poniedziałek, 31 lipiec 2017 17:04

    Rzecznik patentowy w uchwale Sądu Najwyższego

    Rzecznik patentowy może z powodzeniem występować jako pełnomocnik przed sądem, ale tylko w sprawach wskazanych w ustawie o rzecznikach patentowych. Są to sprawy z zakresu własności przemysłowej i nieuczciwej konkurencji. Ta pierwsza kategoria jest jasna – określa ją ustawa Prawo własności przemysłowej. Wchodzą do niej między innymi sprawy sporne z zakresu wynalazków, znaków towarowych czy wzorów przemysłowych. Kategoria nieuczciwej konkurencji może, jak się okazuje, wywoływać jednak problemy.

    26 lipca 2017 r. Sąd Najwyższy wydał uchwałę, w której udzielił odpowiedzi na pytanie prawne warszawskiego sądu apelacyjnego, czy rzecznik patentowy może występować w charakterze pełnomocnika procesowego w postępowaniu sądowym, którego przedmiotem jest roszczenie dotyczące naruszenia majątkowych praw autorskich do utworu, a jednocześnie zwalczanie nieuczciwej konkurencji.

    Podstawa prawna w sporze pomiędzy dwoma przedsiębiorcami dotyczyła nie tylko przepisów ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, ale też kwestii majątkowych praw autorskich. Przedmiotem sporu były bowiem wizualizacje wykorzystywane na aukcjach internetowych armatury łazienkowej. W toku postępowania sąd apelacyjny zaczął mieć wątpliwości, czy reprezentujący stronę powodową rzecznik patentowy rzeczywiście mógł podejmować takie działania. Sąd Najwyższy uznał w tej kwestii, że w sprawie o zwalczanie nieuczciwej konkurencji, której przedmiotem jest także roszczenie dotyczące naruszenia majątkowych praw autorskich do utworu, pełnomocnikiem procesowym może być także rzecznik patentowy. Sąd wskazał, że to, że w sprawie wystąpił również pierwiastek praw autorskich nie zmienia faktu, że cała sprawa była sprawą z zakresu zwalczania nieuczciwej konkurencji.

    Dział: Aktualności
    piątek, 28 lipiec 2017 09:14

    Wrzuta.pl żegna się z użytkownikami

    Serwisy internetowe, które umożliwiają przechowywanie na nich dowolnych plików, są obecnie bardzo powszechne. Z pewnością są przydatne, nie tylko w sytuacji, kiedy nasz komputer posiada dysk o niewielkich rozmiarach, ale też kiedy na przykład chcemy podzielić się z rodziną zdjęciami z wakacji. Tego typu serwisy pozwalają bowiem nie tylko na składowanie na nich plików, ale też na dzielenie się nimi, czasem po wpisaniu hasła, a czasem nawet i bez tego. W nomenklaturze informatycznej serwisy stworzone do przechowywania i pobierania danych nazywane są file hosting.

    Generuje to jednak problem związany z ochroną majątkowych praw autorskich – takie dyski internetowe są często wykorzystywane przez ich użytkowników do udostępniania utworów muzycznych, e-booków czy filmów, co narusza prawa majątkowe ich twórców. Gdy dane te zostają udostępnione publicznie, a ich autor nie wyraził na to zgody, można mieć do czynienia z łamaniem praw autorskich.

    Takim polskim internetowym dyskiem, na którym użytkownicy mogą przechowywać wszelkiego rodzaju pliki, od notatek, aż po filmy, był również portal Wrzuta.pl. Był – ponieważ niedługo Wrzuta.pl zakończy działalność. Wydawca serwisu, Grupa Wirtualna Polska, wydał niedawno oświadczenie o zakończeniu działalności swojego dzieła. Wszystkie udostępnione na nim do tej pory treści zostaną zaś skasowane. Działanie to powodowane jest zapewne stałym spadkiem liczby użytkowników serwisu.

    Dział: Prawo autorskie
    piątek, 07 kwiecień 2017 08:38

    Stephen King oskarżony o plagiat

    Stephen King to jeden z najbardziej poczytnych żyjących pisarzy na świecie. Ten urodzony w 1947 r. amerykański pisarz wydał wiele thrillerów, które stanowią klasyki gatunku, chociażby zekranizowane w produkcji z Jackiem Nicholsonem „Lśnienie”, ale też napisał powieści innego rodzaju, które także odniosły sukces, takie jak „Zielona mila” czy 8-tomowy cykl powieści fantastycznych „Mroczna Wieża”. O te ostatnie rozpoczął się ostatnio w USA spór dotyczący praw autorskich.

    Pomysł na najgłośniejszy cykl powieściowy Stephena Kinga, pisany w latach 1970- 2012, dotyczący przygód Rolanda Deschaina, którego celem życiowym jest dotarcie do tytułowej Mrocznej Wieży, mitycznego budynku, który może być istotą całego istnienia, ma być rzekomo zbyt dokładnie oparty na komiksowej serii „The Rook”. Bohaterem tej ostatniej jest Restin Dane. Obu wymyślonych panów łączą nie tylko inicjały, ale też fakt podróżowania w czasie, walka z potworami czy nawet kowbojski strój. Nie wiadomo, czy to oraz inne twierdzenia zawarte w pozwie wystarczą, aby uznać opus magnum Kinga za plagiat.

    Z pewnością trzeba przyznać, że czasowo „The Rook” wyprzedził cykl o Mrocznej Wieży. Komiksy były bowiem wydawane w latach 1977-1983, zaś pierwsza książka z cyklu Kinga ukazała się w roku 1982.

    Co ciekawe, póki co właściwie nie wiadomo, kto złożył pozew przeciwko słynnemu pisarzowi. Twórca komiksu, Billy DuBay, nie żyje bowiem od 2010 r.; tak samo – jego współpracownik, Buddy Lewis, który zmarł cztery lata później. Wydawca serii, Warren Publishing, upadł w 1982 r., a prawa autorskie do komiksu kupiła firma Harris Publicantions. Dalej, prawa przeszły dwa lata temu na Dark Horse Comics, które to wydawnictwo reaktywowało przygody Restina Dane’a. Z pewnością gra toczy się o dużą stawkę, chociażby dlatego, że w tym roku planowana jest premiera filmu „Mroczna Wieża” opartego na książce Kinga.

     

    Dział: Prawo autorskie
    piątek, 17 marzec 2017 12:52

    Wyjątki w prawie autorskim dla niewidomych

    Zharmonizowane ramy prawne w zakresie praw autorskich i pokrewnych, poprawiając pewność prawną, a zarazem zapewniając wysoki poziom ochrony własności intelektualnej, sprzyjają poważnym inwestycjom w twórcze i nowatorskie działania. Bez harmonizacji na szczeblu Wspólnoty procesy legislacyjne na poziomie krajowym, już zapoczątkowane przez wiele państw członkowskich, aby sprostać wyzwaniom technologicznym, mogłyby pociągnąć za sobą powstanie istotnych różnic w dziedzinie ochrony, a w związku z tym stworzyć ograniczenia dla swobodnego przepływu usług i towarów zawierających elementy objęte własnością intelektualną lub opierających się na takich elementach, co spowodowałoby ponowny podział rynku wewnętrznego i niespójności natury legislacyjnej.

    Dlatego istniejące ramy prawa wspólnotowego odnoszące się do ochrony praw autorskich i pokrewnych powinny zostać dostosowane i uzupełnione w takim stopniu, jaki jest konieczny dla prawidłowego funkcjonowania rynku wewnętrznego. W tym celu należy dostosować przepisy krajowe w zakresie praw autorskich i pokrewnych, które są zróżnicowane w poszczególnych państwach członkowskich lub powodują niepewność prawną utrudniającą sprawne funkcjonowanie rynku wewnętrznego i prawidłowy rozwój społeczeństwa informacyjnego w Europie oraz należy unikać niezgodnych reakcji krajowych na rozwój technologiczny, natomiast nie należy usuwać lub zapobiegać powstawaniu różnic, które nie naruszają funkcjonowania rynku wewnętrznego. Tego tematu dotyczyła opinia Trybunału Sprawiedliwości UE z 14 lutego 2017 r. w sprawie Traktatu z Marrakeszu o ułatwieniu dostępu do opublikowanych utworów osobom niewidomym, niedowidzącym i cierpiącym na inne zaburzenia odczytu druku.

    Zdaniem Trybunału, należy zabezpieczyć właściwą równowagę praw i interesów między różnymi kategoriami podmiotów praw autorskich, jak również między nimi a użytkownikami przedmiotów objętych ochroną. Istniejące różnice w wyjątkach i ograniczeniach wobec niektórych zastrzeżonych czynności mają bezpośredni negatywny wpływ na funkcjonowanie rynku wewnętrznego w dziedzinie praw autorskich i pokrewnych. Dla zapewnienia prawidłowego funkcjonowania rynku wewnętrznego wyjątki te i ograniczenia należy określić w bardziej jednolity sposób. Stopień harmonizacji tych wyjątków powinien być oparty na ich wpływie na prawidłowe funkcjonowanie rynku wewnętrznego.

    Państwa członkowskie przewidują dla autorów wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania bezpośredniego lub pośredniego, tymczasowego lub stałego powielania utworu, przy wykorzystaniu wszelkich środków i w jakiejkolwiek formie, w całości lub częściowo. Przewidziane są jednak wyjątki w przypadku  korzystania dla dobra osób niepełnosprawnych, jeżeli korzystanie odnosi się bezpośrednio do upośledzenia i nie ma handlowego charakteru, w rozmiarze, który wynika z tego upośledzenia.

    Dział: Prawo autorskie

    Gale sportowe odbywają się w najróżniejszych miejscach na świecie, dlatego najczęściej oglądamy je w telewizji. Obecnie nie jest to jednak jedyna forma, w jakiej może odbywać się na żywo transmisja takiego widowiska. Inną możliwość stanowi transmitowanie dźwięku i obrazu przez internet. Z takiej formy skorzystała ostatnio Telewizja Polsat, nadając na żywo galę KSW 37 (KSW - Konfrontacja Sztuk Walki), której gwiazdami mieli być znany strongman Mariusz Pudzianowski i Paweł „Popek” Rak, kontrowersyjny założyciel zespołu hip-hopowego Gang Albanii. Za dostęp do transmisji w systemie pay-per-view należało zapłacić 40 zł. Nie wszyscy oglądający dokonali jednak płatności. Jak się okazało, część oglądających nielegalnie transmitowała galę dalej, w tym poprzez usługę Facebook Live.

    Cyfrowy Polsat oszacował, że najpopularniejsza nieoryginalna transmisja została obejrzana przez 230 tysięcy osób. Teraz telewizja chce dochodzić swoich praw od osób, które rozpowszechniały galę KSW bez jej zgody. Bezprawne rozpowszechnianie cudzych utworów jest bowiem niezgodne z prawem i może prowadzić do ponoszenia zarówno odpowiedzialności cywilnej, jak i karnej. Takie działanie, jak to dokonane przez osoby naruszające monopol Polsatu na transmisję KSW 37, stanowi naruszenie praw pokrewnych, wskazanych w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

    Polsat może teraz zaangażować się w postępowanie cywilne, w którym będzie mógł dochodzić odpowiednio wyliczonego odszkodowania. Wadą takiego postępowania jest jednak to, że telewizja sama będzie musiała zidentyfikować personalia osób prowadzących nieoficjalną transmisję. Podmioty takie, jak Facebook, szczególnie te zagraniczne, niechętnie zaś ujawniają w takich sprawach dane swoich użytkowników. Alternatywą jest droga karna, w które to na organach ścigania będzie leżał ten niewygodny obowiązek. Tak czy inaczej, sprawa ta może być precedensem. W Polsce nie prowadzono bowiem jeszcze postępowania przeciwko osobie, która naruszyła prawa autorskie, korzystając z usługi Facebook Live.

    Dział: Prawo autorskie
    czwartek, 20 październik 2016 12:13

    Policja przeciwko piratom. "Wkręceni" w torrent.

    Walka ze ściąganiem pirackich kopii filmów z sieci to podobno walka z wiatrakami. Ale czasem skrzydła wiatraków udaje się zatrzymać.

    Polski film "Wkręceni" został wyreżyserowany przez Piotra Wereśniaka, a w kinach pojawił się w styczniu 2010 r. Film opowiada historię zwolnionych z pracy pracowników fabryki samochodów, którzy postanawiają wydać swoje odprawy na szalony wyjazd do Warszawy. W małym miasteczku, gdzie się zatrzymują, przypadkowo zostają wzięci za biznesmenów. Jak się okazuje, film wyciekł do sieci i pojawił się w popularnej sieci wymiany plików P2P – torrent.

    Kilkaset osób, które udostępniały w sieci torrent film "Wkręceni", może teraz ponieść poważne konsekwencje takiego – wydawałoby się – błahego działania. Szczecińska prokuratura wszczęła bowiem przeciwko nim śledztwo, w ramach którego może zatrzymać komputery, na których dyskach znajdował się ściągnięty i rozpowszechniany dalej film. Polskie prawo przewiduje kary właśnie za rozpowszechnianie treści łamiących prawa autorskie, a nie za ich pobieranie na własny użytek. Odpowiedzieć za to mogą osoby, które w czerwcu i lipcu 2014 r. udostępniały innym piracką wersję filmu „Wkręceni”.

    Zachodniopomorska policja namierzyła podejrzane komputery poprzez ich adresy IP. Teraz będzie sprawdzać, czy na podejrzanych urządzeniach zachowały się ślady ściągania filmu. Jeżeli tak nie będzie oraz nie znajdą się dowody na jego dalsze rozpowszechnianie, komputery zostaną zwrócone właścicielom. Co ciekawe, w zakresie takich działań wypowiedział się rzecznik Praw Obywatelskich. Stwierdził, że może to stanowić łamanie praw obywatelskich, ponieważ taka procedura jest bardzo długotrwała, ze względu na co właściciele komputerów mogą zostać pozbawieni narzędzia do pracy.

    W polskim prawie rozpowszechnianie materiałów chronionych prawem autorskim zagrożone jest grzywną i karą pozbawienia wolności nawet do 2 lat.

    Dział: Prawo autorskie
    wtorek, 11 październik 2016 13:12

    Czy Komisja Europejska wymusi „gołe” linki?

    Odbiór multimedialnych tekstów jest obecnie ogromny. Mało kto szuka aktualnych informacji czy wiadomości z interesującej go dziedziny w papierowych gazetach – większość poszukuje pożądanych danych online. Niedługo jednak, ze względu na podjęte działania Komisji Europejskiej, tego typu działalność może zostać utrudniona. W połowie września 2016 r. Komisja Europejska procedowała bowiem nad projektem modernizacji ochrony praw autorskich w Unii Europejskiej. Jedną z planowanych przez nowe, ewentualne prawo zmian, może być wprowadzenie zakazu umieszczania w treści tekstu hiperlinków, przykładowo odsyłających do innego artykułu, zawierających w adresie URL informacje dotyczące zawartych w podlinkowanym miejscu treści.

    Zmiana ta dotyczyć ma tak zwanych praw pokrewnych dla wydawców prasowych, którzy po raz pierwszy zostaliby w myśl projektu prawnie uznani za podmioty prawa autorskiego. Projekt, zdaniem jego twórców, ma na celu polepszenie pozycji wydawców w przypadku negocjacji dotyczących sprzedaży oferowanych przez nich treści. Ma się też przyczynić do tłumienia piractwa internetowego. Przeciwnicy projektu Komisji Europejskiej twierdzą jednak, że tak naprawdę nowe prawo ma służyć jedynie osiąganiu przez wydawców większych korzyści finansowych, nawet za opublikowanie na stronie internetowej krótkiej treści. Taki „podatek od linków” obejmowałby między innymi tak zwane agregatory wiadomości, serwisy zbierające nagłówki publikacji internetowych, na przykład Google Wiadomości.

    Gdyby proponowane przepisy weszły w życie, mogłyby znacznie utrudnić życie nie tylko podmiotom komercyjnym, ale też choćby i blogerom czy użytkownikom portali społecznościowych. Linkowane przez nich artykuły zawierają bowiem zazwyczaj miniaturkę zdjęcia ilustrująca daną publikację oraz fragment jej tekstu. Na mocy nowych przepisów stanowiłoby to naruszenie prawa autorskiego. Adres URL strony, do której odsyła link, musiałby być ogołocony z jakiejkolwiek informacji o niej. 

    Dział: Prawo autorskie
    środa, 14 wrzesień 2016 11:25

    Nieuczciwe pożyczanie

    Podobno „dobry zwyczaj – nie pożyczaj”, ale nie zawsze można się z tym stwierdzeniem zgodzić. Jedni pożyczają coś częściej, inni rzadziej, jednak czasem jest to bardzo praktyczne rozwiązanie, szczególnie, jeżeli chodzi o rzadko używany przedmiot, który bywa używany tylko okazjonalnie. Łatwiej i taniej pożyczyć wiertarkę potrzebną przy okazji remontu od sąsiada czy znajomych, niż kupować ją specjalnie w tym celu, choć tylko na raz. Pożyczamy sobie nie tylko sprzęty, ale też książki czy notatki z uczelni. Kiedy ich tekst przestaje być materialny, pożyczanie staje się jeszcze łatwiejsze – plik z dokumentem tekstowym można łatwo wysłać mailem albo umieścić na specjalnym serwerze, z którego odbiorca może go ściągnąć na własny dysk.

    Takim polskim internetowym dyskiem, na którym użytkownicy mogą przechowywać wszelkiego rodzaju pliki, od notatek, aż po filmy, jest z założenia portal Chomikuj.pl. W nomenklaturze informatycznej serwisy stworzone do przechowywania i pobierania danych nazywane są file hosting. Działanie w postaci udostępniania plików nie stanowi problemu, lecz w przypadku, gdy dane te zostają udostępnione publicznie, a ich autor nie wyraził na to zgody, można mieć do czynienia z łamaniem praw autorskich. Problem ten dotyczy właśnie portalu Chomikuj.pl. W opublikowanym niedawno przez Google raporcie dotyczącym liczby linków usuniętych z wyników wyszukiwania na wniosek właścicieli praw autorskich, polski portal znalazł się na niechlubnym podium. Pierwsze dwa miejsca okupują zagraniczne serwisy 4shared.com i Rapigator, Chomikuj.pl „zasłużył” zaś na brąz.

    Właściciele naruszanych przez użytkowników serwisu praw zwracali już niejednokrotnie uwagę na to, iż działania Chomikuj.pl mające na celu usuwanie plików, które łamią prawa autorskie, są niewystarczające. Tego typu portale mają jednak zazwyczaj jedynie obowiązek reagowania na zgłoszenia o naruszeniach praw autorskich, nie muszą natomiast wyszukiwać ich czy usuwać je same.

    Dział: Prawo autorskie
    poniedziałek, 29 sierpień 2016 09:57

    Amerykański plagiat polskiego utworu

    Niestety rzadko zdarza się, żeby polskie piosenki czy teledyski do nich zyskały sławę zagranicą. Tym razem ktoś chyba obejrzał – i to niejeden raz – klip do utworu „The Fib” zespołu Rysy. Teledysk ten został w 2015 r. nagrodzony Grand Prix Festiwalu Polskich Wideoklipów „Yach Film”. Jak się okazuje, klip padł ofiarą plagiatu, a połasił się na niego amerykański raper Russ.

    W nagrodzonym teledysku oryginalnie występuje młoda aktorka Zofia Wichłacz, znana widzom z „Miasta 44”, polskiego filmu wojennego w reżyserii Jana Komasy, którego premiera miała miejsce 19 września 2014 r., zaś za jego reżyserię zabrał się Filip Załuska. Klip został opublikowany w serwisie Youtube jesienią 2015 r., po czym obejrzało go blisko 500 tysięcy osób. Pokazywano go także na polskich oraz zagranicznych festiwalach, w tym w USA.

    Klip do piosenki „The Fib” najwyraźniej spodobał się nie tylko jury festiwalu Yach Film, ale i amerykańskiemu raperowi występującemu pod pseudonimem Russ. Pół roku temu ukazał się w sieci jego teledysk ilustrujący utwór „Losin Control”, obejrzany obecnie 4,5 miliona razy. Edgar Esteves, reżyser klipu do niego, skopiował polską wersję niemal jeden do jednego. Identyczne są opowiedziana w nim historia pary młodych ludzi, rozpoczynająca się w nocy na opuszczonym parkingu, jak i sposób oświetlenia poszczególnych kadrów czy kąt rejestrowania obrazu z kamery. Studio Papaya Films odpowiedzialne za produkcję teledysku grupy Rysy zapowiada w związku z tym podjęcie kroków prawnych, ze względu na naruszenie praw autorskich, w tym żądanie usunięcia amerykańskiego wideo z sieci oraz odszkodowania. 

    Dział: Prawo autorskie
    środa, 24 sierpień 2016 09:47

    Autorskie wpadki YouTube’a

    Ochrona praw autorskich jest bardzo potrzebną instytucją. Pozwala bowiem autorom przeróżnych dzieł na uzyskiwanie z nich korzyści materialnych i przeciwdziałanie naruszeniom. Nie wszystko da się bowiem objąć ochroną urzędową, poprzez rejestrację znaku towarowego, patentu, czy wzoru przemysłowego. Czasem jednak taka ochrona postrzegana jest zdecydowanie zbyt szeroko.

    Przykładem na zbyt szerokie pojmowanie prawa autorskiego jest wykrywanie przez antypiracki system YouTube powszechnie znanych utworów, znajdujących się od dawna w domenie publicznej. Za przykład można tu podać kolędę „Cicha noc” jako utwór chroniony według YouTube’a prawem autorskim. Odpowiada za to system Content ID, który budzi wiele kontrowersji. Problem leży w tym, że prawa autorskie do niektórych utworów, w tym do wskazanej kolędy, dawno już wygasły, a więc stanowią już one część domeny publicznej. Nie przekonuje to jednak YouTube’a, który usuwa jako naruszenie praw autorskich nawet filmiki, w których nieprofesjonalny śpiewak wykonuje dany utwór. W jakiś czas po umieszczeniu filmiku na YouTube’ie przesyłana jest do użytkownika serwisu informacja, że swoim działaniem naruszył on prawa konkretnej wytwórni (często są to BMG, Warner/Chappell oraz Universal Music Publishing Group). Tego typu informację dostaje również rzekomy właściciel praw.

    W takim przypadku właściciel rzekomych praw może postąpić na trzy sposoby: nie zareagować, wnieść o usunięcie filmu lub zacząć czerpać dochód z reklam wyświetlanych podczas jego trwania reklam. Może się więc zdarzyć, że podmiot, któremu tak naprawdę nie przysługują prawa autorskie do danego utworu, zdecyduje się w nieuczciwy sposób na to ostatnie rozwiązanie i zacznie czerpać nienależne mu korzyści.

    Google uchyla się od komentowania błędów systemu wykrywania naruszeń praw autorskich w podległym mu portalu YouTube. Nie wiadomo, jak wielu tego typu przypadków potrzeba, by Google przyznało się do popełnienia błędu i nadmiernego zapału w poszukiwaniu naruszeń praw autorskich.

    Dział: Aktualności