Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    poniedziałek, 10 październik 2016 13:12

    Porażka MasterCard

    Jeden z największych na świecie podmiotów zajmujących się emisją kart kredytowych przegrał ostatnio w toczącym się na terytorium Nowej Zelandii sporze dotyczącym praw do znaku towarowego. Mowa o MasterCard International Inc, która to spółka uznała, że wykorzystanie przez organizatora World Masters Games 2017 w Auckland charakterystycznej czcionki oraz podobnej kolorystki i słów może stanowić naruszenie jej znaku towarowego. W związku z tym, MasterCard wniósł sprzeciw wobec rejestracji w Nowej Zelandii znaku towarowego „World Masters Games”.

    Urząd Własności Intelektualnej w Nowej Zelandii nie zgodził się jednak z argumentami emitenta kart kredytowych. Urząd stwierdził w wydanej niedawno decyzji, że nie ma w tym przypadku prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd konsumentów z względu na podobieństwo oznaczeń. To ostanie nie jest bowiem wystarczające. Rozpatrujący sprawę ekspert wskazał, że oba oznaczenia są wizualnie, brzmieniowo i graficznie odmienne. Przedstawiają one inne pomysły i inaczej też brzmią.

    Urząd wskazał też, że pomimo podobnej, żółto-czerwonej kolorystyki, znaki nie zostaną pomylone przez konsumentów. Co więcej, o różnicach pomiędzy nimi świadczy również to, że w jednym z oznaczeń zawarte jest określenie „master”, zaś w drugim – „masters”. Mastercard może jeszcze odwołać się od decyzji, która zapadła nie po myśli spółki.

    World Masters Games to multi-dyscyplinarne zawody sportowe odbywające się co cztery lata już od ponad 30 lat. W przyszłym roku będzie w nich uczestniczyć 25 tysięcy sportowców z ponad 100 krajów. 

    Dział: Aktualności
    środa, 24 sierpień 2016 09:47

    Autorskie wpadki YouTube’a

    Ochrona praw autorskich jest bardzo potrzebną instytucją. Pozwala bowiem autorom przeróżnych dzieł na uzyskiwanie z nich korzyści materialnych i przeciwdziałanie naruszeniom. Nie wszystko da się bowiem objąć ochroną urzędową, poprzez rejestrację znaku towarowego, patentu, czy wzoru przemysłowego. Czasem jednak taka ochrona postrzegana jest zdecydowanie zbyt szeroko.

    Przykładem na zbyt szerokie pojmowanie prawa autorskiego jest wykrywanie przez antypiracki system YouTube powszechnie znanych utworów, znajdujących się od dawna w domenie publicznej. Za przykład można tu podać kolędę „Cicha noc” jako utwór chroniony według YouTube’a prawem autorskim. Odpowiada za to system Content ID, który budzi wiele kontrowersji. Problem leży w tym, że prawa autorskie do niektórych utworów, w tym do wskazanej kolędy, dawno już wygasły, a więc stanowią już one część domeny publicznej. Nie przekonuje to jednak YouTube’a, który usuwa jako naruszenie praw autorskich nawet filmiki, w których nieprofesjonalny śpiewak wykonuje dany utwór. W jakiś czas po umieszczeniu filmiku na YouTube’ie przesyłana jest do użytkownika serwisu informacja, że swoim działaniem naruszył on prawa konkretnej wytwórni (często są to BMG, Warner/Chappell oraz Universal Music Publishing Group). Tego typu informację dostaje również rzekomy właściciel praw.

    W takim przypadku właściciel rzekomych praw może postąpić na trzy sposoby: nie zareagować, wnieść o usunięcie filmu lub zacząć czerpać dochód z reklam wyświetlanych podczas jego trwania reklam. Może się więc zdarzyć, że podmiot, któremu tak naprawdę nie przysługują prawa autorskie do danego utworu, zdecyduje się w nieuczciwy sposób na to ostatnie rozwiązanie i zacznie czerpać nienależne mu korzyści.

    Google uchyla się od komentowania błędów systemu wykrywania naruszeń praw autorskich w podległym mu portalu YouTube. Nie wiadomo, jak wielu tego typu przypadków potrzeba, by Google przyznało się do popełnienia błędu i nadmiernego zapału w poszukiwaniu naruszeń praw autorskich.

    Dział: Aktualności