Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    wtorek, 12 kwiecień 2016 14:35

    Spirytusowy znak towarowy

    Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał w lutym bieżącego roku interesujący wyrok z zakresu znaków towarowych, a konkretnie powszechnie znanego oznaczenia „spirytus rektyfikowany”.

    W 2004 r. Przedsiębiorstwo Lubelskie Zakłady Przemysłu Spirytusowego zgłosiło do rejestracji oznaczenie słowno-graficzne przeznaczone do oznaczania wyrobów alkoholowych, zawierające w sobie element słowny „spirytus rektyfikowany”, na który w 2007 r. Urząd Patentowy udzielił prawa. Konkurent uprawnionego wniósł na tę decyzję sprzeciw. W uzasadnieniu wnoszący sprzeciw podniósł, że jest uprawiony do znaków towarowych tworzących serię, których cechami wspólnymi są identyczny człon słowny "spirytus rektyfikowany", identyczna grafika tego elementu (ten sam krój liter), kolor zielony jako kolor dominujący oraz identyczne tło. Wszystkie wymienione znaki są przeznaczone do oznaczania wyrobów alkoholowych. Zdaniem wnoszącego sprzeciw renoma jego znaków jest niewątpliwa. Na tę okoliczność przedłożono wizerunki etykiet z różnych lat oraz umowy licencyjne mające wskazywać grafikę, w jakiej używane były znaki należące do licencjobiorców.

    Urząd Patentowy odmówił unieważnienia prawa ochronnego na sporny znak towarowy, a sprawa skończyła przed sądem. Naczelny Sąd Administracyjny orzekł finalnie, że nie można skutecznie przypisywać uprawnionemu ze zgłoszenia spornego znaku towarowego złej wiary w postępowaniu o unieważnienie prawa, wywodząc ją jedynie z samego faktu rejestracji jako części spornego znaku słowno-graficznego nazwy „spirytus rektyfikowany”, która stanowi element wspólny spornego znaku i znaków przeciwstawionych przez wnoszącego sprzeciw. Ani pojęcie „spirytus", ani pojęcie „rektyfikowany" nie są określeniami fantazyjnymi, zawierają natomiast informację o rodzaju towaru i technologicznym procesie jego uzyskania, a zatem są to oznaczenia opisowe, znajdujące się w domenie publicznej, których mogą używać w obrocie inni przedsiębiorcy. Natomiast uwzględniając pozostałe elementy przeciwstawionych  znaków nie można dopatrzeć się podobieństwa pomiędzy spornym znakiem a znakami przeciwstawionymi, przede wszystkim sporny znak towarowy różni się w warstwie graficznej od znaków towarowych należących do skarżącego kasacyjnie tworzących tzw. "zieloną serię".

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 11 kwiecień 2016 22:51

    Znak w podatkach

    Podatki to na początku roku temat bardzo na czasie. Wiadomo, że nikt nie chce ich płacić, a jeżeli już – to chociaż jak najniższe. W celu obniżenia opodatkowania przedsiębiorcy starają się wliczać jak najwięcej opłat i wydatków w koszty. A czy da się korzystać z podatkowej preferencji, uwzględniając amortyzację znaku towarowego? Sytuacja, w której spółka prawa handlowego planowała zakupić od swojego wspólnika zarejestrowany w Urzędzie Patentowym znak towarowy stanowiła przedmiot interpretacji Izby Skarbowej w Katowicach z 7 kwietnia 2016 r.

    Spółka zadała organowi pytanie, czy będzie mogła amortyzować nabyty od swojego wspólnika znak towarowy, a jeśli tak, to na jakich zasadach. W odpowiedzi Izba wskazała, że kosztem uzyskania przychodów są odpisy z tytułu zużycia środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych (odpisy amortyzacyjne). Zgodnie ustawą o CIT, amortyzacji podlegają nabyte nadające się do gospodarczego wykorzystania w dniu przyjęcia do używania prawa własności przemysłowej o przewidywanym okresie używania dłuższym niż rok, wykorzystywane przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą albo oddane przez niego do używania na podstawie umowy licencyjnej (sublicencji), umowy najmu czy dzierżawy.

    Za wartość początkową środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, w razie odpłatnego nabycia, uważa się cenę ich nabycia. Izba wskazała, że spółka-wnioskodawca będzie miał prawo do amortyzacji nabytego odpłatnie od wspólnika prowadzącego jednoosobową działalność gospodarczą prawa ochronnego do znaku towarowego i dokonywania odpisów amortyzacyjnych od wartości początkowej nabytego znaku. W konsekwencji, skoro Wnioskodawca nabędzie znak towarowy na podstawie umowy sprzedaży, to jego wartość początkową będzie stanowić cena nabycia wyrażona w umowie sprzedaży. Biorąc powyższe pod uwagę, spółka będzie mogła dokonywać w ciężar kosztów uzyskania przychodów odpisów amortyzacyjnych od tak ustalonej wartości początkowej zakupionego znaku towarowego.

    Dział: Aktualności
    czwartek, 07 kwiecień 2016 18:44

    Beyoncé przed sądem

    Pomimo co chwila obwieszczanych kryzysów, nasz konsumpcjonizm ma się nadzwyczaj dobrze. Zarówno ten internetowy, jak i odbywający się w centrach handlowych handel, kwitnie. Do wyboru mamy mnóstwo sklepów oferujących mniej lub bardziej podobny asortyment. Sprzedawcy, którzy chcieliby, aby ich klienci kupowali więcej i więcej dobrze zaś wiedzą, że nic tak nie podnosi sprzedaży, jak opatrzenie danego towaru nazwiskiem lub wizerunkiem gwiazdy.

    Najwyraźniej w ten właśnie sposób pomyśleli właściciele marki Feyoncé, wybierając taką, a nie inną nazwę. Używanie oznaczenia zbyt podobnego do pseudonimu artystycznego gwiazy pop, Beyoncé, stało się przedmiotem wniesionego przez nią w tym miesiącu przed amerykański sąd powództwa. W pozwie, oprócz naruszenia praw do zarejestrowanego znaku towarowego, artystka zarzuca spółce sprzedającej ubrania i dodatki pod nazwą Feyoncé również dokonywanie czynów nieuczciwej konkurencji. Trudno bowiem ukryć, że marka niemal wprost nawiązuje do imienia artystki, tym bardziej, że od niedawna ubrania marki Feyoncé opatrzone są również dopiskiem „He put a ring on it”, będącym niemal dosłownym cytatem z hitu wokalistki „Single ladies (put a ring on it)”.

    Podobna sytuacja miała miejsce jakiś czas temu w przypadku innej gwiazdy pop, Rihanny. Brytyjska marka TopShop wykorzystywała bez zgody artystki jej wizerunek i pseudonim sceniczny między innymi na koszulkach. Londyński sąd rozpatrujący sprawę przyznał w styczniu 2015 r. rację gwieździe i porównał wykorzystywanie wizerunku gwiazdy pop na koszulkach do nieuprawnionego posługiwania się znanym i popularnym znakiem towarowym. Jest to całkiem trafne porównanie, ponieważ zazwyczaj jedno i drugie działanie ma na celu zwiększenie własnej sprzedaży cudzym kosztem.

    Dział: Aktualności
    środa, 06 kwiecień 2016 14:26

    Czy klub odzyska znak towarowy?

    Drużyny sportowe bardzo często sprzedają zawodników. Czasem jednak okazuje się, że w celu ratowania sytuacji finansowej trzeba sprzedać swój herb, będący zarejestrowanym znakiem towarowym. Co jednak w sytuacji, kiedy chce się go później odzyskać?

    Na początku lat 2000. łódzki Widzew miał duże problemy finansowe. Pomógł mu znany były piłkarz, Zbigniew Boniek, który założył stowarzyszenie Widzew Łódź i wykupił od poprzedniego właściciela klubu, RTS Widzew, zarówno drużynę, jak i jej oznaczenie w postaci herbu. Umowa przeniesienia praw do oznaczenia została jednak wadliwie sformułowana, w związku z czym nie nastąpiło przeniesienie praw autorskich do rysunku herbu. W związku z tym, w międzyczasie RTS Widzew zarejestrował to oznaczenie jako znak towarowy, który usiłował sprzedać w 2015 r., z ceną wywoławczą 2,5 miliona złotych.

    Znak, zamiast do potfolio nabywcy, wszedł jednak do masy upadłościowej klubu, który nadal borykał się z problemami finansowymi. Teraz, w kwietniu 2016 r. Widzewowi udało się odzyskać jego własny herb. Prawnicy klubu wykazali złą wiarę RTS Widzew, który zdawał sobie sprawę z niedopełnienia formalności przy zawieraniu wcześniejszych umów. Znak towarowy został więc potraktowany jako zarejestrowany w złej wierze. Dzięki temu, łódzcy piłkarze grali już ostatnio w koszulkach udekorowanych herbem Widzewa.

    To jednak nie koniec problemów, ponieważ znak, choć formalnie ozdyskany, nadal jednak znajduje się w masie upadłościowej, z której swoje wierzytelności mają zaspokoić wierzyciele zadłużonego klubu.

    Dział: Aktualności
    wtorek, 05 kwiecień 2016 15:52

    Zombie - znak towarowy

    The Walking Dead” to jeden z najpopularniejszych ostatnio seriali. Ten amerykański serial stanowiący połączenie horroru, science-fiction i serialu przygodowego powstał na podstawie komiksu o tym samym tytule. Akcja serialu skupia się na grupie ludzi, którzy starają się przeżyć w postapokaliptycznym świecie opanowanym przez zombie. Większość akcji filmu rozgrywa się w obszarze metropolitarnym oraz w okolicy Atlanty w Stanach Zjednoczonych. Głównym celem bohaterów serialu jest szukanie schronienia i ucieczka z dala od hord zombie, które atakują każdą żywą istotę, i których samo ugryzienie z czasem staje się śmiertelne i powoduje przemianę w żywego trupa. Choć temat chodzących umarlaków nie za bardzo kojarzy się z jedzeniem, to ktoś w USA postanowił otworzyć restaurację odtwarzającą klimat serialu i mocno z nim powiązaną.

    W amerykańskim urzędzie patentowym dokonano zgłoszenia znaku towarowego „The Walking Dead“ w odniesieniu do usług prowadzenia restauracji i cateringowych. Co ciekawe, nie są to, jak można by pomyśleć w pierwszej chwili, oficjalne działania producentów serialu, ale działania przez nich nieautoryzowane. Takim działaniom przeciwstawił się twórca „The Walking Dead“, Robert Kirkman. Wniósł on do sądu powództwo o zaprzestanie naruszania znaków towarowych. W pozwie wskazano, że naruszające prawo działania polegają nie tylko na naruszaniu praw do znaku towarowego poprzez rejestrację zbyt podobnego oznaczenia, ale też roszczenia producentów serialu uzasadnione są daleko idącymi przygotowaniami do otwarcia spornej restauracji, na przykład przez zbiórkę funduszy na ten cel.

    Biorąc pod uwagę, że produkcja seriali stała się od jakiegoś czasu bardzo lukratywną branżą mało prawdopodobne jest, że producenci serialu o chodzących po amerykańskich ulicach żywych trupach będą chcieli pójść na ugodę. Prędzej powiedzą: „Ugoda? Po moim trupie!“.

    Dział: Aktualności
    czwartek, 31 marzec 2016 07:40

    Kolejna runda sporu o tygrysa

    W chwilach zmęczenia bardzo wiele osób sięga po napoje energetyzujące. Ze względu na popularność, jaką cieszą się one wśród klientów, napoje te stanowią spory segment rynku spożywczego. Tym samym, rośnie wartość znaków towarowych, którymi oznaczane są takie napoje.

    O jeden z takich znaków towarowych już od niemal siedmiu lat ciągnie się sądowy spór. Mowa o znaku "Tiger". Jest to pseudonim polskiego boksera, Dariusza Michalczewskiego, który na początku firmował produkowany przez spółkę FoodCare napój swoim wizerunkiem. W wyniku sporu, w październiku 2013 r. sąd rozpatrujący sprawę przyznał rację Michalczewskiemu. Komornik sądowy na wniosek fundacji Dariusza "Tigera" Michalczewskiego przeprowadził zajęcie towarów od FoodCare opatrzonych spornym znakiem towarowym. Dariusz Michalczewski i jego Fundacja Równe Szanse mieli dostać rekompensatę za to, że spółka FoodCare sprzedawała w 2010 r. napój "Tiger" i nie uiszczała za to bokserowi prowizji w czasie, gdy jeszcze trwała pomiędzy nimi umowa. Fundacja Michalczewskiego rozwiązała wówczas umowę z FoodCare w trybie natychmiastowym i wystąpiła do sądu o zapłatę brakujących opłat licencyjnych.

    Pod koniec marca tego roku miała miejsce kolejna runda sporu o używanie znaku towarowego „Tiger”. Krakowski sąd okręgowy wydał wyrok, w którym jednoznacznie potwierdził, że prawo do tego oznaczenia używanego wobec napojów energetycznych przynależy wyłącznie byłemu bokserowi. Sąd wskazał w uzasadnieniu, że używanie znaku „Tiger” przez FoodCare miało charakter zależny, zaś działanie tej spółki było sprzeczne z dobrymi obyczajami, zwłaszcza z zasadą pacta sunt servanda, która mówi, że "umów należy dotrzymywać". 

    Dział: Aktualności
    środa, 30 marzec 2016 18:19

    Z miasta Łodzi znak pochodzi

    Często na decyzję konsumenta o zakupie danego towaru wpływa nie tylko jego wygląd czy cena, ale też jego specyficzne właściwości. Nierzadko takie charakterystyczne cechy są wynikiem pochodzenia tego towaru z konkretnego miejsca na świecie. Większość osób wie bowiem, że prawdziwy szampan pochodzi tylko z Francji, zaś kawa najlepsza jest brazylijska.

    Taką nazwę pochodzenia towaru można, podobnie jak znak towarowy, zarejestrować. Staje się ona wtedy oznaczeniem geograficznym. Takich oznaczeń jest kilka rodzajów. Przykładowo, chroniona nazwa pochodzenia jest kategorią produktów wytwarzanych w konkretnym regionie, miejscu lub wyjątkowo w państwie. Nazwa tego miejsca lub regionu zastrzeżona jest dla konkretnego produktu chronionego i nie może być używana jako nazwa produktów wytwarzanych gdzie indziej lub według innych receptur. Taki wyrób musi mieć silny związek z miejscem pochodzenia. Cechy wyrobu nie muszą jednak wynikać bezpośrednio z charakteru przyrodniczego lub kulturowego miejsca powstania. Przykładem produktu z chronionym oznaczeniem geograficznym jest francuski ser roquefort, który musi być wytwarzany z mleka pewnego gatunku owiec, dojrzewać może wyłącznie w piwnicach znajdujących się w okolicach miejscowości Roquefort-sur-Soulzon, gdzie w procesie dojrzewania sera uczestniczy charakterystyczny gatunek grzyba Penicillium roqueforti.

    Co ciekawe, taki typ oznaczeń może kolidować ze znakami towarowymi. Jednym z ciekawszych orzeczeń w takim przypadku jest wyrok polskiego sądu dotyczący znaku towarowego „Sovietzkoje Igristoje”. Sąd stwierdził, że oznaczenie to nie wprowadza konsumentów w błąd co do pochodzenia towaru, ponieważ obszar Związku Radzieckiego realnie już nie występuje.

    Dział: Aktualności
    piątek, 25 marzec 2016 08:37

    McZnak

    Od dawna znana na rynku sieć McDonald’s traci ostatnio na popularności, próbuje więc aktualnie dostosować się do rosnących oczekiwań swoich klientów. Tym ostatnim nie wystarcza bowiem standardowa oferta. Sieć barów szybkiej obsługi chce więc jeszcze przyspieszyć proces wydawania posiłków, aby przyciągnąć do siebie niecierpliwą klientelę.

    Ostatnio wprowadzono innowacje polegające na składaniu zamówienia przy pomocy specjalnych dotykowych monitorów i odbierania go już gotowego przy ladzie. Teraz najwyraźniej McDonald's postanowił uprościć coś jeszcze. W marcu bieżącego roku sieć złożyła w amerykańskim urzędzie patentowym zgłoszenie znaku towarowego „The Simpler The Better” (ang. im prościej, tym lepiej). Nie świadczy to jednak o tym, że gigant na rynku fast food będzie używać tego oznaczenia, nawet jeśli dostanie jego rejestrację. Niektóre znaki są bowiem – nie tylko przez McDonald's, ale też przez innych przedsiębiorców, którym pozwalają na to fundusze – rejestrowane niejako „na zapas”.

    Takie działanie może jednak stać się w pewnym momencie ryzykowne. Duża część systemów prawnych, w tym polski i unijny, aby wyrugować takie blokowanie oznaczeń bez ich realnego używania, umożliwia wygaszanie rejestracji znaków towarowych, które nie są przez ich właściciela rzeczywiście używane. W Polsce przedsiębiorca może zwlekać z używaniem swojego znaku przez pięć lat.

    Dział: Aktualności
    czwartek, 24 marzec 2016 18:34

    Wirujący znak towarowy

    Sąd federalny w Los Angeles oddalił w tym miesiącu powództwo o naruszania praw do znaków towarowych, wniesione przez Lions Gate Entertainment przeciwko agencji reklamowej Havas Worldwide i jej klientowi, Ameritrade, a dotyczące kampanii reklamowej tej ostatniej z 2014 r. Roszczenia zawarte w powództwie koncentrowały się na reklamach usług finansowych Ameritrade, stworzonych przez Havas i emitowanych od października 2014 r. do kwietnia 2015 r. Ich przedmiotem był mężczyzna trzymający nad głową świnkę-skarbonkę z dopiskiem „Nobody Puts Your Old 401(k) in the corner”.

    Lions Gate zarzucała, że taki slogan naruszał jej prawa do znaku towarowego „Nobody puts Baby in a corner”, która to fraza pochodzi z popularnego filmu „Dirty Dancing”, znanego w Polsce również pod niezgrabnym tytułem „Wirujący seks”. Powód wskazywał, że takie używanie oznaczenia podobnego do zarejestrowanego znaku towarowego ma szkodliwy wpływ na zdolność odróżniającą tego znaku i stanowi czyn nieuczciwej konkurencji.

    Sąd rozpatrujący sprawę nie zgodził się jednak z taką opinią. Wskazał, że co prawda reklama usług Ameritrade może przywoływać na myśl słynną scenę z „Dirty Dancing”, przedstawiającą taniec dwojga głównych bohaterów, jednak przeciętny konsument nie zostanie na skutek tego wprowadzony w błąd co do pochodzenia reklamowanych usług. Tym samym, sąd uznał brak naruszenia znaku towarowego czy zaistnienia innych naruszeń wskazanych w pozwie.

    Dział: Aktualności
    wtorek, 22 marzec 2016 15:42

    „Szczęki” są tylko jedne

    Choć nie wszyscy widzieli ten film o krwiożerczym rekinie, to każdy chyba kojarzy charakterystyczny motyw muzyczny ze „Szczęk”. Teraz okazuje się, że pomimo upływu lat, „Szczęki” - w oryginale „Jaws” - bardzo dobrze trzymają się na amerykańskim rynku. W kwietniu bieżącego roku amerykański urząd patentowy wydał decyzję, w której odmówił rejestracji znaków towarowych „JAWS” i „JAWS DEVOUR YOUR HUNGER” dla kulinarnego kanału internetowego.

    W uzasadnieniu decyzji urząd wskazał, że konsumenci mogliby pomyśleć, iż program kulinarny jest w jakiś sposób powiązany z legendarnym filmem. Zdaniem urzędu, film „Szczęki” głęboko wniknął w kulturę popularną, doczekał się nawet licznych odwołań i parodii. Zgłaszający znaki towarowe wskazywał, że jest mało prawdopodobne, aby obeznani zarówno z Internetem, jak i filmami oraz innymi źródłami rozrywki konsumenci, będący widzami jego programu kulinarnego, dostępnego wyłącznie za pomocą Internetu, uznali, że jego show jest gospodarczo powiązany z producentem filmu sprzed czterdziestu lat, który był dodatkowo produkowany jako raczej niszowy.

    Urząd patentowy nie dał się jednak przekonać tym argumentom, również odnośnie do drugiego zgłoszonego znaku towarowego. Wskazał, że słowa „DEVOUR YOUR HUNGER” mogą wywoływać skojarzenia nie tylko z gotowaniem, ale i z zachowanie krwiożerczego rekina z filmu. 

    Dział: Aktualności
    © 2012-2017