę. 

Jak się okazuje West zgłosił znak „Yeezy” do ochrony dla towarów takich jak obuwie i odzież. Ochrona została uzyskana, jednakże z powodu zaniedbania w 2017 utracono ją dla towarów takich jak odzież. Z sytuacji skorzystała wspomniana chińska spółka, która zgłosiła w 2017 r. znak „Yeezy Boost” dla odzieży (co daje jej prawo do zakazywania korzystania z samego oznaczania „Yeezy” dla odzieży).

Mimo to, komentujący sprawę prawnicy twierdzą, że konsekwencje zaniedbania nie powinny być aż tak dotkliwe jak przedstawia się to w mediach. Według ekspertów najistotniejszy jest fakt, że West używał znaku jako pierwszy i jest to faktycznie jego znak. Konkretnie znak był używany co najmniej od 2009 r. początkowo jako pseudonim („Yeezy”), a od 2015 r. dla oznaczania kolekcji odzieży. A skoro tak, to zdaniem amerykańskich prawników, West może zostać uznany za faktycznego właściciela znaku, a to daje mu uprawnienia do podważania ochrony przyznanej znakowi „Yeezy Boost” zarejestrowanemu przez chińską spółkę. W mediach żartuje się, że po tym zdarzeniu West wyda wszystkim swoim prawnikom polecenie wpisania do kalendarzy terminów wygaśnięcia jego pozostałych znaków towarowych.

Dział: Aktualności

Rosyjski Federalny Urząd ds. Własności Intelektualnej, powszechnie znany jako Rospatent utrzymał w mocy decyzję odmawiającą rejestracji 4 znaków towarowych: ”B 140”, „C 250 e”, „S 350 e” i „E 400 e” zgłoszonych przez Daimler AG, spółkę matkę Mercedes-Benz. Rozstrzygnięcie to, jest zgodne z wcześniejszymi decyzjami Rospatent w sprawie innych podobnych („E 220”, „S 450”, „S 450 e” i „G 500” ) znaków towarowych zgłoszonych na rzecz tego samego Uprawnionego. 

Zgodnie z uzasadnieniem Urzędu, zgłoszone do ochrony elementy są wyłącznie kombinacjami liter i cyfr, a takie znaki nie mają zdolności odróżniającej, ponieważ brak im jakiegokolwiek oryginalnego przedstawienia graficznego lub znaczeniowego. Daimler AG nie zgadza się z tym uzasadnieniem, twierdząc, że różne typy samochodów są odróżniane przez konsumentów i specjalistów z branży, właśnie za pomocą kombinacji liter i cyfr. Według Uprawnionej, to właśnie specyficzna sekwencja liter i cyfr na przykład w oznaczeniu „E 220”, pozwala na przyznanie temu oznaczeniu zdolności odróżniającej. 

Jako kontrargument Rospatent powołał fakt, że przecież ta specyficzna kombinacja liter i cyfr, jako taka, nie jest kojarzona wyłącznie z marką Mercedes-Benz, powołując na tę okoliczność fakt, że firma BMW również używa elementu „220” do oznaczania swoich produktów.

Dział: Aktualności

“STARBOY” to nie tylko tytuł piosenki i albumu muzycznego, za który The Weeknd - kanadyjski piosenkarz i raper - otrzymał nagrodę Grammy w 2017r. Okazuje się, że jest to również znak towarowy, którego właścicielem jest niejaki  Eymun Talasazan, agent nieruchomości, a znak został przez niego zgłoszony krótko po tym, jak The Weeknd wydał swój album „Starboy” w 2016. 

Wojna rozpętała się na dobre po tym, jak Eymun Talasazan zgłosił do ochrony drugi znak „STARBOY” przeznczony do oznaczania takich towarów jak komiksy. Znak został zgłoszony do ochrony 11 dni po ogłoszeniu współpracy The Weeknd z wydawnictwem Marvel, której efektem ma być seria komiksów pod tytułem „STARBOY”. Komiksy mają trafić na półki amerykańskich sklepów w czerwcu tego roku.  Intencja zgłaszającego jest więc oczywista…

Eymun Talasazan nie pierwszy raz  próbuje wykorzystać czyjeś prawa, a The Weeknd nie jest pierwszym artystą, którego atakuje. Wcześniej, agent nieruchomości  zgłosił do ochrony znaki towarowe "Straight Outta Bombton" i "Runnin’through the 6", identyczne z tytułami hitowych piosenek Ken Malik i Drake. Nietrudno zrozumieć, dlaczego Talasazan próbuje wykorzystać słowo „STARBOY” teraz.  The Weeknd znalazł się na 6 miejscu listy najbogatszych ludzi Forbesa w 2017 roku, dzięki światowemu sukcesowi albumu „Starboy: Legend of the Fall”.  Jest więc o co walczyć.

Dział: Aktualności