środa, 01 marzec 2017 12:31

Używanie cudzego znaku w reklamie

Wraz z rozwojem sieci nie można pominąć stosunkowo nowych form używania znaku towarowego w Internecie, przykładowo w charakterze słowa kluczowego. Ten przykład używania znaku należy zakwalifikować jako działalność reklamową, gdyż ma ona na celu zachęcenie konsumenta do odwiedzenia strony użytkownika i zainteresowania się jego towarami lub usługami.

Podobnie jako reklamę należy zakwalifikować używanie znaku w nazwie domeny internetowej. Korzystanie z domeny internetowej, która odwołuje się do towarów lub usług bądź też do nazwy handlowej, jest przekazem skierowanym do potencjalnych konsumentów, gdyż sugeruje, że pod tą nazwą znajdą stronę internetową związaną z towarami lub usługami uprawnionego do znaku towarowego.

Jak w takiej sytuacji korzystać z cudzego znaku towarowego, aby wskazać, jakie produkty sprzedajemy, żeby nie zostało to uznane za nieuczciwą reklamę? Na to pytanie odpowiada wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie BMW z 1999 r. W wyroku tym Trybunał dopuścił możliwość informowania o sprzedaży używanych samochodów marki BMW, jeśli samochody z tym znakiem zostały uprzednio wprowadzone do obrotu przez BMW lub za jego zgodą. Stwierdził, że niedopuszczalne jest użycie znaków BMW w celu reklamowania sprzedaży lub naprawy samochodów marki BMW, jeżeli sposób ich użycia mógłby wywołać  wrażenie co do istnienia związków handlowych między uprawnionym do znaku a używającym go, w szczególności wrażenie polegające na tym,  że przedsiębiorstwo używającego znaku przynależy do sieci dystrybucji BMW albo pomiędzy tymi przedsiębiorstwami istnieje określony związek.

Dział: Aktualności

Beyoncé Giselle Knowles-Carter okazała się być jedną z muzycznych artystek wszech czasów, która zdobyła najwięcej nominacji do Grammy (62 - w tym zdobyte razem z zespołem Destiny’s Child). Była numerem 38 na liście Forbesa z 2016 r. przedstawiającej najbogatszych przedsiębiorców amerykańskich, o wartości netto 290 mln dolarów. Beyoncé jako poważny przedsiębiorca w branży muzycznej wspomaga się najnowszymi taktykami marketingowymi. W sprzedaży kolejnych płyt z pewnością pomoże jej też niedawno ujawniona poprzez social media druga ciąża, rzekomo bliźniacza.

Z pewnością trzeba przyznać, że zarówno Beyoncé, jak i jej mąż, słynny raper i biznesmen Jay Z, odnieśli niewiarygodny sukces w budowaniu swojej marki w przemyśle muzycznym i poza nim. Nadzorowanie tego gigantycznego biznesu obejmuje również ochronę własności przemysłowej. Dwa dni po ogłoszeniu ciąży, gwiazda pop złożyła wniosek do amerykańskiego urzędu patentowego o rejestrację imienia swojej pierwszej córki, Blue Ivy, jako znaku towarowego.

Znak BLUE IVY CARTER został zgłoszony dla różnych towarów i usług, między innymi dla takich produktów, jak kosmetyki, płyty CD i DVD, wózki dziecięce, torby na pieluchy, nosidełka, dziecięce stoliki, krzesełka dla dzieci czy usługi online sklepu detalicznego i gier wideo online. Jak widać, Beyoncé najwyraźniej stara się zbudować wokół imienia córki markę produktów dla dzieci. Taka taktyka jest często stosowana przez gwiazdy czy to muzyki, czy też filmu. Fani poszczególnych aktorów i piosenkarzy chętnie kupują sygnowane przez nich produkty, co przekłada się na stale powiększające się majątki gwiazd pop-kultury.

Dział: Aktualności
czwartek, 16 luty 2017 08:29

Kolor jako znak towarowy

Znak towarowy to zazwyczaj jakieś konkretne słowo czy kilka słów. Często towarzyszy im również charakterystyczna grafika. A czy można objąć prawem ochronnym pojedynczy kolor? Teoretycznie tak, jest to jednak bardzo trudne. Sam kolor w większości przypadków nie posiada bowiem charakteru odróżniającego. 

Dla dokonania oceny charakteru odróżniającego, który dany kolor może mieć jako znak towarowy, konieczne jest uwzględnienie interesu ogólnego, przejawiającego się w tym, by nie ograniczać w sposób nieuzasadniony dostępności kolorów dla innych przedsiębiorców, oferujących towary lub usługi tego samego rodzaju co te, o których rejestrację wniesiono. Rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE zajął w opinii z 12 listopada 2002 r., w sprawie C-104/01, stanowisko, iż kolor jako taki bez kształtu lub konturów nie jest oznaczeniem, które może być przedstawione w sposób graficzny i nie nadaje się do odróżniania towarów lub usług jednego przedsiębiorstwa od towarów lub usług innego przedsiębiorstwa. Kolor bowiem trudno zdefiniować w uniwersalny sposób. Kolor zależy bowiem od rodzaju światła, ale też od samego patrzącego. Ten sam kolor może być różnie postrzegany przez różne osoby. Ten sam kolor będzie też wyglądał inaczej na papierze, a inaczej na metalu, szkle, tkaninie czy blasze. Co więcej, w przypadku kombinacji kolorów, graficzna prezentacja znaku (w tym proporcje określonych kolorów i ich pozycja) określa znak, jaki wnioskodawca chce zarejestrować. Połączenie kolorów, które miałyby zostać zarejestrowane jako znak towarowy musi jasno wynikać z ich graficznego przedstawienia. Zgłoszenie abstrakcyjne, na przykład dwa kolory „w każdej możliwej kombinacji” lub „w dowolnej proporcji”, nie jest dopuszczalne i prowadzi do odrzucenia zgłoszenia.

Za przykład takiego oznaczenia można podać znak unijny zarejestrowany na rzecz Kraft Foods Schweiz Holding GmbH, będący dobrze znanym wszystkim łasuchom odcieniem koloru lila. Znak ten jest zarejestrowany dla towarów takich, jak między innymi wyroby czekoladowe i służy na rynku do opatrywania opakowań czekolad „Milka”. Procedura rejestracyjna tego znaku trwała jednak około trzech lat, ponieważ nadawanie monopolu na konkretne odcienie kolorów dokonywane jest przez europejskie urzędy zajmujące się rejestracją znaków towarowych niechętnie, zgodnie z tendencją, iż dany odcień nie powinien być monopolizowany na rzecz jednego podmiotu na rynku dla konkretnych towarów lub usług. 

Dział: Aktualności
poniedziałek, 13 luty 2017 09:26

Żarty ze znaków towarowych

Żeby wśród mnogości konkurentów skutecznie przebić się na rynku, zarówno przedsiębiorstwo, jak i towar muszą mieć wpadającą w ucho nazwę. Przedsiębiorcy często przez wiele miesięcy zachodzą w głowę, jaka nazwa najlepiej opisywałaby produkt, który chcą wypuścić na rynek. Inni, ci z bardziej zasobnym portfelem, korzystają często z usług agencji reklamowych, które zajmują się marketingiem, a przedsiębiorcy pozostaje już tylko zająć się sprzedażą.

Kiedy wymyślimy już dobrą nazwę, warto zarejestrować ją w odpowiednim urzędzie jako znak towarowy, zanim ubiegnie nas ktoś inny. W innym przypadku trudno udowodnić swoje prawa do danego oznaczenia – często pozostanie nam niestety sytuacja, w której słowo będzie świadczyć przeciw słowu. Zmiana nazwy – czy to towaru, czy też przedsiębiorcy - na nową, tak zwany rebranding, pociąga zaś za sobą konieczność wyłożenia znacznych funduszy. Dlatego, przed premierą towaru na rynku, najlepiej jest dobrze przemyśleć, czy wymyślona przez nas nazwa będzie się podobała konsumentom na tyle, aby zainteresowali się oni produktem opatrzonym takim a nie innym znakiem towarowym.

Jak się okazuje, nawet wielcy gracze na rynkach różnych branż zaliczają czasem wpadki w tym zakresie. W szczególności chodzi tu o transfer produktu o konkretnej nazwie na rynek innego kraju. Przykładem może być tu nazwa modelu samochodu słynnej marki Chevrolet – Nova. Sprzedawał się on słabo na rynkach hispanojęzycznych. Nic w tym dziwnego – po hiszpańsku „no va” znaczy: „nie jedzie”. Inna zabawna wpadka językowa z rynku motoryzacyjnego to nazwa  Ford Pinto. W Brazylii bowiem ten ostatni człon jest używany na określenie męskich genitaliów. Przykładem z naszego rodzimego rynku, którego chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, jest marka żarówek Osram. Nie ma chyba osoby, która na ich widok choć raz nie uśmiechnęłaby się w sklepie. Uśmiech ten zapewne zdziwiłby niemieckiego producenta, który raczej nie rozważał swojego znaku towarowego pod kątem potencjału humorystycznego.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 16 styczeń 2017 11:07

Brand squatting w Chinach

Brand squatting znaczy mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów. Brand squatting polega na rejestracji znaku towarowego będącego zagraniczną marką i tym samym na uniemożliwieniu jej późniejszego wejścia na dany rynek. Jest to bardzo popularna metoda działania w Chinach, gdzie przepisy dotyczące własności przemysłowej są skonstruowane w taki sposób, że liczy się tylko i wyłącznie, kto dany znak pierwszy raz zgłosił do rejestracji, a nie kto tego znaku używał i z czym się on powszechnie kojarzy. Ostatnio problem z tą tendencją miał australijski producent wina.

Jedna z najstarszych australijskich marek wina, Treasury Wine Estates, po wejściu na chiński rynek zorientowała się że jedna z jej nazw, „Penfold”, tłumaczona na chiński jako „Ben Fu”,  jest już zarejestrowana jako znak towarowy. Aby można więc było legalnie dystrybuować wino na terenie Chin, trzeba by było odkupić prawa do znaku. Australijska spółka wdała się jednak w spór przed sądem, który właśnie wygrała. Znak, który jej przeszkadzał, został unieważniony.

Jak widać, australijski producent wina znalazł trafne rozwiązanie. Jednakże problem brand squattingu w Chinach istnieje i nie należy go lekceważyć. Jest to szczególnie ważne dla zagranicznych przedsiębiorców, którzy chcą rozszerzyć swoją działalność na terytorium Państwa Środka. Może się bowiem okazać, że nazwa ich produktu jest tam już zajęta.

Dział: Aktualności
czwartek, 12 styczeń 2017 08:20

Tęcza znaków towarowych

Jako znak towarowy najczęściej rejestruje się słowo lub element graficzny. Możliwe jest jednak zarejestrowanie również innego sposobu oznaczenia produktu lub usługi, nawet bardzo ekstrawaganckiego, w postaci dźwięku, zapachu lub koloru. Te ostatnie rejestracje są jednak skomplikowane pod względem prawnym, gdyż dość trudne jest udowodnienie charakteru odróżniającego takiej nieoczywistej cechy. Chodzi bowiem o to, aby oznaczenie zarejestrowane jako znak towarowy łączyło w głowach konsumentów to oznaczenie z konkretnym przedsiębiorcą. A o ile sloganów czy grafik można wymyślić bardzo, bardzo wiele, tak kolorów jest w sumie znacznie bardziej ograniczona liczba.

O rejestracje takiego specyficznego znaku towarowego w postaci koloru starało się wielu właścicieli różnorakich oznaczeń. Rejestracji koloru jako znaku towarowego chciał dokonać między innymi właściciel stacji paliw BP. Chodzi konkretnie o używany dla tych stacji odcień zielonego, Pantone 348C. BP rejestrowała swoje znaki w różnych miejscach, z różnymi rezultatami. Na przykład, od 2002 r. spółka nie może sobie poradzić z australijskim urzędem patentowym, ciągle dostając w tym temacie decyzje odmowne. Co ciekawe, do wydawania takich właśnie decyzji przyczynia się dom towarowy Woolworths. Wbrew pozorom, niesprzedająca wcale paliwa spółka ma w tym interes. Przede wszystkim, Woolworths wydał jakiś czas temu ogromne pieniądze na zmianę logo i jego reklamę, a nowe jest w bardzo podobnym odcieniu zieleni, jak kolor, który chce zarejestrować BP. Co więcej, Woolworths ma powiązania handlowe z siecią stacji benzynowych Caltex. W żywotnym interesie spółki jest więc, aby BP nie dostała rejestracji wybranego przez siebie koloru jako znaku towarowego.

Nie wszyscy przedsiębiorcy mają jednak takiego pecha w kwestii rejestracji kolorów jako znaków towarowych. Popularnym znakiem jest kolor fioletowy, który zarejestrowały zarówno Cadburys dla czekolady, jak i Whiskas dla kociej karmy. Czerwony to kolor zarezerwowany dla podeszw butów na rzecz Christiana Laboutin, zaś australijska poczta zarezerwowała sobie konkretny odcień żółtego.

Dział: Aktualności
wtorek, 10 styczeń 2017 15:52

Święty znak towarowy

Czy katolicy mogą zarejestrować krzyż jako znak towarowy? A żydzi gwiazdę Dawida?  Oczywiście nie, ponieważ symbole tych tysiącletnich religii są mocno zakorzenione w domenie publicznej. Ale co w przypadku nowszej wiary, założonej w czasach bardziej solidnych zabezpieczeń własności intelektualnej?

Ten problem jest sednem debaty dziejącej się aktualnie w Teksasie w USA, gdzie Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, powszechnie zwany mormonami, toczy walkę prawną z właścicielem witryny randkowej Mormon Match, dotyczącą użycia słowa "Mormon" w domenie internetowej. Intellectual Reserve Inc., spółka holdingowa mormonów posiada bowiem znaki towarowe "Księga Mormona", "Mormon.org", "Mormon Tabernacle Choit", "Kościół Mormona" i "rękodzieło mormonów".

Zdaniem właściciela witryny randkowej, nazwa tej usługi po prostu opisuje to, co robi - łączy w pary mormonów. Znaki towarowe mają być zaś wykorzystywane do ochrony przed nieuczciwą konkurencją, a nie aby zdławić małą firmę lub kontrolować język. Inaczej myśli rzecznik kościoła, co stwierdził w oświadczeniu dla ABC News. Jego zdaniem, firma próbuje podstępnie wykorzystać dla zysku nazwę kościoła i jego obraz w celu promocji produktu, który nie ma powiązania z kościołem. To nie jest pierwszy raz, kiedy mormoni zatrudniają prawników do walki o znak towarowy. W 2007 r. kościół uniemożliwił kawiarni w stanie Utah używanie podobizny anioła Moroni, którego pomnik stoi na szczycie wielu świątyń mormonów, w reklamach prasowych. Trudno więc powiedzieć, czy takie zachowanie to jeszcze ochrona konkretnego wyznania, czy już działania biznesowe.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 09 styczeń 2017 14:23

Półlegalny znak towarowy

„Hi” to marka marihuany dostępnej w części USA. Jej logo – wyraz "hi" pisany białymi literami wewnątrz pomarańczowego koła - można znaleźć nad frontowymi drzwiami sklepu w Portland w stanie Oregon oraz na produktach z konopi indyjskich tej marki, w tym na olejku do masażu i balsamie przeciwbólowym Hi Releaf. Żaden z tych produktów nie jest jednak wskazany w wykazie towarów i usług znaków towarowych „Hi”.

W 2015 r. spółka-matka marki, Cannabis Sativa Inc., złożyła wniosek rejestrację znaku towarowego „Hi”, jednak nie dla większości oferowanych pod marką produktów, ale dla czapek, koszulek i szerokiej gamy innej odzieży. Jeśli urzędnicy z USA Patent and Trademark Office podpiszą się pod decyzją o rejestracji,  Cannabis Sativa będzie w stanie powstrzymać inne firmy od korzystania z marki „Hi” dla ubrań, ale może nie być w stanie zatrzymać rywali od utworzenia sklepów z produktami z marihuany pod marką „Hi”.

Ten dziwny stan rzeczy w zakresie ochrony znaków towarowych w sektorze marihuany jest jednym z wielu produktów ubocznych rozjazdu międzystanowych i federalnych przepisów dotyczących marihuany. Choć marihuana jest legalna w celach rekreacyjnych lub leczniczych w 28 stanach USA, pozostaje jednak nielegalna w świetle prawa federalnego. W rezultacie, US Patent and Trademark Office nie rejestruje znaków towarowych w odniesieniu do produktów, które zawierają marihuanę. Jedną z popularnych strategii dla firm oferujących produkty z konopi, które nie mogą zarejestrować dla nich swoich znaków towarowych, jest ubieganie się o ochronę dla wielu produktów i usług dodatkowych.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 02 styczeń 2017 11:09

Znak towarowy na popularne wino

Gdyby zapytać Polaków, jakie oznaczenie pierwsze przychodzi im na myśl na hasło „wino”, zapewne wiele osób wskazałoby nazwę „Sophia”. Marka ta jest silnie zakorzeniona – już od 1985 r. - na polskim rynku i właśnie to bułgarskie wino jest często wybierane przez konsumentów do niego przyzwyczajonych. Sprzedaż wina Sophia na stałym poziomie nie oznacza jednak, że jego producent może tarzać się w pieniądzach.

Przyczyną takiego stanu jest wprowadzanie win opatrzonych oznaczeniem „Sophia” na polski rynek przez wiele podmiotów, które nie mają do tego oznaczenia praw. „Sophia” to bowiem znak towarowy zarejestrowany od 1990 r. w Urzędzie Patentowym RP na rzecz spółki Vinimpex Sofia. Aktualnie prawa do znaku należą do polskiej spółki Scorpios Sp. z o.o., która od listopada 2016 r. ustanowiła wyłącznym importem i licencjobiorcą znaku „Sophia” Grupę Eurocash.

Legalny licencjobiorca znaku towarowego musi uiszczać opłaty licencyjne i inne koszty, co odbija się na cenie win. Na rynku dostępne są zaś wina naruszające prawa do znaku towarowego „Sophia”, bo wytwarzane przez podmioty niemające do niego praw, ale oferowane w niższych cenach. Właściciel znaku towarowego postanowił walczyć z taką sytuacją, bowiem ze względu na dotychczasową skalę naruszeń oznaczenie „Sophia” traktowane jest jak ziemia niczyja. Spółka przeprowadziła więc jakiś czas temu akcję informacyjną wśród producentów i importerów win. Przeciwko tym, którzy nie chcieli się dostosować, właściciel znaku wytoczył silniejsze działa. Wniósł on przeciwko kilku największym naruszycielom powództwa o naruszenie praw do znaku towarowego.

W kontekście nadchodzących karnawałowych toastów można dodać, że niedługo pod znakiem towarowym „Sophia’’ dostępne też będzie wino musujące. 

Dział: Aktualności
czwartek, 22 grudzień 2016 15:54

BMW wraca z Chin z tarczą

Producent samochodów BMW ostatnio skutecznie ściga naruszycieli jego znaków towarowych w Chinach. W grudniu 2016 r. sąd w Szanghaju uznał powództwo niemieckiej spółki i zasądził na jej rzecz odszkodowanie w wysokości 3 milionów juanów, co odpowiada kwocie ponad 430 tysięcy dolarów. Pozew był skierowany przeciwko dwóm chińskim spółkom i dotyczył naruszenia pra do znaków towarowych BMW.

Nazwa jednej z pozwanych spółek to Deguo Baoma Group (Int'l) Holdings Limited, co w tłumaczeniu jest tożsame z nazwą Bayerische Motoren Werke. Ponadto, spółka zarejestrowała też swego czasu znak towarowy w postaci liter „BMN” stylizowanych na skrót „BMW”. Znak ten był później wykorzystywany również przez drugą z pozwanych spółek, firmę Chuangjia działającą w branży modowej. To samo logo, łatwo kojarzące się ze znakiem towarowym niemieckiego producenta samochodów, było wykorzystywane na odzieży , obuwiu i torebkach.

Rozpatrujący sprawę chiński sąd uznał, że oba pozwane przedsiębiorstwa swoimi działaniami naruszyły prawa do znaków towarowych BMW. Znak „BMN” był bowiem ciągle modyfikowany w taki sposób, aby jak najbardziej przypominał logo BMW. Pozwane spółki naruszyły prawa niemieckiego producenta samochodów, korzystając z renomy i rozpoznawalności jego znaków towarowych.

Dział: Aktualności
© 2012-2017