środa, 31 maj 2017 14:58

    Dinozaur w ciężarówce

    Czy słowo „raptor” jest teraz bardziej synonimem ciężarówki niż dinozaura? Trochę trudno uznać, że pierwsze skojarzenie ze słowem „raptor” to wyładowany udogodnieniami i dodatkowymi funkcjami Ford F-150, służący do pokonywania off-roadowych dystansów.  Żeby pierwszą myślą na ten temat nie był żyjący dziesiątki tysięcy lat temu dinozaur, trzeba być naprawdę wielkim entuzjastą samochodów i motoryzacji. Większości słowo „raptor” przywodzi bardziej na myśl odgrywaną przez Chrisa Pratta postać z filmu „Jurasic World” z 2015 r., która usiłowała nazwać jakoś małe dinozaury, wyglądające jak miniaturowe wersje tyranozaura.

    Znak towarowy „Raptor” stał się niedawno zarzewiem sporu pomiędzy gigantem branży samochodowej a studiem filmowym odpowiedzialnym za serię „Szybcy i wściekli”. Studio Universal Pictures w grudniu 2015 r. chciało w amerykańskim urzędzie patentowym zgłosić do ochrony znak towarowy „Raptor Squad”. W świecie Parku Jurajskiego postać grana przez Pratta, Owen, trenuje stado raptorów – niewielkich dinozaurów, aby pokonać olbrzymiego, genetycznie zmodyfikowanego i złowrogiego dinozaura zwanego Indominus Rex. Drużyna raptorów Owena przybrała w filmie pseudonim „Raptor Squad”, który Universal Pictures chciał zarejestrować i używać do oznaczania zabawek, w tym samochodzików.

    Właściciel znaku „Raptor” używanego w branży motoryzacyjnej, Ford, szybko sprzeciwił się zgłoszeniu Universal Studios z powodu tego, że konsumenci mogą mylić zabawki pod nazwą „Raptor Squad” z samochodami Raptor i sądzić, że produkty te są powiązani z marką Ford, a w szczególności że mają coś wspólnego z pickupem F-150 Raptor. Ma to sens, ponieważ Ford używa nazwy „Raptor” nie tylko dla popularnej, szczególnie w USA, półciężarówki, ale też nakłada ją na serie elektrycznych zabawek-pickupów, przeznaczonych dla młodszych fanów F-150 Raptor. 

    Dział: Aktualności
    wtorek, 30 maj 2017 14:34

    Słodka porażka Nestlé

    Producent batonów KitKat znów przegrał w sporze dotyczącym tego popularnego batonika w kontekście znaków towarowych. Sąd orzekł przeciwko Nestlé w ciągnącej się od dłuższego czasu walce z Cadbury dotyczącej tego, czy forma batonika w kształcie czterech połączonych paluszków powinna być chroniona prawem ochronnym na znak towarowy. Międzynarodowy koncern Nestlé przegrał więc ostatnią rundę swojej długotrwałej bitwy z rywalem na czekoladowym rynku, właścicielem marki Cadbury, o znak towarowy dotyczący kształtu batona KitKat w Wielkiej Brytanii. Tamtejszy sąd apelacyjny orzekł bowiem, że taki znak nie posiada charakteru odróżniającego.

    Orzeczenie to oznacza ostatni etap w bitwie pomiędzy Nestlé a Mondelēz, amerykańskim właścicielem Cadbury, które walczyły o rejestrację kształtu KitKata od siedmiu lat. Odwołanie Nestle od brytyjskiego orzeczenia w styczniu zeszłego roku było odpowiedzią na decyzję odmowną w kwestii udzielenia ochrony trójwymiarowemu znakowi. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził wcześniej, że kształt batona składającego się z czterech połączonych wzdłużnie paluszków nie jest wystarczająco odróżniający, aby zasługiwać na rejestrację jako znak towarowy i że takie oznaczenie nie byłoby zgodne z prawem europejskim.

    Wyrok ten oczyszcza z przeszkód drogę konkurentom, w tym największym supermarketom produkującym własne produkty, a także innym cukiernikom, do produkcji własnych „KitKatów”, bez obawy o konsekwencje prawne. Rzecznik Nestlé sugeruje jednak, że koncern niekoniecznie jest gotowy zrezygnować z walki i rozważa następny ruch. Firma mogłaby potencjalnie spróbować przenieść sprawę do brytyjskiego sądu najwyższego. Nic dziwnego, skoro koncern Nestlé wydawał od 3 do 11 milionów funtów rocznie na promowanie KitKata w latach 1996-2007. W 2010 r. w samej Wielkiej Brytanii sprzedano ponad 40 milionów tych batoników. Uzyskanie monopolu na ten konkretny kształt słodyczy stanowi więc dla Nestlé łakomy kąsek.

    Dział: Aktualności
    środa, 24 maj 2017 14:19

    Wyrok wysokiej jakości

    10 października 2012 r. skarżąca, spółka Deluxe, dokonała zgłoszenia wspólnotowego znaku towarowego w postaci napisanego białą czcionką słowa „deluxe” wpisanego w czerwony, cieniowany element graficzny podobny do koła. Decyzją z 13 czerwca 2013 r. ekspert odrzucił zgłoszenie, ponieważ zgłaszany znak towarowy z jednej strony nie posiadał charakteru odróżniającego, a z drugiej informował konsumentów o jakości rozpatrywanych towarów i usług. Spółka wniosła do EUIPO odwołanie od decyzji eksperta.

    Izba Odwoławcza utrzymała w mocy decyzję eksperta. Uznała, że w części Unii Europejskiej, gdzie język angielski jest rozumiany, element słowny „deluxe” nie pozwala samoistnie na odróżnienie towarów i usług skarżącej od tych należących do konkurencji, ponieważ termin ten stanowi powszechnie stosowany rodzaj etykiety promocyjnej, polegającej zaledwie na wskazaniu wysokiej jakości. Izba Odwoławcza dodała, że termin deluxe należy do kategorii tych słów, które nie powinny zostać objęte monopolem przez żaden znak towarowy, a towarzyszący temu znakowi element graficzny nie jest wystarczający, aby nadać zgłoszonemu znakowi charakter odróżniający.

    Spółka Deluxe wniosła skargę o stwierdzenie nieważności spornej decyzji, którą Sąd UE uwzględnił. Sprawa trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości UE, który wydał wyrok 17 maja 2017 r.

    Trybunał stwierdził, że nie jest wykluczone, by towary i usługi objęte zgłoszeniem do rejestracji miały wspólną cechę charakterystyczną istotną dla dokonania analizy zastosowania bezwzględnej podstawy odmowy rejestracji oraz by mogły zostać przydzielone – w celu zbadania rozpatrywanego zgłoszenia do rejestracji względem tej bezwzględnej podstawy odmowy rejestracji – do jednej kategorii lub grupy dostatecznie jednolitej w rozumieniu orzecznictwa. Sąd był zobowiązany do sprawdzenia, czy termin „deluxe” faktycznie jest nośnikiem pojęcia „wysokiej jakości”, jak twierdzi Izba Odwoławcza, jako że ten element słowny stanowi bezpośrednie odniesienie do słowa „luksus”. W razie gdyby termin „deluxe” miał znaczenie inne niż „wysoka jakość”, zadaniem Sądu byłoby zbadanie, czy w świetle tego znaczenia towary i usługi objęte rozpatrywanym znakiem towarowym tworzą jednorodną grupę, co uzasadniałoby zastosowanie ogólnego uzasadnienia. Sąd zaś w sposób ogólny odrzucił możliwość istnienia jednorodności rozpatrywanych towarów i usług i w tym względzie nie wziął pod uwagę specyfiki zgłaszanego znaku towarowego, a w szczególności jego postrzegania przez właściwy krąg odbiorców. Sprawa została więc skierowana do ponownego rozpoznania przez Sąd.

    Dział: Aktualności
    wtorek, 23 maj 2017 10:45

    Opole pod znakiem zapytania

    Jak się okazuje, znak towarowy może czasem posłużyć nie tylko do tego, aby konsumenci wiedzieli, czyje towary lub usługi nabywają, ale też może być narzędziem zakazania komuś działań, które nie leżą w naszym interesie. Dzięki zgłoszeniu znaku towarowego „Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki – Opole” władze Opola mogą nie zgodzić się na organizację przez Telewizję Polską tegorocznej edycji kultowego festiwalu.

    W tym roku ten znany i lubiany festiwal polskiej muzyki popularnej miał się odbyć już po raz 54-ty. Czy się jednak odbędzie – nie wiadomo. Tegoroczny koncert miał się odbyć jako benefis znanej wokalistki, Maryli Rodowicz, a koncert miało uświetnić swoimi występami wiele polskich gwiazd, między innymi Kayah. Organizująca koncert Telewizja Polska podziękowała jednak artystce, podobno ze względu na jej udział w marszu KOD. Swoją solidarność z Kayah szybko wyrazili też inni artyści, którzy lawinowo zaczęli rezygnować z udziału w Opolu. Informacje, że nie wystąpią na festiwalu, podali do publicznej wiadomości między innymi Michał Szpak, Kasia Nosowska, zespół Kombi czy Andrzej Piaseczny.

    Co najważniejsze, z występów zrezygnowała też sama Maryla Rodowicz. To z kolei spowodowało wypowiedzenie umowy Telewizji Polskiej przez władze miasta Opole, ze względu na jej niedotrzymanie. Cały tegoroczny festiwal miał się bowiem opierać właśnie na benefisie Rodowicz. Co do dalszych losów popularnego festiwalu, podawane wersje są odmienne. Telewizja twierdzi, że sama zorganizuje festiwal, tylko odbędzie się to kiedy indziej. Trudno będzie jej to jednak zrobić, nie mogąc używać zgłoszonej jako znak towarowy nazwy. Również Opole zapowiada postawienie festiwalu na nogi, już własnymi siłami i w innym terminie.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 22 maj 2017 05:28

    Tabasco nie dla każdego

    Znaki towarowe z zasady mają służyć odróżnianiu produktów jednego przedsiębiorcy od podobnej oferty konkurencji. Dlatego też sądowe wojny o znaki towarowe dotyczą raczej zbliżonych towarów. W niedawnym sporze, który w Polsce skończył się, zanim się tak naprawdę zaczął, oferowane pod zarejestrowanym znakiem towarowym produkty i usługi są tak różne, że trudno byłoby chyba o tak mało zorientowanego konsumenta, żeby dał się on wprowadzić w błąd.

    Do warszawskiej firmy Tabasco Interactive, zajmującej się produkcją gier, zgłosił się niedawno pełnomocnik McIlhenny Company. Ta ostatnia produkuje całą gamę ostrych sosów służących do doprawiania potraw, oferowanych pod nazwą „Tabasco”. Zdaniem McIlhenny Company podobieństwo nazw polskiej firmy i produktu zagranicznej spółki może mieć negatywne skutki dla odróżnialności nazwy pikantnego sosu. Konsumenci mogliby pomyśleć, że oba podmioty – polski i zagraniczny – łączą jakieś powiazania handlowe. Opierając się na prawie ochronnym na znak towarowy, spółka McIlhenny Company zakazała warszawskim przedsiębiorcom używania nazwy Tabasco Interactive.

    Polski podmiot nie chciał kłócić się o swoją nazwę przed sądem. Wskazywał, że i tak rozważał zmianę nazwy, a kontynuowanie postępowania już na drodze sądowej wiązałoby się tylko z niepotrzebnymi kosztami i stratą czasu, jako że takie sprawy nie należą do krótkich i szybko rozwiązywanych. Czy to ze względu na roszczenia wysuwane przez producenta sosu Tabasco, czy też jako wynik decyzji biznesowych, zamiast Tabasco Interactive na polskim rynku działa teraz Orbital Knight.

    Dział: Aktualności
    środa, 10 maj 2017 10:57

    Spór o jednorożca

    Niewielka kawiarenka w Nowym Jorku weszła ostatnio w spór z kawowym gigantem – siecią Starbucks. Firma The End Brooklyn w złożonym przed sądem pozwie oskarża Starbucks o naruszenie praw do znaku towarowego, twierdząc, że kolorowy napój Unicorn  Frappuccino niedawno wprowadzony przez sieć ma nazwę zbyt podobną do Unicorn Latte, przysmaku oferowanego przez The End Brooklyn.

    Kawiarnia The End Brooklyn zaczęła sprzedawać Unicorn Latte w grudniu ubiegłego roku. W styczniu 2017 r. jej właściciel złożył wniosek do amerykańskiego urzędu patentowego o rejestrację znaku towarowego w postaci nazwy napoju. Starbucks wypuścił Unicorn Frappuccino na rynek, jako ofertę limitowaną, w kwietniu bieżącego roku. Słodki napój o efektownych kolorach szybko zyskał znaczną uwagę mediów i konsumentów. Co prawda oba napoje są podobne, ponieważ nie zawierają kawy, ale – zdaniem The End Brooklyn – znajdują się również na przeciwnych końcach spektrum zdrowego odżywiania. Unicorn Latte składa się bowiem z takich składników, jak daktyle, imbir, orzechy nerkowca czy algi. Pozew wskazuje zaś, że napój większego konkurenta składa się głównie z mleka i sztucznych substancji słodzących.

    Nowojorska kawiarnia zarzuca też kawowemu imperium, że oferowanie Unicorn Frappuccino stanowi czyn nieuczciwej konkurencji. Oba napoje mają bardzo podobną kolorystykę, a ich nazwy zawierają słowo „unicorn”, czyli jednorożec. Starbucks wskazuje że roszczenia The End Brooklyn są niezasadne. Zdaniem spółki, napój Starbucks Unicorn Frappuccino był inspirowany bajkowym wizerunkiem żywego i barwnego skrzydlatego jednorożca, który budzi skojarzenia z wielobarwną, jaskrawą kolorystyką. Postać ta nie jest zaś zmonopolizowana na rzecz żadnego rynkowego podmiotu.

    Dział: Aktualności
    piątek, 12 maj 2017 10:51

    Znak towarowy a efekt techniczny

    W 1999 r. spółka Yoshida dokonała w EUIPO zgłoszenia dwóch graficznych znaków towarowych w postaci dwóch symboli graficznych w kropki, głównie dla przyborów gospodarstwa domowego. Ekspert odrzucił wspomniane zgłoszenia ze względu na to, że rozpatrywane oznaczenia pozbawione były jakiegokolwiek charakteru odróżniającego. W następstwie uchylenia przez Izbę Odwoławczą jednej z decyzji odmownych, ekspert odstąpił 11 lipca 2002 r. od zastrzeżeń wobec drugiego zgłoszenia do rejestracji. Przedmiotowe znaki towarowe zostały zarejestrowane w dniach 25 września 2002 r. i 16 kwietnia 2003 r.

    10 lipca 2007 r. spółki Pi-Design, Bodum France i Bodum  Logistics wniosły o unieważnienie praw do tych znaków, jednak Wydział Unieważnień oddalił wnioski. Spółki odwołały się od tych decyzji, zaś Izba Odwoławcza zgodziła się z odwołaniami i uchyliła decyzje Wydziału Unieważnień. Sprawa trafiła przed Sąd UE, a później przed Trybunał Sprawiedliwości UE, który 11 maja 2017r. wydał wyrok.

    Trybunał wskazał, że spółka  Yoshida, która poprzestała w istocie na wskazaniu, że sporne oznaczenia zawierają istotne elementy dekoracyjne i odróżniające, nie oparła swojej argumentacji na zawartych w aktach sprawy dokumentach, które umożliwiłyby dowiedzenie w oczywisty sposób, iż Sąd przeinaczył w toku sprawy okoliczności faktyczne i dowody, nie wywodząc z nich, że szczególna konfiguracja całości czarnych kropek wystarczająco wyraźnie wykazywała charakter ozdobny, aby można je było uznać za znaczący element spornych oznaczeń niemający charakteru funkcjonalnego.

    Trybunał podkreślił również, że ograniczając podstawę odmowy rejestracji do oznaczeń tworzonych „wyłącznie” przez kształt towaru „niezbędny” do uzyskania efektu technicznego, prawodawca słusznie uznał, iż każdy kształt towaru jest w pewnym sensie funkcjonalny, a w konsekwencji zakazanie rejestracji kształtu towaru jako znaku towarowego tylko z tego względu, że wykazuje on cechy użytkowe, byłoby niewłaściwe. Dzięki wyrażeniom „wyłącznie” i „niezbędny” wspomniany przepis zapewnia, że rejestracji nie podlegają jedynie te kształty towaru, które są wyłącznie wyrazem zastosowanego rozwiązania technicznego i których rejestracja w charakterze znaku towarowego rzeczywiście utrudniłaby stosowanie danego rozwiązania technicznego przez inne przedsiębiorstwa. Taka rejestracja nazbyt ograniczałaby bowiem możliwości konkurentów w zakresie wprowadzenia na rynek kształtów towaru, które stanowią realizację tego samego rozwiązania technicznego.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 15 maj 2017 10:46

    Fałszywe opłaty (znak towarowy)

    Znak towarowy to przywilej dla przedsiębiorcy, który dzięki rejestracji może otrzymać monopol na używanie dla konkretnych towarów czy usług danego oznaczenia. Takie oznaczenie może być słowne, graficzne, albo też stanowić mix tych cech. Za rejestrację znaku towarowego trzeba jednak uiścić odpowiednią opłatę, zależną od przepisów państwa, w którym chcemy chronić nasz znak. Wpłata kosztów zgłoszenia czy rejestracji powinna wpłynąć  na konto odpowiedniego urzędu. W Polsce takie opłaty pobiera Urząd Patentowy RP. Jeżeli zgłaszamy zaś znak w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej, przelew powinien zostać wysłany na jego konto. Podobnie jest zazwyczaj z innymi urzędami różnych państw.

    Przedsiębiorcy rejestrujący znaki towarowe otrzymują jednak od jakiegoś czasu mnóstwo fałszywych faktur czy wezwań do zapłaty, które opiewają na różne kwoty opłat związanych z rejestracją znaku towarowego. Takie pseudo-dokumenty są często łudząco podobne do oficjalnej urzędowej korespondencji. Oszuści używają między innymi oficjalnie wyglądających nazw i podszywają się pod realnie istniejące instytucje, jak na przykład Ogólnopolski Rejestr Firm.

    Trzeba mieć jednak świadomość, że urzędowe pisma powinny zawierać sygnaturę sprawy, odpowiednie oznaczenia, a także personalia urzędnika zajmującego się sprawą. W razie wątpliwości, przed dokonaniem wpłaty kwoty widniejącej na „fakturze” na wskazane w niej konto bankowe, lepiej skontaktować się z urzędem, który potwierdzi taką konieczność. Może się też okazać, że takie pismo wale nie pochodzi z urzędu, ale jest nieuczciwym sposobem na zarobek zupełnie innego podmiotu. Problem ten dotyczy w szczególności podmiotów, które dokonują zgłoszeń bardzo wielu oznaczeń. Sprawa jest o tyle trudna, że późniejsze wyegzekwowanie utraconych pieniędzy jest w praktyce bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.

    Dział: Aktualności
    piątek, 19 maj 2017 06:19

    Nieczysta gra Marlboro

    W myśl przepisów znak towarowy służy do oznaczania dowolnych towarów, celem między innymi odróżniana towarów jednego producenta od drugiego. Przedsiębiorcy mogą używać go w każdy sposób, jaka tylko jest zgodny z prawem i przyjdzie im do głowy. Trzeba jednak pamiętać,  że prawo do używania znaków towarowych nie zawsze pozostaje nieograniczone i to nie zawsze tylko ze względu na prawa innych osób.

    We wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej za jakiś czas papierosy mają być planowo sprzedawane w opakowaniach o jednolitej, bardzo prostej szacie graficznej, pozbawionej znaków towarowych. Już od pewnego czasu postulują za takim działaniem Irlandia, Wielka Brytania i Francja. Dwa pierwsze państwa przygotowały nawet w ubiegłym roku projekt regulacji, której elementem jest ustandaryzowanie opakowań wyrobów tytoniowych. Takie działania mają na celu walkę z nałogowym paleniem papierosów, co powoduje między innymi znaczne wydatki na służbę zdrowia. Ograniczałoby to jednak wolność producentów papierosów w używaniu ich znaków towarowych, z czym nie mogą się oni pogodzić.

    Wielka Brytania już wprowadza takie właśnie zmiany. Według znowelizowanych przepisów wszystkie opakowania papierosów mają być w kolorze oliwkowozielonym i zawierać  graficzne ostrzeżenia przed szkodliwością palenia. 65% powierzchni opakowania muszą zaś zajmować ostrzeżenia zdrowotne. Nie spodobało się to producentowi papierosów Marlboro, który spróbował obejść nowe obostrzenia. Philip Morris, jeden z największych na świecie koncernów tytoniowych, dostarczył do brytyjskich sklepów, między innymi do sieci Sainsbury’s, Londis and Budgens, składane kartoniki pasujące na paczkę papierosów Marlboro i zawierające znaki towarowe marki. Konsument będzie mógł więc niedrogo zakupić taki kartonik i przykryć nim przykre zdjęcia na prawdziwym opakowaniu papierosów. 

    Dział: Aktualności
    środa, 17 maj 2017 15:09

    Polaroid zmartwychwstaje

    Piękne chwile można łatwo utrwalić na zdjęciach. Nawet jeśli nie wyjdą one jak spod obiektywu profesjonalnego fotografa, miło będzie później oglądać fotografie przypominające nam o momentach, w których byliśmy wyjątkowo szczęśliwi. Kiedy aparaty fotograficzne przestały wymagać użycia kliszy i zrobienie tysiąca zdjęć podczas weekendowego wyjazdu stało się rzeczywistością, do lamusa odeszły nie tylko tak działające urządzenia, ale i produkujące je firmy. Niektóre z nich przerzuciły się na produkcję innych urządzeń, inne zaś zniknęły z rynku.

    Co ciekawe, marka najbardziej kojarzona z fotografią – Polaroid – nadal istnieje i niedawno została wykupiona przez polskiego miliardera ukraińskiego pochodzenia. Wiaczesław Smołokowski przejął niedawno 100% udziałów w spółce PLR IP Holdings, która jest właścicielem znaków towarowych i patentów związanych z marką Polaroid. W 2001 r. PLR IP Holdings ogłosiła upadłość, zaś znak towarowy „Polaroid” przechodził z rąk do rąk i były używany do oznaczania przeróżnych towarów, od aparatów fotograficznych począwszy, na telewizorach skończywszy.

    Miliarder nie zamierza jednak zarządzać fotograficzną spółką sam. Ma ona być prezentem dla jego syna, który jakiś czas temu zainwestował w holenderską firmę Impossible Project, produkującą jako ostatnia filmy do aparatów marki Polaroid. W 2016 r. Impossible Project wypuściła na rynek Impossible I-1, aparat do natychmiastowego wywoływania zdjęć. Legendarny znak towarowy kojarzący się ze zdjęciami być może nie zniknie więc po cichu z powierzchni Ziemi.

    Dział: Aktualności