Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
piątek, 15 wrzesień 2017 11:49

John Lemon musi zniknąć z półek

Nagła popularność piw kraftowych w ostatnich latach wymogła na ich producentach kreatywność w wymyślaniu dla nich nowych nazw. Nikogo nie zdziwią już stojące na sklepowych półkach piwa Perfekcyjna Pani Domu, Atak Chmielu czy Czarny Roman. Podobny trend dał się odczuć również na rynku napojów bezalkoholowych. Czasy, kiedy w barach rowerzyści, kierowcy czy niepijący z innych powodów mogli dostać tylko Colę, Fantę i Sprite dawno już minęły. Teraz na rynku dostępne są napoje gazowane i bez gazu, o smaku owoców bardzo egzotycznych albo miejscowych, z certyfikatami eko i dla wegan. Żeby zostać zapamiętanym przez konsumenta, dobrze jest wyróżnić taki napój nazwą.

Katowicka marka John Lemon będzie teraz musiała pomyśleć o zmianie nazwy. Do tej pory były pod nią dostępne bezalkoholowe napoje owocowe, na bazie yerba mate, herbaty rooibos czy lemoniady. Marka stała się popularna nie tylko na polskim rynku, jednak – paradoksalnie – zagraniczna ekspansja nie wyszła jej ostatnio na dobre.

Polska firma ma teraz na pieńsku z żoną nieżyjącego Beatlesa, Johna Lennona, od którego marka wzięła nazwę. Co prawda w samej nazwie zastosowano grę słów i zastąpiono Lennona angielską cytryną (lemon), jednak łatwo się domyślić, co stanowiło oryginał. O Johnie Lemonie Yoko Ono, bo to o niej mowa, dowiedziała się w Holandii. Przez swoich prawników artystka szybko skontaktowała się z polską firmą i nakazała jej zmianę nazwy, powołując się na naruszenie praw do znaku towarowego oraz dóbr osobistych zmarłego muzyka. Do procesu przed sądem jednak nie dojdzie. Strony zawarły ugodę, na mocy której od listopada marka John Lemon musi zostać wycofana ze sklepów i barów. Sprawa jest o tyle ciekawa, że polscy przedsiębiorcy zarejestrowali w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej znak towarowy „John Lemon”. Teraz stanie się on bezużyteczny.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 11 wrzesień 2017 13:40

Finansowa manufaktura

18 grudnia 2009 r. spółka VM Vermögens-Management GmbH dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego, słownego oznaczenia Vermögensmanufaktur, głównie dla reklamy i ubezpieczeń. 30 lipca 2012 DAT Vermögensmanagement GmbH złożyła do EUIPO wniosek o unieważnienie prawa do tego znaku towarowego w całości.

10 grudnia 2013 r. Wydział Unieważnień oddalił w całości wniosek o unieważnienie prawa do znaku. Oparł on zasadniczo swą decyzję, między innymi, na fakcie, że słowo niemieckie „Manufaktur” nie mogło mieć konkretnego znaczenia, jeśli chodzi o usługi objęte zgłoszeniem, z uwagi na ich niematerialny charakter. W konsekwencji jego zdaniem kombinacja niemieckiego słowa „Vermögen” z niemieckim słowem „Manufaktur” miała w dacie dokonania zgłoszenia do rejestracji spornego znaku towarowego charakter odróżniający i nie mogła opisywać usług. Decyzja ta została zaskarżona przez DAT Vermögensmanagement.

Izba Odwoławcza EUIPO uwzględniła odwołanie i uznała, że sporny znak towarowy jest opisowy i pozbawiony charakteru odróżniającego. Sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok we wrześniu 2017 r.. Izba Odwoławcza wskazała, odnosząc się do wersji internetowej niemieckiego słownika Duden, nie powtarzając przy tym, w następstwie oczywistego błędu pisarskiego, słowa „wysoka”, że niemieckie słowo „Manufaktur” wywodziło się z łacińskich słów „manus” (ręka) i „facere” (robić) oraz oznaczało małe przedsiębiorstwo przemysłowe lub handlowe, w którym produkty wysoko specjalistyczne były wytwarzane w całości lub części ręcznie, co zapewniało wysoką jakość. Sąd wskazał, że - co się tyczy używania niemieckiego słowa „Manufaktur” w odniesieniu do usług - interwenient udowodnił w przekonywający sposób możliwość takiego używania w dacie właściwej, zwłaszcza w stosunku do usług finansowych. Sąd wskazał, że fakt, iż niemieckie słowo „Manufaktur” pojawia się w specjalistycznej prasie, nie oznacza, że właściwy krąg odbiorców nie będzie w stanie postrzegać związku między tym słowem a usługami. Mając bowiem na względzie usługi objęte zgłoszeniem, właściwy krąg odbiorców, chociaż składający się w części z szerokiego kręgu odbiorców, jest skłonny czytać specjalistyczną prasę, w szczególności prasę finansową.

Ponieważ jest bezsporne, że w dacie właściwej niemieckie słowo „Manufaktur” odsyłało do idei pracy ręcznej, wyrażało ono ideę, że produkcja była bardziej zindywidualizowana niż produkcja fabryczna i produkcja taśmowa. Nie popełniając zatem błędu w ocenie, Izba Odwoławcza doszła zasadniczo do wniosku, że o ile w swym pierwotnym znaczeniu niemieckie słowo „Manufaktur” oznaczało z pewnością przedsiębiorstwo, w którym produkty były wytwarzane ręcznie, o tyle w dacie właściwej odwoływało się ono również do idei zindywidualizowanej i wysokiej jakości produkcji i mogło być używane w odniesieniu do usług.

Dział: Aktualności
środa, 06 wrzesień 2017 11:23

Gimby nie znajo

Wiadomo, że każde kolejne pokolenie, kiedy tylko trochę się zestarzeje, zaczyna narzekać na „dzisiejszą młodzież”. Nie inaczej sprawa ma się dzisiaj, zaś najbardziej obrywają w tym zakresie gimnazjaliści. Choć ten rodzaj szkół, pożywszy kilkanaście lat, właśnie został zniesiony, to dla wielu osób, które szkołę mają już dawno za sobą, uczniowie gimnazjów pozostają personifikacją niewiedzy i ignorancji. W internecie stało się popularne powiązane z tym zjawiskiem hasło „gimby nie znajo”, mające służyć wskazywaniu rzeczy lub zjawisk nieznanych młodemu pokoleniu, a popularnych w latach 90. ubiegłego wieku.

Okazuje się, że być może nie każdy będzie się mógł tym akurat hasłem posługiwać, a przynajmniej nie w celach komercyjnych. Jeden z polskich youtuberów, posługujący się pseudonimem Turpat Patryk Turski, zarejestrował bowiem w Urzędzie Patentowym znak towarowy „Gimby nie znajo”. Jest to o tyle ciekawe, że jego youtubowy program powstał niemal równo z prześmiewczą serią pod tym właśnie tytułem umieszczoną na kanale BORBOBtv. Obaj youtuberzy prowadzili swoją działalność równolegle przez około dwa lata. W tym roku sytuacja uległa jednak zmianie.

Prowadzący kanał BORBOBtv otrzymał list ostrzegawczy, w którym żądano zmiany nazwy cyklu „Gimby nie znajo”. Za pismem stał Patryk Turski, opierający swoje roszczenia na przyznanym mu znaku towarowym. Widownia YouTube’a stanęła jednak murem za BORBOBtv. Sami youtuberzy wdali się zaś w publiczną, pełną emocji polemikę na temat pechowej frazy. Kiedy emocje ostygły, nagrane przez nich filmiki zostały jednak pousuwane. Turpat wycofał zaś roszczenia wobec właściciela konkurującego kanału.

Dział: Aktualności

Dwóch właścicieli franczyz o super-bohaterach będzie walczyć w amerykańskim sądzie o prawo sprzedaży zabawek pod nazwą „Bumblebee”. Hasbro, właściciel marki Transformers, złożył w poniedziałek pozew, oskarżając wytwórnię Warner Bros. i DC Comics o naruszenie znaku towarowego. W myśl pozwu, postać DC o imieniu „Bumblebee” - nastolatka z możliwością kurczenia się - może łatwo zostać pomylona z Autobotem „Bumblebee” z filmów o Transformersach.

Hasbro twardo broni postaci żółtego robota Bumblebee, która ma zagrać w  pierwszym spin-offie cyklu Transformers, mającym trafić do kin w Boże Narodzenie 2018 r. Dlatego teraz firma stara się zablokować sprzedaż zabawki Bumblebee produkowanej przez spółkę Mattel, która jest częścią serii produkowanej we współpracy z DC, Super Hero Girls. Hasbro jest również zaniepokojone zestawem kloców LEGO Bumblebee.

Postać o tym właśnie imieniu jest jednym z głównych bohaterów filmowego wszechświata Transformersów. Spółka Hasbro twierdzi, że w 1983 r. zaczęła sprzedawać zabawki Bumblebee, zaś od 2011 r. oferuje klocki pod tą nazwą.

DC Comics i Warner Bros. wypuściły na rynek serię serię DC Super Hero Girls w kwietniu 2015 r. w ramach partnerstwa z firmą Mattel. Do tego doszły seriale telewizyjne, które rozpoczęły się w październiku 2015 r. Seria opowiada o młodszych wersje super-bohaterów DC, w tym Batgirl i Harley Quinn, które uczęszczają do szkoły średniej. Bumblebee jest geniuszem komputerowym i na dodatek posiada umiejętność zmniejszania się. Oryginalnie postać Bumblebee została po raz pierwszy wprowadzona w serii komiksów „Teen Titans” z 1977 r.

Firma Hasbro zarejestrowała znak towarowy „Bumblebee” 15 lipca 2015 r. 

Dział: Aktualności
środa, 30 sierpień 2017 09:05

Stadion Narodowy w teledysku Katy Perry!

Katy Perry to jedna z bardzo ostatnio popularnych gwiazd muzyki pop. Pod koniec sierpnia bieżącego roku piosenkarka, znana z takich hitów, jak „I Kissed a Girl”, „Hot n’ Cold” czy „Firework” wypuściła teledysk do swojej nowej piosenki pod tytułem „Swish Swich”. Co ciekawe i co bardzo mogło spodobać się polskim fanom artystki, w teledysku znalazł się wizerunek warszawskiego Stadionu Narodowego wraz z panoramą miasta. Sam klip nawiązuje bowiem do filmu animowanego „Kosmiczny mecz”, który opowiadał o zmaganiach koszykarza Michaela Jordana oraz drużyny bajkowych postaci z Królikiem Bugsem na czele z kosmitami o przykrym wyglądzie i niecnych zamiarach. W teledysku Katy gra koszykarkę, zaś występująca z nią w duecie Nicki Minaj – zagrzewającą ją do walki cheerleaderkę.

Okazuje się jednak, że właściciel obiektu nie wydał zgody na takie komercyjne wykorzystanie wizerunku Stadionu Narodowego. Jest to problem, ponieważ – jak wskazała rzeczniczka prasowa obiektu – zarysy elewacji stadionu i jego dachu są zarejestrowane jako znaki towarowe. To oznacza, że jeżeli jakiś podmiot będzie chciał wykorzystać wygląd stadionu w celach zarobkowych, nie tylko musi uzyskać zgodę jego właściciela, ale też uiścić opłatę licencyjną. Właściciel wskazuje, że kwota ta może wynosić od 13 do nawet 120 tysięcy złotych. Podobny koszt musiał uiścić chociażby właściciel marki Wólczanka, który korzystał z Narodowego przy okazji produkcji sesji reklamowej z udziałem piłkarza Roberta Lewandowskiego.

Sprawa wykorzystania przez katy Perry w jej teledysku nie skończy się jednak prawdopodobnie w sądzie. Rzeczniczka Stadionu Narodowego wskazała bowiem, że właściciel stadionu – oraz znaków towarowych – będzie chciał zakończyć całą sprawę polubownie.

Dział: Aktualności
wtorek, 29 sierpień 2017 10:45

Roślinne znaki towarowe

Pięć lat temu amerykański hodowca marihuany, Don Peabody przycinał swoje zbiory, kiedy odebrał telefon. Ku jego zdziwieniu, ręka Peabody’ego była tak lepka od żywicy, że gdy odłożył słuchawkę, ta nie chciała oderwać się od dłoni.

Peabody wytworzył z rośliny mocny klej, który nazwał Gorilla Glue #4. Okazuje się, że nie była to jednak najszczęśliwsza nazwa, ponieważ firma Peabody’ego, GG Strains, została uwikłana w proces dotyczący znaku towarowego przez firmę Gorilla Glue Co. z Ohio, producenta ciekłego kleju. W marcu 2017 r. ta firma zajmująca się produkcją kleju złożyła pozew, twierdząc, że działalność GG Strains narusza prawa do jej znaku towarowego.

Sprawa z Gorilla Glue mogłaby mieć dalekosiężne konsekwencje dla branży produkcji legalnej w niektórych stanach USA marihuany, w przypadku której - ze względu na zderzenia między przepisami prawa stanowego i federalnego - prawa własności intelektualnej pozostają w dużej mierze nierozstrzygnięte. Producenci marihuany już dawno zapożyczyli z kultury popularnej nazwy dla szczepów swoich roślin. Ich użytkownicy w USA mogą trafić na półkach sklepowych na produkty o nazwach Dirty Sprite czy AC/DC.

W większości branż właściciele danego produktu rejestrują jego nazwę jako znak towary jeszcze przed jego wypuszczeniem na rynek lub wkrótce potem. Rząd federalny nie rejestruje jednak znaków towarowych dotyczących marihuany, ponieważ narkotyk pozostaje federalnie nielegalny.

Firma GG Strains otrzymała jednak znaki towarowe w stanach Nevada i Colorado i złożyła wniosek o rejestrację również w Kalifornii.  Jednak w związku z postępowaniem sądowym GG Strains jest zaniepokojona, że sprawa została wniesiona w sądzie federalnym w stanie Ohio, a nie w sądzie stanowym w stanie Nevada. Zarówno medyczne, jak i rekreacyjne konopie są legalne w Nevadzie, zaś stan Ohio zalegalizował medyczną marihuanę w 2016 r. Na razie nazewnictwo szczepów jest procesem nieformalnym, a nie ma przepisów wymagających dokładnego oznakowania szczepu w punkcie sprzedaży detalicznej. W miarę wzrostu rynku marihuany w USA coraz więcej firm stara się jednak chronić ich nazwy.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 28 sierpień 2017 10:44

Sporny znak dla chińskiej herbaty

W ubiegłym tygodniu chiński sąd rozstrzygnął wojnę o znak towarowy pomiędzy dwoma największymi producentami napojów w tym kraju, orzekając, że firmy będą musiały dzielić się projektami opakowań, o które walczyły.

Rywale w sporze, chińskie firmy Wanglaoji i Jiaduobao produkują słodką herbatę ziołową. Poza podobnym smakiem, oba produkty mają długą i skomplikowaną historię. Obie firmy zajmujące się napojami - Guangdong Jiaduobao Drink & Food Co Ltd. (JDB) i Guangzhou Pharmaceutical Holdings Ltd. (GP) - współpracowały aż do ​​sporu dotyczącego znaków towarowych, który zaczął się w 2011 r.

Herbata ziołowa Wanglaoji pochodzi z 1828 r. Firma podzieliła się jednak w 1949 r., kiedy krewni założyciela przenieśli się do Hongkongu. Oddział w Hongkongu sprzedał oryginalną recepturę napoju firmie JDB, a w 1997 r. JDB rozpoczęła produkcję Wanglaoji w słynnej czerwonej puszce na podstawie umowy licencyjnej z GP, która następnie posiadła znak towarowy na terytorium Chin. Równocześnie GP rozprowadzała herbatę ziołową pod marką Wanglaoji, ale tylko w zielonych opakowaniach.

Umowa licencji znaku towarowego została przedłużona w 2003 r., do końca 2020 r. W 2011 r. GP zarzuciła dyrektorowi generalnemu JDB przekupstwo podczas negocjacji w sprawie przedłużenia ważności znaków towarowych i stwierdziła, że z tych względów należy unieważnić umowę. GP wszczęła też i wygrała sprawę arbitrażową, która doprowadziła do nakazania JBD zaprzestania używania znaku towarowego Wanglaoji.

W następnym roku JDB i GP pozwały się wzajemnie co do naruszenia znaków towarowych. W styczniu 2013 r. sąd w Guangzhou nakazał JDB zapłacić rywalowi 150 milionów juanów (około 24 milionów dolarów). Firma JDB zmieniła projekt i nazwę produktów, ale kontynuowała swoją krucjatę, odwołując się do sądu najwyższego. Firma twierdziła, że ​​klienci najbardziej kojarzyli znak Wanglaoji z napojem przygotowanym według przepisu, który posiadała JDB.

Poprzednie orzeczenia nie były korzystne dla JDB, częściowo dlatego, że GP jest przedsiębiorstwem państwowym. Jednak ten werdykt był inny, ponieważ chiński sąd najwyższy nadał równą ochronę obu stronom sporu. 

Dział: Aktualności

Spółka General Mills straciła właśnie szansę na rejestrację odcienia koloru żółtego jako znaku towarowego, który to kolor jest używany na opakowaniach  popularnych także w Polsce płatków śniadaniowych Cheerios. Producent płatków twierdził, że konsumenci w pełni identyfikowali ten konkretny odcień żółtego z marką Cheerios. Argumenty te nie przekonały jednak amerykańskiego urzędu patentowego.

W tym tygodniu izba odwoławcza US Patent and Trademark Office ukróciła dwuletni bój General Mills o „kolor żółty występujący jako dominujący jednolity kolor tła” na pudełkach płatków śniadaniowych na bazie owsa. Inna decyzja mogłaby przyznać producentowi Cheerios wyłączne prawo do żółtych pudełek płatków owsianych.

Firma General Mills twierdziła, że zasługuje na przyznanie statusu znaku towarowego zgłoszeniu, ponieważ konsumenci identyfikowali kolor żółty na pudełkach płatków owsianych właśnie z Cheerios. Płatki te od 1945 r. są sprzedawane właśnie w żółtym opakowaniu. Pomimo to, amerykański urząd zauważył, że nie ulega wątpliwości, że pojedynczy kolor stosowany dla produktu lub jego opakowania może pełnić funkcję znaku towarowego i być uprawniony do rejestracji zgodnie z ustawą o znakach towarowych. Ale ma to miejsce tylko wtedy, gdy kolor ten stał się cecha charakterystyczną danego towaru w oczach konsumentów. Jako przykłady rejestracji znaków towarowych w postaci koloru na terenie USA można podać konkretne odcienie: koloru brązowego dla UPS, ciemnoróżowego dla T-Mobile czy pomarańczowego dla sieci sklepów Home Depot.

Jeśli chodzi o kolor pudełka Cheerios, urząd orzekł, że konsumenci niekoniecznie łączą żółtą kolorystykę opakowania z Cheerios, ponieważ płatki zbożowe często są pakowane w żółte opakowania. Dla porównania, T-Mobile ma tylko garstkę konkurentów, a żaden z nich nie używa koloru różowego jako głównego koloru marki.

Dział: Aktualności
środa, 23 sierpień 2017 10:39

Jak zaostrzyć smak sporu. Vegeta vs. Kucharek

Szczypta przypraw zawsze przyda się, żeby dodać potrawom smaku. Niektórzy smakosze preferują też bardzo ostre potrawy. Ostrości nie można także odmówić sporowi toczącemu się od 2014 r. przed czeskim sądem, który wszedł właśnie w kolejne stadium. Przedmiotem konfliktu są opakowania dwóch przypraw: dobrze nam znanej Vegety produkowanej przez chorwacką firmę Podravka i jej polskiego odpowiednika, oferowanego pod nazwą Kucharek. Oba produkty, składające się głównie z suszonych warzyw, sprzedawane są w opakowaniach w kolorze jaskrawoniebieskim, ze zbiorem warzyw na pierwszym planie oraz postacią kucharza, ewidentnie zadowolonego z występowania na woreczku przyprawy.

Vegeta jest produktem bardzo popularnym na czeskim rynku. Polski produkt, wytwarzany przez Grupę Prymat, trafił tam zaś za pośrednictwem czeskiej spółki Pekny-Unimex. Zdaniem czeskiego oddziału spółki produkującej Vegetę, Podravka-Lagris, opakowania, w jakich sprzedawana jest polska przypraw, zbytnio upodobnione zostały do jej chorwacki odpowiednika oferowanego na czeskim rynku. Zdaniem chorwackiej spółki, stanowi to czyn nieuczciwej konkurencji. W wyroku wydanym dwa lata temu przez czeski sąd uznano, iż opakowania Kucharka rzeczywiście są zbyt podobne do woreczków, w których znajduje się konkurencyjna przyprawa. Sąd nakazał więc Grupie Prymat zmianę opakowań produktów przeznaczonych na czeski rynek. Spółka uczyniła zadość wyrokowi i rzeczywiście zmieniła opakowania. Co prawda, nadal były w tym samy kolorze, ale warzywa były na nich ułożone już trochę inaczej, a kucharz – wyraźnie do tej pory starszy i wąsaty, został odmłodzony i pozbawiony wąsów.

 W tym roku Podravka dostała również 200 tys. koron czeskich (równowartość ok. 30 tys. zł) odszkodowania, co jednak nie usatysfakcjonowało chorwackiej firmy. W sierpniu bieżącego roku stwierdziła na łamach czeskiej gazety „Denik”, że producent Kucharka nadal w nieuczciwy sposób wykorzystuje rynkową popularność Vegety.

Dział: Aktualności
wtorek, 22 sierpień 2017 10:37

Atari wściekłe na Nestle

Co mają wspólnego gry komputerowe i czekoladowe batoniki? Najwyraźniej więcej niż tylko to, że można jeść jedno, grając w drugie. Nestle, producent popularnych batoników Kit Kat, musi obecnie bronić swoich racji w nowym procesie, w którym producent komputerów Atari oskarżył tę szwajcarską firmę o nieuczciwe wykorzystanie klasycznej serii gier wideo z lat siedemdziesiątych, co miało pomóc w sprzedaży Kit Katów.

Według umieszczonych w pozwie zarzutów, koncern Nestle miał zaszkodzić reputacji Atari na Facebooku, Twitterze i w telewizji, wykorzystując nazwę, wygląd i wyobrażenie gry „Breakout”. Pozew zarzuca Nestle naruszenie praw autorskich i praw do znaku towarowego. Atari twierdzi, że ​​Nestle i jej oddziały z USA i Wielkiej Brytanii dążą do tego, aby wykorzystać popularne obecnie skojarzenia z retro-grami komputerowymi.

Pierwszy baton Kit Kat został wyprodukowany w 1935 r., zaś koncern Nestle kupił pomysł na niego w roku 1988 od  brytyjskiego cukiernika nazwiskiem Rowntree. Gra „Breakout” została zaś stworzona przez współzałożyciela Apple, Steve'a Wozniaka, z pomocą Steve'a Jobsa, jako następca popularnej wtedy gry „Pong” i wymagała od gracza zbijania rzędów kolorowych klocków. Według firmy Atari, spółka Nestle zastąpiła po prostu kolorowe cegiełki brązowymi batonikami Kit Kat i użyła całości w reklamie  batonów Kit Kate Bites zatytułowanej „Kit Kat: Breakout”. Atari twierdzi, że takie działanie stanowi naruszenie jej praw własności intelektualnej, dla którego Nestle nie ma usprawiedliwienia. Reklama Kit Kat Bites była emitowana tylko w Wielkiej Brytanii i już została usunięta.

Firma Atari, założona w 1972 r. przez Nolana Bushnella i Teda Dabneya, była jednym z pionierów nowoczesnej kultury gier komputerowych. To producent konsoli do gier dominujących w latach 70. i 80. XX w. Podobnie jak wiele innych firm z branży, Atari padło ofiarą krachu związanego z grami komputerowymi z 1983 r., kiedy to odnotowano 97%-owe straty, z 3,2 mld USD do 100 mln USD w ciągu dwóch lat: od 1983 do 1985 r.

Dział: Aktualności
© 2012-2017