Choć rynek europejski i amerykański są bardzo chłonne, to jednak producenci przeróżnych towarów poszukują też rynków zbytu poza nimi. Dlatego też również państwa położone na innych obszarach geograficznych musza dbać o prawidłową ochronę własności przemysłowej swoich przedsiębiorców. Saudyjska Komisja Turystyki i Dziedzictwa Narodowego (SCTH) ogłosiła, że ​​dąży do stworzenia światowej klasy znaku towarowego dla ręcznie tworzonych wyrobów z Arabii Saudyjskiej na rzecz firmy Saudi Handicrafts.

Działania te zostały zatwierdzone przez Radę Ministrów w ramach Narodowego Programu Transformacji 2020 w celu promowania lokalnych i międzynarodowych produktów z Arabii Saudyjskiej.

Agencja Saudi Press powołała się w swoich doniesieniach na ten temat na dyrektora firmy, dr Faisal Al-Khameesa, twierdząc, że na rzecz tego projektu przeznaczono około 220 milionów riali saudyjskich (około 60 tysięcy dolarów amerykańskich), co ma przede wszystkim na celu poprawę słabego marketingu rodzimych produktów i rozwijanie umiejętności osób pracujących w tym sektorze, aby ostatecznie zapewnić lepsze dochody społecznościom lokalnym, a tym samym zachęcać mieszkańców do pozostania w kraju i zarabiania w swoich wioskach, zamiast migrować do gęsto zaludnionych miast.

Innym celem firmy jest uregulowanie sektora ręcznie robionych produktów w celu rozszerzenia inwestycji. Firma będzie pomagać miejscowym tradycjom rzemieślniczym, dostarczając im potrzebne narzędzia, surowce i projekty, a także szkolenia i programy kontroli jakości oraz zaoferuje usługi, w tym organizację konferencji i forów.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 17 lipiec 2017 08:49

Do żucia czy do palenia?

Wydaje się, ze guma do żucia i papierosy niewiele mają ze sobą wspólnego, chyba żeby skojarzyć próbę odświeżenia oddechu po zakończeniu sesji niezdrowego nałogu. Okazuje się jednak, że oba te towary łączą aż tak silne więzy, że można wytoczyć o nie pozew. Producent popularnej również w Polsce gumy do żucia Wrigley wszczął postępowanie sądowe, którego przedmiotem jest naruszenie praw do znaku towarowego oraz dokonywanie czynów nieuczciwej konkurencji, przeciwko amerykańskiej firmie sprzedającej e-papierosy.

Chi-Town Vapers sprzedaje liquidy do e-papierosów w opakowaniach łudząco podobnych do produktów Wrigley o nazwie Juicy Fruit i Doublemint Mint. Produkty związane z e-papierosami nawet nazywają się podobnie: Joosy Fruit Gum i Dbl Mint E-Liquid, są też umieszczane w opakowaniach o takiej samej kolorystyce, jak wskazane gumy do żucia. Nawiązanie do produktów Wrigley jest więc oczywiste. W pozwie producent gum do żucia zamieścił jako dowody projekty opakowań swoich produktów pochodzące nawet z 1905 i 1914 r.

Jak się okazuje, spółka Chi-Town Vapers „pożyczała” sobie w podobny sposób również logotypy i znaki towarowe cukierków Skittles, napojów Hawaiian Punch, Mountain Dew i Red Bull oraz kremu czekoladowego Nutella. Wrigley zarzuca producentowi e-papierosów, że zamiast rozwinąć własną markę dla swoich produktów, zdecydował się sprzedawać liquidy do papierosów elektronicznych, używając znaków towarowych innych znanych firm, w tym marek Wrigley, bez zezwolenia lub licencji.

Dział: Aktualności
piątek, 14 lipiec 2017 16:17

Supermac's mści się na McDonald’s

Gigant rynku fast foodów, sieć McDonald's, ma czas do września tego roku na wykonanie kolejnego ruchu w walce z irlandzką firmą z Galway, Supermac's. W kwietniu tego roku Supermac’s złożył w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej wniosek o unieważnienie unijnego znaku towarowego „Big Mac” zarejestrowanego przez McDonald’s w określonych klasach klasyfikacji nicejskiej, a więc dla wskazanych we wniosku towarów i usług.

Może to być zemsta za to, że w zeszłym ten unijny urząd podtrzymał sprzeciw McDonald’s wobec zgłoszenia znaku towarowego „Supermac’s” do ochrony na terytorium państwa członkowskich Unii Europejskiej. W decyzji urząd stwierdził, że Supermac’s może nadal używać swojej marki i znaku towarowego w Unii Europejskiej, ale nie może pod nim sprzedawać mięsa, ryb, drobiu, kurczaków, chipsów czy hamburgerów.

Firma McDonald's zarejestrowała wiele słów zawierających prefiks „Mc”, w tym McCordry i słowo MAC, a także McKids, McFamily, McHome, McWallet, McRecycle, McJob i McInternet. Stanowią one tak zwaną rodzinę znaków towarowych, co tylko wzmacnia ich ochronę. Supermac’s  twierdzi, że takimi działaniami McDonald's chce wyeliminować ewentualną konkurencję, a więc wykorzystuje zmonopolizowane na swoją rzecz znaki towarowe do odstraszania od używania dla tych samych towarów czy usług oznaczeń o podobnej koncepcji. McDonald's zażądał przedłużenia terminu na przedłożenie kolejnych dowodów w sprawie.

Dział: Aktualności
czwartek, 13 lipiec 2017 13:35

Współistnienie na rynku znaków towarowych

12 lutego 2007 r. Montorsi Francesco & Figli SpA dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego MONTORSI F. & F. 28 grudnia 2010 r. interwenient, Casa Montorsi Srl, wystąpił z wnioskiem o unieważnienie prawa do kwestionowanego znaku towarowego, opartym na wcześniejszym słownym włoskim znaku towarowym Casa Montorsi.

Wydział Unieważnień unieważnił kwestionowany znak towarowy dla towarów „mięso, ryby, drób i dziczyzna; jaja”, ale potwierdził jego ważność dla innych towarów objętych tym znakiem towarowym, to jest „ekstraktów mięsnych; owoców i warzyw konserwowanych, suszonych i gotowanych; galaretek, dżemów, mleka i produktów mlecznych; olejów i tłuszczów jadalnych”. Wydział Unieważnień zaznaczył, że kwestionowany znak towarowy wykazywał przeciętny stopień podobieństwa z wcześniejszym znakiem towarowym, ponieważ te dwa znaki towarowe zawierały to samo nazwisko Montorsi. Mając na uwadze identyczność lub podobieństwo towarów i kolidujących ze sobą znaków towarowych, istniało prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd włoskojęzycznych odbiorców. Po odwołaniu od decyzji sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok w lipcu 2017 r.

Sąd wskazał, że przedmiotem wniosku o unieważnienie był w niniejszej sprawie unijny znak towarowy, który jest pod każdym względem zagranicznym znakiem towarowym, w przeciwieństwie do krajowego znaku towarowego, i którego ważność rozciągałaby się na wszystkie państwa Unii, oraz że w dodatku krajowy znak towarowy mógłby skutecznie zostać powołany w sprzeciwie wobec unijnego znaku towarowego. Terytorium istotnym dla niniejszego sporu nie są Włochy, lecz jest nim Unia. Żadne rozważania prawne nie mogą być na tyle nielogiczne, aby sugerować, że ewentualna zgoda na rejestrację w jednym państwie rozszerzyłaby – sama w sobie – jej zakres na 27 innych państw członkowskich.

Zgodnie z orzecznictwem, o ile nie jest wykluczone, że współistnienie na rynku wcześniejszych znaków towarowych mogłoby ewentualnie zmniejszyć prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd w przypadku dwóch kolidujących ze sobą znaków towarowych, o tyle tego rodzaju ewentualność może zostać uwzględniona jedynie wówczas, gdy w toku postępowania przed EUIPO właściciel unijnego znaku towarowego odpowiednio wykazał, iż rzeczone współistnienie opiera się na braku prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w odczuciu właściwego kręgu odbiorców w przypadku wcześniejszych znaków towarowych, na które właściciel ten się powołuje, oraz wcześniejszego znaku, który jest przedmiotem wniosku o unieważnienie, i z zastrzeżeniem, że te wcześniejsze znaki towarowe i kolidujące ze sobą znaki towarowe są identyczne. Izba Odwoławcza słusznie stwierdziła, że dla zakwestionowania wniosku o unieważnienie na podstawie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd skarżąca powinna była – czego nie uczyniła – udowodnić nie tylko współistnienie znaków towarowych, ale również że współistnienie to było wynikiem braku prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd, a to poprzez dostarczanie dowodów takich jak sondaże opinii publicznej, oświadczenia stowarzyszeń konsumentów lub inne.

Dział: Aktualności
środa, 05 lipiec 2017 13:27

Czerwone podeszwy Louboutin zaopiniowane

Szpilki na niebotycznie wysokich obcasach i o czerwonej podeszwie to marzenie wielu celebrytek i zwykłych miłośniczek tego typu butów. Rozpozna je z daleka każda z nich – to tak zwane louboutiny, czyli buty marki Christian Louboutin. Pod koniec czerwca 2017 r. rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE, Maciej Szpunar, wydał opinię na ich temat. Konkretnie, chodziło o możliwość zastrzeżenia na wyłączność określonego koloru dla podeszwy butów.

Rzecznik generalny stwierdził, iż oznaczenia składające się z kształtu towaru, a z drugiej strony oznaczenia składające się z koloru samego w sobie, podlegają szczególnym reżimom. Względy odnoszące się do ryzyka zmonopolizowania istotnych cech danego towaru mogą mieć zastosowanie do innych rodzajów znaków towarowych – takich jak na przykład pozycyjne znaki towarowe lub ruchome znaki towarowe, a także, potencjalnie, znaki towarowe dźwiękowe, zapachowe lub smakowe – które również mogą pokrywać się z zewnętrzna cechą danego towaru. Niezależnie od kwalifikacji takich znaków towarowych ważne jest, aby interes w utrzymaniu niektórych oznaczeń w domenie publicznej mógł zostać uwzględniony przy badaniu ich pod kątem rejestracji.

Zdanie rzecznika okoliczność, że sporny znak towarowy został zarejestrowany jako graficzny znak towarowy, nie uniemożliwia zakwalifikowania go jako znaku towarowego składającego się z kształtu towaru. Należy natomiast zbadać, czy rozpatrywany znak towarowy wymaga ochrony określonego koloru jako takiego, bez żadnego ograniczenia w przestrzeni, albo czy, przeciwnie, ochrona ta wymagana jest w połączeniu z innymi cechami związanymi z kształtem towaru. W tym względzie, jeśli dany kolor został naniesiony na ściśle określoną część towaru, nie wydaje się wykluczone uznanie, że znak towarowy jest ograniczony w przestrzeni w taki sposób, iż kolor pokrywa się z konkretnym elementem towaru.

Okoliczność, że właściciel znaku towarowego nie wymaga ochrony dla konturów towaru, lecz zostawia sobie możliwość zmiany tych konturów w zależności od modelu, nie musi być decydująca. Może być w szczególności tak, że kontury nie stanowią w każdym razie istotnej cechy oznaczenia. Należy raczej ustalić, czy oznaczenie czerpie swój charakter odróżniający z samego wymagającego ochrony koloru czy też z określonego umiejscowienia tego koloru w związku z innymi elementami kształtu towaru.

Dział: Aktualności
środa, 12 lipiec 2017 15:02

Sari Matki Teresy

Przez prawie pół wieku Matka Teresa, zakonnica rzymskokatolicka, która pracowała z biednymi w indyjskim mieście Kalkuta, nosiła proste białe sari z trzema niebieskimi pasami na obrzeżach. Starsze zakonnice, które pracują dla Misjonarek Miłości, 67-letniej organizacji, która skupia ponad 3000 mniszek na całym świecie, nadal noszą to, co stało się religijnym mundurem tego globalnego zgromadzenia.

W ostatni poniedziałek to słynne sari zakonnicy będącej laureatką Pokojowej Nagrody Nobla, zmarłej w 1997 r. zostało na terytorium Indii zarejestrowanym znakiem towarowym, aby zapobiec „nieuczciwemu” wykorzystywaniu go w celach handlowych. Rząd Indii nieoficjalnie uznał biało-niebieskie sari jako własność intelektualną Misjonarek Miłości już we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to słynna, choć kontrowersyjna, zakonnica została uznana za świętą przez Watykan, ale postanowił nie podawać tego do wiadomości publicznej.

Proste białe sari z niebieskimi pasami od dawna jest kojarzone z Matką Teresą i jej zakonem. Historia mówi, że siostra, za zgodą z Rzymu, zaczęła nosić je w 1948 r. Przez ponad trzydzieści lat sari były tkane przez trędowatych, którzy mieszkali w specjalnie dla nich przeznaczonym ośrodku położonym na obrzeżach Kalkuty. Matka Teresa rzekomo wydała przed śmiercią dyspozycję, że jej imię nie powinno być eksploatowane w celach handlowych.

Nie jest jednak jasne, jak ochrona takiego znaku towarowego będzie egzekwowana. Wiele sklepów internetowych w Indiach sprzedaje już różne odmiany „jedwabnej szaty Matki Teresy” – białego sari z niebieskimi paskami i białej bluzki z długim rękawem. Ponadto, takie działanie to woda na młyn krytyków Matki Teresy, którzy oskarżali ją o niesłuszne gloryfikowanie ubóstwa, współdziałanie z dyktatorami i prozelityzm – działania mające na celu pozyskanie wyznawców poprzez przekupstwo, zastraszenie czy zewnętrzny przymus.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 10 lipiec 2017 14:06

Czy warszawskie metro zmieni logotyp?

Logotypy i znaki towarowe to temat, który wbrew pozorom nie jest bliski wyłącznie przedsiębiorcom. Może on również żywotnie interesować spółki Skarbu Państwa. Obecnie warszawscy urzędnicy planują poddać zmianom logo metra, choć charakterystyczna wpisana w koło litera M ze strzałką w dół służyła stolicy od lat 80. Zarząd Transportu Miejskiego ogłosił konkurs z pulą nagród w wysokości 70 tysięcy zł, którego przedmiotem jest projekt nowego logo, które miałoby zunifikować całą stoliczną komunikację.

Oznaczenie obecnie wykorzystywane dla metra, autobusów i tramwajów to rzekomo „absolutny chaos” w postrzeganiu osób, które przyjeżdżają do Warszawy. Tak przynajmniej wskazuje wiceprezydent stolicy, Renata Kaznowska. Oznaczenia aktualnie wykorzystywane przez ZTM to również logotyp wykorzystujący postać warszawskiej syrenki, herb Warszawy oraz oznaczenia własne prywatnych przewoźników działających w ramach umów z miastem.

Pomysł zmiany logotypów warszawskiej komunikacji wyszedł od miejskiego radnego z ramienia Platformy Obywatelskiej, Michała Bitnera. W zamierzeniu jego pomysł ma ułatwić poruszanie się po stolicy osobom niemieszkającym tam na co dzień, a będących jedynie przejazdem albo na krótko. Takie zmiany wywołały jednak niechęć mieszkańców. Przede wszystkim, wiążą się one z koniecznością poniesienia znacznych kosztów, których oszacować nie są w stanie nawet sami pomysłodawcy. Poza tym, znane i popularne od lat logo czy znak  towarowy to jednak siła napędowa przedsiębiorstwa świadcząca o jego rozpoznawalności. 

Dział: Aktualności
piątek, 07 lipiec 2017 13:17

Znak towarowy czy oznaczenie geograficzne?

Oznaczenie takie jak „la Milla de Oro”, odnoszące się do cechy produktu lub usługi polegającej na możliwości znalezienia takiego produktu lub takiej usługi w dużych ilościach w jednym miejscu, gdzie mają one wysoką wartość i jakość, nie może stanowić oznaczenia pochodzenia geograficznego, jako że temu oznaczeniu powinna towarzyszyć nazwa opisująca obszar geograficzny, tak aby można było zidentyfikować miejsce fizyczne, z którym kojarzy się duża koncentracja produktu lub usługi o wysokiej wartości i jakości. Tak orzekł na początku lipca br. Trybunał Sprawiedliwości UE.

María Almudena Benavente Cárdaba i Rodrigo Moreno Benavente są właścicielami hiszpańskiego znaku towarowego La Milla de Oro. Skarżący wytoczyli przeciwko Abadía Retuerta powództwo, zarzucając jej używanie oznaczenia „El Pago de la Milla de Oro” na etykiecie produkowanych przez nią win, ponieważ używanie nazwy „la Milla de Oro” może wywołać prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd konsumentów. Abadía Retuerta wniosła powództwo wzajemne o unieważnienie prawa do znaku towarowego La Milla de Oro. Podniosła ona między innymi, że znak ten stanowi oznaczenie pochodzenia geograficznego. Sąd okręgowy w Burgos postanowił zawiesić postępowanie i zwrócić się do Trybunału z pytaniem, czy oznaczenie tego rodzaju może zostać uznane za oznaczenie pochodzenia geograficznego, gdy omawiane produkty lub usługi są zawsze skumulowane w określonym miejscu fizycznym.

Sąd podkreślał, że oznaczenie „la Milla de Oro” nie wystarcza samo w sobie do oznaczenia konkretnego i określonego obszaru geograficznego, z którym wiązałoby się pochodzenie rozpatrywanych win. W sektorze wina oznaczenie „la Milla de Oro” z Ribera del Duero (Hiszpania) współistnieje z oznaczeniem „la Milla de Oro” z Riojy. W branży produktów luksusowych, jeśli oznaczenie to kojarzone jest z miastem Madryt, oznacza ono dzielnicę tego miasta, w której skupiają się luksusowe sklepy, renomowani jubilerzy oraz galerie sztuki. „La Milla de Oro” z Marbelli (Hiszpania) oznacza dzielnicę tego miasta, w której usytuowane są luksusowe nieruchomości oraz wysokiej klasy restauracje przyciągające bogatą i sławną klientelę. Wynika z tego, że oznaczenie „la Milla de Oro” opisuje z jednej strony strefę geograficzną zmieniającą się w zależności od obszaru geograficznego, który jej towarzyszy, a z drugiej strony odnosi się do określonego poziomu jakości produktów lub usług, które zmieniają się w zależności od nazwy obszaru geograficznego, z którym kojarzy się to oznaczenie.

W konsekwencji oznaczeniu temu powinna towarzyszyć nazwa opisująca dany obszar geograficzny, tak aby można było zidentyfikować pochodzenie geograficzne rozpatrywanych produktów lub usług, które charakteryzuje możliwość znalezienia w dużych ilościach, w tym określonym miejscu fizycznym, takich produktów i usług o wysokiej wartości i jakości.

Dział: Aktualności
wtorek, 04 lipiec 2017 14:34

Problem z hotelem

W 1956 r. Giuseppe Cipriani, ojciec skarżącego, Arriga Ciprianiego, wraz z osobą trzecią założył spółkę Hotel Cipriani SpA, będącą poprzednikiem prawnym interwenienta, Hotelu Cipriani Srl. W marcu 1958 r. został otwarty hotel noszący nazwę Cipriani. 12 grudnia 1969 r. poprzednik prawny interwenienta zgłosił do rejestracji słowny włoski znak towarowy CIPRIANI, który został zarejestrowany w szczególności dla usług: „hotele, restauracje, bary, kafeterie, snack-bary i placówki restauracyjne”. 1 kwietnia 1996 r. poprzednik prawny interwenienta dokonał w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego CIPRIANI.

31 lipca 2009 r. skarżący złożył do EUIPO wniosek o unieważnienie prawa do zakwestionowanego znaku towarowego w odniesieniu do wszystkich towarów i usług, dla których znak ten został zarejestrowany. W uzasadnieniu wspomnianego wniosku powołano się na to, jakoby znak towarowy naruszał nazwisko osoby powszechnie znanej, czyli nazwisko Cipriani, którego powszechna znajomość jest ściśle związana z osobą skarżącego, będącego człowiekiem kultury i prowadzącego powszechnie znaną na całym świecie działalność w sektorze restauracji. Wydział Unieważnień oddalił wniosek.  Sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok pod koniec czerwca 2017 r.

Skarżący podnosił, że poprzednik prawny interwenienta miał zamiar pasożytowania na powszechnej znajomości jego osoby poprzez naśladowanie jego inicjatyw oraz czerpania korzyści z powszechnej znajomości nazwiska Cipriani w sektorze usług restauracyjnych. Jest to jakoby potwierdzone w szczególności okolicznością, że w 1979 r. wspomniany poprzednik prawny otworzył w Londynie bar pod nazwą Harry’s Bar, który był kopią – nie tylko w odniesieniu do nazwy, lecz również stylu – Harry’s Bar w Wenecji, będącego własnością skarżącego. Gdyby skarżący sprzeciwił się rejestracji lub używaniu krajowego znaku towarowego CIPRIANI, a pomimo tego sprzeciwu poprzednik prawny interwenienta postanowił jednak wnieść o rejestrację identycznego oznaczenia jako unijnego znaku towarowego, okoliczności te mogłyby ewentualnie prowadzić do rozważenia działania w złej wierze. Natomiast z uwagi na niezakwestionowanie wcześniejszego włoskiego znaku towarowego CIPRIANI i na to, że zakwestionowany znak towarowy składa się z tego samego elementu słownego, który ponadto widniał w nazwie tego poprzednika prawnego, nie można uznać, iż zakładane otwarcie przez niego w Londynie baru pod nazwą Harry’s Bar mogłoby pozwolić na stwierdzenie, że poprzez dokonanie zgłoszenia do rejestracji zakwestionowanego znaku towarowego ów poprzednik prawny zmierzał swoim zachowaniem do czerpania korzyści z podnoszonej powszechnej znajomości nazwiska Cipriani i podnoszonej powszechnej znajomości osoby skarżącego. Skarga została oddalona.

Dział: Aktualności
piątek, 30 czerwiec 2017 13:38

Captain Morgan vs. Admiral Nelson

Gdzie kapitan może rozkazywać admirałowi? W kanadyjskich sklepach z alkoholem. Wyrok w sądu federalnego w Kanadzie uznał, że sprzedaż rumu o nazwie Admiral Nelson narusza prawa do znaku towarowego „Captain Morgan” i zakazał sprzedaży produktów z postacią admirała lub w innych butelkach, które mogą być mylone z rumem Captain Morgan.

Wyrok z 12 czerwca 2017 r.  jest wynikiem pozwu wniesionego w 2014 r. przez Diageo Canada Inc., oddziału olbrzymiego przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją alkoholu - Diageo PLC w Londynie, przeciwko rodzinnej firmie Heaven Hill Distilleries Inc. Chodziło o to, czy obie namalowane na butelkach postacie - bardzo luźno oparte na postaciach prawdziwych marynarzy, jak i na mundurach marynarki wojennej, z pelerynami, trzymając miecze i wąsate - mogą być mylone przez przeciętnych konsumentów.

Diageo wskazała Heaven Hill, że ta w 2014 r. naruszyła jej znak towarowy i ogłosiła komunikat prasowy, w którym stwierdziła, że marka „Admiral Nelson” była wyraźnym i jawnym naśladownictwem znaku „Captain Morgan”. Różne ilustracje postaci kapitana Morgana były używane na produktach w Kanadzie od co najmniej roku 1961, zgodnie z informacjami przekazanymi sądowi przez Diageo. Jest to fantazyjny obraz XVI-wiecznego żeglarza, Sir Henry Morgana. Rum „Admiral Nelson” był sprzedawany w Kanadzie począwszy od 2003 r., a postać na jego butelce i w nazwie opiera się na brytyjskim wiceadmirale, lordzie Horatio Nelsonie. Diageo zeznała jednak, że nie było jej wiadomo o spornym produkcie do końca roku 2013.

W postępowaniu sądowym Heaven Hill oskarżyła Diageo o próbę zahamowania konkurencji. Firma zauważyła, że ​​admirał Nelson nie trzyma nogi na beczce, z czego znany jest kapitan Morgan, a kolory etykiet są różne.

„Captain Morgan” to zdecydowanie bardziej znana marka: Diageo wydała około 150 milionów dolarów na jej marketing w ciągu ostatnich 15 lat i około 17 milionów dolarów w ostatnim, rocznym okresie. W 2015 r. w Kanadzie sprzedano ponad 12 milionów butelek, co stanowi około 32% udziału w tamtejszym rynku rumów. 

Dział: Aktualności
© 2012-2017