poniedziałek, 03 lipiec 2017 13:33

Sądowe (W) sieci

Tygodnik „W Sieci” będzie dostępny w kioskach jedynie do końca lipca bieżącego roku. Stanie się tak ze względu na ostatnio wydany wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Spółka Gremi Media (dawna Presspublica) właściciel portalu internetowego „W sieci opinii”, będącego częścią portalu „Rzeczpospolita”, w 2012 r. złożyła wniosek o zabezpieczenie powództwa przeciwko spółce Fratria, wydawcy tygodnika „W Sieci”, który należy do braci Karnowskich. „W Sieci” został stworzony przez dziennikarzy serwisu wPolityce.pl i część byłego zespołu „Uważam Rze”.

W styczniu 2013 r. Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do wniosku Gremi Media i zakazał spółce Fratria na czas trwania procesu korzystania z oznaczenia „W Sieci”. Zdaniem powoda, spółka należąca do braci Karnowskich dopuściła się czynu nieuczciwej konkurencji, poprzez nazwanie swojego tygodnika w sposób łudząco podobny do „W sieci opinii”. 20 marca 2013 r. sąd ostatecznie zakazał Fratrii wydawania „W Sieci”, jednak Karnowscy nie zgodzili się z orzeczeniem Sądu i wnieśli apelację od wyroku. Wydawcy wskazali, że dopełnili wszystkich wymogów rejestracji, a domena którą wykupili – wsieci.pl - była zarejestrowana na rynku od 1999 r., to jest na długo przed wejściem na rynek „W sieci opinii”. Spółka Fratria postanowiła też działać nadal, tym razem wykorzystując nazwę „Sieci”. Sprawa trafiła nawet do Sądu Najwyższego, który jednak finalnie przekazał sprawę sądowi apelacyjnemu do ponownego rozpoznania.

Jak widać, sąd apelacyjny na koniec wydał wyrok, który jest nie na rękę braciom Karnowskim. Muszą oni teraz nie tylko zaprzestać używania swojego oznaczenia, ale i poinformować publicznie o wyroku sądu i zapłacić na cel charytatywny 25 tysięcy zł.

Dział: Aktualności
czwartek, 04 maj 2017 11:56

Niemcy idą na wojnę z Google

Niemiecka firma zajmująca się oprogramowaniem komputerowym zwróciła się niedawno do irlandzkiego Sądu Najwyższego z wnioskiem o udzielenie zabezpieczenia jej roszczeń dotyczących rzekomego naruszenia przez giganta internetowego Google jej znaku towarowego. Wniosek został złożony przez TeamDrive Systems GMBH, która zapewnia firmom i osobom prywatnym bezpieczne oprogramowanie, przeciwko Google Ireland Ltd i Google Commerce Ltd. Niemiecka firma twierdzi, że używanie przez Google oprogramowania produktowego pod nazwą „Team Drives” narusza jej unijny znak towarowy, który został zarejestrowany w 2006 r. Firma chce, aby został wprowadzony zakaz używania przez Google tego oznaczenia w celu zapobiegania rzekomemu naruszeniu praw do czasu finalnego rozpatrzenia sporu.

Roszczenia zostały jednak oddalone przez sąd, a Google twierdzi, że taki zakaz spowodowałby znaczne straty. Nie pomógł w prawie fakt, że niemieckie oprogramowanie zdobywa nagrody, a  klientem spółki jest niemiecka rada adwokacka. Przedmiotem sporu jest to, że w zeszłym roku Google zdecydowało się na rebrandowanie niektórych swoich produktów, w tym internetowego dysku Google Drive. To właśnie używanie przez Google terminu „Team Drives” lub „Team Drive” dla identycznych usług tak denerwuje niemiecką spółkę.

Sytuacja ta jest dość niebywała, ponieważ zazwyczaj to większe, międzynarodowe podmioty oskarżają niewielkie krajowe spółki o naruszenia ich praw własności przemysłowej, takich jak znaki towarowe czy wzory przemysłowe. Tak działają chociażby Apple w stosunku do nazw gadżetów elektronicznych czy McDonald’s – odnośnie do niemal wszystkiego z przedrostkiem „mc” lub „mac”. 

Dział: Aktualności
czwartek, 08 czerwiec 2017 14:38

Sport vs. znaki towarowe

Gigant na rynku płatków śniadanowych, Kellogg Co, pozwał niedawno australijskiego tenisistę Thanasi Kokkinakisa do sądu, oskarżając go o nieuczciwe użycie znaku towarowego „Special K" w celach handlowych. 21-letni sportowiec chce wykorzystać oznaczenie w kampanii brandingowej odzieży i gadżetów do tenisa. Jednak spółka Kellogg, która od ponad 50 lat posiada australijski znak towarowy „Special K” dla oznaczania swoich płatków śniadaniowych, wszczęła postępowanie sądowe, aby go powstrzymać.

Amerykańska firma promuje płatki „Special K” jako propozycję na zdrowe, niskotłuszczowe śniadanie w reklamach, które często cechują się pokazywaniem osób podejmujących aktywność fizyczną. Kellogg najwyraźniej boi się, że ze względu na używanie przez młodego tenisistę podobnego oznaczenia australijscy konsumenci pomyślą, że Kokkinakis i Kellogg podjęli współpracę gospodarczą.

To nie pierwszy przypadek, kiedy sportowcy i podmioty z innych branż stają w szranki w walce o znaki towarowe. W 2002 r. była członkini zespołu Spice Giirls, a obecnie projektantka mody Victoria Beckham przeciwstawiała się próbom klubu piłkarskiego Peterborough United rejestracji oznaczenia „Posh” jako znaku towarowego. Była Spicetka, nazywana w czasach kariery „Posh Spice”, spór jednak przegrała. W tym samym roku Światowa Federacja Zapaśnicza przyznała się do przegrania sporu z World Wide Fund for Nature o prawo do używania inicjałów WWF i zmieniła nazwę na World Wrestling Entertainment. 

Dział: Aktualności
środa, 07 czerwiec 2017 14:35

Sądowy spór o Hotel California

Spółka o nazwie Hotel California Baja, LLC musiała niedawno odpowiedzieć na pozew o naruszenie praw do znaku towarowego wniesiony przez Eagles Ltd., biznesowe ramię ikonicznej grupy muzycznej The Eagles, znanej między innymi z hitu „Hotel California”. Hotel California Baja znalazł się wśród wielu przedsiębiorców, którzy uważają, że mają prawa do używania dowolnej nazwy, nawet jeśli inna większa i bardziej znana spółka wskazuje, że przysługują jej wcześniejsze prawa.

Piosenka The Eagles „Hotel California”, z albumu z 1976 r. o tym samym tytule, stała się legendarna. Oczywiście, zespół będzie musiał udowodnić to przed sądem. Może to nie być trudne zadanie. The Eagles twierdzą, że w ciągu ostatnich lat sprzedali znaczne ilości różnorodnych towarów, korzystając z nazwy „Hotel California”, która jest przez zespół wykorzystywana od wielu lat. Pomimo to, zespół nigdy nie zarejestrował skutecznie takiego znaku towarowego. Co to oznacza w USA dla właściciela niezarejestrowanego znaku towarowego?

Właściwie nie jest to w Stanach Zjednoczonych duży problem. Federalna ustawa o znakach towarowych w Stanach Zjednoczonych pozwala zapewnić ochronę znakom towarowym, które były używane w USA. Jest to bardzo interesująca możliwość dla wielu przedsiębiorców, którzy nie mieli funduszy, aby zarejestrować jeden lub kilka ważnych w ich działalności znaków towarowych. Sprawa The Eagles jest obecnie w toku postępowania przed sądem federalnym, który może orzekać w sprawach dotyczących zapobiegania nieuczciwej konkurencji i fałszywych nazw pochodzenia. Od czasu, kiedy obecna ustawa federalna została wprowadzona w życie w 1946 r., amerykańskie sądy nieustannie rozszerzają ochronę niezarejestrowanych znaków towarowych. Oznacza to, że prawie każdy przedsiębiorca może twierdzić, że jest właścicielem praw do znaku towarowego, nawet jeśli nigdy nie zarejestrował go przed Urzędem Patentowym w Stanach Zjednoczonych. 

Dział: Aktualności
wtorek, 09 maj 2017 14:48

Grycan i Lidl zawieszają broń

Jakiś czas temu między właścicielem popularnej w Polsce sieci sklepów Lidl a producentem lodów Grycan rozgorzał spór na tle podobieństwa opakowań lodów sprzedawanych w Lidlu do kubełków, w których sprzedawane są lody Grycan. Oba opakowania rzeczywiście wyglądają dość podobnie – są to półlitrowe plastikowe kubeczki w kolorze czarnym, ze złotym brzegiem wieczka, białą czcionką i wizerunkiem gałki lodów z przodu kubełka. Takie upodobnienie  opakowań nie spodobało się Grycanowi. Firma złożyła przeciwko sieci sklepów wniosek o zabezpieczenie roszczeń, na skutek czego komornik zajął 46 tysięcy opakowań produktu Lidla, lodów Ballino.

W toku sporu polski producent lodów uznał, że działania sieci Lidl są tym bardziej nieuczciwe z tego względu, że swego czasu w jej sklepach lody Grycan również były dostępne. Klienci mogli więc zostać wprowadzeni w błąd i uznać, że lody w czarnych kubełkach o pojemności 500 ml to nadal lody marki Grycan. Sąd przychylił się do podobnych twierdzeń, udzielając na rzecz Lidla zabezpieczenia, które też zostało wyegzekwowane – lody Ballino zniknęły z części sklepów.

Teraz jednak spór wszedł w nowa fazę, a kolejnej prawdopodobnie nie wejdzie. Właściciel sieci Lidl i spółka Grycan postanowili pójść na ugodę. W myśl jej postanowień, sieć Lidl będzie mogła nadal sprzedawać lody Ballino w dotychczasowych opakowaniach, jeśli będą one dodatkowo trwale i wyraźnie oznaczone naklejkami z nazwą marki i producenta i będą się znajdować w zaklejonym kartoniku z nową grafiką. Następne partie lodów będą zaś miały zupełnie nowe opakowania, których szatę graficzną zatwierdzi Grycan.

Dział: Aktualności

Czy konsumenci naprawdę mogą zostać wprowadzeni w błąd co do pochodzenia produktu, gdy dwa produkty mają podobną, czarną etykietę i nazwę? Nawet, jeśli jeden towar to jedzenie dla ludzi, a drugi to karma dla zwierząt? W sprawie, w której przedmiotem sporu są bekon Hormel Foods’ Black Label i karma dla psów produkowana przez Nestle Purina Petcare o nazwie Black Label, uznano, że taka sytuacja może zaistnieć.

Jest to jedno z twierdzeń w sprawie o naruszenie znaku towarowego, którą firma Hormel z siedzibą w Austin, w stanie Minnesota, założyła w zeszłym tygodniu w sądzie w Minnesocie.

Firma Hormel - sama siebie opisany jako „pionier bekonu, który spędził ponad 100 lat doskonaląc smak boczku” - zarzuca Purinie, iż ta wykorzystuje w handlu swoim produktem dobrą reputację jej towarów i znajomość znaku towarowego „Black Label Hormel”, aby promować nowo wprowadzoną linię bekonowych przysmaków dla psów. O celowym nawiązaniu do znaku towarowego ma również świadczyć treść reklamy przysmaków dla psów, w której co chwila prezentowane są kawałki smakowitego boczku. Oprócz wyraźnego wykorzystania prawdziwego bekonu w swoich reklamach, produkt „Black Label” firmy Purina ma też czarne etykiety, które są uderzająco podobne do tych z produktów Hormel.  

Purina nie odpowiedziała jeszcze na złożony przeciwko niej pozew.

Żadnej z firm nie jest obca walka na sali sądowej. Wcześniej w tym roku Purina spierała się konsumentem, który twierdził, że Purina błędnie zaznaczyła, że jej karma „Beggin 'Strip” składa się głównie z prawdziwego bekonu, jeśli w rzeczywistości wieprzowina jest tylko  jej którymś z kolei składnikiem.

Tymczasem Hormel jest pozwanym w długotrwałej walce z firmą z Oklahomy, która twierdzi, że Hormel ukradł jej pomysł na unikalny proces i system przygotowywania wstępnie gotowanych plastrów boczku.

Dział: Aktualności
środa, 10 maj 2017 10:57

Spór o jednorożca

Niewielka kawiarenka w Nowym Jorku weszła ostatnio w spór z kawowym gigantem – siecią Starbucks. Firma The End Brooklyn w złożonym przed sądem pozwie oskarża Starbucks o naruszenie praw do znaku towarowego, twierdząc, że kolorowy napój Unicorn  Frappuccino niedawno wprowadzony przez sieć ma nazwę zbyt podobną do Unicorn Latte, przysmaku oferowanego przez The End Brooklyn.

Kawiarnia The End Brooklyn zaczęła sprzedawać Unicorn Latte w grudniu ubiegłego roku. W styczniu 2017 r. jej właściciel złożył wniosek do amerykańskiego urzędu patentowego o rejestrację znaku towarowego w postaci nazwy napoju. Starbucks wypuścił Unicorn Frappuccino na rynek, jako ofertę limitowaną, w kwietniu bieżącego roku. Słodki napój o efektownych kolorach szybko zyskał znaczną uwagę mediów i konsumentów. Co prawda oba napoje są podobne, ponieważ nie zawierają kawy, ale – zdaniem The End Brooklyn – znajdują się również na przeciwnych końcach spektrum zdrowego odżywiania. Unicorn Latte składa się bowiem z takich składników, jak daktyle, imbir, orzechy nerkowca czy algi. Pozew wskazuje zaś, że napój większego konkurenta składa się głównie z mleka i sztucznych substancji słodzących.

Nowojorska kawiarnia zarzuca też kawowemu imperium, że oferowanie Unicorn Frappuccino stanowi czyn nieuczciwej konkurencji. Oba napoje mają bardzo podobną kolorystykę, a ich nazwy zawierają słowo „unicorn”, czyli jednorożec. Starbucks wskazuje że roszczenia The End Brooklyn są niezasadne. Zdaniem spółki, napój Starbucks Unicorn Frappuccino był inspirowany bajkowym wizerunkiem żywego i barwnego skrzydlatego jednorożca, który budzi skojarzenia z wielobarwną, jaskrawą kolorystyką. Postać ta nie jest zaś zmonopolizowana na rzecz żadnego rynkowego podmiotu.

Dział: Aktualności
czwartek, 17 listopad 2016 22:39

Liście lecą z (kanadyjskich) drzew

Raper Snoop Dogg ostatnio bardziej zajmuje się prowadzeniem biznesu, niż nagrywaniem nowych utworów. Teraz muzyk wdał się w spór o znak towarowy i to nie z byle kim, bo z kanadyjską drużyną hokejową. Drugą stroną sporu jest Maple Leaf Sports & Entertainment, właściciel drużyny Toronto Maple Leafs. Spór toczy się przed kanadyjskim urzędem patentowym i dotyczy znaku drużyny, który składa się ze stylizowanego liścia klonu w granatowym kolorze, na którym umieszczony jest biały napis – nazwa drużyny. Snoop posiada zaś wcześniejszy znak ”Leafs by Snoop”, gdzie biały napis pisany nieco inną czcionką umieszczony jest na podobnym listku.

Ten ostatni pochodzi jednak z założenia z innej rośliny – z marihuany. Znak rapera opatruje ubrania z jego kolekcji odzieży oferowanej pod taką nazwą. Na jego podstawie muzyk postanowił wnieść sprzeciw przeciwko rejestracji oznaczenia hokeistów. Najprawdopodobniej, roszczenia Snoop Dogga będą miały małe szanse powodzenia. Oba znaki charakteryzuje bowiem inna kolorystyka oraz odmienny kształt i rodzaj liścia stanowiącego tło znaku. Również sama obecność w oznaczeniach tego samego słowa „leafs” (ang. liście) nie przesądza jeszcze o takim stopniu podobieństwa, który mógłby wprowadzić w błąd przeciętnego konsumenta.

W zdecydowanej większości systemów prawnych dotyczących rejestracji znaków towarowych, w toku procedury zgłoszeniowej możliwe jest wniesienie sprzeciwu przeciwko rejestracji danego oznaczenia przez osobę, która uważa, że nadanie późniejszemu oznaczeniu ochrony naruszy jej prawa. Podstawą takiego działania jest zazwyczaj posiadanie wcześniej zarejestrowanego, podobnego znaku towarowego dla podobnych lub takich samych towarów.

Dział: Aktualności
środa, 02 listopad 2016 13:16

Kulinarni łowcy naruszeń

Ze względu na dużą konkurencję na rynku, sklepy wielobranżowe i hipermarkety muszą się odpowiednio reklamować, aby uzyskać pożądane wyniki sprzedażowe. W tym celu przygotowywane są kampanie reklamowe, czy to z wykorzystaniem mniej lub bardziej znanych osób „ze świecznika”, czy też umożliwiające zbieranie wymienialnych na nagrody punktów w czasowych programach lojalnościowych. Niedawno o jedną ze swoich kampanii walczyła przed polskim sądem sieć hipermarketów Tesco.

Przedmiotem sporu było hasło „Kulinarni łowcy smaków” wykorzystane w zapoczątkowanej w 2012 r. kampanii reklamowej sklepu. Jej twarzą był Robert Makłowicz, krytyk kulinarny prowadzący swego czasu w telewizji programy, w których gotował potrawy z różnych zakątków świata w miejscu ich pochodzenia i przy okazji opowiadał o miejscowej kulturze i zwyczajach. Kampania, a właściwie promujące sklep hasło, nie spodobało się właścicielowi zarejestrowanego w Urzędzie Patentowym znaku towarowego „łowcy smaków”. Pozwał on Tesco o naruszenie jego praw własności przemysłowej.

Sieć hipermarketów tłumaczyła się w toku postępowania, że znaki nie są podobne w stopniu wystarczającym do wystąpienia ryzyka wprowadzenia konsumentów w błąd co do pochodzenia oznaczanych za pomocą spornego oznaczenia towarów i usług. Co więcej, Tesco wskazało na pochodzenie oznaczenia „łowca smaku” jako bezpośredniego tłumaczenia anglojęzycznego terminu „foodhunter”, używanego na opisanie osoby podróżującej po świecie i poszukującej nowych smaków oraz przepisów kulinarnych, często przy użyciu egzotycznych przypraw czy składników. Sąd zgodził się z twierdzeniami Tesco i oddalił powództwo.

Dział: Aktualności
środa, 10 sierpień 2016 14:58

Vitamin Shot jak strzał w kolano

„Oshee” to jedna z marek napojów izotonicznych i energetycznych dostępnych na polskim rynku. Teraz jej właściciel, spółka Oshee Polska, toczy ze swoim konkurentem, spółką FoodCare, bój na tle praw do znaku towarowego. Chodzi o oznaczenie „vitamin shot”, używane przez tę ostatnią na opakowaniach napojów. Oshee chciało, żeby FoodCare zaprzestała wykorzystywania tego oznaczenia, ponieważ stanowi ono zarejestrowany znak towarowy. W odpowiedzi FoodCare wystąpiła do Urzędu Patentowego RP z wnioskiem o unieważnienie znaku „vitamin shot”. Spółka wskazała, że jest to oznaczenie pozbawione charakteru odróżniającego, a więc że opisuje produkt, na który jest ono nałożone.

Z taką interpretacją zgodził się Urząd Patentowy, który 4 sierpnia 2016 r. wydał decyzję, w której unieważnił prawo do znaku towarowego. Posiadanie przez znak charakteru odróżniającego jest bowiem ustawowym wymogiem, bez którego nie można zarejestrować znaku towarowego. Decyzja ta może – ale nie musi – mieć wpływ na postępowanie, które toczy się pomiędzy obiema spółkami przed jednym z krakowskich sądów.

Nie jest to pierwsza sprawa sądowa przeciwko spółce FoodCare o naruszenie praw do znaku towarowego. Spółka ta przez lata procesowała się z byłym bokserem, Dariuszem „Tigerem” Michalczewskim o prawa do używania znaku towarowego „Tiger” dla napojów energetycznych. Jest to pseudonim Michalczewskiego, który na początku firmował produkowany przez spółkę FoodCare napój swoim wizerunkiem. W wyniku sporu, w październiku 2013 r. sąd rozpatrujący sprawę przyznał rację Michalczewskiemu.

Komornik sądowy na wniosek fundacji Dariusza "Tigera" Michalczewskiego przeprowadził zajęcie towarów od FoodCare opatrzonych spornym znakiem towarowym. Dariusz Michalczewski i jego Fundacja Równe Szanse mieli dostać rekompensatę za to, że spółka FoodCare sprzedawała w 2010 r. napój "Tiger" i nie uiszczała za to bokserowi prowizji w czasie, gdy jeszcze trwała pomiędzy nimi umowa. Fundacja Michalczewskiego rozwiązała wówczas umowę z FoodCare w trybie natychmiastowym i wystąpiła do sądu o zapłatę brakujących opłat licencyjnych.

Dział: Aktualności