Pozew złożony przez zespół „the Eagles” przeciwko hotelowi California który dzieli nazwę z kultową piosenką zespołu „hotel California” z 1976r., zakończył się ugodą. Jej warunki nie zostały jednak ujawnione.

Hotel „California” został oskarżony o wprowadzanie w błąd konsumentów co do faktu, że jest to hotel, o którym mowa w kultowej piosence. Zespół twierdzi, że w lobby tego hotelu odtwarzana jest była słynna piosenka, a pamiątki w hotelowym sklepiku nawiązują do legendarnego hotelu „California”. Powód argumentował, że: „takie postepowanie miałoby sens jeśli hotel byłby w jakiś sposób związany ze słynną piosenką, ale takiego związku nie ma".

W rzeczywistości hotel został pierwotnie nazwany Hotelem „California” w 1950 roku, co poprzedza powstanie samego utworu. Jednak nazwa została zmieniona na Hotel „Todos Santos”, zanim został kupiony w 2001 roku i ponownie oznakowany jako Hotel „California”.

Dodatkowo, właściciele hotelu w 2015 r. złożyli wniosek o zastrzeżenie znaku towarowego "Hotel California" w USA. Chociaż warunki wzajemnego porozumienia stron nie zostały podane do wiadomości publicznej, z informacji dostępnych na stronie Amerykańskiego Urzędu Patentów i Znaków Towarowych wynika , że wniosek ten został wycofany.

Zespół nie zastrzegł do tej pory znaku towarowego „hotel California”, ponieważ twierdził, że oznaczenie to jest tak szeroko kojarzone z zespołem „The Eeagles”,  że od końca lat siedemdziesiątych XX wieku jest chroniony "prawem zwyczajowym". Mimo to, po tym, jak hotel próbował uzyskać prawo do tego oznaczenia, zespół złożył swój własny wniosek. 

Hotel wydał oświadczenie w którym zaznaczył, iż będzie nadal używać znaku towarowego „Hotel California w Meksyku.” Potwierdził też, że nie ma żadnych związków z zespołem „the Eagles” ani z piosenką i albumem pod tytułem „Hotel California".

Co zabawne, sam zespół został już kiedyś oskarżony o wykorzystanie zdjęcia innego hotelu bez pozwolenia, na okładce swojej płyty „Hotel California”. Zdjęcie z okładki przedstawiało  faktycznie istniejący hotel „Beverly Hills Hotel” i choć zespół wykorzystał zdjęcie bez pozwolenia, oskarżenie zostało wycofane, po tym, jak sprzedaż miejsc w tym hotelu, po wydaniu albumu wzrosła trzykrotnie.

Dział: Aktualności
środa, 24 styczeń 2018 07:25

Ed Sheeran pozwany! Czy dokonał plagiatu?

Jasmine Rae, w Polsce może niezbyt znana, jest australijską gwiazdą muzyki country. Ostatnio zrobiło się o niej głośno za sprawą utworu „When I Found You” („Kiedy cię odnajdę”).

Twórcy utworu – Sean Carey i Beau Golden – twierdzą, że został on splagiatowany przez brytyjskiego wykonawcę Eda Sheerana. Plagiatem ma być napisana przez niego dla amerykańskiego duetu country piosenka „The Rest of Our Life” („Reszta naszego życia” ).

W złożonym pozwie, Carey i Golden zarzucają Sheeranowi umyślne naruszenie praw autorskich. Twierdzą, że plagiat jest oczywisty dla każdego przeciętnego odbiorcy. Żądają od Sheerana – a także współpozwanych pozostałych autorów utworu oraz wydawców –  kwoty 5 mln dolarów oraz sądowego zakazu wykonywania „The Rest of Our Life”.

Sheeran koncertował w Australii w czasie, gdy utwór Jasmie Rae był często odtwarzany w tamtejszych stacjach radiowych. Na podobieństwa pomiędzy oboma utworami pierwsi zwrócili uwagę fani Rae. Co ciekawe, to nie pierwsza sprawa o plagiat przeciwko brytyjskiemu artyście. Sheeran został oskarżony o popełnienie plagiatu w swojej piosence „Photograph”. Sprawa, w której żądano zapłaty 20 mln dolarów, zakończyła się zawarciem ugody. Krytykowany był też utwór Sheerana „Shape of You”. Zarzucano mu podobieństwa do piosenek Sia i Tracey Chapman.

„The Rest of Our Life” był hitem roku 2017, wykonywanym przez popularnych w Stanach Zjednoczonych muzyków country Tima McGraw i Faith Hill. Ani oni, ani Sheeran nie skomentowali dotychczas zarzutów.

 

 

Dział: Aktualności

Lana del Rey jest podejrzewana o dokonanie plagiatu na swojej najnowszej płycie “Lust for Life”. Z roszczeniami przeciwko piosenkarce wystąpił zespół Radiohead. Spór dotyczy utworu zatytułowanego „Get free”, który zdaniem Radiohead przypomina ich najsłynniejszy przebój – utwór „Creep”. Rozmowy pomiędzy artystami trwają od miesięcy, a del Rey ostatnio oświadczyła, że została przez Brytyjczyków pozwana.

Amerykańska piosenkarka twierdzi jednak, że o plagiacie nie może być mowy. Podczas niedawnego koncertu poinformowała fanów, że: „cokolwiek wydarzy się w sądzie chcę, abyście wiedzieli, że odczucia, które opisałam w utworze, są moim osobistym manifestem, moim motto”. Zasugerowała też, że pozew może skutkować usunięciem spornego utworu z przyszłych wydań albumu „Lust for Life”.

Del Rey skomentowała sprawę również na Tweeterze. Ujawniła, że Radiohead żąda 100% dochodów z utworu, zarzucając jej skopiowanie melodii i sekwencji akordów ze słynnego „Creep”. Oświadczyła też, że choć jej utwór „Get Free” nie stanowi plagiatu, zdecydowała się zaoferować Radiohead 40% wpływów. Propozycja nie zadowoliła pełnomocników grupy i do porozumienia ostatecznie nie doszło.

Co na to eksperci? Wypowiadający się w sprawie prawnicy twierdzą, że faktycznie mogło dojść do zarzucanego del Rey naruszenia. W mediach padają stwierdzenia, że utwór jest zdecydowanie zbyt bliski unikatowemu zestawowi akordów i wyjątkowo odróżniającej linii melodycznej „Creep”, a także, że pewne elementy obu utworów brzmią podobnie.

Prawnicy zwracają też uwagę na złożoną przez del Rey ofertę podziału wpływów z utworu. Miałoby to znaczyć, że piosenkarka konsultowała już sprawę ze specjalistami i zamierzała w ten sposób zapobiec sprawie sądowej, której nie wygra.

Tymczasem zespół Radiohead zaprzeczył, by zgadzał się wyłącznie na 100 % z wpływów z utworu oraz by składał jakikolwiek pozew przeciwko del Rey. Potwierdził jednak prowadzenie negocjacji z amerykańska artystką. Czas pokaże z jakim skutkiem.

Dział: Aktualności
środa, 28 czerwiec 2017 11:56

Rejestracja diabelskich gestów

Wcześniej w tym miesiącu Gene Simmons, frontman zespołu Kiss, znanego z wykorzystywania charakterystycznego, biało-czarnego makijażu,  złożył wniosek o rejestrację znaku towarowego w USA, który miałby przedstawiać gest wysunięcia niektórych palców dłoni, na podobieństwo rogów diabła, dla takich usług, jak „rozrywka, a mianowicie występy na żywo; osobiste występy artysty muzycznego". Zgłoszenie wymieniło datę pierwszego użycia znaku w dniu 14 listopada 1974 r. Znak miało obrazować zdjęcie Simmona robiącego ręką gest obok Dave'go Grohla z zespołu Foo Fighters.

Simmons próbował zarejestrować sam gest ręki, a nie obraz lub opis gestu, opisując w zgłoszeniu oznaczenie jako „gest ręki z palcem wskazującym i małym palcem rozciągniętym ku górze, a kciuk wyciągnięty jest prostopadle". Chociaż obrazy lub stylizowane rysunki gestów rąk mogą funkcjonować i być zarejestrowanymi jako znaki towarowe samodzielnie lub jako część znaku, to jednak gesty same w sobie nie mogą funkcjonować jako znaki towarowe. Nawet jeśli zdołałoby się taki znak zarejestrować, to nie byłoby praktycznego sposobu egzekwowania ochrony znaku towarowego przeciwko innym przedsiębiorcom. Szczególnie, że w tym konkretnym przypadku „diabelskie rogi” oznaczają „kocham cię” w języku migowym.

Mniej niż dwa tygodnie później Gene Simmons najwyraźniej ponownie rozważył, czy może posiadać ważne prawo ochronne na znak towarowy do gestu dłoni, ponieważ zrezygnował z wniosku w Urzędzie Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych. Zauważono również, że jego zgłoszenie wywarło sporo krytyki ze strony innych muzyków.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 03 kwiecień 2017 08:17

Muzyczny spór o Eda Sheerana

Spory dotyczące muzyki generowane są zazwyczaj przez naruszanie praw autorskich, kiedy to granice inspirowania się cudzym utworem zostaną mocno przekroczone. Nie są to łatwe w ocenie sytuacje, ponieważ nie mają one jasnych ram. W praktyce trudno powiedzieć, kiedy kończy się inspiracja, a zaczyna naruszenie. Inne sprawy z muzyką w tle, które trafiają przed sąd, mogą mieć za przedmiot znaki towarowe. Gwiazdy dużego formatu rejestrują czasem nawet tytuły swoich piosenek czy fragmenty ich tekstów jako znaki towarowe, aby nikt nie wykorzystywał ich komercyjnie, na przykład na koszulkach czy gadżetach. Tak robi chociażby znana piosenkarka pop, Taylor Swift.

W Wielkiej Brytanii miał jednak ostatnio miejsce spór przed sądem, w którym muzyka grała (nomen omen) główną rolę, choć przedmiotem sporu nie były ani prawa autorskie, ani znaki towarowe. Tym razem chodziło o pewną powtarzalność, a zapewne i głośność, które zmotywowały sąsiadów mieszkanki Birmingham do wytoczenia jej sprawy przed tamtejszym sądem. Zdenerwował ich fakt, że kobieta słuchała bez przerwy przez dłuższy czas zapętlonej popularnej ostatnio piosenki „Shape of you” brytyjskiej gwiazdy pop, Eda Sheerana. Co więcej, odbywało się to bardzo głośno.

Na miejsce została wezwana policja. Brytyjka została aresztowana, a rozpatrujący sprawę sąd uznał, że jej działania mogły być nieznośne dla sąsiadów, więc zasługuje ona na karę, szczególnie, że nie było to pierwsze tego typu zachowanie kobiety. Jak widać, co do gustów muzycznych można się spierać, jednak najlepiej, kiedy każdy może słuchać ulubionego gatunku muzyki bez narzucania własnych wyborów innym.

Dział: Aktualności
czwartek, 02 luty 2017 10:29

Kylie, Britney i Naomi

Ze względu na ogromną konkurencję na rynku rozrywki, gwiazdy muzyki muszą mieć teraz nie tylko talent, ale też głowę do interesów. Sprzedaż płyt i biletów na koncerty bywa prężnie wspomagana wprowadzaniem na rynek kolekcji odzieżowych tworzonych wspólnie ze znanymi markami, w których dominują zazwyczaj koszulki z wizerunkiem i pseudonimami gwiazd, jak też książkowych biografii oraz wszelkiego typu gadżetów. Same pseudonimy i nazwiska gwiazd nierzadko są też zarejestrowane jako znaki towarowe, co chroni jej przed nadużyciami na dużą skalę przez nieuprawnione podmioty, które chcą podszyć się pod słynne gwiazdy.

Niedawno w zaskakujący sposób zakończyła się walka o znak towarowy „Kylie”. Spór rozpoczął się, kiedy znana z amerykańskiego reality show „Z kamerą u Kardashianów” modelka-celebrytka Kylie Jenner w 2016 r. złożyła w amerykańskim urzędzie patentowym wniosek o rejestrację znaku towarowego „KYLIE” dla szeregu usług, w tym reklamy i agencji reklamowych. Do urzędu niemal natychmiast wpłynął sprzeciw, złożony przez prawników Kylie Minogue, australijskiej mega-gwiazdy muzyki pop, znanej z takich hitów jak zaśpiewana w duecie z Nickiem Cave’em ballada „Where the Wild Roses Grow” czy dyskotekowy „Can't Get You Out of My Head”. Pełnomocnik piosenkarki powołał się na wcześniejsze znaki towarowe australijskiej gwiazdy, w tym kilka odmian znaku „Kylie”, oznaczenie „Kylie Minogue Darling” czy „Lucky – The Kylie Minogue Musical”, wskazując, że nowo zgłoszony znak może wprowadzić konsumentów w błąd co do oznaczonych nim towarów czy usług.

Argumentacja prawników Kylie Minogue była całkiem słuszna, ponieważ Australijka należy do tej ligi gwiazd pop-kultury, które kojarzone są już po samym imieniu, tak jak Naomi (modelka Naomi Campbell), Marilyn (nieżyjąca aktorka Marilyn Monroe) czy Britney (piosenkarka Britney Spears). Większość konsumentów szybciej skojarzyłaby więc pewnie znak „KYLIE” z filigranową australijską gwiazdą, niż z drugoplanową celebrytką z reality show. Co jednak ciekawe, obecnie spór wygląda na zakończony. Kylie Minogue wycofała bowiem ostatnio sprzeciw przeciwko znakowi towarowemu „Kylie”. Trudno powiedzieć, co było tego przyczyną, być może obie Kylie zawarły w sprawie znaku ugodę. 

Dział: Aktualności
środa, 01 luty 2017 10:27

Muzyczne znaki towarowe

Nie od dziś wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje. Nieważne, czy to jazz, rock czy pop – nie ma na świecie chyba ani jednej osoby, która nie uprzyjemnia sobie czasu przebojami z radia, śpiewem z sali filharmonii czy nawet melodią własnego pomysłu nuconą samemu sobie. Dlatego, niezależnie od muzycznych preferencji, każdy znajdzie jakiś zespół czy wokalistę dla siebie, do słuchania w domu lub w pracy. Niektóre nazwy zespołów od razu przywołują w naszej głowie skojarzenie z graną przez nie muzyką, tak jak The Beatles czy The Rolling Stones. Inne, jak na przykład Formacja Nieżywych Schabuff, mogą budzić zdziwienie lub uśmiech na twarzy.

Zdecydowanie bardziej poważnie kwestia nazwy zespołu muzycznego wygląda z punktu widzenia jego członków. Nie wystarczy bowiem wymyślić chwytliwego oznaczenia, aby cieszyć się nim już na zawsze. Jeżeli zespół odniesie sukces, znajdzie się bowiem mnóstwo chętnych naśladowców, którzy będą chcieli uszczknąć nieco sławy swoich popularnych konkurentów. W takiej sytuacji należy nazwę zespołu zawczasu zabezpieczyć.

Najprostszym sposobem uzyskania monopolu na nazwę zespołu muzycznego jest rejestracja znaku towarowego. Może być on zarejestrowany na lidera zespołu albo też – jako prano wspólne – na wszystkich jego członków. W innym wypadku, jeżeli w zespole zacznie się dziać źle, może rozpocząć się spór o to, komu właściwie przysługuje prawo do używania oznaczenia zespołu. Konflikty na tym tle rozsądzały też polskie sądy. Główną linią orzeczniczą jest założenie, że nazwa zespołu przysługuje, na zasadach dób osobistych, wszystkim członkom zespołu, jeżeli tylko poczynili oni podobny wkład w działalność danej formacji. Wyjątkiem jest sytuacja, w której chodzi o zespół utworzony, nazwany i kierowany przez jednego z członków w sposób tak wyraźny i oczywisty, iż uchodzi za zespół tej osoby. W Polsce spory na tle znaków towarowych i oznaczeń zespołów muzycznych toczyły się już wokół tak znanych nazw, jak De Mono, Czerwone Gitary czy Kapela Czerniakowska. 

Dział: Aktualności
wtorek, 03 styczeń 2017 13:20

Amerykański hip-hop w sądzie

Run-D.M.C. to pierwszy zespół grający hip-hop, który otrzymał w Stanach Zjednoczonych Złotą Płytę oraz nominację do nagrody Grammy. Trio tworzyli Darryl "D.M.C." McDaniels, Joseph "Run" Simmons i Jason "Jam Master Jay" Mizell. Ten ostatni został zastrzelony w 2002 r., rok po wydaniu ostatniej, siódmej, płyty studyjnej zespołu. Teraz jeden z dwóch pozostałych przy życiu muzyków wytacza działa przeciwko potentatom na amerykańskim rynku, takim jak Walmart, Amazon czy Jet.com, a wszystko to na tle między innymi naruszeń praw do znaku towarowego.

Darryl "D.M.C." McDaniels domaga się od wymienionych przedsiębiorców, ale również od właścicieli innych sklepów działających na amerykańskim rynku, w sumie 50 milionów dolarów odszkodowania. Raperowi nie podoba się sprzedawanie przez pozwane podmioty ubrań i dodatków podobnych do tych noszonych w latach kariery przez członków Run-D.M.C., a w szczególności wykorzystywanie zastrzeżonej jako znak towarowy nazwy zespołu. Nic w tym dziwnego, że McDaniels pilnuje biznesu. Po zakończeniu działalności zespołu kilkanaście lat temu zajął się on głównie produkcją odzieży i gadżetów w stylu tych noszonych wcześniej przez niego samego i kolegów z zespołu.

Zdaniem rapera, pozwane spółki naruszają prawo do znaków towarowych zespołu, oznaczając oferowane przez siebie przedmioty między innymi jako „w stylu Run-D.M.C.”. Na rozstrzygnięcie sądu będzie jednak pewnie musiał dość długo poczekać, bo sprawy sądowe również w USA potrafią ciągnąc się latami, szczególnie w przypadku, kiedy jedna ze stron nie chce przyznać się do zarzucanego jej przewinienia. 

Dział: Aktualności
piątek, 19 luty 2016 10:56

Znak towarowy celebryty w ukryciu

W sytuacji utraty płynności finansowej nie tylko spółki mogą ogłosić upadłość. W niektórych państwach istnieje też możliwość ogłoszenia upadłości konsumenckiej. O pozytywne zakończenie tego typu działań walczy aktualnie znany amerykański raper i celebryta, 50 Cent.

Curtis Jackson III, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko muzyka, wniosek o ogłoszenie upadłości złożył w lipcu ubiegłego roku. Ma to być sposób na uniknięcie spłaty długów opiewających na miliony dolarów. Dłużnikami rapera są między innymi producent słuchawek Sleek Audio, SunTrust Bank i jego była partnerka życiowa, Lastonia Leviston. Temu, co 50 Cent twierdzi przed sądem, przeczą jednak zdjęcia zamieszczane przez niego na portalach społecznościowych. Na jednym z nich pozuje on na łóżku, a wokół niego leżą rozrzucone pliki studolarówek. Na innym banknoty ułożone są w napis „broke” (ang. spłukany).

Okazuje się też, że muzyk zataił część swoich dochodów oraz należących do niego nieruchomości czy praw. Jego wierzyciele twierdzą bowiem, że raper zataił przed sądem między innymi fakt posiadania od 2004 r. przynoszącego znaczne zyski prawa ochronnego na zarejestrowany znak towarowy w postaci pseudonimu „50 Cent”. Nie przyznał się on także do posiadania nowej nieruchomości w Afryce, w której planował wydać przyjęcie, co zostało przez niego opisane na portalu społecznościowym. Kolejnym zatajeniem są prawdopodobne zyski z koncertów, z których zdjęcia ukazały się w sieci, które to przychody także nie zostały wskazane przed sądem przez dążącego do ogłoszenia upadłości. Sukces postępowania znanego celebryty przed sądem stoi więc pod znakiem zapytania. W końcu przychody osiągane przez niego z samego licencjonowania znaku towarowego lub opatrywania nim różnych towarów, takich jak odzież czy sprzęt RTV z pewnością nie są niskie i zapewne mogłyby pokryć część długów.

 

Dział: Aktualności
poniedziałek, 01 luty 2016 01:10

Festiwal znaków towarowych

Muzyka to ważny element życia. Obecnie, dzięki internetowi, w niemal dowolnym miejscu na świecie mamy dostęp do setek gatunków muzycznych i utworów całego mnóstwa artystów z przeróżnych krajów. Czasami nic jednak nie zastąpi muzyki wykonywanej na żywo. Fani konkretnych wykonawców potrafią wybrać się nawet do innego kraju, aby usłyszeć koncert ulubionego wokalisty. Świętami dobrej muzyki stały się też festiwale muzyczne, nierzadko kilkudniowe, na które bilety trzeba kupić z dużym wyprzedzeniem. Najpopularniejszym w USA, a i jednym z najbardziej znanych festiwali muzycznych na świecie, jest Coachella.

Ten coroczny festiwal muzyki i sztuki, który odbywa się w Kalifornii, a dokładnie w Dolinie Coachella na Pustyni Colorado, skupia pasjonatów różnych gatunków muzyki, na przykład rocka, indie, hip-hopu czy nawet elektronicznej muzyki tanecznej. Wizytówką Coachelli są popularni artyści, aczkolwiek występują tam również wschodzące gwiazdy muzyki. Zyski z zeszłorocznej edycji festiwalu wyniosły około 84 milionów dolarów. Nic więc dziwnego, że organizatorzy Coachelli bardzo chcą chronić swój znak towarowy.

W ramach takich właśnie działań ochronnych wnieśli oni niedawno pozew przeciwko organizatorom innego festiwalu muzycznego, o nazwie Hoodchella. Jest to niszowe wydarzenie, które również odbywa się w kwietniu, ale w Los Angeles. Pozew ten dotyczył naruszenia praw do znaku towarowego, mylącego oznaczenia pochodzenia, wprowadzenia w błąd oraz dokonywania czynów nieuczciwej konkurencji. Jednym z naruszeń miała też być rejestracja domeny internetowej hoodchella.com. Organizatorzy popularnej imprezy muzycznej wskazali, że nie mają nic przeciwko istnieniu konkurencyjnego kulturalnego wydarzenia, jednak powinno ono występować pod nazwa dużo mniej zbliżoną do Coachelli. Dlatego też żądają oni w powództwie, obok zaprzestania używania nazwy „Hoodchella”, wypłacenia 100 tysięcy dolarów odszkodowania.

Dział: Aktualności