Aktualności
poniedziałek, 10 lipiec 2017 14:06

Czy warszawskie metro zmieni logotyp?

Napisał

Logotypy i znaki towarowe to temat, który wbrew pozorom nie jest bliski wyłącznie przedsiębiorcom. Może on również żywotnie interesować spółki Skarbu Państwa. Obecnie warszawscy urzędnicy planują poddać zmianom logo metra, choć charakterystyczna wpisana w koło litera M ze strzałką w dół służyła stolicy od lat 80. Zarząd Transportu Miejskiego ogłosił konkurs z pulą nagród w wysokości 70 tysięcy zł, którego przedmiotem jest projekt nowego logo, które miałoby zunifikować całą stoliczną komunikację.

Oznaczenie obecnie wykorzystywane dla metra, autobusów i tramwajów to rzekomo „absolutny chaos” w postrzeganiu osób, które przyjeżdżają do Warszawy. Tak przynajmniej wskazuje wiceprezydent stolicy, Renata Kaznowska. Oznaczenia aktualnie wykorzystywane przez ZTM to również logotyp wykorzystujący postać warszawskiej syrenki, herb Warszawy oraz oznaczenia własne prywatnych przewoźników działających w ramach umów z miastem.

Pomysł zmiany logotypów warszawskiej komunikacji wyszedł od miejskiego radnego z ramienia Platformy Obywatelskiej, Michała Bitnera. W zamierzeniu jego pomysł ma ułatwić poruszanie się po stolicy osobom niemieszkającym tam na co dzień, a będących jedynie przejazdem albo na krótko. Takie zmiany wywołały jednak niechęć mieszkańców. Przede wszystkim, wiążą się one z koniecznością poniesienia znacznych kosztów, których oszacować nie są w stanie nawet sami pomysłodawcy. Poza tym, znane i popularne od lat logo czy znak  towarowy to jednak siła napędowa przedsiębiorstwa świadcząca o jego rozpoznawalności. 

piątek, 07 lipiec 2017 13:17

Znak towarowy czy oznaczenie geograficzne?

Napisał

Oznaczenie takie jak „la Milla de Oro”, odnoszące się do cechy produktu lub usługi polegającej na możliwości znalezienia takiego produktu lub takiej usługi w dużych ilościach w jednym miejscu, gdzie mają one wysoką wartość i jakość, nie może stanowić oznaczenia pochodzenia geograficznego, jako że temu oznaczeniu powinna towarzyszyć nazwa opisująca obszar geograficzny, tak aby można było zidentyfikować miejsce fizyczne, z którym kojarzy się duża koncentracja produktu lub usługi o wysokiej wartości i jakości. Tak orzekł na początku lipca br. Trybunał Sprawiedliwości UE.

María Almudena Benavente Cárdaba i Rodrigo Moreno Benavente są właścicielami hiszpańskiego znaku towarowego La Milla de Oro. Skarżący wytoczyli przeciwko Abadía Retuerta powództwo, zarzucając jej używanie oznaczenia „El Pago de la Milla de Oro” na etykiecie produkowanych przez nią win, ponieważ używanie nazwy „la Milla de Oro” może wywołać prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd konsumentów. Abadía Retuerta wniosła powództwo wzajemne o unieważnienie prawa do znaku towarowego La Milla de Oro. Podniosła ona między innymi, że znak ten stanowi oznaczenie pochodzenia geograficznego. Sąd okręgowy w Burgos postanowił zawiesić postępowanie i zwrócić się do Trybunału z pytaniem, czy oznaczenie tego rodzaju może zostać uznane za oznaczenie pochodzenia geograficznego, gdy omawiane produkty lub usługi są zawsze skumulowane w określonym miejscu fizycznym.

Sąd podkreślał, że oznaczenie „la Milla de Oro” nie wystarcza samo w sobie do oznaczenia konkretnego i określonego obszaru geograficznego, z którym wiązałoby się pochodzenie rozpatrywanych win. W sektorze wina oznaczenie „la Milla de Oro” z Ribera del Duero (Hiszpania) współistnieje z oznaczeniem „la Milla de Oro” z Riojy. W branży produktów luksusowych, jeśli oznaczenie to kojarzone jest z miastem Madryt, oznacza ono dzielnicę tego miasta, w której skupiają się luksusowe sklepy, renomowani jubilerzy oraz galerie sztuki. „La Milla de Oro” z Marbelli (Hiszpania) oznacza dzielnicę tego miasta, w której usytuowane są luksusowe nieruchomości oraz wysokiej klasy restauracje przyciągające bogatą i sławną klientelę. Wynika z tego, że oznaczenie „la Milla de Oro” opisuje z jednej strony strefę geograficzną zmieniającą się w zależności od obszaru geograficznego, który jej towarzyszy, a z drugiej strony odnosi się do określonego poziomu jakości produktów lub usług, które zmieniają się w zależności od nazwy obszaru geograficznego, z którym kojarzy się to oznaczenie.

W konsekwencji oznaczeniu temu powinna towarzyszyć nazwa opisująca dany obszar geograficzny, tak aby można było zidentyfikować pochodzenie geograficzne rozpatrywanych produktów lub usług, które charakteryzuje możliwość znalezienia w dużych ilościach, w tym określonym miejscu fizycznym, takich produktów i usług o wysokiej wartości i jakości.

czwartek, 06 lipiec 2017 10:49

Reklama suplementów diety. Sprawa marki Olimp

Napisał

Reklama z pewnością jest czynnikiem, który może przysporzyć przedsiębiorcy nowych klientów. Możliwości reklamowania towarów różnego rodzaju są w polskim prawie szerokie, co nie znaczy, że nie są one obłożone żadnymi obwarowaniami. Przykładowo, regulacji podlega reklama suplementów diety. Jako że są one jedynie środkami spożywczymi, a nie prawdziwymi lekami, nie można im przypisywać w reklamie właściwości leczniczych. W innym wypadku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów może wszcząć przeciwko takiemu reklamodawcy postępowanie.

Tak też stało się w przypadku spółki Olimp Laboratories. Na początku 2017 r. UOKiK wydał decyzję, w której uznał, iż przedsiębiorca ten stosował praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów, między innymi ze względu na zastosowanie w reklamach radiowych suplementu diety Chela Mag B6 sformułowań, iż jest on „najczęściej polecanym przez farmaceutów magnezem na rynku” i „najczęściej polecanym przez farmaceutów preparatem magnezowym w Polsce” bez wskazania, jakie są podstawy takich twierdzeń.

Urząd prowadzi też obecnie inne podobne postępowania, w których reklamy mogły sugerować, że reklamowane środki spożywcze leczą i zapobiegają chorobom. Działo się tak w przypadku suplementów Pneumolan oraz Pneumolan Plus. Miały o tym świadczyć sformułowania: „Zdrowe oddychanie po Pneumolanie”; „Podwójne działanie oczyszcza nos, zatoki, wspomaga oskrzela”. Produkująca suplementy spółka Walmark zobowiązała się do zmiany kwestionowanych przez urząd praktyk i usunięcia ich skutków.

Reklama to świetny środek na rozreklamowanie swojego produktu i jego znaku towarowego, ale trzeba przy jej projektowaniu zachować ostrożność.

środa, 05 lipiec 2017 13:27

Czerwone podeszwy Louboutin zaopiniowane

Napisał

Szpilki na niebotycznie wysokich obcasach i o czerwonej podeszwie to marzenie wielu celebrytek i zwykłych miłośniczek tego typu butów. Rozpozna je z daleka każda z nich – to tak zwane louboutiny, czyli buty marki Christian Louboutin. Pod koniec czerwca 2017 r. rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE, Maciej Szpunar, wydał opinię na ich temat. Konkretnie, chodziło o możliwość zastrzeżenia na wyłączność określonego koloru dla podeszwy butów.

Rzecznik generalny stwierdził, iż oznaczenia składające się z kształtu towaru, a z drugiej strony oznaczenia składające się z koloru samego w sobie, podlegają szczególnym reżimom. Względy odnoszące się do ryzyka zmonopolizowania istotnych cech danego towaru mogą mieć zastosowanie do innych rodzajów znaków towarowych – takich jak na przykład pozycyjne znaki towarowe lub ruchome znaki towarowe, a także, potencjalnie, znaki towarowe dźwiękowe, zapachowe lub smakowe – które również mogą pokrywać się z zewnętrzna cechą danego towaru. Niezależnie od kwalifikacji takich znaków towarowych ważne jest, aby interes w utrzymaniu niektórych oznaczeń w domenie publicznej mógł zostać uwzględniony przy badaniu ich pod kątem rejestracji.

Zdanie rzecznika okoliczność, że sporny znak towarowy został zarejestrowany jako graficzny znak towarowy, nie uniemożliwia zakwalifikowania go jako znaku towarowego składającego się z kształtu towaru. Należy natomiast zbadać, czy rozpatrywany znak towarowy wymaga ochrony określonego koloru jako takiego, bez żadnego ograniczenia w przestrzeni, albo czy, przeciwnie, ochrona ta wymagana jest w połączeniu z innymi cechami związanymi z kształtem towaru. W tym względzie, jeśli dany kolor został naniesiony na ściśle określoną część towaru, nie wydaje się wykluczone uznanie, że znak towarowy jest ograniczony w przestrzeni w taki sposób, iż kolor pokrywa się z konkretnym elementem towaru.

Okoliczność, że właściciel znaku towarowego nie wymaga ochrony dla konturów towaru, lecz zostawia sobie możliwość zmiany tych konturów w zależności od modelu, nie musi być decydująca. Może być w szczególności tak, że kontury nie stanowią w każdym razie istotnej cechy oznaczenia. Należy raczej ustalić, czy oznaczenie czerpie swój charakter odróżniający z samego wymagającego ochrony koloru czy też z określonego umiejscowienia tego koloru w związku z innymi elementami kształtu towaru.

wtorek, 04 lipiec 2017 14:34

Problem z hotelem

Napisał

W 1956 r. Giuseppe Cipriani, ojciec skarżącego, Arriga Ciprianiego, wraz z osobą trzecią założył spółkę Hotel Cipriani SpA, będącą poprzednikiem prawnym interwenienta, Hotelu Cipriani Srl. W marcu 1958 r. został otwarty hotel noszący nazwę Cipriani. 12 grudnia 1969 r. poprzednik prawny interwenienta zgłosił do rejestracji słowny włoski znak towarowy CIPRIANI, który został zarejestrowany w szczególności dla usług: „hotele, restauracje, bary, kafeterie, snack-bary i placówki restauracyjne”. 1 kwietnia 1996 r. poprzednik prawny interwenienta dokonał w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego CIPRIANI.

31 lipca 2009 r. skarżący złożył do EUIPO wniosek o unieważnienie prawa do zakwestionowanego znaku towarowego w odniesieniu do wszystkich towarów i usług, dla których znak ten został zarejestrowany. W uzasadnieniu wspomnianego wniosku powołano się na to, jakoby znak towarowy naruszał nazwisko osoby powszechnie znanej, czyli nazwisko Cipriani, którego powszechna znajomość jest ściśle związana z osobą skarżącego, będącego człowiekiem kultury i prowadzącego powszechnie znaną na całym świecie działalność w sektorze restauracji. Wydział Unieważnień oddalił wniosek.  Sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok pod koniec czerwca 2017 r.

Skarżący podnosił, że poprzednik prawny interwenienta miał zamiar pasożytowania na powszechnej znajomości jego osoby poprzez naśladowanie jego inicjatyw oraz czerpania korzyści z powszechnej znajomości nazwiska Cipriani w sektorze usług restauracyjnych. Jest to jakoby potwierdzone w szczególności okolicznością, że w 1979 r. wspomniany poprzednik prawny otworzył w Londynie bar pod nazwą Harry’s Bar, który był kopią – nie tylko w odniesieniu do nazwy, lecz również stylu – Harry’s Bar w Wenecji, będącego własnością skarżącego. Gdyby skarżący sprzeciwił się rejestracji lub używaniu krajowego znaku towarowego CIPRIANI, a pomimo tego sprzeciwu poprzednik prawny interwenienta postanowił jednak wnieść o rejestrację identycznego oznaczenia jako unijnego znaku towarowego, okoliczności te mogłyby ewentualnie prowadzić do rozważenia działania w złej wierze. Natomiast z uwagi na niezakwestionowanie wcześniejszego włoskiego znaku towarowego CIPRIANI i na to, że zakwestionowany znak towarowy składa się z tego samego elementu słownego, który ponadto widniał w nazwie tego poprzednika prawnego, nie można uznać, iż zakładane otwarcie przez niego w Londynie baru pod nazwą Harry’s Bar mogłoby pozwolić na stwierdzenie, że poprzez dokonanie zgłoszenia do rejestracji zakwestionowanego znaku towarowego ów poprzednik prawny zmierzał swoim zachowaniem do czerpania korzyści z podnoszonej powszechnej znajomości nazwiska Cipriani i podnoszonej powszechnej znajomości osoby skarżącego. Skarga została oddalona.

poniedziałek, 03 lipiec 2017 13:33

Sądowe (W) sieci

Napisał

Tygodnik „W Sieci” będzie dostępny w kioskach jedynie do końca lipca bieżącego roku. Stanie się tak ze względu na ostatnio wydany wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Spółka Gremi Media (dawna Presspublica) właściciel portalu internetowego „W sieci opinii”, będącego częścią portalu „Rzeczpospolita”, w 2012 r. złożyła wniosek o zabezpieczenie powództwa przeciwko spółce Fratria, wydawcy tygodnika „W Sieci”, który należy do braci Karnowskich. „W Sieci” został stworzony przez dziennikarzy serwisu wPolityce.pl i część byłego zespołu „Uważam Rze”.

W styczniu 2013 r. Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do wniosku Gremi Media i zakazał spółce Fratria na czas trwania procesu korzystania z oznaczenia „W Sieci”. Zdaniem powoda, spółka należąca do braci Karnowskich dopuściła się czynu nieuczciwej konkurencji, poprzez nazwanie swojego tygodnika w sposób łudząco podobny do „W sieci opinii”. 20 marca 2013 r. sąd ostatecznie zakazał Fratrii wydawania „W Sieci”, jednak Karnowscy nie zgodzili się z orzeczeniem Sądu i wnieśli apelację od wyroku. Wydawcy wskazali, że dopełnili wszystkich wymogów rejestracji, a domena którą wykupili – wsieci.pl - była zarejestrowana na rynku od 1999 r., to jest na długo przed wejściem na rynek „W sieci opinii”. Spółka Fratria postanowiła też działać nadal, tym razem wykorzystując nazwę „Sieci”. Sprawa trafiła nawet do Sądu Najwyższego, który jednak finalnie przekazał sprawę sądowi apelacyjnemu do ponownego rozpoznania.

Jak widać, sąd apelacyjny na koniec wydał wyrok, który jest nie na rękę braciom Karnowskim. Muszą oni teraz nie tylko zaprzestać używania swojego oznaczenia, ale i poinformować publicznie o wyroku sądu i zapłacić na cel charytatywny 25 tysięcy zł.

piątek, 30 czerwiec 2017 13:38

Captain Morgan vs. Admiral Nelson

Napisał

Gdzie kapitan może rozkazywać admirałowi? W kanadyjskich sklepach z alkoholem. Wyrok w sądu federalnego w Kanadzie uznał, że sprzedaż rumu o nazwie Admiral Nelson narusza prawa do znaku towarowego „Captain Morgan” i zakazał sprzedaży produktów z postacią admirała lub w innych butelkach, które mogą być mylone z rumem Captain Morgan.

Wyrok z 12 czerwca 2017 r.  jest wynikiem pozwu wniesionego w 2014 r. przez Diageo Canada Inc., oddziału olbrzymiego przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją alkoholu - Diageo PLC w Londynie, przeciwko rodzinnej firmie Heaven Hill Distilleries Inc. Chodziło o to, czy obie namalowane na butelkach postacie - bardzo luźno oparte na postaciach prawdziwych marynarzy, jak i na mundurach marynarki wojennej, z pelerynami, trzymając miecze i wąsate - mogą być mylone przez przeciętnych konsumentów.

Diageo wskazała Heaven Hill, że ta w 2014 r. naruszyła jej znak towarowy i ogłosiła komunikat prasowy, w którym stwierdziła, że marka „Admiral Nelson” była wyraźnym i jawnym naśladownictwem znaku „Captain Morgan”. Różne ilustracje postaci kapitana Morgana były używane na produktach w Kanadzie od co najmniej roku 1961, zgodnie z informacjami przekazanymi sądowi przez Diageo. Jest to fantazyjny obraz XVI-wiecznego żeglarza, Sir Henry Morgana. Rum „Admiral Nelson” był sprzedawany w Kanadzie począwszy od 2003 r., a postać na jego butelce i w nazwie opiera się na brytyjskim wiceadmirale, lordzie Horatio Nelsonie. Diageo zeznała jednak, że nie było jej wiadomo o spornym produkcie do końca roku 2013.

W postępowaniu sądowym Heaven Hill oskarżyła Diageo o próbę zahamowania konkurencji. Firma zauważyła, że ​​admirał Nelson nie trzyma nogi na beczce, z czego znany jest kapitan Morgan, a kolory etykiet są różne.

„Captain Morgan” to zdecydowanie bardziej znana marka: Diageo wydała około 150 milionów dolarów na jej marketing w ciągu ostatnich 15 lat i około 17 milionów dolarów w ostatnim, rocznym okresie. W 2015 r. w Kanadzie sprzedano ponad 12 milionów butelek, co stanowi około 32% udziału w tamtejszym rynku rumów. 

czwartek, 29 czerwiec 2017 12:03

NIE dla monopolu Snapchata

Napisał

Para z Santa Monica w USA, która chce bronić efektu ponad dwóch lat swojej pracy, będzie walczyć z firmą Snap Inc., założycielem popularnej platformy Snapchat o odpowiedź na pytanie, czy termin „geofilter” może być znakiem towarowym. Tracy i Paul Grand odnieśli w czerwcu 2017 r. częściowe zwycięstwo, gdy międzynarodowy organ zajmujący się sporami o nazwy stron internetowych zadecydował przeciwko żądaniom Snap, aby wyrwać parze z rąk witrynę geofilters.com.

Następnym ruchem państwa Grandów w sporze ma być złożenie sprzeciwu przeciwko zgłoszeniu na rzecz Snap Inc., dokonanego w amerykańskim urzędzie patentowym, oznaczenia „geofilter”. W aplikacji do prowadzenia rozmów o nazwie Snapchat geofiltry stosują grafiki dekoracyjne wobec obrazów, które często określają lub przedstawiają lokalizację, na przykład sklep lub miasto.

Paul Grand, programista prowadzący kursy i programy mentorskie dla początkujących firm medycznych, pracował nad aplikacją związaną z grafiką lokalizacyjną od końca 2014 r. Snapchat wprowadził geofiltry w połowie tego samego roku. W tym samym czasie firma Apple ogłosiła, że ​​rozpocznie konkurs na aplikację do tworzenia funkcji edytowania aparatu na telefonie iPhone. To właśnie zachęciło Paul Granda do budowy narzędzia do geofilteringu. Zarejestrował on domenę geofilters.com w listopadzie 2014 r. Korzystając z wolnego czasu, wymyślił wersję roboczą aplikacji. Teraz programista nie chce, aby Snap zmonopolizował termin na oznaczenie efektu jego pracy.

Trzyosobowy panel Światowej Organizacji Własności Intelektualnej, który rozsądzał spór o geofilters.com stwierdził, że Snap nie udowodnił, że konsumenci uznają termin „geofilter” za wskazanie źródła produktu, a nie samą jego nazwę.

środa, 28 czerwiec 2017 11:56

Rejestracja diabelskich gestów

Napisał

Wcześniej w tym miesiącu Gene Simmons, frontman zespołu Kiss, znanego z wykorzystywania charakterystycznego, biało-czarnego makijażu,  złożył wniosek o rejestrację znaku towarowego w USA, który miałby przedstawiać gest wysunięcia niektórych palców dłoni, na podobieństwo rogów diabła, dla takich usług, jak „rozrywka, a mianowicie występy na żywo; osobiste występy artysty muzycznego". Zgłoszenie wymieniło datę pierwszego użycia znaku w dniu 14 listopada 1974 r. Znak miało obrazować zdjęcie Simmona robiącego ręką gest obok Dave'go Grohla z zespołu Foo Fighters.

Simmons próbował zarejestrować sam gest ręki, a nie obraz lub opis gestu, opisując w zgłoszeniu oznaczenie jako „gest ręki z palcem wskazującym i małym palcem rozciągniętym ku górze, a kciuk wyciągnięty jest prostopadle". Chociaż obrazy lub stylizowane rysunki gestów rąk mogą funkcjonować i być zarejestrowanymi jako znaki towarowe samodzielnie lub jako część znaku, to jednak gesty same w sobie nie mogą funkcjonować jako znaki towarowe. Nawet jeśli zdołałoby się taki znak zarejestrować, to nie byłoby praktycznego sposobu egzekwowania ochrony znaku towarowego przeciwko innym przedsiębiorcom. Szczególnie, że w tym konkretnym przypadku „diabelskie rogi” oznaczają „kocham cię” w języku migowym.

Mniej niż dwa tygodnie później Gene Simmons najwyraźniej ponownie rozważył, czy może posiadać ważne prawo ochronne na znak towarowy do gestu dłoni, ponieważ zrezygnował z wniosku w Urzędzie Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych. Zauważono również, że jego zgłoszenie wywarło sporo krytyki ze strony innych muzyków.

wtorek, 27 czerwiec 2017 11:54

Życzeniowy znak towarowy

Napisał

23 stycznia 2015 r. skarżąca, Biogena Naturprodukte GmbH & Co. KG, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia słowno-graficznego unijnego znaku towarowego „ZUM WOHL”, głównie dla produktów spożywczych. Decyzją z 31 lipca 2015 r. ekspert odmówił rejestracji zgłoszonego znaku. Skarżąca wniosła do EUIPO odwołanie od decyzji eksperta, które jednak zostało oddalone. Izba Odwoławcza stwierdziła, że zgłoszony znak towarowy opisuje oznaczone towary i usługi, ponieważ niemieckie wyrażenie „zum Wohl” zostanie natychmiast zrozumiane przez właściwy krąg odbiorców w ten sposób, że owe towary i usługi przyczyniają się do zadowolenia właściwych konsumentów, a elementy graficzne zgłoszonego znaku towarowego nie umożliwiają odwrócenia uwagi konsumenta od pochwalnej i jasnej wiadomości reklamowej przenoszonej przez to wyrażenie. Sprawa znalazła finał przed Sądem unii Europejskiej.

W wyroku z 22 czerwca 2017 r. Sąd wskazał, że oznaczenie podlega zakazowi rejestracji, jeżeli ma dostatecznie bezpośredni i rzeczywisty związek z określonymi towarami lub usługami, który pozwoli właściwemu kręgowi odbiorców natychmiast i bez namysłu rozpoznać w nim opis tych towarów i usług lub jednej z ich właściwości. W niniejszym wypadku Izba Odwoławcza stwierdziła, że docelowy krąg odbiorców, którzy dostrzegają charakter opisowy zgłoszonego znaku towarowego, składa się z szerokiego kręgu odbiorców i z wyspecjalizowanego kręgu odbiorców, władającego językiem niemieckim lub przynajmniej dysponującego wystarczającą znajomością języka niemieckiego.

Izba Odwoławcza stwierdziła, że niemieckie wyrażenie „zum Wohl” stanowi formułę zwyczajową używaną, aby „życzyć zadowolenia” osobie, a zgłoszony znak towarowy zostanie zatem natychmiast zrozumiany w ten sposób, że oznaczone nim towary i usługi przyczyniają się do zadowolenia docelowych konsumentów. Uściśliła ona, że różnice w użyciu wielkich i małych liter między niemieckim wyrażeniem „zum Wohl” a zgłoszonym znakiem towarowym nie pozwalają podać w wątpliwość powyższego rozumienia wspomnianego znaku towarowego. Skarżąca podnosiła, że element słowny zgłoszonego znaku towarowego nie może zostać zrozumiany jako oznaczający dosłownie „dla zadowolenia” ze względu na to, że element „zum” został zapisany wielkimi literami, a element „wohl” małymi literami, a zatem ten ostatni element odsyła do przysłówka, a nie do niemieckiego rzeczownika „Wohl”, rozpoczynającego się wielką literą „W” i oznaczającego „zadowolenie”.

Sąu uznał jednak, że nieprawidłowa struktura gramatyczna oznaczenia nie wystarcza, aby stwierdzić brak charakteru opisowego tego oznaczenia, gdy ewentualnie wytworzona różnica w stosunku do wyrazu zgodnego z regułami gramatyki danego języka nie może nadać zgłoszonemu znakowi towarowemu znaczenia wystarczająco oddalonego od znaczenia tego wyrazu. Skarga została oddalona.  

© 2012-2017