czwartek, 07 luty 2019 06:38

Spór wokół Red Dead Redemption II

Red Dead Redemption II (RDR2) jest kolejną częścią serii gier komputerowych „Red Dead”, wydawanych od roku 2004. Bohaterowie tej części trafiają na dziki zachód, do roku 1899, gdzie pod postacią Arthura Morgana muszą zmierzyć się z kłopotami, w jakie popada gang van der Lindego. Bohaterowie są miedzy innymi ścigani przez agencję detektywistyczną Pinkertona.

Wspomniana agencja istnieje także w świecie rzeczywistym. Została założona w Stanach Zjednoczonych w roku 1850 przez niejakiego Allana Pinkertona. Agencja odegrała znacząca rolę w zaprowadzaniu porządku na tak zwanym Dzikim Zachodzie w XIX w. Jej agenci byli wynajmowani przez amerykański rząd do ścigania bandytów, m.in. Jesse Jamesa, Butcha Cassidy’ego i Sundance Kide’a. Aktualnie agencja działa pod nazwą „Pinkerton Consulting & Investigations Inc.”.

Po wypuszczeniu Red Dead Redemption II na rynek agencja wystąpiła z pozwem przeciwko jej producentom – Rockstar Games i Take-Two. Pinkerton domaga się opłaty za użycie jej nazwy w grze oraz udziału w tantiemach ze sprzedaży.

W odpowiedzi na pozew Take-Two powołał się konstytucję USA. Stwierdził, że zgodnie z prawem nie można zabronić żadnemu twórcy odwoływania się w swoich dziełach do pewnych historycznych faktów. A takim właśnie odwołaniem jest umieszczenie agencji Pinkertona w grze. Użycie nazwy „Pinkerton Derective Agency” jest zresztą jednym z wielu odniesień do roku 1899, które pozwalają oddać klimat zachodnich stanów USA pod koniec XIX wieku. Zakazanie używania historycznych nazw stanowiłoby prześladowanie twórców i naruszenie wolności wypowiedzi. Co więcej, gdyby roszczenia o zakazanie posługiwania się historycznymi nazwami, czy faktami w dziełach były uwzględniane, trudno byłoby zaistnieć jakimkolwiek utworom z gatunku fikcji historycznej.

Producent gry przypomniał, że agencja Pinkertona pojawiła się niejednokrotnie w innych dziełach, np. w filmie „The Long Rides”, w telewizyjnym show „Deadwood”, czy w utworze Eltona Johna „Ballad of a Well-Known Gun”. W 2013 r. na rynku dostępna była gra „BioShock Infinite”, w której jednym z bohaterów był były agent Pinkertona. Natomiast w samym Red Dead Redemption II agencja Pinkertona pojawia się w zaledwie dziesięciu misjach bohaterów, z dostępnych stu sześciu.

Kolejnym argumentem Take-Two jest fakt, że używa on historycznej nazwy agencji, tj. „Pinkerton Derective Agency”, podczas gdy współcześnie agencja nazywa się: „Pinkerton Consulting & Investigations Inc”. W grze występuje także historyczny, nie zaś aktualny, znak agencji.

Na zakończenie Take-Two stwierdza, że występując z pozwem agencja Pinkertona próbuje skorzystać z ogromnego sukcesu Red Dead Redemption II. Gra rzeczywiście okazała się hitem – producent sprzedał 17 milionów egzemplarzy.

Producent gry domaga się oddalenia pozwu oraz zapłaty przez agencję Pinkertona wszelkich kosztów sądowych.

poniedziałek, 04 luty 2019 06:35

Podróbki Hermes, Louis Vuitton i innych

Wiosną 2013 roku kontrola celna przechwyciła ładunek podróżujący z Chin, przez Singapur, do Indonezji. Były to dwa kontenery oznaczone jako „artykuły gospodarstwa domowego”. Jak się okazało wewnątrz znajdowały się wyprodukowane w Chinach podróbki produktów znanych marek, w tym podróbka kultowej torebki „Birkin” marki Hermes, torebki z oznaczeniem w postaci podwójnego „G” – czyli Gucci oraz z oznaczeniem „LV” –  Louis Vuitton.

Towary miały zostać dostarczone do Indonezji za pośrednictwem firmy logistycznej Megastar Shipping. Firma z kolei miała odebrać towary w Singapurze i przesłać je do miejsca przeznaczenia. Dlatego producenci, których prawa zostały naruszone przez podróbki znajdujące się w ładunku, pozwali właśnie Megastar Shipping zarzucając jej naruszenie znaków towarowych poprzez m.in. import i eksport podrobionych towarów. Ostatecznie postępowanie z powództwa Louis Vuitton, Gucci, Burberry, Hermèsa i Sanrio (producenta zabawek „Hello Kitty”), zakończyło się ich przegraną.

W toku sprawy Megastar wyjaśniła, że w była wyłącznie spedytorem i nie handlowała podróbkami. Firma została wynajęta przez podmiot trzeci w marcu 2013 roku. Jej zadaniem było zorganizowanie transportu przesyłki z Singapuru do Batam w Indonezji. Oznacza to, że Megastar nie był importerem produktów – skoro jej jedynym obowiązkiem była organizacja transportu. Nie była także świadoma zawartości transportowanego ładunku. Dlatego Megastar nie może być odpowiedzialna za naruszenia praw znanych producentów.

Sąd w Singapurze, który rozpatrywał sprawę, zgodził się z takim stanowiskiem. W orzeczeniu, wydanym pod koniec 2017 roku, oddalił pozew i zasądził od powodów na rzecz Megastar zwrot kosztów sądowych.

Jednakże firmy Burberry i Louis Vuitton postanowiły walczyć dalej i złożyły apelacje. Jak się okazało, nieskuteczne. Sąd drugiej instancji oddalił apelacje. W wyroku stwierdził, że producenci dóbr luksusowych pozywający Megastar powinni udowodnić, że spedytor zamierzał importować i eksportować towary oznaczone ich znakami, a także, że wiedział lub mógł podejrzewać, że podrobione towary są oznaczone znakami towarowymi tych producentów. 

Sąd zauważył jednak, że Megastar na podstawie posiadanych przez nią dokumentów związanych ze spedycją nie mogła podejrzewać, że ładunek będzie zawierał podrabiane dobra luksusowe. Dodatkowo sąd stwierdził, że nie było w sprawie żadnych dowodów wykazujących na zamiar importu podróbek przez Megastar. Przeciwnie, z dowodów wynika, że Megastar świadczyła jedynie usługi spedycyjne. Z tych powodów żądania Louis Vuitton i Burberry musiały zostać oddalone.

poniedziałek, 28 styczeń 2019 06:32

Rihanna pozwała swojego ojca za handel marką "Fenty"

Rihanna pozwała swojego ojca za handel marką "Fenty" i sugerowanie, że przedsięwzięcie, istniejące od 2017 roku, jest z nią związane.

Amerykańska piosenkarka, której pełne imię to Robyn Rihanna Fenty, złożyła pozew w amerykańskim sądzie federalnym w Los Angeles w którym oskarża ojca, Ronalda Fenty'ego i jego  dwóch wspólników o oszustwa i promowanie swojej firmy produkcyjnej "Fenty Entertainment" w oparciu o założoną przez nią markę kosmetyczną "FENTY”, z którą związany jest znak towarowy "Fenty", chroniony dla kosmetyków, bielizny i butów. Na tej właśnie podstawie Rihanna wniosła o nakazanie swojemu ojcu zaprzestania używania nazwy "Fenty". Rihanna argumentowała, że nie jest w żaden sposób powiązana z "Fenty Entertainment" , a jednak firma ta  fałszywie promuje się w oparciu o te powiązania.

W ramach swojej działalności, "Fenty Entertainment" miała przyjąć ofertę na 15 koncertów Rihanny w Ameryce Łacińskiej  na kwotę 15 milionów dolarów oraz sugerować, że piosenkarka była zaangażowana w projekt hoteli butikowych.

Pozew został złożony  po tym jak Ronald Fenty i jego wspólników wielokrotnie wzywano do zaprzestania używania znaku towarowego "Fenty" oraz sugerowania nieprawdziwego związku piosenkarki z "Fenty Entertainmet".

poniedziałek, 21 styczeń 2019 06:30

Spór sądowy wokół Black Mirror: Bandesnatch

Jakiś czas temu głośno było o interaktywnym filmie “Black Mirror: Bandesnatch” zrealizowanym przez platformę streemingową Netflix. Niedawno film stał się przedmiotem sporu sądowego. Wydawca książek dla dzieci firma Chooseco LCC pozwała Netflixa w związku z pojawiąjącą się w filmie frazą: „Choose Your Own Adventure”, czyli w tłumaczeniu: „Wybierz swoją własną przygodę”. Fraza ta stanowi znak towarowy zarejestrowany na rzecz wydawcy. Chooseco LCC dochodzi od Netflixa kwoty 25 milionów dolarów powołując się na nieuprawnione użycie znaku towarowego. Co więcej wydawca twierdzi, że kwota ta stanowi wyłącznie wstępne, zachowawcze wyliczenie.

Netflix właściewie mógł się spodziewać takiego obrotu sprawy. Platforma od lat negocjowała z Chooseco LCC warunki wykorzystania frazy, jednak do porozumienia nigdy nie doszło. Już po wykorzystaniu „Choose Your Own Adventure” przez Netflixa, wydawca wysłał do niego list ostrzegawczy, który nie przyniósł rezultatu.

W wyprodukowanym przez Netflix filmie fraza „Choose Your Own Adventure” stanowi tytuł książki. W rzeczywistości pod tym tytułem również sprzedawano książkę, a wydawcą był nie kto inny jak właśnie Chooseco. W latach 1978 – 1998 wydawca miał sprzedaż 250 milionów egzemplarzy tej książki. Teraz Chooseco podnosi w pozwie,  że w filmie Bandersnatch pojawiają się sceny ekstremalnej przemocy fizycznej, morderstwo, nadużywanie narkotyków oraz umożliwienie widzowi zadecydowania o śmierci dziecka. W książce takie sceny w ogóle się nie pojawiają i Chooseco nie chce, by książka była z nimi kojarzona.

Rzecznik prasowy Chooseco stwierdził, że wydawnictwo zapewnia między innymi odpowiednią treść książek dla poszczególnych grup wiekowych dzieci. Tym bardziej wydawca nie chce, by jego książka, przeznaczona dla dzieci i młodzieży w wieku między 7 a 14 lat, była kojarzona z przemocą pojawiającą się w filmie, którą uznaje za szkodliwą. Rzecznik zaznaczył też, że działania Netflixa naruszają renomę znaku.

Sprawę skomentowała również jedna z założycielek wydawnictwa Shannon Gilligan. Stwierdziła, że jej firma wolałaby nie uciekać się do sporów sądowych. Jednak biorąc pod uwagę rozmiar szkody, które ponosi znak „Choose Your Own Adventure”, wydawnictwu nie pozostały już żadne inne środki ochrony.

środa, 16 styczeń 2019 10:51

Nirvana w akcji

Z pewnością większość z nas kojarzy Nirvanę - amerykański zespół grunge'owy oraz grający rock alternatywny, jednak nie każdy kojarzy, że z zespołem ściśle związany jest styl odzieżowy - grunge. Charakterystycznymi cechami tego tylu są m.in. luźne swetry, dodatki z ćwiekami, czy też ciężkie buty, tj. elementy ubioru, które niejednokrotnie posiadają logotypy znanych kapel (m.in. Nirvany). Odnajdą się w nim osoby, które lubią się wyróżniać i w ten sposób wyrażają swoją osobowość, jednak styl grunge z pewnością nie zasłynął i już nie zasłynie na światowych wybiegach, ale ma szanse na sali sądowej.

W ostatnim czasie Marc Jacobs, amerykański projektant mody, wypuścił na rynek nową kolekcję odzieżową "Redux Grunge Collection 1993/2018", która ściśle nawiązuje do mody grunge z lat 90. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie informacja podana przez serwis TMZ. Otóż z ostatnich informacji wynika, że Nirvana po prezentacji nowej linii odzieżowej amerykańskiego projektanta wytoczyła przeciwko Marcowi Jacobsowi proces o naruszenie prawa ochronnego na znak towarowy. Ma to związek z faktem, że kapela dopatrzyła się w nowej kolekcji ubrań nawiązania do swojego logotypu, który został zarejestrowany jeszcze w 1992 roku.

Porównując oba logotypy z pewnością można powiedzieć, że są niemal identyczne. Dlaczego niemal? Otóż jedyna, drobna różnica polega na tym, że Marc Jacobs zamiast oczu w kształcie "x" umieścił litery "M" oraz "J". Co ciekawe, kolorystyka logo także jest tożsama. To tylko potwierdza, że roszczenia Nirvany można uznać za zasadne.

Jak potoczy się sądowa potyczka znanej kapeli oraz słynnego projektanta? Z pewnością w najbliższej przyszłości poznamy więcej informacji na ten temat, jednak co ciekawe - do dnia dzisiejszego na stronie firmy odzieżowej Marca Jacobsa można dokonać zakupu ubrań zawierających sporny znak towarowy.

Cypr utracił znak towarowy „halloumi” zarejestrowany w Wielkiej Brytanii. Co gorsza, utrata prawa do znaku wynikała z zaniedbań cypryjskiej administracji. Przyczyną utraty była głównie zmiana adresu do doręczeń i niewłaściwe postępowanie urzędników z korespondencją, która nadeszła z Wielkiej Brytanii. Mówi się, że sprawa ujawniła daleko posuniętą niekompetencję cypryjskich urzędników, którzy dodatkowo nie zareagowali odpowiednio, gdy brytyjska spółka złożyła wniosek o unieważnienie „halloumi”  w brytyjskim Urzędzie ds. Własności Intelektualnej (IPO).

Znak „halloumi” został zgłoszony przez Republikę Cypryjską do ochrony w 1990 roku. Rejestrację uzyskano dopiero 22 lutego 2002 r. dla towarów w postaci serów z owczego i koziego mleka, serów z mieszanek krowiego mleka”. Znak był ostatnio odnawiany na kolejny 10-letni okres ochronny, który powinien zakończyć się 22 grudnia 2027 roku.

Co istotne, cypryjskie ministerstwo odpowiedzialne za rejestrację znaku, jako adresy do korespondencji wskazywało adres kancelarii Clifford Chance lub kancelarii prawno-patentowej Chancery Trade Marks, obu mających biura w Wielkiej Brytanii. Jednak ostatecznie w 2011 r. ministerstwo jako adres korespondencyjny podawało już tylko adres w Nikozji.

W grudniu 2017 r. brytyjska spółka John & Pascalis Ltd, zgłosiła m.in. wniosek o unieważnienie znaku „halloumi”. W związku z tym, IPO wysłało na początku 2018 roku informację do właściciela znaku, czyli Republiki Cypryjskiej, o tym fakcie i jednocześnie wezwało Cypr do przedstawienia stanowiska w sprawie do 26 marca 2018 r. Zgodnie z brytyjskim prawem, w razie braku odpowiedzi wniosek o unieważnienie powinien zostać uwzględniony w całości, a więc prawo do znaku towarowego unieważnione. 

Zawiadomienie zostało odebrane 9 lutego 2018 r. i odczytane przez co najmniej dwóch urzędników. Pracownicy ministerstwa polecili przekazać je do biura prawnego. Jednak zawiadomienie nigdy tam nie trafiło.

To jeszcze nie przekreślało możliwości zajęcia stanowiska w sprawie przez Cypr. Zgodnie z brytyjskim prawem IPO powinno zawiadomić właściciela znaku, który nie złożył odpowiedzi o dodatkowym 14-dniowym terminie na złożenie wniosku o wysłuchanie lub pisemne uzasadnienie powodów, dla których wniosek o rejestrację znaku powinien zostać uznany za uzasadniony, a wniosek o unieważnienie oddalony.

Faktycznie IPO wysłało co cypryjskiego ministerstwa zawiadomienie, w którym wyjaśniło, że brak odpowiedzi będzie traktowany jak uznanie wniosku o unieważnienie. IPO wyznaczyło termin na odpowiedź na dzień 19 kwietnia 2018 r. oraz szczegółowo opisało, jakiego rodzaju dokumenty powinny zostać złożone.

List został doręczony 26 kwietnia. Jak się okazuje, następnie przekazano go do innego departamentu. Urzędnicy tego departamentu postanowili jednak zwrócić list do pierwotnego adresata. Ostatecznie list trafił we właściwe ręce 9 maja 2018 r. – tydzień po tym jak IPO wydało decyzję o unieważnieniu znaku „halloumi”.

Tego samego dnia cypryjski rząd otrzymał informację o unieważnieniu znaku i niezwłocznie zwrócił się do brytyjskich prawników z prośbą o wyjaśnienie sprawy. W rezultacie od decyzji zostało złożone odwołanie, które ostatecznie rozstrzygnięto 28 listopada na niekorzyść Cypru.

Odwołanie było rozpatrywane przez sąd, który w wyroku stwierdził, że strony, które decydują się podawać swój adres korespondencyjny poza Wielką Brytanią, muszą ponosić tego konsekwencje. Zdaniem sądu cypryjskie ministerstwo odpowiedzialne za znaki towarowe było sprawcą własnego nieszczęścia. Gdyby nie to, że dokumentację z IPO była przekazywana pomiędzy urzędnikami ministerstwa, być może do unieważnienia znaku „halloumi” nigdy by nie doszło.

"St Andrews Links" to jedno z najstarszych pól golfowych w Szkocji, znajdujące się w mieście St Andrews. Jego właściciele postanowili zgłosić do ochrony jako znak towarowy  oznaczenie "St Andrews", aby w ten sposób powstrzymać inne firmy z całego świata, które promuj produkty golfowe z użyciem tej nazwy. 

Wniosek o przyznanie ochrony spotkał się jednak z decyzją odmowną Urzędu ds. Własności Intelektualnej Unii Europejskiej (EUIPO) (instancja odwoławcza EUIPO także podtrzymała decyzję o odmowie rejestracji znaku) . Sprawa dotarła aż do Sądu UE w Luksemburgu, który potwierdził wcześniejsze rozstrzygnięcia. Obrót sprawy niewątpliwie zaskoczył władze St Andrews Links, które posiadają już w swoim portfolio znaków towarowych oznaczenia dot. "St Andrews" w zakresie towarów i usług związanych z golfem  na całym świecie. 

Zgodnie z argumentacją EUIPO, oznaczenie "St Andrews" odnosi się przede wszystkim do miasta znanego z pól golfowych, a nie do produkcji lub sprzedaży odzieży, obuwia, nakryć głowy, gier i zabawek. Sąd stwierdził natomiast, że prawo unijne i brytyjskie co do zasady, wyklucza rejestrację nazw geograficznych jako znaków towarowych w przypadku gdy wyznaczają one określone miejsca geograficzne, które są znane z kategorii danych towarów lub usług. Stwierdził również, że oprócz pól golfowych o nazwie St Andrews Links, jest też kilka innych znanych pól golfowych, które mogą być postrzegane jako dziedzictwo  "St Andrews". Na tej podstawie Sąd uznał, że skargę, jako bezzasadną, należy oddalić w całości.

Prawnicy szkoccy zgadzają się z tym rozstrzygnięciem, przypominając, że nazwy geograficzne to takie oznaczenia, które powinny pozostać w domenie publicznej, do użytku w dobrej wierze dla każdego, ponieważ pozytywny związek między nazwą danego miejsca a znakiem może mieć potencjalny wpływ na odbiór przez konsumenta.

niedziela, 23 grudzień 2018 07:00

Kolor jako znak towarowy

Próby rejestracji koloru jako znaku towarowego podejmowali niemalże wszyscy,  od Christiana Louboutin po Cadbury. Ale czy faktycznie jest to gra warta świeczki? Okazuje się, że w odniesieniu do kreowania marki, kolor to jedno z najpotężniejszych narzędzi, które można mieć na wyłączność. Psychologia koloru jest tematem niekończących się od lat badań, z których generalnie wypływa na pewno jedna podstawowa zasada, że ludzie emocjonalnie reagują na kolory. Na przykład kolor czerwony jest postrzegany jako podnoszący puls, a ten jest przecież chętnie wykorzystywany przez Coca-Colę czy Vodafone. Z kolei niebieski, kojarzony jest ze spokojem i rzetelnością, dlatego jest niezwykle popularny wśród banków, instytucji finansowych czy służbie zdrowia. 

Nie dziwi więc, że wiele firm chce posiadać kolory, których używają do budowania swojej marki, na wyłączność. Pomiędzy firmami toczyło się wiele batalii sądowych, dotyczących naruszeń praw do koloru. Jednakże, stosunkowo niewiele wśród nich jest historiami zakończonymi faktycznym sukcesem.

W końcu co to za sukces Christian'a Louboutin'a, gdzie Federalny Sąd Apelacyjny, w sprawie przeciwko Yves Saint Laurent orzekł, że Louboutin  ma prawo chronić swoje buty z rozpoznawalną czerwoną podeszwą, skoro orzeczenie to nie ma zastosowania w przypadkach naruszeń, gdzie reszta buta też jest czerwona?  Podobnie było w przypadku długotrwałego sporu Nestlé przeciwko Cadbury w 2013 r., gdzie Nestle udało się obalić rozstrzygnięcie umożliwiające Cadbury uzyskanie praw do koloru fioletowego jako znaku towarowego.  

Każdy ma swoje strategie marketingowe, jednakże warto się zastanowić, czy nie lepszą inwestycją dla firm byłoby jednak wydanie pieniędzy na dobre wzornictwo albo opracowanie strategii marki, a nie udział w kosztownych sporach prawnych.

czwartek, 20 grudzień 2018 11:08

Znak towarowy Louis Vuitton

Słynny paryski dom mody Louis Vuitton (LV) przez dziesiątki lat inwestował miliony dolarów i ogrom wysiłku w budowanie wizerunku i rozpoznawalności swoich znaków towarowych. Nic więc dziwnego, że pozywa każdego, kto bez jego zgody czerpie korzyści z powyższych wartości. Takiego działania według LV dopuściła się nowojorska firma i-Fe Apparel Inc., która promowała i sprzedawała odzież z wykorzystaniem jednoznacznie kojarzącego się z LV znaku "Toile Monogram" (inicjały LV wraz z towarzyszącymi motywami kwiatowymi). 

Pozew złożony przeciwko i-Fe Apparel, w sądzie federalnym w Nowym Jorku składa się z 15 roszczeń dotyczących naruszenia, rozwodnienia i podrabiania znaków towarowych LV, opartych o przepisy prawa federalnego oraz common law. „Efekt skali” LV osiągnął powołując się na w/w naruszenia w odniesieniu do "Toile Monogram" jako całości oraz jego poszczególnych elementów, będących indywidualnymi znakami towarowymi. Takie podejście uznać należy za  wyraźną demonstrację  wyszukanej strategii ochrony znaków towarowych, stosowanej przez LV, która w praktyce przełoży się także na odpowiednio większe roszczenia odszkodowawcze w przypadku, gdy sąd stwierdzi poszczególne naruszenia. Tym sposobem LV ma dużo większe pole manewru w przypadku naruszeń nieoczywistych, np. jeśli naruszyciele dokonają jakichkolwiek zmian lub modyfikacji w monogramie, np. poprzez używanie tylko niektórych elementów. Taki zakres ochrony zapewnia LV większą swobodę w skutecznym pozywaniu osób naruszających jego prawa

W przypadku, i-Fe Apparel Inc. naruszenie polegało na kopiowaniu monogramu w całości, łącznie z logo "LV" i nadrukami kwiatowymi, w związku z czym LV wykorzystał wszelkie możliwe opcje dotyczące właśnie całego, jak i poszczególnych elementów znaku „Toile Monogram".

Unijne znaki towarowe będą podlegały ochronie w Wielkiej Brytanii, także po Brexicie – tak stanowi projekt umowy pomiędzy Zjednoczonym Królestwem a Unią Europejską, dotyczącej zasad Brexitu.

Specjaliści w dziedzinie prawa własności intelektualnej, w kontekście Brexitu, wielokrotnie wskazywali na możliwość utraty z dnia na dzień praw m.in. do znaków towarowych – w przypadku gdyby Wielka Brytania nie uregulowała kwestii tych praw w umowie z Unią Europejską określającej zasady wyjścia z UE.

Ostatecznie do projektu wspomnianej umowy wprowadzono artykuł 54 stanowiący, że właściciele unijnych znaków towarowych będą nadal, bez konieczności spełniania dodatkowych wymagań, właścicielami podobnych praw do zarejestrowanych znaków towarowych skutecznych na terenie Wielkiej Brytanii. Jednakże warunkiem uzyskania takiego „porównywalnego prawa” jest uzyskanie prawa do unijnego znaku towarowego przed końcem tzw. okresu przejściowego, tj. 21 miesięcy od daty wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. 

W projekcie umowy wyjaśniono również, że pełnomocnik strony w postępowaniu przed Urzędem ds. Własności Intelektualnej Unii Europejskiej (EUIPO) będzie mógł reprezentować stronę postępowania nadal, także po okresie przejściowym, jeżeli został ustanowiony w tym okresie przejściowym. Projekt umowy wspomina o reprezentowaniu w ramach „procedury”, nie wyjaśnia jednakże, o jaką procedurę chodzi. W rezultacie prawnicy komentujący treść projektu umowy wyrażają zaniepokojenie. Z treści projektu nie wynika bowiem jednoznacznie dalsza możliwość reprezentowania przez brytyjskich pełnomocników ich klientów przed EUIPO – to bowiem do brytyjskich pełnomocników odnosi się omawiany zapis.

Te same co wyżej zasady mają znaleźć zastosowanie w odniesieniu do praw do wzorów wspólnotowych oraz oznaczeń geograficznych. Ostatnie ze wskazanych praw chronią oznaczenia jedzenia i napojów jako pochodzące z konkretnych krajów lub regionów. Przykłady? Na terytorium UE chronione są: Szampan, Koniak, Parmigiano Reggiano, szynka parmeńska, a także brytyjski towar eksportowy – szkocka whisky. Propozycja objęcia oznaczeń geograficznych zasadami, które obowiązują dla unijnych znaków towarowych i wzorów wspólnotowych, padła w zeszłym roku ze strony Komisji Europejskiej. Komisja zasugerowała, że Wielka Brytania powinna poddać ochronie prawnej również oznaczenia geograficzne chronione obecnie na gruncie prawa unijnego. Propozycja został uwzględniona i właściciele praw do oznaczeń geograficznych mogą spać spokojnie, nawet jeżeli Brexit dojdzie do skutku.