środa, 28 grudzień 2016 15:49

Niech moc będzie z Tobą

Ze względu na tegoroczna grudniową premierę filmu „Łotr 1”, pierwszego pobocznego filmu – tak zwanego spin-offu – z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, wśród fanów serii zapanowało wielkie ożywienie. Na portalach społecznościowych i tych zajmujących się filmami rozgorzały dyskusje, jak reżyser i cała ekipa poradzili sobie z legendą powstałą dzięki Georgowi Lucasowi. Nic w tym dziwnego, ponieważ kosmiczna saga wyprodukowana przez Lucasfilm rozkochała w sobie całe rzesze kinomanów w różnym wieku i zarobiła przy okazji miliardy dolarów.

Znak „Star Wars” jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków towarowych na świecie. Oznaczenie to przynosi też ogromne dochody, ze względu nie tylko na zyski z samych filmów, ale też sprzedaż wszelkich gadżetów czy zabawek związanych z filmem. Widać to nie tylko po szacunkowych wycenach, ale też po sprzedaży pierwotnego producenta „Gwiezdnych Wojen”. Wytwórnia Lucasfilm została cztery lata temu zakupiona przez znany z bajkowych animacji koncern Disney, który nabył ją za niebagatelną kwotę ponad 4 miliardów dolarów.

Hasło „The Star Wars” jako znak towarowy zostało zarejestrowane w 1971 r. w Stanach Zjednoczonych. Wtedy nikt nie wróżył serii takiej popularności, jaką finalnie zdobyła. Co ciekawe, nazwa „Gwiezdne Wojny” miała początkowo obejmować tylko jeden film przygodowy o wojnach w kosmosie. Saga została jednak rozbudowana na kilka części, z których pierwsza weszła do kin w maju 1977 r., zaś najnowszą część serii można było oglądać w grudniu ubiegłego roku.

Fani uniwersum, w którym walczą ze sobą rycerze Jedi i lordowie Sith, mają też teraz – niestety – powód do zmartwień. W grudniu 2016 r., niedługo po premierze „Łotra 1”, zmarła bowiem odtwórczyni jednej z głównych ról w serii, aktorka Carrie Fisher grająca księżniczkę Leię Organa. 

Dział: Aktualności
czwartek, 29 grudzień 2016 15:42

Opodatkowane znaki towarowe

Podatki to na przełomie roku temat bardzo na czasie. Wiadomo, że nikt nie chce ich płacić, a jeżeli już – to chociaż jak najniższe. W celu obniżenia opodatkowania przedsiębiorcy starają się wliczać jak najwięcej opłat i wydatków w koszty. Spółki żonglują zaś swoimi zasobami, choć – jak swego czasu odczuła to polska spółka LPP – nie zawsze wychodzi im to na dobre.

Chodzi o mechanizm darowania jakiegoś majątku spółce, której darczyńca jest wspólnikiem. W takiej sytuacji darczyńca nie wykazywał przy tym dotychczas przychodu. Obowiązek taki spoczywał do tej pory jedynie na pozostałych wspólnikach. Jeśli posiadali oni niewielkie udziały w spółce, podatkowy koszt takiego działania nie był dla nich wielki. Co więcej, przedmiot darowizny można było ponownie rozliczać jako koszt prowadzenia działalności spółki.

Podobne działania nie przysporzyły dwa lata temu fanów spółce LPP, będącej największą polską siecią odzieżową i właścicielem takich marek odzieżowych, jak Reserved, House, Sinsay czy Mohito. W celu obniżenia kosztów opłacanych w Polsce podatków, spółka LPP przeniosła prawa do używania swoich znaków towarowych na spółkę zależną Gothals z siedzibą na Cyprze. Następnie, licencja z prawem sublicencji została udzielona spółce Jaradi Limited z siedzibą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Obie spółki należały do LPP. Dzięki przeniesieniu praw do znaków towarowych, LPP mogła obniżyć podstawę opodatkowania w Polsce. Polski dochód spółki, opodatkowany na 19%, był wyprowadzany za pośrednictwem Cypru (12,5 % podatku) do raju podatkowego, jakim są Zjednoczone Emiraty Arabskie (obowiązuje tam podatek dochodowy 0%). Działania spółki nie spodobały się jednak jej klientom, którzy założyli na Facebooku fanpage wzywający do bojkotu sklepów LPP. Jakiś czas później znaki LPP wróciły więc do Polski.

Teraz tego typu działania mogą zostać ukrócone. Resort finansów chce ograniczyć pole optymalizacji podatkowej i uznawać, że wspólnik, który daruje spółce swój majątek, uzyskuje przez to przychód. W nowo wprowadzonej interpretacji jasno określono, że darowizna w postaci przekazania praw do znaku towarowego oznacza przychód zarówno dla spółki, jak i dla darczyńcy, w związku z czym musi on uiścić od tego podatek. 

Dział: Aktualności
środa, 21 grudzień 2016 15:07

Uniwersytet Warmińsko-Mazurski i jego logotyp

Logotypami w charakterze znaków towarowych posługują się nie tylko przedsiębiorcy, ale też fundacje, stowarzyszenia czy uczelnie. Jedna z tych ostatnich, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, musi się ostatnio mierzyć z całkiem poważnym problemem na tym tle, który może skończyć się przed sądem. Uczelnia ta powstała w 1999 r. z połączenia Akademii Rolniczo-Technicznej, Wyższej Szkoły Pedagogicznej i Warmińskiego Instytutu Teologicznego i jest jedną z najmłodszych szkół wyższych w Polsce. Te kilkanaście lat temu logo nowopowstałej uczelni zaprojektował prof. Piotr Obarek, znany olsztyński grafik i jednocześnie były dziekan Wydziału Sztuki UWM.

Po zaprojektowaniu logotypu uczelnia podpisała z Obarkiem umowę o przeniesienie praw autorskich. Nie została ona jednak sporządzona do końca właściwie, ponieważ zgodnie z nią, uniwersytet nie mógł sam dokonywać we własnym oznaczeniu żadnych zmian. Przed dokonaniem każdej zmiany władze uczelni musiałyby więc konsultować ją z twórcą logotypu. W międzyczasie, oznaczenie zostało zastrzeżone na rzecz UWM jako znak towarowy. Zdaniem uczelni, przez lata najwyraźniej oryginalne oznaczenie nieco się zdezaktualizowało i postanowiono je trochę odświeżyć. Zadanie zlecono pracowni graficznej z Poznania, bez konsultacji z Piotrem Obarkiem. Przeprojektowanie logo UWM kosztowało 4 tysiące złotych.

Problem pojawił się we wrześniu 2016 r., kiedy rektor Ryszard Górecki wydał zarządzenie o wprowadzeniu nowego symbolu UWM. Pierwotny projektant oskarżył bowiem uniwersytet o złamanie postanowień zawartej w 1999 r. umowy i dokonanie zmian w logotypie bez jego zgody czy nawet konsultacji. Prof. Obarek zażądał od uczelni wyjaśnień. Ta początkowo twierdziła, że mogła zgodnie z umową dokonywać zmian w logotypie, jednak po pewnym czasie przyznała rację projektantowi. Z tego względu UWM może stanąć przed niemałym problemem. Prof. Obarek zapowiada bowiem złożenie do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przeciwko niemu przestępstwa z art.115 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Dział: Aktualności
wtorek, 20 grudzień 2016 20:49

Ranking znaków towarowych i marek 2016

Koniec roku to zazwyczaj czas wszelkich podsumowań. W tym nurcie mieści się również ranking znaków towarowych i marek, przeprowadzany pod nazwą Brand Asset Valuator. Badanie to przeprowadzane jest co trzy lata. Na światowym rynku realizowane jest od 1993 r. i obejmuje zasięgiem ponad 800 tysięcy respondentów i ponad 50 tysięcy marek w 51 państwach.

Na polskim rynku przebadano ponad 1500 obecnych na nim marek lub znaków towarowych.  Były one oceniane pod kątem wyróżnialności, adekwatności, a także wzbudzanego szacunku oraz wiedzy, jaką mają na ich temat konsumenci. Polskie badanie obejmowało znaki towarowe i  marki towarów oraz usług z niemal stu kategorii rynkowych, a także marki instytucji i postaci ze świata polityki, działalności społecznej, kultury i sportu. Badane były także marki wybranych krajów, miast, wydarzeń i walut.

Jak wynikło z badania, Polacy najwyraźniej ufają działalności charytatywnej i od czasu do czasu lubią osłodzić sobie życie, ponieważ pięć najsilniejszych marek w Polsce to kolejno:

  • Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • Rafaello
  • Ptasie Mleczko
  • Tymbark
  • Delicje Szampańskie

Wynik analizy przeprowadzonej w ramach Brand Asset Valuator.

Polacy lubią też najwyraźniej podróżować, a przynajmniej czytać o podróżach, bo jednym ze znaków towarowych o najwyższej wyróżnialności w Polsce to  również „National Geographic”. Wśród marek o najwyższej adekwatności, czyli dopasowaniu do potrzeb konsumentów, wygrały: Polski Złoty, Polska (kraj) oraz sieć sklepów Biedronka.

Z kolei najwyższym szacunkiem cieszą się Wedel (choć sam znak towarowy nie należy już do polskiego podmiotu, ale do koreańsko-japońskiego koncernu) i Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. 

Dział: Aktualności
poniedziałek, 19 grudzień 2016 20:46

Ten start-up nie wystartuje

19 czerwca 2014 r. skarżąca, Intesa Sanpaolo SpA, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia słowno-graficznego unijnego znaku towarowego START UP INITIATIVE. Decyzją z 12 września 2014 r. ekspert odrzucił zgłoszenie dla części usług. Skarżąca wniosła do EUIPO odwołanie, oddalone jednak przez Izbę Odwoławczą. Rejestracji zgłoszonego znaku towarowego odmówiła ona w szczególności z tego względu, że wyrażenie „start up initative” nie wykazuje żadnego charakteru odróżniającego względem rozpatrywanych usług, a występowanie w zgłoszonym znaku towarowym elementu komiksu – dymka, w którym znajdował się element słowny „up” -  nie wystarczy, aby nadać temu znakowi jako całości charakter odróżniający.

Sprawa trafiła przed Sąd unii Europejskiej, który wydał wyrok w połowie grudnia 2016 r.

W zaskarżonej decyzji Izba Odwoławcza wyjaśniła, że w kontekście usług zgłoszonych z zakresu reklamy i doradztwa w działalności gospodarczej znak towarowy będzie rozumiany jako udzielana docelowemu odbiorcy usług wskazówka, że zwłaszcza w dziedzinie reklamy, zarządzania przedsiębiorstwem i doradztwa gospodarczego owe usługi odpowiadają w sposób szczególnie właściwy wymogom start-upów. Izba Odwoławcza sprecyzowała, że zgłoszony znak towarowy opisuje docelowego odbiorcę usługi, a mianowicie start‑up, i sposób, w jaki można konkretnie pomóc temu ostatniemu poprzez stworzenie strategii w różnych sektorach wskazanych w wykazie usług. Jako przykład przywołała ona tworzenie tekstów reklamowych i wskazała, że zgłoszony znak towarowy informuje odbiorców, iż usługa stanowi działanie, które usługodawca oferuje start‑upowi.

Skarżąca kwestionowała też zaskarżoną decyzję w zakresie, w jakim zostało w niej stwierdzone, że odbiorcy, którzy nie pochodzą z kraju anglojęzycznego, zrozumieją „start up initiative”, podczas gdy konsumenci z krajów innych niż anglojęzyczne nie będą w stanie pojąć sensu tych słów i będą postrzegali zgłoszony znak towarowy jako oznaczenie składające się w wyrazów całkowicie fantazyjnych.

Sąd zgodził się z Izba Odwoławczą, iż w sektorach gospodarczych, których dotyczy zgłoszenie, używanie języka angielskiego jest bardzo rozpowszechnione, a odbiorcy, którzy są czynni w tych sektorach w Unii, są w stanie przeczytać i zrozumieć słowa „start up initiative”, a także zidentyfikować zwłaszcza wyrazy „start” i „initiative”. Określenie „start-up” jest powszechnie używane w języku angielskim, aby opisać nowo utworzone przedsiębiorstwa, a angielskie słowo „initiative” oznacza „inicjatywę”. Te dwa wyrazy zostaną z łatwością zrozumiane przez odbiorców, którzy nie pochodzą z kraju anglojęzycznego, a określenie „start-up” przyjęło się w języku potocznym i jest powszechnie kojarzone z inicjatywami handlowymi w sektorze nowych technologii i Internetu.

Sąd uznał, że Izba Odwoławcza w stopniu zgodnym z wymogami prawa uzasadniła zaskarżoną decyzję w odniesieniu do wskazanych usług. Skarga została oddalona. 

Dział: Aktualności
piątek, 16 grudzień 2016 15:53

Zbyt podobne znaki towarowe

23 września 2012 r. FH Scorpio, obecnie Scorpio Poland, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego „YO”, głównie dla odzieży. 25 kwietnia 2013 r. interwenient, Eckes-Granini Group GmbH, wniósł sprzeciw wobec rejestracji oparty na wcześniejszym słownym niemieckim znaku towarowym „YO”, jednak sprzeciw został oddalony. Spółka niemiecka wniosła do EUIPO odwołanie.

Decyzją z 2 października 2015 r. Izba Odwoławcza EUIPO uwzględniła odwołanie. Jeśli chodzi o podobieństwo kolidujących ze sobą znaków towarowych, uznała ona, że pod względem wizualnym oznaczenia będą postrzegane przez znaczącą część właściwego kręgu odbiorców, składającego się z konsumentów niemieckich, jako zawierające kombinację liter „yo”, dochodząc do wniosku, iż są one podobne w stopniu oscylującym między niskim a przeciętnym. Sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok 14 grudnia 2016 r.

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd istnieje, gdy krąg odbiorców może uznać, że dane towary lub usługi pochodzą z tego samego przedsiębiorstwa lub z przedsiębiorstw powiązanych gospodarczo. W świetle tego orzecznictwa prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd należy oceniać całościowo, zgodnie ze sposobem postrzegania danych oznaczeń i towarów lub usług przez właściwy krąg odbiorców, przy uwzględnieniu wszystkich istotnych czynników występujących w danym wypadku, a w szczególności wzajemnej zależności podobieństwa oznaczeń i podobieństwa oznaczonych towarów lub usług.

Jednakże skarżąca twierdziła, że towary objęte kolidującymi ze sobą oznaczeniami mają odmienne pochodzenie i przeznaczenie, jako że interwenient jest przedsiębiorstwem z branży żywności i napojów, podczas gdy towary, dla których wystąpiono o rejestrację, należą do branży odzieżowej. W rezultacie w ocenie skarżącej właściwy krąg odbiorców nie pomyli towarów objętych kolidującymi ze sobą oznaczeniami i należy zatem stwierdzić brak prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd.

Sąd przypomniał, że zgodnie z orzecznictwem nic nie stoi na przeszkodzie dokonaniu oceny istnienia podobieństwa wizualnego między słownym znakiem towarowym a graficznym znakiem towarowym, ponieważ te dwa rodzaje znaków towarowych posiadają konfigurację graficzną mogącą wywierać wrażenie wizualne. W niniejszym przypadku zgłoszone oznaczenie składa się ze stylizowanej litery „y” oraz z łuku otaczającego znajdującą się pośrodku czerwoną kropkę i podkreślającego w ten sposób jej okrągłość. W rezultacie można tu także widzieć całościowo literę „o” lub ewentualnie dostrzec literę „u”. Jednakże, skoro po kombinacji liter „yo” następuje wykrzyknik, którego kropka w kolorze czerwonym przypomina znajdującą się pośrodku kropkę w tym samym kolorze, wrażenie wizualne, które się wyłania, wyraźnie przywodzi na myśl element słowny „yo!”. Z tego względu Izba Odwoławcza słusznie mogła stwierdzić, że pod względem wizualnym zgłoszony znak towarowy będzie postrzegany przez znaczącą część właściwego kręgu odbiorców jako odtworzenie wcześniejszego znaku towarowego „YO” w całości. Skarga została oddalona.

Dział: Aktualności
środa, 14 grudzień 2016 22:41

Polski design powraca

Wielu przedsiębiorców zastanawia się, co zrobić, aby inny - nieuczciwy - przedsiębiorca nie kopiował wytwarzanych przez ich firmy mebli, biżuterii czy innych towarów. Jest to bardzo ważna kwestia, jako że często charakterystyczny wygląd towarów danego producenta staje się jego symbolem, dzięki czemu jest on szeroko rozpoznawalny. Ponadto, produkcja podróbek, zazwyczaj tańszych od oryginału, niejednokrotnie naraża twórcę wzoru na znaczne straty finansowe. Środkiem prawnym służącym takiej ochronie może być wzór przemysłowy. Rejestracja wzoru przemysłowego daje możliwość ochrony praw jego właściciela przed nadużyciami innych przedsiębiorców. Dzięki temu na rynku dostępne będą legalnie tylko produkty przedsiębiorcy będącego twórcą wzoru.

Kwestia wzorów jest bardzo istotna we wzornictwie przemysłowym, chętnie zastępowanym ostatnio nowoczesnym słowem design. Być może zagraniczna twarz wzornictwa przemysłowego w postaci designu bardziej kojarzy się nam z luksusem czy czymś pożądanym i niedostępnym, ale należy pamiętać, że Polska pod tym względem również nie ma się czego wstydzić.

Obecnie wraca do mody polskie wzornictwo przemysłowe lat 50. XX wieku, znane na Zachodzie jako mid-century. Wszelkie portale społecznościowe i magazyny związane z wystrojem wnętrz zalewają obecnie zdjęcia charakterystycznych giętych krzeseł, drucianych kwietników czy opływowych wazonów. Tymczasem, takie same elementy znane są nam z kolekcji polskich projektantów z połowy ubiegłego stulecia, często przechowywanych w naszych rodzinnych domach. Za przykład mogą tu posłużyć sklejkowe krzesło projektu Marii Chomentowskiej czy wielokolorowa porcelana z Zakładów Porcelany Stołowej Ćmielów w Ćmielowie. Co ciekawe, na przykład komplet talerzy z prasowanego szkła "Asteroid" Jana Sylwestra Drosta wystawiony jest w Muzeum w Corning pod Nowym Jorkiem.

Dział: Aktualności

Co prawda moda zmienia się szybko, jednak kiedy projektanci odnajdą wzór, który cieszy się popularnością wśród klientów, nie bardzo chcą go zmieniać, a nawet wprost przeciwnie – chcą zmonopolizować go tylko dla siebie. Tak też stało się z beżowo-brązowym wzorem kraty, lansowanym od lat przez dom mody Louis Vuitton. Krata ta została w 1998 r. zarejestrowana jako wspólnotowy (obecnie – unijny) znak towarowy, EUTM 00986207.

Od dziś rejestracja tego znaku należy jednak do przeszłości. Stało się tak poniekąd ze względu na chęć używania przez Louis Vuitton kratki tylko na własną rzecz. Spółka uniemożliwiała innym podmiotom korzystanie z podobnych wzorów. W czerwcu 2015 r. Kancelaria Prawno-Patentowa Jarzynka i Wspólnicy wniosła w imieniu jednego ze swoich klientów o unieważnienie rejestracji brązowej kratki. Nasi prawnicy argumentowali, że sporny znak towarowy składa się wyłącznie z kształtu zwiększającego znacznie wartość towarów i stanowi tak naprawdę wzór zdobniczy.

Louis VuittonW wydanej 15 grudnia 2016 r. decyzji Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) unieważnił znak i orzekł, że wzór w beżowo-brązową szachownicę jest podstawowym i przeciętnym wzorem graficznym, ponieważ składa się z symetrycznego ciągu kwadratów o tym samym rozmiarze, które odróżniają się dzięki zmieniającym się na przemian odmiennym kolorom, w niniejszym wypadku brązowemu i beżowemu. Wzór ten nie zawiera zatem żadnej istotnej zmiany w stosunku do zwykłego przedstawienia szachownicy i odpowiada tradycyjnemu modelowi takiego wzoru, używanego również na towarach, w tym odzieży czy dodatkach, oferowanych przez innych przedsiębiorców. Z graficznego punktu widzenia przedstawienie szachownicy o zmieniających się na przemian kolorach brązowym i beżowym oraz wrażenie przeplatania się nici nie zawierają żadnej istotnej zmiany w stosunku do zwykłego przedstawienia takich towarów, w związku z czym docelowy krąg odbiorców będzie w rzeczywistości postrzegał wyłącznie przeciętny i powszechny wzór.

Ze względu na skuteczne działania pełnomocników z Kancelarii Jarzynka i Wspólnicy, dom mody Louis Vuitton będzie musiał pożegnać się z brązową szachownicą jako znakiem towarowym. Decyzja nie jest jeszcze prawomocna.

Dział: Aktualności

Skarżąca, Sovena Portugal – Consumer Goods, SA, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) rejestracji międzynarodowej wskazującej Unię Europejską dla słownego znaku towarowego FONTOLIVA. Towary, dla których wniesiono o rejestrację, to „oleje i tłuszcze do celów spożywczych; oliwa z oliwek”.

26 listopada 2012 r. spółka Mueloliva, SL, właściciel wyłącznej licencji dotyczącej znaku towarowego, wniosła sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku towarowego, oparty na wcześniejszym słownym hiszpańskim znaku towarowym FUENOLIVA. Wydział Sprzeciwów uwzględnił sprzeciw, stwierdzając istnienie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd. Skarżąca wniosła odwołanie od decyzji Wydziału Sprzeciwów. Druga Izba Odwoławcza EUIPO oddaliła odwołanie. Porównując kolidujące ze sobą oznaczenia, Izba Odwoławcza wskazała, że obydwa one są dziewięcioliterowymi wyrazami, o wspólnym terminie „oliva”, który sam w sobie ma słabo odróżniający charakter, jako że odsyła on do towarów pochodzących z oliwek lub zawierających oliwę z oliwek. Sprawa trafiła przed Sąd UE, który wydał wyrok 13 grudnia 2016 r.

W toku postępowania skarżąca wskazała, że po przyjęciu zaskarżonej decyzji uświadomiła sobie, iż właściciel wcześniejszego hiszpańskiego znaku towarowego FUENOLIVA nie odnowił rejestracji tego znaku przed przyjęciem zaskarżonej decyzji przez Izbę Odwoławczą. Zdaniem skarżącej ze względu na to, że początkowej rejestracji dokonano w dniu 15 lutego 1975 r., a w prawie hiszpańskim przewidziano ważność rejestracji przez okres dziesięciu lat od daty dokonania zgłoszenia, rejestrację należało odnowić w dniu 15 lutego 2015 r. 2 grudnia 2015 r. w aktualizacji karty dotyczącej spornego znaku towarowego prowadzonej przez Oficina Española de Patentes y Marcas (hiszpański urząd patentów i znaków towarowych) wskazał, że upływ okresu rejestracji znaku stwierdzono w dniu 26 listopada 2015 r.

EUIPO wskazywało, że zaskarżona decyzja została doręczona w dniu 5 listopada 2015 r., czyli przed publikacją w dniu 2 grudnia 2015 r. informacji o wygaśnięciu rejestracji wcześniejszego hiszpańskiego znaku towarowego FUENOLIVA przez hiszpański urząd patentów i znaków towarowych. EUIPO było zdania, że rejestracja znaku towarowego w hiszpańskim urzędzie patentów i znaków towarowych pozostaje ważna do chwili opublikowania informacji o wygaśnięciu (w niniejszym wypadku w dniu 2 grudnia 2015 r.), podczas gdy skarżąca była zdania, że rejestracja hiszpańskiego znaku towarowego przestaje być ważna – wobec braku przedłużenia – po upływie dziesięcioletniego okresu ważności (w niniejszym wypadku w dniu 15 lutego 2015 r.).

Sąd wskazał, iż przy założeniu, że rejestracja wcześniejszego krajowego znaku towarowego FUENOLIVA była nadal ważna w chwili przyjęcia zaskarżonej decyzji, nawet jeśli tylko przez kilka tygodni, niezależnie od kwestii ciężaru dowodu na istnienie tej sytuacji, Izba Odwoławcza mogła jedynie oprzeć się na tym założeniu w celu przyjęcia zaskarżonej decyzji, a Sąd nie może teraz uwzględnić późniejszej sytuacji związanej z wygaśnięciem rejestracji wcześniejszego krajowego znaku towarowego FUENOLIVA ani, co więcej, opierać się na tym wygaśnięciu w celu umorzenia postępowania.

Co więcej, zdaniem Sądu, rzeczywiste używanie wcześniejszego hiszpańskiego znaku towarowego FUENOLIVA w Hiszpanii dla oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia w istotnym okresie nie zostało wykazane przez spółkę Mueloliva z uwagi na nieznaczną ilość towarów, co do których wykazano, że zostały wprowadzone do obrotu z tym znakiem towarowym, a także nieregularny charakter rozpatrywanej sprzedaży w istotnym okresie w odniesieniu do możliwości produkcji oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia, jakie posiada wnosząca sprzeciw, oraz właściwości tego produktu spożywczego masowej konsumpcji. W konsekwencji, Sąd stwierdził nieważność zaskarżonej decyzji.

Dział: Aktualności

Stosowanie znaków towarowych innych firm w reklamie jako słowa kluczowego to drażliwy temat dla właścicieli praw własności przemysłowej. Trudno właściwie powiedzieć, gdzie w takiej sytuacji zaczyna się naruszenie znaku towarowego i kto za nie odpowiada. Reklamodawca, agencja reklamowa, a może właściciel przeglądarki internetowej? Właścicielom znaków towarowych w takiej sytuacji pomaga orzecznictwo, które powoli określa, jakich typów roszczeń, od kogo i kiedy mogą dochodzić. W szczególności ma to miejsce w przypadku reklamy wykupowanej, głównie przez Google Adwords, usługę najpopularniejszej w Polsce przeglądarki – Google.

W podobnej sprawie ścierały się ostatnio dwie spółki działające na terytorium Wielkiej Brytanii, Victoria Plum Limited i Victorian Plumbing Ltd. Obie spółki zajmują się sprzedażą wyposażenia łazienek i działają na brytyjskim rynku pod bardzo podobnymi nazwami od 2001 r., zarówno off-, jak i on-line. To współistnienie stało się problematyczne, gdy Victorian Plumbing zaczęła używać znaków towarowych Victoria Plum w ramach PPC, strategii reklamowej pay-per-click. Victoria Plum stwierdziła, że to naruszenie jej znaku towarowego, ponieważ był on używany w reklamach przekierowujących do strony Victorian Plumbing, która pojawiała się w wyniku dynamicznego wstawiania słów kluczowych, usługi reklamowej Google.

Rozpoznający sprawę brytyjski sąd zastosował badanie opisane przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie Google France, uznając, że przeciętny użytkownik internetu będzie skłonny uwierzyć, że towary i usługi, o której mowa w reklamie, pochodzą od Victoria Plum lub firmy z nią ekonomicznie powiązanej. W związku z tym, reklama została uznana za wpływającą na jedną z kluczowych funkcji znaku towarowego, wskazania pochodzenia towarów lub usług.

Warto zauważyć, że podobieństwo między dwiema nazwami firm czyni ten spór raczej wyjątkowym. Do tej pory w podobnych sporach na terytorium poszczególnych państw Unii Europejskiej chodziło zazwyczaj o używanie słów kluczowych zupełnie odmiennych od nazwy korzystających z nich przedsiębiorcy, a identycznych ze znakiem towarowym drugiej strony. Każdy przypadek będzie jednak zależał od jego szczególnych okoliczności faktycznych, więc przed rozpoczęciem działań w sprawie naruszenia przepisów ważne jest, aby dokładnie rozważyć, czy działania drugiej strony mogą negatywnie wpływać na funkcję wskazania pochodzenia znaku towarowego.

Dział: Aktualności
© 2012-2017