środa, 18 maj 2016 13:49

Znak towarowy w filmie

Bollywoodzkie filmy cieszą się popularnością nie tylko w Indiach. Kolorowe produkcje pełne muzyki, tańca i czasem nieprawdopodobnych scen znalazły rzesze zwolenników na całym świecie. Co ciekawe, jedna z nich, zatytułowana „Kick”, była nawet częściowo kręcona w Polsce. Wokół filmu „Fan” utrzymanego w bollywoodzkiej konwencji toczy się ostatnio spór na tle praw do znaków towarowych.

Film „Fan” trafił na ekrany kin w Indiach w ubiegłym miesiącu. Jedna z największych gwiazd tego gatunku filmowego, Shah Rukh Khan, gra w nim w zasadzie siebie – popularnego gwiazdora filmowego. Zaskakujące jest, że aktor gra też drugą z głównych ról, sobowtóra gwiazdy, nazwiskiem Gaurav Chandna, który jest jednocześnie jego fanem i bardzo chce się z nim spotkać. W związku z tym, wyrusza w podróż z Delhi do Bombaju. W filmie znajduje się scena, w której Gaurav Chandna kupuje w prezencie dla swojego idola sohan halwa, tradycyjny indyjski deser. Zakupu dokonuje w realnie istniejącej, słynnej cukierni Ghantewala.

I tu zaczyna się problem. Właściciel Ghantewala uznał wykorzystanie oznaczenia cukierni oraz wspominanie o niej w rozmowie bohaterów filmu za naruszenie praw do znaku towarowego. Ewentualne naruszenie nie będzie jednak łatwe do udowodnienia. Wykorzystanie oznaczenia w filmie nie niesie za sobą jakichś negatywnych konotacji. Wręcz przeciwnie, deser z tej właśnie cukierni jest tam prezentowany jako coś wyjątkowego i godnego gwiazdy filmowej. Co więcej, filmowcy nie używali oznaczenia do produkcji czy sprzedaży słodyczy, trudno więc mówić o wykorzystywaniu go w charakterze znaku towarowego dla komercyjnych usług.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 16 maj 2016 07:22

Drogi adres internetowy

W dzisiejszych czasach trudno nawet pomyśleć o prowadzeniu działalności gospodarczej na większa skalę bez posiadania strony internetowej. Zasady rejestracji nazw domen nie zostały jednak uregulowane w polskim prawie. W związku z tym, aby chronić prawa do znaku towarowego, należy opierać swoje roszczenia na przepisach ustawy Prawo własności przemysłowej. Jednak sytuacje, kiedy mamy do czynienia z naruszeniem, często nie są oczywiste.

Czasem więc przedsiębiorcy wolą po prostu wyłożyć pieniądze na zakup potrzebnej im domeny, do której praw nie posiadają. Tak zrobili niedawno właściciele polskiego startupu Brand24, nie chcąc już dłużej korzystać z adresu brand24.net. Zakup domeny brand24.com kosztował ich 100 tysięcy złotych. W takiej sytuacji można zastanawiać się, dlaczego startup nie dochodził roszczeń do domeny na podstawie praw do znaku towarowego. Nie jest to jednak takie proste.

Aby możne było dochodzić przed sądem praw do domeny, musi być pod nią prowadzona konkurencyjna działalność. Nie wystarczy w tym przypadku sama rejestracja domeny czy działanie strony z inną zawartością, niepowiązaną z towarami lub usługami chronionymi dla danego znaku towarowego. Ochrona przysługująca na podstawie przepisów dotyczących znaków towarowych przysługuje bowiem tylko w sporach przeciwko przedsiębiorcom, czyli w sytuacjach używania znaku towarowego w obrocie gospodarczym. Nawet jednak jeśli osoba fizyczna dokonała rejestracji domeny tylko w celu odsprzedaży, właściciele naruszanego w niej znaku nie są bezsilni. Przedsiębiorcy, którym bardzo zależy na szybkim uzyskaniu korzystnej dla nich domeny, wolą więc często po prostu kupić ją od uprawnionego.

Podobna sytuacja miała miejsce w 2011 r., kiedy to domena play.pl, pod którą funkcjonował wcześniej sklep z grami komputerowymi, została zakupiona przez sieć telefonii komórkowej za 2 miliony złotych.

Dział: Aktualności
piątek, 13 maj 2016 07:16

Nie(efekt)ywne zgłoszenie

20 grudnia 2013 r. polska spółka Atlas sp. z o. o., dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego w postaci słowno-graficznego oznaczenia „Efekt perlenia”, głównie dla środków czystości i materiałów budowlanych.

26 marca 2014 r. ekspert powiadomił skarżącą o swoich zastrzeżeniach wobec rejestracji zgłoszonego znaku towarowego. Zdaniem eksperta rozpatrywane towary były przeznaczone głównie dla polskojęzycznych specjalistów, a z uwagi na specjalistyczny charakter wspomnianych towarów poziom uwagi wykazywany przez grupę docelową będzie wysoki. Ponadto, jako że wyrażenie „efekt perlenia” oznacza „wrażenie występowania kropel, pęcherzyków”, a w branży budowlanej oznacza zjawisko występowania pęcherzyków wskutek hydrofobowości, stanowiące wyznacznik jakości wykonanej impregnacji, ekspert był zdania, iż zgłoszony znak towarowy stanowi wyrażenie przekazujące konsumentowi w odniesieniu do rozpatrywanych towarów bezpośrednią i oczywistą informację, że towary te umożliwiają wykonanie prawidłowej i skutecznej izolacji. Uznał on również, że elementy graficzne zgłoszonego znaku towarowego nie są wystarczająco charakterystyczne, aby nadać znakowi jako całości charakter odróżniający. Przedstawienie graficzne kropel stanowi bowiem jedynie wzmocnienie przekazu elementu słownego.

Decyzją z dnia 18 lipca 2014 r. ekspert odmówił rejestracji względem rozpatrywanych towarów. 11 września 2014 r. skarżąca wniosła do EUIPO odwołanie od tej decyzji, które jednak zostało oddalone, a sprawa trafiła przed Sąd UE.

Sąd wskazał w orzeczeniu, że o ile jest prawdą, że Izba Odwoławcza nie oparła wyraźnie oceny dotyczącej braku charakteru odróżniającego zgłoszonego znaku towarowego na charakterze opisowym tego znaku, o tyle uzasadnienie leżące u podstaw tej oceny zasadza się na okoliczności, że rozpatrywany znak towarowy jest w istocie nośnikiem informacji dotyczącej towarów objętych zgłoszeniem. Nie są bowiem rejestrowane znaki towarowe, które składają się wyłącznie z oznaczeń lub wskazówek, mogących służyć w obrocie do oznaczania rodzaju, jakości, ilości, przeznaczenia, wartości, pochodzenia geograficznego lub czasu produkcji towaru lub świadczenia usług, lub innych ich swoistych właściwości.

Sąd stwierdził, iż krople wody na tle asymetrycznego krzyża przedstawiają efekt perlenia na fudze i jedynie ilustrują informację o produktach zawartą w elemencie słownym „efekt perlenia”. Co się tyczy argumentu skarżącej, zgodnie z którym EUIPO, opierając się na witrynie internetowej pewnego przedsiębiorstwa, niesłusznie stwierdził, że słowa „efekt perlenia” mają konkretne znaczenie i są powszechnie używane, oraz skierowanej przeciwko Izbie Odwoławczej krytyki za rzekome niezastosowanie oficjalnej definicji pochodzącej ze słownika języka polskiego, należy stwierdzić, że ekspert odwołał się do słownikowego znaczenia obu słów i ich kombinacji. Wynika z tego, że słowo „efekt” oznacza „wrażenie wywarte przez coś lub przez kogoś”, że słowa „perlić się” oznaczają „występować w postaci kropel, pęcherzyków”, a ich kombinacja oznacza „wrażenie występowania kropel, pęcherzyków”. Co się tyczy Izby Odwoławczej, odniosła się ona nie tylko do witryny internetowej przedsiębiorstwa Izobud, ale również do dwóch innych źródeł wskazujących na powszechne użycie tego wyrażenia, mianowicie witryny internetowej polskiego miesięcznika poświęconego sprawom budowlanym Murator oraz internetowego portalu budowlanego „Budownictwo Polskie”.

Skarga została oddalona w całości.

Dział: Aktualności
czwartek, 12 maj 2016 07:30

Znak towarowy McDonald's

Sieć barów szybkiej obsługi McDonald’s już wielokrotnie bywała w sadzie w obronie swojego prefiksu „mac” lub „mc”. Teraz sieć, która ma ponad 35.000 restauracji na całym świecie, wygrała przed sądem w sprawie zgłoszenia znaku towarowego „McKosher”. Taki znak został zgłoszony w Australii i miał służyć do oznaczania usług prowadzenia restauracji i cateringu.

McDonald złożył jednak szybko wniosek o uniemożliwienie rejestracji znaku towarowego, twierdząc, że element słowny „mac” zawarty na początku znaku towarowego świadczy o zbytnim podobieństwie do znaków najbardziej znanej sieci fast-food na świecie. "Mac" lub "Mc" należy do rodziny znaków towarowych używanych do reklamowania produktów spożywczych przez McDonald's Corp, takich jak na przykład "MacFries" czy "McChicken", które przynoszą spółce gigantyczne dochody.

Sąd rozpatrujący sprawę zgodził się z siecią McDonald’s, iż taki znak towarowy zarejestrowany na rzecz innego podmiotu mógłby budzić skojarzenia właśnie z McDonald’s.

Co ciekawe, w orzecznictwie wspólnotowym istnieje potwierdzony pogląd, że przeciętny odbiorca znaku towarowego łatwiej zapamiętuje początkową część znaku i to na niej  skupia swoją uwagę. Pewne jest również, że rodzina znaków McDonald’s cieszy się ogromną rozpoznawalnością. Rozstrzygnięcie sądu było więc raczej do przewidzenia.

Dział: Aktualności
wtorek, 10 maj 2016 15:24

Spór społecznościowy

Brand squatting znaczy mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów. Jest to proceder, którym  szczególnie często parają się Chińczycy. Powoduje to dość liberalne prawo rejestracji w tym kraju znaków towarowych, gdzie odpowiedzialny za to urząd nie weryfikuje, czy zagraniczne marki rejestrowane jako tego typu oznaczenia mają w ogóle cokolwiek wspólnego ze zgłaszającym je do ochrony podmiotem. Pechowo dla prawowitych właścicieli znaków towarowych zarejestrowanych w Europie czy w USA, w Chinach liczy się głównie, kto dany znak pierwszy raz zarejestrował, a nie kto tego znaku do tej pory używał i wypracował jego renomę.

Z tego względu, wyegzekwowanie w Państwie Środka ochrony swojego oznaczenia bywa bardzo trudne, nawet dla dużych koncernów. W tym miesiącu przekonała się o tym spółka Apple, która przed pekińskim sądem przegrała bój o oznaczanie przez krajowy podmiot torebek damskich marką „IPHONE”. Istnieją jednak również wyjątki od tej niechlubnej prawidłowości. W maju 2016 r. spór przed sądem w Pekinie wygrał właściciel najpopularniejszego portalu społecznościowego, Facebooka.

Przedmiotem sporu była rejestracja na rzecz chińskiej spółki Zhongshan Pearl River znaku towarowego „Facebook”. Sąd rozpatrujący spór uznał, że podmiot ten działał z oczywistą intencją nieuczciwego wykorzystania popularnego oznaczenia, a jego działania naruszyły zasady moralne. W chińskim orzecznictwie tworzy się najwyraźniej nowy trend, zbliżony do zasad prawnych stosowanych w innych krajach. Co ciekawe, sądowa batalia toczyła się tak naprawdę o znak towarowy - widmo. Portal Facebook w Chinach bowiem nie działa, jest zablokowany przez rząd.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 09 maj 2016 13:42

Szampański spór

16 stycznia 2012 r. interwenient, Ciacci Piccolomini d’Aragona di Bianchini Società Agricola, zgłosił do rejestracji w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) słowny unijny znak towarowy PICCOLOMINI dla napojów alkoholowych z wyjątkiem piwa. 14 maja 2012 r. skarżąca, Henkell & Co. Sektkellerei KG, wniosła sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku towarowego, oparty na wcześniejszym słownym unijnym znaku towarowym PICCOLO.

Interwenient wniósł o to, by skarżąca przedstawiła dowód rzeczywistego używania wcześniejszego znaku towarowego. Skarżąca stwierdziła, że korzystała ze znaku towarowego PICCOLO dla wina musującego w szesnastu państwach członkowskich Unii Europejskiej oraz ze znaku towarowego PIKKOLO dla wina musującego w Niemczech i w Austrii. Dodała, że różnica w zapisie słowa „pikkolo” była minimalna w porównaniu ze słowem „piccolo” i że była ledwie zauważalna dla właściwego kręgu odbiorców, ponieważ te dwa słowa wypowiada się w identyczny sposób. Skarżąca przekazała ponadto dokumenty i inne dowody celem wykazania rzeczywistego używania wcześniejszego znaku towarowego.

Decyzją z 17 września 2013 r. Wydział Sprzeciwów uznał, że skarżąca przedstawiła dowód rzeczywistego używania wcześniejszego znaku towarowego i uwzględnił sprzeciw w całości. 18 listopada 2013 r. interwenient wniósł do EUIPO odwołanie od tej decyzji. Pierwsza Izba Odwoławcza EUIPO uwzględniła odwołanie i uchyliła decyzję Wydziału Sprzeciwów na tej podstawie, że skarżąca nie przedstawiła wystarczających dowodów, by wykazać rzeczywiste używanie wcześniejszego znaku towarowego.

W kwietniu 2016 r. Sąd unii Europejskiej wydał wyrok w tej sprawie. Sąd wskazał, że znak towarowy jest rzeczywiście używany wówczas, gdy korzysta się z niego zgodnie z jego podstawową funkcją, jaką jest zagwarantowanie tożsamości pochodzenia towarów lub usług, dla których został zarejestrowany, w celu wykreowania lub zachowania rynku zbytu dla tych towarów i usług, z wyłączeniem przypadków używania o charakterze symbolicznym, mającym na celu jedynie utrzymanie praw do znaku towarowego.

Ocena rzeczywistego charakteru używania znaku towarowego powinna być oparta na ogólnej ocenie wszystkich czynników istotnych w rozpatrywanym przypadku, mianowicie faktów i okoliczności pozwalających na ustalenie, czy znak był faktycznie wykorzystywany handlowo, w szczególności zaś powinna ona uwzględniać sposoby korzystania ze znaku uznawane w danym sektorze gospodarczym za uzasadnione dla zachowania lub wykreowania rynku zbytu dla towarów lub usług chronionych danym znakiem towarowym, charakter tych towarów lub usług, cechy danego rynku oraz zasięg i częstotliwość używania znaku. Rzeczywiste używanie znaku towarowego nie może zostać dowiedzione za pomocą przypuszczeń lub domniemań, tylko musi opierać się na konkretnych i obiektywnych dowodach, z których wynika, iż znak był używany faktycznie i na wystarczającą skalę na danym rynku.

Sąd uznał również, że w celu oceny wartości dowodowej danego dokumentu należy przede wszystkim sprawdzić prawdziwość informacji w nim zawartych. Należy zatem wziąć pod uwagę w szczególności pochodzenie dokumentu, okoliczności jego sporządzenia oraz jego adresata, a następnie na podstawie jego treści zadać sobie pytanie, czy wydaje się on sensowny i wiarygodny. W niniejszej sprawie oświadczenie pod przysięgą zostało złożone przez dyrektora marketingu skarżącej, w związku z czym nie jest tak samo pewne i wiarygodne jak oświadczenie złożone przez osobę trzecią lub osobę niezależną od tej spółki. Samo oświadczenie złożone pod przysięgą nie jest wystarczające i stanowi jedynie poszlakę, która winna zostać poparta innymi dowodami.

Tymczasem, wskazówki zawarte w oświadczeniu złożonym pod przysięgą nie były poparte towarzyszącymi mu dowodami. Wprost przeciwnie, z faktur przekazanych przez skarżącą jasno wynika, że odnosiły się one tylko do terytoriów czterech państw członkowskich. Wbrew twierdzeniom skarżącej, termin „piccolo” nie był wcale przedstawiony na towarze lub na opakowaniu w wyraźny sposób, który zwraca tym samym uwagę konsumenta. Wprost przeciwnie, jak słusznie podkreśliła Izba Odwoławcza, ewidentnie to termin „henkell” był wyraźny zarówno na towarze, jak i na opakowaniu.

Skarga spółki Henkell została oddalona.

Dział: Aktualności
piątek, 29 kwiecień 2016 13:08

Nieśmieszny żart

Studenci bawią się bardzo chętnie, czasem jednak taka zabawa i żarty sięgają zbyt daleko. Przedmiotem takiej zabawy, udostępnianym na serwisach społecznościowych, było ostatnio logo amerykańskiej uczelni, Uniwersytetu Stanowego Dixie. Logo to jest zarejestrowanym znakiem towarowym i przedstawia komiksowo zarysowaną, kolorową sylwetkę bizona.

Jeden ze studentów Uniwersytetu Stanowego Dixie postanowił nieco przerobić logotyp, wkładając w programie graficznym w pysk bizona jointa i dodając podpis „4/20” (20 kwietnia to data „święta marihuany” obchodzonego przez jej zwolenników – symbol ten oznacza spożycie marihuany). Zmodyfikowany logotyp student umieścił na tle liście konopnych, po czym całość wrzucił na swoje konto Facebooku, gdzie zaczął on żyć własnym życiem. W wyniku dalszego rozpowszechniania obrazek dotarł do władz uczelni, której znak towarowy z bizonem był własnością.

Władze wysłały studentowi - dowcipnisiowi wiadomość, w której poinformowały go, że naruszył on prawa do zarejestrowanego znaku towarowego i powinien zaprzestać swoich działań, a także usunąć wpis z przerobionym logo. W razie braku reakcji, władze uczelni co prawda nie groziły studentowi konsekwencjami prawnymi, ale też nie miały ku temu zbyt wielkich podstaw. Za naruszenie praw do znaku towarowego można bowiem uznać dopiero takie działania, które mają charakter komercyjny, zaś naruszane oznaczenie służy do przyniesienia zysku podmiotom również działającym na rynku.

Dział: Aktualności
środa, 27 kwiecień 2016 13:00

Wygrana Michaela Jordana

Jest na świecie kilka takich ikon sportu, których nikomu nie trzeba przedstawiać. Jedną z nich jest Michael Jordan. Któż nie widział choćby jednego słynnego zdjęcia amerykańskiego koszykarza, charakterystycznie wzbijającego się w powietrze tuż przed umieszczeniem piłki w koszu? Z tej popularności chcieli również skorzystać nieuczciwi przedsiębiorcy z Chin.

Jordan w ogarniętych manią koszykówki Chinach jest znany jako "Qiaodan", co stanowi fonetyczne oddanie jego nazwiska. Była gwiazda Chicago Bulls pozwała w 2012 r. chińską spółkę Qiaodan Sport, zarzucając firmie, że zbudowała swoją działalność wokół chińskiego odpowiednika jego nazwiska i numeru "23", pod którym występował, bez jego zgody. W maju 2015 r. spór koszykarza z Qiaodan Sport, produkującą buty sportowe z wizerunkiem sylwetki ze zdjęcia oraz jego numerem na boisku – 23, przeniósł się do chińskiego odpowiednika Sądu Najwyższego.

Na początku 205 r. roku, sąd do tej pory rozpatrujący sprawę orzekł bowiem na korzyść Qiaodan, a orzeczenie to zostało ostatnio potwierdzone przez sąd apelacyjny w Pekinie. Koszykarz dochodził swoich praw co do różnych kombinacji jego nazwiska i numeru zarejestrowanych jako znaki towarowe. Żądał on od chińskiego producenta akcesoriów sportowych zaprzestania naruszania znaków towarowych i odszkodowania w wysokości - w przeliczeniu – 8 milionów dolarów.

W kwietniu 2016 r. Jordan może finalnie fetować sukces. Chiński Sąd Najwyższy orzekł bowiem, że działania Qiaodan Sport stanowiły naruszenie jego praw. To orzeczenie może stanowić precedens w chińskim orzecznictwie w podobnych sprawach, ponieważ wykorzystywanie fonetycznego brzmienia w języku chińskim cudzych znaków towarowych jest tam niestety dość powszechną praktyką.

Dział: Aktualności
wtorek, 26 kwiecień 2016 14:26

Kogo obraża znak futbolistów

Znaki towarowe często służą przedsiębiorcom do zagwarantowania sobie, że nikt nie będzie próbował zarobić ich kosztem. Właściciele znaków o znacznej wartości finansowej mogą więc spać spokojnie, posiadając rejestrację, dzięki której będą mogli łatwo ścigać wszelkich naruszycieli ich prawa. Taką możliwość od długiego czasu usiłuje utrzymać jedna z bardziej znanych drużyn futbolowej ligi NFL, Redskins.

Nazwa „Redskins” (ang. czerwonoskórzy) zastrzeżona jako znak towarowy została uznana przez amerykański sąd za obraźliwą dla rdzennych Amerykanów. Walka o znak towarowy „Redskins”, zarejestrowany w 1967 r., toczy się już od dawna. Zaangażowane są w nią również ruchy społeczne, zdaniem których nazwa jest obraźliwa, a znaki towarowe, które są obraźliwe, pogardliwe lub hańbiące, nie mogą być zarejestrowane. Pierwsza próba odebrania znakowi ochrony nie doszła jednak do skutku, ponieważ sąd rozpatrujący sprawę uznał, że roszczenie uległo przedawnieniu, jako że znak zarejestrowany został w latach 60., a tego typu wnioski powinny być składane niedługo po rejestracji znaku towarowego. W 2015 r. jednak sąd kolejnej instancji nakazał unieważnienie sześciu znaków towarowych należących do Redskins. Pod koniec kwietnia 2016 r. Redskinsom udało się przedstawić swoją sprawę amerykańskiemu Sądowi Najwyższemu. Jeżeli i on nie wypowie się po myśli drużyny, znak towarowy zostanie finalnie zaprzepaszczony.

Sprawa wniesiona na wokandę przez grupę rdzennych Amerykanów nabrała też rozgłosu, a zaangażowany był w nią nawet sam prezydent USA, Barack Obama. Klub założony w Bostonie początkowo nazywał się „Braves”, co jest nazwą oznaczającą indiańskich wojowników, ale w 1937 r. jego nazwę zmieniono na „Redskins”. Nazwa ta nadal może być przez drużynę używana, jednak sportowcy będą mieli problem w dochodzeniu swoich praw, jeżeli ktoś z nimi niezwiązany postanowi na przykład wypuścić na rynek koszulki z nazwą drużyny. Posiadanie zarejestrowanego znaku towarowego znacząco ułatwia bowiem takie działania.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 25 kwiecień 2016 11:14

Produkt górski

Zdecydowana większość regionów Polski ma w swojej kuchni jakąś kulinarną specjalność. Wszyscy wiemy, że prawdziwy oscypek powinien pochodzić z gór, a pańską skórkę jada się tylko w Warszawie. Teraz górskie produkty będą miały swój własny certyfikat pochodzenia w postaci specjalnego znaku towarowego. Wszystko przez to, że część przedsiębiorców sprzedaje poniekąd „podrobione” produkty spożywcze, które powinny charakteryzować się konkretną recepturą. Na przykład, oscypek z krowiego mleka to już nie oscypek, a ser o zupełnie innym smaku i konsystencji.

Właścicielem znaku towarowego „Produkt górski” jest Towarzystwo Produktu Górskiego. Prawo jego używania i nakładania na swoje wyroby będą mogli otrzymać wyłącznie przedsiębiorcy wytwarzający produkty zgodnie z dawnymi recepturami, z użyciem produktów pochodzących wyłącznie z terenów górskich. Ma to służyć przedstawieniu klientom górskich produktów regionalnych jako wysokojakościowych, których smak zawsze będzie pewien i taki sam. Oznaczone tym znakiem sery i inne smakołyki będzie można znaleźć od maja w niektórych hotelach i bacówkach, na przykład w Dolinie Kościeliskiej.

Doradca marszałka Małopolski ds. współpracy w obszarze Karpat i prezes Towarzystwa Produkt Górski wskazuje, że znak towarowy „Produkt górski” został zarejestrowany, aby uniknąć ewentualnych pytań o prawdziwość niektórych przysmaków, takich jak bryndza czy oscypek. Docelowo znakiem mają być też obejmowane wędliny, nalewki i śliwowica łącka. TPG zakłada również intensywną działalność promocyjną na rzecz rozpowszechniania produktów spożywczych pochodzących z gór. Aktualnie z oznaczenia „Produkt górski” może korzystać dwudziestu producentów.

Dział: Aktualności
© 2012-2017