poniedziałek, 15 maj 2017 10:46

Fałszywe opłaty (znak towarowy)

Znak towarowy to przywilej dla przedsiębiorcy, który dzięki rejestracji może otrzymać monopol na używanie dla konkretnych towarów czy usług danego oznaczenia. Takie oznaczenie może być słowne, graficzne, albo też stanowić mix tych cech. Za rejestrację znaku towarowego trzeba jednak uiścić odpowiednią opłatę, zależną od przepisów państwa, w którym chcemy chronić nasz znak. Wpłata kosztów zgłoszenia czy rejestracji powinna wpłynąć  na konto odpowiedniego urzędu. W Polsce takie opłaty pobiera Urząd Patentowy RP. Jeżeli zgłaszamy zaś znak w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej, przelew powinien zostać wysłany na jego konto. Podobnie jest zazwyczaj z innymi urzędami różnych państw.

Przedsiębiorcy rejestrujący znaki towarowe otrzymują jednak od jakiegoś czasu mnóstwo fałszywych faktur czy wezwań do zapłaty, które opiewają na różne kwoty opłat związanych z rejestracją znaku towarowego. Takie pseudo-dokumenty są często łudząco podobne do oficjalnej urzędowej korespondencji. Oszuści używają między innymi oficjalnie wyglądających nazw i podszywają się pod realnie istniejące instytucje, jak na przykład Ogólnopolski Rejestr Firm.

Trzeba mieć jednak świadomość, że urzędowe pisma powinny zawierać sygnaturę sprawy, odpowiednie oznaczenia, a także personalia urzędnika zajmującego się sprawą. W razie wątpliwości, przed dokonaniem wpłaty kwoty widniejącej na „fakturze” na wskazane w niej konto bankowe, lepiej skontaktować się z urzędem, który potwierdzi taką konieczność. Może się też okazać, że takie pismo wale nie pochodzi z urzędu, ale jest nieuczciwym sposobem na zarobek zupełnie innego podmiotu. Problem ten dotyczy w szczególności podmiotów, które dokonują zgłoszeń bardzo wielu oznaczeń. Sprawa jest o tyle trudna, że późniejsze wyegzekwowanie utraconych pieniędzy jest w praktyce bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.

Dział: Aktualności
piątek, 19 maj 2017 06:19

Nieczysta gra Marlboro

W myśl przepisów znak towarowy służy do oznaczania dowolnych towarów, celem między innymi odróżniana towarów jednego producenta od drugiego. Przedsiębiorcy mogą używać go w każdy sposób, jaka tylko jest zgodny z prawem i przyjdzie im do głowy. Trzeba jednak pamiętać,  że prawo do używania znaków towarowych nie zawsze pozostaje nieograniczone i to nie zawsze tylko ze względu na prawa innych osób.

We wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej za jakiś czas papierosy mają być planowo sprzedawane w opakowaniach o jednolitej, bardzo prostej szacie graficznej, pozbawionej znaków towarowych. Już od pewnego czasu postulują za takim działaniem Irlandia, Wielka Brytania i Francja. Dwa pierwsze państwa przygotowały nawet w ubiegłym roku projekt regulacji, której elementem jest ustandaryzowanie opakowań wyrobów tytoniowych. Takie działania mają na celu walkę z nałogowym paleniem papierosów, co powoduje między innymi znaczne wydatki na służbę zdrowia. Ograniczałoby to jednak wolność producentów papierosów w używaniu ich znaków towarowych, z czym nie mogą się oni pogodzić.

Wielka Brytania już wprowadza takie właśnie zmiany. Według znowelizowanych przepisów wszystkie opakowania papierosów mają być w kolorze oliwkowozielonym i zawierać  graficzne ostrzeżenia przed szkodliwością palenia. 65% powierzchni opakowania muszą zaś zajmować ostrzeżenia zdrowotne. Nie spodobało się to producentowi papierosów Marlboro, który spróbował obejść nowe obostrzenia. Philip Morris, jeden z największych na świecie koncernów tytoniowych, dostarczył do brytyjskich sklepów, między innymi do sieci Sainsbury’s, Londis and Budgens, składane kartoniki pasujące na paczkę papierosów Marlboro i zawierające znaki towarowe marki. Konsument będzie mógł więc niedrogo zakupić taki kartonik i przykryć nim przykre zdjęcia na prawdziwym opakowaniu papierosów. 

Dział: Aktualności
środa, 17 maj 2017 15:09

Polaroid zmartwychwstaje

Piękne chwile można łatwo utrwalić na zdjęciach. Nawet jeśli nie wyjdą one jak spod obiektywu profesjonalnego fotografa, miło będzie później oglądać fotografie przypominające nam o momentach, w których byliśmy wyjątkowo szczęśliwi. Kiedy aparaty fotograficzne przestały wymagać użycia kliszy i zrobienie tysiąca zdjęć podczas weekendowego wyjazdu stało się rzeczywistością, do lamusa odeszły nie tylko tak działające urządzenia, ale i produkujące je firmy. Niektóre z nich przerzuciły się na produkcję innych urządzeń, inne zaś zniknęły z rynku.

Co ciekawe, marka najbardziej kojarzona z fotografią – Polaroid – nadal istnieje i niedawno została wykupiona przez polskiego miliardera ukraińskiego pochodzenia. Wiaczesław Smołokowski przejął niedawno 100% udziałów w spółce PLR IP Holdings, która jest właścicielem znaków towarowych i patentów związanych z marką Polaroid. W 2001 r. PLR IP Holdings ogłosiła upadłość, zaś znak towarowy „Polaroid” przechodził z rąk do rąk i były używany do oznaczania przeróżnych towarów, od aparatów fotograficznych począwszy, na telewizorach skończywszy.

Miliarder nie zamierza jednak zarządzać fotograficzną spółką sam. Ma ona być prezentem dla jego syna, który jakiś czas temu zainwestował w holenderską firmę Impossible Project, produkującą jako ostatnia filmy do aparatów marki Polaroid. W 2016 r. Impossible Project wypuściła na rynek Impossible I-1, aparat do natychmiastowego wywoływania zdjęć. Legendarny znak towarowy kojarzący się ze zdjęciami być może nie zniknie więc po cichu z powierzchni Ziemi.

Dział: Aktualności
wtorek, 16 maj 2017 15:05

Zła wiara przed sądem

1 lipca 2010 r. spółka sindustrysurf, SL dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia słowno-graficznego unijnego znaku towarowego „Air Hole Face Masks You Idiot”, głównie dla odzieży termoaktywnej oraz gier. 26 lipca 2013 r. skarżąca, Airhole Facemasks, Inc., złożyła w EUIPO wniosek o unieważnienie prawa do tego znaku towarowego dla wszystkich towarów, dla których został on zarejestrowany. Z jednej strony skarżąca twierdziła, że zakwestionowany znak towarowy został zarejestrowany na rzecz sindustrysurf pod jej własnym imieniem bez zgody skarżącej, gdyż wyrażona przez nią zgoda ograniczała się wyłącznie do dokonania zgłoszenia na rzecz skarżącej. Ponadto na sindustrysurf jako agencie lub przedstawicielu skarżącej ciążył ogólny obowiązek lojalności względem skarżącej i jej interesów handlowych, a zatem nie mogła ona w żaden sposób uzasadnić wystąpienia o rejestrację zakwestionowanego znaku towarowego na swoją rzecz. Z drugiej strony skarżąca podnosiła, że sindustrysurf działała w złej wierze w momencie dokonywania zgłoszenia zakwestionowanego znaku towarowego na swoją rzecz.

Wydział Unieważnień unieważnił prawo do zakwestionowanego znaku towarowego w całości, jednak spółka odwołała się od decyzji. Izba Odwoławcza EUIPO uwzględniła odwołanie. Wskazała, że w jej ocenie nie istnieje żaden dowód na istnienie między stronami stosunku „agenta/przedstawiciela”, ponieważ skarżąca nie wyjaśniła, w jaki sposób umowa dystrybucji zawarta w 2009 r., przed ustanowieniem skarżącej, między Endeavor Snowboards Inc. a sindustrysurf mogła wykazywać istnienie takiego stosunku. Sprawa trafiła przed Sądu UE, który w maju 2017 r. wydał wyrok.

Sąd przypomniał, iż system unijnego znaku towarowego opiera się na zasadzie, że prawo wyłączne przyznawane jest pierwszemu zgłaszającemu. Zgodnie z tą zasadą znak może zostać zarejestrowany jako unijny znak towarowy tylko w takim zakresie, w jakim nie stoi temu na przeszkodzie wcześniejszy znak towarowy. Ponadto, to na podmiocie wnoszącym o unieważnienie prawa do znaku towarowego ciąży obowiązek wykazania okoliczności pozwalających stwierdzić, że właściciel unijnego znaku towarowego działał w złej wierze w chwili dokonania zgłoszenia tego znaku towarowego. Do celów oceny zaistnienia po stronie zgłaszającego złej wiary należy wziąć pod uwagę wszystkie istotne czynniki właściwe w danym przypadku i istniejące w chwili dokonywania zgłoszenia oznaczenia do rejestracji w charakterze unijnego znaku towarowego, a w szczególności: okoliczność, że zgłaszający wiedział lub powinien wiedzieć, iż osoba trzecia używa w co najmniej jednym państwie członkowskim oznaczenia identycznego z oznaczeniem zgłoszonym do rejestracji lub do złudzenia do niego podobnego w odniesieniu do identycznych lub podobnych towarów lub usług; zamiar uniemożliwienia przez zgłaszającego dalszego używania takiego oznaczenia przez osobę trzecią; stopień ochrony prawnej, z której korzystają oznaczenie osoby trzeciej i oznaczenie zgłoszone do rejestracji.

Dział: Aktualności
czwartek, 18 maj 2017 14:56

Przedsiębiorcze problemy

Spółka Hummel Holding jest mającym siedzibę w Danii przedsiębiorstwem produkującym artykuły sportowe, odzież sportową i rekreacyjną oraz buty sportowe i rekreacyjne. Jest ona właścicielem graficznego międzynarodowego znaku towarowego zarejestrowanego dla towarów takich jak odzież, obuwie i nakrycia głowy.

Nike, mająca siedzibę w Stanach Zjednoczonych, jest dominującą spółką grupy Nike, która zajmuje się sprzedażą artykułów sportowych na całym świecie. Nike Retail, mająca siedzibę w Niderlandach, również należy do wspomnianej grupy. Nike Retail prowadzi witrynę internetową, w której towary Nike są reklamowane i oferowane na sprzedaż między innymi w Niemczech.

Hummel Holding uważała, że niektóre towary Nike, w szczególności szorty do koszykówki, naruszają prawo do jej znaku towarowego. Wniosła ona przeciwko Nike powództwo do niemieckiego sądu, który uznał swoją właściwość na tej podstawie, że Nike Deutschland stanowi przedsiębiorstwo Nike, jednak oddalił powództwo co do istoty. Spółka Hummel Holding wniosła apelację od tego wyroku do sądu odsyłającego. W tych okolicznościach Oberlandesgericht Düsseldorf postanowił zawiesić postępowanie i zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości UE z następującym pytaniem prejudycjalnym, w jakich okolicznościach prawnie samodzielna i mająca siedzibę w jednym z państw członkowskich Unii spółka pośrednio zależna przedsiębiorstwa, które samo nie ma siedziby w Unii, powinna być uznawana za przedsiębiorstwo tego podmiotu.

Trybunał uznał, że prawnie samodzielna spółka mająca siedzibę w państwie członkowskim, która jest spółką pośrednio zależną spółki dominującej niemającej swojej siedziby w Unii, stanowi „przedsiębiorstwo” tej spółki dominującej, jeśli ta spółka zależna stanowi ośrodek działalności dysponujący w państwie członkowskim, w którym się znajduje, pewną formą rzeczywistej i stabilnej obecności, w ramach której prowadzona jest działalność gospodarcza, a która znajduje wyraz zewnętrzny w sposób trwały, jako przedłużenie działalności wspomnianej spółki dominującej.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 24 kwiecień 2017 14:03

Reklama Rimmel wprowadza w błąd

Przepisy prawne, które zakazują nieuczciwej konkurencji wskazują wprost, jaką reklamę można uznać za nie do końca uczciwą. Jest to między innymi reklama, która jest sprzeczna z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub uchybiająca godności człowieka. W związku z tym, reklamą sprzeczną z przepisami prawa jest na przykład – zakazana również przepisami ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi - reklama wysokoprocentowego alkoholu. Inny przypadek reklamy zabronionej polskimi przepisami to reklama wprowadzająca klienta w błąd. Musi ona dodatkowo spełniać kryterium możliwości wpłynięcia na decyzję konsumenta co do nabycia reklamowanego towaru lub usługi. Zakazana jest też reklama odwołująca się do uczuć klientów przez wywoływanie lęku, wykorzystywanie przesądów lub łatwowierności dzieci.

Przepisy, które regulują emisję reklam słusznie dbają o dobro nie tylko konsumentów, ale też o sprawiedliwe warunki rynkowe do działania dla różnych podmiotów, które pozostają ze sobą w stosunku konkurencji. W Polsce reklamę, która w negatywny sposób działa na konsumentów czy narusza powszechnie chronione wartości albo po prostu reguły dobrego smaku, można zgłosić do Rady Reklamy. Komisja Etyki Reklamy, która działa w jej ramach, jest organem, który rozstrzyga o zgodności przekazów reklamowych z Kodeksem Etyki Reklamy. W KER działa trzydziestu arbitrów powoływanych przez przedstawicieli trzech środowisk związanych z reklamą: media, agencje reklamowe i reklamodawców. Co ciekawe, dość często zdarza się, że po interwencji Rady Reklamy dany podmiot zaniechał rozpowszechniania reklamy, która w jakiś sposób oburzyła lub zniesmaczyła konsumentów.

Podobna sytuacja miała niedawno miejsce w Wielkiej Brytanii. Za wprowadzającą w błąd została tam uznana reklama tuszu do rzęs Scandaleyes Reloaded marki Rimmel. W reklamie modelka Cara Delevingne nie dość, że kilkukrotnie zagęszcza swoje rzęsy dzięki zastosowaniu tuszu, to jeszcze zmywa go wodą w kilka chwil. Brytyjska organizacja Advertising Standards Authority wsparła jedną ze skarg konsumentek, która wskazała, że reklama ta wprowadza w błąd, ponieważ osiągnięcie reklamowanych efektów wyłącznie dzięki użyciu maskary jest niemożliwe, a ponadto znana modelka miała w reklamie doklejane sztuczne rzęsy. Rimmel wycofał z emisji kontrowersyjną reklamę.

Dział: Aktualności
piątek, 21 kwiecień 2017 13:58

Znak towarowy czy nazwa?

Generyczność nie jest terminem, który pojawia się często w sporach dotyczących naruszenia znaków towarowych. Prawdopodobnie dlatego, ponieważ większość producentów stara się stworzyć znak tak unikalny, że nie obejmuje on ogólnego powiązania z produktem, na który jest nakładany. Czy jednak chroniony znak towarowy może stać się tak identyfikowany z produktem, że stanie się rodzajowy?

Aspiryna czy termos to dla nas obecnie po prostu słowa, które opisują pewne przedmioty – lek zwalczający gorączkę i przenośne naczynie utrzymujące ciepło. Co ciekawe, kiedyś były to jednak zarejestrowane znaki towarowe. Aby ich oznaczenie nadawało się do wykorzystywania w charakterze znaku towarowego, przedsiębiorcy muszą ciągle dbać, aby znak ten był rozpoznawalny dla konsumentów jako wskazanie pochodzenia produktu od danego przedsiębiorcy. Jeżeli znak towarowy zatraci taką funkcję i stanie się powszechnie używaną nazwą rodzajową, może mu zostać na wniosek odebrana ochrona, jaką daje rejestracja w Urzędzie Patentowym.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że takich znaków towarowych jest mało, jednak po zastanowieniu się można wymienić co najmniej kilka, których utrata ochrony co prawda jeszcze nie spotkała, ale są one obecnie na tej granicy. Jak powszechnie nazywany sportowe buty do biegania czy chodzenia? Adidasy. A „Adidas” to przecież zarejestrowany znak towarowy. Utraty ochrony boi się też producent pieluszek jednorazowych „Pampers”, ponieważ „pampersy” to obecnie powszechna zamienna nazwa na te produkty. Przedsiębiorcy muszą więc dbać o swoje znaki towarowe i nie mogą pozwalać na to, aby ich znaki były stosowane jako zamienniki nazw własnych, ponieważ może to się skończyć bardzo pechowo – utratą ochrony, jaką gwarantuje rejestracja znaku towarowego.

Dział: Aktualności
czwartek, 06 kwiecień 2017 11:18

Dylematy unijnego sądu

G. Szajner jest właścicielem słownego unijnego znaku towarowego LAGUIOLE. 22 lipca 2005 r. spółka Forge de Laguiole SARL wystąpiła z wnioskiem o częściowe unieważnienie prawa do znaku. W uzasadnieniu powołano się na firmę Forge de Laguiole, używaną przez tę spółkę w zakresie działalności polegającej na produkcji i sprzedaży wszelkiego rodzaju wyrobów nożowniczych, nożyczek, artykułów upominkowych i pamiątkowych – wszelkiego rodzaju artykułów związanych z nakryciem stołu. Zdaniem Forge de Laguiole SARL, na podstawie prawa francuskiego z tytułu tej firmy, której zasięg nie jest wyłącznie lokalny, przysługuje jej prawo do zakazania używania późniejszego znaku towarowego. Wydział Unieważnień EUIPO oddalił jednak wniosek o unieważnienie prawa do znaku. Francuska spółka odwołała się od tej decyzji.

Odwołanie zostało częściowo uwzględnione. Izba Odwoławcza stwierdziła, że zgodnie z orzecznictwem francuskim firma jest co do zasady chroniona w zakresie wszystkich rodzajów działalności objętych przedmiotem działalności danej spółki, przy czym w przypadku gdy przedmiot działalności jest określony w sposób nieprecyzyjny lub gdy wykonywana działalność nie jest objęta tym przedmiotem, wspomniana ochrona jest jednak ograniczona do faktycznie i konkretnie wykonywanej działalności. W niniejszej sprawie zaś przedmiot działalności Forge de Laguiole SARL był określony w sposób wystarczająco precyzyjny. Postępowanie trafiło przed Sąd UE.

Sąd stwierdził nieważność spornej decyzji w zakresie, w jakim Izba Odwoławcza EUIPO ustaliła w przypadku firmy „Forge de Laguiole” i znaku towarowego LAGUIOLE istnienie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w odniesieniu do towarów innych niż te, które były objęte działalnością faktycznie wykonywaną pod wspomnianą firmą w dacie dokonania zgłoszenia spornego znaku towarowego. W pozostałym zakresie Sąd oddalił skargę. Postępowanie przeniosło się przed Trybunał Sprawiedliwości, który wydał wyrok na początku kwietnia 2017 r.

W przedmiocie zarzutu dotyczącego naruszenia prawa, którego jakoby dopuścił się Sąd, biorąc pod uwagę jedynie charakter towarów w celu określenia sektorów działalności Forge de Laguiole EUIPO podnosił, że Sąd orzekł, iż wyłącznie od przepisów prawa francuskiego zależy odpowiedź na pytanie, czy i – jeśli tak – w jakim zakresie firma Forge de Laguiole zezwala na zakazanie G. Szajnerowi używania znaku towarowego LAGUIOLE. W konsekwencji Sąd zdaniem EUIPO określił wspomniane sektory działalności tylko w odniesieniu do kryterium związanego z charakterem towarów i tym samym naruszył prawo. G. Szajner podnosił, że Sąd słusznie dokonał oceny podobieństwa rozpatrywanych towarów, opierając się jednocześnie na ich charakterze, jak też na ich przeznaczeniu i sposobie używania.

Trybunał stwierdził, że Sąd nie wymienił wyraźnie uprzednio kryteriów, w odniesieniu do których powinny zostać określone rodzaje działalności faktycznie wykonywane przez Forge de Laguiole, i że w wyroku przytoczył przywoływane przez strony orzecznictwo sądów francuskich jedynie w ramach badania prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd. Jednakże z zaskarżonego wyroku wynika w jasny sposób, że podczas badania tych rodzajów działalności Sąd wyraźnie wziął pod uwagę nie tylko charakter rozpatrywanych towarów, lecz także ich przeznaczenie, sposób używania, klientelę, a także sposób dystrybucji. Trybunał uznał, że odwołanie nie było zasadne i należało je oddalić.

Dział: Aktualności

Co prawda umowa o pracę jest jedną z najpopularniejszych form zatrudnienia, ale w Polsce coraz bardziej popularne staje się też od pewnego czasu samozatrudnienie. Tendencja ta rośnie szczególnie w wolnych zawodach, w których freelancerzy niekoniecznie mają chęć siedzieć za biurkiem od 8 do 16. Prowadząc działalność gospodarczą, w celu obniżenia płaconych podatków można niektóre koszty uwzględniać jako koszty osiągnięcia przychodu. Popularnie nazywa się to „wrzucaniem w koszty”. Z tym procederem należy jednak uważać, ponieważ urzędy skarbowe dość często negują niektóre wydatki uwzględniane jako koszty przez przedsiębiorców.

Tak się ma ostatnio sprawa wydatków dotyczących kosztów związanych ze znakami towarowymi. Fiskus wziął się niedawno za kontrole rozliczenia znaków towarowych w optymalizacjach podatkowych. Chodzi tu głównie o przenoszenie praw do zarejestrowanego znaku towarowego. Kilka takich transferów może znacznie podnieść wartość znaku, co powoduje jednocześnie podwyższenie kosztów podatkowych. Do tej pory fiskus przymykał oko na podobne transakcje, ale teraz najwyraźniej albo cierpliwość urzędników się skończyła, albo też przedsiębiorcy zaczęli nadużywać takich rozwiązań.

Zarówno mali, jak i duzi przedsiębiorcy powinni pamiętać, że obowiązująca od 15 lipca 2016 r. klauzula obejścia przepisów pozwala fiskusowi zakwestionować takie koszty. Klauzula umożliwia podważenie transakcji, które przysporzyły podatnikowi podatkowych korzyści powyżej kwoty 100 tysięcy zł w okresie roku. Osiągnięcie takich kwot w przypadku znaków towarowych nie jest trudne, szczególnie w przypadku bardzo rozpoznawalnych oznaczeń. Ma to znaczenie również ze względu na szacunkowość wyceny znaków towarowych, którą trudno przeprowadzić w sztywnych ramach.

Dział: Aktualności
czwartek, 02 marzec 2017 12:34

Znak towarowy w metatagu

Znaki  towarowe trzeba chronić nie tylko przed jawnymi naruszeniami, na przykład przed nakładaniem bardzo podobnych oznaczeń na towary innych podmiotów, ale też przed tak zwanym niewidzialnym naruszaniem prawa do znaku towarowego w Internecie. Chodzi tu oczywiście o słowa kluczowe, czyli inaczej - metatagi. Są one przydatne przy wyszukiwaniu w internecie konkretnych produktów czy usług.

W przypadku zapisywania słów-kluczy w metatagach przesłanki wymagające udowodnienia są takie same jak w przypadku cybersquattingu, przy czym łatwiej jest udowodnić używanie znaku towarowego w obrocie gospodarczym, gdyż metatagi związane są z określonymi stronami internetowymi. To na nich przedsiębiorcy nieuprawnieni do znaku reklamują i oferują swoje produkty, przedstawiają swoje przedsiębiorstwo lub samych siebie. Bezprawność oznacza używanie znaku towarowego bez uprawnień do niego i również nie jest problematyczna w udowodnieniu. Także identyczność znaku towarowego jest łatwa do udowodnienia, gdyż słowne znaki towarowe, używane jako element metatagów, są takie same jak oryginalne znaki.

Problemów nastręcza natomiast fakt, że często towary oferowane lub reklamowane na stronach wyszukiwanych dzięki metatagom nie są takie same, ani nawet podobne. W takim przypadku przepisy ustawy o własności przemysłowej nie chronią znaków towarowych. Jeżeli towary są podobne, konieczne jest udowodnienie ryzyka wystąpienia pomyłki wśród odbiorców co do ich pochodzenia. W przypadku renomowanych znaków towarowych ochrona jest przyznawana poza granicami podobieństwa, ale wówczas trzeba udowodnić, że działanie podmiotu nieuprawnionego przyniosło mu nienależną korzyść, bądź wpłynęło szkodliwie na renomę znaku bądź jego odróżniający charakter.

Dział: Aktualności
© 2012-2017