poniedziałek, 13 luty 2017 09:26

    Żarty ze znaków towarowych

    Żeby wśród mnogości konkurentów skutecznie przebić się na rynku, zarówno przedsiębiorstwo, jak i towar muszą mieć wpadającą w ucho nazwę. Przedsiębiorcy często przez wiele miesięcy zachodzą w głowę, jaka nazwa najlepiej opisywałaby produkt, który chcą wypuścić na rynek. Inni, ci z bardziej zasobnym portfelem, korzystają często z usług agencji reklamowych, które zajmują się marketingiem, a przedsiębiorcy pozostaje już tylko zająć się sprzedażą.

    Kiedy wymyślimy już dobrą nazwę, warto zarejestrować ją w odpowiednim urzędzie jako znak towarowy, zanim ubiegnie nas ktoś inny. W innym przypadku trudno udowodnić swoje prawa do danego oznaczenia – często pozostanie nam niestety sytuacja, w której słowo będzie świadczyć przeciw słowu. Zmiana nazwy – czy to towaru, czy też przedsiębiorcy - na nową, tak zwany rebranding, pociąga zaś za sobą konieczność wyłożenia znacznych funduszy. Dlatego, przed premierą towaru na rynku, najlepiej jest dobrze przemyśleć, czy wymyślona przez nas nazwa będzie się podobała konsumentom na tyle, aby zainteresowali się oni produktem opatrzonym takim a nie innym znakiem towarowym.

    Jak się okazuje, nawet wielcy gracze na rynkach różnych branż zaliczają czasem wpadki w tym zakresie. W szczególności chodzi tu o transfer produktu o konkretnej nazwie na rynek innego kraju. Przykładem może być tu nazwa modelu samochodu słynnej marki Chevrolet – Nova. Sprzedawał się on słabo na rynkach hispanojęzycznych. Nic w tym dziwnego – po hiszpańsku „no va” znaczy: „nie jedzie”. Inna zabawna wpadka językowa z rynku motoryzacyjnego to nazwa  Ford Pinto. W Brazylii bowiem ten ostatni człon jest używany na określenie męskich genitaliów. Przykładem z naszego rodzimego rynku, którego chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, jest marka żarówek Osram. Nie ma chyba osoby, która na ich widok choć raz nie uśmiechnęłaby się w sklepie. Uśmiech ten zapewne zdziwiłby niemieckiego producenta, który raczej nie rozważał swojego znaku towarowego pod kątem potencjału humorystycznego.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 16 styczeń 2017 11:07

    Brand squatting w Chinach

    Brand squatting znaczy mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów. Brand squatting polega na rejestracji znaku towarowego będącego zagraniczną marką i tym samym na uniemożliwieniu jej późniejszego wejścia na dany rynek. Jest to bardzo popularna metoda działania w Chinach, gdzie przepisy dotyczące własności przemysłowej są skonstruowane w taki sposób, że liczy się tylko i wyłącznie, kto dany znak pierwszy raz zgłosił do rejestracji, a nie kto tego znaku używał i z czym się on powszechnie kojarzy. Ostatnio problem z tą tendencją miał australijski producent wina.

    Jedna z najstarszych australijskich marek wina, Treasury Wine Estates, po wejściu na chiński rynek zorientowała się że jedna z jej nazw, „Penfold”, tłumaczona na chiński jako „Ben Fu”,  jest już zarejestrowana jako znak towarowy. Aby można więc było legalnie dystrybuować wino na terenie Chin, trzeba by było odkupić prawa do znaku. Australijska spółka wdała się jednak w spór przed sądem, który właśnie wygrała. Znak, który jej przeszkadzał, został unieważniony.

    Jak widać, australijski producent wina znalazł trafne rozwiązanie. Jednakże problem brand squattingu w Chinach istnieje i nie należy go lekceważyć. Jest to szczególnie ważne dla zagranicznych przedsiębiorców, którzy chcą rozszerzyć swoją działalność na terytorium Państwa Środka. Może się bowiem okazać, że nazwa ich produktu jest tam już zajęta.

    Dział: Aktualności
    czwartek, 12 styczeń 2017 08:20

    Tęcza znaków towarowych

    Jako znak towarowy najczęściej rejestruje się słowo lub element graficzny. Możliwe jest jednak zarejestrowanie również innego sposobu oznaczenia produktu lub usługi, nawet bardzo ekstrawaganckiego, w postaci dźwięku, zapachu lub koloru. Te ostatnie rejestracje są jednak skomplikowane pod względem prawnym, gdyż dość trudne jest udowodnienie charakteru odróżniającego takiej nieoczywistej cechy. Chodzi bowiem o to, aby oznaczenie zarejestrowane jako znak towarowy łączyło w głowach konsumentów to oznaczenie z konkretnym przedsiębiorcą. A o ile sloganów czy grafik można wymyślić bardzo, bardzo wiele, tak kolorów jest w sumie znacznie bardziej ograniczona liczba.

    O rejestracje takiego specyficznego znaku towarowego w postaci koloru starało się wielu właścicieli różnorakich oznaczeń. Rejestracji koloru jako znaku towarowego chciał dokonać między innymi właściciel stacji paliw BP. Chodzi konkretnie o używany dla tych stacji odcień zielonego, Pantone 348C. BP rejestrowała swoje znaki w różnych miejscach, z różnymi rezultatami. Na przykład, od 2002 r. spółka nie może sobie poradzić z australijskim urzędem patentowym, ciągle dostając w tym temacie decyzje odmowne. Co ciekawe, do wydawania takich właśnie decyzji przyczynia się dom towarowy Woolworths. Wbrew pozorom, niesprzedająca wcale paliwa spółka ma w tym interes. Przede wszystkim, Woolworths wydał jakiś czas temu ogromne pieniądze na zmianę logo i jego reklamę, a nowe jest w bardzo podobnym odcieniu zieleni, jak kolor, który chce zarejestrować BP. Co więcej, Woolworths ma powiązania handlowe z siecią stacji benzynowych Caltex. W żywotnym interesie spółki jest więc, aby BP nie dostała rejestracji wybranego przez siebie koloru jako znaku towarowego.

    Nie wszyscy przedsiębiorcy mają jednak takiego pecha w kwestii rejestracji kolorów jako znaków towarowych. Popularnym znakiem jest kolor fioletowy, który zarejestrowały zarówno Cadburys dla czekolady, jak i Whiskas dla kociej karmy. Czerwony to kolor zarezerwowany dla podeszw butów na rzecz Christiana Laboutin, zaś australijska poczta zarezerwowała sobie konkretny odcień żółtego.

    Dział: Aktualności
    wtorek, 10 styczeń 2017 15:52

    Święty znak towarowy

    Czy katolicy mogą zarejestrować krzyż jako znak towarowy? A żydzi gwiazdę Dawida?  Oczywiście nie, ponieważ symbole tych tysiącletnich religii są mocno zakorzenione w domenie publicznej. Ale co w przypadku nowszej wiary, założonej w czasach bardziej solidnych zabezpieczeń własności intelektualnej?

    Ten problem jest sednem debaty dziejącej się aktualnie w Teksasie w USA, gdzie Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, powszechnie zwany mormonami, toczy walkę prawną z właścicielem witryny randkowej Mormon Match, dotyczącą użycia słowa "Mormon" w domenie internetowej. Intellectual Reserve Inc., spółka holdingowa mormonów posiada bowiem znaki towarowe "Księga Mormona", "Mormon.org", "Mormon Tabernacle Choit", "Kościół Mormona" i "rękodzieło mormonów".

    Zdaniem właściciela witryny randkowej, nazwa tej usługi po prostu opisuje to, co robi - łączy w pary mormonów. Znaki towarowe mają być zaś wykorzystywane do ochrony przed nieuczciwą konkurencją, a nie aby zdławić małą firmę lub kontrolować język. Inaczej myśli rzecznik kościoła, co stwierdził w oświadczeniu dla ABC News. Jego zdaniem, firma próbuje podstępnie wykorzystać dla zysku nazwę kościoła i jego obraz w celu promocji produktu, który nie ma powiązania z kościołem. To nie jest pierwszy raz, kiedy mormoni zatrudniają prawników do walki o znak towarowy. W 2007 r. kościół uniemożliwił kawiarni w stanie Utah używanie podobizny anioła Moroni, którego pomnik stoi na szczycie wielu świątyń mormonów, w reklamach prasowych. Trudno więc powiedzieć, czy takie zachowanie to jeszcze ochrona konkretnego wyznania, czy już działania biznesowe.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 09 styczeń 2017 14:23

    Półlegalny znak towarowy

    „Hi” to marka marihuany dostępnej w części USA. Jej logo – wyraz "hi" pisany białymi literami wewnątrz pomarańczowego koła - można znaleźć nad frontowymi drzwiami sklepu w Portland w stanie Oregon oraz na produktach z konopi indyjskich tej marki, w tym na olejku do masażu i balsamie przeciwbólowym Hi Releaf. Żaden z tych produktów nie jest jednak wskazany w wykazie towarów i usług znaków towarowych „Hi”.

    W 2015 r. spółka-matka marki, Cannabis Sativa Inc., złożyła wniosek rejestrację znaku towarowego „Hi”, jednak nie dla większości oferowanych pod marką produktów, ale dla czapek, koszulek i szerokiej gamy innej odzieży. Jeśli urzędnicy z USA Patent and Trademark Office podpiszą się pod decyzją o rejestracji,  Cannabis Sativa będzie w stanie powstrzymać inne firmy od korzystania z marki „Hi” dla ubrań, ale może nie być w stanie zatrzymać rywali od utworzenia sklepów z produktami z marihuany pod marką „Hi”.

    Ten dziwny stan rzeczy w zakresie ochrony znaków towarowych w sektorze marihuany jest jednym z wielu produktów ubocznych rozjazdu międzystanowych i federalnych przepisów dotyczących marihuany. Choć marihuana jest legalna w celach rekreacyjnych lub leczniczych w 28 stanach USA, pozostaje jednak nielegalna w świetle prawa federalnego. W rezultacie, US Patent and Trademark Office nie rejestruje znaków towarowych w odniesieniu do produktów, które zawierają marihuanę. Jedną z popularnych strategii dla firm oferujących produkty z konopi, które nie mogą zarejestrować dla nich swoich znaków towarowych, jest ubieganie się o ochronę dla wielu produktów i usług dodatkowych.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 02 styczeń 2017 11:09

    Znak towarowy na popularne wino

    Gdyby zapytać Polaków, jakie oznaczenie pierwsze przychodzi im na myśl na hasło „wino”, zapewne wiele osób wskazałoby nazwę „Sophia”. Marka ta jest silnie zakorzeniona – już od 1985 r. - na polskim rynku i właśnie to bułgarskie wino jest często wybierane przez konsumentów do niego przyzwyczajonych. Sprzedaż wina Sophia na stałym poziomie nie oznacza jednak, że jego producent może tarzać się w pieniądzach.

    Przyczyną takiego stanu jest wprowadzanie win opatrzonych oznaczeniem „Sophia” na polski rynek przez wiele podmiotów, które nie mają do tego oznaczenia praw. „Sophia” to bowiem znak towarowy zarejestrowany od 1990 r. w Urzędzie Patentowym RP na rzecz spółki Vinimpex Sofia. Aktualnie prawa do znaku należą do polskiej spółki Scorpios Sp. z o.o., która od listopada 2016 r. ustanowiła wyłącznym importem i licencjobiorcą znaku „Sophia” Grupę Eurocash.

    Legalny licencjobiorca znaku towarowego musi uiszczać opłaty licencyjne i inne koszty, co odbija się na cenie win. Na rynku dostępne są zaś wina naruszające prawa do znaku towarowego „Sophia”, bo wytwarzane przez podmioty niemające do niego praw, ale oferowane w niższych cenach. Właściciel znaku towarowego postanowił walczyć z taką sytuacją, bowiem ze względu na dotychczasową skalę naruszeń oznaczenie „Sophia” traktowane jest jak ziemia niczyja. Spółka przeprowadziła więc jakiś czas temu akcję informacyjną wśród producentów i importerów win. Przeciwko tym, którzy nie chcieli się dostosować, właściciel znaku wytoczył silniejsze działa. Wniósł on przeciwko kilku największym naruszycielom powództwa o naruszenie praw do znaku towarowego.

    W kontekście nadchodzących karnawałowych toastów można dodać, że niedługo pod znakiem towarowym „Sophia’’ dostępne też będzie wino musujące. 

    Dział: Aktualności
    czwartek, 22 grudzień 2016 15:54

    BMW wraca z Chin z tarczą

    Producent samochodów BMW ostatnio skutecznie ściga naruszycieli jego znaków towarowych w Chinach. W grudniu 2016 r. sąd w Szanghaju uznał powództwo niemieckiej spółki i zasądził na jej rzecz odszkodowanie w wysokości 3 milionów juanów, co odpowiada kwocie ponad 430 tysięcy dolarów. Pozew był skierowany przeciwko dwóm chińskim spółkom i dotyczył naruszenia pra do znaków towarowych BMW.

    Nazwa jednej z pozwanych spółek to Deguo Baoma Group (Int'l) Holdings Limited, co w tłumaczeniu jest tożsame z nazwą Bayerische Motoren Werke. Ponadto, spółka zarejestrowała też swego czasu znak towarowy w postaci liter „BMN” stylizowanych na skrót „BMW”. Znak ten był później wykorzystywany również przez drugą z pozwanych spółek, firmę Chuangjia działającą w branży modowej. To samo logo, łatwo kojarzące się ze znakiem towarowym niemieckiego producenta samochodów, było wykorzystywane na odzieży , obuwiu i torebkach.

    Rozpatrujący sprawę chiński sąd uznał, że oba pozwane przedsiębiorstwa swoimi działaniami naruszyły prawa do znaków towarowych BMW. Znak „BMN” był bowiem ciągle modyfikowany w taki sposób, aby jak najbardziej przypominał logo BMW. Pozwane spółki naruszyły prawa niemieckiego producenta samochodów, korzystając z renomy i rozpoznawalności jego znaków towarowych.

    Dział: Aktualności
    środa, 28 grudzień 2016 15:49

    Niech moc będzie z Tobą

    Ze względu na tegoroczna grudniową premierę filmu „Łotr 1”, pierwszego pobocznego filmu – tak zwanego spin-offu – z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, wśród fanów serii zapanowało wielkie ożywienie. Na portalach społecznościowych i tych zajmujących się filmami rozgorzały dyskusje, jak reżyser i cała ekipa poradzili sobie z legendą powstałą dzięki Georgowi Lucasowi. Nic w tym dziwnego, ponieważ kosmiczna saga wyprodukowana przez Lucasfilm rozkochała w sobie całe rzesze kinomanów w różnym wieku i zarobiła przy okazji miliardy dolarów.

    Znak „Star Wars” jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków towarowych na świecie. Oznaczenie to przynosi też ogromne dochody, ze względu nie tylko na zyski z samych filmów, ale też sprzedaż wszelkich gadżetów czy zabawek związanych z filmem. Widać to nie tylko po szacunkowych wycenach, ale też po sprzedaży pierwotnego producenta „Gwiezdnych Wojen”. Wytwórnia Lucasfilm została cztery lata temu zakupiona przez znany z bajkowych animacji koncern Disney, który nabył ją za niebagatelną kwotę ponad 4 miliardów dolarów.

    Hasło „The Star Wars” jako znak towarowy zostało zarejestrowane w 1971 r. w Stanach Zjednoczonych. Wtedy nikt nie wróżył serii takiej popularności, jaką finalnie zdobyła. Co ciekawe, nazwa „Gwiezdne Wojny” miała początkowo obejmować tylko jeden film przygodowy o wojnach w kosmosie. Saga została jednak rozbudowana na kilka części, z których pierwsza weszła do kin w maju 1977 r., zaś najnowszą część serii można było oglądać w grudniu ubiegłego roku.

    Fani uniwersum, w którym walczą ze sobą rycerze Jedi i lordowie Sith, mają też teraz – niestety – powód do zmartwień. W grudniu 2016 r., niedługo po premierze „Łotra 1”, zmarła bowiem odtwórczyni jednej z głównych ról w serii, aktorka Carrie Fisher grająca księżniczkę Leię Organa. 

    Dział: Aktualności
    czwartek, 29 grudzień 2016 15:42

    Opodatkowane znaki towarowe

    Podatki to na przełomie roku temat bardzo na czasie. Wiadomo, że nikt nie chce ich płacić, a jeżeli już – to chociaż jak najniższe. W celu obniżenia opodatkowania przedsiębiorcy starają się wliczać jak najwięcej opłat i wydatków w koszty. Spółki żonglują zaś swoimi zasobami, choć – jak swego czasu odczuła to polska spółka LPP – nie zawsze wychodzi im to na dobre.

    Chodzi o mechanizm darowania jakiegoś majątku spółce, której darczyńca jest wspólnikiem. W takiej sytuacji darczyńca nie wykazywał przy tym dotychczas przychodu. Obowiązek taki spoczywał do tej pory jedynie na pozostałych wspólnikach. Jeśli posiadali oni niewielkie udziały w spółce, podatkowy koszt takiego działania nie był dla nich wielki. Co więcej, przedmiot darowizny można było ponownie rozliczać jako koszt prowadzenia działalności spółki.

    Podobne działania nie przysporzyły dwa lata temu fanów spółce LPP, będącej największą polską siecią odzieżową i właścicielem takich marek odzieżowych, jak Reserved, House, Sinsay czy Mohito. W celu obniżenia kosztów opłacanych w Polsce podatków, spółka LPP przeniosła prawa do używania swoich znaków towarowych na spółkę zależną Gothals z siedzibą na Cyprze. Następnie, licencja z prawem sublicencji została udzielona spółce Jaradi Limited z siedzibą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Obie spółki należały do LPP. Dzięki przeniesieniu praw do znaków towarowych, LPP mogła obniżyć podstawę opodatkowania w Polsce. Polski dochód spółki, opodatkowany na 19%, był wyprowadzany za pośrednictwem Cypru (12,5 % podatku) do raju podatkowego, jakim są Zjednoczone Emiraty Arabskie (obowiązuje tam podatek dochodowy 0%). Działania spółki nie spodobały się jednak jej klientom, którzy założyli na Facebooku fanpage wzywający do bojkotu sklepów LPP. Jakiś czas później znaki LPP wróciły więc do Polski.

    Teraz tego typu działania mogą zostać ukrócone. Resort finansów chce ograniczyć pole optymalizacji podatkowej i uznawać, że wspólnik, który daruje spółce swój majątek, uzyskuje przez to przychód. W nowo wprowadzonej interpretacji jasno określono, że darowizna w postaci przekazania praw do znaku towarowego oznacza przychód zarówno dla spółki, jak i dla darczyńcy, w związku z czym musi on uiścić od tego podatek. 

    Dział: Aktualności
    środa, 21 grudzień 2016 15:07

    Uniwersytet Warmińsko-Mazurski i jego logotyp

    Logotypami w charakterze znaków towarowych posługują się nie tylko przedsiębiorcy, ale też fundacje, stowarzyszenia czy uczelnie. Jedna z tych ostatnich, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, musi się ostatnio mierzyć z całkiem poważnym problemem na tym tle, który może skończyć się przed sądem. Uczelnia ta powstała w 1999 r. z połączenia Akademii Rolniczo-Technicznej, Wyższej Szkoły Pedagogicznej i Warmińskiego Instytutu Teologicznego i jest jedną z najmłodszych szkół wyższych w Polsce. Te kilkanaście lat temu logo nowopowstałej uczelni zaprojektował prof. Piotr Obarek, znany olsztyński grafik i jednocześnie były dziekan Wydziału Sztuki UWM.

    Po zaprojektowaniu logotypu uczelnia podpisała z Obarkiem umowę o przeniesienie praw autorskich. Nie została ona jednak sporządzona do końca właściwie, ponieważ zgodnie z nią, uniwersytet nie mógł sam dokonywać we własnym oznaczeniu żadnych zmian. Przed dokonaniem każdej zmiany władze uczelni musiałyby więc konsultować ją z twórcą logotypu. W międzyczasie, oznaczenie zostało zastrzeżone na rzecz UWM jako znak towarowy. Zdaniem uczelni, przez lata najwyraźniej oryginalne oznaczenie nieco się zdezaktualizowało i postanowiono je trochę odświeżyć. Zadanie zlecono pracowni graficznej z Poznania, bez konsultacji z Piotrem Obarkiem. Przeprojektowanie logo UWM kosztowało 4 tysiące złotych.

    Problem pojawił się we wrześniu 2016 r., kiedy rektor Ryszard Górecki wydał zarządzenie o wprowadzeniu nowego symbolu UWM. Pierwotny projektant oskarżył bowiem uniwersytet o złamanie postanowień zawartej w 1999 r. umowy i dokonanie zmian w logotypie bez jego zgody czy nawet konsultacji. Prof. Obarek zażądał od uczelni wyjaśnień. Ta początkowo twierdziła, że mogła zgodnie z umową dokonywać zmian w logotypie, jednak po pewnym czasie przyznała rację projektantowi. Z tego względu UWM może stanąć przed niemałym problemem. Prof. Obarek zapowiada bowiem złożenie do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przeciwko niemu przestępstwa z art.115 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

    Dział: Aktualności