piątek, 03 luty 2017 10:33

Znaki aluzyjne

Aluzja to dobry sposób, żeby dać coś komuś do zrozumienia bez zdradzania pełni naszych intencji. Temat aluzji dotyczy jednak nie tylko nieśmiałych osób, ale też znaków towarowych. Znaki aluzyjne to takie oznaczenia, które sugerują pewne cechy towarów lub usług, ich przeznaczenie lub odbiorców, ale nadal nie mogą mieć one w pełni charakteru opisowego. Stuprocentowy charakter opisowy takiego znaku powodowałby, że oznaczenie nie spełniałoby przesłanek bezwzględnych do rejestracji.

Znakami towarowymi bywają głównie slogany reklamowe. Z orzecznictwa wynika też, że za tego rodzaju oznaczenia należy uważać te, które odnoszą się do pewnych cech towarów lub usług w sposób pośredni lub poprzez proces intelektualnego kojarzenia wymagającego u danej części nabywców szczególnego wysiłku dla przekształcenia sugestywnej lub emocjonalnej informacji w racjonalną ocenę. Niekiedy nawet połączenie w jeden wyraz kilku słów opisowych lub nieistotna modyfikacja słów opisowych może w rezultacie prowadzić do powstania oznaczenia jedynie aluzyjnego lub sugerującego. Znak wykazuje cechę bezpośredniości opisu wówczas, gdy informacja o cechach konkretnego towaru jest przekazywana wyraźnie i jednoznacznie, a więc możliwa do odczytania wprost, a nie drogą skojarzeń.

Co ciekawe, zdaniem sądów nie można wymagać, by slogan reklamowy miał fantazyjny charakter czy nawet ukazywał wkład wysiłku twórczego, który spowodowałby efekt zaskoczenia, dzięki czemu łatwo by go było zapamiętać, w celu niepozbawiania go minimum charakteru odróżniającego. Zachwalający charakter oznaczenia nie świadczy z góry o jego opisowości.

Znakami aluzyjnymi są również często używane w przemyśle farmaceutycznym oznaczenia biorące nazwę od schorzenia lub substancji czynnej, jak na przykład leki z rutozydem i kwasem askorbinowym: Rutinoscorbin, Rutinacea, Cerutin.

Dział: Aktualności
środa, 01 luty 2017 10:27

Muzyczne znaki towarowe

Nie od dziś wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje. Nieważne, czy to jazz, rock czy pop – nie ma na świecie chyba ani jednej osoby, która nie uprzyjemnia sobie czasu przebojami z radia, śpiewem z sali filharmonii czy nawet melodią własnego pomysłu nuconą samemu sobie. Dlatego, niezależnie od muzycznych preferencji, każdy znajdzie jakiś zespół czy wokalistę dla siebie, do słuchania w domu lub w pracy. Niektóre nazwy zespołów od razu przywołują w naszej głowie skojarzenie z graną przez nie muzyką, tak jak The Beatles czy The Rolling Stones. Inne, jak na przykład Formacja Nieżywych Schabuff, mogą budzić zdziwienie lub uśmiech na twarzy.

Zdecydowanie bardziej poważnie kwestia nazwy zespołu muzycznego wygląda z punktu widzenia jego członków. Nie wystarczy bowiem wymyślić chwytliwego oznaczenia, aby cieszyć się nim już na zawsze. Jeżeli zespół odniesie sukces, znajdzie się bowiem mnóstwo chętnych naśladowców, którzy będą chcieli uszczknąć nieco sławy swoich popularnych konkurentów. W takiej sytuacji należy nazwę zespołu zawczasu zabezpieczyć.

Najprostszym sposobem uzyskania monopolu na nazwę zespołu muzycznego jest rejestracja znaku towarowego. Może być on zarejestrowany na lidera zespołu albo też – jako prano wspólne – na wszystkich jego członków. W innym wypadku, jeżeli w zespole zacznie się dziać źle, może rozpocząć się spór o to, komu właściwie przysługuje prawo do używania oznaczenia zespołu. Konflikty na tym tle rozsądzały też polskie sądy. Główną linią orzeczniczą jest założenie, że nazwa zespołu przysługuje, na zasadach dób osobistych, wszystkim członkom zespołu, jeżeli tylko poczynili oni podobny wkład w działalność danej formacji. Wyjątkiem jest sytuacja, w której chodzi o zespół utworzony, nazwany i kierowany przez jednego z członków w sposób tak wyraźny i oczywisty, iż uchodzi za zespół tej osoby. W Polsce spory na tle znaków towarowych i oznaczeń zespołów muzycznych toczyły się już wokół tak znanych nazw, jak De Mono, Czerwone Gitary czy Kapela Czerniakowska. 

Dział: Aktualności
czwartek, 19 styczeń 2017 07:22

Guru znaków towarowych

13 czerwca 2014 r. skarżąca, Netguru sp. z o.o., dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego słownego znaku towarowego NETGURU, między innymi dla usług telekomunikacji. Decyzją z 21 listopada 2014 r. ekspert odrzucił zgłoszenie z tego względu, że zgłoszony znak towarowy ma charakter opisowy. Zgłaszający odwołał się od negatywnej dla niego decyzji. Izba Odwoławcza EUIPO oddaliła jednak odwołanie.

Izba Odwoławcza najpierw zdefiniowała właściwy krąg odbiorców jako składający się z konsumentów anglojęzycznych, profesjonalistów wyspecjalizowanych w dziedzinie Internetu, a także przeciętnych konsumentów będących użytkownikami Internetu, u których wykazywany poziom uwagi jest wyższy od przeciętnego. Następnie, wyjaśniwszy, że słowo „net” nawiązuje w języku angielskim do sieci komputerowej Internetu, a słowo „guru”, zgodnie z definicją słownikową, odsyła w szczególności do ważnej osobistości będącej autorytetem, do doradcy lub eksperta w danej dziedzinie, zauważyła, iż określenie „netguru” rozpatrywane jako całość zostanie zrozumiane przez właściwy krąg odbiorców jako odniesienie do „guru sieci”, czyli eksperta lub autorytetu w dziedzinie sieci komputerowych Internetu. W konsekwencji wskazała ona, że zgłoszone oznaczenie podkreśla pozytywne cechy towarów i usług objętych zgłoszeniem znaku, informując właściwy krąg odbiorców, że owe towary i usługi pochodzą od autorytetu lub eksperta w dziedzinie Internetu. Taki reklamowy przekaz zgłoszonego oznaczenia nie pozwala docelowemu kręgowi odbiorców na postrzeganie znaku jako wskazania handlowego pochodzenia rozpatrywanych towarów i usług. Wreszcie Izba Odwoławcza wyjaśniła, że zastosowała tę samą podstawę odmowy rejestracji do sześciu różnych klas towarów i usług z uwagi na ich charakter oraz bezpośredni związek z „przesyłaniem z Internetem”, a także promocyjne znaczenie określenia „netguru”.

Skarżąca podnosiła, że Izba Odwoławcza, nie odniosła się do przytoczonych przez skarżącą definicji słownikowych, które podważały przyjęte przez eksperta definicje słowa „guru”. W konsekwencji, Izba Odwoławcza, opierając się jedynie na źródłach słownikowych przytoczonych przez eksperta, błędnie ustaliła, że w ramach neologizmu „netguru” termin ten należy rozumieć jako oznaczający „autorytet” lub „eksperta”, podczas gdy takie znaczenie zostało wskazane na ostatnim miejscu w źródłach cytowanych przez skarżącą, a pierwszym znaczeniem tego słowa jest „nauczyciel” lub „doradca”. Ponadto skarżąca zarzucała Izbie Odwoławczej, że ta nie przytoczyła argumentów świadczących o tym, iż słowo „guru” funkcjonuje w obrocie w odniesieniu do poszczególnych kategorii towarów i usług objętych zgłoszeniem do rejestracji w przyjętym przez nią znaczeniu, chociaż zdaniem skarżącej taka analiza jest konieczna do ustalenia „konkretnej” zdolności odróżniającej zgłoszonego znaku towarowego z uwzględnieniem zakresu jego ochrony.

Rozpatrujący sprawę Sąd Unii Europejskiej zgodził się jednak z urzędem. Wyrokiem z 17 stycznia br. oddalił skargę w całości.

Dział: Aktualności
piątek, 13 styczeń 2017 08:23

Kogut niezgody. Regionalne znaki towarowe.

Prawie każdy region Polski ma charakterystyczny dla niego wypiek, słodki albo wytrawny. W Poznaniu jada się nadziewane bakaliami rogale świętomarcińskie, zaś w Lublinie popularnością cieszą się płaskie, pszenne cebularze. W Kazimierzu Dolnym natomiast można dostać wypiek z ciasta chlebowego ułożonego w kształt koguta. Takie kogucie bułeczki były przedmiotem sporu pomiędzy jednym z tamtejszych piekarzy a Stowarzyszeniem Kupców i Przedsiębiorców, który właśnie dobiegł końca.

W 1996 r. piekarz próbował uzyskać na kształt koguta znak towarowy, jego wysiłki zakończyły się jednak niepowodzeniem. Ta sztuka udała się jednak Stowarzyszeniu Kupców i Przedsiębiorców, które dokonało rejestracji w Urzędzie Patentowym zarysu chlebowego kogutka jako wspólnego znaku towarowego. Taka forma ochrony oznacza, że z przedmiotu rejestracji może korzystać nie jeden przedsiębiorca, jak to wygląda w przypadku podstawowego prawa ochronnego na znak towarowy, ale większa liczba zainteresowanych tym przedsiębiorców, jeżeli spełniają oni kryteria wskazane w regulaminie używania takiego znaku.

Stowarzyszenie chciało zakazać piekarzowi, który kiedyś dokonał nieudanego zgłoszenia, oferowania bułek w kształcie koguta, który jest symbolem Kazimierza Dolnego. Sytuacja była o tyle ciekawa, że to Piekarnia Sarzyński, adresat roszczeń Stowarzyszenia, już od lat wypiekała kogutki i reklamowała je również poza granicami miasta i regionu. Przyczyniła się również do wzrostu ich popularności. Właściciel Piekarni Sarzyński wystąpił wiec do Urzędu Patentowego o unieważnienie koguciego znaku towarowego. Finalnie Urząd Patentowy pod koniec 2016 r. wydał dwie decyzje, w których unieważnił prawa ochronne na znaki obejmujące postać koguta wobec części usług oraz – co najważniejsze – wobec produktów piekarniczych. Bułki w kształcie kogutów nie podlegają więc już ochronie.

Dział: Aktualności
czwartek, 12 styczeń 2017 08:20

Tęcza znaków towarowych

Jako znak towarowy najczęściej rejestruje się słowo lub element graficzny. Możliwe jest jednak zarejestrowanie również innego sposobu oznaczenia produktu lub usługi, nawet bardzo ekstrawaganckiego, w postaci dźwięku, zapachu lub koloru. Te ostatnie rejestracje są jednak skomplikowane pod względem prawnym, gdyż dość trudne jest udowodnienie charakteru odróżniającego takiej nieoczywistej cechy. Chodzi bowiem o to, aby oznaczenie zarejestrowane jako znak towarowy łączyło w głowach konsumentów to oznaczenie z konkretnym przedsiębiorcą. A o ile sloganów czy grafik można wymyślić bardzo, bardzo wiele, tak kolorów jest w sumie znacznie bardziej ograniczona liczba.

O rejestracje takiego specyficznego znaku towarowego w postaci koloru starało się wielu właścicieli różnorakich oznaczeń. Rejestracji koloru jako znaku towarowego chciał dokonać między innymi właściciel stacji paliw BP. Chodzi konkretnie o używany dla tych stacji odcień zielonego, Pantone 348C. BP rejestrowała swoje znaki w różnych miejscach, z różnymi rezultatami. Na przykład, od 2002 r. spółka nie może sobie poradzić z australijskim urzędem patentowym, ciągle dostając w tym temacie decyzje odmowne. Co ciekawe, do wydawania takich właśnie decyzji przyczynia się dom towarowy Woolworths. Wbrew pozorom, niesprzedająca wcale paliwa spółka ma w tym interes. Przede wszystkim, Woolworths wydał jakiś czas temu ogromne pieniądze na zmianę logo i jego reklamę, a nowe jest w bardzo podobnym odcieniu zieleni, jak kolor, który chce zarejestrować BP. Co więcej, Woolworths ma powiązania handlowe z siecią stacji benzynowych Caltex. W żywotnym interesie spółki jest więc, aby BP nie dostała rejestracji wybranego przez siebie koloru jako znaku towarowego.

Nie wszyscy przedsiębiorcy mają jednak takiego pecha w kwestii rejestracji kolorów jako znaków towarowych. Popularnym znakiem jest kolor fioletowy, który zarejestrowały zarówno Cadburys dla czekolady, jak i Whiskas dla kociej karmy. Czerwony to kolor zarezerwowany dla podeszw butów na rzecz Christiana Laboutin, zaś australijska poczta zarezerwowała sobie konkretny odcień żółtego.

Dział: Aktualności
piątek, 16 grudzień 2016 15:53

Zbyt podobne znaki towarowe

23 września 2012 r. FH Scorpio, obecnie Scorpio Poland, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego „YO”, głównie dla odzieży. 25 kwietnia 2013 r. interwenient, Eckes-Granini Group GmbH, wniósł sprzeciw wobec rejestracji oparty na wcześniejszym słownym niemieckim znaku towarowym „YO”, jednak sprzeciw został oddalony. Spółka niemiecka wniosła do EUIPO odwołanie.

Decyzją z 2 października 2015 r. Izba Odwoławcza EUIPO uwzględniła odwołanie. Jeśli chodzi o podobieństwo kolidujących ze sobą znaków towarowych, uznała ona, że pod względem wizualnym oznaczenia będą postrzegane przez znaczącą część właściwego kręgu odbiorców, składającego się z konsumentów niemieckich, jako zawierające kombinację liter „yo”, dochodząc do wniosku, iż są one podobne w stopniu oscylującym między niskim a przeciętnym. Sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok 14 grudnia 2016 r.

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd istnieje, gdy krąg odbiorców może uznać, że dane towary lub usługi pochodzą z tego samego przedsiębiorstwa lub z przedsiębiorstw powiązanych gospodarczo. W świetle tego orzecznictwa prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd należy oceniać całościowo, zgodnie ze sposobem postrzegania danych oznaczeń i towarów lub usług przez właściwy krąg odbiorców, przy uwzględnieniu wszystkich istotnych czynników występujących w danym wypadku, a w szczególności wzajemnej zależności podobieństwa oznaczeń i podobieństwa oznaczonych towarów lub usług.

Jednakże skarżąca twierdziła, że towary objęte kolidującymi ze sobą oznaczeniami mają odmienne pochodzenie i przeznaczenie, jako że interwenient jest przedsiębiorstwem z branży żywności i napojów, podczas gdy towary, dla których wystąpiono o rejestrację, należą do branży odzieżowej. W rezultacie w ocenie skarżącej właściwy krąg odbiorców nie pomyli towarów objętych kolidującymi ze sobą oznaczeniami i należy zatem stwierdzić brak prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd.

Sąd przypomniał, że zgodnie z orzecznictwem nic nie stoi na przeszkodzie dokonaniu oceny istnienia podobieństwa wizualnego między słownym znakiem towarowym a graficznym znakiem towarowym, ponieważ te dwa rodzaje znaków towarowych posiadają konfigurację graficzną mogącą wywierać wrażenie wizualne. W niniejszym przypadku zgłoszone oznaczenie składa się ze stylizowanej litery „y” oraz z łuku otaczającego znajdującą się pośrodku czerwoną kropkę i podkreślającego w ten sposób jej okrągłość. W rezultacie można tu także widzieć całościowo literę „o” lub ewentualnie dostrzec literę „u”. Jednakże, skoro po kombinacji liter „yo” następuje wykrzyknik, którego kropka w kolorze czerwonym przypomina znajdującą się pośrodku kropkę w tym samym kolorze, wrażenie wizualne, które się wyłania, wyraźnie przywodzi na myśl element słowny „yo!”. Z tego względu Izba Odwoławcza słusznie mogła stwierdzić, że pod względem wizualnym zgłoszony znak towarowy będzie postrzegany przez znaczącą część właściwego kręgu odbiorców jako odtworzenie wcześniejszego znaku towarowego „YO” w całości. Skarga została oddalona.

Dział: Aktualności

22 stycznia 2015 r. International Trademark spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego graficznego znaku „eSmoking World”. Decyzją z 20 października 2014 r. ekspert odmówił dokonania rejestracji dla części zgłoszonych usług. International Trademark wniosła do EUIPO odwołanie od decyzji eksperta, w którym podnosiła, że element graficzny zgłoszonego znaku ma sam w sobie charakter odróżniający i wyrażenie „esmoking world” nie może zostać uznane za bezpośrednio opisowe dla rozpatrywanych usług oraz że fantazyjne połączenie elementów słownych i graficznych zgłoszonego znaku towarowego zwiększa jego zdolność odróżniającą. Jednocześnie, zgłoszenie zostało przeniesione na Chic Investments sp. z o.o. Piąta Izba Odwoławcza OHIM oddaliła odwołanie.

Izba Odwoławcza uznała, że litera „e” umieszczona przed elementem słownym „smoking” jest powszechnie używana jako prefiks w słowach takich jak „e-book” czy „e-cigarette” i oznacza „elektroniczny”. Ponadto stwierdziła ona, że wyraz „smoking” oznacza „palenie”, zwłaszcza papierosów. Wreszcie wskazała ona, że wyraz „world” oznacza „świat” w znaczeniu geograficznym lub w znaczeniu grupy podobnych rzeczy lub osób w jakiś sposób ze sobą powiązanych. W rezultacie Izba Odwoławcza doszła do wniosku, że jako całość wyrażenie „esmoking world” zostanie zrozumiane przez właściwy krąg odbiorców jako oznaczające „świat e-palenia”, czyli wszystko to, co wiąże się z papierosami elektronicznymi.

Sprawa trafiła przed Sąd UE, który wydał wyrok 29 listopada 2016 r. Z orzecznictwa wynika, że już minimum charakteru odróżniającego wystarczy do wyłączenia stosowania bezwzględnej podstawy odmowy rejestracji. Charakter odróżniający należy oceniać, po pierwsze, w stosunku do towarów lub usług, dla których znak towarowy został zgłoszony i po drugie, z uwzględnieniem sposobu postrzegania go przez właściwy krąg odbiorców.

Sąd wskazał, że zgodnie z orzecznictwem w przypadku wyrażeń słownych składających się z połączenia elementów ewentualny charakter opisowy może być badany po części dla każdego z tych elementów, rozpatrywanych odrębnie, jednak w każdym przypadku powinien zostać stwierdzony również w odniesieniu do tworzonej przez te elementy całości. W rezultacie w niniejszym wypadku kwestią rozstrzygającą jest to, czy wyrażenie „esmoking world” ma charakter opisowy względem rozpatrywanych towarów lub ich właściwości.

A zatem należy stwierdzić, że połączenie litery „e” i wyrazu „smoking” z wyrazem „world” nie wykracza poza sumę wskazówek, jakich słowa te dostarczają. Przeciwnie, wyrażenie „esmoking world” będzie rozumiane przez właściwy krąg odbiorców jako oznaczające „świat e‑palenia” i skłoni w konsekwencji do dokonania określonej interpretacji, obejmującej szeroki zestaw towarów i usług mających związek z papierosami elektronicznymi. Skarga została oddalona.

Dział: Aktualności
czwartek, 03 listopad 2016 12:46

Znaku towarowego trzeba pilnować!

Wraz z powstawaniem nowych produktów czy technologii potrzeba coraz więcej słów na ich określenie. Czasami są one wymyślane niezależnie, a czasem biorą się od nazw urządzeń bądź technologii. Mało który użytkownik internetu musiałby zastanawiać się, co znaczy słowo „wyguglać”. Chodzi oczywiście o wyszukanie danego hasła w wyszukiwarce internetowej. Czasem zachodzi też nieco inna sytuacja, kiedy znak towarowy konkretnego produktu zaczyna być tak popularny, że powoli staje się synonimem oznaczanego nim towaru. Taki stan rzeczy może być niebezpieczny dla właściciela tego znaku towarowego, ponieważ może grozić nawet utratą praw do niego.

Z takim działaniem walczy obecnie spółka Vorwerk Polska, producent urządzeń Thermomix stosowanych między innymi do gotowania na parze i przygotowywania potraw wymagających miksowania. Wszystko przez to, że w sieci sklepów Lidl pojawił się podobny robot kuchenny o wielokrotnie niższej cenie. Sprzęt ten przedstawiany jest w mediach jako „Thermomix z Lidla”, co nie podoba się producentowi oryginalnego urządzenia. Vorwerk boi się, że od teraz każde urządzenie o podobnych funkcjach będzie utożsamiane z Thermomiksem, co może też wprowadzać w błąd konsumentów co do pochodzenia nieoryginalnych produktów.

Działaniom właściciela znaku towarowego „Thermomix” nie ma co się dziwić. Istnieje wiele znaków towarowych, które straciły swój status ze względu na utratę charakteru odróżniającego i stanie się powszechnie używanym elementem języka. Takie oznaczenia to miedzy innymi „app” dla aplikacji oraz „AppStore”, zarejestrowane wcześniej na rzecz spółki Apple; „Aspirin” dla aspiryny, niemiecki znak „Thermos” czy „Cellophane” dla celofanu.

Dział: Aktualności
wtorek, 25 październik 2016 10:13

Grzywna za fałszywe autorstwo

Naruszenia znaku towarowego to nie tylko opatrywanie własnych produktów cudzym znakiem towarowym czy używanie znaku zbyt podobnego do oznaczenia wcześniejszego. Znak towarowy można też próbować przywłaszczyć, a później na nim zarobić. Taka właśnie sytuacja miała miejsce w przypadku Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Słupsku. Jego były prezes został oskarżony o próbę wyłudzenia znaku towarowego przedsiębiorstwa.

Prokuratura Rejonowa w Słupsku badająca sprawę ustaliła, ze były prezes PGK w Słupsku zlecił opracowanie z funduszy komunalnej spółki nowego logotypu. Miało to miejsce w 2008 r., kiedy były prezes urzędował jeszcze na stanowisku. Prawa autorskie do projektu przeszły na PGK. W 2012 r. Andrzeja G. odwołano z funkcji prezesa spółki, ale formalnie pozostawał jeszcze jej pracownikiem. W listopadzie tego roku Andrzej G. dokonał zgłoszenia logotypu PGK jako znaku towarowego, wskazując siebie jako uprawnionego do rejestracji i przypisując sobie autorstwo projektu. Zgłoszenie zostało złożone bez wiedzy Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Słupsku.

W 2014 r., po dokonaniu rejestracji, były prezes zażądał od Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej 300 tysięcy złotych za przekazanie praw do znaku towarowego. Zamiast deszczu pieniędzy spotkał go jednak zawód, gdyż spółka złożyła zawiadomienie do prokuratury. Andrzej G. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. W październiku 2016 r. sąd wydał wyrok w jego sprawie, uznając byłego prezesa winnym i skazując go na karę 1000 zł grzywny. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Andrzej G. jest rozżalony wyrokiem. Podczas wystąpienia przed sądem zarzucił relacjonującym sprawę mediom, że od początku uznały go za winnego i tym samym złamały mu karierę.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 24 październik 2016 19:53

Kontrola graniczna znaków towarowych

Mało kto wie, że towary podejrzane o naruszenie niektórych praw własności  przemysłowej oraz towary, co do których stwierdzono, że naruszyły takie prawa, mogą zostać zatrzymane na granicy w przypadku próby wwiezienia ich na terytorium państwa członkowskiego Unii Europejskiej.

Na podstawie obowiązującego prawa celnicy, opierając się na swoim przypuszczeniu naruszenia praw  do znaku towarowego, zatrzymują towar lub zawieszają procedurę wprowadzania towaru do obrotu. Jeżeli zostanie stwierdzone, że właściciel tych praw wnioskował o ich ochronę (albo nawet nie wnioskował, ale jest on znany) to zostaje  poinformowany o zatrzymaniu chronionych towarów. Może on dochodzić odpowiednich roszczeń przed sądem, a jego bierna postawa skutkuje zwolnieniem towarów.

Dotyczy to również kontroli tak zwanych małych przesyłek, nadawanych także z krajów spoza UE. Jeżeli kontrola wykaże naruszenie praw własności przemysłowej, organy celne poinformują podmiot zgłaszający przesyłkę do odprawy celnej o jej zniszczeniu. W ciągu 15 dni od takiego zawiadomienia można się do niego ustosunkować: wyrazić zgodę na zniszczenie towarów (na koszt organów celnych) lub sprzeciwić się zniszczeniu. Właściciel naruszanych praw zostanie powiadomiony i będzie miał prawo podjąć odpowiednie kroki przed sądem. Milczenie zawiadomionego będzie oznaczać zgodę na zniszczenie. Tylko w razie braku reakcji ze strony właściciela praw  zatrzymane towary będą mogły być zwolnione.

Celnicy nie mają jednak obowiązku ani nawet możliwości kontroli wszystkich przewożonych  przesyłek, stąd wiedza o ewentualnych naruszeniach praw własności intelektualnej jest zazwyczaj częściowa. Taki stan rzeczy powoduje, że na terytorium unii Europejskiej nierzadko trafiają podrobione towary, najczęściej pochodzące z Chin.

Dział: Aktualności