Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    poniedziałek, 18 czerwiec 2012 12:00

    Brak ochrony dla zajączka Lindt

    Chocoladefabriken Lindt & Sprüngli AG wniosło 1 marca 2011 r. do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargę w sprawie C-98/11 P. Jej przedmiotem było zgłoszony do ochrony trójwymiarowy znak towarowy przedstawiający zająca z czekolady z czerwoną wstążeczką i zawieszonym na niej dzwoneczkiem.

    Urząd Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (OHIM) odmówił rejestracji wspólnotowego znaku towarowego ze względu na brak charakteru odróżniającego. Decyzja OHIM została utrzymana w mocy przez Sąd.

    Chocoladefabriken Lindt w skardze podniosło zarzuty błędnej oceny prawnej dokonanej przez OHIM, który oparł swoją ocenę powszechności występowania produktów w kształcie królika w okresie Wielkanocnym na przypuszczeniach. Rozstrzygnięciom zarzucono również niezgodność z zasadą jednolitego charakteru wspólnotowego znaku towarowego.

    24 maja 2012 r. Trybunał wydał orzeczenie, w którym podtrzymał stanowisko OHIM oraz sądu niższej instancji odmawiające prawa do rejestracji. W uzasadnieniu stwierdził, iż dokonując oceny charakteru odróżniającego znaku, o którego rejestrację wystąpiono, sąd prawidłowo ustalił, iż wizerunek zajączka w okresie Wielkanocy jest powszechny, przez co nie ma on charakteru odróżniającego, a więc nie ma podstaw do rejestracji znaku. Według Trybunału niższa instancja dokonała również poprawnej analizy każdego z trzech elementów znaku, o którego rejestrację wystąpiono: kształtu siedzącego zająca, pozłacanej folii, w którą jest owinięty zając z czekolady oraz czerwonej, plisowanej wstążeczki, na której zawieszono dzwoneczek.

    piątek, 23 marzec 2012 12:00

    Licencja na kibiców

    Jeżeli chcą transmitować mecze rozgrywane podczas czerwcowego EURO 2012, właściciele pubów i restauracji muszą postarać się o uzyskanie licencji, która na to pozwala. Wydaje ją Europejska Federacja Piłki Nożnej (UEFA). Koszt takiej licencji to od 17 do 33 euro za metr kwadratowy ekranu lub telebimu, na którym wyświetlane będą mecze. Licencję taką można otrzymać w ciągu dwóch – trzech tygodni, zaś zgłaszać się po jej uzyskanie można do 18 maja. Lokal, który nie zaopatrzy się w licencję UEFA, nie będzie mógł prowadzić przekazu telewizyjnego meczów EURO.

    W marcu bieżącego roku we Francji zapadł wyrok w sądzie pierwszej instancji w procesie między Fundacją Le Corbusier, spadkobiercą słynnego projektanta mebli, Charles-Édouarda Jeanneret, znanego jako Le Corbusier a portalem internetowym Getty Images, zajmującym się prezentacją i sprzedażą zdjęć, czyli tak zwaną fotografią stockową. Spór dotyczy możliwości publikowania i czerpania korzyści finansowych z wykorzystywania kanap i foteli chronionych prawem autorskim na zdjęciach oferowanych na portalu, bowiem na niektórych zdjęciach wprowadzonych do obrotu przez Getty Images pojawiły się meble z kolekcji Le Corbusier. Właściciel portalu ani nie zamieścił w związku z tymi zdjęciami informacji, komu przysługują prawa autorskie do sportretowanych kanap, ani też nie poprosił Fundacji Le Corbusier o zgodę na wykonanie i sprzedaż zdjęć.

    Powód argumentował, iż tak samo jak konieczna jest zgoda osób, których wizerunek został uwidoczniony na zdjęciach, tak fotograf powinien uzyskać zgodę podmiotu, któremu przysługują prawa autorskie do sfotografowanych dzieł sztuki. Francuski sąd wydał przełomowe orzeczenie stwierdzając, że tak samo, jak w przypadku sprzedaży zdjęć przedstawiających osoby, fotografowie muszą najpierw zdobyć zgodę właścicieli praw autorskich przedmiotów zamieszczonych w ich pracy, aby móc czerpać korzyści majątkowe z tych prac, w tym poprzez wprowadzanie ich do obrotu. Ponadto, stwierdzono naruszenie przez Getty Images praw autorskich należących do spadkobiercy projektantów Le Corbusier.

    Getty Images wysłało już do swoich użytkowników listę obiektów, których fotografie nie mogą być oferowane na portalu ze względu na ochronę praw autorskich. Właściciel portalu postanowił odwołać się jednak do sądu wyższej instancji. Wydaje się to być słusznym działaniem, ponieważ w związku z cała sprawą nasuwa się wrażenie, iż takie postrzeganie praw autorskich do dzieł sztuki narusza samą istotę tych dzieł, których celem jest upiększanie rzeczywistości, a takiemu właśnie celowi służy rozpowszechnianie ich wizerunku.

    sobota, 17 marzec 2012 12:00

    Patentowa wojna gigantów

    12 marca 2012 r. właściciel najpopularniejszego na świecie portalu społecznościowego, Facebook Inc., został pozwany za naruszenie patentów przez Yahoo! Inc., spółkę zarządzającą największym w USA portalem internetowym. Naruszone zdaniem powoda patenty dotyczą spraw kluczowych dla funkcjonowania strony internetowej, internetowych reklam, dzielenia się informacją i ochrony prywatności.

    Zdaniem Yahoo!, Facebook bezprawnie wykorzystuje mechanizmy służące "zbudowaniu skutecznej strony internetowej" na swoim portalu. W złożonym do są du federalnegow San Jose, stan Kalifornia, pozwie Yahoo! domaga się zakazu używania przez Facebooka 10 patentów, a ponadto wypłaty potrójnego odszkodowania. Spółka twierdzi, że cały system, na którym bazuje Facebook, zaczerpnięty został z technologii sieci społecznościowej opatentowanej przez Yahoo!. Jak utrzymuje, Facebook Inc. powinna zdobyć licencje na technologie, które każdego miesiąca zapewniają ponad 700 milionów odwiedzin.

    Oskarżenia te mogą być słuszne. Facebook Inc. ma zaledwie 56 patentów i 410 złożonych wniosków, podczas gdy Yahoo! Inc. ma ponad 1000 patentów. Wielu ekspertów podkreśla, iż ze wszystkich internetowych portali komunikacyjnych i społecznościowych, Yahoo! ma najbardziej wartościowe portfolio patentowe. Odrębną kwestią pozostaje fakt, iż coraz częściej prawo patentowe służy do sądowej walki z konkurencją w celu jej wyniszczenia. W zeszłym roku Facebook zdetronizował bowiem Yahoo!, zajmując pierwsze miejsce na amerykańskim rynku reklamy graficznej. Sprawa jest też o tyle kontrowersyjna, iż obie spółki były do tej pory wieloletnimi partnerami biznesowymi.

    wtorek, 13 marzec 2012 12:00

    Prawa autorskie do "Ojca chrzestnego"

    12 marca 2012 r. Anthony Puzo, syn twórcy legendarnego „Ojca Chrzestnego” Mario Puzio, skierował do do sądu federalnego na Manhattanie pozew przeciwko studiu filmowemu Paramount Pictures, należącemu do grupy medialnej Viacom. Jego zdaniem, umowa zawarta w 1969 r. pomiędzy jego ojcem a studiem Paramount została obecnie zinterpretowana w taki sposób, że Paramount Pictures odjęło z jego praw autorskich ponad 10 mln dolarów. Jest to poniekąd odpowiedź na pozew skierowany w lutym 2012 r. do Sądu Okręgowego USA dla Południowego Okręgu Nowego Jorku (Manhattanu) przez hollywoodzkie studio Paramount Pictures przeciwko synowi i spadkobiercy autora powieści „Ojciec Chrzestny” Mario Puzo – Anthony'ego, aby uniemożliwić mu publikację kolejnej książki z tej serii, która nie została autoryzowana przez studio. Anthony Puzo odpowiedział kontrpozwem, domagając się unieważnienia uprawnień wytwórni filmowej wynikających z umowy między Paramount Pictures a jego ojcem i przyznania mu odszkodowania. Twierdzi on, że Paramount ingeruje w umowę wydawniczą oraz że złamało postanowienia porozumienia w sprawie praw autorskich zawartego w 1969 r. z Mario Puzo. Syn słynnego autora podnosi, że w porozumieniu tym wyłączono prawo do publikacji książek, o którym powinien decydować jego zdaniem wyłącznie sam autor lub jego spadkobiercy. Po śmierci Mario Puzo Paramount Pictures udzieliło zgody na wydanie jednej kontynuacji pt. „Godfather returns”. Obecnie fundacja majątku Puzo wydała jednak kolejną część pt. „Godfather's Revenge”, co stało się przedmiotem sporu między wytwórnią a spadkobiercą pisarza.
    Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, oddalając skargę spółki Citigroup Inc. Corporation na decyzję Urzędu Patentowego RP orzekł, iż powiązania pomiędzy podmiotami nie mogą stanowić podstawy do rejestracji bardzo podobnych oznaczeń na rzecz różnych przedsiębiorców (sygn. akt VI SA/Wa 723/11). Urząd Patentowy zarejestrował w 2007 r. znak towarowy „Citibank Handlowy na rzecz amerykańskiej spółki Citibank N.A. W późniejszym czasie Citigroup Inc. Corporation, w której jedynym udziałowcem jest Citibank N.A., wystąpiła do Urzędu Patentowego o rejestrację słownego znaku towarowego „Citi Handlowy” dla usług bankowych (w tym bankowości internetowej), przedstawiając tak zwany list zgody spółki-matki Citibank N.A. dotyczący zgłoszenia znaku. Urząd odmówił jednak rejestracji, jako przeszkodę podając, iż istnieje wcześniejsze prawo ochronne na znak „Citibank Handlowy”. Zgodnie bowiem z art. 132 ustawy – Prawo własności przemysłowej nie udziela się prawa ochronnego na znak towarowy dla towarów identycznych lub podobnych, jeżeli jest on identyczny lub podobny do znaku zarejestrowanego z wcześniejszym pierwszeństwem. To samo dotyczy sytuacji, gdy istnieje ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd. W ocenie Urzędu takie podobieństwo miało miejsce. Zdaniem Citigroup Inc., rejestrowanie podobnych znaków przez podmioty ściśle ze sobą powiązane nie stwarza ryzyka konfuzji. Kontrargumentem Urzędu był fakt, iż instytucja listów zgody nie została zaimplementowana do prawa polskiego, zaś same listy nie eliminują ryzyka wprowadzenia w błąd odbiorców. Stanowisko drugiej ze stron zostało poparte przez WSA. W opinii sądu Urząd Patentowy dokonał prawidłowej oceny materiału dowodowego oraz prawidłowo ustalił podobieństwo znaków. Listy zgody mogą być co najwyżej materiałem dowodowym w sprawie, ale nie wiążą Urzędu.

    Z wydanego 16 lutego 2012 r. wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-360/10 wynika, że operator sieci społecznościowej online nie może zostać zobowiązany do wprowadzenia ogólnego systemu filtrowania obejmującego wszystkich jego użytkowników w celu zapobieżenia bezprawnemu używaniu utworów muzycznych i audiowizualnych. W sporze tym po jednej stronie stała belgijska organizacja SABAM, a po drugiej spółka Netlog NV świadcząca usługi drogą elektroniczną. SABAM jest spółką reprezentującą autorów, kompozytorów i wydawców utworów muzycznych i zarządzającą ich prawami. Zdaniem SABAM, obsługiwana przez Netlog sieć społecznościowa umożliwia wszystkim jej użytkownikom korzystanie za pośrednictwem swojego profilu z utworów muzycznych i audiowizualnych z repertuaru SABAM, poprzez udostępnianie tych utworów publiczności w taki sposób, że inni użytkownicy wspomnianej sieci mogą mieć do nich dostęp, przy czym następuje to bez zgody SABAM, zaś Netlog nie uiszcza za to żadnej opłaty.

    Belgijski sąd krajowy zadał Trybunałowi pytanie w trybie prejudycjalnym, czy prawo Unii stoi na przeszkodzie skierowanemu przez sąd krajowy do podmiotu świadczącego usługi hostingowe, takiego jak operator sieci społecznościowej online, nakazowi wprowadzenia systemu filtrowania informacji przechowywanych na serwerach przez użytkowników tych usług, mającego zastosowanie bez rozróżnienia w stosunku do wszystkich użytkowników, w celach zapobiegawczych, na swój wyłączny koszt oraz bez ograniczenia w czasie.

    Trybunał stwierdził, że wprowadzenie ogólnego systemu filtrowania naruszałby zakaz nakładania na takiego usługodawcę ogólnego obowiązku nadzoru oraz wymóg zapewnienia odpowiedniej równowagi pomiędzy ochroną prawa autorskiego a wolnością prowadzenia działalności gospodarczej, prawem do ochrony danych osobowych oraz wolnością przekazu i otrzymywania informacji.

    Podniesione w orzeczeniu kwestie wydają się szczególnie aktualne w związku z trwającą dyskusją na temat projektu legislacyjnego, jaki stanowi porozumienie ACTA.

    2 lutego 2012 r. przed Sądem Rejonowym dla Wrocławia-Śródmieście zapadł wyrok w I instancji w sprawie o zapłatę z powództwa portalu nk.pl przeciwko Skarbowi Państwa, a konkretnie Komendantowi Wojewódzkiemu Policji we Wrocławiu (sygn. IX Nc 1850/11). Sprawa dotyczyła kwestii, czy organy ścigania mają prawo żądać od profesjonalnych prywatnych podmiotów, aby te dostarczały informacje lub przygotowywały opracowania na potrzeby postępowań prowadzonych przez policję nieodpłatnie.

    Powództwo dotyczyło faktu, iż portal nk.pl na wniosek organów ścigania, w tym Policji, wyszukuje, przygotowuje, opracowuje i udostępnia fragmentaryczne informacje znajdujące się w jego bazie danych, przykładowo dotyczących sieci kontaktów. Odbywa się to na podstawie art. 18 ust. 6 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, który stanowi, że usługodawca (tu konkretnie nk.pl) udziela informacji o danych (…) organom państwa na potrzeby prowadzonych przez nie postępowań. Ustawa nie rozpatruje w ogóle kwestii odpłatności za takie usługi. Przepisy mówiące o tym, że niektóre dane dostarczane są Policji bezpłatnie albo na koszt przedsiębiorcy dotyczą wyłącznie przedsiębiorców telekomunikacyjnych. Portal, po wykonaniu takiej usługi na zlecenie Policji, wystawiał Policji fakturę na kwotę równą zwrotowi kosztów. Żadna z przedstawionych faktur nie została przez organy ścigania uregulowana.

    Gdyby orzeczenie to utrzymałoby się w mocy, możliwe, że legislatorzy będą chcieli wprowadzić przepisy, które przesądzą o tym, że dane mają być przekazywane na koszt świadczących usługi drogą elektroniczną.

    Stop Online Piracy Act (SOPA) to kontrowersyjny projekt ustawy w Stanach Zjednoczonych, który pozwalałby Departamentowi Sprawiedliwości i właścicielom praw autorskich na wnoszenie o nakaz sądowy przeciwko właścicielom stron internetowych oskarżonym o łamanie lub zezwalanie na łamanie praw autorskich.

    Projekt, w imię ochrony praw autorskich, wprowadza cenzurę Internetu i utrudnia dostęp do niektórych jego treści. Jego autorzy chcą umożliwić sądom zamykanie serwisów internetowych umożliwiających dostęp do nielegalnie rozprzestrzenianych filmów, utworów muzycznych czy programów komputerowych. Możliwe byłoby też blokowanie stron zagranicznych na terenie USA. SOPA ma duże poparcie komisji sądowniczej Izby Reprezentantów i organizacji działających w zakresie prawa autorskiego. Przeciwnikami SOPA są nie tylko obywatele, ale i właściciele największych portali internetowych, takich jak Facebook, eBAY czy Yahoo. Biały Dom, który przez długi czas nie zajmował stanowiska w sprawie SOPA, 14 stycznia wyraził swoje zaniepokojenie kontrowersyjną ustawą. Spotkało się to z zaskoczeniem autorów projektu ustawy, którzy liczyli na poparcie Białego Domu. Po pierwsze dlatego, że USA jest bardzo dużym eksporterem dóbr własności intelektualnej, w związku z czym spodziewano się, że prezydent będzie chciał bronić tych dóbr nawet poprzez ograniczenie wolności obywatelskich. Po drugie, Biały Dom poparł już wcześniej równie kontrowersyjne porozumienie ACTA.

    Wspomniane ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) jest międzynarodowym porozumieniem dotyczącym walki z naruszeniami własności intelektualnej. W październiku 2007 r. Stany Zjednoczone, państwa Wspólnoty Europejskiej, Japonia orz Szwajcaria ogłosiły rozpoczęcie negocjacji w sprawie ACTA. Wkrótce dołączyły do nich inne kraje, między innymi Australia, Kanada i Korea Południowa. Polski rząd nie zajął stanowiska w sprawie projektu owego porozumienia. Eksperci uważają jednak, że ACTA stanowi powielanie przepisów o ochronie własności intelektualnej, które kraje rozwinięte przyjęły już jako swoje prawo wewnętrzne w latach poprzednich. Istnieją też obawy, że wejście w życie ACTA, podobnie jak SOPA, umożliwi cenzurę Internetu.

    czwartek, 05 styczeń 2012 12:00

    Zmiany w przepisach dotyczących reklamy aptek

    Od 1 stycznia 2012 r. weszły w życie zmiany ustawy z dnia 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne (Dz. U. z 2001 r., Nr 126, poz. 1381, z późn, zm.) dotyczące reklamowania aptek. Dotychczas zakazana była jedynie taka reklama aptek kierowana do publicznej wiadomości, która bezpośrednio odnosiła się do produktów objętych refundacją NFZ. Zgodnie z nowym brzmieniem art. 94a ust. 1 tej ustawy, całkowicie zabroniona jest reklama aptek oraz ich działalności. Wprowadzenie zakazu reklamowania aptek oznacza nie tylko zakaz reklamowania leków refundowanych, ale również leków dostępnych bez recepty, suplementów diety czy nawet kosmetyków, jeżeli sprzedawane są one na terenie apteki. Jednocześnie, te same produkty mogą być reklamowane przez sklepy czy supermarkety. W związku z tym, wydaje się uzasadniona opinia, iż zakaz reklamy aptek jest niekonstytucyjny, gdyż stanowi ograniczenie swobody działalności gospodarczej nieuzasadnione ważnym interesem publicznym, a także nieuzasadnione ograniczenie konkurencyjności. Istnieje również prawdopodobieństwo, iż nowo wprowadzony zakaz spowoduje wzrost ceny leków w aptekach, którego źródłem będzie brak możliwości przyciągania klientów przez apteki. Znowelizowanie przepisów ustawy Prawo farmaceutyczne nie oznacza jednak wprowadzenia całkowitego zakazu stosowania jakichkolwiek komunikatów dotyczących aptek. Za reklamę, o której mówi ustawa, nie może być uważana informacja o aptece. Nie istnieje jednak jasne rozgraniczenie, co jest jeszcze informacją, a co już reklamą, w związku z czym trudno z niezachwianą pewnością odpowiedzieć na pytanie, jaka informacja na pewno nie będzie naruszać przepisów znowelizowanej ustawy. Wydaje się więc, że najprawdopodobniej właściciele aptek dążyć będą do obejścia zakazów zawartych od 1 stycznia 2012 r. w dotyczącej ich ustawie.