Spółka Forever 21 uderza w znaki towarowe Gucci. Przedmiotem sporu są znaki towarowe włoskiego domu mody Gucci w równoległe niebiesko-czerwono-niebieskie i  zielono-czerwono-zielone paski. W pozwie złożonym przeciwko Gucci w czerwcu w Sądzie Okręgowym Stanów Zjednoczonych dla Centralnego Dystryktu Kalifornii, Forever 21 podnosi, że Gucci wielokrotnie groził, że pozwie Forever 21 za korzystanie z wielu zarejestrowanych znaków towarowych. Gigant  mody sieciowej domaga się stwierdzenia, że jego odzież nie narusza znaków towarowych z paskami Gucci, aby Gucci nie miało powodu ani argumentów do wnoszenia sprawy o naruszenie znaków towarowych. Ponadto, w pozwie Forever 21 domaga się unieważnienia zarejestrowanych znaków towarowych Gucci z równoległymi paskami. Forever 21 przytacza ponad 100 przykładów odzieży i akcesoriów, które wykorzystują podobne paski. Powołując się m.in. na przykłady Louis Vuitton, Balenciaga, Tory Burch, J. Crew i Urban Outfitters, Forever 21 stara się pokazać, że konsumenci nie kojarzą „pasiastych” znaków towarowych  z Gucci. Pasiaste znaki towarowe Gucci są w zasadzie niezdolne do pełnienia funkcji znaków towarowych, ponieważ stanowią  element dekoracyjny. Poza tym paski Gucci są zbyt powszechne lub ogólne, by mogły służyć jako znaki towarowe. Zdaniem Forever 21, monopol Gucci na codzienne kombinacje kolorów zaszkodzi konsumentom i projektantom dlatego powinny  być dostępne dla wszystkich. Jaki będzie efekt – zobaczymy.

wtorek, 12 grudzień 2017 08:55

Call of Duty przed sądem. Dwukrotnie!

Gra komputerowa „Call of Duty” stała się ostatnio przedmiotem dwóch spraw z zakresu prawa własności intelektualnej.

Przed amerykańskim Urzędem Patentów i Znaków Towarowych toczy się obecnie sprawa znaku towarowegoCall of Doo Dee”. Znak zgłosiła w lipcu tego roku firma założona i prowadzona przez amerykańskie małżeństwo. „Call of Doo Dee” ma służyć do oznaczania usług z zakresu usuwania nieczystości po zwierzętach. Oznaczenie wydaje się przypominać brzmieniowo „Call of Duty”, czyli nazwę wspomnianej gry komputerowej, której wydawcą jest amerykańska firma Activision.

11 października amerykański urząd opublikował informację o zgłoszeniu. Następnie, po upływie 11 dni, firma zgłaszająca znak towarowy wystąpiła z prośbą o zaniechanie rozpoznania zgłoszenia. Mimo to, 31 października, znak towarowy został opublikowany w oficjalnym biuletynie Urzędu, w celu zgłoszenia sprzeciwu. 20 listopada Activision zwróciła się z prośbą o przedłużenie terminu na zgłoszenie sprzeciwu. Urząd przychylił się do tej prośby, termin zaś został przedłużony do 30 grudnia.

Druga sprawa dotyczy wykorzystana znaku towarowego w samej grze. AM General, firma produkująca pojazd Humvee (wielofunkcyjny samochód terenowy opracowany na potrzeby amerykańskiej armii), zarzuciła Activision wykorzystanie w „Call of Duty” znaku towarowego „Humvee” oraz samych pojazdów. AM General jest właścicielem dwóch znaków towarowych dotyczących tej nazwy. Znak towarowy nr 1697530 został zgłoszony dla ciężarówek, natomiast znak towarowy nr 2305256 dla zabawek. Powództwo w tym zakresie zostało wniesione do sądu na początku listopada i obecnie czeka na rozstrzygnięcie.

poniedziałek, 11 grudzień 2017 08:53

Sławne „Let it Go” plagiatem?

Kalifornijski muzyk, Jaime Ciero wystąpił z pozwem przeciwko Disney’owi. Sprawa dotyczy filmu animowanego „Kraina lodu”, a konkretnie pochodzącego  z tego filmu utworu „Let it Go”. Oprócz wytwórni filmowej, pozwani zostali także: wykonawczyni utworu – Demi Lovato, aktorka użyczająca głosu głównej postaci i wykonująca utwór w filmie – Idina Menzel, oraz autorzy utworu „Let it Go”. Pozew złożono 23 listopada 2017 roku.

Jaime Ciero jest autorem utworu „Volar”. Jak stwierdza w pozwie „Volar” odniósł wielki, międzynarodowy sukces, dotarł do milionów słuchaczy, a także znalazł się na licznych listach przebojów najpopularniejszych i najczęściej granych utworów. Zdaniem muzyka utwór został następnie bezprawnie skopiowany i wykorzystany do stworzenia „Let it Go”.

Na czym polega zbieżność „Volar” i „Let it go”? W ocenie Ciero disnejowski hit zawiera kombinacje i struktury nutowe, fragmenty melodii, słowa, czy tematy, które są co najmniej w dużym stopniu podobne do tych, które zawarł w „Volar”. Podobieństwa tych dwóch utworów są tak uderzające, że „wykluczają możliwość uznania, że „Let it Go” jest niezależnie stworzonym utworem”, twierdzi Ciero.

To nie pierwszy raz, kiedy twórcy „Krainy lodu” spotykają się z zarzutami. W 2014 roku na drogę sądową wystąpiła pisarka Isabella Tanikumi. Autorka zarzucała filmowi naruszenie jej autorskich praw majątkowych do autobiografii „Tęsknoty serca” („Yearnings of the Heart”). Twierdziła, że w filmie pojawia się 18 przypadków przeniesienia z jej książki: postaci, wątków głównych i pobocznych, fragmentów fabuły. Jednakże rozpatrujący sprawę sąd nie dopatrzył się zarzucanych naruszeń.

Zarzuty pod adresem filmu wysunęła też reżyserka Kelly Wilson. Twierdziła, że zwiastun „Krainy lodu” był w znacznym stopniu podobny do jej krótkometrażowego filmu „Bałwan”. Natomiast w 2015 roku „Kraina lodu” sama stała się przedmiotem potencjalnych naruszeń. Sprawa dotyczyła piosenki przygotowanej na zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie, konkretnie rzekomego naruszenia przez tę piosenkę praw autorskich do utworu „Let it Go”. Część użytkowników serwisu Youtube, po przesłuchaniu chińskiego utworu, stwierdziła, że korzysta on z popularności filmu i pochodzącego z niego utworu „Let it Go”. W konsekwencji utwór przygotowany na igrzyska został usunięty z serwisu.

Tymczasem sprawa z powództwa Jaime Ciero czeka na rozstrzygnięcie. Muzyk domaga się udziału w zyskach z filmu, a także z muzyki filmowej i reklam. Sam zaś film w skali świata zarobił około 1,3 bln dolarów.

Bezprzewodowe ładowanie, kamera na podczerwień i rozpoznawanie twarzy to niektóre z funkcji, w jakie został zaopatrzony nowy iPhone X. Niestety, odświeżenie kultowego urządzenia amerykańskiej spółki przyniosło jej kłopoty prawne. Apple został pozwany w związku z wykorzystaniem w iPhonie X nazwy „animoji”.

Z powództwem wystąpiła japońska firma Emonster, produkująca oprogramowanie. Jak się okazuje „animoji” to zarejestrowany na jej rzecz znak towarowy. Firma zarzuca Apple naruszenie prawa do tego znaku
Na czym polega animoji? W wersji zastosowanej w iPhonie X, jest to funkcja, która umożliwia animowanie emotikonów przedstawiających wyraz twarzy, czyli po prostu określoną emocję. Do celu animacji funkcja używa technologii rozpoznawania twarzy. Podczas premiery iPhone’a X, we wrześniu bieżącego roku, szef marketingu Apple’a przedstawił animoji jako „niezwykłe doświadczenie” w komunikacji z rodziną i przyjaciółmi.

Tymczasem, w złożonym pozwie, japońska firma twierdzi, że znak towarowy „animoji” został zarejestrowany przez nią już w 2014 roku, dla oznaczenia aplikacji służącej pisaniu smsów. Aplikacja została wprowadzona na rynek. Co istotne, aplikacja była dostępna w Apple App Store. A to oznacza, że Apple wiedział o jej istnieniu.

Zdaniem Emonster posłużenie się nazwą „animoji” przez Apple stanowi podręcznikowy przykład umyślnego naruszenia: „Apple – twierdzi w pozwie Emonster – przejął nazwę „animoji” i udaje, że pochodzi od niego”. Japońska firma domaga się odszkodowania i zakazu używania przez czas procesu terminu „animoji”.

Rzecznik prasowy Apple odmówił komentarza w sprawie.

Komisja ds. Sprzeciwów Japońskiego Urzędu Patentowego (JPO) odrzuciła sprzeciw ze strony Mattel, Inc. - producenta znanej na całym świecie lalki Barbie - która twierdziła, że ​​znak "Salon BARBIES" może powodować prawdopodobieństwo wprowadzenia konsumentów w błąd co do pochodzenia, a konkretnie wywoływać skojarzenia ze słynną lalką Barbie.

Sporny znak został zgłoszony w JPO w dniu 10 marca 2016 r., dla towarów i usług w klasie 35 i 43, w tym restauracji, usług zakwaterowania, analizy zarządzania przedsiębiorstwem i innych. JPO udzieliło ochrony na sporny znak, ponieważ w trakcie rozpatrywania zgłoszenia nie wystąpiły podstawy do odmowy. Znak opublikowano w dniu 11 października 2016 r.

W dniu 12 grudnia 2016 r. Mattel, Inc., sprzeciwiła się wnioskowi o rejestrację znaku „Salon BARBIES”. W sprzeciwie Mattel jako podstawę wskazał dwa wcześniejsze znaki towarowe: słowny  znak "BARBIE" nr 5383631 (klasy 9, 14, 18, 24, 25, 28, 35) oraz słowno-graficzny „BARBIE” nr  589632 (klasy 9, 15, 20, 21, 25, 28).

Mattel argumentował, że znaki BARBIE są tak znane, że każdy przeciętny konsument uzna, że znak „Salon BARBIES” pochodzi od Matell . Mattel argumentował również, że sporny znak osłabia lub narusza  renomę znaków „BARBIE”.

Dokonując analizy ogromnych ilości materiałów dowodowych, w tym kilku artykułów, słownika, gazet i czasopism dokumentujących wartość i renomę znaku „BARBIE” (476 milionów USD) i sprzedaż na poziomie ponad miliarda lalek i kostiumów na całym świecie, JPO przyznało, że ​​znaki „BARBIE” cieszyły się renomą  dla towarów w postaci lalek w czasie zarówno złożenia wniosku o rejestrację spornego znaku, jak i jego rejestracji.

Niemniej jednak JPO nie uznała podobieństwa porównywanych znaków na płaszczyźnie wizualnej, fonetycznej i koncepcyjnej. Jeżeli chodzi o aspekt wizualny – sporny znak składa się z elementu graficznego i słów "Salon BARBIES". Różnica między porównywanymi znakami w tym zakresie jest znacząca w oczach konsumentów. W kwestii brzmieniowej różnica w liczbie sylab i wymowie obu znaków także nie jest bez znaczenia, nie może powodować konfuzji. Z kolei w zakresie warstwy koncepcyjnej, JPO uznało, że ​​sporny znak nie ma żadnego konkretnego znaczenia, stąd też nie ma  on związku ze znakami BARBIE.

Biorąc pod uwagę wyraźną odmienność znaków, JPO stwierdziło, że zarówno profesjonaliści (handlowcy) jak i konsumenci prawdopodobnie nie będą mylić lub wiązać usług sygnowanych znakiem „Salon BARBIES” z Mattel lub podmiotami z nim powiązanymi. Jako, że nie zachodzi prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd, sprzeciw oparty właśnie na zarzucie podobieństwa towarów i znaków oraz  związanego z tym wprowadzenia w błąd oddalono.

Podobnie stwierdzono w odniesieniu do zarzutu Mattel, opartego o znak renomowany konkludując, że nie zostały przedstawione dowody na to, że późniejszy znak został zgłoszony w złej wierze, czego wymagał powoływany przez Mattel przepis.

Coca-Cola zastępuje opakowania swego napoju w wersji dietetycznej puszkami i butelkami z czerwonym znakiem towarowym marki Coca-Cola. Jest to zgodne z globalną strategią "jedna marka, jeden marketing", ogłoszoną w ubiegłym roku.

Firma zamierza dokonać zmiany na wszystkich rynkach, w tym w USA, Wielkiej Brytanii, Afryce Południowej, Azji i na Bliskim Wschodzie. Coca-Cola poinformowała, że zmiana opakowania będzie zakomunikowana kupującym za pośrednictwem wielu kanałów. Zamierza ona wykorzystać komunikację w punktach sprzedaży detalicznej, aby zwiększyć świadomość klientów o dokonywanej zmianie.

Starbucks, najsłynniejsza sieć kawiarni na świecie, w okresie od 19 do 23 kwietnia 2017r. miała w swoje ofercie  frappuccino z edycji limitowanej, poświęconej jednorożcom. Produkty z wizerunkiem tej bajkowej postaci zyskały w ciągu ostatnich kilku lat dużą popularność w mediach społecznościowych, nic więc dziwnego, że i Starbucks chciał z niej skorzystać. W efekcie, w ofercie Starbucksa pojawił  się  bajkowy napój w fantastycznej „ jednorożowcowej” kolorystyce . Niestety, okazało się że Starbucks nie był w swym pomyśle ani pierwszy ani oryginalny.  Już wcześniej bowiem powstała Unicorn Latte – autorski produkt niewielkiej nowojorskiej kawiarni  o nazwie The End, która wzbudziła sensację w mediach społecznościowych. The End stworzyła swoją kawę we współpracy z MontaukJuiceFactory. Oba podmioty zainwestowały ponad sześć miesięcy pracy w rozwój napoju i jego wygląd. Unicorn Latte składa się ze zdrowych i naturalnych składników, takich jak tłoczony na zimno sok imbirowy, sok z cytryny, daktyle i orzechy nerkowca oraz niebiesko-zielone algi zebrane z jeziora Oregon. The End rozpoczęła sprzedaż Unicorn Latte w grudniu 2016 r., już w styczniu 2017 roku zawnioskowała o udzielenie prawa ochronnego na znak towarowy.

Kawiarnia The End utrzymuje, że Starbucks wypuścił swój napój z motywem jednorożca, aby zagrozić jej oryginalnemu produktowi. Ponieważ Starbucks jest znany praktycznie na całym świecie, zdaniem The End może to spowodować ryzyko konfuzji wśród klientów, a wręcz może doprowadzić do przekonania, że to mała nowojorska kawiarnia kopiuje produkt kawowego potentata. W rezultacie The End pozwała Starbucksa za naruszenie praw do znaku towarowego. The End domagała się 10 milionów dolarów odszkodowania.

Spór między kawiarniami został  zażegnany, jednakże informacja o ostatecznej wysokości odszkodowania nie została ujawniona.  

Dostęp do raju chce ograniczyć właściciel znaku towarowego telewizji Sky, brytyjska spółka British Sky Broadcasting Group. BSBG w ostatnich latach zablokowała już rejestracje znaków towarowych takich gigantów jak Skype (po 10 letniej batalii) czy Microsoft oferującego usługę ,,SkyDrive” (siłą rzeczy przemianowaną na ,,OneDrive”).

Tym razem przyszła pora na SkyKick - amerykańską spółkę oferującą usługę IT wspomagającą zarządzaniem danymi w chmurze. SkyKick w 2012 r. zarejestrowała swój znak towarowy, a w 2016 r. chcąc rozszerzyć ochronę poprzez dokonanie rejestracji międzynarodowej obejmującej także obszar Unii Europejskiej, spotkała się ze sprzeciwem BSBG.
W odpowiedzi, SkyKick podniosła ciekawą kwestię odnośnie nadchodzącej zmiany w Dyrektywie, która ma zostać implementowana do porządków krajowych do stycznia 2019 r. Zmiana dotyczy art. 12, na podstawie którego aktualnie prawo z rejestracji znaku towarowego nie uprawnia właściciela tego prawa do zabronienia osobie trzeciej używania znaku towarowego, jeśli stanowi on nazwisko lub adres tej osoby - dotyczy to zarówno osób fizycznych jak i prawnych. Na podstawie nowego brzmienia, od 2019 r. tylko osoby fizyczne będą mogły powołać się na to uprawnienie. Oznacza to, że właściciele znaków towarowych będą mogli skutecznie dochodzić zaprzestania używania znaku towarowego przez osoby prawne, których nazwy są tożsame z tym znakiem towarowym.

SkyKick określił zmianę jako naruszającą zasadę niedyskryminacji, prawo własności, równość wobec prawa oraz swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Wniosek spółki o rejestrację został odrzucony, jednak kwestia ta może zostać w przyszłości przekazana do Trybunału Sprawiedliwości.
Pomimo, że Unia Europejska słusznie uzasadnia tą zmianę występowaniem prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd co do handlowego źródła pochodzenia towarów lub usług, fakt, że za naruszenie unijnego znaku towarowego będzie uznawane używanie tego oznaczenia jako nazwy handlowej przez innego przedsiębiorcę, może spowodować wzmożoną aktywność przedsiębiorców i lawinę wniosków o zaprzestanie naruszeń…

wtorek, 19 wrzesień 2017 10:22

Ferrari traci znak towarowy

Udzielenie przez odpowiedni urząd prawa ochronnego na znak towarowy nie wiąże się z samymi przywilejami. Oprócz zapłaty za uzyskanie monopolu na używanie danego oznaczenia, czy to słownego, czy też słowno-graficznego lub graficznego, w postaci uiszczenia opłat urzędowych, na właścicielu znaku spoczywa też inny obowiązek. Jest to obowiązek używania znaku towarowego. Zgodnie z przepisami, znak po rejestracji musi być rzeczywiście używany, a  więc nakładany na towary lub wykorzystywany w stosunku do usług, stosowany w materiałach sprzedażowych i reklamowych. Wymóg używania znaku towarowego ma na celu uniknięcie sytuacji, w której dany przedsiębiorca jedynie blokowałby dane oznaczenie, sam jednak z niego nie korzystając.

O konsekwencjach nieużywania swojego znaku towarowego przekonał się ostatnio producent luksusowych samochodów Ferrari. Ten koncern motoryzacyjny w ubiegłym miesiącu stracił w Niemczech znak towarowy „Testarossa”. Ferrari Testarossa zostało zaprezentowane podczas Autosalonu w Paryżu w 1984 r. Auto stało się bardzo popularne, choć pomimo wielu przeróbek mających przystosować je do torów wyścigowych, Ferrari Testarossa nigdy nie odniosło sukcesów podczas wyścigów. Mimo braku wygranych w wyścigach, nazwa ta spodobała się niemieckiej firmie Autec AG, która zgłosiła ją w niemieckim urzędzie patentowym jako znak towarowy, który miałby opatrywać  rowery oraz golarki elektryczne.

Ferrari wniosło sprzeciw wobec zgłoszenia tego znaku towarowego. Sprawa trafiła przed  sąd okręgowy w Düsseldorfie, który jednak sprzeciwu nie uznał.  Uzasadniając wyrok sąd zgodził się z podniesionym przez Autec zarzutem nieużywania przez Ferrari znaku towarowego. Sama spółka motoryzacyjna próbowała wykazać, że rzeczywiste używanie znaku miało miejsce w odniesieniu do usług serwisowych oraz naprawy i konserwacji samochodów, jak również do produkcji i sprzedaży części zamiennych do samochodów Ferrari Testarossa. Z tymi argumentami nie zgodził się niemiecki sąd, wskazując, że takie usługi rzeczywiście się odbywały, ale jedynie pod marką „Ferrari”, a nie „Ferrari Testarossa”. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

środa, 20 wrzesień 2017 10:20

Herbatka na sali sądowej

W dniach 21 i 22 października 2010 r. Delta Lingerie dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszeń unijnych graficznych znaków towarowych. Jeden z nich zawierał element słowny „darjeeling” zapisany białymi literami i wpisany w prostokąt koloru jasnozielonego, drugi miał napis „darjeeling collection de lingerie” zapisany białymi literami i wpisany w prostokąt koloru jasnozielonego, a kolejne dwa to element słowny „darjeeling collection de lingerie” zapisany czarnymi literami na białym tle. Znaki zostały zgłoszone głównie dla bielizny.

7 kwietnia 2011 r. indyjska spółka The Tea Board, podmiot ustanowiony i uprawniony do zarządzania wytwarzaniem herbaty, wniosła sprzeciw wobec rejestracji tych znaków towarowych, oparty na słownym i graficznym znaku „DARJEELING”, obu zarejestrowanych dla herbaty. W czterech decyzjach Wydział Sprzeciwów oddalił sprzeciw, od czego The Tea Board wniosła odwołania. Indyjska spółka przedstawiła dowody wykazujące, że element słowny „darjeeling” stanowi chronione oznaczenie geograficzne dla herbaty. Izba Odwoławcza oddaliła odwołania. Stwierdziła ona, że wobec braku podobieństwa między towarami i usługami oznaczonymi kolidującymi ze sobą oznaczeniami nie istnieje prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd. Sprawa trafiła najpierw przed Sąd UE, a później przed Trybunał Sprawiedliwości, jako że Sąd również wskazał, że w niniejszym wypadku nie istnieje prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd, ponieważ kolidujące ze sobą towary i usługi nie są ani identyczne, ani podobne.

Trybunał stwierdził, że o ile znak towarowy może spełniać inne funkcje niż funkcja wskazywania pochodzenia, które to funkcje także są godne ochrony przed naruszeniami ze strony osób trzecich, takie jak zapewnienie jakości towaru lub usługi oznaczonych znakiem, komunikacji, inwestycji lub reklamy, o tyle podstawową funkcją znaku towarowego pozostaje funkcja wskazywania pochodzenia. A zatem twierdzenie, zgodnie z którym podstawowa funkcja unijnego znaku wspólnego wymienionego polega na wskazywaniu pochodzenia geograficznego towarów lub usług oferowanych pod tym znakiem, jak chciała indyjska spółka, a nie na wskazywaniu ich pochodzenia handlowego, nie uwzględniałoby tej podstawowej funkcji.

Trybunał podkreślił też, że oznaczenia geograficzne z jednej strony oraz unijne znaki wspólne tworzone przez oznaczenia lub wskazówki mogące służyć w obrocie do wskazywania pochodzenia geograficznego towarów i usług z drugiej strony są oznaczeniami objętymi odrębnymi reżimami prawnymi i realizują odmienne cele. A zatem podczas gdy unijny znak towarowy jest oznaczeniem mającym na celu odróżnienie pochodzenia handlowego towarów lub usług, oznaczenie geograficzne jest nazwą określającą produkt jako pochodzący z określonego obszaru, którego określona jakość, renoma lub inna cecha charakterystyczna w głównej mierze wynika z tego pochodzenia geograficznego, a przynajmniej jeden etap produkcji odbywa się na tym określonym obszarze geograficznym. W świetle powyższego Sąd nie naruszył prawa, orzekając, że podstawowa funkcja unijnego znaku wspólnego polega na odróżnieniu towarów lub usług członków organizacji, która jest jego właścicielem, od towarów lub usług innych przedsiębiorstw, a nie na rozróżnieniu tych towarów przy uwzględnieniu ich pochodzenia geograficznego.