Aktualności
piątek, 01 luty 2013 12:00

Ekskluzywna polska wódka

Napisała

Od 13 stycznia bieżącego roku określenie „Polska wódka/ Polish Vodka” zostało ustawowo zastrzeżone dla trunków produkowanych w Polsce tradycyjnymi metodami i z ściśle określonych składników. Nowelizacja ustawy o wyrobie napojów spirytusowych jest odpowiedzią na przyjętą w UE definicję wódki, według której napój może być produkowany m.in. z cebuli czy marchwi. Według Stowarzyszenia Polska Wódka (Polish Vodka Association), przyjęte w ustawie oznaczenie może nieść ze sobą duży potencjał gospodarczy.

By oznaczyć trunek znakiem „Polska Wódka/Polish Vodka”, musi być produkowany z etanolu uzyskanego tylko z żyta, pszenicy, owsa, jęczmienia, pszenżyta oraz ziemniaków, z dodatkowym zastrzeżeniem, że składniki te muszą pochodzić z Polski i wszystkie etapy produkcji muszą mieć miejsce w rodzimych gorzelniach. Może być to napój smakowy, wzbogacony jedynie naturalnymi aromatami, jak też poddany leżakowaniu.

czwartek, 08 wrzesień 2016 10:01

Nie będzie „face book” w Chinach

Napisała

Chiny to ogromne państwo bardzo znane na całym świecie. Niestety, nie tylko ze względu na Chiński Mur czy Zakazane Miasto, ale i - pod względem własności przemysłowej – na ogromną liczbę naruszeń praw do znaków towarowych. Jednym z rodzajów takich naruszeń jest brand squatting. Znaczy to mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów.

Raczej liberalne prawo rejestracji w tym kraju znaków towarowych nie ułatwia ograniczenia nieuczciwego procederu. Odpowiedzialny za rejestrację znaków towarowych urząd nie weryfikuje bowiem, czy zagraniczne marki rejestrowane jako tego typu oznaczenia mają w ogóle cokolwiek wspólnego ze zgłaszającym je do ochrony podmiotem. Pechowo dla prawowitych właścicieli znaków towarowych zarejestrowanych w Europie czy w USA, w Chinach liczy się głównie, kto dany znak pierwszy raz zarejestrował, a nie kto tego znaku do tej pory używał i wypracował jego renomę.

O swoje znaki na terytorium Chin ciężko musi walczyć portal społecznościowy Facebook. Pomimo, że portal ten nie działa w Państwie Środka – jest zablokowany przez rząd, to naruszenia jego oznaczenia są nagminne. Pod koniec lata 2016 r. Facebook wygrał przed chińskim sądem spór dotyczący unieważnienia kilku znaków towarowych „face book”, zgłoszonych dla różnego typu towarów, w tym spożywczych. Sąd rozpatrujący spór uznał, że podmiot zgłaszający znaki działał z oczywistą intencją nieuczciwego wykorzystania popularnego oznaczenia, a jego działania naruszyły zasady moralne. Pojęcie złej wiary, choć istnieje w prawie chińskim, jest jednak rzadko wykorzystywane. Być może obecnie zaczyna się coś w tej kwestii zmieniać.

piątek, 04 sierpień 2017 07:46

Kto dostanie pierogi?

Napisała

Kuchnie różnych państw czasem są do siebie bardzo zbliżone, a czasem charakteryzują się zupełnie odmiennymi smakami. To, co smakuje Chińczykowi, nie zawsze będzie przysmakiem dla Francuza. Domowe pyszności z Indii mogą zaś wydać się dziwne Kanadyjczykowi. Są jednak takie potrawy, które przekraczają granice i stają się hitem wśród konsumentów różnych narodowości. Jednym z takich przysmaków są polskie pierogi. Ta potrawa, która może być podawana zarówno na słodko, na przykład z owocami czy twarożkiem, jak i w bardziej nawet popularnej wersji wytrawnej, znana jest często zagranicą jako „pierogis”.

Teraz właśnie o nazwę „pierogis” pokłóciły się dwa położone w Stanach Zjednoczonych Ameryki miasta. Izba Handlu Whiting-Robertsdale, miasteczka w Indianie grozi, że złoży pozew przeciwko Edwardsville Hometown Committee, ze względu na naruszenie praw do znaku towarowego „Pierogi Fest”. Zdaniem stowarzyszenia, nazwa święta pierogów prowadzonego jako „Edwardsville Pierogi Festival” może wprowadzić konsumentów w błąd co do tego, że ma jakieś powiązania z „Pierogi Fest” organizowanego przez Izbę Handlu Whiting-Robertsdale.

Jeżeli sądowy spór rzeczywiście miałby dojść do skutku, wcale nie wiadomo, czy roszczeniom organizatora Pierogi Fest stałoby się zadość. Znak ma bowiem silny charakter opisowy, „Pierogi Fest” to bowiem nic innego, jak po prostu „festiwal pierogów”. Ze względu na znaczny procentaż słowiańskich ekspatów w USA, nazwa „pierogi” czy „pierogis” jest też powszechnie kojarzona z nazwą konkretnego dania. Znak posiada w związku z tym niewielki charakter fantazyjny.

Po pięciu nieprzerwanych latach działania strony internetowej www.9to5google.com, skupiającej się na nowych technologiach internetowy gigant Google, którego nazwa znajduje się w domenie tej strony internetowej, uznał, że takie brzmienie domeny stanowi naruszenie jego praw do znaku towarowegoGoogle”. W międzyczasie, Google zakazał też właścicielom strony wykorzystywania w jej działaniach sieci AdSense, co do tej pory przynosiło im co miesiąc sześciocyfrowy zarobek.

Ze względu na wysunięcie przez Google roszczeń, zawieszone zostało wyświetlanie na stronie reklam, z których otrzymywała ona przychód. Kiedy właściciele strony udali się do Google po informacje, zostali poinformowani o dokonywaniu rzekomego naruszenia. Wydaje się dziwne, że Google zdecydowało się na takie działania dopiero teraz, jako że strona pod taką domeną funkcjonowała bez przeszkód od pięciu lat i nawet uczestniczyła w wydarzeniach patronowanych lub przygotowywanych przez Google.

W podobnej sytuacji, która wydarzyłaby się w Polsce, można by było wykorzystać przepisy dotyczące przedawnienia roszczeń. Zgodnie z nimi, roszczenia z tytułu naruszenia prawa ochronnego na znak towarowy ulegają przedawnieniu z upływem trzech lat, a bieg przedawnienia rozpoczyna się od dnia, w którym uprawniony dowiedział się o naruszeniu swego prawa ochronnego na znak towarowy i o osobie, która naruszyła to prawo. W takim wypadku przedsiębiorca, który zdawał sobie sprawę z tego, że ktoś inny podejmuje działania, które można uznać za naruszające prawa do znaku towarowego i nie zareagował na to w ciągu trzech lat, nie może w późniejszym czasie domagać się zaprzestania rzekomych naruszeń czy odszkodowania z tego tytułu.

poniedziałek, 16 styczeń 2017 11:07

Brand squatting w Chinach

Napisała

Brand squatting znaczy mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów. Brand squatting polega na rejestracji znaku towarowego będącego zagraniczną marką i tym samym na uniemożliwieniu jej późniejszego wejścia na dany rynek. Jest to bardzo popularna metoda działania w Chinach, gdzie przepisy dotyczące własności przemysłowej są skonstruowane w taki sposób, że liczy się tylko i wyłącznie, kto dany znak pierwszy raz zgłosił do rejestracji, a nie kto tego znaku używał i z czym się on powszechnie kojarzy. Ostatnio problem z tą tendencją miał australijski producent wina.

Jedna z najstarszych australijskich marek wina, Treasury Wine Estates, po wejściu na chiński rynek zorientowała się że jedna z jej nazw, „Penfold”, tłumaczona na chiński jako „Ben Fu”,  jest już zarejestrowana jako znak towarowy. Aby można więc było legalnie dystrybuować wino na terenie Chin, trzeba by było odkupić prawa do znaku. Australijska spółka wdała się jednak w spór przed sądem, który właśnie wygrała. Znak, który jej przeszkadzał, został unieważniony.

Jak widać, australijski producent wina znalazł trafne rozwiązanie. Jednakże problem brand squattingu w Chinach istnieje i nie należy go lekceważyć. Jest to szczególnie ważne dla zagranicznych przedsiębiorców, którzy chcą rozszerzyć swoją działalność na terytorium Państwa Środka. Może się bowiem okazać, że nazwa ich produktu jest tam już zajęta.

wtorek, 14 maj 2013 12:00

Patent na grę

Napisała

Wszystkich fanów komiksów z pewnością ucieszy fakt, iż dzięki nowemu pomysłowi Apple, będą mogli zostać pośrednio twórcami takiej historii. W 2009 r. Apple złożył w amerykańskim urzędzie patentowym wniosek, którego przedmiot został zarejestrowany w zeszłym miesiącu.

Opisuje on technologię, która moralne wybory dokonywane przez gracza w grze komputerowej zmienia w książkę, komiks czy e-booka. System podczas gry rejestrowałby informacje związane z podejmowanymi przez gracza wyborami, przekazując je dalej na serwer, na którym to dzięki specjalnemu oprogramowaniu byłyby one poddawane obróbce, której finalny wynik przejawiałby się w formie książki, komiksu lub interaktywnego e-booka. Każdy moralny wybór gracza, przykładowo decyzja o zgładzeniu lub oszczędzeniu życia mitycznej postaci, równałaby się konkretnemu przetworzonemu przez serwer wątkowi w książce, uzupełnionemu o odpowiednie ilustracje. Wynik taki trafiałby z powrotem na komputer gracza.

Trudno powiedzieć, czy Apple wykorzysta zdobyty patent w praktyce. Wielu sceptyków utrzymuje, iż skoro od minionych czterech lat firma nie używała pomysłu w swoich technologiach, raczej nie powinniśmy się spodziewać, iż w najbliższym czasie rzeczony patent zacznie się pojawiać w nowych grach.

środa, 25 maj 2016 08:27

Prawna batalia na antypodach

Napisała

Co prawda ciepłe lato dopiero się zaczyna, ale za jakiś czas pogoda zmieni się diametralnie, zmuszając do wyciągnięcia głęboko teraz schowanych ciepłych kurtek, swetrów i butów. Za jedne z najcieplejszych, choć jednocześnie najbrzydszych, butów właśnie są uważane buty UGG. Są to niekształtne, wciągane buty przypominające wielkie kapcie, wykonane ze skóry owiec merynosów. Choć na rynku dostępnych jest wiele ich podróbek, oryginalne uggi wytworzone są z tego właśnie materiału i pochodzą głównie z Australii i Nowej Zelandii. Niedawno ich producenci zaczęli mieć jednak problem.

Oznaczenie „ugg”, skrót od angielskiego słowa „uggly” oznaczającego „brzydki”, było do tej pory powszechnie i zgodnie używane przez wszystkich australijskich i nowozelandzkich producentów tego typu obuwia. Jednak amerykańska firma Deckers Outdoor Corporation, również oferująca uggi, choć szyjąca je głównie w Chinach, żądała zaprzestania używania przez  spółkę Australian Leather Pty Ltd z siedzibą w Sydney tego oznaczenia. Okazało się, że Deckers Outdoor Corporation uzyskała na terenie USA rejestrację znaku towarowego „UggBoots”, a jej roszczenia przeciwko Australian Leather dotyczą właśnie wysyłania australijskich wyrobów na rynek amerykański.

Deckers Outdoor najwyraźniej nie uczy się na błędach. Latem 2014 r. spółka poniosła już prawną porażkę w bardzo podobnej sprawie. Australijski wymiar sprawiedliwości wydał wówczas wyrok, w którym stwierdził, że określenie „Ugg” nie może być zarejestrowane jako znak towarowy, ponieważ przez lata jego powszechnego używania przez różne podmioty zatraciło ono charakter odróżniający, stając się po prostu nazwą zwyczajową pewnego rodzaju obuwia. Oznacza to, że każdy producent, który wytwarza i sprzedaje buty ze skóry merynosów o określonym wyglądzie, może używać wobec nich określenia „ugg”. 

środa, 14 listopad 2012 12:00

Biedronka przegrywa spór o domeny internetowe

Napisała

Na stronach internetowych nasza-biedronka.pl oraz naszabiedronka.pl działają fora internetowe, których grupą docelową są pracownicy sieci sklepów „Biedronka”. Nie jest to oficjalne forum dyskontu, w związku z czym pracownicy dzielą się wszystkimi opiniami, często negatywnymi na temat warunków pracy, płacy, kierownictwa a także na temat programu „Tajemniczy klient”, który ma na celu kontrolę sklepu poprzez udawanie zwykłego klienta.

Na początku roku właściciel Biedronki zainteresował się omawianym forum. Firma reprezentująca Jeronimo Martins – Optimum Mark Sp z o.o. stwierdziła, iż mogło dojść do naruszenia praw do znaku towarowego „Biedronka”, gdyż nazwy domen zawierają element identyczny z tym znakiem. W związku z tym spółka złożyła pozew o naruszenie praw ze znaku towarowego.

wtorek, 23 luty 2016 10:58

Nienależny podatek

Napisała

Uiszczanie opłat związanych ze zgłoszeniem i rejestracją znaków towarowych jest konieczne dla posiadania prawnego monopolu na dane oznaczenie. Opłaty takie może wnosić zarówno zgłaszający, jak i działający w jego imieniu prawnik, taki jak rzecznik patentowy.

Przedsiębiorca, który świadczy usługi pomocy prawnej w dziedzinie prawa własności przemysłowej działający w Łodzi, miał dotyczące uiszczania tego typu opłat wątpliwości, które skonsultował z izbą skarbową. Izba Skarbowej z Łodzi wydała więc indywidualną interpretację, w której wskazała, że prawnik, który w imieniu i na rzecz klienta ponosi za niego administracyjne opłaty, nie powinien, żądając zwrotu tych kosztów, doliczać do ich wysokości podatku VAT.

Pytanie dotyczyło stałej obsługi klienta w sprawach przed Urzędem Patentowym RP czy sądami administracyjnymi w sprawach z zakresu ochrony własności przemysłowej. Prawnik wnoszący zapytanie obowiązany jest na podstawie umowy łączącej go z klientem do wnoszenia do Urzędu Patentowego RP, Urzędu ds. Harmonizacji Rynku Wewnętrznego w Alicante oraz Biura Międzynarodowego Światowej Organizacji Ochrony Własności Intelektualnej określonych przepisami opłat za zgłoszenie i ochronę znaków towarowych, wzorów użytkowych i innych przedmiotów własności intelektualnej. Przed uiszczeniem takiej opłaty wystawiana była przez prawnika faktura na kwotę opłaty powiększoną o wysokość podatku VAT. Łączna kwota transferowana była na konto pełnomocnika, który uiszczał opłaty z kwoty netto, zaś pozostała część sumy odprowadzana była jako podatek VAT. Twierdził on, że skoro obowiązek poniesienia opłat wynika z umowy, to powinien stosować zasadę, że podstawą opodatkowania jest wszystko, co stanowi zapłatę.

Izba Skarbowa w Łodzi nie uznała jednak takich działań za prawidłowe. Wskazała, że określając podstawę opodatkowania z tytułu świadczonej usługi, nie uwzględnia się w niej kwot otrzymanych od usługobiorcy jako zwrot udokumentowanych wydatków poniesionych w imieniu i na jego rzecz. Opłaty i wpisy nie podlegają bowiem opodatkowaniu podatkiem VAT.

 

wtorek, 04 grudzień 2012 12:00

Patent na czyte powietrze

Napisała

Dzięki nowemu patentowi zarejestrowanemu przez chemika i projektantkę mody z Wielkiej Brytanii być może poprawi się stan środowiska naturalnego zagrożonego szkodliwymi produktami ubocznymi działań przemysłowych, tlenkami azotu. To one są w głównej mierze odpowiedzialne za powstawanie smogu i występują między innymi w spalinach samochodowych. Mimo wielu prób nie udało ich się stamtąd usunąć, ani nawet znacząco ograniczyć ich stężenia.

Niestandardowy pomysł wynalazców docenił brytyjski rządowy fundusz Engineering and Physical Sciences Research Council, który co roku przeznacza 800 milionów funtów na badania w zakresie między innymi inżynierii i fizyki.

Tony Ryan, profesor uniwersytetu w Sheffield w Wielkiej Brytanii, specjalista w dziedzinie chemii polimerów oraz Helen Storey, brytyjska projektantka odzieży i profesor London College of Fashion wpadli na pomysł nasączania odzieży nanotytanem, czyli nanoskopowymi drobinkami dwutlenku tytanu, stanowiącymi katalizatory reakcji chemicznych prowadzących do usunięcia tlenków azotu z powietrza.

Cząstki te są równie małe jak wirusy i pod wpływem światła słonecznego inicjują reakcje chemiczne polegające na utlenianiu atmosferycznych tlenków azotu i zamienianiu ich w niegroźne dla środowiska substancje. Fotokatalityczna odzież jest nieszkodliwa dla osoby ją noszącej.

W 2010 r. badacze skontaktowali się z firmą Cristal Global, drugim na świecie producentem nanotytanu, czego efektem była eksperymentalna nanomieszanka nazwana Cristal Active, którą zaczęto dodawać do ubrań wraz z płynem zmiękczającym tkaniny. W 2011 r. testy zakończono i złożono wniosek patentowy. Latem 2012 r. w nowojorskim Museum of Modern Art ustawiono 14-metrową konstrukcję z odzieży nasączonej fotokatalityczną mieszanką. W ciągu 10 tygodni usunęła ona z powietrza tyle tlenków azotu, ile emituje 260 samochodów.