czwartek, 21 czerwiec 2018 06:51

Czerwona podeszwa nadal Louboutin’a

Po długiej batalii sądowej dom mody Christian Louboutin utrzymał w mocy prawo do znaku towarowego przedstawiającego czerwoną podeszwę buta na wysokim obcasie. 

Wszystko zaczęło się od pozwu o naruszenie znaku towarowego złożonego przez Christiana Louboutina przeciwko holenderskiej firmie Van Haren w 2012r, sprzedającej podobne obuwie z czerwoną podeszwą. Spór koncentrował się na tym, czy znak Louboutin składa się z koloru czy z kształtu. 

Ostatecznie sprawa znalazła się w Sądzie UE.  Firma Van Haren powoływała się na przepisy europejskie, które mówią o tym, że kształt przedstawiający towar, do oznaczania którego jest on przeznaczony,  nie może być znakiem towarowym. Jednakże, Louboutin sprzeciwiał się takiej argumentacji twierdząc, że użycie koloru w określonej pozycji, w tym przypadku czerwonego pigmentu o nazwie „Pantone 18 1663TP” na podeszwie buta wystarczy, aby takie oznaczenie zarejestrować jako znak towarowy. 

Ostatecznie, sędziowie z Luksemburga odrzucili oficjalne stanowisko rzecznika generalnego Sądu EU, który w lutym tego roku uznał, że oznaczenie przedstawiające czerwoną podeszwę buta w odniesieniu do towarów takich jak „buty na wysokich obcasach”, nie może być zarejestrowanym znakiem towarowym.

Dom mody Louboutin uznał decyzję za "zwycięstwo”. 

W oświadczeniu Louboutin możemy przeczytać: „Europejski Trybunał Sprawiedliwości potwierdził dziś, że reżim prawny dotyczący znaków towarowych przedstawiających kształty, nie ma zastosowania do znaku przedstawiającego czerwoną podeszwę buta zarejestrowanego na rzecz Christiana Louboutin’a. Czerwony kolor nałożony na podeszwę buta na wysokim obcasie kobiety jest znakiem pozycyjnym, o czym dom mody Christian Louboutin przekonywał od wielu lat."

Dział: Aktualności

Czy imię i nazwisko mogą być znakami towarowymi? Z takim pytaniem mierzą się sądy i urzędy patentowe na całym świecie. Niedawno zakończył się trwający pięć lat spór dotyczący rejestracji imienia i nazwiska pomiędzy znaną francuską marką Kenzo a Japończykiem Kenzo Tsujimoto. Sprawa dotyczy zgłoszenia przez Kenzo Tsujimoto do rejestracji znaku towarowego „KENZO ESTATE” dla towarów takich jak napoje alkoholowe, w tym wina. Zgłoszenia dokonano w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO).

Francuski dom mody wystąpił ze sprzeciwem wobec tej rejestracji. Powoływał się na podobieństwo do jego własnego znaku towarowego „Kenzo”, który został zarejestrowany w 2001 r. EUIPO przychyliło się do sprzeciwu – tak w pierwszej jak i w drugiej instancji. Ponadto zdaniem Urzędu znak „KENZO ESTATE” korzystałby z rozpoznawalności wcześniejszego znaku i jego reputacji. Co więcej właściciel wcześniejszego znaku nie uzyskałby żadnej kompensaty finansowej z tytułu takiego korzystania w sytuacji gdy stworzenie i utrzymanie wizerunku znaku pociągało za sobą koszty. Opinię tę podzielił Sąd Unii Europejskiej, który rozpatrywał sprawę po zaskarżeniu decyzji EUIPO przez Kenzo Tsuimoto.

Japończyk odwołał się po raz kolejny i sprawa trafiła do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Trybunał rozważał, czy właściciel znaku towarowego może zakazać innej osobie używania jej nazwiska w celach handlowych.

W wydanym orzeczeniu Trybunał stwierdził, że prawo unijne nie przyznaje właścicielom znaków towarowych uprawnienia do zakazania innej osobie używania jej imienia i nazwiska w celach biznesowych. Z drugiej strony osobie takiej nie przyznano bezwarunkowego prawa do rejestracji jej imienia i nazwiska jako znaku towarowego. Zdaniem Trybunału znak towarowy, który czerpałby nieuzasadnioną korzyść z istnienia znaku wcześniejszego i działałby na szkodę odróżniającego charakteru tego znaku lub jego reputacji, nie ma zdolności rejestracyjnej.

Powyższe uwagi Trybunał odniósł do sprawy znaku „KENZO ESTATE”. Wskazał, że fakt, iż imię pana Tsujimoto jest częścią znaku, nie uzasadnia rejestracji, lecz jest nieistotny. Tym samym oddalił odwołanie Japończyka i ostatecznie przesądził, że znak „KENZO ESTATE” nie zostanie zarejestrowany.

Jak wspomniano, to nie pierwsza taka sprawa. Jakiś czas temu inny francuski dom mody, Chanel, wystąpił przeciwko używaniu oznaczenia „Chanel’s Salon” przez amerykankę Chanel Jones prowadzącą biznes w stanie Indiana. Dom mody wygrał spór dowodząc, że nie można w sposób nieograniczony korzystać ze swojego imienia i nazwiska w celach handlowych. Właścicielka salonu została zmuszona do zmiany jego nazwy przez wyłączenie nazwy „Chanel”, mimo że jest to jej imię.

Kenzo, prowadzi on jeszcze jeden ciekawy spór. W tym przypadku chodzi o znak towarowy Levisa w postaci kieszonki z patką zastosowanej w odzieży jeansowej. Levi’s złożył pozew przeciwko Kenzo zarzucając mu nieuprawnione wykorzystanie kieszonki w spodniach Kenzo. Stwierdził, że konsumenci uznają, że są to spodnie marki Levi’s albo że obie firmy współpracowały ze sobą przy projekcie. Spór nie został jeszcze rozstrzygnięty.

Dział: Aktualności
wtorek, 19 czerwiec 2018 06:13

Spór o kolor logo. T-Mobile broni koloru.

Niedawno pisaliśmy na blogu o sporze T-Mobile i brytyjskiej firmy DataJar. Chodzi o rzekome wykorzystanie przez tę firmę w swoim logo koloru różowego w odcieniu magenta, który jest zastrzeżony jako znak towarowy na rzecz Deutsche Telecom (właściciela T-Mobile). Takiego koloru DataJar miało użyć w zgłoszonym do ochrony znaku towarowym.

Deutsche Telekom i jego prawnicy twierdzą, że odcień magenta jest kluczowym elementem identyfikacyjnym firmy. Z kolei prezes DataJar, James Risdale, uznaje sprawę za absuradalną i wskazuje, że jego firma nie używa tego samego odcienia różowego. Zdaniem Risdale’a „nie można mieć na własność koloru”. Jednak prawnicy wypowiadający się w sprawie wyjaśniają, że jest nieco inaczej. Kolor może, w pewnych przypadkach, uzyskać ochronę jako znak towarowy, przy czym musi zostać zgłoszony do ochrony jako jeden z odcieni pantone – systemu standaryzacji kolorów.

Deutsche Telekom jest reprezentowana w sprawie przez znaną prawniczą korporację Hogan Lovells. W przesłanym do DataJar liście ostrzegawczym, prawnicy tej firmy mieli podnieść argumenty dotyczące identyfikacyjnej roli odcienia „magenta”, a także argumenty dotyczące osłabiania marki T-Mobile przez znak towarowy DataJar.

Jak już wspomnieliśmy brytyjska spółka stanęła w obliczu decyzji, czy dokonać rebrandingu, czy też wejść w kosztowny spór. Tym bardziej, iż pojawiają się głosy, że duża i renomowana korporacja taka jak Hogan Lovels nie sygnowałaby swoją marką pisma, które nie miałoby podstaw. Toteż wygrana sporu przez DataJar jest wysoce niepewna.

Dział: Aktualności

Firma Ivanki Trump otrzymała wstępną zgodę chińskiego rządu na rejestrację pięciu znaków towarowych na kilka dni przed ogłoszeniem przez jej ojca decyzji dotyczącej  ZTE Corporation, chińskiej firmy telekomunikacyjnej, która przyznała się do naruszenia amerykańskich sankcji wobec Iranu i Korei Północnej.
Pierwsza córka i doradczyni Białego Domu, reprezentująca Stany Zjednoczone podczas wydarzeń dyplomatycznych, ma już w Chinach kilkanaście znaków towarowych i wiele oczekujących na rejestrację zgłoszeń, podczas gdy Donald Trump posiada ponad 100 znaków towarowych w Chinach.

Dział: Aktualności
wtorek, 12 czerwiec 2018 10:42

T-Mobile walczy o kolor.

Gigant na rynku telekomunikacji i właściciel sieci T-Mobile, Deutsche Telekom próbuje uniemożliwić małej, zaledwie siedmioosobowej firmie rejestrację jej znaku towarowego w brytyjskim Urzędzie ds. Własności Intelektualnej (UKIPO).

Firmą tą jest brytyjska DataJar, spółka wprowadzająca urządzenia Apple do szkół i firm. Spółka działa od 5 lat i od początku używa tego samego logo, w którym wykorzystano odcień koloru różowego. Niedawno firma złożyła wniosek o rejestrację logo jako znaku towarowego. Deutsche Telekom próbuje nie dopuścić do rejestracji tego znaku. Prawnicy spółki wskazują na rzekome podobieństwo koloru wykorzystanego w logo DataJar do koloru wykorzystanego w znaku towarowym Deutsche Telekom (chodzi o tzw. odcień magenta).

DataJar nie jest zresztą pierwszą firmą, która popadła w konflikt z Deutsche Telekom na tle wykorzystania odcienia koloru różowego. Wcześniej T Mobile (spółka zależna od Deutsche Telekom) pozwał spółki AT&T oraz Engadget, które używały logo zawierające odcienie różu.

Brytyjska spółka otrzymała wezwanie do natychmiastowego zaprzestania posługiwania się logo zawierającym zakwestionowany kolor. Zdaniem Deutsche Telekom odcień różu określony jako „magenta” stanowi jej kluczowy element identyfikacyjny i jako taki jest powszechnie znany. Wobec tego posługiwanie się przez DataJar znakiem zwierającym element w kolorze różowym może prowadzić do ryzyka konfuzji wśród klientów. Mogą oni uznać, że towary i usługi DataJar pochodzą od Deutsche Telekom. Używanie przez brytyjską firmę znaku w kwestionowanym kolorze miałoby osłabić markę Deutsche Telekom. W piśmie wyrażono także „głębokie” zaskoczenie skierowaniem przez eksperta UKIPO znaku do publikacji oraz zażądano natychmiastowego wycofania wniosku o rejestrację.

Faktycznie Deutsche Telekom posiada znak towarowy, którym zastrzeżono kolor różowy w konkretnym, wskazanym w systemie oznaczania barw „RAL” odcieniu (410 telemagenta). Jest to jednak inny odcień różowego niż ten, dla którego zgłoszono znak DataJar.

Właściciel brytyjskiej firmy, James Ridsdale nie kryje wzburzenia sprawą. Działania Deutsche Telekom określa jako absurdalne i zaznacza, że jego firma w ogóle nie świadczy żadnych usług podobnych do usług Deutsche Telekom. Ridsdale stwierdził również, że DataJar zainwestowała już w ubrania, stronę, wizytówki i materiały biurowe z logo ze spornym kolorem. Dlatego DataJar czeka trudna decyzja – czy faktycznie wycofać logo z rynku, czy może wejść w spór z niemieckim gigantem.

Dział: Aktualności

Jakiś czas temu pisaliśmy na blogu o sporze pomiędzy Lucasfilm, producentem “Gwiezdnych Wojen”, z wytwórnią Ren Ventures. Spór dotyczy gry na telefon o nazwie „Sabacc” wyprodukowanej przez firmę związaną z Ren Ventures. Lucasfilm twierdzi, że przysługują mu prawa do nazwy (pierwotnie była to nazwa gry w karty, w którą Han Solo wygrał swój kosmiczny pojazd) i na tej podstawie zarzuca Ren Ventures naruszenie praw do oznaczenia. Swoich praw Lucasfilm dochodzi na drodze sądowej, a rozprawę w tej sprawie wyznaczono na czerwiec. 

Tymczasem kolejna część „Gwiezdnych Wojen”, której centralnym bohaterem będzie Han Solo, oczekuje na premierę. Dla sprawy z Ren Ventures ma to znaczenie. Spółka ta wystąpiła bowiem z pozwem wzajemnym twierdząc, że po pierwsze Lucasfilm nie posiada żadnych praw własności intelektualnej do samej gry, a po drugie, że kampania promocyjna filmu narusza prawa Ren Ventures do rzeczywiście powstałej gry na telefon. Co istotne, Ren Ventures już wcześniej zarejestrował „Sabacc” jako znak towarowy.

W odpowiedzi Lucasfilm wniósł o to, by sąd nie uwzględniał roszczeń wzajemnych Ren Ventures dotyczących naruszenia prawa do znaku towarowego oraz nieuczciwej konkurencji. Zdaniem wytwórni roszczenia te są odpowiedzią na reklamę, promocyjne tweety i wywiady związane z wyczekiwanym nowym filmem z cyklu „Gwiezdnych Wojen”. Wszystkie te aktywności, w ocenie Lucasfilm, są realizowane są w oparciu o prawo wolności słowa.

Natomiast prawniczka reprezentująca Lucasfilm, Cynthia Arato, twierdzi że roszczenia Ren Ventures są pozbawione merytorycznych podstaw, a ich postawienie jest motywowane emocjami. Arato zauważa, że roszczenia dotyczące naruszenia znaku towarowego mogłyby być uwzględnione, gdyby Ren Ventures udowodniła, że istnieje ryzyko pomyłki co do pochodzenia znaku „Sabacc” od innego podmiotu niż właściciel znaku. Jej zdaniem udowodnienie tego faktu jest całkowicie niemożliwe.

Dodatkowo Lucasfilm zauważa, że nazwa “Sabbac” pojawiła się w Gwiezdnych Wojnach po raz pierwszy w 1980 roku i znalazła się także w kolejnych scenariuszach serii. Oznacza to, że nazwa jest używana od ponad trzydziestu lat. Lukasfilm konkluduje, że ten, kto wybiera na znak towarowy nazwę już istniejącą i związaną z osobą trzecią, nie powinien powoływać się później na ryzyko konfuzji.

Dział: Aktualności
wtorek, 05 czerwiec 2018 06:31

The Mafia

Sąd Unii Europejskiej wydał niedawno orzeczenie dotyczące znaku towarowego sieci hiszpańskich restauracji działających pod nazwą “The Mafia” i specjalizujących się w kuchni włoskiej. Restauracja posługiwała się znakiem: „La Mafia se sienta a la mesa”, który można przetłumaczyć jako „Mafia siedzi przy stole”.

Z wnioskiem o unieważnienie tego znaku wystąpił w 2015 r. włoski rząd. Uzasadniając wniosek Włosi stwierdzili, że używanie dla celów handlowych nazwy organizacji przestępczej, której działalność narusza podstawowe wartości Unii Europejskiej, jest po prostu niemoralne. Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) uwzględnił ten wniosek. Następnie jego decyzja została zaskarżona przez hiszpańską firmę.

Ostatecznie sprawę rozstrzygnął Sąd Unii Europejskiej, który nie przychylił się do argumentów właściciela znaku i podtrzymał decyzje EUIPO. Hiszpańska sieć twierdziła na przykład, że znak nawiązuje do filmu „Ojciec Chrzestny”. W uzasadnieniu wyroku Sąd stwierdził jednak, że znak w istocie promuje organizację znaną z korupcji, wymuszeń i morderstw. Rzecz jasna orzeczenie nie zakazuje posługiwania się unieważnionym znakiem jako sloganem reklamowym. Niemniej jednak oznacza, że nie można w celu ochrony hasła, jakie zawierał ten znak, powoływać się na prawa do znaku towarowego.

Dział: Aktualności

Rosyjski Federalny Urząd ds. Własności Intelektualnej, powszechnie znany jako Rospatent utrzymał w mocy decyzję odmawiającą rejestracji 4 znaków towarowych: ”B 140”, „C 250 e”, „S 350 e” i „E 400 e” zgłoszonych przez Daimler AG, spółkę matkę Mercedes-Benz. Rozstrzygnięcie to, jest zgodne z wcześniejszymi decyzjami Rospatent w sprawie innych podobnych („E 220”, „S 450”, „S 450 e” i „G 500” ) znaków towarowych zgłoszonych na rzecz tego samego Uprawnionego. 

Zgodnie z uzasadnieniem Urzędu, zgłoszone do ochrony elementy są wyłącznie kombinacjami liter i cyfr, a takie znaki nie mają zdolności odróżniającej, ponieważ brak im jakiegokolwiek oryginalnego przedstawienia graficznego lub znaczeniowego. Daimler AG nie zgadza się z tym uzasadnieniem, twierdząc, że różne typy samochodów są odróżniane przez konsumentów i specjalistów z branży, właśnie za pomocą kombinacji liter i cyfr. Według Uprawnionej, to właśnie specyficzna sekwencja liter i cyfr na przykład w oznaczeniu „E 220”, pozwala na przyznanie temu oznaczeniu zdolności odróżniającej. 

Jako kontrargument Rospatent powołał fakt, że przecież ta specyficzna kombinacja liter i cyfr, jako taka, nie jest kojarzona wyłącznie z marką Mercedes-Benz, powołując na tę okoliczność fakt, że firma BMW również używa elementu „220” do oznaczania swoich produktów.

Dział: Aktualności

Spółka Cinkciarz wygrała spór z Urzędem Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) toczący się przed Sądem Unii Europejskiej. Początki tej sprawy sięgają roku 2015 kiedy to EUIPO wydało decyzję o odmowie rejestracji znaku towarowego na rzecz spółki Cinkciarz. Zakwestionowany znak zawierał stylizowane symbole Euro i Dolara, czyli € i $ i został zgłoszony dla oprogramowania komputerowego, usług finansowych, w tym wymiany walut, oraz publikacji.

Odmawiając rejestracji EUIPO uznało znak za opisowy i nieposiadający charakteru odróżniającego – żaden z jego elementów składowych nie był wystarczająco charakterystyczny, by całość mogła zostać zapamiętana przez odbiorców jako znak służący do oznaczania towarów i usług.
W toku instancji sprawa dotarła do Sądu Unii Europejskiej, przed którym polska spółka domagała się stwierdzenia nieważności  wspomnianej decyzji EUIPO. Co ciekawe, Sąd w wydanym 8 marca 2018r. orzeczeniu położył nacisk na treść uzasadnienia. Wskazał, że EUIPO był zobowiązany do uzasadnienia decyzji w odniesieniu do każdego z towarów i usług, do których zgłoszono znak towarowy. Wyjątkiem jest sytuacja, w której ta sama podstawa odmowy rejestracji dotyczy kategorii lub grupy towarów lub usług. W takim przypadku EUIPO może dokonać uzasadnienia odnoszącego się do wszystkich towarów i usług, jednak pod warunkiem, że te towary i usługi pozostają ze sobą w bezpośrednim i konkretnym związku, tj. takim, że można uznać je za należące do jednej określonej kategorii.
Zdaniem Sądu Unii Europejskiej, w przedmiotowej sprawie uzasadnienie EUIPO było zbyt ogólne. EUIPO stwierdziło, że wszystkie towary i usługi oznaczane zgłoszonym znakiem towarowym mają związek z wymianą walut. Tymczasem, badając sprawę Sąd zauważył, że znak został zgłoszony do kilkudziesięciu towarów i usług z trzech znacznie różniących się od siebie klas towarowych i nie wszystkie dotyczą wymiany walut. Oznacza to, że orzeczenie EUIPO, w którym podano ten sam powód odmowy dotyczących wszystkich towarów i usług nie jest poprawne.

Dział: Aktualności
czwartek, 17 maj 2018 06:48

Znaki towarowe Lionel Messi

Nazwisko Lionela Messiego znane jest prawdopodobnie na całym świecie. Pochodzący z Argentyny piłkarz jest aktualnie gwiazdą FC Barcelona, a jego przychód szacowany jest przez czasopismo „France Football” na 126 mln Euro za sezon.

Sprawą tej piłkarskiej gwiazdy zajmował się ostatnio Sąd Unii Europejskiej. Chodziło oczywiście o znak towarowy. Sąd ten wydał orzeczenie, które umożliwia Argentyńczykowi zarejestrowanie znaku towarowego „Messi”.

Messi zgłosił ten znak do ochrony dla towarów z branży sportowej i odzieży. Jak się jednak okazało na rynku istniał już podobny zarejestrowany znak towarowy, mianowicie „Massi”. Właścicielem znaku jest hiszpańska firma działająca w branży rowerowej, również o nazwie Massi.

Spółka ta wystąpiła ze sprzeciwem wobec rejestracji znaku „Messi” dla towarów sportowych. Koronnym argumentem przeciwko rejestracji znaku piłkarza, było ryzyko konfuzji znaków „Messi” i „Massi”. Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) przychylił się do tego poglądu i odmówił rejestracji znaku Messiego.

W toku instancji sprawa trafiła do Sądu Unii Europejskiej, który uznał stanowisko EUIPO za nieprawidłowe. Zdaniem Sądu rozpoznawalność piłkarza jest tak silna, że nie istnieje ryzyko, że odbiorcy pomylą znak „Messi” z „Massi”. „Sława piłkarza” – uzasadniał Sąd swoje orzeczenie – „przeciwdziała wizualnym i fonetycznym podobieństwo pomiędzy jego znakiem towarowym a znakiem Massi należącym do hiszpańskiej firmy”.

Sąd odniósł się również do wątpliwości, czy przypadkiem Lionel Messi nie jest znany tylko odbiorcom interesującym się sportem. Zdaniem Sądu Messi jest rzeczywistości dobrze znaną postacią życia publicznego, często można zobaczyć go w telewizji, a także często dyskutuje się o nim w mediach. Toteż jakiekolwiek ryzyko pomyłki co do porównywanych znaków jest niemożliwe.

Warto tu wspomnieć, że nie tylko Messi, ale też jego rzekomy odwieczny rywal Christiano Ronaldo, jest właścicielem znaku towarowego. Chodzi o znak „CR7”, którym posługuje się marka odzieżowa tego piłkarza. Także i Ronaldo nie udało się uniknąć kłopotów prawnych. W 2014 r. amerykański trener fitnessu  Christopher Renzi zablokował wejście na rynek bielizny oznaczanej tym znakiem (pisaliśmy o tym na blogu: tu).

Dział: Aktualności