Aktualności
    poniedziałek, 26 czerwiec 2017 10:33

    Beyoncé broni swoich interesów

    Napisał

    Beyoncé Giselle Knowles-Carter to nie tylko artystka obdarzona pięknym głosem, ale też bardzo przedsiębiorcza. Beyoncé znalazła się na 38. Miejscu w ubiegłorocznym rankingu czasopisma „Forbes” dotyczącym najbogatszych amerykańskich przedsiębiorców. Jej majątek wyceniono wówczas na 290 milionów dolarów. Ponadto, w ciągu dotychczasowej kariery artystka aż 62 razy była nominowana do nagrody Grammy. Mówi się, że artyści chadzają z głową w chmurach i nie mają serca do biznesu, jednak w tej kwestii Beyoncé najwyraźniej twardo stąpa po ziemi.

    Zarówno ona, jak i jej mąż, słynny raper i biznesmen Jay-Z, odnieśli niewiarygodny sukces w budowaniu swojej marki w przemyśle muzycznym i poza nim. W takiej działalności trzeba też wziąć pod uwagę ochronę własności przemysłowej. Imię pierwszej córki pary sław, Blue Ivy, zostało więc zgłoszone w USA do rejestracji jako znak towarowy. Prawdopodobnie to samo stanie się z imionami nowo narodzonych bliźniąt muzycznej gwiazdy i Jaya-Z. Chwilowo jednak Beyoncé zajmuje się w kontekście znaków towarowych imieniem pierworodnej córki.

    19 czerwca 2017 r. przeciwko zgłoszeniu na rzecz Beyoncé oznaczenia „Blue Ivy” złożyła sprzeciw właścicielka biura planującego imprezy o nazwie Blue Ivy. Veronica Morales wskazała w swoim sprzeciwie, że mąż piosenkarki, Jay-Z, w wywiadzie przeprowadzonym przez magazyn  „Vanity Fair” stwierdził, że nie zamierza używać znaku towarowego „Blue Ivy” do sprzedaży jakichkolwiek produktów, ale chce tylko uzyskać prawa do znaku, aby uniemożliwić innym skorzystanie z imienia jego pierwszej córki. Taki brak używania naruszałby zaś założenia rejestracji znaku towarowego, który z definicji ma służyć odróżnianiu towarów i usług w obrocie.

    Logotypami w charakterze znaków towarowych posługują się nie tylko przedsiębiorcy, ale też fundacje, stowarzyszenia czy uczelnie. Jeden z amerykańskich ośrodków kształcenia wyższego, Uniwersytet Stanowy w Ohio, złożył niedawno pozew przeciwko sprzedawcom odzieży marki Lamp Apparel, powołując się na naruszenie praw do swoich znaków towarowych.

    Jak wynika z akt sprawy, Uniwersytet kontaktował się z właścicielami sklepu odzieżowego już w latach 2013 i 2015. Władze Uniwersytetu Stanowego w Ohio twierdzą, że Lamp Apparel produkowała, oferowała, wprowadzała do obrotu i reklamowała koszulki, które zawierają podrobione kolorowe imitacje zarejestrowanych przez amerykański urząd patentowy znaków towarowych Uniwersytetu. Znaki towarowe, o których mowa, to „Block O”, „Script Ohio” i znak graficzny w postaci przedstawienia zielonego liścia kasztanowca.

    Według pozwu złożonego 14 czerwca 2017 r. Uniwersytet Stanowy w Ohio domaga się nie tylko zakazania Lamp Apparel jej dotychczasowych działań, ale chce też odzyskać od rzekomego naruszyciela 1 000 000 dolarów odszkodowania. Biorąc pod uwagę, na jakich towarach znaki były używane i jak wąski był zasięg działań z tym związanych, kwota ta wydaje się nieco wygórowana. W ramach tymczasowego zabezpieczenia roszczeń sąd nakazał Lamp Apparel usunięcie ze sklepu na jej stronie internetowej spornych towarów.

    czwartek, 22 czerwiec 2017 10:27

    Znak czarno-biały czy kolorowy?

    Napisał

    15 lutego 2010 r. spółka M/S. Indeutsch International dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego w postaci powtarzającego się szkicu geometrycznego, dla drutów do robót dziewiarskich i szydełek. Znak został zarejestrowany. 9 stycznia 2013 r. Crafts Americana Group, Inc. złożyła wniosek o unieważnienie tego prawa, wniosek został jednak oddalony. Wydział Unieważnień uznał, iż przedstawienie graficzne zakwestionowanego znaku towarowego jest jasne, precyzyjne, zupełne, łatwo dostępne, zrozumiałe, trwałe i obiektywne, tak że spełnia ono konieczne wymogi. Co więcej, oznaczenie nie stanowi trójwymiarowego znaku towarowego i nie przedstawia wyglądu towarów, które są objęte jego rejestracją.

    Crafts Americana nie dała za wygraną i odwołała się od decyzji. Izba Odwoławcza uchyliła decyzję Wydziału Unieważnień z uzasadnieniem, że zakwestionowany znak towarowy jest pozbawiony charakteru odróżniającego. W szczególności Izba Odwoławcza uznała, że zakwestionowany znak towarowy, określony przez jego właściciela jako „znak towarowy z szewronami”, przedstawia wzór umieszczony na danej części towarów lub obejmujący całą ich powierzchnię. Na podstawie tego stwierdzenia Izba Odwoławcza uwzględniła fotografie i próbki towarów sprzedawanych przez skarżącą w chwili dokonania zgłoszenia znaku towarowego w celu zidentyfikowania podstawowych cech charakterystycznych tego znaku. Sprawa potoczyła się dalej i trafiła przed Sąd unii Europejskiej.

    W wyroku z 21 czerwca 2017 r. Sąd wskazał, że kwestia, czy zakwestionowany znak towarowy częściowo odpowiada kształtowi oznaczonego nim towaru, była roztrząsana zarówno przed Wydziałem Sprzeciwów, jak i przed Izbą Odwoławczą. Wyrok potwierdzający lub wzruszający ocenę charakteru odróżniającego zakwestionowanego znaku towarowego w postaci innej niż ta, w której został zarejestrowany oznaczałby w sposób dorozumiany, lecz nieuchronny, że charakter ten mógłby zgodnie z prawem zostać oceniany przy uwzględnieniu tej innej postaci. Zarejestrowanie znaku towarowego w rejestrze publicznym ma zapewnić dostęp do znaku zarówno właściwym organom, jak i odbiorcom, a w szczególności podmiotom gospodarczym. Zatem to na podstawie tej rejestracji właściwe organy mają jasną i precyzyjną wiedzę na temat charakteru oznaczeń stanowiących znak towarowy, tak że mogą one wypełniać swoje obowiązki dotyczące wstępnego badania zgłoszeń do rejestracji, a użytkownicy rejestru mają dostęp do graficznego przedstawienia znaku określającego jego dokładny charakter. Badanie charakteru odróżniającego znaku towarowego musi zatem zostać dokonane przy uwzględnieniu znaku towarowego w postaci zarejestrowanej lub w postaci, w której występuje on w zgłoszeniu, niezależnie od sposobów jego używania.

    Z próbek towarów oraz ich fotografii, z których wszystkie zostały załączone do akt sprawy EUIPO, wynika, że wzory naniesione na rozpatrywane towary różnią się od tego znaku towarowego niepomijalnymi elementami. W szczególności rozpatrywane wzory są barwne, są rozmieszczone w nieregularnych odstępach, zabarwienie w ramach każdej powierzchni przybierające kształt szewronu nie jest jednolite, przejście jednej barwy w drugą nie następuje za pośrednictwem wyraźnych linii granicznych, a kolejność barw jest losowa. Natomiast zakwestionowany znak towarowy w zarejestrowanej postaci ma cechy charakterystyczne abstrakcyjnego kształtu geometrycznego tworzonego przez powtarzający się wzór składający się z dwóch równoległych linii obejmujących wyraźnie wytyczone szewrony, w całości w czerni i bieli. W rezultacie, wbrew poglądowi Izby Odwoławczej, wsparcie się w okolicznościach niniejszej sprawy na fakcie, że towary skarżącej mają na powierzchni wzory w kształcie wielobarwnych szewronów, w celu zbadania odróżniającego charakteru wyglądu tych towarów, zamiast oparcia tego badania na zakwestionowanym znaku towarowym w zarejestrowanej postaci, nie wpisuje się w proces identyfikacji podstawowych cech charakterystycznych tego znaku, lecz stanowi istotne zniekształcenie wspomnianych cech charakterystycznych. 

    Rejestracja znaków towarowych godzących w dobre obyczaje jest uniemożliwiona w wielu krajach, również w Polsce. Tymczasem, Sąd Najwyższy w USA zmienił wczoraj prawo, które zakazuje rejestracji obraźliwych znaków towarowych. Sędziowie stwierdzili, że obowiązująca w amerykańskim prawie federalnym od 71 lat klauzula z tak zwanej Lanham Act, która uniemożliwia objęcie prawem ochronnym obraźliwych sformułowań, narusza wolność słowa.

    Sprawa rozpoczęła się od wniesienia skargi przez grupę rockową z Azji, zwaną „The Slants”, która próbowała zarejestrować nazwę swojego zespołu jako znak towarowy w 2011 r. W decyzji niekorzystnej dla zespołu zgłaszającego znak towarowy urząd wskazał, że „slants” to słowo slangowe odnoszące się z lekceważeniem i pogardą do osoby o pochodzeniu wschodnioazjatyckim. Taki znak towarowy miałby więc być lekceważący w stosunku do osób pochodzących z Azji. Nie przeszkadzało to jednak muzykom z zespołu, którzy wszyscy są właśnie Azjatami. Zgłaszający znak lider stwierdził, że jego nazwa zespołu – zgłoszony znak towarowy – nie obraża, choć sam jest chińskiego pochodzenia. Jego koledzy z zespołu, również Azjaci, także nie czują się obrażeni słowem zawartym w jego nazwie. Po odmowie rejestracji wnioskodawcy złożyli odwołanie od decyzji, jednak rozstrzygnięcie pozostało niezmienione. Sprawa miała więc finał przed amerykańskim Sądem Najwyższym.

    Jednomyślna decyzja tego ostatniego pozwala przedsiębiorcy zarejestrować jako znak towarowy cokolwiek chce, nawet jeśli niektórzy ludzie mogą uznać to za obraźliwe. Oczywiście, takie oznaczenie musiałoby ponadto spełniać pozostałe przesłanki konieczne do rejestracji znaku towarowego. Najnowsze orzeczenie może też mieć ogromne znaczenie dla drużyny piłkarskiej Washington Redskins, której Urząd Patentowy w 2014 r. odmówił rejestracji nazwy jako znaku towarowego wskazując, że nazwa „Redskins" obraża rdzennych Amerykanów.

    Klocki Lego to popularna wśród dzieci – a nawet i niektórych dorosłych – zabawka. Sprytna możliwość łączenia klocków pozwala na budowanie łodzi, budowli, a nawet statków kosmicznych. Najnowsze wersje z silnikami mogą wciągnąć również dorosłych. Nie każdy jednak wie, że klocków Lego tyczy się też bardzo ważny wyrok Trybunału Sprawiedliwości.

    1 kwietnia 1996 r. Kirkbi A/S dokonała zgłoszenia wspólnotowego znaku towarowego w postaci przedstawienia klocka Lego. Znak został zarejestrowany października 1999 r. W tym samym roku spółka Ritvik Holdings Inc. wystąpiła z wnioskiem o unieważnienie tej rejestracji. Znak został unieważniony, jednak producent Lego odwołał się od decyzji. Finalnie sprawa trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

    Trybunał stwierdził, że sam kształt towaru figuruje pomiędzy oznaczeniami zdolnymi do stanowienia znaku towarowego, jednak jeżeli kształt towaru stanowi jedynie odzwierciedlenie rozwiązania technicznego zastosowanego przez wytwórcę tego towaru i opatentowanego na jego wniosek, to ochrona takiego kształtu jako znaku towarowego po wygaśnięciu patentu znacznie i trwale ograniczałaby możliwość wykorzystania takiego rozwiązania technicznego przez inne przedsiębiorstwa. Tymczasem w systemie prawa własności intelektualnej takim jak wypracowany w Unii Europejskiej rozwiązania techniczne podlegają ochronie jedynie przez określony czas, po którego upływie mogą być swobodnie stosowane przez wszystkich przedsiębiorców. Należy zgodzić się, że w niektórych wypadkach ten sam efekt techniczny może zostać osiągnięty przez zastosowanie różnych rozwiązań. A zatem mogą istnieć kształty zamienne, mające inne wymiary czy inny wzór, które pozwolą uzyskać ten sam efekt techniczny. Natomiast sama ta okoliczność nie oznacza, że rejestracja rozpatrywanego kształtu jako znaku towarowego nie wpłynie na dostępność rozwiązania technicznego, którego kształt ten jest wyrazem, dla innych przedsiębiorców. Tym samym, Trybunał odmówił klockowi Lego ochrony znaku towarowego.

    poniedziałek, 19 czerwiec 2017 15:56

    Oznakowany Tadź Mahal (Taj Mahal)

    Napisał

    Robi się coraz cieplej, zaś do pełni lata brak już tylko wyobrażeń o leżeniu na plaży lub zwiedzaniu ciekawych miejsc. Nie wszystkim wystarcza bowiem położenie się na leżaku i spędzenie całego dnia w taki właśnie sposób. Globalizacja, a przez to możliwość kupienia biletu na drugi koniec świata, zachęca nas do poznawania innych kultur, ludzi i miejsc.

    Jednym z wartych obejrzenia architektonicznych cudów świata jest Tadź Mahal. To indyjskie mauzoleum zostało wzniesione przez Szahdżahana z dynastii Wielkich Mogołów, na pamiątkę przedwcześnie zmarłej, ukochanej żony Mumtaz Mahal. Obiekt, który bywa nazywany świątynią miłości, można zobaczyć na tysiącach zdjęć ukazujących jego romantyczną postać w kremowym kolorze. Teraz Tadź Mahal stał się pierwszym indyjskim budynkiem, który został zarejestrowany jako znak towarowy. Dzięki temu, ikoniczny 114-letni budynek stał się częścią niewielkiej grupy budynków będących znakami towarowymi, takich jak Wieża Eiffela, Empire Estate Building czy budynek opery w Sydney. Znakiem towarowym jest też Empire State Building, znany między innymi z kluczowej sceny filmu „King Kong”, kiedy to wielka małpa wspinała się po nim, niosąc ze sobą piękną porwaną aktorkę.

    W Polsce zarejestrowany jako znak towarowy jest wizerunek stołecznego Pałacu Kultury i Nauki. Takim samym znakiem towarowym jest również wizerunek klasztoru na Jasnej Górze. Dzięki takim działaniom możliwe jest na przykład gromadzenie z opłat licencyjnych funduszy na utrzymanie i renowację budynku.

    środa, 14 czerwiec 2017 14:53

    Pechowy cross-over

    Napisał

    Komiksy to nie tylko książki z obrazkami dla dzieci, ale też, w zależności od treści, miła forma rozrywki dla dorosłych. Mogą one nie tylko dotyczyć poważnych treści, jak „Maus. Opowieść ocalałego” („Maus: A Survivor's Tale”), powieść graficzna autorstwa amerykańskiego rysownika Arta Spiegelmana, uhonorowana w 1992 roku Nagrodą Pulitzera, ale też stanowić odzwierciedlenie umiejętności ich twórców i cieszyć oczy czytelników. Z tego względu branża komiksowa generuje potężne zyski. Jak się okazuje, przedstawiciele tej branży nie odpuszczają też łatwo kiedy wydaje im się, że ktoś narusza ich prawa.

    Późną jesienią ubiegłego roku właściciel marki komiksów z cyklu Dr Seuss, Dr Seuss Enterprises, pozwał innego producenta komiksów, który wydał pozycję pod tytułem “Oh, The Places You’ll Boldly Go!”. W pozwie Dr Seuss Enterprises zarzuciło między innymi naruszenie praw do znaku towarowego. Chodzi o znaki w postaci oznaczenia “Oh, The Places You’ll Go!”, stylizowanej czcionki używanej w  komiksach z cyklu Dr Seuss oraz charakterystycznego sposobu przedstawienia postaci. Komiks pozwanego wydawcy stanowił tak zwany cross-over, czyli mieszankę dwóch światów lub stylów danych autorów. Takim zabiegiem mogłoby być na przykład przedstawienie przygód postaci z książek z cyklu „Gra o tron” w świecie Śródziemia opisanym w książkach J. R. R. Tolkiena.

    “Oh, The Places You’ll Boldly Go!” stanowiło komiks przedstawiający przygody postaci z serii Star Trek narysowane w charakterystycznym dla wydawnictw Dr Seuss stylu. Dlaczego akurat Star Trek? Ponieważ David Gerrol, współzałożyciel pozwanej ComicMix, jest autorem odcinka serialu „Star Trek” pt. „The Trouble With Tribbles”.

    Rozpatrujący sprawę sąd w Kalifornii uznał jednak przed kilkoma dniami, iż do naruszenia praw do znaków towarowych nie doszło. Jeżeli zaś chodzi o pozostałe zarzuty, Dr Seuss Enterprises ma teraz dwa tygodnie, aby udowodnić, że poniosła straty w związku z naruszeniem praw autorskich. 

    wtorek, 13 czerwiec 2017 11:52

    "Jaka to melodia” znika z anteny

    Napisał

    Telewizja Polska po zmianie prezesa nie ma szczęścia do skutecznych działań. Oglądalność publicznej telewizji spada na łeb, na szyję nie tylko dlatego, że znacznej części widzów przestała odpowiadać nowa linia programowa, ale też ze względu na coraz szerszy dostęp do tak zwanego video on demand, którego najpopularniejszym przedstawicielem jest Netflix. Dzięki tego typu udogodnieniom widz nie musi już czekać na swój ulubiony serial, ale może go obejrzeć w dowolnym momencie.

    TVP miała też ostatnio problemy z organizację opolskiego festiwalu. Ze względu na działania telewizji z uczestnictwa zrezygnowała zdecydowana większość artystów. Również samo Opole wymówiło się, przy pomocy znaku towarowego, z organizacji festiwalu pospołu z Telewizją Polską. Teraz podobne metody może obrać spółka Media Corporation, właściciel znaku towarowego „Jaka to melodia”. Ten obecny na antenie już od wielu lat program polegał na odgadywaniu tytułów piosenek po kilku nutach. Jego prowadzącym był od 1997 r. prezenter, muzyk i kompozytor Robert Janowski. Janowski nie chce już jednak kontynuować współpracy z TVP. Ta ostatnia chciała, aby prezenter stał się jej pracownikiem, choć on sam wolał pozostać związany z Media Corporation. Propozycja ta wiązała się jednak z koniecznością brania przez Janowskiego udziału również w innych projektach telewizji, co najwyraźniej odwiodło dotychczasowego prowadzącego od kontynuacji współpracy z TVP.

    Chociaż TVP posiada prawa do formatu „Name the Tune”, to jednak nie będzie mogła oferować widzom teleturnieju pod dotychczasową nazwą. Prawa do znaku towarowego „Jaka to melodia” przysługują bowiem spółce Media Corporation, która do tej pory produkowała program pod tym tytułem.

    poniedziałek, 12 czerwiec 2017 14:47

    Wielozadaniowy pełnomocnik

    Napisał

    Co prawda w dobie multitaskingu dobrze widziane jest zajmowanie się – oczywiście, skutecznie – wieloma czynnościami naraz, czasem jednak dobrze jest pozostać przy jednej roli. Sąd Najwyższy wydał właśnie wyrok dotyczący postępowania spornego w kwestii praw do patentu.

    Przedmiotem postępowania były działania radcy prawnego z Kielc, który reprezentował klienta w sprawie dotyczącej ochrony wynalazku. Nie była to jednak jedyna funkcja radcy prawnego. Oprócz działania jako pełnomocnik występował też w sprawie jako świadek. Takie postępowanie nie spodobało się wynalazcy stojącego o drugiej stronie, który po rozprawie złożył na obrotnego radcę prawnego skargę do Okręgowej Izby Radców Prawnych. Stwierdził w niej, że jednoczesne reprezentowanie klientki oraz zeznawanie na jej korzyść w roli świadka nie jest możliwe do zaakceptowania. Zasady etyki radców prawnych mówią bowiem, że  radca prawny nie może prowadzić sprawy ani udzielić w jakiejkolwiek formie pomocy prawnej, jeżeli złożył w tej sprawie zeznanie jako świadek lub wystąpił w sprawie jako biegły.

    Sąd koleżeński przyznał wynalazcy rację. Pomimo to, pechowy prawnik odwołał się do wyższej instancji, która jednak zdania w tym zakresie nie zmieniła. Oba sądy wskazały, że naruszył nie tylko zasady etyki, ale i przepisy ustawy o radcach prawnych. Kielecki radca prawny dostał więc naganę. Obciążono go też kosztami postępowania. Prawnik nie dał jednak za wygraną, a sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Obrońca radcy prawnego twierdził bowiem, że zasądzona kara była zbyt surowa, a jako że pełnomocnik musi dbać o interes klienta, to zeznawanie na jego korzyść nie naruszało zasad. Sąd Najwyższy wskazał jednak, że nakaz czynienia wszystkiego, co najlepsze dla klienta nie jest bezwzględny i nie usprawiedliwia łamania tajemnicy adwokackiej i radcowskiej. 

    VBB jest stowarzyszeniem prowadzącym różnorodną działalność mającą związek z bawełną. Jest ono właścicielem graficznego unijnego znaku towarowego przedstawiającego kwiat bawełny, zarejestrowanego dla towarów, do których należą w szczególności wyroby włókiennicze. W ciągu kilkudziesięciu lat poprzedzających tę rejestrację to samo oznaczenie graficzne było używane przez wytwórców wyrobów włókienniczych wykonanych z włókien bawełny do celów certyfikowania składu i jakości ich produktów. Z chwilą dokonania wspomnianej rejestracji VBB zaczęło zawierać umowy licencyjne dotyczące należącego do tego stowarzyszenia znaku towarowego „kwiat bawełny” z przynależącymi do tego stowarzyszenia przedsiębiorstwami. Przedsiębiorstwa te zobowiązują się używać tego znaku wyłącznie dla towarów wykonanych z włókien bawełny dobrej jakości. VBB może kontrolować przestrzeganie tego zobowiązania.

    Spółka Gözze, której członkiem zarządu jest W. Gözze, niezrzeszona w VBB i niezwiązana umową licencyjną z tym stowarzyszeniem, wytwarza wyroby włókiennicze wykonane z włókien bawełny i od kilkudziesięciu lat umieszcza na nich oznaczenie „kwiat bawełny”.11 lutego 2014 r. VBB wytoczyło przeciwko spółce Gözze i W. Gözzemu powództwo o naruszenie z powodu wprowadzenia do sprzedaży przez spółkę Gözze ręczników opatrzonych etykietami zawierającymi znak „kwiat bawełny”. Spółka Gözze wystąpiła z roszczeniem wzajemnym mającym na celu unieważnienie prawa do tego znaku towarowego, ze względu na jego opisowość.

    Sąd okręgowy w Düsseldorfie uwzględnił powództwo VBB i oddalił roszczenie wzajemne spółki Gözze. Sąd ten uznał, że omawiane oznaczenie może służyć jako wskazanie pochodzenia. Ponadto z uwagi na wysoki stopień podobieństwa między oznaczeniem „kwiat bawełny” używanym na etykietach spółki Gözze a należącym do VBB znakiem towarowym „kwiat bawełny” istnieje prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd. Spółka Gözze odwołała się od tego orzeczenia. Oberlandesgericht Düsseldorf (wyższy sąd krajowy w Düsseldorfie) postanowił zawiesić postępowanie i zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniami prejudycjalnymi.

    W wyroku z 8 czerwca 2017 r. Trybunał uznał, że z utrwalonego orzecznictwa wynika, że znak towarowy jest rzeczywiście używany w rozumieniu tego przepisu, gdy jest on używany zgodnie ze swoją podstawową funkcją, jaką jest zapewnienie identyfikacji pochodzenia towarów lub usług, dla których znak ten został zarejestrowany, tak aby stworzyć lub zachować rynek zbytu dla tych towarów i usług, z wyłączeniem wypadków używania o charakterze symbolicznym, mającego na celu wyłącznie utrzymanie praw do znaku towarowego. W niniejszym wypadku bezsporne jest, że umieszczanie przez licencjobiorców VBB znaku towarowego „kwiat bawełny” na ich towarach wpisuje się w cel stworzenia lub zachowania rynku zbytu dla tych towarów. Jednakże okoliczność, że znak towarowy jest używany w celu stworzenia lub zachowania rynku zbytu dla towarów lub usług, dla których został on zarejestrowany, a nie jedynie w celu utrzymania praw do znaku, nie wystarczy, aby stwierdzić, że jest on rzeczywiście używany.

    Do sądu odsyłającego należy jednak ustalenie, na podstawie wszystkich informacji przedłożonych mu przez strony w postępowaniu głównym, czy istotne i zgodne dane pozwalają na przyjęcie, że umieszczanie należącego do VBB znaku towarowego „kwiat bawełny” przez licencjobiorców tego stowarzyszenia na ich towarach gwarantuje konsumentom, iż te towary pochodzą z jednego określonego przedsiębiorstwa, a mianowicie VBB, tworzonego przez przynależące do niego podmioty, pod którego kontrolą wytwarzane są owe towary i któremu można przypisać odpowiedzialność za ich jakość.