poniedziałek, 21 styczeń 2019 06:30

Spór sądowy wokół Black Mirror: Bandesnatch

Jakiś czas temu głośno było o interaktywnym filmie “Black Mirror: Bandesnatch” zrealizowanym przez platformę streemingową Netflix. Niedawno film stał się przedmiotem sporu sądowego. Wydawca książek dla dzieci firma Chooseco LCC pozwała Netflixa w związku z pojawiąjącą się w filmie frazą: „Choose Your Own Adventure”, czyli w tłumaczeniu: „Wybierz swoją własną przygodę”. Fraza ta stanowi znak towarowy zarejestrowany na rzecz wydawcy. Chooseco LCC dochodzi od Netflixa kwoty 25 milionów dolarów powołując się na nieuprawnione użycie znaku towarowego. Co więcej wydawca twierdzi, że kwota ta stanowi wyłącznie wstępne, zachowawcze wyliczenie.

Netflix właściewie mógł się spodziewać takiego obrotu sprawy. Platforma od lat negocjowała z Chooseco LCC warunki wykorzystania frazy, jednak do porozumienia nigdy nie doszło. Już po wykorzystaniu „Choose Your Own Adventure” przez Netflixa, wydawca wysłał do niego list ostrzegawczy, który nie przyniósł rezultatu.

W wyprodukowanym przez Netflix filmie fraza „Choose Your Own Adventure” stanowi tytuł książki. W rzeczywistości pod tym tytułem również sprzedawano książkę, a wydawcą był nie kto inny jak właśnie Chooseco. W latach 1978 – 1998 wydawca miał sprzedaż 250 milionów egzemplarzy tej książki. Teraz Chooseco podnosi w pozwie,  że w filmie Bandersnatch pojawiają się sceny ekstremalnej przemocy fizycznej, morderstwo, nadużywanie narkotyków oraz umożliwienie widzowi zadecydowania o śmierci dziecka. W książce takie sceny w ogóle się nie pojawiają i Chooseco nie chce, by książka była z nimi kojarzona.

Rzecznik prasowy Chooseco stwierdził, że wydawnictwo zapewnia między innymi odpowiednią treść książek dla poszczególnych grup wiekowych dzieci. Tym bardziej wydawca nie chce, by jego książka, przeznaczona dla dzieci i młodzieży w wieku między 7 a 14 lat, była kojarzona z przemocą pojawiającą się w filmie, którą uznaje za szkodliwą. Rzecznik zaznaczył też, że działania Netflixa naruszają renomę znaku.

Sprawę skomentowała również jedna z założycielek wydawnictwa Shannon Gilligan. Stwierdziła, że jej firma wolałaby nie uciekać się do sporów sądowych. Jednak biorąc pod uwagę rozmiar szkody, które ponosi znak „Choose Your Own Adventure”, wydawnictwu nie pozostały już żadne inne środki ochrony.

Dział: Aktualności
środa, 16 styczeń 2019 10:51

Nirvana w akcji

Z pewnością większość z nas kojarzy Nirvanę - amerykański zespół grunge'owy oraz grający rock alternatywny, jednak nie każdy kojarzy, że z zespołem ściśle związany jest styl odzieżowy - grunge. Charakterystycznymi cechami tego tylu są m.in. luźne swetry, dodatki z ćwiekami, czy też ciężkie buty, tj. elementy ubioru, które niejednokrotnie posiadają logotypy znanych kapel (m.in. Nirvany). Odnajdą się w nim osoby, które lubią się wyróżniać i w ten sposób wyrażają swoją osobowość, jednak styl grunge z pewnością nie zasłynął i już nie zasłynie na światowych wybiegach, ale ma szanse na sali sądowej.

W ostatnim czasie Marc Jacobs, amerykański projektant mody, wypuścił na rynek nową kolekcję odzieżową "Redux Grunge Collection 1993/2018", która ściśle nawiązuje do mody grunge z lat 90. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie informacja podana przez serwis TMZ. Otóż z ostatnich informacji wynika, że Nirvana po prezentacji nowej linii odzieżowej amerykańskiego projektanta wytoczyła przeciwko Marcowi Jacobsowi proces o naruszenie prawa ochronnego na znak towarowy. Ma to związek z faktem, że kapela dopatrzyła się w nowej kolekcji ubrań nawiązania do swojego logotypu, który został zarejestrowany jeszcze w 1992 roku.

Porównując oba logotypy z pewnością można powiedzieć, że są niemal identyczne. Dlaczego niemal? Otóż jedyna, drobna różnica polega na tym, że Marc Jacobs zamiast oczu w kształcie "x" umieścił litery "M" oraz "J". Co ciekawe, kolorystyka logo także jest tożsama. To tylko potwierdza, że roszczenia Nirvany można uznać za zasadne.

Jak potoczy się sądowa potyczka znanej kapeli oraz słynnego projektanta? Z pewnością w najbliższej przyszłości poznamy więcej informacji na ten temat, jednak co ciekawe - do dnia dzisiejszego na stronie firmy odzieżowej Marca Jacobsa można dokonać zakupu ubrań zawierających sporny znak towarowy.

Dział: Aktualności

Cypr utracił znak towarowy „halloumi” zarejestrowany w Wielkiej Brytanii. Co gorsza, utrata prawa do znaku wynikała z zaniedbań cypryjskiej administracji. Przyczyną utraty była głównie zmiana adresu do doręczeń i niewłaściwe postępowanie urzędników z korespondencją, która nadeszła z Wielkiej Brytanii. Mówi się, że sprawa ujawniła daleko posuniętą niekompetencję cypryjskich urzędników, którzy dodatkowo nie zareagowali odpowiednio, gdy brytyjska spółka złożyła wniosek o unieważnienie „halloumi”  w brytyjskim Urzędzie ds. Własności Intelektualnej (IPO).

Znak „halloumi” został zgłoszony przez Republikę Cypryjską do ochrony w 1990 roku. Rejestrację uzyskano dopiero 22 lutego 2002 r. dla towarów w postaci serów z owczego i koziego mleka, serów z mieszanek krowiego mleka”. Znak był ostatnio odnawiany na kolejny 10-letni okres ochronny, który powinien zakończyć się 22 grudnia 2027 roku.

Co istotne, cypryjskie ministerstwo odpowiedzialne za rejestrację znaku, jako adresy do korespondencji wskazywało adres kancelarii Clifford Chance lub kancelarii prawno-patentowej Chancery Trade Marks, obu mających biura w Wielkiej Brytanii. Jednak ostatecznie w 2011 r. ministerstwo jako adres korespondencyjny podawało już tylko adres w Nikozji.

W grudniu 2017 r. brytyjska spółka John & Pascalis Ltd, zgłosiła m.in. wniosek o unieważnienie znaku „halloumi”. W związku z tym, IPO wysłało na początku 2018 roku informację do właściciela znaku, czyli Republiki Cypryjskiej, o tym fakcie i jednocześnie wezwało Cypr do przedstawienia stanowiska w sprawie do 26 marca 2018 r. Zgodnie z brytyjskim prawem, w razie braku odpowiedzi wniosek o unieważnienie powinien zostać uwzględniony w całości, a więc prawo do znaku towarowego unieważnione. 

Zawiadomienie zostało odebrane 9 lutego 2018 r. i odczytane przez co najmniej dwóch urzędników. Pracownicy ministerstwa polecili przekazać je do biura prawnego. Jednak zawiadomienie nigdy tam nie trafiło.

To jeszcze nie przekreślało możliwości zajęcia stanowiska w sprawie przez Cypr. Zgodnie z brytyjskim prawem IPO powinno zawiadomić właściciela znaku, który nie złożył odpowiedzi o dodatkowym 14-dniowym terminie na złożenie wniosku o wysłuchanie lub pisemne uzasadnienie powodów, dla których wniosek o rejestrację znaku powinien zostać uznany za uzasadniony, a wniosek o unieważnienie oddalony.

Faktycznie IPO wysłało co cypryjskiego ministerstwa zawiadomienie, w którym wyjaśniło, że brak odpowiedzi będzie traktowany jak uznanie wniosku o unieważnienie. IPO wyznaczyło termin na odpowiedź na dzień 19 kwietnia 2018 r. oraz szczegółowo opisało, jakiego rodzaju dokumenty powinny zostać złożone.

List został doręczony 26 kwietnia. Jak się okazuje, następnie przekazano go do innego departamentu. Urzędnicy tego departamentu postanowili jednak zwrócić list do pierwotnego adresata. Ostatecznie list trafił we właściwe ręce 9 maja 2018 r. – tydzień po tym jak IPO wydało decyzję o unieważnieniu znaku „halloumi”.

Tego samego dnia cypryjski rząd otrzymał informację o unieważnieniu znaku i niezwłocznie zwrócił się do brytyjskich prawników z prośbą o wyjaśnienie sprawy. W rezultacie od decyzji zostało złożone odwołanie, które ostatecznie rozstrzygnięto 28 listopada na niekorzyść Cypru.

Odwołanie było rozpatrywane przez sąd, który w wyroku stwierdził, że strony, które decydują się podawać swój adres korespondencyjny poza Wielką Brytanią, muszą ponosić tego konsekwencje. Zdaniem sądu cypryjskie ministerstwo odpowiedzialne za znaki towarowe było sprawcą własnego nieszczęścia. Gdyby nie to, że dokumentację z IPO była przekazywana pomiędzy urzędnikami ministerstwa, być może do unieważnienia znaku „halloumi” nigdy by nie doszło.

Dział: Aktualności

"St Andrews Links" to jedno z najstarszych pól golfowych w Szkocji, znajdujące się w mieście St Andrews. Jego właściciele postanowili zgłosić do ochrony jako znak towarowy  oznaczenie "St Andrews", aby w ten sposób powstrzymać inne firmy z całego świata, które promuj produkty golfowe z użyciem tej nazwy. 

Wniosek o przyznanie ochrony spotkał się jednak z decyzją odmowną Urzędu ds. Własności Intelektualnej Unii Europejskiej (EUIPO) (instancja odwoławcza EUIPO także podtrzymała decyzję o odmowie rejestracji znaku) . Sprawa dotarła aż do Sądu UE w Luksemburgu, który potwierdził wcześniejsze rozstrzygnięcia. Obrót sprawy niewątpliwie zaskoczył władze St Andrews Links, które posiadają już w swoim portfolio znaków towarowych oznaczenia dot. "St Andrews" w zakresie towarów i usług związanych z golfem  na całym świecie. 

Zgodnie z argumentacją EUIPO, oznaczenie "St Andrews" odnosi się przede wszystkim do miasta znanego z pól golfowych, a nie do produkcji lub sprzedaży odzieży, obuwia, nakryć głowy, gier i zabawek. Sąd stwierdził natomiast, że prawo unijne i brytyjskie co do zasady, wyklucza rejestrację nazw geograficznych jako znaków towarowych w przypadku gdy wyznaczają one określone miejsca geograficzne, które są znane z kategorii danych towarów lub usług. Stwierdził również, że oprócz pól golfowych o nazwie St Andrews Links, jest też kilka innych znanych pól golfowych, które mogą być postrzegane jako dziedzictwo  "St Andrews". Na tej podstawie Sąd uznał, że skargę, jako bezzasadną, należy oddalić w całości.

Prawnicy szkoccy zgadzają się z tym rozstrzygnięciem, przypominając, że nazwy geograficzne to takie oznaczenia, które powinny pozostać w domenie publicznej, do użytku w dobrej wierze dla każdego, ponieważ pozytywny związek między nazwą danego miejsca a znakiem może mieć potencjalny wpływ na odbiór przez konsumenta.

Dział: Aktualności
niedziela, 23 grudzień 2018 07:00

Kolor jako znak towarowy

Próby rejestracji koloru jako znaku towarowego podejmowali niemalże wszyscy,  od Christiana Louboutin po Cadbury. Ale czy faktycznie jest to gra warta świeczki? Okazuje się, że w odniesieniu do kreowania marki, kolor to jedno z najpotężniejszych narzędzi, które można mieć na wyłączność. Psychologia koloru jest tematem niekończących się od lat badań, z których generalnie wypływa na pewno jedna podstawowa zasada, że ludzie emocjonalnie reagują na kolory. Na przykład kolor czerwony jest postrzegany jako podnoszący puls, a ten jest przecież chętnie wykorzystywany przez Coca-Colę czy Vodafone. Z kolei niebieski, kojarzony jest ze spokojem i rzetelnością, dlatego jest niezwykle popularny wśród banków, instytucji finansowych czy służbie zdrowia. 

Nie dziwi więc, że wiele firm chce posiadać kolory, których używają do budowania swojej marki, na wyłączność. Pomiędzy firmami toczyło się wiele batalii sądowych, dotyczących naruszeń praw do koloru. Jednakże, stosunkowo niewiele wśród nich jest historiami zakończonymi faktycznym sukcesem.

W końcu co to za sukces Christian'a Louboutin'a, gdzie Federalny Sąd Apelacyjny, w sprawie przeciwko Yves Saint Laurent orzekł, że Louboutin  ma prawo chronić swoje buty z rozpoznawalną czerwoną podeszwą, skoro orzeczenie to nie ma zastosowania w przypadkach naruszeń, gdzie reszta buta też jest czerwona?  Podobnie było w przypadku długotrwałego sporu Nestlé przeciwko Cadbury w 2013 r., gdzie Nestle udało się obalić rozstrzygnięcie umożliwiające Cadbury uzyskanie praw do koloru fioletowego jako znaku towarowego.  

Każdy ma swoje strategie marketingowe, jednakże warto się zastanowić, czy nie lepszą inwestycją dla firm byłoby jednak wydanie pieniędzy na dobre wzornictwo albo opracowanie strategii marki, a nie udział w kosztownych sporach prawnych.

Dział: Aktualności
czwartek, 20 grudzień 2018 11:08

Znak towarowy Louis Vuitton

Słynny paryski dom mody Louis Vuitton (LV) przez dziesiątki lat inwestował miliony dolarów i ogrom wysiłku w budowanie wizerunku i rozpoznawalności swoich znaków towarowych. Nic więc dziwnego, że pozywa każdego, kto bez jego zgody czerpie korzyści z powyższych wartości. Takiego działania według LV dopuściła się nowojorska firma i-Fe Apparel Inc., która promowała i sprzedawała odzież z wykorzystaniem jednoznacznie kojarzącego się z LV znaku "Toile Monogram" (inicjały LV wraz z towarzyszącymi motywami kwiatowymi). 

Pozew złożony przeciwko i-Fe Apparel, w sądzie federalnym w Nowym Jorku składa się z 15 roszczeń dotyczących naruszenia, rozwodnienia i podrabiania znaków towarowych LV, opartych o przepisy prawa federalnego oraz common law. „Efekt skali” LV osiągnął powołując się na w/w naruszenia w odniesieniu do "Toile Monogram" jako całości oraz jego poszczególnych elementów, będących indywidualnymi znakami towarowymi. Takie podejście uznać należy za  wyraźną demonstrację  wyszukanej strategii ochrony znaków towarowych, stosowanej przez LV, która w praktyce przełoży się także na odpowiednio większe roszczenia odszkodowawcze w przypadku, gdy sąd stwierdzi poszczególne naruszenia. Tym sposobem LV ma dużo większe pole manewru w przypadku naruszeń nieoczywistych, np. jeśli naruszyciele dokonają jakichkolwiek zmian lub modyfikacji w monogramie, np. poprzez używanie tylko niektórych elementów. Taki zakres ochrony zapewnia LV większą swobodę w skutecznym pozywaniu osób naruszających jego prawa

W przypadku, i-Fe Apparel Inc. naruszenie polegało na kopiowaniu monogramu w całości, łącznie z logo "LV" i nadrukami kwiatowymi, w związku z czym LV wykorzystał wszelkie możliwe opcje dotyczące właśnie całego, jak i poszczególnych elementów znaku „Toile Monogram".

Dział: Aktualności

Unijne znaki towarowe będą podlegały ochronie w Wielkiej Brytanii, także po Brexicie – tak stanowi projekt umowy pomiędzy Zjednoczonym Królestwem a Unią Europejską, dotyczącej zasad Brexitu.

Specjaliści w dziedzinie prawa własności intelektualnej, w kontekście Brexitu, wielokrotnie wskazywali na możliwość utraty z dnia na dzień praw m.in. do znaków towarowych – w przypadku gdyby Wielka Brytania nie uregulowała kwestii tych praw w umowie z Unią Europejską określającej zasady wyjścia z UE.

Ostatecznie do projektu wspomnianej umowy wprowadzono artykuł 54 stanowiący, że właściciele unijnych znaków towarowych będą nadal, bez konieczności spełniania dodatkowych wymagań, właścicielami podobnych praw do zarejestrowanych znaków towarowych skutecznych na terenie Wielkiej Brytanii. Jednakże warunkiem uzyskania takiego „porównywalnego prawa” jest uzyskanie prawa do unijnego znaku towarowego przed końcem tzw. okresu przejściowego, tj. 21 miesięcy od daty wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. 

W projekcie umowy wyjaśniono również, że pełnomocnik strony w postępowaniu przed Urzędem ds. Własności Intelektualnej Unii Europejskiej (EUIPO) będzie mógł reprezentować stronę postępowania nadal, także po okresie przejściowym, jeżeli został ustanowiony w tym okresie przejściowym. Projekt umowy wspomina o reprezentowaniu w ramach „procedury”, nie wyjaśnia jednakże, o jaką procedurę chodzi. W rezultacie prawnicy komentujący treść projektu umowy wyrażają zaniepokojenie. Z treści projektu nie wynika bowiem jednoznacznie dalsza możliwość reprezentowania przez brytyjskich pełnomocników ich klientów przed EUIPO – to bowiem do brytyjskich pełnomocników odnosi się omawiany zapis.

Te same co wyżej zasady mają znaleźć zastosowanie w odniesieniu do praw do wzorów wspólnotowych oraz oznaczeń geograficznych. Ostatnie ze wskazanych praw chronią oznaczenia jedzenia i napojów jako pochodzące z konkretnych krajów lub regionów. Przykłady? Na terytorium UE chronione są: Szampan, Koniak, Parmigiano Reggiano, szynka parmeńska, a także brytyjski towar eksportowy – szkocka whisky. Propozycja objęcia oznaczeń geograficznych zasadami, które obowiązują dla unijnych znaków towarowych i wzorów wspólnotowych, padła w zeszłym roku ze strony Komisji Europejskiej. Komisja zasugerowała, że Wielka Brytania powinna poddać ochronie prawnej również oznaczenia geograficzne chronione obecnie na gruncie prawa unijnego. Propozycja został uwzględniona i właściciele praw do oznaczeń geograficznych mogą spać spokojnie, nawet jeżeli Brexit dojdzie do skutku.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 10 grudzień 2018 07:00

Kylie Minogue rozpoczęła spór sądowy z Kylie Jenner

Kylie Minogue rozpoczęła spór sądowy z Kylie Jenner, po tym, jak ta ostatnia chciała nazwać swoją markę kosmetyczną ich wspólnym imieniem "KYLIE". Australijska piosenkarka (Kylie Minogue) od dawna znana jest po prostu jako "Kylie" i chciała, aby tak pozostało. Jednak w kwietniu 2014 gwiazda reality show (Kylie Jenner) słynąca ze swoich oryginalnych zestawów szminek zgłosiła do ochrony znak "KYLIE".  Minogue zatrudniła prawnika, który w piśmie blokującym zgłoszenie opisał Jenner jako "osobowość telewizyjną drugiej kategorii", co zdaje się miało być pewną złośliwością… choć zaraz po tym, piosenkarka przyznała, że to określenie zabolało też i ją. Twierdzi, że nie wiedziała o tym wcześniej. 

W międzyczasie cała Australia była oburzona tym, że oznaczeniem "KYLIE" na całym świecie ma dysponować Kylie Jenner.  Minogue twierdzi, że nie chciała robić nikomu kłopotu, dlatego wszystko zostało załatwione dyskretnie. Prawnicy Minogue w piśmie do Urzędu Patentowego w USA, który zakwestionował zgłoszenie znaku Jenner, napisali, że Minogue jest piosenkarką, działaczką humanitarną oraz aktywistką zajmującą się rakiem piersi, na całym świecie znaną jako "Kylie".

Zgłoszenie znaku "KYLIE" w imieniu Jenner zostało ostatecznie odrzucone w lutym zeszłego roku, a Kylie Jenner podobno złożyła odwołanie od tej decyzji. 

Minogue, choć aktywnie broniła swoich racji, twierdzi, że ten spór nie wynika z osobistych pobudek. Twierdzi, że nawet nigdy nie spotkała Kylie Jenner. 

Wydaje się jednak, że kariera Minogue wzmocniła się po tym zajściu. W przyszłym roku, po raz pierwszy  zaśpiewa na sławnym festiwalu w Glastonbury - pierwszy raz w swojej karierze. Co prawda miała wystąpić tam 12 lat temu, ale musiała zrezygnować, ponieważ na miesiąc przed odkryła, że ma raka piersi.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 03 grudzień 2018 05:37

Konkurencja Red Bull, spór z marką Big Horn

Być może miłośnicy napoju energetycznego Red Bull chcieliby, by niepodzielnie rządził rynkiem. Niestety producentowi napoju (a zarazem hojnemu sponsorowi sportowców) depcze po piętach konkurencja.

Jednym z konkurentów jest marka „Big Horn”. Niedawno marka wygrała sądowy spór z Red Bullem. Ten ostatni twierdzi, że Big Horn naruszył jego kultowy znak przedstawiający dwa byki  i żółty krąg (być może słońce) w tle. Sąd uznał jednak, że podobieństwa między znakiem Red Bulla a znakiem używanym przez Big Horn nie były tak znaczne, by mówić o naruszeniu. 

Red Bull twierdził natomiast, że podobieństwa na poziomie wizualnym i koncepcyjnym są oczywiste. Logo używane przez Big Horn przedstawiało dwa barany walczące na tle żółtego okręgu. Co więcej, na puszcze z napojem użyto jako tła koloru niebieskiego i srebrnego. Wobec tego producent Red Bulla uznał, że intencja czerpania nienależnych korzyści przez konkurenta była oczywista. Natomiast druga strona sporu twierdziła, że nie skopiowała znaku Red Bulla, ponieważ logo przedstawia jedynie zwierzęta podczas ich naturalnych czynności. Poza tym zwierzęta w znaku Red Bull są zwierzętami domowymi, natomiast te z puszcze Big Horn zwierzętami dzikimi. Jak się okazuje ta druga argumentacja przekonała ostatecznie sąd.

Red Bull dotychczas nie skomentował sprawy.

Dział: Aktualności
czwartek, 29 listopad 2018 06:00

Nowa marka czy żart? Teslaquila

Większość z nas kojarzy Elona Muska, południowoafrykańskiego filantropa i przedsiębiorcę, twórcę m.in. PayPal, SpaceX, Tesla, Neuralink i Boring Company. Poza wskazanymi markami Musk oferuje bardzo szerokie spektrum usług i towarów. W ostatnim czasie w ofercie przedsiębiorcy można było znaleźć m.in. miotacze ognia, bilety na orbitę Księżyca, mini Tesle, ładowarki do telefonów, czapki czy też deski surfingowe po 1500 dolarów.

Jednak niezależnie od w/w "biznesów" w ostatnim czasie Elon Musk w Amerykańskim Biurze Patentów i Znaków Towarowych (USPTO) złożył wniosek o rejestrację znaku towarowego "Teslaquila", który domyślnie ma być związany z branżą alkoholową. Od razu widać tu podobieństwo do popularnego trunku Tequila o mocy ok. 40%, który produkowany jest ze sfermentowanego soku agawy niebieskiej. W samym zgłoszeniu sama "Teslaquila" opisana jest jako destylowany alkohol z agawy oraz destylowany alkohol z agawy niebieskiej, co jednoznacznie potwierdza, na czym Musk się wzorował.

Warto wskazać, że sama "Teslaquila" nie jest nowym tworem. Otóż Musk na swoim Twitterze podczas Prima Aprilis żartował, że jego marka Tesla zbankrutowała, a on sam zapija smutki właśnie "Teslaquilą", co z kolei przełożyło się na obniżenie kursu akcji firmy. Na pytania mediów o nowy znak Elon Musk w dniu 12 października 2018 roku opublikował na Twitterze zdjęcie butelki z etykietą "Teslaquili", która swoim wyglądem nawiązuje bezpośrednio do jego marki samochodowej, a jednocześnie potwierdza istnienie co najmniej koncepcji nowego alkoholu. Warto jednak odnotować, że sam samochód Tesla w USA jest nieznacznie bardziej popularny niż sam Mercedes. Świadczą o tym statystyki, z których wynika, że w trzecim kwartale Mercedes-Benz sprzedał 66 542 samochodów, z kolei firma Muska - 69 925. Ponadto, w planach Muska jest otwarcie pierwszej poza USA fabryki samochodów elektrycznych, która zlokalizowana ma być w Szanghaju.

Jednak wracając do samej "Teslaquili", amerykańska stacja CNBC odnosząc się do samego zgłoszenia nowego znaku wskazała, że prawdopodobnie ma to na celu wykorzystanie nowej marki w przyszłości i rozszerzenia oferty przedsiębiorcy na nowe rynki. Jednak znając samego Elona Muska - nowy znak może być zarówno nową marką, jak również zwykłym żartem, o czym można się było przekonać w ostatnim czasie kiedy właściciel Tesli zapowiadał, że wejdzie na rynek cukierków, co nigdy nie nastąpiło.

Niezależnie od motywacji Muska – w najbliższym czasie przekonamy się czy nowy znak wejdzie na rynek w jakiejkolwiek formie. 

Dział: Aktualności