Stosowanie znaków towarowych innych firm w reklamie jako słowa kluczowego to drażliwy temat dla właścicieli praw własności przemysłowej. Trudno właściwie powiedzieć, gdzie w takiej sytuacji zaczyna się naruszenie znaku towarowego i kto za nie odpowiada. Reklamodawca, agencja reklamowa, a może właściciel przeglądarki internetowej? Właścicielom znaków towarowych w takiej sytuacji pomaga orzecznictwo, które powoli określa, jakich typów roszczeń, od kogo i kiedy mogą dochodzić. W szczególności ma to miejsce w przypadku reklamy wykupowanej, głównie przez Google Adwords, usługę najpopularniejszej w Polsce przeglądarki – Google.

W podobnej sprawie ścierały się ostatnio dwie spółki działające na terytorium Wielkiej Brytanii, Victoria Plum Limited i Victorian Plumbing Ltd. Obie spółki zajmują się sprzedażą wyposażenia łazienek i działają na brytyjskim rynku pod bardzo podobnymi nazwami od 2001 r., zarówno off-, jak i on-line. To współistnienie stało się problematyczne, gdy Victorian Plumbing zaczęła używać znaków towarowych Victoria Plum w ramach PPC, strategii reklamowej pay-per-click. Victoria Plum stwierdziła, że to naruszenie jej znaku towarowego, ponieważ był on używany w reklamach przekierowujących do strony Victorian Plumbing, która pojawiała się w wyniku dynamicznego wstawiania słów kluczowych, usługi reklamowej Google.

Rozpoznający sprawę brytyjski sąd zastosował badanie opisane przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie Google France, uznając, że przeciętny użytkownik internetu będzie skłonny uwierzyć, że towary i usługi, o której mowa w reklamie, pochodzą od Victoria Plum lub firmy z nią ekonomicznie powiązanej. W związku z tym, reklama została uznana za wpływającą na jedną z kluczowych funkcji znaku towarowego, wskazania pochodzenia towarów lub usług.

Warto zauważyć, że podobieństwo między dwiema nazwami firm czyni ten spór raczej wyjątkowym. Do tej pory w podobnych sporach na terytorium poszczególnych państw Unii Europejskiej chodziło zazwyczaj o używanie słów kluczowych zupełnie odmiennych od nazwy korzystających z nich przedsiębiorcy, a identycznych ze znakiem towarowym drugiej strony. Każdy przypadek będzie jednak zależał od jego szczególnych okoliczności faktycznych, więc przed rozpoczęciem działań w sprawie naruszenia przepisów ważne jest, aby dokładnie rozważyć, czy działania drugiej strony mogą negatywnie wpływać na funkcję wskazania pochodzenia znaku towarowego.

Dział: Aktualności
czwartek, 27 październik 2016 16:49

Znak towarowy handlu internetowego powraca

Handel internetowy to bardzo rozwojowa branża, która przejęła już do tej pory znaczną część rynku. Jeszcze kilka lat temu mało kto miał odwagę kupować w internetowych sklepach. Klienci bali się nabywać towar, którego nie można najpierw zobaczyć i dotknąć. Teraz nie wyobrażamy sobie, aby nie zajrzeć od czasu do czasu na aukcje internetowe w poszukiwaniu ciekawostek, albo nie zamówić zakupów, kiedy nie chce się nam wychodzić z domu. Rynek zakupów internetowych jest jednak bardzo szeroki i nie dla wszystkich jest na nim miejsce.

Przekonała się o tym jedna z najstarszych w Polsce spółek zajmujących się internetowym handlem, Merlin.pl. Według doniesień prasowych, już od dłuższego czasu miała ona problemy finansowe i borykała się z niewypłacalnością. Pod koniec 2015 r. Merlin.pl złożyła wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu. Już wcześniej kilka różnych spółek składało wniosek o ogłoszenie upadłości Merlin.pl, właściciela platformy handlu internetowego. Wnioski te były jednak do tej pory oddalane przez sąd.

Teraz okazuje się, że może to jednak jeszcze nie jednak koniec starego internetowego wyjadacza. Pod koniec ubiegłego roku polska spółka z branży e-commerce, Topmall, która swoją działalność kierunkuje na rynek ukraiński, podpisała umowę handlową z Merlin.pl. Jej przedmiotem była dzierżawa znaku towarowego oraz domeny internetowej merlin.pl. Teraz Topmall ma zostać przejęta przez AdMassive Group, notowaną na NewConnect. Może to działanie przywróci sklep Merlin.pl do życia. Aktualnie, portal od nowa zaczyna biznes – wiosną bieżącego roku powrócił na rynek, choć aktualnie sprzedaje głównie książki.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 22 luty 2016 10:54

Problemy z internetem

Internet i jego działanie jest od lat spopularyzowany, jednak – jak się okazuje – nie dla wszystkich jest to jednak wystarczająco klarowne. Amerykański sąd z Florydy nakazał ostatnio firmie Uber, międzynarodowej spółce konkurencyjnej wobec korporacji taksówkarskich, zajmującej się przewozem osób, aby zapewniła, że kiedy ktoś w Gainesville na Florydzie będzie poszukiwał w wyszukiwarce hasła “Uber Gainesville”, jej wyniki nie będą się wyświetlać przed wynikami lokalnej firmy o nazwie Uber Promotions.

Uber Promotions pozwał bowiem bardziej znanego Ubera o naruszanie praw do znaku towarowego „Uber” dla usług transportowych. Powód wykazał, że podczas wyszukiwania hasła „Uber” w przeglądarce internetowej przeciętny konsument z Florydy będzie mógł zostać wprowadzony w błąd, w szczególności, że wyniki Ubera wyświetlały się z hasłem „UberEVENTs”. Klienci mogli je więc powiązać z Uber Promotions, choć między spółkami nie ma żadnych – poza zbliżoną nazwą – powiązań.

W wyroku wskazano też, że Uber musi zapewnić, że w wyniku poszukiwań w wyszukiwarkach Google, Yahoo i Bing haseł „Uber promotions Gainesville phone” czy „Uber promotions Gainesville phone numer” silniki wyszukiwania nie podadzą jako wyniku danych pozwanej spółki. Sadowi najwyraźniej trudno było zrozumieć zasady działania silników wyszukiwarek, w związku z czym wyrok będzie praktycznie niewykonalny. Jedyną sytuacją, w której dany podmiot może niejako kontrolować kolejność wyników wyszukiwania, jest wykupienie reklamy, takiej jak na przykład AdWords w Google, na konkretne słowa kluczowe. W innym wypadku, pozostaje pozycjonowanie strony internetowej, to jednak jest zazwyczaj wykorzystywane w celu podwyższenia wyniku w kolejce jako rezultatu wyszukiwania, a nie jego ukrycia. 

Dział: Aktualności
© 2012-2017