Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    wtorek, 07 sierpień 2012 10:09

    Ochrona praw autorskich w Internecie

    Prywatne blogi czy strony internetowe to kopalnia oryginalnych pomysłów o często wartościowej treści. Problem w tym, że zawartość stron internetowych jest wykorzystywana bez wiedzy i - co najważniejsze - zgody ich autorów.

    Przykładem może być spór blogera Michała Gąsiora z Erykiem Mistewiczem. Eryk Mistewicz, specjalizujący się w marketingu politycznym, opublikował artykuł Michała Gąsiora z jego bloga o tematyce reklamowej bez jego zgody w swoim kwartalniku.

    Publicysta uważa, że tekst był listem do redakcji w odpowiedzi na jego artykuł, a zatem miał prawo go opublikować. Z kolei Gąsior utrzymuje, że wysyłał artykuł do innego magazynu („Forbes”), gdzie doszło do publikacji w sekcji "polemika do tekstu Eryka Mistewicza". Co więcej bloger nigdy nie udostępniał go Mistewiczowi i aktualnie rozważa dochodzenie swoich praw przed sądem.

    Podobny problem z przywłaszczeniem praw autorskich spotkał właścicieli sklepu internetowego Smakprostoty.pl. Opisy produktów sprzedawanych na stronie sklepu można było znaleźć na stronach serwisów wnętrzarskich czy po prostu innych sprzedawców.

    Mimo, że własność intelektualna powinna być chroniona również w Internecie, tylko nieliczni zareagowali na wezwania do zaprzestania naruszeń. W związku z tym właściciele sklepu Smakprostoty.pl postanowili zgłosić sprawę na policję i do prokuratury. Początek był obiecujący. Podstawy okazały się wystarczające do wszczęcia śledztwa i na przesłuchania wezwano administratorów kilkunastu serwisów naruszających prawa właścicieli Smakprostoty.pl.

    Niestety do procesu nie doszło z powodu opinii biegłego, który stwierdził, że opisy na stronie Smakprostoty.pl były zbiorami wyrazów będących w powszechnym użyciu. W konsekwencji prokuratura umorzyła śledztwo.

    Jednak właścicielom strony Smakprostoty.pl udało się odnieść mały sukces. Zawartość strony nie jest już kopiowana przez konkurencję czy inne osoby. Jak widać, brak ochrony treści internetowych w prawie autorskim często zmusza właścicieli do żmudnej i nie do końca zwycięskiej walki z naruszeniami.

    poniedziałek, 06 sierpień 2012 14:56

    Sądownictwo jeszcze bardziej on-line

    1 sierpnia 2012 r. rozpoczęły działanie Internetowe Portale Orzeczeń prowadzone przez 11 Sądów Apelacyjnych. Jest to kolejny krok w kierunku cyfryzacji działań państwowych. Pod adresem http://orzeczenia.ms.gov.pl poszczególne sądy umieszczać będą swoje orzeczenia, również z zakresu prawa własności przemysłowej, obejmujące takie instytucje prawne, jak prawo ochronne na znak towarowy czy prawo z rejestracji wzoru przemysłowego. Będą tam również z pewnością orzeczenia w zakresie nieuczciwej konkurencji.

    Minister Sprawiedliwości, Jarosław Gowin, twierdzi, że dzięki temu poprawi się w oczach obywateli wizerunek polskiego sądownictwa. Co więcej, większa dostępność orzecznictwa on-line zwiększy też według niego świadomość prawną obywateli, a także wiedzę o ich prawach oraz obowiązkach.

    Powszechny dostęp on-line do orzeczeń sądów realizuje też konstytucyjne prawa dostępu do informacji publicznej oraz prawa do sądu. System wpłynie byc może również na poprawę jakości sądownictwa, ponieważ zwiększy świadomośc sędziów o ogólnodostępności i możliwości weryfikacji efektów ich działań.

    Na portalach internetowych sądów nie będą dostępne jedynie wyroki dotyczące rozwodów oraz spraw o ubezwłasnowolnienie. Sprawy te uznano za zbyt prywatne, aby udostępniać je publicznie. Wszystkie dostępne on-line orzeczenia będą też w pełni zanonimizowane, co oznacza, że dane osobowe dotyczące stron sprawy zostaną usunięte. Dotyczy to równiez innych informacji umożliwiających zidentyfikowanie stron sprawy, takich jak na przykłąd nazwy przedsiebiorstw czy spółek.

    piątek, 03 sierpień 2012 14:16

    Zamieszanie w przepisach

    Blogi kulinarne są bardzo popularne, ale ostatnio zrobiło się o nich głośno nie ze względu na prezentowane tam specjały, ale ze względu na naruszanie praw autorskich należących do ich autorów.

    W lipcu jedna z blogerek, prowadząca bloga o nazwie White Plate odkryła, że w wydanej niedawno książce "Jedz pysznie...razem z dzieckiem" jej autorka wykorzystała w niezmodyfikowanej nawet formie przepisy z wielu blogów kulinarnych, między innymi właśnie z bloga White Plate. Autorka książki przepisała część przepisów w niej zawartych z różnych polskich blogów kulinarnych, nie dokonując nawet modyfikacji przepisów. Tego typu działania, polegające na naruszeniu cudzych praw autorskich noszą nazwę plagiatu.

    Pojęcie to zostało wykształcone przez język prawniczy i nie jest zdefiniowane w żadnej z ustaw. Przyjmuje się jednak, że plagiatem jest przywłaszczenie sobie cudzych praw autorskich do utworu lub jego części. Takie działania stanowią naruszenie praw autorskich, które można ścigać zgodnie z przepisami prawa. W myśl ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, za naruszenie praw autorskich ich właściciel może żądać od naruszyciela między innymi zaniechania naruszeń (a więc w powyższym przypadku wstrzymanie sprzedaży książki), usunięcia skutków naruszenia, naprawienia szkody czy usunięcia skutków naruszeń.

    Ustawa o prawie autorskim nie chroni wprost przepisów kulinarnych jako takich, ale podaje definicję utworu, czyli przedmiotu ochrony prawem autorskim. Według niej, utwór to każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Wydaje się więc, że przepis kulinarny także jest utworem, a wiec podlega ochronie prawnoautorskiej.

    Autorka kontrowersyjnej książki, Małgorzata Makarowska, będąca z zawodu dietetykiem twierdzi, że umieściła w swojej książce przepisy często zasłyszane od jej klientów czy znajomych i nie zdawała sobie sprawy z tego, że przepisy te mogą naruszać czyjeś prawa. Sprzedaż książki została chwilowo wstrzymana.

    czwartek, 02 sierpień 2012 13:44

    Kiedy zginął Janusz Korczak?

    Z racji trwającego Roku Korczakowskiego podniesiona została ostatnio kwestia praw autorskich do twórczości Janusza Korczaka. Pisarz zginął w 1942 r. w obozie w Treblince, towarzysząc tam swoim małym wychowankom. Postanowieniem z 30 listopada 1954 r. Sąd Rejonowy w Lublinie uznał jednak Janusza Korczaka (którego rzeczywiste nazwisko to Henryk Goldszmidt) za zmarłego 9 maja 1946 r. Taka data została przyjęta ze względu na obowiązujące wówczas przepisy w sprawie osób, które zmarły w czasie wojny w nieznanych okolicznościach.

    Prawa autorskie w Polsce chronią utwory nimi objęte przez okres 70 lat od śmierci ich twórcy. Później ochrona wygasa, a z utworów trafiają do tzw. domeny publicznej i mogą korzystać z nich wszyscy. Prawa autorskie do utworów Korczaka przypadły Skarbowi Państwa, ponieważ wszyscy jego krewni zginęli w czasie wojny. Ten przekazał je w 2009 r. Instytutowi Książki, który obecnie może udzielać licencji na dzieła Korczaka. Wyrok z lat 50-tych kwestionuje jednak obecnie Fundacja Nowoczesna Polska, której działania dotyczą e-promocji lektur szkolnych. Wniosła ona do lubelskiego sądu o sprostowanie daty śmierci pisarza. Fundacja argumentuje, że nieprawdopodobnym jest, aby Korczak przeżył Treblinkę i zmarł dopiero w roku 1946. Teza ta jest jednak niepotwierdzona, ponieważ nie ma świadków śmierci pisarza. Najprawdopodobniej jednak został on zamordowany jeszcze tego samego dnia, którego przyjechał wraz z dziećmi do obozu w Treblince.

    Zdaniem Fundacji, Instytut Książki chce jeszcze przez cztery lata ograniczać dostęp do utworów Korczaka. Jeżeli bowiem przyjąć fikcję sądową, prawa autorskie upływają z końcem 2016 r. Jeżeli zaś przyjąć bardziej prawdopodobne założenie o śmierci pisarza w roku 1942, prawa autorskie wygasną z końcem bieżącego roku.

    W przypadku przyjęcia tego ostatniego rozwiązania, Instytut nie będzie mógł od przyszłego roku pobierać opłat licencyjnych za korzystanie z twórczości bohaterskiego pisarza. Jego dorobek stałby się bowiem powszechnie dostępny.

    Nie tylko na polskim gruncie toczą się obecnie spory dotyczące e-booków i innych metod udostępniania innowacyjnych form książki. W USA pod ostrzałem autorów po raz kolejny znalazła się spółka Google. W 2004 r. Google ogłosił dalekosiężny plan zeskanowania milionów książek z bibliotek publicznych i uniwersyteckich, aby przedstawić ich fragmenty użytkownikom wyszukiwarki google.com. W odpowiedzi gildia amerykańskich autorów oraz amerykańskie stowarzyszenie fotografików złożyły przeciwko spółce pozew. 27 lipca 2012 r. Google wniósł do amerykańskiego sądu o jego odrzucenie. Spółka twierdzi, że program skanowania literatury nie narusza prawa autorskiego oraz przyniesie korzyści zarówno jego przyszłym użytkownikom, jak i samym autorom.

    Zdaniem giganta internetowego literaci nie zauważają faktu, że dzięki temu ich książki staną się łatwiej dostępne, w związku z czym będą się cieszyć większym zainteresowaniem, co wpłynie też na ich sprzedaż w tradycyjnej formie. Użytkownicy serwisu Google będą mogli natomiast poszerzać tą drogą swoją wiedzę. Spółka dowodziła, że dzięki temu nikt nie będzie pokrzywdzony poprzez wprowadzenie w życie jej zamysłów.

    W czasie zeszłorocznego postępowania jeden z sędziów federalnych nie zgodził się na propozycję zawarcia ugody między stronami sporu, która to ugoda miałaby opiewać na sumę 125 milionów dolarów. Według sądu stanowiło to próbę wykorzystania instytucji postępowania sądowego dla stworzenia umowy rynkowej nazbyt wybiegającej w przyszłość oraz przekraczającej ramy sporu toczącego się przed sądem.

    Najbliższa rozprawa w sprawie planowana jest na 9 października 2012 r.

    19 lipca 2012 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-130/11 wydał wyrok w sprawie wykładni rozporządzenia dotyczącego dodatkowego świadectwa ochronnego dla produktów leczniczych oraz w kwestii wspólnotowego kodeksu odnoszącego się do produktów leczniczych stosowanych u ludzi. Orzeczenie zostało wydane w ramach sporu między spółką Neurim Pharmaceuticals a brytyjskim Urzędem ds. Własności Intelektualnej Zjednoczonego Królestwa (IPO) w przedmiocie odmowy wydania dodatkowego świadectwa ochronnego dla produktu leczniczego chronionego patentem europejskim.

    Neurim Pharmaceuticals w wyniku badań odkryła, że odpowiednie kompozycje melatoniny są skuteczne w leczeniu bezsenności. Ponieważ melatonina jest naturalnym hormonem, nie jest chroniona patentem. Jednak jej specyficzna kompozycja opracowana przez Neurim, w postaci produktu leczniczego stosowanego u ludzi o nazwie Circadin, uzyskała ochronę w 1992 r. Z racji tego, że w chwili wydania pozwolenia na sprzedaż Circadinu przez Komisję Europejską, patent na ów produkt zachowywał ważność przez mniej niż 5 lat, Neurim złożył wniosek o wydanie dodatkowego świadectwa ochronnego, które przedłużyłoby ochronę jego produktu.

    W grudniu 2009 r. IPO oddalił ten wniosek. Stwierdził on bowiem, że istnieje wcześniejsze zezwolenie na obrót z roku 2001, które dotyczy melatoniny przeznaczonej dla owiec i sprzedawanej pod nazwą Regulin. Udzielenie przez IPO odmowy było oparte na okoliczności, że wbrew wymogom prawa wspólnotowego zezwolenie na obrót Circadinem nie było pierwszym pozwoleniem na obrót dotyczącym melatoniny.

    Po odrzuceniu odwołania, Neurim wniósł skargę na to postanowienie, w obu sądach powołując się na fakt, że właściwym zezwoleniem na obrót było zezwolenie dotyczące konkretnego produktu, dla którego wniesiono o wydanie zezwolenia na obrót, a nie na obrót samą substancją chemiczną. Sąd apelacyjny uznał argumenty Neurim za zasadne, jednak postanowił zawiesić postępowanie i zwrócił się do TS z pytaniami prejudycjalnymi.

    Trybunał uznał, że adekwatne przepisy prawa wspólnotowego powinny być interpretowane w ten sposób, że w przedmiotowej sprawie samo istnienie wcześniejszego zezwolenia na obrót uzyskanego dla weterynaryjnego produktu leczniczego nie sprzeciwia się wydaniu dodatkowego świadectwa ochronnego na odmienne stosowanie tego samego produktu, dla którego wydano zezwolenie na obrót. Pod takim jednak warunkiem, że to zastosowanie jest objęte zakresem ochrony patentu podstawowego powołanego na poparcie wniosku o wydanie dodatkowego świadectwa ochronnego.

    W piątek 27 lipca 2012 r. rozpoczęły się Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Marka Igrzysk, a więc również znak towarowy złożony z pięciu różnokolorowych kół, jest drugą z najbardziej rozpoznawalnych, a przez to i najdroższych, na świecie. Z najnowszego raportu Brand Finance wynika, że wyżej wyceniona została tylko marka Apple.

    Igrzyska Olimpijskie stanowią nie tylko źródło rozrywki i emocji, których przedmiotem jest sportowa rywalizacja zawodników z wielu różnych krajów, ale i maszynę mnożącą wielomilionowe zyski. Z szacunków wynika, że znak towarowy i marka olimpiady mają przybliżoną wartość niemal 47,6 miliarda dolarów.

    Uwzględniając coroczny ranking Global 500, porównujący wartość najbardziej znanych marek świata, logo Igrzysk bije wyłącznie komputerowy gigant Apple o wartości blisko 70,6 miliarda dolarów. Tym samym, organizowane co cztery lata zawody sportowe pokonują wartością znaki towarowe i marki takie jak Google czy Microsoft. Również główni sponsorzy Olimpiady – Coca Cola i Samsung – przegrywają z nią w tej kategorii.
    Do przygotowanie wyceny marki Igrzysk Olimpijskich posłużyły między innymi sprawozdania finansowe Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, w których zawarte są dane dotyczące przychodów z transmisji wydarzenia, reklam, czy wartości sprzedaży biletów.

    czwartek, 26 lipiec 2012 12:00

    Zlecenie rejestracji domeny

    19 lipca 2012 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-376/11 wydał wyrok w kwestii domeny najwyższego poziomu „.eu”, oraz zasad regulujących rejestrację takich domen. Wniosek o wydanie orzeczenia złożył Court d'appel de Bruxelles w ramach sporu między Pie Optiek SPRL a Bureau Gevers SA, przy udziale Europejskiego Rejestru Domen Internetowych ASBL. Przedmiotem sporu była rejestracja nazwy domeny www.lensworld.eu przez Bureau Gevers, w swym własnym imieniu, lecz na rzecz Walsh Optical Inc., amerykańskiej spółki będącej właścicielem znaku towarowego, zawartego w nazwie tej domeny tej domeny.

    W ramach pierwszego etapu stopniowej rejestracji domeny z końcówką „.eu” 7 grudnia 2005 r. spółka Bureau Gevers złożyła we własnym imieniu, lecz na rzecz Walsh Optical wniosek o rejestrację nazwy domeny „lensworld.eu”. Domena ta została przyznana spółce Bureau Gevers w dniu 10 lipca 2006 r. Spółka Pie Optiek złożyła analogiczny wniosek o rejestrację w dniu 17 stycznia 2006 r. Został on oddalony ze względu na wcześniejsze zgłoszenie Bureau Gevers. Należy zauważyć, że Bureau Gevers jest belgijską spółką świadczącą usługi doradcze z zakresu własności intelektualnej. Z kolei spółka Pie Optiek jest belgijskim podmiotem sprzedającym za pośrednictwem strony internetowej www.lensworld.be soczewki kontaktowe i inne produkty z branży optycznej. Ponadto jest ona właścicielem zarejestrowanego dla Beneluksu graficznego znaku towarowego obejmującego oznaczenie słowne „lensworld”.

    Zgodnie z prawem wspólnotowym, celem stworzenia domeny „.eu” jest zwiększenie widoczności rynku wewnętrznego na wirtualnym rynku działającym poprzez Internet, przez stworzenie wyraźnego związku z Unią i rynkiem europejskim. Umożliwia się w ten sposób przedsiębiorstwom, organizacjom i osobom fizycznym w Unii rejestrację w określonej domenie, która uczyni ten związek oczywistym.

    Kwestionując ważność umowy licencyjnej pomiędzy Bureau Gevers a Walsh Optical, spółka Pie Optiek zanegowała słuszność przyznania praw do domeny www.lensworld.eu Bureau Gevers i wkroczyła na drogę sądową. Twierdziła, że Bureau Gevers nie może wnieść o rejestrację we własnym imieniu, ale na rzecz podmiotu niemającego siedziby na terytorium unii Europejskiej, domeny z rozszerzeniem „.eu”. Jej zdaniem, wspomniana umowa pomiędzy belgijską spółką a Walsh Optical przypominała też bardziej umowę o świadczenie usług niż umowę licencyjną.

    Trybunał wyrokował na podstawie rozporządzenia ustanawiającego reguły porządku publicznego (polityki prowadzonej w interesie ogólnym) dotyczącego wprowadzenia w życie i funkcji domen najwyższego poziomu „.eu” oraz zasad regulujących ich rejestrację. Zgodnie z nim, Trybunał określił sposób interpretacji prawa wspólnotowego w przedmiotowym zakresie. W tej sytuacji prawem wcześniejszym jest prawo ochronne na znak towarowy. Za licencjobiorcę wcześniejszych praw, a więc w tym przypadku Bureau Gevers, nie uważa się osoby, która została upoważniona przez właściciela znaku towarowego wyłącznie do dokonania swoistej rejestracji. Rejestracją taką jest zgłoszenie we własnym imieniu, lecz na rzecz właściciela znaku, nazwy domeny, która zawiera w sobie ten znak towarowy lub oznaczenie do niego podobne. Dotyczy to przypadku, kiedy podmiot taki nie jest uprawniony do komercyjnego wykorzystywania tego znaku.

    Z okazji nadchodzącej 68. Rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego Związek Powstańców Warszawskich zaplanował zgłoszenie symbolu Polski Walczącej – splecionych liter „P” i „W”, tak zwanej „kotwicy” w Urzędzie Patentowym RP, aby zarejestrować go jako znak towarowy. Symbol ten stanowi połączenie pierwszych liter słów „Polska walcząca”. Po rejestracji znaku prawo do używania oznaczenia przysługiwałoby tylko jego właścicielowi, a więc Związkowi Powstańców Warszawskich.

    Według Związku znak kotwicy „PW” coraz częściej używany jest w nieodpowiednich okolicznościach lub nie w taki sposób, w jaki Powstańcy uważają, że powinien być używany. Objęcie znaku ochroną miałoby zaradzić takiej sytuacji. Przykłady takich przypadków podaje Wiceprezes Związku, Edmund Baranowski. Takim przykładem, kiedy oznaczenie „PW” jest według Związku źle wykorzystywane, jest używanie go podczas komercyjnych imprez sportowych i rekreacyjnych. Związkowcom nie podoba się również, że symbol Powstania Warszawskiego pojawia się też w materiałach reklamowych. Związek Powstańców Warszawskich dokonał już zgłoszenia w Urzędzie Patentowym RP.

    Sceptyczny wobec pomysłu zastrzeżenia znaku „PW” jest dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, Jan Ołdakowski. Jego zdaniem, przekształcenie symbolu Powstania Warszawskiego w znak towarowy nie przyniesie niczego dobrego. Zamiast takiego rozwiązania powinno się według niego zacząć dyskusję dotyczącą używania znaku. Rozwiązanie, jakim jest rejestracja znaku towarowego „PW” z pewnością ograniczy dostęp do używania tego symbolu. Pytanie brzmi, czy nie spowoduje to popadnięcia popularnego teraz symbolu w niepamięć, jeżeli zabronione zostanie korzystanie z niego na co dzień przez podmioty inne niż Związek Powstańców Warszawskich.

    Ze wstępnych wypowiedzi rzecznika prasowego Urzędu Patentowego wynika, iż do rejestracji znaku może nie dojść, gdyż nie spełnia on względnych przesłanek do udzielenia praw ochronnych.

    poniedziałek, 23 lipiec 2012 12:00

    „Naturalne piękno” nie dla Garnier

    11 lipca 2012 r. Trybunał Sprawiedliwości wydał orzeczenie w sprawie rejestracji obejmującej znak towarowy „natural beauty” znanego producenta kosmetyków Garnier.

    17 kwietnia 2009 r. Laboratorium Garnier złożyło w Urzędzie Harmonizacji Rynku Wewnętrznego Unii Europejskiej (OHIM) wniosek o rejestrację znaku towarowego „natural beauty” („naturalne piękno”), który jednocześnie używany jest przez Garnier w spotach reklamowych.

    Decyzją z 30 marca 2010 r. OHIM odmówił rejestracji oznaczenia, gdyż jego zdaniem taki znak towarowy pozbawiony jest charakteru odróżniającego – nie odróżnia towarów marki Garnier od podobnych towarów innych producentów. W uzasadnieniu OHIM stwierdził, iż zwrot „natural beauty” ma zachwalający charakter i będzie sugerował konsumentom jakość kosmetyków, a nie identyfikował produktów z danym producentem. Zakwestionowano również sam wkład twórczy w stworzenie znaku. Określono go jako minimalny, gdyż ograniczał się on do umieszczenia słowa „natural” nad słowem „beauty”, któremu powiększono dodatkowo literę „b”. Decyzję utrzymała w mocy Pierwsza Izba Odwoławcza OHIM.

    Laboratorium Garnier, nie zgadzając się z argumentacją przedstawioną przez OHIM, wniosło 7 grudnia 2010 r. skargę do Trybunału Sprawiedliwości.

    Trybunał podtrzymał w mocy decyzję OHIM, oddalając tym samym skargę Garnier. Podzielił on również argumentację niższych instancji w przedmiocie braku charakteru odróżniającego oraz minimalnego wkładu twórczego w stworzenie znaku.

    Orzeczenie TS wydaje się słuszne ze względu na argumenty przedstawione przez OHIM i podtrzymane przez wyższe instancje. Warto dodać, iż zwrot „naturalne piękno” może być postrzegane przez konsumentów nie jako znak towarowy, ale jako slogan reklamowy, co według wcześniejszego orzecznictwa TS dyskredytuje go jako znak towarowy.

    © 2012-2017