Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.

    Bezprzewodowe ładowanie, kamera na podczerwień i rozpoznawanie twarzy to niektóre z funkcji, w jakie został zaopatrzony nowy iPhone X. Niestety, odświeżenie kultowego urządzenia amerykańskiej spółki przyniosło jej kłopoty prawne. Apple został pozwany w związku z wykorzystaniem w iPhonie X nazwy „animoji”.

    Z powództwem wystąpiła japońska firma Emonster, produkująca oprogramowanie. Jak się okazuje „animoji” to zarejestrowany na jej rzecz znak towarowy. Firma zarzuca Apple naruszenie prawa do tego znaku
    Na czym polega animoji? W wersji zastosowanej w iPhonie X, jest to funkcja, która umożliwia animowanie emotikonów przedstawiających wyraz twarzy, czyli po prostu określoną emocję. Do celu animacji funkcja używa technologii rozpoznawania twarzy. Podczas premiery iPhone’a X, we wrześniu bieżącego roku, szef marketingu Apple’a przedstawił animoji jako „niezwykłe doświadczenie” w komunikacji z rodziną i przyjaciółmi.

    Tymczasem, w złożonym pozwie, japońska firma twierdzi, że znak towarowy „animoji” został zarejestrowany przez nią już w 2014 roku, dla oznaczenia aplikacji służącej pisaniu smsów. Aplikacja została wprowadzona na rynek. Co istotne, aplikacja była dostępna w Apple App Store. A to oznacza, że Apple wiedział o jej istnieniu.

    Zdaniem Emonster posłużenie się nazwą „animoji” przez Apple stanowi podręcznikowy przykład umyślnego naruszenia: „Apple – twierdzi w pozwie Emonster – przejął nazwę „animoji” i udaje, że pochodzi od niego”. Japońska firma domaga się odszkodowania i zakazu używania przez czas procesu terminu „animoji”.

    Rzecznik prasowy Apple odmówił komentarza w sprawie.

    Dział: Aktualności

    Komisja ds. Sprzeciwów Japońskiego Urzędu Patentowego (JPO) odrzuciła sprzeciw ze strony Mattel, Inc. - producenta znanej na całym świecie lalki Barbie - która twierdziła, że ​​znak "Salon BARBIES" może powodować prawdopodobieństwo wprowadzenia konsumentów w błąd co do pochodzenia, a konkretnie wywoływać skojarzenia ze słynną lalką Barbie.

    Sporny znak został zgłoszony w JPO w dniu 10 marca 2016 r., dla towarów i usług w klasie 35 i 43, w tym restauracji, usług zakwaterowania, analizy zarządzania przedsiębiorstwem i innych. JPO udzieliło ochrony na sporny znak, ponieważ w trakcie rozpatrywania zgłoszenia nie wystąpiły podstawy do odmowy. Znak opublikowano w dniu 11 października 2016 r.

    W dniu 12 grudnia 2016 r. Mattel, Inc., sprzeciwiła się wnioskowi o rejestrację znaku „Salon BARBIES”. W sprzeciwie Mattel jako podstawę wskazał dwa wcześniejsze znaki towarowe: słowny  znak "BARBIE" nr 5383631 (klasy 9, 14, 18, 24, 25, 28, 35) oraz słowno-graficzny „BARBIE” nr  589632 (klasy 9, 15, 20, 21, 25, 28).

    Mattel argumentował, że znaki BARBIE są tak znane, że każdy przeciętny konsument uzna, że znak „Salon BARBIES” pochodzi od Matell . Mattel argumentował również, że sporny znak osłabia lub narusza  renomę znaków „BARBIE”.

    Dokonując analizy ogromnych ilości materiałów dowodowych, w tym kilku artykułów, słownika, gazet i czasopism dokumentujących wartość i renomę znaku „BARBIE” (476 milionów USD) i sprzedaż na poziomie ponad miliarda lalek i kostiumów na całym świecie, JPO przyznało, że ​​znaki „BARBIE” cieszyły się renomą  dla towarów w postaci lalek w czasie zarówno złożenia wniosku o rejestrację spornego znaku, jak i jego rejestracji.

    Niemniej jednak JPO nie uznała podobieństwa porównywanych znaków na płaszczyźnie wizualnej, fonetycznej i koncepcyjnej. Jeżeli chodzi o aspekt wizualny – sporny znak składa się z elementu graficznego i słów "Salon BARBIES". Różnica między porównywanymi znakami w tym zakresie jest znacząca w oczach konsumentów. W kwestii brzmieniowej różnica w liczbie sylab i wymowie obu znaków także nie jest bez znaczenia, nie może powodować konfuzji. Z kolei w zakresie warstwy koncepcyjnej, JPO uznało, że ​​sporny znak nie ma żadnego konkretnego znaczenia, stąd też nie ma  on związku ze znakami BARBIE.

    Biorąc pod uwagę wyraźną odmienność znaków, JPO stwierdziło, że zarówno profesjonaliści (handlowcy) jak i konsumenci prawdopodobnie nie będą mylić lub wiązać usług sygnowanych znakiem „Salon BARBIES” z Mattel lub podmiotami z nim powiązanymi. Jako, że nie zachodzi prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd, sprzeciw oparty właśnie na zarzucie podobieństwa towarów i znaków oraz  związanego z tym wprowadzenia w błąd oddalono.

    Podobnie stwierdzono w odniesieniu do zarzutu Mattel, opartego o znak renomowany konkludując, że nie zostały przedstawione dowody na to, że późniejszy znak został zgłoszony w złej wierze, czego wymagał powoływany przez Mattel przepis.

    Dział: Aktualności

    Starbucks, najsłynniejsza sieć kawiarni na świecie, w okresie od 19 do 23 kwietnia 2017r. miała w swoje ofercie  frappuccino z edycji limitowanej, poświęconej jednorożcom. Produkty z wizerunkiem tej bajkowej postaci zyskały w ciągu ostatnich kilku lat dużą popularność w mediach społecznościowych, nic więc dziwnego, że i Starbucks chciał z niej skorzystać. W efekcie, w ofercie Starbucksa pojawił  się  bajkowy napój w fantastycznej „ jednorożowcowej” kolorystyce . Niestety, okazało się że Starbucks nie był w swym pomyśle ani pierwszy ani oryginalny.  Już wcześniej bowiem powstała Unicorn Latte – autorski produkt niewielkiej nowojorskiej kawiarni  o nazwie The End, która wzbudziła sensację w mediach społecznościowych. The End stworzyła swoją kawę we współpracy z MontaukJuiceFactory. Oba podmioty zainwestowały ponad sześć miesięcy pracy w rozwój napoju i jego wygląd. Unicorn Latte składa się ze zdrowych i naturalnych składników, takich jak tłoczony na zimno sok imbirowy, sok z cytryny, daktyle i orzechy nerkowca oraz niebiesko-zielone algi zebrane z jeziora Oregon. The End rozpoczęła sprzedaż Unicorn Latte w grudniu 2016 r., już w styczniu 2017 roku zawnioskowała o udzielenie prawa ochronnego na znak towarowy.

    Kawiarnia The End utrzymuje, że Starbucks wypuścił swój napój z motywem jednorożca, aby zagrozić jej oryginalnemu produktowi. Ponieważ Starbucks jest znany praktycznie na całym świecie, zdaniem The End może to spowodować ryzyko konfuzji wśród klientów, a wręcz może doprowadzić do przekonania, że to mała nowojorska kawiarnia kopiuje produkt kawowego potentata. W rezultacie The End pozwała Starbucksa za naruszenie praw do znaku towarowego. The End domagała się 10 milionów dolarów odszkodowania.

    Spór między kawiarniami został  zażegnany, jednakże informacja o ostatecznej wysokości odszkodowania nie została ujawniona.  

    Dział: Aktualności

    Dostęp do raju chce ograniczyć właściciel znaku towarowego telewizji Sky, brytyjska spółka British Sky Broadcasting Group. BSBG w ostatnich latach zablokowała już rejestracje znaków towarowych takich gigantów jak Skype (po 10 letniej batalii) czy Microsoft oferującego usługę ,,SkyDrive” (siłą rzeczy przemianowaną na ,,OneDrive”).

    Tym razem przyszła pora na SkyKick - amerykańską spółkę oferującą usługę IT wspomagającą zarządzaniem danymi w chmurze. SkyKick w 2012 r. zarejestrowała swój znak towarowy, a w 2016 r. chcąc rozszerzyć ochronę poprzez dokonanie rejestracji międzynarodowej obejmującej także obszar Unii Europejskiej, spotkała się ze sprzeciwem BSBG.
    W odpowiedzi, SkyKick podniosła ciekawą kwestię odnośnie nadchodzącej zmiany w Dyrektywie, która ma zostać implementowana do porządków krajowych do stycznia 2019 r. Zmiana dotyczy art. 12, na podstawie którego aktualnie prawo z rejestracji znaku towarowego nie uprawnia właściciela tego prawa do zabronienia osobie trzeciej używania znaku towarowego, jeśli stanowi on nazwisko lub adres tej osoby - dotyczy to zarówno osób fizycznych jak i prawnych. Na podstawie nowego brzmienia, od 2019 r. tylko osoby fizyczne będą mogły powołać się na to uprawnienie. Oznacza to, że właściciele znaków towarowych będą mogli skutecznie dochodzić zaprzestania używania znaku towarowego przez osoby prawne, których nazwy są tożsame z tym znakiem towarowym.

    SkyKick określił zmianę jako naruszającą zasadę niedyskryminacji, prawo własności, równość wobec prawa oraz swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Wniosek spółki o rejestrację został odrzucony, jednak kwestia ta może zostać w przyszłości przekazana do Trybunału Sprawiedliwości.
    Pomimo, że Unia Europejska słusznie uzasadnia tą zmianę występowaniem prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd co do handlowego źródła pochodzenia towarów lub usług, fakt, że za naruszenie unijnego znaku towarowego będzie uznawane używanie tego oznaczenia jako nazwy handlowej przez innego przedsiębiorcę, może spowodować wzmożoną aktywność przedsiębiorców i lawinę wniosków o zaprzestanie naruszeń…

    Dział: Aktualności
    czwartek, 21 wrzesień 2017 10:02

    Brat Pablo Escobara grozi twórcom „Narcos”

    Pablo Escobar był w krwawym baronem narkotykowym, który stał się jednym z najbogatszych ludzi na świecie dzięki przemytowi w latach 70. i 80. ubiegłego wieku kokainy z Kolumbii do USA i innych państw. Escobar przekupywał na wielką skalę urzędników, sędziów czy polityków, a każdego, kogo uważał za potencjalne zagrożenie, kazał zabijać. O życiu i działalności Pablo Escobara najpopularniejsza platforma serialowa Netflix nakręciła serial, który został wyemitowany w 2015 r. i od razu osiągnął ogromny komercyjny sukces. Dwa pierwsze sezony „Narcos”, bo tak brzmi jego tytuł, ukazują właśnie działania przywódcy Kartelu Medellín, aż do jego śmierci podczas szturmu przeprowadzonego przez kolumbijską policję.

    Producenci serialu, który w kolejnych sezonach skupia się na innych kolumbijskich kartelach, w tym na kartelu Calí, zaczynają jednak napotykać trudności. We wrześniu 2017 r. w Meksyku został zastrzelony Carlos Muñoz Portal, członek ekipy serialu „Narcos”, który poszukiwał nowych lokalizacji do kręcenia kolejnych odcinków. Ciało Portala, z licznymi ranami postrzałowymi, zostało odnalezione w okolicach stolicy, miasta Meksyk.

    Sukces, w tym finansowy, odniesiony przez serial, zmotywował najwyraźniej do działania brata nieżyjącego Pablo Escobara, Roberto Escobara Gavirię, który był księgowym kartelu w czasach jego świetności, za co od początku lat 90. odbył karę ponad 10 lat więzienia. Brat narkotykowego barona okazał się bardzo przedsiębiorczy. W 2014 r. Gaviria założył w Stanach Zjednoczonych spółkę Escobar Inc, która miała chronić interesy i prawa rodziny Escobarów. Teraz Escobar Gavria wystąpił do twórców „Narcos” z roszczeniem w wysokości miliarda dolarów. Brat Pabla twierdzi, że Netflix bez zgody rodziny Escobarów wykorzystał jej historię i wizerunek Pabla, do którego prawa przysługują rzekomo rodzinie, jak również samą nazwę „Narcos”. Co ciekawe, nazwa ta nie jest w Unii Europejskiej zarejestrowana jako znak towarowy na rzecz Netflixa. W przypadku zignorowania roszczeń Roberto Escobara Gaviria zapowiedział „zniszczenie” serialu, cokolwiek by to miało znaczyć.

    Dział: Aktualności
    piątek, 22 wrzesień 2017 09:59

    Co identyfikuje przedsiębiorcę?

    29 stycznia 2007 r. spółka Repsol YPF dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego BASIC. 26 września 2011 r. interwenient, Basic AG Lebensmittelhandel, złożył wniosek o częściowe unieważnienie prawa do zakwestionowanego znaku towarowego. Wydział Unieważnień uwzględnił wniosek, od czego odwołała się skarżąca, jednak Pierwsza Izba Odwoławcza EUIPO utrzymała w mocy decyzję Wydziału Unieważnień i oddaliła odwołanie. Sprawa trafiła przed Sąd UE, który we wrześniu 2017 r. wydał wyrok.

    Izba Odwoławcza potwierdziła stwierdzenie Wydziału Unieważnień, zgodnie z którym przedstawione przez interwenienta dowody wykazywały, że istotna część właściwego kręgu odbiorców niemieckich, który składa się zarówno z przeciętnych konsumentów, jak i z profesjonalistów z sektora sprzedaży detalicznej artykułów żywnościowych, postrzega „basic” jako „identyfikator gospodarczy”. Skarżąca podnosiła, że Izba Odwoławcza nie oceniła w sposób poprawny dowodów przedstawionych przez interwenienta w odniesieniu do używania oznaczeń basic i basic AG w obrocie handlowym w Niemczech.

    Sąd podkreślił w wyroku, że właściciel oznaczenia używanego w obrocie handlowym, innego niż niezarejestrowany znak towarowy, może złożyć wniosek o unieważnienie unijnego znaku towarowego, jeśli oznaczenie to spełnia łącznie cztery następujące przesłanki: oznaczenie to musi być używane w obrocie handlowym; musi mieć zasięg większy niż lokalny; prawo do tego oznaczenia powinno zostać nabyte zgodnie z prawem państwa członkowskiego, w którym oznaczenie było używane, przed dniem dokonania zgłoszenia unijnego znaku towarowego; wreszcie prawo do tego znaku musi umożliwiać właścicielowi zakazywanie używania późniejszego znaku towarowego. Zatem, jeżeli oznaczenie nie spełnia jednej z tych przesłanek, wniosek o unieważnienie prawa do znaku oparty na istnieniu oznaczenia innego niż znak towarowy używany w obrocie handlowym nie może zostać uwzględniony. Skarga została oddalona.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 25 wrzesień 2017 09:56

    Rogaty znak towarowy

    1 grudnia 2010 r. skarżąca, Jordi Nogues, SL, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego BAD TORO, zawierającego element słowny oraz czarno-białą postać byka. 12 kwietnia 2011 r. interwenient, Grupo Osborne, SA, wniósł sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku, który opierał się na wcześniejszych znakach towarowych EL TORO i TORO. Wydział Sprzeciwów uwzględnił sprzeciw w całości. Spółka Jordi Nogues wniosła jednak odwołanie od tej decyzji, które zostało oddalone przez Izbę Odwoławczą. Sprawa trafiła przed Sąd UE, który pod koniec września 2017 wydał w niej wyrok.

    Z orzecznictwa wynika, że całościową ocenę prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w zakresie dotyczącym wizualnego, fonetycznego lub konceptualnego podobieństwa kolidujących ze sobą oznaczeń należy oprzeć na wywieranym przez nie całościowym wrażeniu, ze szczególnym uwzględnieniem ich elementów odróżniających i dominujących. Sposób postrzegania znaków towarowych przez przeciętnego konsumenta danych towarów lub usług odgrywa w ramach całościowej oceny wspomnianego prawdopodobieństwa decydującą rolę. W tym względzie przeciętny konsument postrzega co do zasady znak towarowy jako całość i nie zajmuje się analizą jego poszczególnych elementów.

    Izba Odwoławcza stwierdziła istnienie ogólnego wrażenia podobieństwa kolidujących ze sobą oznaczeń ze względu na ich słowną i konceptualną zbieżność wynikającą z obecności określenia „toro”, które łatwo rozpoznać w zgłoszonym znaku towarowym i które, po pierwsze, stanowi jedyny składnik wcześniejszego słownego unijnego znaku towarowego i jedyny element słowny wcześniejszego graficznego hiszpańskiego znaku towarowego, po drugie, odznacza się charakterem odróżniającym, a po trzecie, nie zajmuje drugorzędnej pozycji w zgłoszonym znaku towarowym. Co się tyczy czysto słownych wcześniejszych znaków towarowych, Izba Odwoławcza uznała, że podobieństwo jest wzmocnione tą okolicznością, że określenie „toro” zachowuje w zgłoszonym znaku towarowym niezależną pozycję odróżniającą.

    Sąd wskazał, że element graficzny zgłoszonego znaku towarowego jest fantazyjnym rysunkiem przedstawiającym byka z wielkimi rogami i o niezadowolonym spojrzeniu. W tym względzie, po pierwsze, jego wydatna wielkość w zgłoszonym znaku towarowym znacząco przekracza wielkość elementu słownego. Po drugie, element graficzny jest umieszczony ponad elementem słownym. Po trzecie, przedstawiony byk jest masywny, czarny i szczególnie oryginalny. W tych okolicznościach należy uznać, że fantazyjność oraz wielkość elementu graficznego będą mogły odwrócić uwagę właściwego kręgu odbiorców od umieszczonego poniżej elementu słownego. Tym samym skarżąca miała podstawy, by twierdzić, że Izba Odwoławcza niesłusznie uznała, że żaden z połączonych elementów zgłoszonego znaku towarowego nie dominuje nad wrażeniem wizualnym. W rezultacie element słowny zgłoszonego znaku towarowego, w tym określenie „toro”, zajmuje w zgłoszonym znaku towarowym drugorzędną pozycję. Jednakże, element słowny jest odtworzony wielkimi literami. Pomimo znacznej wielkości elementu graficznego element słowny jest wyraźnie widoczny. W tych okolicznościach charakter dominujący elementu graficznego zgłoszonego znaku towarowego nie jest w stanie czynić elementu słownego „badtoro” pomijalnym w ramach całościowego wrażenia wywieranego przez znak towarowy

    W rezultacie, Sąd uwzględnił zarzut dotyczący tego, że uznając w przypadku kolidujących ze sobą oznaczeń istnienie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd, EUIPO naruszyło przepisy i tym samym stwierdził nieważność zaskarżonej decyzji.

    Dział: Aktualności
    wtorek, 26 wrzesień 2017 09:54

    Problemy z whisky Conora McGregora

    Urodzony w Dublinie mistrz mieszanych sztuk walki (MMA), Conor McGregor, obecnie zmaga się nie z przeciwnikiem na ringu, ale z planem, aby wprowadzić na rynek nową markę whisky, używając swojego pseudonimu, „Notorious”. Zawodnik ujawnił ten plan w zeszłym miesiącu, po przegranej walce z bokserem Floydem Mayweatherem.

    Séamus O'Hara, założyciel firmy Carlow Brewing i inwestor branży napojów, zatrudnił w tym miesiącu madrycką kancelarię prawniczą, starając się zablokować rejestrację znaku towarowego McGregora „Notorious”  na terytorium całej Unii Europejskiej. W tygodniach poprzedzających walkę z Mayweatherem McGregor złożył bowiem wniosek w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO), aby zarejestrować znak towarowy „Notorious" dla napojów alkoholowych i bezalkoholowych na całym terytorium UE.

    O'Hara posiada już jednak wcześniejszy unijny znak towarowy „Notorious”, zarejestrowany  dla piw i innych napojów, w tym bezalkoholowych. Znak został zarejestrowany w EUIPO Euipo w maju 2016 r. Jest to jedyny europejski znak towarowy należący do O'Hary. Jego firma Carlow Brewing w zeszłym roku uruchomiła produkcję piwa pale ale pod nazwą „Notorious Red IPA”. O'Hara narzeka, że ​​znak towarowy McGregora byłby identyczny z jego oznaczeniem, a zgłoszenie obejmuje identyczne kategorie produktów, co może  zmylić opinię publiczną. Jeśli O'Hara wygra spór, może to stanowić poważny problem dla planu wprowadzenia na rynek whisky McGregora, a nawet doprowadzić do zmiany nazwy produktu.

    Ponadto, jeśli zawodnik MMA chce sprzedawać prawdziwą irlandzką whisky, będzie musiał zawrzeć umowę produkcyjną z irlandzkim gorzelnikiem działającym gdzieś na wyspie, ponieważ irlandzka whisky jest chroniona na mocy europejskich zasad etykietowania i oznaczania produktów.

    Dział: Aktualności
    piątek, 15 wrzesień 2017 11:49

    John Lemon musi zniknąć z półek

    Nagła popularność piw kraftowych w ostatnich latach wymogła na ich producentach kreatywność w wymyślaniu dla nich nowych nazw. Nikogo nie zdziwią już stojące na sklepowych półkach piwa Perfekcyjna Pani Domu, Atak Chmielu czy Czarny Roman. Podobny trend dał się odczuć również na rynku napojów bezalkoholowych. Czasy, kiedy w barach rowerzyści, kierowcy czy niepijący z innych powodów mogli dostać tylko Colę, Fantę i Sprite dawno już minęły. Teraz na rynku dostępne są napoje gazowane i bez gazu, o smaku owoców bardzo egzotycznych albo miejscowych, z certyfikatami eko i dla wegan. Żeby zostać zapamiętanym przez konsumenta, dobrze jest wyróżnić taki napój nazwą.

    Katowicka marka John Lemon będzie teraz musiała pomyśleć o zmianie nazwy. Do tej pory były pod nią dostępne bezalkoholowe napoje owocowe, na bazie yerba mate, herbaty rooibos czy lemoniady. Marka stała się popularna nie tylko na polskim rynku, jednak – paradoksalnie – zagraniczna ekspansja nie wyszła jej ostatnio na dobre.

    Polska firma ma teraz na pieńsku z żoną nieżyjącego Beatlesa, Johna Lennona, od którego marka wzięła nazwę. Co prawda w samej nazwie zastosowano grę słów i zastąpiono Lennona angielską cytryną (lemon), jednak łatwo się domyślić, co stanowiło oryginał. O Johnie Lemonie Yoko Ono, bo to o niej mowa, dowiedziała się w Holandii. Przez swoich prawników artystka szybko skontaktowała się z polską firmą i nakazała jej zmianę nazwy, powołując się na naruszenie praw do znaku towarowego oraz dóbr osobistych zmarłego muzyka. Do procesu przed sądem jednak nie dojdzie. Strony zawarły ugodę, na mocy której od listopada marka John Lemon musi zostać wycofana ze sklepów i barów. Sprawa jest o tyle ciekawa, że polscy przedsiębiorcy zarejestrowali w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej znak towarowy „John Lemon”. Teraz stanie się on bezużyteczny.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 11 wrzesień 2017 13:40

    Finansowa manufaktura

    18 grudnia 2009 r. spółka VM Vermögens-Management GmbH dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego, słownego oznaczenia Vermögensmanufaktur, głównie dla reklamy i ubezpieczeń. 30 lipca 2012 DAT Vermögensmanagement GmbH złożyła do EUIPO wniosek o unieważnienie prawa do tego znaku towarowego w całości.

    10 grudnia 2013 r. Wydział Unieważnień oddalił w całości wniosek o unieważnienie prawa do znaku. Oparł on zasadniczo swą decyzję, między innymi, na fakcie, że słowo niemieckie „Manufaktur” nie mogło mieć konkretnego znaczenia, jeśli chodzi o usługi objęte zgłoszeniem, z uwagi na ich niematerialny charakter. W konsekwencji jego zdaniem kombinacja niemieckiego słowa „Vermögen” z niemieckim słowem „Manufaktur” miała w dacie dokonania zgłoszenia do rejestracji spornego znaku towarowego charakter odróżniający i nie mogła opisywać usług. Decyzja ta została zaskarżona przez DAT Vermögensmanagement.

    Izba Odwoławcza EUIPO uwzględniła odwołanie i uznała, że sporny znak towarowy jest opisowy i pozbawiony charakteru odróżniającego. Sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok we wrześniu 2017 r.. Izba Odwoławcza wskazała, odnosząc się do wersji internetowej niemieckiego słownika Duden, nie powtarzając przy tym, w następstwie oczywistego błędu pisarskiego, słowa „wysoka”, że niemieckie słowo „Manufaktur” wywodziło się z łacińskich słów „manus” (ręka) i „facere” (robić) oraz oznaczało małe przedsiębiorstwo przemysłowe lub handlowe, w którym produkty wysoko specjalistyczne były wytwarzane w całości lub części ręcznie, co zapewniało wysoką jakość. Sąd wskazał, że - co się tyczy używania niemieckiego słowa „Manufaktur” w odniesieniu do usług - interwenient udowodnił w przekonywający sposób możliwość takiego używania w dacie właściwej, zwłaszcza w stosunku do usług finansowych. Sąd wskazał, że fakt, iż niemieckie słowo „Manufaktur” pojawia się w specjalistycznej prasie, nie oznacza, że właściwy krąg odbiorców nie będzie w stanie postrzegać związku między tym słowem a usługami. Mając bowiem na względzie usługi objęte zgłoszeniem, właściwy krąg odbiorców, chociaż składający się w części z szerokiego kręgu odbiorców, jest skłonny czytać specjalistyczną prasę, w szczególności prasę finansową.

    Ponieważ jest bezsporne, że w dacie właściwej niemieckie słowo „Manufaktur” odsyłało do idei pracy ręcznej, wyrażało ono ideę, że produkcja była bardziej zindywidualizowana niż produkcja fabryczna i produkcja taśmowa. Nie popełniając zatem błędu w ocenie, Izba Odwoławcza doszła zasadniczo do wniosku, że o ile w swym pierwotnym znaczeniu niemieckie słowo „Manufaktur” oznaczało z pewnością przedsiębiorstwo, w którym produkty były wytwarzane ręcznie, o tyle w dacie właściwej odwoływało się ono również do idei zindywidualizowanej i wysokiej jakości produkcji i mogło być używane w odniesieniu do usług.

    Dział: Aktualności
    © 2012-2017