Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    wtorek, 30 październik 2012 12:00

    Zwykłe powiadomienie czy decyzja?

    18 października 2012 r. Trybunał Sprawiedliwości wydał orzeczenie dotyczące powiadomień z OHIM dotyczących toku postępowania.

    12 lipca 2007 r. dokonano w OHIM zgłoszenia wspólnotowego znaku towarowego. 25 marca 2008 r. złożono sprzeciw wobec rejestracji znaku. Opłata za sprzeciw wpłynęła jednak po terminie, sprzeciw został więc w konsekwencji uznany za niewniesiony. OHIM wyjaśnił ponadto, że termin zostałby uznany za dochowany, gdyby dyspozycja dokonania przelewu została wydana przed upływem terminu do wniesienia sprzeciwu. Dodatkowo OHIM wskazał, że jeżeli dokonano płatności w 10 ostatnich dniach terminu do wniesienia sprzeciwu, to po uiszczeniu opłaty dodatkowej w wysokości 10% opłaty za sprzeciw, byłby on ważny.

    Wnosząca sprzeciw spółka przedstawiła dowód na okoliczność, że 26 marca 2008 r. wydała swojej placówce bankowej dyspozycję dokonania przelewu mającego na celu uiszczenie opłaty za sprzeciw. Jednocześnie przedstawiła także dowód uiszczenia w dniu 6 maja 2008 r. dziesięcioprocentowej opłaty dodatkowej. Wskazała ponadto, że o zgłoszeniu znaku dowiedziała się dopiero 25 marca 2008 r. po południu, czyli ostatniego dnia terminu do wniesienia sprzeciwu. Wezwała ona następnie zgłaszającego znak do wycofania zgłoszenia, czego nie zrobił. W momencie wniesienia sprzeciwu za pośrednictwem faksu placówki bankowe w Austrii były już zamknięte od ponad dwóch godzin, a  zatem wydanie placówce bankowej dyspozycji dokonania przelewu mającego na celu uiszczenie opłaty za sprzeciw w tym dniu było niemożliwe. Odwołanie dotyczące opłaty za sprzeciw zostało przez OHIM oddalone.

    Pismami z dnia 20 maja 2008 r. Departament Znaków Towarowych OHIM wystosował jednak do wnoszącej odwołanie i zgłaszającego powiadomienie, że sprzeciw został uznany za dopuszczalny w zakresie, w jakim opierał się na wcześniejszym niezarejestrowanym znaku towarowym. OHIM określił też termin, w którym wnosząca odwołanie spólka miała przedstawić dowody na poparcie sprzeciwu, oraz termin odpowiedzi. Pismem z 10 września 2008 r. zgłaszająca znak spółka podniosła, że opłata za sprzeciw nie została uiszczona w terminie i zwróciła się do OHIM o odwołanie powiadomienia z 20 maja 2008 r. oraz o stwierdzenie, że sprzeciw uznaje się za niewniesiony.

    2 października 2008 r. OHIM wysłał stronom sprostowanie, w którym poinformował, że powiadomienie z 20 maja 2008 r. zostało wysłane przez pomyłkę i że należy je traktować jako bezprzedmiotowe. Ponadto OHIM poinformował, że uiszczenie opłaty za sprzeciw nie zostało uznane za dokonane w terminie oraz że sprzeciw został uznany za niewniesiony.

    22 stycznia 2009 r. Wydział Sprzeciwów wydał decyzję, na mocy której sprzeciw został uznany za niewniesiony.

    Sprzeciwiająca się spółka uznała jednak, że pismo z 20 maja 2008 r. było decyzją OHIM, w zwiazku z czym postępowanie powinno się toczyć zgodnie z nim. Druga strona sporu twierdziła natomiast, iż było to zwykłe powiadomienie przygotowawcze.

    Trybunał uznał jednak, iż pismo takie nie jest zwykłym powiadomieniem wysyłanym przez OHIM, lecz stanowi decyzję w przedmiocie dopuszczalności sprzeciwu, która może zostać uchylona w ramach odwołania. Zdaniem Trybunału, OHIM nie mógł więc samowolnie zadecydować później o nieważności sprzeciwu, tym samym naruszając prawa spółki wnoszącej sprzeciw. Orzeczenie to jednocześnie wymusza na OHIM przemyślane decyzje i daje jeszcze większą szansę przedsiębiorcom dochodzenia ich racji.

    piątek, 26 październik 2012 12:00

    "Rodziny" znaków towarowych

    25 października 2012 r. Trybunał Sprawiedliwości wydał orzeczenie dotyczące różnych postaci danego znaku towarowego. Powód był właścicielem słownych znaków towarowych PROTIPLUS i PROTI, jak również słowno-graficznego znaku towarowego Proti Power. Powyższe znaki krajowe zostały zarejestrowane między innymi dla preparatów na bazie protein. Pozwany natomiast był właścicielem słownego znaku towarowego Protifit, zarejestrowanego dla suplementów żywnościowych, preparatów witaminowych i dietetycznych środków spożywczych.

    Powództwo zostało wniesione o zobowiązanie do wyrażenia zgody na wykreślenie znaku towarowego Protifit i o zakazanie używania tego znaku. Swoje żądania oparł on w głównej mierze na prawach związanych ze znakiem towarowym PROTI, zaś posiłkowo jedynie na prawach związanych ze znakami towarowymi PROTIPLUS i Proti Power. Sąd pierwszej instancji oddalił żądania, uznając, że prawa związane ze znakiem towarowym PROTI nie mogą być przeciwstawiane znakowi Protifit.

    Niemiecki sąd apelacyjny zadał w sprawie pytanie prejudycjalne Trybunałowi Sprawiedliwości, czy należy przyjmować, że używanie znaku towarowego ma miejsce również wtedy, gdy używanie tego znaku towarowego następuje w postaci różniącej się od postaci, w jakiej został on zarejestrowany, pod warunkiem że różnice nie mają wpływu na charakter odróżniający znaku towarowego, także w przypadku, gdy inny znak towarowy w postaci, w jakiej jest używany, również został zarejestrowany.

    Trybunał uznał, że w żaden sposób nie wynika, by odmienna postać, w jakiej znak towarowy jest używany, nie mogła być także zarejestrowana jako znak towarowy. Przepisy prawa dążą do umożliwienia właścicielowi znaku wprowadzenia dla danego oznaczenia, w ramach jego wykorzystania handlowego, wariantów, które nie zmieniając jego charakteru odróżniającego, pozwolą lepiej dostosować je do wymogów sprzedaży i promocji oznaczonych nim towarów lub usług.

    Osiągnięcie opisanego powyżej celu byłoby utrudnione, gdyby do ustalenia używania zarejestrowanego znaku towarowego wymagano spełnienia dodatkowego warunku, zgodnie z którym owa odmienna postać, w jakiej dany znak jest używany, nie mogła sama być przedmiotem rejestracji jako znak towarowy. Rejestracja nowych postaci znaku towarowego pozwala bowiem na wyprzedzenie mogących nastąpić zmian w wizerunku danego znaku i w rezultacie na dostosowanie go do zmieniającej się rzeczywistości rynkowej.

    Trybunał stwierdził jednak, iż w przypadku „rodziny” lub „serii” znaków towarowych istnieje prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd wynikające konkretnie z faktu, że konsument może błędnie ocenić pochodzenie czy źródło towarów lub usług oznaczonych zgłoszonym znakiem towarowym, zakładając niesłusznie, że znak ten stanowi część danej rodziny czy serii znaków. W związku z tym, w celu ustalenia istnienia „rodziny” lub „serii” znaków towarowych należy dowieść używania dostatecznej liczby znaków mogących tworzyć taką „rodzinę” lub „serię”.

    Zdaniem Trybunału, nie można oczekiwać od konsumenta, by w braku używania dostatecznej liczby znaków towarowych mogących tworzyć „rodzinę” lub „serię” był on w stanie rozpoznać wspólny element tej rodziny bądź serii znaków lub skojarzyć z tą rodziną bądź serią inny znak towarowy zawierający ten sam element wspólny. Zatem, aby powstało ryzyko, że odbiorcy błędnie odczytają przynależność zgłoszonego znaku towarowego do „rodziny” lub „serii” znaków towarowych, pozostałe znaki należące do tej rodziny lub serii muszą być na rynku obecne.

    Możliwe jest, by właściciel zarejestrowanego znaku towarowego mógł do celów wykazania jego używania w rozumieniu tego przepisu powoływać się na jego używanie w postaci różniącej się od postaci, w jakiej znak ten został zarejestrowany, pod warunkiem że różnice między tymi dwiema postaciami nie zmieniają charakteru odróżniającego tego znaku, i to niezależnie od faktu, że ta odmienna postać również została zarejestrowana jako znak towarowy.

    Trybunał uznał więc, iż dochodzenie praw w oparciu o "rodzinę" znaków jest możliwe, jeżeli wszystkie jej elementy są dostępne na rynku i kojarzone jako ta "rodzina" przez konsumentów.

    czwartek, 25 październik 2012 12:00

    Gadżet Google jak dla Bonda

    Po tym, jak Sony i Motorola opracowały projekty zegarków zwanych smartwach, wyposażone w bardzo zaawansowane funkcje, przyszedł czas na Google. Opatentowane 2 października 2012 r. urządzenie trudno nazwać zwykłym zegarkiem. Od konkurencyjnych produktów różni się przede wszystkim tym, iż nie stanowi nieruchomej, kwadratowej lub okrągłej bryły. Innowacja smartwach od Google ma przejawiać się w przezroczystym, dotykowym ekranie, który będzie się otwierać na wzór kompasu. Dzięki takiemu zabiegowi moglibyśmy „skanować” otaczający nas świat, a co się z tym wiąże – uzyskiwać informacje o interesujących nas obiektach. Jest to rozszerzenie funkcji pod nazwą Googles, która polega na zrobieniu zdjęcia interesującego nas przedmiotu lub budowli, a następnie otrzymaniu informacji na ich temat.

    Nowo opatentowany smartwach Google nie będzie jednak w pełni samodzielnym urządzeniem. Do działania potrzebować będzie smartfona, z którym będzie bezprzewodowo połączony. Dlatego też, mimo wspomnianych innowacji, powyższy gadżet będzie oferować funkcje, takie jak wyświetlanie różnego rodzaju powiadomień, na przykład SMS, połączenia nieodebrane, e-mail, a także wpisy w kalendarzu.

    W przypadku nowego patentu Google trudno uniknąć skojarzenia z gadżetami Agenta 007. Od początku filmowej kariery Bond używał niezwykłych zegarków, które zdecydowanie ułatwiały mu życie. Po wprowadzeniu do sprzedaży takich urządzeń jak smartwatch od Google każdy z nas będzie mógł z nich korzystać w codziennym życiu. Coś, co dotychczas było dostępne tylko w filmach, teraz trafi do powszechnego użycia, może z wyjątkiem funkcji wysadzania wrogów w powietrze.

    wtorek, 23 październik 2012 12:00

    Sony patentuje kontroler zmieniający temperaturę

    W październiku 2012 r. koncern Sony zgłosił patent nowego kontrolera, który miałby dawać użytkownikowi możliwość odczuwania różnych temperatur i tym samym zaangażować więcej zmysłów w granie. Urządzenie miałoby również wymiar praktyczny – mogłoby chłodzić rozgrzane i spocone ręce gracza.

    Tytuł złożonego wniosku „Temprature Feedback Motion Contoller” oraz ilustracja dołączona do patentu przypominająca wcześniejszy kontroler PlayStation Move wskazuje, że chodzi o kontroler ruchowy. Nie podano dokładnego sposób działania urządzenia, ale rysunki przedstawiają kilka projektów kontrolera z rożnymi rodzajami obudów odpowiedzialnymi za zmianę temperatury. Co więcej, kontroler miałby być wyposażony w diody zmieniające kolory w zależności od temperatury – czerwony dla gorąca, żółty dla ciepła, niebieski dla zimna itd. Planowana jest również instalacja małego wentylatora wydmuchującego zimne lub ciepłe powietrze. Koncern Sony dodaje także, że nie musiałby to być nawet nowy kontroler, a jedynie wystarczyłaby przystawka do starego.

    Wątpliwości może budzić szybkość działania urządzenia i jego możliwość bezpośredniego przeniesienia wrażeń z gry. Nie jest to również pierwszy pomysł, mający wzmocnić wrażenia płynące z gry. Twórcy pracowali już nad przystawkami emitującymi zapachy, których nawet stworzono prototyp.

    Produkująca cukierki „michałki” spółka Śnieżka-Invest pozwała konkurencyjną spółkę Hanka i w październiku 2012 r. finalnie zwyciężyła w sporze. Przedmiotem sprawy było używanie opakowań podobnych do tych wykorzystywanych przez Śnieżka-Invest oraz naruszanie praw do znaku towarowego ”michałki z Hanki” przez pozwaną spółkę.

    16 października 2012 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu oddalił wyrokiem apelację spółki Hanka od wyroku Sądu Okręgowego w Legnicy z 4 czerwca bieżącego roku.

    W wyroku sąd zobowiązał spółkę do zaprzestania wprowadzania do obrotu i wycofania znajdujących się w nim cukierków czekoladowych w opakowaniach w kolorze srebrno-zielono-niebieskim, na które nakładane są oznaczenia słowne „michałki" oraz „Hanka". W szczególności chodzi o cukierki czekoladowe w opakowaniach zawierających oznaczenie „Tradycyjne michałki Hanka od 1923".

    Receptura, na bazie której Śnieżka-Invest produkuje „michałki” oraz nazwa cukierka pochodzą jeszcze z lat 60-tych ubiegłego wieku.

    Wygrany proces umożliwi Śnieżka-Invest zagwarantowania jakości cukierków „michałki” oraz dalszy rozwój nie tylko na rynku polskim. Dzięki prowadzonym przez spółkę proeksportowym działaniom, jej wyroby zyskują na rozpoznawalności, także poza granicami kraju. Według informacji przekazanych przez Śnieżka-Invest, cukierki „michałki” dostępne są już na rynku rumuńskim, słowackim, niemieckim, angielskim i amerykańskim. W poszerzeniu grona odbiorców mają pomóc również starania spółki o wsparcie ze strony Unii Europejskiej oraz opracowanie odpowiednich strategii pozwalających wejść na nowe rynki. W zwalczaniu podróbek cukierków pomoże spółce również wygrana sprawa. Ochrona znaku towarowego powinna być dla przedsiębiorców jedną z najważniejszych spraw w prowadzeniu działalności.

    piątek, 19 październik 2012 12:00

    Fioletowa czekolada tylko dla Cadbury

    W październiku 2012 r. brytyjski Sąd Najwyższy wydał wyrok w ciekawej sprawie dotyczącej ochrony konkretnego koloru jako znaku towarowego. Światowej rangi producent artykułów spożywczych, spółka Nestle, złożyła sprzeciw przeciwko rejestracji odcienia fioletu Pantone 2685C na rzecz jej konkurenta, spółki Cadbury. Jako powód podała twierdzenie, iż kolor nie może być chroniony jako znak towarowy. Przedsiębiorstwo złożyło pozew do sądu w Londynie przeciwko Cadbury. Przedmiotem sporu było również to, że wniosek o rejestrację znaku towarowego Cadbury był mało precyzyjny, w związku z czym nie wiadomo było, czy odnosi się tylko i wyłącznie do czekolady, czy też do innych rodzajów słodyczy, które Cadbury również produkuje i oferuje w fioletowych opakowaniach, jak na przykład ciastka.

    W ten sposób Nestle chciało zapobiec ograniczeniu w swobodzie wyboru koloru opakowań dla produktów innych niż czekolada. Przykładowo, spółka oferuje ciastka Quality Street w purpurowych opakowaniach.

    Prowadzący sprawę sędzia Colin Birss negatywnie odniósł się do argumentów Nestle i wydając wyrok bez precedensu, uznał iż tylko Cadbury ma prawo do używania fioletowego opakowania dla swojej czekolady. Stwierdził, że zgromadzone dowody w sposób jasny ukazują powiązanie Cadbury z opakowaniami koloru fioletowego od 1914 roku, co stanowi znak rozpoznawczy koncernu od prawie 100 lat. Dodatkowo, sędzia uznał możliwość używania przez inne przedsiębiorstwa koloru fioletowego w opakowaniach innego rodzaju słodyczy niż czekolada, na przykład ciastek. Orzeczenie to oznacza, że Cadbury posiada wyłączne prawa do korzystania z opakowań w odcieniu Pantone 2685C dla mlecznej czekolady w batonikach i pastylkach, czekolady mlecznej do jedzenia, czekolady do picia i preparatów do produkcji czekolady pitnej.

    Sprawa jest o tyle interesująca, iż obie strony, pomimo dzielącego je konfliktu, są usatysfakcjonowane wyrokiem. Nestle zadowala się tym, iż może używać koloru fioletowego dla swoich produktów innych niż czekolada, a Cadbury z możliwości zarejestrowania charakterystycznego znaku towarowego w postaci odcienia fioletu dla czekolady. Taki wyrok zapewnił spółce z koncernu Kraft Foods możliwość skutecznej ochrony tradycyjnego, fioletowego opakowania czekolady.

    Rejestracja znaków towarowych w postaci koloru jest rzadko spotykana i stanowi potężne narzędzie w walce o zapobieganie rozmyciu odróżniającego charakteru koloru jako marki, w szczególności poprzez używanie podobnych opakowań. Cadbury udało się uzyskać rejestrację poprzez zapewnienie przekonywujących dowodów długotrwałego stosowania koloru i wysokiego poziomu skojarzenia koloru z Cadbury i produktami oferowanymi przez spółkę.

    czwartek, 18 październik 2012 12:00

    Kluczowa wartość przedmiotu sporu

    17 października 2012 r. Sad Najwyższy wydał orzeczenie zawierające tezę, iż strona powinna konkretnie wskazać w pozwie wartość przedmiotu sporu. W innym przypadku pismo to zostanie zwrócone stronie.

    Przedmiotem sporu w sprawie był zachowek w kwocie, która miała zostać określona w trakcie postępowania. Jednocześnie powód wniósł o ustalenie opłaty od pozwu w wysokości 1000 złhttp://prawonapatent.eu/wp-admin/post.php?post=340&action=edit, którą od razu uiścił.

    Sąd wezwał pełnomocnika powoda do podania wartości przedmiotu sporu. Pełnomocnik wskazał, iż kwota ta „może ona wynosić 200 000 zł”. Sąd przekazał sprawę wyższej instancji, ponieważ kwota ta przekracza 75 000 zł. Sąd okręgowy zarządził jednak zwrot pozwu, wskazując, że powód nie określił roszczenia w sposób umożliwiający orzekanie. Gdyby uznać, że dochodzona pozwem jest kwota 200 000 zł, nie uiszczono należnej od niej opłaty. W międzyczasie powód złożył w sądzie pismo, w którym ograniczył żądanie do kwoty 20 000 zł. Sprawą zajął się sąd rejonowy, jednak druga strona wniosła w tym samym czasie zarzut przedawnienia roszczeń, a sąd oddalił powództwo o zachowek. Co prawda, przed upływem terminu przedawnienia wniesiono pozew, ale został on zwrócony, czyli nie wywołał skutków prawnych, w tym przerwania biegu przedawnienia.

    Sąd wskazał, że zgodnie z art. 1302 § 2 kodeksu postępowania cywilnego można uzupełnić brakującą opłatę w ciągu tygodnia od doręczenia zarządzenia o zwrocie pisma.
    W wyniku apelacji sąd okręgowy przedstawił Sądowi Najwyższemu zagadnienie prawne, jak interpretować powyższy przepis.
    Sąd Najwyższy odmówił podjęcia uchwały. Wyjaśnił, że w każdym piśmie należy podać wartość przedmiotu sporu, jeżeli od niej zależy właściwość rzeczowa sądu, wysokość opłaty lub dopuszczalność środka odwoławczego, a przedmiotem sprawy nie jest oznaczona kwota pieniężna. Pozew został więc zwrócony w wyniku niespełnienia podstawowych wymagań pisma, mimo wezwania do usunięcia braków.

    Oznaczając wartość przedmiotu sporu, należy więc porządnie się najpierw zastanowić, jaka jest jej realna wysokość.

    środa, 17 październik 2012 12:00

    Apple znowu oszukuje

    Apple po raz kolejny, po aferze skopiowania wzoru zegara szwajcarskich linii kolejowych, pokazał hipokryzję swoich działań. Spółka jest szeroko znana z wytaczania mnóstwa procesów o naruszenie jej własności intelektualnej i przemysłowej. Sama jednak również nie stroni od nielegalnego wykorzystywania nie swojej własności.

    Szwedzka fotograf, Sabine Liewald, pozwała w październiku 2012 r. Apple, zarzucając firmie nielegalne wykorzystanie zdjęcia przedstawiającego damskie oko w mocnym, kolorowym makijażu. Jest to motyw graficzny zastosowany w reklamie wyświetlaczy Retina, przedstawiony na tym wyświetlaczu, który ma sugerować świetną jakość wyświetlacza oraz jego możliwości graficzne.

    Liewald twierdzi, że faktycznie wyraziła wobec Apple zgodę na wykorzystanie grafiki, ale tylko w celu przeprowadzenia testów wyglądu reklamy. Mimo to, po zakończeniu testów, bez informowania autorki zdjęcia, firma wykorzystała zdjęcie Szwedki w materiałach reklamowych, przedstawionych też na konferencji prasowej.

    Na skutek tych naruszeń fotograf pozwała Apple do sądu, domagając się nie tylko pokrycia strat wynikających z naruszenia praw autorskich, ale i części zysków, które koncern zarobił na skutek reklamy nowego produktu.

    Ministerstwo Gospodarki przedstawiło w październiku 2012 r. propozycje, które chciałoby uwzględnić w założeniach do projektu nowelizacji ustawy – Prawo własności przemysłowej. Jedną z propozycji jest uwzględnienie w przepisach tak zwanego listu zgody. Jest on formą wyrażenia zgody właściciela znaku towarowego na rejestrację na rzecz innego podmiotu podobnego znaku towarowego. Obecnie na takie rozwiązania Urząd Patentowy nie wyraża zgody, nawet jeżeli pomiędzy przedsiębiorcami występują powiązania kapitałowe.

    Przykładowo, w 2011 roku Urząd Patentowy RP odmówił spółce Citigroup rejestracji znaku „Citi Handlowy” ze względu na wcześniejszy znak Citibank „Citibank Handlowy”. Urzędu nie przekonał nawet fakt, że spółki należą do jednej grupy kapitałowej i Citibank wyraził pisemną zgodę na rejestrację w formie listu zgody. Gdyby instytucja listu zgody była wtedy uregulowana ustawowo, Citibank prawdopodobnie uzyskałby rejestrację swojego znaku.

    Aktualne przepisy regulują tylko akceptację listów zgody przy kolizji ze znakiem już wygasłym.

    Jeszcze kilka lat temu urząd Patentowy honorował listy zgody również w innych przypadkach, pomimo luki w prawie, co zmieniło się obecnie na skutek orzecznictwa sądów administracyjnych, które zakwestionowały możliwość ich uwzględniania przy ocenie podobieństwa znaków. W rezultacie, urząd konsekwentnie odmawia rejestracji podobnych znaków, których właściciele doszli do porozumienia.

    Instytucja listu zgody wydaje się jednak przydatna w przypadku dużych spółek funkcjonujących na rynkach międzynarodowych. Zazwyczaj centrale takich firm posiadają rejestracje znaków bazowych, które potem, po drobnej modyfikacji, mają być zarejestrowane na spółki-córki.

    Projekt Ministerstwa Gospodarki zakłada, że listy zgody będą uwzględniane nie tylko, kiedy zainteresowane przedsiębiorstwa będą kapitałowo powiązane między sobą. Wystarczy, że nie będzie zachodzić ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd czy też konflikt interesów.

    piątek, 12 październik 2012 12:00

    Prace nad prawem autorskim

    11 października 2012 r. kluby poselskie odrzuciły projekt dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady, którego celem są zmiany w systemie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, a także zmiany w udzielaniu licencji na udostępnianie utworów muzycznych w internecie na terytorium więcej niż jednego państwa.

    Sejm, wobec takiego stanowiska Parlamentu i Rady, wydał projekt uchwały, w którym stwierdził, iż projekt owej dyrektywy sprzeciwia się zasadzie pomocniczości, zgodnie z którą UE podejmuje działania tylko wtedy, gdy państwo samo nie może sobie poradzić z daną sytuacją. Dyrektywa ma na celu ingerencję w rozwiązania, które mogę być przeprowadzone samodzielnie przez państwa członkowskie.

    W związku z zaistniałą sytuacją kluby poselskie zgodnie poparły projekt sejmowej Komisji ds. UE. W odniesieniu do zmian w systemie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, posłowie jako kontrargumenty wobec projektu unijnej dyrektywy podali, iż Polska, jak i inne państwa członkowskie, może sama zorganizować system zbiorowego zarządzania na poziomie krajowym. Dodatkowo, wprowadzenie takiej dyrektywy mogłoby zakłócić gospodarkę RP, gdyż działające w Polsce organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi są zdecydowanie mniejsze niż analogiczne działające na Zachodzie.

    Jeżeli chodzi o zmiany w udzielaniu licencji na udostępnianie utworów muzycznych obejmujących kilka państw członkowskich, dyrektywa ma na celu rozwój systemu udzielana licencji do poziomu ponadnarodowego. UE w projekcie stwierdza, iż kłopoty z uzyskaniem licencji na udostępnienie utworów muzycznych na ternie kilku krajów członkowskich powoduje mniejsze rozpowszechnienie utworów, mniejsze zyski, a także związane z tym rozdrobnienie unijnego rynku usług muzycznych. Posłowie przyjmując pozycję przeciwną wobec takiego stanowiska UE, podali argumenty takie jak brak większych utrudnień wobec udzielania licencji wieloterytorialnych w Polsce, a także brak szczegółowego wyjaśnienia, w czym taka regulacja byłaby korzystniejsza na poziomie unijnym niż krajowym.

    © 2012-2017