czwartek, 24 sierpień 2017 10:41

Sukces New Balance w Chinach

Producent obuwia sportowego New Balance wygrał rekordowe odszkodowanie w chińskiej sprawie dotyczącej naruszenia znaku towarowego po tym, jak trzy lokalne firmy obuwnicze naruszyły logo marki zawierające stylizowaną literę N. Chiński sąd przyznał amerykańskiej firmie odzieżowej ponad 10 milionów yuanów (około 1,5 miliona dolarów). Chińscy prawnicy uważają to za najwyższe dotychczas odszkodowanie przyznane zagranicznej firmie w sporze o znak towarowy w Chinach.

Ten znany dotychczas z zatrważającej ilości podróbek kraj zaostrza swoje prawa, aby stawić czoła powszechnemu problemowi i naruszeniom znaków towarowych. Sąd w mieście Suzhou, na zachód od Szanghaju, wydał w zeszłym tygodniu orzeczenie przeciwko trzem oskarżonym o naruszenie amerykańskiego znaku towarowego producentom odzieży. Chiny wzbogacają i poprawiają swoje przepisy dotyczące znaków towarowych od czasu przystąpienia do Światowej Organizacji Handlu w 2001 r. Niedawne reformy legislacyjne znacznie zwiększyły ochronę marki w Chinach, gdzie z licznymi naruszeniami borykali się często zagraniczni przedsiębiorcy.

Zmiany obejmują wyższe wartości progowe odszkodowań ustawowych, nowe kwoty odszkodowawcze dla powtarzających się naruszeń oraz ustanowienie czterech wyspecjalizowanych sądów prawa znaków towarowych. W ubiegłym roku również amerykańska legenda koszykówki, Michael Jordan, wygrała spór o znak towarowy w Chinach, w długotrwałym sporze o użycie jego nazwiska przez lokalną firmę sportową.

New Balance uczestniczył w długoletnich bitwach o znaki towarowe w Chinach, gdzie znajduje się ponad 2000 jego sklepów. Ostatnie zwycięstwo firmy jest postrzegane jako zwycięstwo międzynarodowych firm w Chinach. Prawnik w kancelarii Lusheng, która reprezentowała New Balance, powiedział agencji Reuters, że taka decyzja sądu „wysyła mocną wiadomość, która powinna ułatwiać zagranicznym firmom prowadzenie działalności gospodarczej w Chinach”.

Dział: Aktualności
środa, 23 sierpień 2017 10:39

Jak zaostrzyć smak sporu. Vegeta vs. Kucharek

Szczypta przypraw zawsze przyda się, żeby dodać potrawom smaku. Niektórzy smakosze preferują też bardzo ostre potrawy. Ostrości nie można także odmówić sporowi toczącemu się od 2014 r. przed czeskim sądem, który wszedł właśnie w kolejne stadium. Przedmiotem konfliktu są opakowania dwóch przypraw: dobrze nam znanej Vegety produkowanej przez chorwacką firmę Podravka i jej polskiego odpowiednika, oferowanego pod nazwą Kucharek. Oba produkty, składające się głównie z suszonych warzyw, sprzedawane są w opakowaniach w kolorze jaskrawoniebieskim, ze zbiorem warzyw na pierwszym planie oraz postacią kucharza, ewidentnie zadowolonego z występowania na woreczku przyprawy.

Vegeta jest produktem bardzo popularnym na czeskim rynku. Polski produkt, wytwarzany przez Grupę Prymat, trafił tam zaś za pośrednictwem czeskiej spółki Pekny-Unimex. Zdaniem czeskiego oddziału spółki produkującej Vegetę, Podravka-Lagris, opakowania, w jakich sprzedawana jest polska przypraw, zbytnio upodobnione zostały do jej chorwacki odpowiednika oferowanego na czeskim rynku. Zdaniem chorwackiej spółki, stanowi to czyn nieuczciwej konkurencji. W wyroku wydanym dwa lata temu przez czeski sąd uznano, iż opakowania Kucharka rzeczywiście są zbyt podobne do woreczków, w których znajduje się konkurencyjna przyprawa. Sąd nakazał więc Grupie Prymat zmianę opakowań produktów przeznaczonych na czeski rynek. Spółka uczyniła zadość wyrokowi i rzeczywiście zmieniła opakowania. Co prawda, nadal były w tym samy kolorze, ale warzywa były na nich ułożone już trochę inaczej, a kucharz – wyraźnie do tej pory starszy i wąsaty, został odmłodzony i pozbawiony wąsów.

 W tym roku Podravka dostała również 200 tys. koron czeskich (równowartość ok. 30 tys. zł) odszkodowania, co jednak nie usatysfakcjonowało chorwackiej firmy. W sierpniu bieżącego roku stwierdziła na łamach czeskiej gazety „Denik”, że producent Kucharka nadal w nieuczciwy sposób wykorzystuje rynkową popularność Vegety.

Dział: Aktualności
wtorek, 22 sierpień 2017 10:37

Atari wściekłe na Nestle

Co mają wspólnego gry komputerowe i czekoladowe batoniki? Najwyraźniej więcej niż tylko to, że można jeść jedno, grając w drugie. Nestle, producent popularnych batoników Kit Kat, musi obecnie bronić swoich racji w nowym procesie, w którym producent komputerów Atari oskarżył tę szwajcarską firmę o nieuczciwe wykorzystanie klasycznej serii gier wideo z lat siedemdziesiątych, co miało pomóc w sprzedaży Kit Katów.

Według umieszczonych w pozwie zarzutów, koncern Nestle miał zaszkodzić reputacji Atari na Facebooku, Twitterze i w telewizji, wykorzystując nazwę, wygląd i wyobrażenie gry „Breakout”. Pozew zarzuca Nestle naruszenie praw autorskich i praw do znaku towarowego. Atari twierdzi, że ​​Nestle i jej oddziały z USA i Wielkiej Brytanii dążą do tego, aby wykorzystać popularne obecnie skojarzenia z retro-grami komputerowymi.

Pierwszy baton Kit Kat został wyprodukowany w 1935 r., zaś koncern Nestle kupił pomysł na niego w roku 1988 od  brytyjskiego cukiernika nazwiskiem Rowntree. Gra „Breakout” została zaś stworzona przez współzałożyciela Apple, Steve'a Wozniaka, z pomocą Steve'a Jobsa, jako następca popularnej wtedy gry „Pong” i wymagała od gracza zbijania rzędów kolorowych klocków. Według firmy Atari, spółka Nestle zastąpiła po prostu kolorowe cegiełki brązowymi batonikami Kit Kat i użyła całości w reklamie  batonów Kit Kate Bites zatytułowanej „Kit Kat: Breakout”. Atari twierdzi, że takie działanie stanowi naruszenie jej praw własności intelektualnej, dla którego Nestle nie ma usprawiedliwienia. Reklama Kit Kat Bites była emitowana tylko w Wielkiej Brytanii i już została usunięta.

Firma Atari, założona w 1972 r. przez Nolana Bushnella i Teda Dabneya, była jednym z pionierów nowoczesnej kultury gier komputerowych. To producent konsoli do gier dominujących w latach 70. i 80. XX w. Podobnie jak wiele innych firm z branży, Atari padło ofiarą krachu związanego z grami komputerowymi z 1983 r., kiedy to odnotowano 97%-owe straty, z 3,2 mld USD do 100 mln USD w ciągu dwóch lat: od 1983 do 1985 r.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 21 sierpień 2017 08:35

Google walczy o zachowanie znaku towarowego

Czy określenie „google” jest zbyt ogólne i jako takie nie jest godne ochrony, jaką daje rejestracja znaku towarowego? Odpowiedź na to pytanie musi znaleźć Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych.

Słowa takie jak teleprompter, termos, czy aspiryna były kiedyś zarejestrowanymi znakami towarowymi. Straciły jednak ten status, gdy ich nazwy stały się zbyt ogólne i zostały uznane za nazwy generyczne, wskazujące po prostu na istotę danego przedmiotu.

Sprawa tocząca się przed amerykańskim Sądem Najwyższym została póki co wygrana przez Google w sądzie niższej instancji. Pozew, od którego się zaczęła, wskazuje, że „Google” nie powinno już być znakiem towarowym, ponieważ słowo „google” w języku angielskim jest synonimem hasła „szukać w internecie”. Zgodnie z nim, nie ma słowa innego niż czasownik „to google”, który określa przeszukiwanie internetu za pomocą dowolnej wyszukiwarki. Jest to prawdopodobnie jedna z najważniejszych w ostatnim czasie spraw dotyczących amerykańskich znaków towarowych, zaraz obok rozpatrywanej w czerwcu tego roku sprawy obraźliwych znaków towarowych.

Spór dotyczący znaku towarowego „Google” rozpoczął się w 2012 r., kiedy Chris Gillespie zarejestrował 763 nazwy domen, które łączą nazwę „google” z innymi słowami, w tym na przykład „googledonaldtrump.com”. Firma Google złożyła skargę dotyczącą cyberprzestępczości w ramach ujednoliconej zasady rozstrzygania sporów w zakresie nazw domen i zgłosiła też naruszenie praw do znaku towarowego. Google wygrał, a zespół arbitrażowy rozpatrujący sprawę zarządził przepadek domen. Gillespie pozwał następnie Google w celu unieważnienia znaku towarowego. W ubiegłym roku amerykański sąd apelacyjny stwierdził, że gigant wyszukiwania zachowuje swój znak towarowy, nawet jeśli termin „to google” stał się znany dla wyszukiwania internetu. Jednym z powodów jest fakt, że Google nie jest tylko wyszukiwarką.

Dział: Aktualności
piątek, 18 sierpień 2017 09:18

Słodkie zmartwienie Toblerone

Kształt jest cechą towarów, która teoretycznie również może być chroniona jako zarejestrowany znak towarowy. W praktyce uzyskanie prawa do znaku 3D nie jest takie proste. Wynika to z faktu, że przepisy zabraniają rejestracji jako znaków towarów produktów, których kształt zwiększa ich wartość. Z tej przyczyny odmówiono na przykład rejestracji głośników do odtwarzacza muzycznego, których kształt tak naprawdę wynikał z ulepszających je cech technicznych.

Na rejestrację trójwymiarowych znaków towarowych chrapkę mają często producenci słodyczy. Wiadomo, że każdy chce zachować monopol na charakterystyczny kształt batonika czy czekolady. Niektórym taka sztuka się udaje – jako znak 3D zarejestrowany jest między innymi specyficzny kształt czekolady Toblerone, składającej się z trójkątnych segmentów. Niedawno firma Mondelez, producent Toblerone, wystosowała pismo ostrzegawcze do firmy Poundland, która oferuje czekoladowe batony okształcie podobnym do Toblerone. Czekoladki Twin Peaks również są podzielone na podobne, choć węższe, segmenty.

Poundland wypuścił na rynek swoje czekolady po niekorzystnym dla Mondelez odbiorze przez konsumentów wiadomości, że szwajcarski producent czekolady zwiększa luki pomiędzy szczytami w swoich własnych batonach, aby zrekompensować wyższe koszty produkcji. Wersja zarejestrowana jako znak towarowy ma bowiem 12 czekoladowych szczytów, a regularny batonik – obecnie 9. Sieć Poundland twierdzi więc, że nie narusza praw do znaku towarowego, ponieważ jego wersja czekoladki różni się kształtem od chronionej postaci. Mondelez obstaje jednak przy swoim. Spółka twierdzi, że batony Poundland stanowią naruszenie jej praw. Jeżeli żadna ze stron nie da za wygraną, być może sprawa skończy się przed sądem.

Dział: Aktualności
czwartek, 17 sierpień 2017 13:57

Avatar walczy nie tylko na Pandorze

Ten film Jamesa Camerona z 2009 r., stworzony w technice 3D, opowiadający o odbywającej się w przyszłości misji sparaliżowanego od pasa w dół żołnierza, którego jaźń w niebieskim ciele wyhodowanej hybrydy człowieka i kosmity zostaje wysłana na planetę Pandora, jest najbardziej dochodowym filmem w historii kina. Mowa oczywiście o super-popularnej produkcji „Avatar”. Teraz przez ten właśnie film ma kłopoty polska firma Digital Emotions.

Jej założyciel, Krzysztof Kieszkowski, stworzył technologię Avatar Live, przeznaczoną dla parków rozrywki. Bardziej znana poza Polską niż w jej granicach, technologia ta jest atrakcją jednego z największych parków rozrywki w Korei Południowej, Lotte World. Polega ona na wykorzystywaniu animowanej postaci sterowanej przez aktora, która może komunikować się z odwiedzającymi park rozrywki.

Digital Emotions otrzymała od producenta „Avatara”, wytwórni 20th Century Fox, list ostrzegawczy wzywający do zaprzestania używania nazwy „Avatar Live”. Miało to bowiem naruszać prawa wytwórni do znaku towarowego „Avatar”, zarejestrowanego między innymi dla usług rozrywkowych. Sprawa jest o tyle ciekawa, że technologia Avatar Live została pierwszy raz wykorzystana w 2000 r. na EXPO 2000 w Hannoverze, a więc na 9 lat przed wejściem na ekrany hollywoodzkiego hitu. Ponadto, samo słowo „awatar” jest szeroko wykorzystywane przez internetową społeczność, na określenie postaci reprezentującej daną osobę w świecie wirtualnym, na przykład w grze komputerowej. Słowo to ma również konkretne pochodzenie – w sanskrycie „avatāra” oznacza cielesną formę bóstwa. Polska firma najwyraźniej nie chciała jednak mieszać się w sądowe spory. Digital Emotions zgodziła się z roszczeniami 20th Century Fox i zmieniła nazwę technologii na „Virtual Puppet”.

Dział: Aktualności

Międzynarodowy dom mody Gucci od ponad pół wieku wysyła na wybieg swoje ubrania ozdobione pasem złożonym z mniejszych pasków w kolorze niebiesko-czerwono-niebieskim i zielono-czerwono-zielonym. Podobne wzory z podobnymi pasami są jednak obecnie sprzedawane przez Forever 21, młodzieżową markę odzieżową, która niedawno pojawiła się również w Polsce. Dlatego też Gucci oskarża markę o naruszenie znaku towarowego. Podobno  naśladownictwo jest formą pochlebstwa, jednak najwyraźniej nie wtedy, gdy w grę wchodzą miliony dolarów.

Forever 21 twierdzi, że projektanci marki użyli w swoim produkcie losowo wybranych niebiesko-czerwono-niebieskich pasków. Oba projekty kurtki będącej przedmiotem sporu rzeczywiście są jednak bardzo podobne. Wykonana z błyszczącego materiału w srebrnym kolorze kurtka w obu wersjach posiada przy rękawach, kołnierzu i na dolnym ściągaczu ten sam motyw pasów w identycznym ułożeniu i kolorystyce. Trudno więc uwierzyć, iż jest to rzeczywiście dzieło przypadku.

Nie jest to pierwszy bój domu mody Gucci o znak towarowy. Gucci bił się miedzy innymi z innym producentem odzieży z wyższej półki, amerykańską firmą Guess, o literę „G”, rzekomo kojarzoną i rozpoznawaną przez klientów z logo Gucci. Była ona również wykorzystywana do sygnowania kolekcji obuwia przez Guess. W 2012 r. zakończyła się nowojorska sprawa, w której wyroku sąd uznał roszczenia powoda, zobowiązując Guess do zapłaty odszkodowania. Natomiast sąd mediolański orzekł rok później na korzyść marki Guess, nakazując jednocześnie unieważnienie kilku włoskich znaków towarowych zastrzeżonych przez Gucci, w tym charakterystyczny symbol podwójnego „G”. 

Dział: Aktualności
piątek, 11 sierpień 2017 07:38

Hulk Hogan na ringu z MGM

Wytwórnia filmowa MGM zgłosiła sprzeciw wobec wniosku amerykańskiej spółki Big Blondes LLC o rejestrację znaku towarowego związanego z postacią graną przez zawodnika MMA Hulka Hogana w super-popularnym filmie o młodym i pełnym ambicji bokserze – „Rocky”. Studio, któremu przysługuje prawo do franczyzy filmowej tej serii, sprzeciwiło się rejestracji znaku towarowego „Thunderlips” na rzecz Big Blondes LLC. Wniesiony sprzeciw zawiera wypowiedź, że MGM „posiada informacje i wiarę” w to, że to właśnie Hulk Hogan kontroluje i kieruje działalnością spółki Big Blondes.

MGM sprzeciwia się rejestracji ze względu na swoje prawa do filmowej franczyzy, twierdząc, że gdyby ktoś inny niż studio filmowe otrzymał prawa do takiego znaku towarowego, mogłoby to wprowadzać konsumentów w błąd. Hogan grał w filmie „Rocky III” postać o takim właśnie pseudonimie, co przyczyniło się do wzrostu popularności Hogana i jego sławy w branży zapaśniczej.

MGM wietrzy również złą wiarę po stronie spółki Big Blondes. Studio filmowe wskazuje, że w chwili złożenia wniosku wnioskodawca wiedział, że oświadczenie złożone w Urzędzie Patentowym i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych wskazujące, że to właśnie ta spółka miała prawo do wykorzystania oznaczenia „Thunderlips” i że  nie narusza to żadnych cudzych praw - było fałszywe, ponieważ zgłaszający wiedział o wcześniejszych prawach MGM do marki „Thunderlips” dla identycznych i podobnych towarów.

Wniosek o znak towarowy został złożony już w marcu 2017 r., ale początkowo został oddalony przez sam urząd, ponieważ firma nie wykazała używania znaku towarowego w związku z określonymi usługami wymienionymi jako "Rozrywka, a mianowicie usługi świadczone przez zawodowego zapaśnika, zapasy, aktorstwo”.

Dział: Aktualności
środa, 16 sierpień 2017 07:32

Dior wygrywa przed NSA

Luksusowa marka Dior wygrała niedawno spór o znak towarowy z Urzędem Patentowym przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. 30 marca 2012 r. do Urzędu Patentowego RP wpłynął sprzeciw Parfums Christian Dior wobec decyzji o udzieleniu prawa ochronnego na znak towarowy "A ADORATION" na rzecz Interton Sp. z o.o., zarejestrowany głównie dla kosmetyków. Wnoszący sprzeciw stwierdził, iż produkty wymienione w wykazie znaku spornego należą do kosmetyków objętych ochroną znaku towarowego "J'ADORE", w związku z czym należy je uznać za towary identyczne. Ponadto, jego zdaniem, porównywane oznaczenia zbudowane są z tego samego trzonu słownego "ADOR" (ADORE/ADORA-), co ma istotny wpływ na tożsamość ich postrzegania przez odbiorców. W ocenie wnoszącego sprzeciw dodatkowe elementy takie jak: litera "J", apostrof w znaku wnoszącego sprzeciw oraz końcówka -"TION" w znaku spornym nie eliminują podobieństwa pomiędzy ww. oznaczeniami w zakresie członów "ADORE-ADORA".

UP dokonał analizy porównywanych znaków i uznało, iż znaki towarowe "A ADORATION" i "J'ADORE" nie są do siebie podobne w stopniu rodzącym ryzyko konfuzji, pomimo, iż posiadają pewne elementy wspólne. Dior odwołał się od tej decyzji, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyrokiem z 31 marca 2015 r. uwzględnił skargę i uchylił zaskarżoną decyzję Urzędu Patentowego RP. Wyrok został jednak zaskarżony skargą kasacyjną, którą jednak NSA oddalił.

NSA wskazał, że istota sporu w rozpoznawanej sprawie sprowadza się do ustalenia metodologii badania kolizji spornego znaku towarowego ze znakami przeciwstawionymi, a w szczególności ustalenia, czy renoma wcześniejszego znaku towarowego powinna być badana w pierwszej kolejności przed przejściem przez organ do oceny identyczności lub podobieństwa spornego znaku towarowego do renomowanego znaku towarowego z wcześniejszym pierwszeństwem. W ocenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, sąd I instancji słusznie stwierdził - powołując się na orzecznictwo NSA - że prawidłowa wykładnia wymaga, w zakresie badania identyczności lub podobieństwa znaków towarowych, już na wstępie ustalenia, czy znak wcześniejszy ma status znaku renomowanego, gdyż w przypadku stwierdzenia takiej okoliczności, ocena podobieństwa powinna zostać dokonana przy pomocy innych, względniejszych kryteriów. Okoliczność taka stanowi zatem przesłankę zastosowania szerszej ochrony, właściwej dla znaków o ustalonej renomie.

Dział: Aktualności
środa, 09 sierpień 2017 12:06

Porażka członka The Black Eyed Peas

William Adams jest znanym frontmenem grupy muzycznej The Black Eyed Peas, gdzie występuje jako will.i.am. Firma Adamsa - i.am.symbolic, LLC - posiada już w USA znaki towarowe WILL.I.AM w odniesieniu do niektórych towarów i usług, a także znak graficzny I AM dla odzieży w klasie 25. Teraz ekspert amerykańskiego urzędu odmówił rejestracji słownego znaku towarowego I AM na podstawie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd z istniejącymi zarejestrowanymi znakami towarowymi. Decyzję potwierdziła również izba odwoławcza urzędu. Muzyk odwołał się jednak w tej sprawie do sądu, który właśnie wydał wyrok, niestety dla piosenkarza także na jego niekorzyść.

Sąd stwierdził, że powód nie wykazał, że William Adams jest na tyle powszechnie znany i kojarzony z oznaczeniem „i.am” (w przeciwieństwie do znaku „will.i.am”), w związku z czym istnieje prawdopodobieństwo wprowadzenia konsumentów w błąd co do tak oznaczonych towarów czy usług.

To, że muzycy i piosenkarze rejestrują swoje nazwiska czy pseudonimy jako znaki towarowe nie jest niczym dziwnym. Jest to działanie popularne wśród artystów, które ma im zagwarantować wyłączność na – przykładowo – sprzedaż koszulek, innych ubrań czy gadżetów opatrzonych ich nazwiskiem. Oferowanie na rynku wszelkich związanych z gwiazdami gadżetów przez nie sygnowanych stanowi bowiem znaczną część ich przychodów, oprócz pieniędzy zarobionych na sprzedaży płyt czy biletów na koncerty. Will.i.am poszedł w tym jednak zbyt daleko, chcąc zarejestrować słowny znak towarowy o minimalnym charakterze odróżniającym.

Dział: Aktualności
© 2012-2017