Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.

Czy konsumenci naprawdę mogą zostać wprowadzeni w błąd co do pochodzenia produktu, gdy dwa produkty mają podobną, czarną etykietę i nazwę? Nawet, jeśli jeden towar to jedzenie dla ludzi, a drugi to karma dla zwierząt? W sprawie, w której przedmiotem sporu są bekon Hormel Foods’ Black Label i karma dla psów produkowana przez Nestle Purina Petcare o nazwie Black Label, uznano, że taka sytuacja może zaistnieć.

Jest to jedno z twierdzeń w sprawie o naruszenie znaku towarowego, którą firma Hormel z siedzibą w Austin, w stanie Minnesota, założyła w zeszłym tygodniu w sądzie w Minnesocie.

Firma Hormel - sama siebie opisany jako „pionier bekonu, który spędził ponad 100 lat doskonaląc smak boczku” - zarzuca Purinie, iż ta wykorzystuje w handlu swoim produktem dobrą reputację jej towarów i znajomość znaku towarowego „Black Label Hormel”, aby promować nowo wprowadzoną linię bekonowych przysmaków dla psów. O celowym nawiązaniu do znaku towarowego ma również świadczyć treść reklamy przysmaków dla psów, w której co chwila prezentowane są kawałki smakowitego boczku. Oprócz wyraźnego wykorzystania prawdziwego bekonu w swoich reklamach, produkt „Black Label” firmy Purina ma też czarne etykiety, które są uderzająco podobne do tych z produktów Hormel.  

Purina nie odpowiedziała jeszcze na złożony przeciwko niej pozew.

Żadnej z firm nie jest obca walka na sali sądowej. Wcześniej w tym roku Purina spierała się konsumentem, który twierdził, że Purina błędnie zaznaczyła, że jej karma „Beggin 'Strip” składa się głównie z prawdziwego bekonu, jeśli w rzeczywistości wieprzowina jest tylko  jej którymś z kolei składnikiem.

Tymczasem Hormel jest pozwanym w długotrwałej walce z firmą z Oklahomy, która twierdzi, że Hormel ukradł jej pomysł na unikalny proces i system przygotowywania wstępnie gotowanych plastrów boczku.

Dział: Aktualności
środa, 10 maj 2017 10:57

Spór o jednorożca

Niewielka kawiarenka w Nowym Jorku weszła ostatnio w spór z kawowym gigantem – siecią Starbucks. Firma The End Brooklyn w złożonym przed sądem pozwie oskarża Starbucks o naruszenie praw do znaku towarowego, twierdząc, że kolorowy napój Unicorn  Frappuccino niedawno wprowadzony przez sieć ma nazwę zbyt podobną do Unicorn Latte, przysmaku oferowanego przez The End Brooklyn.

Kawiarnia The End Brooklyn zaczęła sprzedawać Unicorn Latte w grudniu ubiegłego roku. W styczniu 2017 r. jej właściciel złożył wniosek do amerykańskiego urzędu patentowego o rejestrację znaku towarowego w postaci nazwy napoju. Starbucks wypuścił Unicorn Frappuccino na rynek, jako ofertę limitowaną, w kwietniu bieżącego roku. Słodki napój o efektownych kolorach szybko zyskał znaczną uwagę mediów i konsumentów. Co prawda oba napoje są podobne, ponieważ nie zawierają kawy, ale – zdaniem The End Brooklyn – znajdują się również na przeciwnych końcach spektrum zdrowego odżywiania. Unicorn Latte składa się bowiem z takich składników, jak daktyle, imbir, orzechy nerkowca czy algi. Pozew wskazuje zaś, że napój większego konkurenta składa się głównie z mleka i sztucznych substancji słodzących.

Nowojorska kawiarnia zarzuca też kawowemu imperium, że oferowanie Unicorn Frappuccino stanowi czyn nieuczciwej konkurencji. Oba napoje mają bardzo podobną kolorystykę, a ich nazwy zawierają słowo „unicorn”, czyli jednorożec. Starbucks wskazuje że roszczenia The End Brooklyn są niezasadne. Zdaniem spółki, napój Starbucks Unicorn Frappuccino był inspirowany bajkowym wizerunkiem żywego i barwnego skrzydlatego jednorożca, który budzi skojarzenia z wielobarwną, jaskrawą kolorystyką. Postać ta nie jest zaś zmonopolizowana na rzecz żadnego rynkowego podmiotu.

Dział: Aktualności
czwartek, 17 listopad 2016 22:39

Liście lecą z (kanadyjskich) drzew

Raper Snoop Dogg ostatnio bardziej zajmuje się prowadzeniem biznesu, niż nagrywaniem nowych utworów. Teraz muzyk wdał się w spór o znak towarowy i to nie z byle kim, bo z kanadyjską drużyną hokejową. Drugą stroną sporu jest Maple Leaf Sports & Entertainment, właściciel drużyny Toronto Maple Leafs. Spór toczy się przed kanadyjskim urzędem patentowym i dotyczy znaku drużyny, który składa się ze stylizowanego liścia klonu w granatowym kolorze, na którym umieszczony jest biały napis – nazwa drużyny. Snoop posiada zaś wcześniejszy znak ”Leafs by Snoop”, gdzie biały napis pisany nieco inną czcionką umieszczony jest na podobnym listku.

Ten ostatni pochodzi jednak z założenia z innej rośliny – z marihuany. Znak rapera opatruje ubrania z jego kolekcji odzieży oferowanej pod taką nazwą. Na jego podstawie muzyk postanowił wnieść sprzeciw przeciwko rejestracji oznaczenia hokeistów. Najprawdopodobniej, roszczenia Snoop Dogga będą miały małe szanse powodzenia. Oba znaki charakteryzuje bowiem inna kolorystyka oraz odmienny kształt i rodzaj liścia stanowiącego tło znaku. Również sama obecność w oznaczeniach tego samego słowa „leafs” (ang. liście) nie przesądza jeszcze o takim stopniu podobieństwa, który mógłby wprowadzić w błąd przeciętnego konsumenta.

W zdecydowanej większości systemów prawnych dotyczących rejestracji znaków towarowych, w toku procedury zgłoszeniowej możliwe jest wniesienie sprzeciwu przeciwko rejestracji danego oznaczenia przez osobę, która uważa, że nadanie późniejszemu oznaczeniu ochrony naruszy jej prawa. Podstawą takiego działania jest zazwyczaj posiadanie wcześniej zarejestrowanego, podobnego znaku towarowego dla podobnych lub takich samych towarów.

Dział: Aktualności
środa, 02 listopad 2016 13:16

Kulinarni łowcy naruszeń

Ze względu na dużą konkurencję na rynku, sklepy wielobranżowe i hipermarkety muszą się odpowiednio reklamować, aby uzyskać pożądane wyniki sprzedażowe. W tym celu przygotowywane są kampanie reklamowe, czy to z wykorzystaniem mniej lub bardziej znanych osób „ze świecznika”, czy też umożliwiające zbieranie wymienialnych na nagrody punktów w czasowych programach lojalnościowych. Niedawno o jedną ze swoich kampanii walczyła przed polskim sądem sieć hipermarketów Tesco.

Przedmiotem sporu było hasło „Kulinarni łowcy smaków” wykorzystane w zapoczątkowanej w 2012 r. kampanii reklamowej sklepu. Jej twarzą był Robert Makłowicz, krytyk kulinarny prowadzący swego czasu w telewizji programy, w których gotował potrawy z różnych zakątków świata w miejscu ich pochodzenia i przy okazji opowiadał o miejscowej kulturze i zwyczajach. Kampania, a właściwie promujące sklep hasło, nie spodobało się właścicielowi zarejestrowanego w Urzędzie Patentowym znaku towarowego „łowcy smaków”. Pozwał on Tesco o naruszenie jego praw własności przemysłowej.

Sieć hipermarketów tłumaczyła się w toku postępowania, że znaki nie są podobne w stopniu wystarczającym do wystąpienia ryzyka wprowadzenia konsumentów w błąd co do pochodzenia oznaczanych za pomocą spornego oznaczenia towarów i usług. Co więcej, Tesco wskazało na pochodzenie oznaczenia „łowca smaku” jako bezpośredniego tłumaczenia anglojęzycznego terminu „foodhunter”, używanego na opisanie osoby podróżującej po świecie i poszukującej nowych smaków oraz przepisów kulinarnych, często przy użyciu egzotycznych przypraw czy składników. Sąd zgodził się z twierdzeniami Tesco i oddalił powództwo.

Dział: Aktualności
środa, 10 sierpień 2016 14:58

Vitamin Shot jak strzał w kolano

„Oshee” to jedna z marek napojów izotonicznych i energetycznych dostępnych na polskim rynku. Teraz jej właściciel, spółka Oshee Polska, toczy ze swoim konkurentem, spółką FoodCare, bój na tle praw do znaku towarowego. Chodzi o oznaczenie „vitamin shot”, używane przez tę ostatnią na opakowaniach napojów. Oshee chciało, żeby FoodCare zaprzestała wykorzystywania tego oznaczenia, ponieważ stanowi ono zarejestrowany znak towarowy. W odpowiedzi FoodCare wystąpiła do Urzędu Patentowego RP z wnioskiem o unieważnienie znaku „vitamin shot”. Spółka wskazała, że jest to oznaczenie pozbawione charakteru odróżniającego, a więc że opisuje produkt, na który jest ono nałożone.

Z taką interpretacją zgodził się Urząd Patentowy, który 4 sierpnia 2016 r. wydał decyzję, w której unieważnił prawo do znaku towarowego. Posiadanie przez znak charakteru odróżniającego jest bowiem ustawowym wymogiem, bez którego nie można zarejestrować znaku towarowego. Decyzja ta może – ale nie musi – mieć wpływ na postępowanie, które toczy się pomiędzy obiema spółkami przed jednym z krakowskich sądów.

Nie jest to pierwsza sprawa sądowa przeciwko spółce FoodCare o naruszenie praw do znaku towarowego. Spółka ta przez lata procesowała się z byłym bokserem, Dariuszem „Tigerem” Michalczewskim o prawa do używania znaku towarowego „Tiger” dla napojów energetycznych. Jest to pseudonim Michalczewskiego, który na początku firmował produkowany przez spółkę FoodCare napój swoim wizerunkiem. W wyniku sporu, w październiku 2013 r. sąd rozpatrujący sprawę przyznał rację Michalczewskiemu.

Komornik sądowy na wniosek fundacji Dariusza "Tigera" Michalczewskiego przeprowadził zajęcie towarów od FoodCare opatrzonych spornym znakiem towarowym. Dariusz Michalczewski i jego Fundacja Równe Szanse mieli dostać rekompensatę za to, że spółka FoodCare sprzedawała w 2010 r. napój "Tiger" i nie uiszczała za to bokserowi prowizji w czasie, gdy jeszcze trwała pomiędzy nimi umowa. Fundacja Michalczewskiego rozwiązała wówczas umowę z FoodCare w trybie natychmiastowym i wystąpiła do sądu o zapłatę brakujących opłat licencyjnych.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 09 maj 2016 13:42

Szampański spór

16 stycznia 2012 r. interwenient, Ciacci Piccolomini d’Aragona di Bianchini Società Agricola, zgłosił do rejestracji w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) słowny unijny znak towarowy PICCOLOMINI dla napojów alkoholowych z wyjątkiem piwa. 14 maja 2012 r. skarżąca, Henkell & Co. Sektkellerei KG, wniosła sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku towarowego, oparty na wcześniejszym słownym unijnym znaku towarowym PICCOLO.

Interwenient wniósł o to, by skarżąca przedstawiła dowód rzeczywistego używania wcześniejszego znaku towarowego. Skarżąca stwierdziła, że korzystała ze znaku towarowego PICCOLO dla wina musującego w szesnastu państwach członkowskich Unii Europejskiej oraz ze znaku towarowego PIKKOLO dla wina musującego w Niemczech i w Austrii. Dodała, że różnica w zapisie słowa „pikkolo” była minimalna w porównaniu ze słowem „piccolo” i że była ledwie zauważalna dla właściwego kręgu odbiorców, ponieważ te dwa słowa wypowiada się w identyczny sposób. Skarżąca przekazała ponadto dokumenty i inne dowody celem wykazania rzeczywistego używania wcześniejszego znaku towarowego.

Decyzją z 17 września 2013 r. Wydział Sprzeciwów uznał, że skarżąca przedstawiła dowód rzeczywistego używania wcześniejszego znaku towarowego i uwzględnił sprzeciw w całości. 18 listopada 2013 r. interwenient wniósł do EUIPO odwołanie od tej decyzji. Pierwsza Izba Odwoławcza EUIPO uwzględniła odwołanie i uchyliła decyzję Wydziału Sprzeciwów na tej podstawie, że skarżąca nie przedstawiła wystarczających dowodów, by wykazać rzeczywiste używanie wcześniejszego znaku towarowego.

W kwietniu 2016 r. Sąd unii Europejskiej wydał wyrok w tej sprawie. Sąd wskazał, że znak towarowy jest rzeczywiście używany wówczas, gdy korzysta się z niego zgodnie z jego podstawową funkcją, jaką jest zagwarantowanie tożsamości pochodzenia towarów lub usług, dla których został zarejestrowany, w celu wykreowania lub zachowania rynku zbytu dla tych towarów i usług, z wyłączeniem przypadków używania o charakterze symbolicznym, mającym na celu jedynie utrzymanie praw do znaku towarowego.

Ocena rzeczywistego charakteru używania znaku towarowego powinna być oparta na ogólnej ocenie wszystkich czynników istotnych w rozpatrywanym przypadku, mianowicie faktów i okoliczności pozwalających na ustalenie, czy znak był faktycznie wykorzystywany handlowo, w szczególności zaś powinna ona uwzględniać sposoby korzystania ze znaku uznawane w danym sektorze gospodarczym za uzasadnione dla zachowania lub wykreowania rynku zbytu dla towarów lub usług chronionych danym znakiem towarowym, charakter tych towarów lub usług, cechy danego rynku oraz zasięg i częstotliwość używania znaku. Rzeczywiste używanie znaku towarowego nie może zostać dowiedzione za pomocą przypuszczeń lub domniemań, tylko musi opierać się na konkretnych i obiektywnych dowodach, z których wynika, iż znak był używany faktycznie i na wystarczającą skalę na danym rynku.

Sąd uznał również, że w celu oceny wartości dowodowej danego dokumentu należy przede wszystkim sprawdzić prawdziwość informacji w nim zawartych. Należy zatem wziąć pod uwagę w szczególności pochodzenie dokumentu, okoliczności jego sporządzenia oraz jego adresata, a następnie na podstawie jego treści zadać sobie pytanie, czy wydaje się on sensowny i wiarygodny. W niniejszej sprawie oświadczenie pod przysięgą zostało złożone przez dyrektora marketingu skarżącej, w związku z czym nie jest tak samo pewne i wiarygodne jak oświadczenie złożone przez osobę trzecią lub osobę niezależną od tej spółki. Samo oświadczenie złożone pod przysięgą nie jest wystarczające i stanowi jedynie poszlakę, która winna zostać poparta innymi dowodami.

Tymczasem, wskazówki zawarte w oświadczeniu złożonym pod przysięgą nie były poparte towarzyszącymi mu dowodami. Wprost przeciwnie, z faktur przekazanych przez skarżącą jasno wynika, że odnosiły się one tylko do terytoriów czterech państw członkowskich. Wbrew twierdzeniom skarżącej, termin „piccolo” nie był wcale przedstawiony na towarze lub na opakowaniu w wyraźny sposób, który zwraca tym samym uwagę konsumenta. Wprost przeciwnie, jak słusznie podkreśliła Izba Odwoławcza, ewidentnie to termin „henkell” był wyraźny zarówno na towarze, jak i na opakowaniu.

Skarga spółki Henkell została oddalona.

Dział: Aktualności
środa, 04 maj 2016 07:02

Coś szkockiego

Znany klub nocny znajdujący się w Londynie, który gościł między innymi Beatlesów, Erica Claptona czy Jimiego Hendrixa, znalazł się ostatnio w centrum dosyć dziwacznego sporu o znak towarowy, w którym po drugiej stronie znajduje się kampania promocyjna czerwonego mięsa prowadzona przez szkocki rząd.

Klub, o którym mowa, otworzył się na swingującej fali lat 60., a bywali w nim The Rolling Stones czy Rod Stewart. Właściciel The Scotch of St James, bo to o ten klub chodzi, zezłościł się ostatnio na próbę szkockiej administracji zarejestrowania znaku towarowego „Scotch Kitchen” na rzecz kampanii Quality Meat Scotland, promującej mięso wyprodukowane w Szkocji. Jedną z usług, dla których znak miał zostać zarejestrowany, było dostarczanie jedzenia i napojów dla restauracji. Właściciel klubu, Tim Lalic, uznał, że zgłoszony znak jest zbyt podobny do jego własnego znaku towarowego „The Scotch” i może naruszać jego interesy, jeżeli faktycznie zostanie wykorzystany dla prowadzenia restauracji.

Brytyjski urząd patentowy, przed którym toczył się spór, przyznał w kwietniu 2016 r. rację właścicielowi The Scotch of St James, nakazując Quality Meat Scotland wypłacić mu 600 funtów zwrotu kosztów obsługi prawnej. W uzasadnieniu decyzji urząd stwierdził, ze znak „The Scotch” przywodzi na myśl whisky lub generalnie coś szkockiego i może kojarzyć się też ze szkocką kuchnią. W związku z tym, odbiorcy oznaczenia „Scotch Kitchen” mogliby kojarzyć oba znaki zakładając, że oznaczone nimi towary czy usługi pochodzą w rzeczywistości od jednego przedsiębiorcy, co nie jest zgodne z prawdą. 

Dział: Aktualności
© 2012-2017