Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
poniedziałek, 13 sierpień 2012 13:47

Zdjęcia na portalach społecznościowych

Po udanym wyjeździe wakacyjnym wiele osób umieszcza w serwisach społecznościowych, takich jak Facebook, zdjęcia uwieczniające miło spędzony czas. Często znajdują się na nich także osoby postronne czy znajomi fotografującego.

Przed publikacją ogólnie dostępnych zdjęć należy się najpierw zastanowić, czy nie naruszamy tym sposobem praw innych osób.

Przede wszystkim, publikując zdjęcie przedstawiające inne osoby, niż osoba publikująca zdjęcie, można naruszyć dobra osobiste takich osób. Zazwyczaj, wgrywając dane zdjęcie na portal społecznościowy, mało kto pyta o zgodę na taką publikację osoby obecne na zdjęciu. Poprzez publikację fotografii, na którą osoby przedstawione na zdjęciu, które nie są wyłącznie elementem mało widocznego tła czy tłumu, można naruszyć prawo do wizerunku, które przysługuje każdemu. Co więcej, publikując bez zgody tej osoby zdjęcie, które przedstawia ją w sytuacji, która może wpłynąć na jej niekorzystny wizerunek (na przykład spożywającej alkohol), można naruszyć jej dobra osobiste. W każdym takim przypadku dana osoba może przed sądem domagać się zaprzestania naruszeń swoich praw oraz zadośćuczynienia.

Dodatkowo, należy też zwrócić uwagę na prawa autorskie do zdjęć. W kwestii publikacji fotografii na portalach społecznościowych należy przyjrzeć się dwóm aspektom. Pierwszy ma związek z publikacją cudzych zdjęć i przedstawiania ich jako własnych. W taki sposób naruszane sa prawa autorskie rzeczywistego fotografa. Również za takie działania grozić może odpowiedzialność przed sądem. Drugą kwestią pozostaje możliwość automatycznego przekazania praw autorskich do opublikowanych zdjęć właścicielom portalu społecznościowego. Często niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale takie praktyki stosuje na przykład najbardziej popularny portal społecznościowy, Facebook. Publikując na Facebooku swoje zdjęcia, wyrażamy zgodę na przejście praw autorskich do nich na Facebook Inc.

Udostępniając publicznie swoje zdjęcia również my możemy paść ofiarą naruszenia przez inny podmiot praw autorskich do nich. Taka sytuacja miała na przykład miejsce w przypadku młodej Amerykanki, prowadzącej blog youthoughtwewouldntnotice.com. Jej nieznacznie zmodyfikowane zdjęcie opublikowane na blogu posłużyło jako nadruk na koszulkach produkowanych przez polską spółkę LPP, właściciela marki Reserved. Spółka przeprosiła blogerkę i zaproponowała jej zadośćuczynienie.

piątek, 10 sierpień 2012 10:30

Apple oskarża konkurenta

Od początku sierpnia w jednym z kalifornijskich sądów toczy się proces pomiędzy dwoma gigantami technicznymi – spółkami Apple i Samsung. Przedmiotem sporu są rzekome naruszenia patentów Apple przez jej konkurenta. Zdaniem powódki, koreańska spółka naruszyła między innymi interfejs iPhone'a i iPada oraz sposób, w jaki ekran dotykowy reaguje na gesty jego użytkownika, a także aplikację, która pozwala na słuchanie muzyki w tle podczas korzystania z innych funkcji urządzenia. Co ciekawe, jednym z głównych zarzutów dotyczących naruszeń jest też naruszenie wzoru przemysłowego w postaci skopiowania przez Samsunga wyglądu tych dwóch urządzeń – charakterystycznych obłych krawędzi, stosowanych w produktach firmy Apple.

Spór toczy się o niebagatelną stawkę. Apple żąda od swojego konkurenta 2,5 miliarda dolarów odszkodowania. Ten jednak nie przyznaje się do skopiowania patentów ani do pozostałych zarzucanych mu naruszeń. W przypadku, gdyby sprawę wygrała spółka Apple, spór może się skończyć dla Samsunga nawet zakazem sprzedaży zaskarżonych urządzeń w USA, co prowadziłoby dla niego do gigantycznych strat.

Kwestie podobieństwa urządzeń oceniać ma ława przysięgłych. W sporze tym Samsung stoi na o tyle słabej pozyji, iż patenty należące do niego, o których twierdził, ze stanowią bazę oferowanych przez niego urządzeń, zostały w większości uznane za standardowe dla całej branży. Wydaje się jednak, że kwestią, na której najbardziej zależy Apple, jest jednak zabronienie wykorzystywania charakterystycznych zaokrąglonych kształtów urządzeń, kojarzących się globalnie z marką.

Prawnicy reprezentujący obie strony prognozują długotrwałe i zawiłe postępowanie, ponieważ procesy o naruszenie patentów wiążą się zazwyczaj z przeprowadzaniem specjalistycznych badań i analiz.

środa, 08 sierpień 2012 11:01

Sposoby na piractwo internetowe

Piractwo internetowe, czyli umieszczanie w sieci i ściąganie nielegalnie skopiowanych plików z muzyką, filmami czy książkami, stało się w ostatnich latach istną plagą, na którą najbardziej narzekają twórcy i wydawnictwa. Wydaje się, że z internetowymi piratami nie da się skutecznie walczyć, ale niektóre nadal niezrażone serwisy czy przedsiębiorstwa ciągle próbują.

Przykładem jest kooperacja wyszukiwarki Google i serwisu YouTube. Ta pierwsza dostarcza właścicielom praw autorskich do umieszczanych w YouTube filmów lub innych utworów mechanizmy, których zadaniem jest porównywanie dostępnych treści i usuwanie tych, które naruszają prawa autorskie.

Istnieje jednak druga strona problemu, w postaci braku dostępności niektórych treści w legalny sposób. Gdyby były one dostępne oficjalną drogą, być może część osób korzystających z nich obecnie nielegalnie zdecydowałaby się na ich zakup. Za przykład można tu podać serial "Gra o tron" nadawany przez stację HBO. Drugi sezon serialu dostępny był wyłącznie poprzez telewizję kablową stacji (pierwszy HBO udostępniała za opłatą w Internecie). Internauci sami wystosowali do HBO petycję w postaci strony internetowej "Take my money HBO!" o stworzenie platformy internetowej, na której za opłatą można by było oglądać o dowolnej porze seriale emitowane przez stację. Ta jednak odrzuciła pomysł.

Być może więc piractwo internetowe nie wynika tylko z nieuczciwości użytkowników Internetu, ale też z niedostosowania dystrybutorów i stacji telewizyjnych do potrzeb rozwiniętego i coraz bardziej przyzwyczajonych do treści dostępnych "na żądanie" odbiorców.

wtorek, 07 sierpień 2012 10:09

Ochrona praw autorskich w Internecie

Prywatne blogi czy strony internetowe to kopalnia oryginalnych pomysłów o często wartościowej treści. Problem w tym, że zawartość stron internetowych jest wykorzystywana bez wiedzy i - co najważniejsze - zgody ich autorów.

Przykładem może być spór blogera Michała Gąsiora z Erykiem Mistewiczem. Eryk Mistewicz, specjalizujący się w marketingu politycznym, opublikował artykuł Michała Gąsiora z jego bloga o tematyce reklamowej bez jego zgody w swoim kwartalniku.

Publicysta uważa, że tekst był listem do redakcji w odpowiedzi na jego artykuł, a zatem miał prawo go opublikować. Z kolei Gąsior utrzymuje, że wysyłał artykuł do innego magazynu („Forbes”), gdzie doszło do publikacji w sekcji "polemika do tekstu Eryka Mistewicza". Co więcej bloger nigdy nie udostępniał go Mistewiczowi i aktualnie rozważa dochodzenie swoich praw przed sądem.

Podobny problem z przywłaszczeniem praw autorskich spotkał właścicieli sklepu internetowego Smakprostoty.pl. Opisy produktów sprzedawanych na stronie sklepu można było znaleźć na stronach serwisów wnętrzarskich czy po prostu innych sprzedawców.

Mimo, że własność intelektualna powinna być chroniona również w Internecie, tylko nieliczni zareagowali na wezwania do zaprzestania naruszeń. W związku z tym właściciele sklepu Smakprostoty.pl postanowili zgłosić sprawę na policję i do prokuratury. Początek był obiecujący. Podstawy okazały się wystarczające do wszczęcia śledztwa i na przesłuchania wezwano administratorów kilkunastu serwisów naruszających prawa właścicieli Smakprostoty.pl.

Niestety do procesu nie doszło z powodu opinii biegłego, który stwierdził, że opisy na stronie Smakprostoty.pl były zbiorami wyrazów będących w powszechnym użyciu. W konsekwencji prokuratura umorzyła śledztwo.

Jednak właścicielom strony Smakprostoty.pl udało się odnieść mały sukces. Zawartość strony nie jest już kopiowana przez konkurencję czy inne osoby. Jak widać, brak ochrony treści internetowych w prawie autorskim często zmusza właścicieli do żmudnej i nie do końca zwycięskiej walki z naruszeniami.

poniedziałek, 06 sierpień 2012 14:56

Sądownictwo jeszcze bardziej on-line

1 sierpnia 2012 r. rozpoczęły działanie Internetowe Portale Orzeczeń prowadzone przez 11 Sądów Apelacyjnych. Jest to kolejny krok w kierunku cyfryzacji działań państwowych. Pod adresem http://orzeczenia.ms.gov.pl poszczególne sądy umieszczać będą swoje orzeczenia, również z zakresu prawa własności przemysłowej, obejmujące takie instytucje prawne, jak prawo ochronne na znak towarowy czy prawo z rejestracji wzoru przemysłowego. Będą tam również z pewnością orzeczenia w zakresie nieuczciwej konkurencji.

Minister Sprawiedliwości, Jarosław Gowin, twierdzi, że dzięki temu poprawi się w oczach obywateli wizerunek polskiego sądownictwa. Co więcej, większa dostępność orzecznictwa on-line zwiększy też według niego świadomość prawną obywateli, a także wiedzę o ich prawach oraz obowiązkach.

Powszechny dostęp on-line do orzeczeń sądów realizuje też konstytucyjne prawa dostępu do informacji publicznej oraz prawa do sądu. System wpłynie byc może również na poprawę jakości sądownictwa, ponieważ zwiększy świadomośc sędziów o ogólnodostępności i możliwości weryfikacji efektów ich działań.

Na portalach internetowych sądów nie będą dostępne jedynie wyroki dotyczące rozwodów oraz spraw o ubezwłasnowolnienie. Sprawy te uznano za zbyt prywatne, aby udostępniać je publicznie. Wszystkie dostępne on-line orzeczenia będą też w pełni zanonimizowane, co oznacza, że dane osobowe dotyczące stron sprawy zostaną usunięte. Dotyczy to równiez innych informacji umożliwiających zidentyfikowanie stron sprawy, takich jak na przykłąd nazwy przedsiebiorstw czy spółek.

piątek, 03 sierpień 2012 14:16

Zamieszanie w przepisach

Blogi kulinarne są bardzo popularne, ale ostatnio zrobiło się o nich głośno nie ze względu na prezentowane tam specjały, ale ze względu na naruszanie praw autorskich należących do ich autorów.

W lipcu jedna z blogerek, prowadząca bloga o nazwie White Plate odkryła, że w wydanej niedawno książce "Jedz pysznie...razem z dzieckiem" jej autorka wykorzystała w niezmodyfikowanej nawet formie przepisy z wielu blogów kulinarnych, między innymi właśnie z bloga White Plate. Autorka książki przepisała część przepisów w niej zawartych z różnych polskich blogów kulinarnych, nie dokonując nawet modyfikacji przepisów. Tego typu działania, polegające na naruszeniu cudzych praw autorskich noszą nazwę plagiatu.

Pojęcie to zostało wykształcone przez język prawniczy i nie jest zdefiniowane w żadnej z ustaw. Przyjmuje się jednak, że plagiatem jest przywłaszczenie sobie cudzych praw autorskich do utworu lub jego części. Takie działania stanowią naruszenie praw autorskich, które można ścigać zgodnie z przepisami prawa. W myśl ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, za naruszenie praw autorskich ich właściciel może żądać od naruszyciela między innymi zaniechania naruszeń (a więc w powyższym przypadku wstrzymanie sprzedaży książki), usunięcia skutków naruszenia, naprawienia szkody czy usunięcia skutków naruszeń.

Ustawa o prawie autorskim nie chroni wprost przepisów kulinarnych jako takich, ale podaje definicję utworu, czyli przedmiotu ochrony prawem autorskim. Według niej, utwór to każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Wydaje się więc, że przepis kulinarny także jest utworem, a wiec podlega ochronie prawnoautorskiej.

Autorka kontrowersyjnej książki, Małgorzata Makarowska, będąca z zawodu dietetykiem twierdzi, że umieściła w swojej książce przepisy często zasłyszane od jej klientów czy znajomych i nie zdawała sobie sprawy z tego, że przepisy te mogą naruszać czyjeś prawa. Sprzedaż książki została chwilowo wstrzymana.

czwartek, 02 sierpień 2012 13:44

Kiedy zginął Janusz Korczak?

Z racji trwającego Roku Korczakowskiego podniesiona została ostatnio kwestia praw autorskich do twórczości Janusza Korczaka. Pisarz zginął w 1942 r. w obozie w Treblince, towarzysząc tam swoim małym wychowankom. Postanowieniem z 30 listopada 1954 r. Sąd Rejonowy w Lublinie uznał jednak Janusza Korczaka (którego rzeczywiste nazwisko to Henryk Goldszmidt) za zmarłego 9 maja 1946 r. Taka data została przyjęta ze względu na obowiązujące wówczas przepisy w sprawie osób, które zmarły w czasie wojny w nieznanych okolicznościach.

Prawa autorskie w Polsce chronią utwory nimi objęte przez okres 70 lat od śmierci ich twórcy. Później ochrona wygasa, a z utworów trafiają do tzw. domeny publicznej i mogą korzystać z nich wszyscy. Prawa autorskie do utworów Korczaka przypadły Skarbowi Państwa, ponieważ wszyscy jego krewni zginęli w czasie wojny. Ten przekazał je w 2009 r. Instytutowi Książki, który obecnie może udzielać licencji na dzieła Korczaka. Wyrok z lat 50-tych kwestionuje jednak obecnie Fundacja Nowoczesna Polska, której działania dotyczą e-promocji lektur szkolnych. Wniosła ona do lubelskiego sądu o sprostowanie daty śmierci pisarza. Fundacja argumentuje, że nieprawdopodobnym jest, aby Korczak przeżył Treblinkę i zmarł dopiero w roku 1946. Teza ta jest jednak niepotwierdzona, ponieważ nie ma świadków śmierci pisarza. Najprawdopodobniej jednak został on zamordowany jeszcze tego samego dnia, którego przyjechał wraz z dziećmi do obozu w Treblince.

Zdaniem Fundacji, Instytut Książki chce jeszcze przez cztery lata ograniczać dostęp do utworów Korczaka. Jeżeli bowiem przyjąć fikcję sądową, prawa autorskie upływają z końcem 2016 r. Jeżeli zaś przyjąć bardziej prawdopodobne założenie o śmierci pisarza w roku 1942, prawa autorskie wygasną z końcem bieżącego roku.

W przypadku przyjęcia tego ostatniego rozwiązania, Instytut nie będzie mógł od przyszłego roku pobierać opłat licencyjnych za korzystanie z twórczości bohaterskiego pisarza. Jego dorobek stałby się bowiem powszechnie dostępny.

Nie tylko na polskim gruncie toczą się obecnie spory dotyczące e-booków i innych metod udostępniania innowacyjnych form książki. W USA pod ostrzałem autorów po raz kolejny znalazła się spółka Google. W 2004 r. Google ogłosił dalekosiężny plan zeskanowania milionów książek z bibliotek publicznych i uniwersyteckich, aby przedstawić ich fragmenty użytkownikom wyszukiwarki google.com. W odpowiedzi gildia amerykańskich autorów oraz amerykańskie stowarzyszenie fotografików złożyły przeciwko spółce pozew. 27 lipca 2012 r. Google wniósł do amerykańskiego sądu o jego odrzucenie. Spółka twierdzi, że program skanowania literatury nie narusza prawa autorskiego oraz przyniesie korzyści zarówno jego przyszłym użytkownikom, jak i samym autorom.

Zdaniem giganta internetowego literaci nie zauważają faktu, że dzięki temu ich książki staną się łatwiej dostępne, w związku z czym będą się cieszyć większym zainteresowaniem, co wpłynie też na ich sprzedaż w tradycyjnej formie. Użytkownicy serwisu Google będą mogli natomiast poszerzać tą drogą swoją wiedzę. Spółka dowodziła, że dzięki temu nikt nie będzie pokrzywdzony poprzez wprowadzenie w życie jej zamysłów.

W czasie zeszłorocznego postępowania jeden z sędziów federalnych nie zgodził się na propozycję zawarcia ugody między stronami sporu, która to ugoda miałaby opiewać na sumę 125 milionów dolarów. Według sądu stanowiło to próbę wykorzystania instytucji postępowania sądowego dla stworzenia umowy rynkowej nazbyt wybiegającej w przyszłość oraz przekraczającej ramy sporu toczącego się przed sądem.

Najbliższa rozprawa w sprawie planowana jest na 9 października 2012 r.

19 lipca 2012 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-130/11 wydał wyrok w sprawie wykładni rozporządzenia dotyczącego dodatkowego świadectwa ochronnego dla produktów leczniczych oraz w kwestii wspólnotowego kodeksu odnoszącego się do produktów leczniczych stosowanych u ludzi. Orzeczenie zostało wydane w ramach sporu między spółką Neurim Pharmaceuticals a brytyjskim Urzędem ds. Własności Intelektualnej Zjednoczonego Królestwa (IPO) w przedmiocie odmowy wydania dodatkowego świadectwa ochronnego dla produktu leczniczego chronionego patentem europejskim.

Neurim Pharmaceuticals w wyniku badań odkryła, że odpowiednie kompozycje melatoniny są skuteczne w leczeniu bezsenności. Ponieważ melatonina jest naturalnym hormonem, nie jest chroniona patentem. Jednak jej specyficzna kompozycja opracowana przez Neurim, w postaci produktu leczniczego stosowanego u ludzi o nazwie Circadin, uzyskała ochronę w 1992 r. Z racji tego, że w chwili wydania pozwolenia na sprzedaż Circadinu przez Komisję Europejską, patent na ów produkt zachowywał ważność przez mniej niż 5 lat, Neurim złożył wniosek o wydanie dodatkowego świadectwa ochronnego, które przedłużyłoby ochronę jego produktu.

W grudniu 2009 r. IPO oddalił ten wniosek. Stwierdził on bowiem, że istnieje wcześniejsze zezwolenie na obrót z roku 2001, które dotyczy melatoniny przeznaczonej dla owiec i sprzedawanej pod nazwą Regulin. Udzielenie przez IPO odmowy było oparte na okoliczności, że wbrew wymogom prawa wspólnotowego zezwolenie na obrót Circadinem nie było pierwszym pozwoleniem na obrót dotyczącym melatoniny.

Po odrzuceniu odwołania, Neurim wniósł skargę na to postanowienie, w obu sądach powołując się na fakt, że właściwym zezwoleniem na obrót było zezwolenie dotyczące konkretnego produktu, dla którego wniesiono o wydanie zezwolenia na obrót, a nie na obrót samą substancją chemiczną. Sąd apelacyjny uznał argumenty Neurim za zasadne, jednak postanowił zawiesić postępowanie i zwrócił się do TS z pytaniami prejudycjalnymi.

Trybunał uznał, że adekwatne przepisy prawa wspólnotowego powinny być interpretowane w ten sposób, że w przedmiotowej sprawie samo istnienie wcześniejszego zezwolenia na obrót uzyskanego dla weterynaryjnego produktu leczniczego nie sprzeciwia się wydaniu dodatkowego świadectwa ochronnego na odmienne stosowanie tego samego produktu, dla którego wydano zezwolenie na obrót. Pod takim jednak warunkiem, że to zastosowanie jest objęte zakresem ochrony patentu podstawowego powołanego na poparcie wniosku o wydanie dodatkowego świadectwa ochronnego.

W piątek 27 lipca 2012 r. rozpoczęły się Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Marka Igrzysk, a więc również znak towarowy złożony z pięciu różnokolorowych kół, jest drugą z najbardziej rozpoznawalnych, a przez to i najdroższych, na świecie. Z najnowszego raportu Brand Finance wynika, że wyżej wyceniona została tylko marka Apple.

Igrzyska Olimpijskie stanowią nie tylko źródło rozrywki i emocji, których przedmiotem jest sportowa rywalizacja zawodników z wielu różnych krajów, ale i maszynę mnożącą wielomilionowe zyski. Z szacunków wynika, że znak towarowy i marka olimpiady mają przybliżoną wartość niemal 47,6 miliarda dolarów.

Uwzględniając coroczny ranking Global 500, porównujący wartość najbardziej znanych marek świata, logo Igrzysk bije wyłącznie komputerowy gigant Apple o wartości blisko 70,6 miliarda dolarów. Tym samym, organizowane co cztery lata zawody sportowe pokonują wartością znaki towarowe i marki takie jak Google czy Microsoft. Również główni sponsorzy Olimpiady – Coca Cola i Samsung – przegrywają z nią w tej kategorii.
Do przygotowanie wyceny marki Igrzysk Olimpijskich posłużyły między innymi sprawozdania finansowe Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, w których zawarte są dane dotyczące przychodów z transmisji wydarzenia, reklam, czy wartości sprzedaży biletów.

© 2012-2017