czwartek, 21 wrzesień 2017 10:02

Brat Pablo Escobara grozi twórcom „Narcos”

Pablo Escobar był w krwawym baronem narkotykowym, który stał się jednym z najbogatszych ludzi na świecie dzięki przemytowi w latach 70. i 80. ubiegłego wieku kokainy z Kolumbii do USA i innych państw. Escobar przekupywał na wielką skalę urzędników, sędziów czy polityków, a każdego, kogo uważał za potencjalne zagrożenie, kazał zabijać. O życiu i działalności Pablo Escobara najpopularniejsza platforma serialowa Netflix nakręciła serial, który został wyemitowany w 2015 r. i od razu osiągnął ogromny komercyjny sukces. Dwa pierwsze sezony „Narcos”, bo tak brzmi jego tytuł, ukazują właśnie działania przywódcy Kartelu Medellín, aż do jego śmierci podczas szturmu przeprowadzonego przez kolumbijską policję.

Producenci serialu, który w kolejnych sezonach skupia się na innych kolumbijskich kartelach, w tym na kartelu Calí, zaczynają jednak napotykać trudności. We wrześniu 2017 r. w Meksyku został zastrzelony Carlos Muñoz Portal, członek ekipy serialu „Narcos”, który poszukiwał nowych lokalizacji do kręcenia kolejnych odcinków. Ciało Portala, z licznymi ranami postrzałowymi, zostało odnalezione w okolicach stolicy, miasta Meksyk.

Sukces, w tym finansowy, odniesiony przez serial, zmotywował najwyraźniej do działania brata nieżyjącego Pablo Escobara, Roberto Escobara Gavirię, który był księgowym kartelu w czasach jego świetności, za co od początku lat 90. odbył karę ponad 10 lat więzienia. Brat narkotykowego barona okazał się bardzo przedsiębiorczy. W 2014 r. Gaviria założył w Stanach Zjednoczonych spółkę Escobar Inc, która miała chronić interesy i prawa rodziny Escobarów. Teraz Escobar Gavria wystąpił do twórców „Narcos” z roszczeniem w wysokości miliarda dolarów. Brat Pabla twierdzi, że Netflix bez zgody rodziny Escobarów wykorzystał jej historię i wizerunek Pabla, do którego prawa przysługują rzekomo rodzinie, jak również samą nazwę „Narcos”. Co ciekawe, nazwa ta nie jest w Unii Europejskiej zarejestrowana jako znak towarowy na rzecz Netflixa. W przypadku zignorowania roszczeń Roberto Escobara Gaviria zapowiedział „zniszczenie” serialu, cokolwiek by to miało znaczyć.

piątek, 22 wrzesień 2017 09:59

Co identyfikuje przedsiębiorcę?

29 stycznia 2007 r. spółka Repsol YPF dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego BASIC. 26 września 2011 r. interwenient, Basic AG Lebensmittelhandel, złożył wniosek o częściowe unieważnienie prawa do zakwestionowanego znaku towarowego. Wydział Unieważnień uwzględnił wniosek, od czego odwołała się skarżąca, jednak Pierwsza Izba Odwoławcza EUIPO utrzymała w mocy decyzję Wydziału Unieważnień i oddaliła odwołanie. Sprawa trafiła przed Sąd UE, który we wrześniu 2017 r. wydał wyrok.

Izba Odwoławcza potwierdziła stwierdzenie Wydziału Unieważnień, zgodnie z którym przedstawione przez interwenienta dowody wykazywały, że istotna część właściwego kręgu odbiorców niemieckich, który składa się zarówno z przeciętnych konsumentów, jak i z profesjonalistów z sektora sprzedaży detalicznej artykułów żywnościowych, postrzega „basic” jako „identyfikator gospodarczy”. Skarżąca podnosiła, że Izba Odwoławcza nie oceniła w sposób poprawny dowodów przedstawionych przez interwenienta w odniesieniu do używania oznaczeń basic i basic AG w obrocie handlowym w Niemczech.

Sąd podkreślił w wyroku, że właściciel oznaczenia używanego w obrocie handlowym, innego niż niezarejestrowany znak towarowy, może złożyć wniosek o unieważnienie unijnego znaku towarowego, jeśli oznaczenie to spełnia łącznie cztery następujące przesłanki: oznaczenie to musi być używane w obrocie handlowym; musi mieć zasięg większy niż lokalny; prawo do tego oznaczenia powinno zostać nabyte zgodnie z prawem państwa członkowskiego, w którym oznaczenie było używane, przed dniem dokonania zgłoszenia unijnego znaku towarowego; wreszcie prawo do tego znaku musi umożliwiać właścicielowi zakazywanie używania późniejszego znaku towarowego. Zatem, jeżeli oznaczenie nie spełnia jednej z tych przesłanek, wniosek o unieważnienie prawa do znaku oparty na istnieniu oznaczenia innego niż znak towarowy używany w obrocie handlowym nie może zostać uwzględniony. Skarga została oddalona.

poniedziałek, 25 wrzesień 2017 09:56

Rogaty znak towarowy

1 grudnia 2010 r. skarżąca, Jordi Nogues, SL, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego BAD TORO, zawierającego element słowny oraz czarno-białą postać byka. 12 kwietnia 2011 r. interwenient, Grupo Osborne, SA, wniósł sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku, który opierał się na wcześniejszych znakach towarowych EL TORO i TORO. Wydział Sprzeciwów uwzględnił sprzeciw w całości. Spółka Jordi Nogues wniosła jednak odwołanie od tej decyzji, które zostało oddalone przez Izbę Odwoławczą. Sprawa trafiła przed Sąd UE, który pod koniec września 2017 wydał w niej wyrok.

Z orzecznictwa wynika, że całościową ocenę prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w zakresie dotyczącym wizualnego, fonetycznego lub konceptualnego podobieństwa kolidujących ze sobą oznaczeń należy oprzeć na wywieranym przez nie całościowym wrażeniu, ze szczególnym uwzględnieniem ich elementów odróżniających i dominujących. Sposób postrzegania znaków towarowych przez przeciętnego konsumenta danych towarów lub usług odgrywa w ramach całościowej oceny wspomnianego prawdopodobieństwa decydującą rolę. W tym względzie przeciętny konsument postrzega co do zasady znak towarowy jako całość i nie zajmuje się analizą jego poszczególnych elementów.

Izba Odwoławcza stwierdziła istnienie ogólnego wrażenia podobieństwa kolidujących ze sobą oznaczeń ze względu na ich słowną i konceptualną zbieżność wynikającą z obecności określenia „toro”, które łatwo rozpoznać w zgłoszonym znaku towarowym i które, po pierwsze, stanowi jedyny składnik wcześniejszego słownego unijnego znaku towarowego i jedyny element słowny wcześniejszego graficznego hiszpańskiego znaku towarowego, po drugie, odznacza się charakterem odróżniającym, a po trzecie, nie zajmuje drugorzędnej pozycji w zgłoszonym znaku towarowym. Co się tyczy czysto słownych wcześniejszych znaków towarowych, Izba Odwoławcza uznała, że podobieństwo jest wzmocnione tą okolicznością, że określenie „toro” zachowuje w zgłoszonym znaku towarowym niezależną pozycję odróżniającą.

Sąd wskazał, że element graficzny zgłoszonego znaku towarowego jest fantazyjnym rysunkiem przedstawiającym byka z wielkimi rogami i o niezadowolonym spojrzeniu. W tym względzie, po pierwsze, jego wydatna wielkość w zgłoszonym znaku towarowym znacząco przekracza wielkość elementu słownego. Po drugie, element graficzny jest umieszczony ponad elementem słownym. Po trzecie, przedstawiony byk jest masywny, czarny i szczególnie oryginalny. W tych okolicznościach należy uznać, że fantazyjność oraz wielkość elementu graficznego będą mogły odwrócić uwagę właściwego kręgu odbiorców od umieszczonego poniżej elementu słownego. Tym samym skarżąca miała podstawy, by twierdzić, że Izba Odwoławcza niesłusznie uznała, że żaden z połączonych elementów zgłoszonego znaku towarowego nie dominuje nad wrażeniem wizualnym. W rezultacie element słowny zgłoszonego znaku towarowego, w tym określenie „toro”, zajmuje w zgłoszonym znaku towarowym drugorzędną pozycję. Jednakże, element słowny jest odtworzony wielkimi literami. Pomimo znacznej wielkości elementu graficznego element słowny jest wyraźnie widoczny. W tych okolicznościach charakter dominujący elementu graficznego zgłoszonego znaku towarowego nie jest w stanie czynić elementu słownego „badtoro” pomijalnym w ramach całościowego wrażenia wywieranego przez znak towarowy

W rezultacie, Sąd uwzględnił zarzut dotyczący tego, że uznając w przypadku kolidujących ze sobą oznaczeń istnienie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd, EUIPO naruszyło przepisy i tym samym stwierdził nieważność zaskarżonej decyzji.

wtorek, 26 wrzesień 2017 09:54

Problemy z whisky Conora McGregora

Urodzony w Dublinie mistrz mieszanych sztuk walki (MMA), Conor McGregor, obecnie zmaga się nie z przeciwnikiem na ringu, ale z planem, aby wprowadzić na rynek nową markę whisky, używając swojego pseudonimu, „Notorious”. Zawodnik ujawnił ten plan w zeszłym miesiącu, po przegranej walce z bokserem Floydem Mayweatherem.

Séamus O'Hara, założyciel firmy Carlow Brewing i inwestor branży napojów, zatrudnił w tym miesiącu madrycką kancelarię prawniczą, starając się zablokować rejestrację znaku towarowego McGregora „Notorious”  na terytorium całej Unii Europejskiej. W tygodniach poprzedzających walkę z Mayweatherem McGregor złożył bowiem wniosek w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO), aby zarejestrować znak towarowy „Notorious" dla napojów alkoholowych i bezalkoholowych na całym terytorium UE.

O'Hara posiada już jednak wcześniejszy unijny znak towarowy „Notorious”, zarejestrowany  dla piw i innych napojów, w tym bezalkoholowych. Znak został zarejestrowany w EUIPO Euipo w maju 2016 r. Jest to jedyny europejski znak towarowy należący do O'Hary. Jego firma Carlow Brewing w zeszłym roku uruchomiła produkcję piwa pale ale pod nazwą „Notorious Red IPA”. O'Hara narzeka, że ​​znak towarowy McGregora byłby identyczny z jego oznaczeniem, a zgłoszenie obejmuje identyczne kategorie produktów, co może  zmylić opinię publiczną. Jeśli O'Hara wygra spór, może to stanowić poważny problem dla planu wprowadzenia na rynek whisky McGregora, a nawet doprowadzić do zmiany nazwy produktu.

Ponadto, jeśli zawodnik MMA chce sprzedawać prawdziwą irlandzką whisky, będzie musiał zawrzeć umowę produkcyjną z irlandzkim gorzelnikiem działającym gdzieś na wyspie, ponieważ irlandzka whisky jest chroniona na mocy europejskich zasad etykietowania i oznaczania produktów.

środa, 27 wrzesień 2017 09:51

Ściganie z przygodami

Portal Chomikuj.pl, służący w zamyśle jako wirtualny dysk do przechowywania plików na własne potrzeby, jest obecnie owiany złą sławą ze względu na częste zarzuty dotyczące naruszania przez jego użytkowników praw autorskich do książek, filmów czy muzyki. Naruszenie stanowi tu nie samo korzystanie ze ściągniętych z innych kont materiałów, ale rozpowszechnianie ich dalej. Można by tego uniknąć, zabezpieczając hasłem swoje konto, tzw. „chomika”, które to hasło udostępniane byłoby tylko rodzinie czy najbliższym znajomym. W rzeczywistości jednak „chomiki” są w większości powszechnie dostępne, a pobierać z nich treści może każdy, kto chce.

Z tego powodu łamanie praw autorskich jest na Chomikuj.pl ścigane przez prawników podmiotów, do których naruszane prawa należą. Często kończy się na usunięciu spornych treści, jednak niektórzy właściciele praw w zamian za niewszczynanie przeciwko naruszycielom postępowania życzą sobie określoną sumę pieniędzy, w ramach zapłaty za koszty pomocy prawnej.

Jak się okazuje, nie każde ściganie użytkowników Chomikuj.pl jest jednak zgodne z przepisami lub skuteczne. Wydawnictwo Longpress od lat przegrywa przed sądami spory o prawa autorskie. Przedmiotem spraw było najczęściej udostępnianie na portalu podręczników Longpressu. W pismach przedprocesowych wydawnictwo naciskało na posiadaczy „chomików”, aby zapłacili na jego rzecz niemałe kwoty. Nie wszyscy oni zgadzali się jednak na takie „ugody”, zatem wydawnictwo zaczęło kierować sprawy do sądów i organów ścigania. Sądy wydały jednak wiele wyroków niekorzystnych dla wydawnictwa. Wskazywały w nich przykładowo, że w dacie wnoszenia pozwu wydawnictwo nie posiadało praw autorskich do podręcznika, że dyskusyjne jest założenie, iż wyrządzona szkoda jest równoważna wartości licencji, jak również, że wyliczenia poniesionej straty były błędne. Ściganie naruszeń nie idzie więc zawsze tak łatwo, jak mogłoby się wydawać.

czwartek, 28 wrzesień 2017 09:49

Czy Comic-Con jest nazwą rodzajową?

Miłośnicy komiksów, zarówno tych na ekranie, jak i na kartach komiksowych zeszytów, nie mogą w ostatnich latach narzekać. W kinach filmy o superbohaterach, zarówno te produkowane na podstawie komiksów Marvela, jak i DC Comics, mają się bardzo dobrze, a można też znaleźć mnóstwo seriali opartych na tych opowiadaniach. Dla ekstremalnych miłośników komiksów przeznaczone są nawet specjalne spotkania, Comic-Cony, na których widok osoby przebranej za Batmana czy  postać z japońskiej mangi nikogo nie dziwi.

W Stanach Zjednoczonych trwa obecnie spór właśnie na tle praw do nazwy „Comic-Con”. Najpopularniejszy San Diego Comic-Con chce ścigać podmioty używające zarejestrowanej jako znak towarowy nazwy „Comic-Con’ w celach komercyjnych bez płacenia opłat licencyjnych. Ale pozew skierowany przez organizującą konwent organizację The San Diego Comic Convention przeciwko Salt Lake Comic Con wzbudził wątpliwości co do legalności samego znaku towarowego - w szczególności co do tego, czy znak towarowy nie stał się ofiarą własnej popularności w pop-kulturze.

Zarejestrowany znak towarowy może bowiem stracić swój status, jeśli będzie na tyle powszechnie używany w ramach nazwy własnej, że zostanie uznany za generyczny, wskazujący po prostu na istotę danego przedmiotu. Tak stało się między innymi z takimi oznaczeniami, jak termos czy aspiryna. Z upowszechnieniem się znaku towarowego jako nazwy własnej walczy również ostatnio Google, którego znak towarowy funkcjonuje od dawna w języku angielskim jako czasownik na oznaczenie wyszukiwania czegoś w internecie. Być może Comic-Con z San Diego nie przegra jednak wytoczonej przez siebie sprawy, ponieważ jego prawnicy przedłożyli sądowi ankietę konsumencką, w której stwierdzono, że ponad 80 procent konsumentów uważa, że ​​„Comic-Con” jest marką, a nie nazwą rodzajową.

piątek, 29 wrzesień 2017 09:46

Świąteczne znaki towarowe

Lato oddala się od nas coraz większymi krokami, a jego miejsce zajmuje jesień. Nie ma co się jednak smucić, ponieważ ta ostatnia również oferuje mnóstwo sposobów na ciekawe spędzanie wolnego czasu. Przykładowo, pod koniec października można przygotować przebierane przyjęcie z okazji Halloween. Choć nie jest to rdzennie polska tradycja, może stanowić miłą okazję do spotkania się z przyjaciółmi i wysilenia fantazji, żeby wymyślić śmieszne lub straszne przebranie. Czy nazwę święta, taką jak właśnie Halloween, można jednak zastrzec jako znak towarowy?

Na pierwszy rzut oka odpowiedź na to pytanie wydawałaby się negatywna. Takie nazwy należą przecież niejako „do wszystkich”. Okazuje się jednak, że rejestracja znaku „Halloween” czy „Walentynki” jest możliwa. Przykładowo, w Urzędzie unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) istnieje całkiem sporo rejestracji, które mają w sobie nawy konkretnych świąt. W bazie EUIPO można znaleźć choćby znak „Halloween” zarejestrowany dla perfum i kosmetyków, „Halloween Express” dla ubrań czy „Happy Halloween” dla kawy i herbaty.

Jak każdy znak towarowy, takie oznaczenie musi jednak spełniać wszystkie kryteria niezbędne do rejestracji. Nie może on być więc opisowy i zbyt podobny do wcześniej już zarejestrowanych oznaczeń. W EUIPO zarejestrowane są również znaki nawiązujące do innych świąt, jak Walentynki czy nawet Boże Narodzenie. Jak widać, święta można skomercjalizować nie tylko za pomocą reklam i nagonki na kupowanie jedzenia i prezentów, ale też całkiem dosłownie, rejestrując znak towarowy.

poniedziałek, 18 wrzesień 2017 12:00

Palisz Marlboro czy Brexity?

Zgłoszenia znaków towarowych związane z jakimś ważnym wydarzeniem wcale nie są rzadkością. W urzędach zajmujących się rejestracją znaków towarowych w różnych państwach gościły już między innymi takie zgłoszenia, jak hasło „JE SUIS CHARLIE” po zamachu na paryską redakcję czasopisma „Charlie Hebdo” czy „MH17” - oznaczenie pasażerskiego lotu linii Malaysia Airlines, zestrzelonego 17 lipca 2014 r. nad Ukrainą. Tego typu zgłoszenia, często żerujące na ludzkiej tragedii, zazwyczaj skutkują zdecydowaną odmową odpowiednich urzędów. Jednak Izba Odwoławcza Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) uznała niedawno, że ​​bezwzględne podstawy odmowy rejestracji jednego ze zgłoszonych znaków „BREXIT” nie występują. Jest to oczywiście nawiązanie do postulowanego w odbytym w czerwcu 2016 r. referendum wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Brytyjska spółka Brexit Drinks Ltd. zgłosiła znak między innymi dla suplementów żywnościowych, napojów energetycznych, produktów browarniczych i papierosów.

Ekspert EUIPO pierwotnie nie zgodził się na rejestrację oznaczenia, uzasadniając to zarówno charakterem opisowym, jak i obraźliwością znaku. Zdaniem eksperta, termin „BREXIT” stanowi motto wycofania Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, a nie wskaźnik pochodzenia handlowego w odniesieniu do zgłoszonych towarów. Ponadto urzędnik utrzymywał, że znak ten miałby obraźliwy wpływ na wrażliwość przeciętnego europejskiego konsumenta, a zwłaszcza na 48% obywatelu Wielkiej Brytanii, którzy głosowali za pozostaniem w UE.

Po zaskarżeniu decyzji przez zgłaszającego Izba Odwoławcza EUIPO orzekła jednak, że nie można odmówić rejestracji takiego znaku towarowego. Wskazała ona, że ​​zasady moralne, które mogą uniemożliwić rejestrację danego oznaczenia nie mają nic wspólnego ze złym smakiem, dobrym obyczajem lub ochroną osobistych uczuć. Zdaniem Izby, nazwa „BREXIT” uosabia suwerenną decyzję polityczną, podjętą zgodnie z Traktatem z Lizbony i wymaganiami konstytucyjnymi Zjednoczonego Królestwa i nie ma żadnych moralnych konotacji. 

piątek, 15 wrzesień 2017 11:49

John Lemon musi zniknąć z półek

Nagła popularność piw kraftowych w ostatnich latach wymogła na ich producentach kreatywność w wymyślaniu dla nich nowych nazw. Nikogo nie zdziwią już stojące na sklepowych półkach piwa Perfekcyjna Pani Domu, Atak Chmielu czy Czarny Roman. Podobny trend dał się odczuć również na rynku napojów bezalkoholowych. Czasy, kiedy w barach rowerzyści, kierowcy czy niepijący z innych powodów mogli dostać tylko Colę, Fantę i Sprite dawno już minęły. Teraz na rynku dostępne są napoje gazowane i bez gazu, o smaku owoców bardzo egzotycznych albo miejscowych, z certyfikatami eko i dla wegan. Żeby zostać zapamiętanym przez konsumenta, dobrze jest wyróżnić taki napój nazwą.

Katowicka marka John Lemon będzie teraz musiała pomyśleć o zmianie nazwy. Do tej pory były pod nią dostępne bezalkoholowe napoje owocowe, na bazie yerba mate, herbaty rooibos czy lemoniady. Marka stała się popularna nie tylko na polskim rynku, jednak – paradoksalnie – zagraniczna ekspansja nie wyszła jej ostatnio na dobre.

Polska firma ma teraz na pieńsku z żoną nieżyjącego Beatlesa, Johna Lennona, od którego marka wzięła nazwę. Co prawda w samej nazwie zastosowano grę słów i zastąpiono Lennona angielską cytryną (lemon), jednak łatwo się domyślić, co stanowiło oryginał. O Johnie Lemonie Yoko Ono, bo to o niej mowa, dowiedziała się w Holandii. Przez swoich prawników artystka szybko skontaktowała się z polską firmą i nakazała jej zmianę nazwy, powołując się na naruszenie praw do znaku towarowego oraz dóbr osobistych zmarłego muzyka. Do procesu przed sądem jednak nie dojdzie. Strony zawarły ugodę, na mocy której od listopada marka John Lemon musi zostać wycofana ze sklepów i barów. Sprawa jest o tyle ciekawa, że polscy przedsiębiorcy zarejestrowali w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej znak towarowy „John Lemon”. Teraz stanie się on bezużyteczny.

czwartek, 14 wrzesień 2017 11:47

Porto z portu

27 października 2006 r. spółka Bruichladdich Distillery Co. Ltd dokonała w EUIPO zgłoszenia unijnego znaku towarowego PORT CHARLOTTE, m. in. dla napojów alkoholowych. Znak został zarejestrowany. 7 kwietnia 2011 r. Instituto dos Vinhos do Douro e do Porto IP złożył wniosek o unieważnienie prawa do znaku towarowego w zakresie alkoholi. W odpowiedzi na wniosek o unieważnienie prawa do znaku towarowego Bruichladdich ograniczył wykaz towarów w tym zakresie do whisky. Na poparcie wniosku o unieważnienie powołano się na nazwy pochodzenia „Porto” i „Port”, które są chronione we wszystkich państwach członkowskich. Wydział Unieważnień oddalił wniosek o unieważnienie prawa do znaku, od czego jednak złożono odwołanie. Sprawa finalnie trafiła przed Sąd UE, a potem – przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ten ostatni w połowie września 2017 r. wydał w sprawie wyrok.

W postępowaniu Izba Odwoławcza wskazała, że powołane oznaczenia geograficzne są chronione wyłącznie dla win, a zatem dla towarów, które nie są identyczne z towarem zwanym „whisky” ‒ ani podobne do niego ‒ a mianowicie napojem spirytusowym o innych właściwościach i poziomie zawartości alkoholu, który nie spełnia wymogów specyfikacji dla wina.

 Skarżący utrzymywał, że Sąd popełnił błąd uznając w zaskarżonym wyroku, że podstawowym znaczeniem wyrazu „port” w różnych językach europejskich – w tym angielskim i portugalskim – jest oznaczenie portu, a mianowicie miejsca znajdującego się na brzegu morza lub rzeki. W języku portugalskim nie istnieje bowiem słowo „port”, ponieważ wyrazem używanym do oznaczenia portu jest „porto”. W języku tym słowo „port” stanowi tylko jedną spośród wielu innych form chronionej nazwy pochodzenia „Porto”.

Trybunał przypomniał, że nazwy pochodzenia stanowią uprawnienia wynikające z prawa własności przemysłowej i handlowej. Przepisy mające do nich zastosowanie chronią uprawnionych przed bezpodstawnym używaniem tych nazw przez osoby trzecie, pragnące czerpać korzyści z renomy, którą się one cieszą. Przepisy te mają na celu zagwarantowanie, aby produkt oznaczony daną nazwą pochodził z określonej strefy geograficznej oraz charakteryzował się pewnymi szczególnymi cechami. Oznaczenia te często cieszą się wielkim uznaniem w oczach konsumentów, stanowiąc dla producentów spełniających kryteria ich używania istotny sposób przywiązania do siebie klientów. Renoma oznaczeń pochodzenia stanowi wykładnik ich wizerunku w oczach konsumentów. Wizerunek ten zależy zasadniczo od szczególnych cech oraz bardziej ogólnie od jakości produktu. To właśnie ta ostatnia określa w sposób decydujący wizerunek produktu. W odbiorze konsumenta związek między renomą producentów a jakością produktów zależy między innymi od przekonania, że produkty sprzedawane pod określoną nazwą pochodzenia są autentyczne.

Nazwa pochodzenia „Porto” objęta jest zaś wyraźnie własnym zakresem stosowania, zważywszy, że chodzi tu o oznaczenie geograficzne, z którego korzysta rodzaj wina, które zostało zarejestrowane i jest chronione na mocy rozporządzenia. O ile rozporządzenie nr 1234/2007 nie sprzeciwia się zasadniczo ochronie na podstawie prawa krajowego „prostego oznaczenia pochodzenia geograficznego”, czyli nazwy, w przypadku której nie istnieje bezpośredni związek między z jednej strony określoną jakością, renomą lub inną właściwością produktu, a z drugiej strony specyficznym miejscem jego pochodzenia geograficznego, o tyle inaczej jest w przypadku, gdy tak jak w niniejszej sprawie spór dotyczy nazwy pochodzenia przyznanej winu, która objęta jest zakresem stosowania rzeczonego rozporządzenia. Skarga została oddalona w całości.