Rejestracja znaków towarowych godzących w dobre obyczaje jest uniemożliwiona w wielu krajach, również w Polsce. Tymczasem, Sąd Najwyższy w USA zmienił wczoraj prawo, które zakazuje rejestracji obraźliwych znaków towarowych. Sędziowie stwierdzili, że obowiązująca w amerykańskim prawie federalnym od 71 lat klauzula z tak zwanej Lanham Act, która uniemożliwia objęcie prawem ochronnym obraźliwych sformułowań, narusza wolność słowa.

Sprawa rozpoczęła się od wniesienia skargi przez grupę rockową z Azji, zwaną „The Slants”, która próbowała zarejestrować nazwę swojego zespołu jako znak towarowy w 2011 r. W decyzji niekorzystnej dla zespołu zgłaszającego znak towarowy urząd wskazał, że „slants” to słowo slangowe odnoszące się z lekceważeniem i pogardą do osoby o pochodzeniu wschodnioazjatyckim. Taki znak towarowy miałby więc być lekceważący w stosunku do osób pochodzących z Azji. Nie przeszkadzało to jednak muzykom z zespołu, którzy wszyscy są właśnie Azjatami. Zgłaszający znak lider stwierdził, że jego nazwa zespołu – zgłoszony znak towarowy – nie obraża, choć sam jest chińskiego pochodzenia. Jego koledzy z zespołu, również Azjaci, także nie czują się obrażeni słowem zawartym w jego nazwie. Po odmowie rejestracji wnioskodawcy złożyli odwołanie od decyzji, jednak rozstrzygnięcie pozostało niezmienione. Sprawa miała więc finał przed amerykańskim Sądem Najwyższym.

Jednomyślna decyzja tego ostatniego pozwala przedsiębiorcy zarejestrować jako znak towarowy cokolwiek chce, nawet jeśli niektórzy ludzie mogą uznać to za obraźliwe. Oczywiście, takie oznaczenie musiałoby ponadto spełniać pozostałe przesłanki konieczne do rejestracji znaku towarowego. Najnowsze orzeczenie może też mieć ogromne znaczenie dla drużyny piłkarskiej Washington Redskins, której Urząd Patentowy w 2014 r. odmówił rejestracji nazwy jako znaku towarowego wskazując, że nazwa „Redskins" obraża rdzennych Amerykanów.

Dział: Aktualności

Klocki Lego to popularna wśród dzieci – a nawet i niektórych dorosłych – zabawka. Sprytna możliwość łączenia klocków pozwala na budowanie łodzi, budowli, a nawet statków kosmicznych. Najnowsze wersje z silnikami mogą wciągnąć również dorosłych. Nie każdy jednak wie, że klocków Lego tyczy się też bardzo ważny wyrok Trybunału Sprawiedliwości.

1 kwietnia 1996 r. Kirkbi A/S dokonała zgłoszenia wspólnotowego znaku towarowego w postaci przedstawienia klocka Lego. Znak został zarejestrowany października 1999 r. W tym samym roku spółka Ritvik Holdings Inc. wystąpiła z wnioskiem o unieważnienie tej rejestracji. Znak został unieważniony, jednak producent Lego odwołał się od decyzji. Finalnie sprawa trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Trybunał stwierdził, że sam kształt towaru figuruje pomiędzy oznaczeniami zdolnymi do stanowienia znaku towarowego, jednak jeżeli kształt towaru stanowi jedynie odzwierciedlenie rozwiązania technicznego zastosowanego przez wytwórcę tego towaru i opatentowanego na jego wniosek, to ochrona takiego kształtu jako znaku towarowego po wygaśnięciu patentu znacznie i trwale ograniczałaby możliwość wykorzystania takiego rozwiązania technicznego przez inne przedsiębiorstwa. Tymczasem w systemie prawa własności intelektualnej takim jak wypracowany w Unii Europejskiej rozwiązania techniczne podlegają ochronie jedynie przez określony czas, po którego upływie mogą być swobodnie stosowane przez wszystkich przedsiębiorców. Należy zgodzić się, że w niektórych wypadkach ten sam efekt techniczny może zostać osiągnięty przez zastosowanie różnych rozwiązań. A zatem mogą istnieć kształty zamienne, mające inne wymiary czy inny wzór, które pozwolą uzyskać ten sam efekt techniczny. Natomiast sama ta okoliczność nie oznacza, że rejestracja rozpatrywanego kształtu jako znaku towarowego nie wpłynie na dostępność rozwiązania technicznego, którego kształt ten jest wyrazem, dla innych przedsiębiorców. Tym samym, Trybunał odmówił klockowi Lego ochrony znaku towarowego.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 19 czerwiec 2017 15:56

Oznakowany Tadź Mahal (Taj Mahal)

Robi się coraz cieplej, zaś do pełni lata brak już tylko wyobrażeń o leżeniu na plaży lub zwiedzaniu ciekawych miejsc. Nie wszystkim wystarcza bowiem położenie się na leżaku i spędzenie całego dnia w taki właśnie sposób. Globalizacja, a przez to możliwość kupienia biletu na drugi koniec świata, zachęca nas do poznawania innych kultur, ludzi i miejsc.

Jednym z wartych obejrzenia architektonicznych cudów świata jest Tadź Mahal. To indyjskie mauzoleum zostało wzniesione przez Szahdżahana z dynastii Wielkich Mogołów, na pamiątkę przedwcześnie zmarłej, ukochanej żony Mumtaz Mahal. Obiekt, który bywa nazywany świątynią miłości, można zobaczyć na tysiącach zdjęć ukazujących jego romantyczną postać w kremowym kolorze. Teraz Tadź Mahal stał się pierwszym indyjskim budynkiem, który został zarejestrowany jako znak towarowy. Dzięki temu, ikoniczny 114-letni budynek stał się częścią niewielkiej grupy budynków będących znakami towarowymi, takich jak Wieża Eiffela, Empire Estate Building czy budynek opery w Sydney. Znakiem towarowym jest też Empire State Building, znany między innymi z kluczowej sceny filmu „King Kong”, kiedy to wielka małpa wspinała się po nim, niosąc ze sobą piękną porwaną aktorkę.

W Polsce zarejestrowany jako znak towarowy jest wizerunek stołecznego Pałacu Kultury i Nauki. Takim samym znakiem towarowym jest również wizerunek klasztoru na Jasnej Górze. Dzięki takim działaniom możliwe jest na przykład gromadzenie z opłat licencyjnych funduszy na utrzymanie i renowację budynku.

Dział: Aktualności
czwartek, 04 maj 2017 11:56

Niemcy idą na wojnę z Google

Niemiecka firma zajmująca się oprogramowaniem komputerowym zwróciła się niedawno do irlandzkiego Sądu Najwyższego z wnioskiem o udzielenie zabezpieczenia jej roszczeń dotyczących rzekomego naruszenia przez giganta internetowego Google jej znaku towarowego. Wniosek został złożony przez TeamDrive Systems GMBH, która zapewnia firmom i osobom prywatnym bezpieczne oprogramowanie, przeciwko Google Ireland Ltd i Google Commerce Ltd. Niemiecka firma twierdzi, że używanie przez Google oprogramowania produktowego pod nazwą „Team Drives” narusza jej unijny znak towarowy, który został zarejestrowany w 2006 r. Firma chce, aby został wprowadzony zakaz używania przez Google tego oznaczenia w celu zapobiegania rzekomemu naruszeniu praw do czasu finalnego rozpatrzenia sporu.

Roszczenia zostały jednak oddalone przez sąd, a Google twierdzi, że taki zakaz spowodowałby znaczne straty. Nie pomógł w prawie fakt, że niemieckie oprogramowanie zdobywa nagrody, a  klientem spółki jest niemiecka rada adwokacka. Przedmiotem sporu jest to, że w zeszłym roku Google zdecydowało się na rebrandowanie niektórych swoich produktów, w tym internetowego dysku Google Drive. To właśnie używanie przez Google terminu „Team Drives” lub „Team Drive” dla identycznych usług tak denerwuje niemiecką spółkę.

Sytuacja ta jest dość niebywała, ponieważ zazwyczaj to większe, międzynarodowe podmioty oskarżają niewielkie krajowe spółki o naruszenia ich praw własności przemysłowej, takich jak znaki towarowe czy wzory przemysłowe. Tak działają chociażby Apple w stosunku do nazw gadżetów elektronicznych czy McDonald’s – odnośnie do niemal wszystkiego z przedrostkiem „mc” lub „mac”. 

Dział: Aktualności
wtorek, 13 czerwiec 2017 11:52

"Jaka to melodia” znika z anteny

Telewizja Polska po zmianie prezesa nie ma szczęścia do skutecznych działań. Oglądalność publicznej telewizji spada na łeb, na szyję nie tylko dlatego, że znacznej części widzów przestała odpowiadać nowa linia programowa, ale też ze względu na coraz szerszy dostęp do tak zwanego video on demand, którego najpopularniejszym przedstawicielem jest Netflix. Dzięki tego typu udogodnieniom widz nie musi już czekać na swój ulubiony serial, ale może go obejrzeć w dowolnym momencie.

TVP miała też ostatnio problemy z organizację opolskiego festiwalu. Ze względu na działania telewizji z uczestnictwa zrezygnowała zdecydowana większość artystów. Również samo Opole wymówiło się, przy pomocy znaku towarowego, z organizacji festiwalu pospołu z Telewizją Polską. Teraz podobne metody może obrać spółka Media Corporation, właściciel znaku towarowego „Jaka to melodia”. Ten obecny na antenie już od wielu lat program polegał na odgadywaniu tytułów piosenek po kilku nutach. Jego prowadzącym był od 1997 r. prezenter, muzyk i kompozytor Robert Janowski. Janowski nie chce już jednak kontynuować współpracy z TVP. Ta ostatnia chciała, aby prezenter stał się jej pracownikiem, choć on sam wolał pozostać związany z Media Corporation. Propozycja ta wiązała się jednak z koniecznością brania przez Janowskiego udziału również w innych projektach telewizji, co najwyraźniej odwiodło dotychczasowego prowadzącego od kontynuacji współpracy z TVP.

Chociaż TVP posiada prawa do formatu „Name the Tune”, to jednak nie będzie mogła oferować widzom teleturnieju pod dotychczasową nazwą. Prawa do znaku towarowego „Jaka to melodia” przysługują bowiem spółce Media Corporation, która do tej pory produkowała program pod tym tytułem.

Dział: Aktualności

VBB jest stowarzyszeniem prowadzącym różnorodną działalność mającą związek z bawełną. Jest ono właścicielem graficznego unijnego znaku towarowego przedstawiającego kwiat bawełny, zarejestrowanego dla towarów, do których należą w szczególności wyroby włókiennicze. W ciągu kilkudziesięciu lat poprzedzających tę rejestrację to samo oznaczenie graficzne było używane przez wytwórców wyrobów włókienniczych wykonanych z włókien bawełny do celów certyfikowania składu i jakości ich produktów. Z chwilą dokonania wspomnianej rejestracji VBB zaczęło zawierać umowy licencyjne dotyczące należącego do tego stowarzyszenia znaku towarowego „kwiat bawełny” z przynależącymi do tego stowarzyszenia przedsiębiorstwami. Przedsiębiorstwa te zobowiązują się używać tego znaku wyłącznie dla towarów wykonanych z włókien bawełny dobrej jakości. VBB może kontrolować przestrzeganie tego zobowiązania.

Spółka Gözze, której członkiem zarządu jest W. Gözze, niezrzeszona w VBB i niezwiązana umową licencyjną z tym stowarzyszeniem, wytwarza wyroby włókiennicze wykonane z włókien bawełny i od kilkudziesięciu lat umieszcza na nich oznaczenie „kwiat bawełny”.11 lutego 2014 r. VBB wytoczyło przeciwko spółce Gözze i W. Gözzemu powództwo o naruszenie z powodu wprowadzenia do sprzedaży przez spółkę Gözze ręczników opatrzonych etykietami zawierającymi znak „kwiat bawełny”. Spółka Gözze wystąpiła z roszczeniem wzajemnym mającym na celu unieważnienie prawa do tego znaku towarowego, ze względu na jego opisowość.

Sąd okręgowy w Düsseldorfie uwzględnił powództwo VBB i oddalił roszczenie wzajemne spółki Gözze. Sąd ten uznał, że omawiane oznaczenie może służyć jako wskazanie pochodzenia. Ponadto z uwagi na wysoki stopień podobieństwa między oznaczeniem „kwiat bawełny” używanym na etykietach spółki Gözze a należącym do VBB znakiem towarowym „kwiat bawełny” istnieje prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd. Spółka Gözze odwołała się od tego orzeczenia. Oberlandesgericht Düsseldorf (wyższy sąd krajowy w Düsseldorfie) postanowił zawiesić postępowanie i zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniami prejudycjalnymi.

W wyroku z 8 czerwca 2017 r. Trybunał uznał, że z utrwalonego orzecznictwa wynika, że znak towarowy jest rzeczywiście używany w rozumieniu tego przepisu, gdy jest on używany zgodnie ze swoją podstawową funkcją, jaką jest zapewnienie identyfikacji pochodzenia towarów lub usług, dla których znak ten został zarejestrowany, tak aby stworzyć lub zachować rynek zbytu dla tych towarów i usług, z wyłączeniem wypadków używania o charakterze symbolicznym, mającego na celu wyłącznie utrzymanie praw do znaku towarowego. W niniejszym wypadku bezsporne jest, że umieszczanie przez licencjobiorców VBB znaku towarowego „kwiat bawełny” na ich towarach wpisuje się w cel stworzenia lub zachowania rynku zbytu dla tych towarów. Jednakże okoliczność, że znak towarowy jest używany w celu stworzenia lub zachowania rynku zbytu dla towarów lub usług, dla których został on zarejestrowany, a nie jedynie w celu utrzymania praw do znaku, nie wystarczy, aby stwierdzić, że jest on rzeczywiście używany.

Do sądu odsyłającego należy jednak ustalenie, na podstawie wszystkich informacji przedłożonych mu przez strony w postępowaniu głównym, czy istotne i zgodne dane pozwalają na przyjęcie, że umieszczanie należącego do VBB znaku towarowego „kwiat bawełny” przez licencjobiorców tego stowarzyszenia na ich towarach gwarantuje konsumentom, iż te towary pochodzą z jednego określonego przedsiębiorstwa, a mianowicie VBB, tworzonego przez przynależące do niego podmioty, pod którego kontrolą wytwarzane są owe towary i któremu można przypisać odpowiedzialność za ich jakość.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 05 czerwiec 2017 11:01

Czy przeciętny konsument wina jest uważny?

4 marca 2011 r. skarżąca, Alma-The Soul of Italian Wine LLLP, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego SOTTO IL SOLE dla win. 30 czerwca 2011 r. interwenient, Miguel Torres, SA, wniósł sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku, oparty na znakach wcześniejszych VIÑA SOL i SOL. Wydział Sprzeciwów – mając na względzie wcześniejszy słowny unijny znak towarowy SOL – uwzględnił sprzeciw ze względu na istnienie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd. Od tej decyzji Alma-The Soul of Italian Wine wniosła odwołanie, jednak decyzja została utrzymana w mocy. Sprawa trafiła przed Sąd UE, który wydał wyrok pod koniec maja 2017 r.

Rozpatrując sprawę, Sąd podniósł kwestię właściwego kręgu odbiorców. Należy wskazać, iż istnienie związku między kolidującymi ze sobą znakami towarowymi zakłada, że kręgi odbiorców zainteresowanych towarami lub usługami, dla których zarejestrowano lub zgłoszono wspomniane znaki towarowe, są takie same lub „pokrywają się” w pewnym zakresie. Ponadto w ramach całościowej oceny prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd należy uwzględnić przeciętnego konsumenta danej kategorii towarów, który jest właściwie poinformowany, dostatecznie uważny i rozsądny. Należy mieć także na względzie fakt, że poziom uwagi przeciętnego konsumenta jest zmienny w zależności od kategorii danych towarów lub usług.

W tym względzie należy stwierdzić, że „wina” – w zakresie, w jakim są one oznaczone zarówno zgłoszonym znakiem towarowym, jak i wcześniejszym znakiem towarowym – są przeznaczone dla szerokiego kręgu odbiorców w Unii. Zgodnie bowiem z orzecznictwem, ponieważ wina są zazwyczaj przedmiotem powszechnej dystrybucji od działu spożywczego wielkiego sklepu do restauracji i kawiarni, mamy do czynienia z towarami bieżącej konsumpcji, w odniesieniu do których właściwym kręgiem odbiorców są przeciętni konsumenci towarów masowej konsumpcji, zazwyczaj właściwie poinformowani oraz dostatecznie uważni i rozsądni.

Ponadto, całościową ocenę mającą na celu ustalenie istnienia związku między kolidującymi ze sobą znakami towarowymi należy oprzeć – w zakresie dotyczącym wizualnego, fonetycznego lub konceptualnego podobieństwa kolidujących ze sobą oznaczeń – na wywieranym przez nie całościowym wrażeniu, ze szczególnym uwzględnieniem ich elementów odróżniających i dominujących. W zakresie, w jakim zgłoszony znak towarowy jest złożonym znakiem towarowym zawierającym zarówno elementy graficzne, jak i słowne, ocena podobieństwa między dwoma znakami towarowymi nie może ograniczać się do uwzględnienia tylko jednego składnika złożonego znaku towarowego i do porównania go z innym znakiem towarowym. 

Dział: Aktualności
czwartek, 01 czerwiec 2017 19:43

Czym jest covfefe?

Pewnie każdemu z nas trafiła się sytuacja, kiedy spiesząc się, napisaliśmy szybko jakąś wiadomość i puściliśmy ją w świat bez jej przeczytania. Pół biedy, jeśli była to wiadomość do małżonka z prośbą, aby kupił po drodze pieczywo. Gorzej, jeśli jest się prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki, a taka wiadomość została umieszczona na Twitterze i może ją przeczytać cały świat. Taka sytuacja miała właśnie miejsce ostatniego dnia maja 2017 r. Prezydent USA, Donald Trump, umieścił na Twitterze wpis o treści „Despite the constant negative press covfefe” (Pomimo stałego negatywnego covfefe prasowego).

Trump miał prawdopodobnie zamiar napisać „coverage”, a więc „omówienie prasowe”. Wpis szybko rozprzestrzenił się w internecie, a ludzie dookoła globu zaczęli stroić sobie żarty z wpadki polityka. Prezydent USA znany jest bowiem z mało przemyślanych i pełnych emocji wpisów na Twitterze. Ten rozbawił jednak odbiorców wyjątkowo. Szybko pojawiły się pomysły, co może znaczyć słowo „covfefe”.

Co ciekawe, niektórzy postanowili jednak na wpadce Trumpa zarobić. Szwedzki przedsiębiorca, Per Holknekt, zajmujący się projektowaniem mody, złożył wniosek o rejestrację znaku towarowego "Covfefe" w Szwedzkim Urzędzie Patentowym. Holknekt, który założył markę odzieżową „Odd Molly", podczas swojej kariery zgłosił w sumie 33 znaki towarowe. Jest to całkiem sporo jak na jednego przedsiębiorcę. Można się więc zastanawiać, czy – jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem – za jakiś czas w Szwecji będą dostępne ubrania pod marką „Covfefe”.

Dział: Aktualności
środa, 31 maj 2017 14:58

Dinozaur w ciężarówce

Czy słowo „raptor” jest teraz bardziej synonimem ciężarówki niż dinozaura? Trochę trudno uznać, że pierwsze skojarzenie ze słowem „raptor” to wyładowany udogodnieniami i dodatkowymi funkcjami Ford F-150, służący do pokonywania off-roadowych dystansów.  Żeby pierwszą myślą na ten temat nie był żyjący dziesiątki tysięcy lat temu dinozaur, trzeba być naprawdę wielkim entuzjastą samochodów i motoryzacji. Większości słowo „raptor” przywodzi bardziej na myśl odgrywaną przez Chrisa Pratta postać z filmu „Jurasic World” z 2015 r., która usiłowała nazwać jakoś małe dinozaury, wyglądające jak miniaturowe wersje tyranozaura.

Znak towarowy „Raptor” stał się niedawno zarzewiem sporu pomiędzy gigantem branży samochodowej a studiem filmowym odpowiedzialnym za serię „Szybcy i wściekli”. Studio Universal Pictures w grudniu 2015 r. chciało w amerykańskim urzędzie patentowym zgłosić do ochrony znak towarowy „Raptor Squad”. W świecie Parku Jurajskiego postać grana przez Pratta, Owen, trenuje stado raptorów – niewielkich dinozaurów, aby pokonać olbrzymiego, genetycznie zmodyfikowanego i złowrogiego dinozaura zwanego Indominus Rex. Drużyna raptorów Owena przybrała w filmie pseudonim „Raptor Squad”, który Universal Pictures chciał zarejestrować i używać do oznaczania zabawek, w tym samochodzików.

Właściciel znaku „Raptor” używanego w branży motoryzacyjnej, Ford, szybko sprzeciwił się zgłoszeniu Universal Studios z powodu tego, że konsumenci mogą mylić zabawki pod nazwą „Raptor Squad” z samochodami Raptor i sądzić, że produkty te są powiązani z marką Ford, a w szczególności że mają coś wspólnego z pickupem F-150 Raptor. Ma to sens, ponieważ Ford używa nazwy „Raptor” nie tylko dla popularnej, szczególnie w USA, półciężarówki, ale też nakłada ją na serie elektrycznych zabawek-pickupów, przeznaczonych dla młodszych fanów F-150 Raptor. 

Dział: Aktualności
wtorek, 30 maj 2017 14:34

Słodka porażka Nestlé

Producent batonów KitKat znów przegrał w sporze dotyczącym tego popularnego batonika w kontekście znaków towarowych. Sąd orzekł przeciwko Nestlé w ciągnącej się od dłuższego czasu walce z Cadbury dotyczącej tego, czy forma batonika w kształcie czterech połączonych paluszków powinna być chroniona prawem ochronnym na znak towarowy. Międzynarodowy koncern Nestlé przegrał więc ostatnią rundę swojej długotrwałej bitwy z rywalem na czekoladowym rynku, właścicielem marki Cadbury, o znak towarowy dotyczący kształtu batona KitKat w Wielkiej Brytanii. Tamtejszy sąd apelacyjny orzekł bowiem, że taki znak nie posiada charakteru odróżniającego.

Orzeczenie to oznacza ostatni etap w bitwie pomiędzy Nestlé a Mondelēz, amerykańskim właścicielem Cadbury, które walczyły o rejestrację kształtu KitKata od siedmiu lat. Odwołanie Nestle od brytyjskiego orzeczenia w styczniu zeszłego roku było odpowiedzią na decyzję odmowną w kwestii udzielenia ochrony trójwymiarowemu znakowi. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził wcześniej, że kształt batona składającego się z czterech połączonych wzdłużnie paluszków nie jest wystarczająco odróżniający, aby zasługiwać na rejestrację jako znak towarowy i że takie oznaczenie nie byłoby zgodne z prawem europejskim.

Wyrok ten oczyszcza z przeszkód drogę konkurentom, w tym największym supermarketom produkującym własne produkty, a także innym cukiernikom, do produkcji własnych „KitKatów”, bez obawy o konsekwencje prawne. Rzecznik Nestlé sugeruje jednak, że koncern niekoniecznie jest gotowy zrezygnować z walki i rozważa następny ruch. Firma mogłaby potencjalnie spróbować przenieść sprawę do brytyjskiego sądu najwyższego. Nic dziwnego, skoro koncern Nestlé wydawał od 3 do 11 milionów funtów rocznie na promowanie KitKata w latach 1996-2007. W 2010 r. w samej Wielkiej Brytanii sprzedano ponad 40 milionów tych batoników. Uzyskanie monopolu na ten konkretny kształt słodyczy stanowi więc dla Nestlé łakomy kąsek.

Dział: Aktualności
© 2012-2017