Dostęp do raju chce ograniczyć właściciel znaku towarowego telewizji Sky, brytyjska spółka British Sky Broadcasting Group. BSBG w ostatnich latach zablokowała już rejestracje znaków towarowych takich gigantów jak Skype (po 10 letniej batalii) czy Microsoft oferującego usługę ,,SkyDrive” (siłą rzeczy przemianowaną na ,,OneDrive”).

Tym razem przyszła pora na SkyKick - amerykańską spółkę oferującą usługę IT wspomagającą zarządzaniem danymi w chmurze. SkyKick w 2012 r. zarejestrowała swój znak towarowy, a w 2016 r. chcąc rozszerzyć ochronę poprzez dokonanie rejestracji międzynarodowej obejmującej także obszar Unii Europejskiej, spotkała się ze sprzeciwem BSBG.
W odpowiedzi, SkyKick podniosła ciekawą kwestię odnośnie nadchodzącej zmiany w Dyrektywie, która ma zostać implementowana do porządków krajowych do stycznia 2019 r. Zmiana dotyczy art. 12, na podstawie którego aktualnie prawo z rejestracji znaku towarowego nie uprawnia właściciela tego prawa do zabronienia osobie trzeciej używania znaku towarowego, jeśli stanowi on nazwisko lub adres tej osoby - dotyczy to zarówno osób fizycznych jak i prawnych. Na podstawie nowego brzmienia, od 2019 r. tylko osoby fizyczne będą mogły powołać się na to uprawnienie. Oznacza to, że właściciele znaków towarowych będą mogli skutecznie dochodzić zaprzestania używania znaku towarowego przez osoby prawne, których nazwy są tożsame z tym znakiem towarowym.

SkyKick określił zmianę jako naruszającą zasadę niedyskryminacji, prawo własności, równość wobec prawa oraz swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Wniosek spółki o rejestrację został odrzucony, jednak kwestia ta może zostać w przyszłości przekazana do Trybunału Sprawiedliwości.
Pomimo, że Unia Europejska słusznie uzasadnia tą zmianę występowaniem prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd co do handlowego źródła pochodzenia towarów lub usług, fakt, że za naruszenie unijnego znaku towarowego będzie uznawane używanie tego oznaczenia jako nazwy handlowej przez innego przedsiębiorcę, może spowodować wzmożoną aktywność przedsiębiorców i lawinę wniosków o zaprzestanie naruszeń…

Dział: Aktualności
czwartek, 21 wrzesień 2017 10:02

Brat Pablo Escobara grozi twórcom „Narcos”

Pablo Escobar był w krwawym baronem narkotykowym, który stał się jednym z najbogatszych ludzi na świecie dzięki przemytowi w latach 70. i 80. ubiegłego wieku kokainy z Kolumbii do USA i innych państw. Escobar przekupywał na wielką skalę urzędników, sędziów czy polityków, a każdego, kogo uważał za potencjalne zagrożenie, kazał zabijać. O życiu i działalności Pablo Escobara najpopularniejsza platforma serialowa Netflix nakręciła serial, który został wyemitowany w 2015 r. i od razu osiągnął ogromny komercyjny sukces. Dwa pierwsze sezony „Narcos”, bo tak brzmi jego tytuł, ukazują właśnie działania przywódcy Kartelu Medellín, aż do jego śmierci podczas szturmu przeprowadzonego przez kolumbijską policję.

Producenci serialu, który w kolejnych sezonach skupia się na innych kolumbijskich kartelach, w tym na kartelu Calí, zaczynają jednak napotykać trudności. We wrześniu 2017 r. w Meksyku został zastrzelony Carlos Muñoz Portal, członek ekipy serialu „Narcos”, który poszukiwał nowych lokalizacji do kręcenia kolejnych odcinków. Ciało Portala, z licznymi ranami postrzałowymi, zostało odnalezione w okolicach stolicy, miasta Meksyk.

Sukces, w tym finansowy, odniesiony przez serial, zmotywował najwyraźniej do działania brata nieżyjącego Pablo Escobara, Roberto Escobara Gavirię, który był księgowym kartelu w czasach jego świetności, za co od początku lat 90. odbył karę ponad 10 lat więzienia. Brat narkotykowego barona okazał się bardzo przedsiębiorczy. W 2014 r. Gaviria założył w Stanach Zjednoczonych spółkę Escobar Inc, która miała chronić interesy i prawa rodziny Escobarów. Teraz Escobar Gavria wystąpił do twórców „Narcos” z roszczeniem w wysokości miliarda dolarów. Brat Pabla twierdzi, że Netflix bez zgody rodziny Escobarów wykorzystał jej historię i wizerunek Pabla, do którego prawa przysługują rzekomo rodzinie, jak również samą nazwę „Narcos”. Co ciekawe, nazwa ta nie jest w Unii Europejskiej zarejestrowana jako znak towarowy na rzecz Netflixa. W przypadku zignorowania roszczeń Roberto Escobara Gaviria zapowiedział „zniszczenie” serialu, cokolwiek by to miało znaczyć.

Dział: Aktualności
piątek, 22 wrzesień 2017 09:59

Co identyfikuje przedsiębiorcę?

29 stycznia 2007 r. spółka Repsol YPF dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego BASIC. 26 września 2011 r. interwenient, Basic AG Lebensmittelhandel, złożył wniosek o częściowe unieważnienie prawa do zakwestionowanego znaku towarowego. Wydział Unieważnień uwzględnił wniosek, od czego odwołała się skarżąca, jednak Pierwsza Izba Odwoławcza EUIPO utrzymała w mocy decyzję Wydziału Unieważnień i oddaliła odwołanie. Sprawa trafiła przed Sąd UE, który we wrześniu 2017 r. wydał wyrok.

Izba Odwoławcza potwierdziła stwierdzenie Wydziału Unieważnień, zgodnie z którym przedstawione przez interwenienta dowody wykazywały, że istotna część właściwego kręgu odbiorców niemieckich, który składa się zarówno z przeciętnych konsumentów, jak i z profesjonalistów z sektora sprzedaży detalicznej artykułów żywnościowych, postrzega „basic” jako „identyfikator gospodarczy”. Skarżąca podnosiła, że Izba Odwoławcza nie oceniła w sposób poprawny dowodów przedstawionych przez interwenienta w odniesieniu do używania oznaczeń basic i basic AG w obrocie handlowym w Niemczech.

Sąd podkreślił w wyroku, że właściciel oznaczenia używanego w obrocie handlowym, innego niż niezarejestrowany znak towarowy, może złożyć wniosek o unieważnienie unijnego znaku towarowego, jeśli oznaczenie to spełnia łącznie cztery następujące przesłanki: oznaczenie to musi być używane w obrocie handlowym; musi mieć zasięg większy niż lokalny; prawo do tego oznaczenia powinno zostać nabyte zgodnie z prawem państwa członkowskiego, w którym oznaczenie było używane, przed dniem dokonania zgłoszenia unijnego znaku towarowego; wreszcie prawo do tego znaku musi umożliwiać właścicielowi zakazywanie używania późniejszego znaku towarowego. Zatem, jeżeli oznaczenie nie spełnia jednej z tych przesłanek, wniosek o unieważnienie prawa do znaku oparty na istnieniu oznaczenia innego niż znak towarowy używany w obrocie handlowym nie może zostać uwzględniony. Skarga została oddalona.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 25 wrzesień 2017 09:56

Rogaty znak towarowy

1 grudnia 2010 r. skarżąca, Jordi Nogues, SL, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego BAD TORO, zawierającego element słowny oraz czarno-białą postać byka. 12 kwietnia 2011 r. interwenient, Grupo Osborne, SA, wniósł sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku, który opierał się na wcześniejszych znakach towarowych EL TORO i TORO. Wydział Sprzeciwów uwzględnił sprzeciw w całości. Spółka Jordi Nogues wniosła jednak odwołanie od tej decyzji, które zostało oddalone przez Izbę Odwoławczą. Sprawa trafiła przed Sąd UE, który pod koniec września 2017 wydał w niej wyrok.

Z orzecznictwa wynika, że całościową ocenę prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w zakresie dotyczącym wizualnego, fonetycznego lub konceptualnego podobieństwa kolidujących ze sobą oznaczeń należy oprzeć na wywieranym przez nie całościowym wrażeniu, ze szczególnym uwzględnieniem ich elementów odróżniających i dominujących. Sposób postrzegania znaków towarowych przez przeciętnego konsumenta danych towarów lub usług odgrywa w ramach całościowej oceny wspomnianego prawdopodobieństwa decydującą rolę. W tym względzie przeciętny konsument postrzega co do zasady znak towarowy jako całość i nie zajmuje się analizą jego poszczególnych elementów.

Izba Odwoławcza stwierdziła istnienie ogólnego wrażenia podobieństwa kolidujących ze sobą oznaczeń ze względu na ich słowną i konceptualną zbieżność wynikającą z obecności określenia „toro”, które łatwo rozpoznać w zgłoszonym znaku towarowym i które, po pierwsze, stanowi jedyny składnik wcześniejszego słownego unijnego znaku towarowego i jedyny element słowny wcześniejszego graficznego hiszpańskiego znaku towarowego, po drugie, odznacza się charakterem odróżniającym, a po trzecie, nie zajmuje drugorzędnej pozycji w zgłoszonym znaku towarowym. Co się tyczy czysto słownych wcześniejszych znaków towarowych, Izba Odwoławcza uznała, że podobieństwo jest wzmocnione tą okolicznością, że określenie „toro” zachowuje w zgłoszonym znaku towarowym niezależną pozycję odróżniającą.

Sąd wskazał, że element graficzny zgłoszonego znaku towarowego jest fantazyjnym rysunkiem przedstawiającym byka z wielkimi rogami i o niezadowolonym spojrzeniu. W tym względzie, po pierwsze, jego wydatna wielkość w zgłoszonym znaku towarowym znacząco przekracza wielkość elementu słownego. Po drugie, element graficzny jest umieszczony ponad elementem słownym. Po trzecie, przedstawiony byk jest masywny, czarny i szczególnie oryginalny. W tych okolicznościach należy uznać, że fantazyjność oraz wielkość elementu graficznego będą mogły odwrócić uwagę właściwego kręgu odbiorców od umieszczonego poniżej elementu słownego. Tym samym skarżąca miała podstawy, by twierdzić, że Izba Odwoławcza niesłusznie uznała, że żaden z połączonych elementów zgłoszonego znaku towarowego nie dominuje nad wrażeniem wizualnym. W rezultacie element słowny zgłoszonego znaku towarowego, w tym określenie „toro”, zajmuje w zgłoszonym znaku towarowym drugorzędną pozycję. Jednakże, element słowny jest odtworzony wielkimi literami. Pomimo znacznej wielkości elementu graficznego element słowny jest wyraźnie widoczny. W tych okolicznościach charakter dominujący elementu graficznego zgłoszonego znaku towarowego nie jest w stanie czynić elementu słownego „badtoro” pomijalnym w ramach całościowego wrażenia wywieranego przez znak towarowy

W rezultacie, Sąd uwzględnił zarzut dotyczący tego, że uznając w przypadku kolidujących ze sobą oznaczeń istnienie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd, EUIPO naruszyło przepisy i tym samym stwierdził nieważność zaskarżonej decyzji.

Dział: Aktualności
wtorek, 26 wrzesień 2017 09:54

Problemy z whisky Conora McGregora

Urodzony w Dublinie mistrz mieszanych sztuk walki (MMA), Conor McGregor, obecnie zmaga się nie z przeciwnikiem na ringu, ale z planem, aby wprowadzić na rynek nową markę whisky, używając swojego pseudonimu, „Notorious”. Zawodnik ujawnił ten plan w zeszłym miesiącu, po przegranej walce z bokserem Floydem Mayweatherem.

Séamus O'Hara, założyciel firmy Carlow Brewing i inwestor branży napojów, zatrudnił w tym miesiącu madrycką kancelarię prawniczą, starając się zablokować rejestrację znaku towarowego McGregora „Notorious”  na terytorium całej Unii Europejskiej. W tygodniach poprzedzających walkę z Mayweatherem McGregor złożył bowiem wniosek w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO), aby zarejestrować znak towarowy „Notorious" dla napojów alkoholowych i bezalkoholowych na całym terytorium UE.

O'Hara posiada już jednak wcześniejszy unijny znak towarowy „Notorious”, zarejestrowany  dla piw i innych napojów, w tym bezalkoholowych. Znak został zarejestrowany w EUIPO Euipo w maju 2016 r. Jest to jedyny europejski znak towarowy należący do O'Hary. Jego firma Carlow Brewing w zeszłym roku uruchomiła produkcję piwa pale ale pod nazwą „Notorious Red IPA”. O'Hara narzeka, że ​​znak towarowy McGregora byłby identyczny z jego oznaczeniem, a zgłoszenie obejmuje identyczne kategorie produktów, co może  zmylić opinię publiczną. Jeśli O'Hara wygra spór, może to stanowić poważny problem dla planu wprowadzenia na rynek whisky McGregora, a nawet doprowadzić do zmiany nazwy produktu.

Ponadto, jeśli zawodnik MMA chce sprzedawać prawdziwą irlandzką whisky, będzie musiał zawrzeć umowę produkcyjną z irlandzkim gorzelnikiem działającym gdzieś na wyspie, ponieważ irlandzka whisky jest chroniona na mocy europejskich zasad etykietowania i oznaczania produktów.

Dział: Aktualności
piątek, 15 wrzesień 2017 11:49

John Lemon musi zniknąć z półek

Nagła popularność piw kraftowych w ostatnich latach wymogła na ich producentach kreatywność w wymyślaniu dla nich nowych nazw. Nikogo nie zdziwią już stojące na sklepowych półkach piwa Perfekcyjna Pani Domu, Atak Chmielu czy Czarny Roman. Podobny trend dał się odczuć również na rynku napojów bezalkoholowych. Czasy, kiedy w barach rowerzyści, kierowcy czy niepijący z innych powodów mogli dostać tylko Colę, Fantę i Sprite dawno już minęły. Teraz na rynku dostępne są napoje gazowane i bez gazu, o smaku owoców bardzo egzotycznych albo miejscowych, z certyfikatami eko i dla wegan. Żeby zostać zapamiętanym przez konsumenta, dobrze jest wyróżnić taki napój nazwą.

Katowicka marka John Lemon będzie teraz musiała pomyśleć o zmianie nazwy. Do tej pory były pod nią dostępne bezalkoholowe napoje owocowe, na bazie yerba mate, herbaty rooibos czy lemoniady. Marka stała się popularna nie tylko na polskim rynku, jednak – paradoksalnie – zagraniczna ekspansja nie wyszła jej ostatnio na dobre.

Polska firma ma teraz na pieńsku z żoną nieżyjącego Beatlesa, Johna Lennona, od którego marka wzięła nazwę. Co prawda w samej nazwie zastosowano grę słów i zastąpiono Lennona angielską cytryną (lemon), jednak łatwo się domyślić, co stanowiło oryginał. O Johnie Lemonie Yoko Ono, bo to o niej mowa, dowiedziała się w Holandii. Przez swoich prawników artystka szybko skontaktowała się z polską firmą i nakazała jej zmianę nazwy, powołując się na naruszenie praw do znaku towarowego oraz dóbr osobistych zmarłego muzyka. Do procesu przed sądem jednak nie dojdzie. Strony zawarły ugodę, na mocy której od listopada marka John Lemon musi zostać wycofana ze sklepów i barów. Sprawa jest o tyle ciekawa, że polscy przedsiębiorcy zarejestrowali w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej znak towarowy „John Lemon”. Teraz stanie się on bezużyteczny.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 11 wrzesień 2017 13:40

Finansowa manufaktura

18 grudnia 2009 r. spółka VM Vermögens-Management GmbH dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego, słownego oznaczenia Vermögensmanufaktur, głównie dla reklamy i ubezpieczeń. 30 lipca 2012 DAT Vermögensmanagement GmbH złożyła do EUIPO wniosek o unieważnienie prawa do tego znaku towarowego w całości.

10 grudnia 2013 r. Wydział Unieważnień oddalił w całości wniosek o unieważnienie prawa do znaku. Oparł on zasadniczo swą decyzję, między innymi, na fakcie, że słowo niemieckie „Manufaktur” nie mogło mieć konkretnego znaczenia, jeśli chodzi o usługi objęte zgłoszeniem, z uwagi na ich niematerialny charakter. W konsekwencji jego zdaniem kombinacja niemieckiego słowa „Vermögen” z niemieckim słowem „Manufaktur” miała w dacie dokonania zgłoszenia do rejestracji spornego znaku towarowego charakter odróżniający i nie mogła opisywać usług. Decyzja ta została zaskarżona przez DAT Vermögensmanagement.

Izba Odwoławcza EUIPO uwzględniła odwołanie i uznała, że sporny znak towarowy jest opisowy i pozbawiony charakteru odróżniającego. Sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok we wrześniu 2017 r.. Izba Odwoławcza wskazała, odnosząc się do wersji internetowej niemieckiego słownika Duden, nie powtarzając przy tym, w następstwie oczywistego błędu pisarskiego, słowa „wysoka”, że niemieckie słowo „Manufaktur” wywodziło się z łacińskich słów „manus” (ręka) i „facere” (robić) oraz oznaczało małe przedsiębiorstwo przemysłowe lub handlowe, w którym produkty wysoko specjalistyczne były wytwarzane w całości lub części ręcznie, co zapewniało wysoką jakość. Sąd wskazał, że - co się tyczy używania niemieckiego słowa „Manufaktur” w odniesieniu do usług - interwenient udowodnił w przekonywający sposób możliwość takiego używania w dacie właściwej, zwłaszcza w stosunku do usług finansowych. Sąd wskazał, że fakt, iż niemieckie słowo „Manufaktur” pojawia się w specjalistycznej prasie, nie oznacza, że właściwy krąg odbiorców nie będzie w stanie postrzegać związku między tym słowem a usługami. Mając bowiem na względzie usługi objęte zgłoszeniem, właściwy krąg odbiorców, chociaż składający się w części z szerokiego kręgu odbiorców, jest skłonny czytać specjalistyczną prasę, w szczególności prasę finansową.

Ponieważ jest bezsporne, że w dacie właściwej niemieckie słowo „Manufaktur” odsyłało do idei pracy ręcznej, wyrażało ono ideę, że produkcja była bardziej zindywidualizowana niż produkcja fabryczna i produkcja taśmowa. Nie popełniając zatem błędu w ocenie, Izba Odwoławcza doszła zasadniczo do wniosku, że o ile w swym pierwotnym znaczeniu niemieckie słowo „Manufaktur” oznaczało z pewnością przedsiębiorstwo, w którym produkty były wytwarzane ręcznie, o tyle w dacie właściwej odwoływało się ono również do idei zindywidualizowanej i wysokiej jakości produkcji i mogło być używane w odniesieniu do usług.

Dział: Aktualności
środa, 06 wrzesień 2017 11:23

Gimby nie znajo

Wiadomo, że każde kolejne pokolenie, kiedy tylko trochę się zestarzeje, zaczyna narzekać na „dzisiejszą młodzież”. Nie inaczej sprawa ma się dzisiaj, zaś najbardziej obrywają w tym zakresie gimnazjaliści. Choć ten rodzaj szkół, pożywszy kilkanaście lat, właśnie został zniesiony, to dla wielu osób, które szkołę mają już dawno za sobą, uczniowie gimnazjów pozostają personifikacją niewiedzy i ignorancji. W internecie stało się popularne powiązane z tym zjawiskiem hasło „gimby nie znajo”, mające służyć wskazywaniu rzeczy lub zjawisk nieznanych młodemu pokoleniu, a popularnych w latach 90. ubiegłego wieku.

Okazuje się, że być może nie każdy będzie się mógł tym akurat hasłem posługiwać, a przynajmniej nie w celach komercyjnych. Jeden z polskich youtuberów, posługujący się pseudonimem Turpat Patryk Turski, zarejestrował bowiem w Urzędzie Patentowym znak towarowy „Gimby nie znajo”. Jest to o tyle ciekawe, że jego youtubowy program powstał niemal równo z prześmiewczą serią pod tym właśnie tytułem umieszczoną na kanale BORBOBtv. Obaj youtuberzy prowadzili swoją działalność równolegle przez około dwa lata. W tym roku sytuacja uległa jednak zmianie.

Prowadzący kanał BORBOBtv otrzymał list ostrzegawczy, w którym żądano zmiany nazwy cyklu „Gimby nie znajo”. Za pismem stał Patryk Turski, opierający swoje roszczenia na przyznanym mu znaku towarowym. Widownia YouTube’a stanęła jednak murem za BORBOBtv. Sami youtuberzy wdali się zaś w publiczną, pełną emocji polemikę na temat pechowej frazy. Kiedy emocje ostygły, nagrane przez nich filmiki zostały jednak pousuwane. Turpat wycofał zaś roszczenia wobec właściciela konkurującego kanału.

Dział: Aktualności

Dwóch właścicieli franczyz o super-bohaterach będzie walczyć w amerykańskim sądzie o prawo sprzedaży zabawek pod nazwą „Bumblebee”. Hasbro, właściciel marki Transformers, złożył w poniedziałek pozew, oskarżając wytwórnię Warner Bros. i DC Comics o naruszenie znaku towarowego. W myśl pozwu, postać DC o imieniu „Bumblebee” - nastolatka z możliwością kurczenia się - może łatwo zostać pomylona z Autobotem „Bumblebee” z filmów o Transformersach.

Hasbro twardo broni postaci żółtego robota Bumblebee, która ma zagrać w  pierwszym spin-offie cyklu Transformers, mającym trafić do kin w Boże Narodzenie 2018 r. Dlatego teraz firma stara się zablokować sprzedaż zabawki Bumblebee produkowanej przez spółkę Mattel, która jest częścią serii produkowanej we współpracy z DC, Super Hero Girls. Hasbro jest również zaniepokojone zestawem kloców LEGO Bumblebee.

Postać o tym właśnie imieniu jest jednym z głównych bohaterów filmowego wszechświata Transformersów. Spółka Hasbro twierdzi, że w 1983 r. zaczęła sprzedawać zabawki Bumblebee, zaś od 2011 r. oferuje klocki pod tą nazwą.

DC Comics i Warner Bros. wypuściły na rynek serię serię DC Super Hero Girls w kwietniu 2015 r. w ramach partnerstwa z firmą Mattel. Do tego doszły seriale telewizyjne, które rozpoczęły się w październiku 2015 r. Seria opowiada o młodszych wersje super-bohaterów DC, w tym Batgirl i Harley Quinn, które uczęszczają do szkoły średniej. Bumblebee jest geniuszem komputerowym i na dodatek posiada umiejętność zmniejszania się. Oryginalnie postać Bumblebee została po raz pierwszy wprowadzona w serii komiksów „Teen Titans” z 1977 r.

Firma Hasbro zarejestrowała znak towarowy „Bumblebee” 15 lipca 2015 r. 

Dział: Aktualności
środa, 30 sierpień 2017 09:05

Stadion Narodowy w teledysku Katy Perry!

Katy Perry to jedna z bardzo ostatnio popularnych gwiazd muzyki pop. Pod koniec sierpnia bieżącego roku piosenkarka, znana z takich hitów, jak „I Kissed a Girl”, „Hot n’ Cold” czy „Firework” wypuściła teledysk do swojej nowej piosenki pod tytułem „Swish Swich”. Co ciekawe i co bardzo mogło spodobać się polskim fanom artystki, w teledysku znalazł się wizerunek warszawskiego Stadionu Narodowego wraz z panoramą miasta. Sam klip nawiązuje bowiem do filmu animowanego „Kosmiczny mecz”, który opowiadał o zmaganiach koszykarza Michaela Jordana oraz drużyny bajkowych postaci z Królikiem Bugsem na czele z kosmitami o przykrym wyglądzie i niecnych zamiarach. W teledysku Katy gra koszykarkę, zaś występująca z nią w duecie Nicki Minaj – zagrzewającą ją do walki cheerleaderkę.

Okazuje się jednak, że właściciel obiektu nie wydał zgody na takie komercyjne wykorzystanie wizerunku Stadionu Narodowego. Jest to problem, ponieważ – jak wskazała rzeczniczka prasowa obiektu – zarysy elewacji stadionu i jego dachu są zarejestrowane jako znaki towarowe. To oznacza, że jeżeli jakiś podmiot będzie chciał wykorzystać wygląd stadionu w celach zarobkowych, nie tylko musi uzyskać zgodę jego właściciela, ale też uiścić opłatę licencyjną. Właściciel wskazuje, że kwota ta może wynosić od 13 do nawet 120 tysięcy złotych. Podobny koszt musiał uiścić chociażby właściciel marki Wólczanka, który korzystał z Narodowego przy okazji produkcji sesji reklamowej z udziałem piłkarza Roberta Lewandowskiego.

Sprawa wykorzystania przez katy Perry w jej teledysku nie skończy się jednak prawdopodobnie w sądzie. Rzeczniczka Stadionu Narodowego wskazała bowiem, że właściciel stadionu – oraz znaków towarowych – będzie chciał zakończyć całą sprawę polubownie.

Dział: Aktualności
© 2012-2017