Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    Characters for Hire, czyli po prostu "Postacie do wynajęcia", to amerykańska firma eventowa. Jak sama nazwa wskazuje, firma zajmuje się wynajmowaniem na imprezy osób przebranych za postacie z filmów czy kreskówek. Pracownicy Characters for Hire mieli wcielić się między innymi w: Myszkę Miki, Elsę z „Krainy Lodu”, Królewnę Śnieżkę, Iron Mana, Datha Vadera, czy Chawbaccę z „Gwiezdnych wojen”. Tak twierdzą spółki związane z wytwórnią Disneya – Marvel, Lucas Film i sam Disney. Producenci utrzymują, że Characters for Hire naruszył ich prawa autorskie i znaki towarowe. Ich zdaniem jakość odtwarzanych postaci jest niska i tym samym wykorzystywanie tych postaci przez Characters for Hire powoduje nie tylko spadek wartości cennych marek, ale wręcz „bruka wizerunek disnejowskich postaci”.

    Producenci dochodzą swoich praw w sądzie. Domagają się, obok innych roszczeń, uznania, że Characters for Hire dokonało naruszenia umyślnie.

    Co na to Characters for Hire? Firma wysuwa dwa interesujące argumenty w celu odparcia zarzutów. Po pierwsze, wskazuje, że wiele postaci Disneya wywodzi się z baśni skandynawskich i legend, na przykład: Kopciuszek, Królewna Śnieżka, Aladyn, Śpiąca królewna, czy Thor i Loki. Prawa do tych postaci i samych opowieści o nich nie przysługują nikomu, utwory należą do tak zwanej „domeny publicznej”, co oznacza, że każdy może z nich korzystać. A skoro tak, to wykorzystując te postacie w swojej działalności Characters for Hire nie narusza niczyich praw. Po drugie, Characters for Hire twierdzi, że strój postaci, a dokładniej jego wizualna, trójwymiarowa postać, jako „produkt użytkowy”, nie jest chroniony przez amerykańskie prawo autorskie. Jednak zgodnie z utrwalonymi poglądami graficzne przedstawienie postaci jest chronione jako całość, łącznie z ich ubraniem.

    Prawnicy, którzy wypowiadają się o sprawie twierdzą, że ta argumentacja raczej nie będzie skuteczna, a sąd uzna, że Characters for Hire naruszył prawa producentów do postaci. Choć, jak przyznają, wątpliwe, by sąd uznał, że firma działała umyślnie.

    Dział: Aktualności
    środa, 28 grudzień 2016 15:49

    Niech moc będzie z Tobą

    Ze względu na tegoroczna grudniową premierę filmu „Łotr 1”, pierwszego pobocznego filmu – tak zwanego spin-offu – z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, wśród fanów serii zapanowało wielkie ożywienie. Na portalach społecznościowych i tych zajmujących się filmami rozgorzały dyskusje, jak reżyser i cała ekipa poradzili sobie z legendą powstałą dzięki Georgowi Lucasowi. Nic w tym dziwnego, ponieważ kosmiczna saga wyprodukowana przez Lucasfilm rozkochała w sobie całe rzesze kinomanów w różnym wieku i zarobiła przy okazji miliardy dolarów.

    Znak „Star Wars” jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków towarowych na świecie. Oznaczenie to przynosi też ogromne dochody, ze względu nie tylko na zyski z samych filmów, ale też sprzedaż wszelkich gadżetów czy zabawek związanych z filmem. Widać to nie tylko po szacunkowych wycenach, ale też po sprzedaży pierwotnego producenta „Gwiezdnych Wojen”. Wytwórnia Lucasfilm została cztery lata temu zakupiona przez znany z bajkowych animacji koncern Disney, który nabył ją za niebagatelną kwotę ponad 4 miliardów dolarów.

    Hasło „The Star Wars” jako znak towarowy zostało zarejestrowane w 1971 r. w Stanach Zjednoczonych. Wtedy nikt nie wróżył serii takiej popularności, jaką finalnie zdobyła. Co ciekawe, nazwa „Gwiezdne Wojny” miała początkowo obejmować tylko jeden film przygodowy o wojnach w kosmosie. Saga została jednak rozbudowana na kilka części, z których pierwsza weszła do kin w maju 1977 r., zaś najnowszą część serii można było oglądać w grudniu ubiegłego roku.

    Fani uniwersum, w którym walczą ze sobą rycerze Jedi i lordowie Sith, mają też teraz – niestety – powód do zmartwień. W grudniu 2016 r., niedługo po premierze „Łotra 1”, zmarła bowiem odtwórczyni jednej z głównych ról w serii, aktorka Carrie Fisher grająca księżniczkę Leię Organa. 

    Dział: Aktualności
    środa, 18 listopad 2015 14:58

    Kosmicznie drogi znak towarowy

    Ze względu na zbliżającą się grudniową premierę najnowszej, siódmej części „Gwiezdnych Wojen”, wśród fanów serii panuje ostatnio wielkie ożywienie. Nic dziwnego, ponieważ kosmiczna saga wyprodukowana przez Georga Lucasa rozkochała w sobie całe rzesze kinomanów w różnym wieku i zarobiła przy okazji miliardy dolarów.

    Znak „Star Wars” jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków towarowych na świecie. Oznaczenie to przynosi też ogromne dochody, ze względu nie tylko na zyski z samych filmów, ale też sprzedaż wszelkich gadżetów czy zabawek związanych z filmem. Widać to nie tylko po szacunkowych wycenach, ale też po sprzedaży pierwotnego producenta „Gwiezdnych Wojen”. Wytwórnia Lucasfilm została w 2012 r. zakupiona przez koncern Disney, który nabył ją za niebagatelną kwotę ponad 4 miliardów dolarów.

    Sam znak towarowy „The Star Wars” został zarejestrowany w USA w 1971 r. Początkowo nikt nie wróżył serii filmów takiej popularności, jaką finalnie zdobyła. Gary Kurtz, producent wszystkich części starej trylogii wskazał, że nazwa „Gwiezdne Wojny” miała na samym początku dotyczyć filmu przygodowego o wojnach w kosmosie. Saga została jednak rozbudowana na kilka części, z których pierwsza weszła do kin w maju 1977 r., zaś najnowszą część serii można było oglądać dekadę temu, w 2005 r.

    Co ciekawe, części filmu opatrzone jednym z najdroższych znaków towarowych nie były emitowane w chronologicznej kolejności rozgrywających się w nich wydarzeń. Pierwszym filmem na ekranach kin była część czwarta. Kolejno ukazały się później części: piąta (1980 r.), szósta (1983 r.), pierwsza (1999 r.), druga (2002 r.) i trzecia (2005 r.). George Lucas nigdy nie wyjaśnił, dlaczego właściwie taka była kolejność wypuszczania poszczególnych części. Najbardziej powszechnym wytłumaczeniem fanów jest to, że wytwórnia nie miała jeszcze w latach 70. i 80. możliwości technicznych do przygotowania skomplikowanych efektów specjalnych wymaganych przez fabułę początkowych filmów.

    Jedno jest pewne – bilety do kina na najnowszą, siódmą część „Gwiezdnych Wojen” rozejdą się z prędkością światła.

    Dział: Aktualności
    © 2012-2017