poniedziałek, 03 wrzesień 2018 18:15

Nintendo walczy z piratami

Nintendo wystąpiło z roszczeniami o naruszenie praw autorskich, praw do znaków towarowych, a także czyny  nieuczciwej konkurencji przeciwko operatorowi witryny internetowej, oferującej nielegalne wersje gier z biblioteki Nintendo, zapisanych w formie plików ROM (tzw. emulacji). W sprawie już doszło do pierwszych sukcesów – sąd nakazał zamknięcie witryn LoveROMS.com i LoveRETRO.co, należących do Jacoba Mathiasa i jego firmy Mathias Designs LLC. – sprawców zamieszania.  Jak podkreśliło w pozwie Nintendo, proceder, jakiego dopuszczali się pozwani, polegał na kopiowaniu plików gier z specjalnych kartridżów, a następnie udostępnianiu ich w Internecie do pobrania. Uruchomić je można było z komputera czy telefonu za pomocą specjalnego oprogramowania zwanego emulatorem, które naśladowało funkcjonowanie fizycznych konsol do gier.

Serwisy LoveROMS.com i LoveRETRO.co ponoć udostępniły online tysiące tytułów Nintendo za darmo. Nintendo twierdzi, że tylko 10 najpopularniejszych gier na stronie LoveROMs.com, do których Nintendo posiada prawa autorskie i prawa do znaków towarowych, zostało pobranych ponad 60 milionów razy. Co więcej, strona LoveROMs.com rzekomo jest odwiedzana 17 milionów razy miesięcznie.

W związku z powyższym Nintendo żąda także pokaźnego odszkodowania.

Dział: Aktualności

Pod koniec zeszłego roku głośno było o pozwie wniesionym przez Disney'a przeciwko  „Characters For Hire”, małej firmie, która wysyła na urodziny dzieci kostiumy przedstawiające różnych bohaterów bajek. Te postaci, to w zasadzie nieznacznie zmienione postacie z bajek Disneya, takie jak „Dark Lord”- ciemny pan („Dearth Vader”) i „Big Hairy Guy”- wielki włochaty pan (Chewbacca). 

Disney pozwał „Characters For Hire”, zarówno w zakresie naruszenia praw do znaków towarowych jak i praw autorskich, podczas gdy Characters For Hire” twierdzą, że modyfikacje w postaciach oraz  wyraźne zastrzeżenie na stronie internetowej, że postacie nie są postaciami Disneya niwelują szanse na pomylenie. Zaś prawo autorskie odnosi się do określonych utworów, a nie do ogólnych pomysłów („ciemny pan”,  „wielki włochaty pan”). 

I tak prawie rok później pojawiły się pierwsze niekorzystne rozstrzygnięcia dla Disney’a. 

Sędzia federalny z Nowego Jorku nie wydał wyroku na korzyść Disneya w toczącej się sprawie przeciwko Nickowi Sarelli z „Characters For Hire”,  który jak twierdził Disney „prowadzi biznes oparty na naruszaniu bardzo cennych praw własności intelektualnej Powoda".

Co więcej, sędzia oddalił większość roszczeń dotyczących naruszeń znaków towarowych Disney’a. Uznał on ich pewne podobieństwo, ale równocześnie ustalił,  że obie firmy nie są konkurentami w tej samej branży, ani że odbiorcy „Characters For Hire”, mogą być wprowadzeni w błąd, ponieważ  to "dorośli, a nie dzieci" planują imprezy i nie ma dowodów na jakiekolwiek pomyłki w tym zakresie. 

Okazuje się, że wszelkie kroki i działania, które podjęła firma „Characters For Hire”, aby konsumenci nie byli wprowadzeni w błąd co do pochodzenia postaci z bajek Disneya były strzałem w dziesiątkę. Dowody Disneya w większości dotyczyły opinii klientów o postaciach, które czasami odwoływały się do oryginalnych postaci, ale sędzia stwierdził, że nawet w tych komentarzach nic nie wskazuje na jakiekolwiek wprowadzenie w błąd. Zamiast tego, dowiedziono, że rodzice doskonale wiedzieli, że kupują tak zwane „imitacje”. 

Sąd oddalił także część roszczeń dotyczących praw autorskich Disneya zauważając, że prawnicy Disneya przedstawili dowody w postaci niskiej jakości wydruków ze strony internetowej „Characters For Hire”, w tym zrzuty ekranu stron internetowych, które nie są już aktywne. Najbardziej prawdopodobnym wynikiem toczącego się postępowania jest osiągnięcie porozumienia stron.

Dział: Aktualności

Rospatent - Rosyjski Urząd Patentowy po raz kolejny oddalił wniosek Mercedes-Benz o rejestrację znaku towarowego w postaci oznaczenia „G 65”. 

We wcześniejszym rozstrzygnięciu, Rospatent stwierdził, że oznaczenie „G 65” jest jedynie prostą kombinacją liter i cyfr i jako takiej, brak jej zdolności odróżniającej, nie posiada żadnego elementu dystynktywnego np. oryginalnej grafiki lub znaczenia.

Z kolei wnioskodawca argumentował, że konsumenci i specjaliści z tej dziedziny potrafią odróżnić różne modele samochodów tylko za pomocą kombinacji liczba-litera. 

W 2015 roku Mercedes-Benz wprowadził nowy system specyfikacji swoich produktów, oparty na pięciu typach modeli samochodów: "A", "B", "C", "E" i "S". Daimler AG uważa, że ​​na przykład znak towarowy „E 220” można odróżnić ze względu na specyficzną sekwencję elementów, dzięki czemu jest on dystynktywny.

Jednak Rospatent konsekwentnie odmawia przyznawania ochrony podobnym oznaczeniom. Jeszcze w marcu Rospatent oddalił wnioski o przyznanie ochrony znakom „E 220”, „S450”, „S 450 e” i „G 500”. Tak samo postąpił w kwietniu tego roku, i w przypadku oznaczeń „B 140”, „C 250 e”, „S 350 e” oraz „E 400 e” rozstrzygnął o ich oddaleniu.

Dział: Aktualności
piątek, 24 sierpień 2018 05:06

LNDR kontra Nike LDNR

Koncern Nike przegrywa bitwę z firmą odzieżową LNDR. 

W ramach swojej nowej kampanii "Nothing Beats a Londoner” Nike wykorzystała skrót LDNR (wskazujący na „Londoner”/„Londyńczyk”). Oznaczenie LDNR pojawiało się w materiałach wideo, w mediach społecznościowych, na wystawach sklepowych, a także podczas wydarzeń na żywo podczas rozdawania gadżetów reklamowych. To nie spodobało się niewielkiej firmie odzieżowej, która pod bardzo podobnym oznaczeniem LNDR produkuje i sprzedaje kobiecą odzież sportową. Firma „LNDR” z siedzibą w Londynie zainteresowała się kampanią Nike, ponieważ uznała, że narusza ona jej prawa.

Już w marcu, w wyniku skargi firmy LNDR, Nike usunęła materiał pokazujący oznaczenie LDNR  ze swojego kanału YouTube, ponieważ Sąd w Wielkiej Brytanii orzekając na korzyść firmy LNDR, potwierdził naruszenie znaku towarowego LNDR. 

W toku postępowania, Sąd ustalił, że mimo, iż Nike przed uruchomieniem swojej kampanii, wiedział o istnieniu oznaczenia firmy LNDR, ponieważ przeprowadził badanie znaku towarowego, to zaryzykował potencjalne naruszenie praw do tego znaku.  Joanna Turner, założycielka LNDR argumentowała, że Kampania Nike bardzo szybko zyskała ogromną popularność. Według niej, opinia publiczna mogła odnieść wrażenie, że LNDR to znak Nike, lub że między firmami istnieje jakiś rodzaj współpracy. Aby chronić swoją markę i znaki towarowe, kluczowe dla dalszego rozwoju LNDR, firma zdecydowała się  podjąć kroki prawne w stosunku do globalnego koncernu.

Dział: Aktualności

Stowarzyszenie „The Scotch Whisky Association” (SWA) przyznało  znak certyfikujący „Szkockiej whisky” w Republice Południowej Afryki (RPA), której terytorium jest siódmym pod względem wielkości rynkiem eksportowym dla tego produktu.

Powyższy znak towarowy jest jedną z pierwszych rejestracji zagranicznych w RPA. Dzięki niemu, podrabianie „szkockiej” będzie o wiele trudniejsze. Mówi się, że dzięki eksportowi „szkockiej whisky” Wielka Brytania zarabia 139 funtów na sekundę, co stanowi równowartość ponad 4 miliardów funtów rocznie. Tylko w ubiegłym roku eksport tego trunku do RPA wzrósł o 20,7%,  do 144 milionów funtów, co daje prawie 100 wysyłanych butelek na minutę.

Dyrektor generalny SWA, Karen Betts, komentując rejestrację, stwierdziła: "Rejestracja certyfikującego znaku towarowego dla „szkockiej whisky” w RPA  jest kamieniem milowym w walce o prawa do narodowego napoju Szkocji. Ta rejestracja zapewni „szkockiej whisky” większy stopień ochrony prawnej i pozwoli na ściganie nieuczciwych handlowców, którzy starają się zarobić na szkockim dziedzictwie, rzemiośle i jakości tego produktu. Konsumenci mogą cieszyć się szkocką whisky pewni, że RPA dba o jakość oferowanych produktów i kontroluje, czy dostępny na rynku produkt jest wyprodukowany według tradycyjnych metod."

„Szkocka whisky” to jeden z największych produktów eksportowych Wielkiej Brytanii. Uważa się, że ochrona prawna tego produktu jest kluczem do sukcesu eksportowego w tej branży. A RPA przyłącza się do ponad 100 innych krajów, które zapewniają tę szczególną ochronę prawną.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 20 sierpień 2018 07:03

Conor McGregor znów ma kłopoty ze znakami towarowymi.

Conor McGregor znów ma kłopoty ze znakami towarowymi. Holenderskiej firmie o nazwie „McGregor” udało się zablokować sprzedaż na rynku europejskim kolekcji ubrań zapaśnika.

McGregor współpracuje z branżą modową od pewnego czasu. Na rynku dostępne są ubrania z jego nazwiskiem wprowadzane do sprzedaży przez firmę Reebok. Znany zawodnik wystąpił również do Urzędu Patentowego Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) z wnioskiem o rejestrację znaku towarowego „Conor McGregor”, m.in. dla odzieży.

Tymczasem holenderska firma „McGregor” jest właścicielem sieci ponad stu sklepów z odzieżą i prawdopodobnie nie jest zadowolona z pojawienia się Conora McGregora w tym biznesie. Świadczy o tym złożenie przez nią sprzeciwu wobec rejestracji unijnego znaku towarowego „McGregor”.

Zdaniem prawnika holenderskiej firmy istnieje ryzyko, że klienci przestaną odróżniać ubrania sygnowane nazwiskiem „McGregor” od tych, które pochodzą od firmy. Jest to bardzo prawdopodobne, ponieważ już teraz, na ubraniach Reeboka akcentowane jest przede wszystkim nazwisko gwiazdy, imię zapisano małymi literami. 

Osobny proces toczył się zresztą przeciwko Reebokowi (którego właścicielem jest Adidas) przed sądem w Hadze. Holenderski McGregor najpierw zwrócił się do Reebok o zaprzestanie sprzedaży odzieży z ich nazwą, ale wobec braku reakcji wystąpił na drogę sądową.

10 sierpnia haski sąd wydał wyrok, w którym uznał za uzasadnione roszczenia holenderskiej firmy i nakazał Reebokowi wycofanie odzieży ze sprzedaży. Sprawa dotycząca znaku towarowego jest toku, ale wyrok haskiego sądu może rzutować na rozstrzygnięcie EUIPO.

Dział: Aktualności

Kostka Rubika jest znakiem towarowym, jednakże spory o prawa do niej i do znaku trwają nieprzerwanie od lat ’70 ubiegłego wieku, kiedy została wyprodukowana. 

Produkt zatrzymany na Syberii pochodził jak można się domyślać z Chin. Każda z kostek była zapakowana w plastikową torebkę oznaczoną jako „zabawka” oraz „do recyclingu”.

Według rosyjskich dokumentów celnych jeden ze znaków towarowych przedstawiających kostkę Rubika należy do firmy Rubik's Brand Limited z Wielkiej Brytanii. Firma, działająca poprzez moskiewską kancelarię, wszczęła postępowanie administracyjne dotyczące nielegalnego użycia znaku.

Jednocześnie właściciel znaku towarowego poprosił o zniszczenie fałszywych kostek Rubika Irkucki urząd celny, który skonfiskował towary, nie poinformował, czy tak się stało.

Dział: Aktualności

Spadkobiery popularnego w latach ’60 aktora Steve’a McQueena wystąpili z pozwem przeciwko Ferrari. Ta luksusowa marka samochodowa wypuściła na rynek limitowaną edycję Ferrari Califormia T, nazwaną „The McQueen”. Nazwa nawiązuje zapewne do kultowego filmu „Bullit”, w którym McQueen gra jedną z głównych ról, i w którym kluczową rolę odegrał pościg samochodowy wąskimi ulicami San Francisco.

Rodzina aktora twierdzi jednak, że nie wyraziła zgody na wykorzystanie jego nazwiska. Rozmowy, jakie toczyły się z Ferrari, nie zakończyły się podpisaniem umowy. W pozwie jest mowa o tym, że Ferrari już wcześniej używało nazwiska bez autoryzacji, m.in. w celu promocji 70 rocznicy powstania firmy. Na prośbę rodziny Ferrari wycofywało się z tych przewsięzięć. Natomiast w 2017 r. spadkobiercy dowiedzieli się o sprzedaży samochodu pod marką „The McQueen”.

Rodzina aktora domaga się odszkodowania od Ferrari i wydania korzyści związanych z używaniem nazwiska Steve’a McQueena oraz wywoływaniem skojarzenia z jego osobą. Łączna dochodzona kwota przekracza 3 mln $.

Udzielanie licencji na korzystanie z nazwisk i wizerunków znanych osób jest powszechną praktyką rynkową. Osoby dysponujące prawami do tych nazwisk i wizerunków zwykle aktywnie nadzorują ich wykorzystywanie. Przy czym spory na tym gruncie zwykle są wytaczane przeciwko niewielkim firmom, duzi rynkowy gracze zazwyczaj szanują prawa własności intelektualnej, pozyskują licencje i przestrzegają ich warunków. Dlatego sprawa z Ferrari jest zaskakująca. Jeżeli jednak zarzuty są fałszywe, Ferrari może łatwo to udowodnić, pokazując umowę. 

Mimo upływu ponad trzydziestu lat od śmierci aktora, jego nazwisko nadal zapewnia powodzenie produktom, które są nim sygnowane. Sprzedaż samochodów posiadanych przez aktora lub tylko przez niego używanych przynosi duże zyski, a na rynku nie brakuje towarów, które są reklamowane jako mające związek z aktorem.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 06 sierpień 2018 08:17

Spór producentów w branży filmowej.

Producenci filmu “City of Lies” (pol. “Miasto kłamstw”) z Johnnym Depp’em w roli głównej wystąpili z pozwem przeciwko innej firmie producenckiej zarzucając jej używanie identycznej nazwy firmy, co wywołuje w branży konfuzję.

Pozew został złożony wspólnie przez powiązane ze sobą spółki amerykańską Good Film Productions U.S. Inc. oraz brytyjską Good Film Productions Ltd. Spółki te miały używać znaku „Good Films” w odniesieniu do produkcji filmowej od co najmniej 2008 roku.

Pozwanym natomiast jest Scott Budnick, producent m.in. filmu „Kac Vegas”. Zdaniem powodów używał on znaku „Good Films” co najmniej od 2015 roku dla oznaczania nazwy swojej firmy. W pozwie można przeczytać, że usługi oferowane przez tę firmę są identyczne w stosunku do tych, które oferują spółki Good Film Productions – tj. dotyczące produkcji filmowej. Same oznaczenia używane przez powodów i pozwanego są identyczne na płaszczyźnie wizualnej, fonetycznej i znaczeniowej. W związku z tym firmy są notorycznie mylone i stan ten może się pogłębiać. 

Powodowie twierdzą, że do pomyłek dochodzi także wśród osób wyspecjalizowanych w branży filmowej. Często zdarzało się, że do powodów zgłaszały się osoby z branży w celu przedyskutowania szczegółów planowanych projektów. Okazywało się jednak, że projekty te były prowadzone przez firmę Budnicka, ale z uwagi na tożsamość nazw firm, partnerzy biznesowi sądzili, że chodzi o firmę powodów.

Pozew zarzuca firmie Budnicka również oszukańcze oznaczenie pochodzenia i czyn nieuczciwej konkurencji oraz zawiera żądanie odszkodowania. Scott Budnick jak dotąd nie skomentował sprawy.

Dział: Aktualności
piątek, 03 sierpień 2018 08:09

Znak towarowy Kylian Mbappe

Francuski piłkarz Kylian Mbappe po niedawno zakończonych zwycięstwem Francji Mistrzostwach Świata w piłce nożnej w Rosji stał się jednym z najbardziej popularnych na świecie piłkarzy. Z tej popularności postanowiły skorzystać chińskie firmy i dziesiątki osób prywatnych. Chiński urząd znaków towarowych został zasypany wnioskami o rejestrację znaków towarowych zawierających nazwisko piłkarza.

Już w czasie trwanis Mistrzostw Świata do urzędu wpłynęło 189 wniosków o udzielenie prawa ochronnego, z których 159 dotyczyło rejestracji nazwiska piłkarza zapisanego alfabetem chińskim, zaś pozostałe 30 dotyczyło nazwiska „Mbappe” zapisanego alfabetem łacińskim. Kolejne wnioski wpłynęły po wygranym meczu Francji z  Argentyną, w czasie którego Mbappe strzelił dwa gole. Łącznie po meczu urząd zarejestrował 169 nowych wniosków, z których 72 wpłynęło już drugiego dnia po wygranej.

Prawnicy komentujący sprawę wskazują, że chińskie prawo nie przewiduje ścisłych wymogów co do rejestracji znaków. Jest prawdopodobne, że duża część znaków zostanie zarejestrowana, zwłaszcza że wielu ekspertów urzędu może nie znać nazwiska „Mbappe”. Piłkarz może natomiast skutecznie sprzeciwić się tej rejestracji. Tak było m.in. w przypadku koszykarza Michaela Jordana, który lata temu wygrał prawną walkę z osobami próbującymi zarejestrować jako znak towarowy jego nazwisko.

Niemniej jednak taki proces może być uciążliwy. Zgodnie z chińskim prawem znak towarowy traci ochronę, jeżeli nie był używany przez okres trzech lat. Prawnicy zwracają uwagę, że w niektórych sprawach lepszym rozwiązaniem jest po prostu odkupienie znaku. Zaznaczają, że sprawa Mbappe jest przykładem szerszego zjawiska określanego mianem „trademark trolling”  – rejestrowania znaków nie w celu ich rzeczywistego używania, ale w celu czerpania korzyści, np. poprzez odsprzedaż osobom, których nazwisko zarejestrowano.

Dział: Aktualności