Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    piątek, 09 grudzień 2016 08:56

    Elvis Juice IPA - król piwa

    Walki o naruszenie znaku towarowego prowadzone są zazwyczaj w tych samych lub podobnych sektorach gospodarki. Zdarza się jednak, że naruszenia dotyczą podmiotów o działalności zupełnie ze sobą niezwiązanej. Taka sytuacja miała miejsce zimą 2016 r., kiedy to zarządzająca posiadłością Elvisa Presleya spółka Elvis Presley Enterprises, Inc. z siedzibą w Memphis oskarżyła o naruszenie praw do znaku towarowego… szkocki browar Brew Dog.

    Brew Dog produkuje między innymi piwo Elvis Juice IPA. IPA to Indian Pale Ale, bardzo mocno wychmielone piwo o złotej lub miedzianej barwie i gorzkawym, rześkim smaku. Aby wyróżnić swoje piwo na rynku, browar Brew Dog postanowił najwyraźniej skojarzyć je z postacią Króla Rock&Rolla. Mowa oczywiście o nieżyjącym gwiazdorze, Elvisie Presleyu. Piosenkarz o charakterystycznym stylu i fryzurze, na koncertach którego masowo mdlały kobiety, zmarł w 1977 r., w swojej posiadłości nazwanej Graceland, w Memphis w stanie Tennessee. Nie przeszkadza to w używaniu jego imienia dla oznaczania różnego typu produktów i usług, niekoniecznie rzeczywiście z nim powiązanych.

     Chociaż towary i usługi oferowane przez oba podmioty znacznie się różnią, spółka spadkobierców Elvisa może mieć trochę racji. Aktualnie popularne są bowiem kooperacje przedsiębiorców z różnych dziedzin lub łączone akcje marketingowe. Co więcej, chociaż samo używanie przez producenta piwa „Elvis” można ewentualnie uzasadnić, to jednak pewien stopień nadal działających skojarzeń z nieżyjącym muzykiem może budzić wątpliwości co do stopnia współpracy pomiędzy oboma podmiotami.

    Najciekawszy jest jednak finał tej historii. Właściciele browaru, James Watt and Martin Dickie, oficjalnie zmienili imiona na „Elvis”, aby móc tłumaczyć, że piwo zostało tak naprawdę nazwane na ich cześć.

    Dział: Aktualności

    Stosowanie znaków towarowych innych firm w reklamie jako słowa kluczowego to drażliwy temat dla właścicieli praw własności przemysłowej. Trudno właściwie powiedzieć, gdzie w takiej sytuacji zaczyna się naruszenie znaku towarowego i kto za nie odpowiada. Reklamodawca, agencja reklamowa, a może właściciel przeglądarki internetowej? Właścicielom znaków towarowych w takiej sytuacji pomaga orzecznictwo, które powoli określa, jakich typów roszczeń, od kogo i kiedy mogą dochodzić. W szczególności ma to miejsce w przypadku reklamy wykupowanej, głównie przez Google Adwords, usługę najpopularniejszej w Polsce przeglądarki – Google.

    W podobnej sprawie ścierały się ostatnio dwie spółki działające na terytorium Wielkiej Brytanii, Victoria Plum Limited i Victorian Plumbing Ltd. Obie spółki zajmują się sprzedażą wyposażenia łazienek i działają na brytyjskim rynku pod bardzo podobnymi nazwami od 2001 r., zarówno off-, jak i on-line. To współistnienie stało się problematyczne, gdy Victorian Plumbing zaczęła używać znaków towarowych Victoria Plum w ramach PPC, strategii reklamowej pay-per-click. Victoria Plum stwierdziła, że to naruszenie jej znaku towarowego, ponieważ był on używany w reklamach przekierowujących do strony Victorian Plumbing, która pojawiała się w wyniku dynamicznego wstawiania słów kluczowych, usługi reklamowej Google.

    Rozpoznający sprawę brytyjski sąd zastosował badanie opisane przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie Google France, uznając, że przeciętny użytkownik internetu będzie skłonny uwierzyć, że towary i usługi, o której mowa w reklamie, pochodzą od Victoria Plum lub firmy z nią ekonomicznie powiązanej. W związku z tym, reklama została uznana za wpływającą na jedną z kluczowych funkcji znaku towarowego, wskazania pochodzenia towarów lub usług.

    Warto zauważyć, że podobieństwo między dwiema nazwami firm czyni ten spór raczej wyjątkowym. Do tej pory w podobnych sporach na terytorium poszczególnych państw Unii Europejskiej chodziło zazwyczaj o używanie słów kluczowych zupełnie odmiennych od nazwy korzystających z nich przedsiębiorcy, a identycznych ze znakiem towarowym drugiej strony. Każdy przypadek będzie jednak zależał od jego szczególnych okoliczności faktycznych, więc przed rozpoczęciem działań w sprawie naruszenia przepisów ważne jest, aby dokładnie rozważyć, czy działania drugiej strony mogą negatywnie wpływać na funkcję wskazania pochodzenia znaku towarowego.

    Dział: Aktualności
    czwartek, 13 październik 2016 14:17

    Włoska spółka atakuje USA

    Włoska firma optyczna Luxottica wygrała właśnie pierwszą rundę sporu przeciwko sklepowi w Atlancie w USA na tle naruszenia praw do znaku towarowego. Luxottica wniosła powództwo przeciwko Greenbriar Marketplace’s jeszcze w 2015 r. Jego przedmiotem było oferowanie w dwóch lokalizacjach towarów opatrzonych podrobionym znakiem towarowym. Znak ten to „Ray-Ban”, jedna z flagowych marek okularów korekcyjnych i przeciwsłonecznych oferowanych przez Luxotticę. Najpopularniejsze modele tych okularów to „Wayfarer” oraz „Aviator”. Te ostatnie zostały rozsławione filmem „Top Gun”, w którym grany przez Toma Cruise’a porucznik Pete "Maverick" Mitchell często ma na nosie właśnie model Ray-Ban 3025.

    Okulary marki Ray-Ban są przedmiotem pożądania wielu ceniących sobie jakość lub luksus  konsumentów, jednak nie wszyscy chcą za nie płacić niemałą cenę. Na tym chciał skorzystać właściciel sklepu Greenbriar Marketplace’s, umieszczając w swojej ofercie podróbki Ray-Banów. Takie działanie nie spodobało się Luxottice, która posiada prawa nie tylko do znaków towarowych „Ray-Ban”, ale też „Oakley” czy popularnego również w Polsce „Vogue Eyewear”. W wyniku wszczętego postępowania amerykańska policja zajęła ponad 15 tysięcy sztuk okularów opatrzonych podrobionym znakiem towarowym.

    Nie wiadomo póki co, gdzie zostały wyprodukowane podrobione okulary i czy było ich więcej. Niestety, smutne prawdopodobieństwo wskazuje na to, że ich miejscem pochodzenia mogły być Chiny, skąd na europejski i amerykański rynek trafia najwięcej podróbek towarów znanych i luksusowych marek. Co ciekawe, nierzadko towary takie pochodzą z tych samych fabryk, w których produkuje się oryginały. Właściciele fabryk, chcąc w nieuczciwy sposób „dorobić” do oficjalnego wynagrodzenia, wytwarzają nieco więcej produktów, niż obejmowało zamówienie, sprzedając je później na czarnym rynku za ułamek ceny.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 29 sierpień 2016 09:57

    Amerykański plagiat polskiego utworu

    Niestety rzadko zdarza się, żeby polskie piosenki czy teledyski do nich zyskały sławę zagranicą. Tym razem ktoś chyba obejrzał – i to niejeden raz – klip do utworu „The Fib” zespołu Rysy. Teledysk ten został w 2015 r. nagrodzony Grand Prix Festiwalu Polskich Wideoklipów „Yach Film”. Jak się okazuje, klip padł ofiarą plagiatu, a połasił się na niego amerykański raper Russ.

    W nagrodzonym teledysku oryginalnie występuje młoda aktorka Zofia Wichłacz, znana widzom z „Miasta 44”, polskiego filmu wojennego w reżyserii Jana Komasy, którego premiera miała miejsce 19 września 2014 r., zaś za jego reżyserię zabrał się Filip Załuska. Klip został opublikowany w serwisie Youtube jesienią 2015 r., po czym obejrzało go blisko 500 tysięcy osób. Pokazywano go także na polskich oraz zagranicznych festiwalach, w tym w USA.

    Klip do piosenki „The Fib” najwyraźniej spodobał się nie tylko jury festiwalu Yach Film, ale i amerykańskiemu raperowi występującemu pod pseudonimem Russ. Pół roku temu ukazał się w sieci jego teledysk ilustrujący utwór „Losin Control”, obejrzany obecnie 4,5 miliona razy. Edgar Esteves, reżyser klipu do niego, skopiował polską wersję niemal jeden do jednego. Identyczne są opowiedziana w nim historia pary młodych ludzi, rozpoczynająca się w nocy na opuszczonym parkingu, jak i sposób oświetlenia poszczególnych kadrów czy kąt rejestrowania obrazu z kamery. Studio Papaya Films odpowiedzialne za produkcję teledysku grupy Rysy zapowiada w związku z tym podjęcie kroków prawnych, ze względu na naruszenie praw autorskich, w tym żądanie usunięcia amerykańskiego wideo z sieci oraz odszkodowania. 

    Dział: Prawo autorskie
    czwartek, 07 lipiec 2016 15:07

    JUST DO IT czy JUST BRING IT?

    Nike, gigant na rynku odzieży sportowej, często patronuje różnorodnym ważnym wydarzeniom z dziedziny sportu. Tym razem jednak spółka, używająca logo z charakterystyczną „łyżwą”, gra przeciwko sportowcom. W czerwcu 2016 r. Nike wniosła powództwo oparte o naruszenie praw do znaku towarowego przeciwko spółce World Wrestling Entertainment, Inc. Ta ostatnia złożyła bowiem wniosek w amerykańskim urzędzie patentowym o rejestrację znaku towarowego „JUST BRING IT”, między innymi dla ubrań i obuwia.

    Takie oznaczenie wybitnie nie spodobało się potentatowi na rynku odzieży sportowej. Nike posiada bowiem własny znak towarowy „JUST DO IT”, często wykorzystywany w reklamach marki, również w tych z udziałem znanych sportowców. Zdaniem spółki, rejestracja i wykorzystywanie na rynku oznaczenia „JUST BRING IT”, ze względu na jego podobną konstrukcję do znaku towarowego Nike, mogłoby wprowadzić konsumentów w błąd co do pochodzenia towarów nim opatrzonych. Takie działania mogłyby też przynieść Nike szkody finansowe oraz spowodować rozwodnienie charakteru odróżniającego znaku „JUST DO IT”. Mógłby to też być sygnał dla innych podmiotów, że mogą używać na rynku bez konsekwencji podobnych oznaczeń.

    Nike nie pierwszy raz działa w podobnej sprawie. Spółka wniosła już wiele sprzeciwów w różnych państwach przeciwko zgłoszeniom znaków „JUST DO IT” lub ich wariacji. Jednym z takich znaków było zgłoszone w USA oznaczenie „JUST JESU IT”. Hasło „JUST DO IT”, pomimo tego, że samo w sobie nie ma szczególnie silnego charakteru odróżniającego, nabrało go ze względu na szeroki zakres jego używania w kampaniach reklamowych przez markę Nike. Ta cecha nazywana jest wtórnym charakterem odróżniającym i często pomaga przedsiębiorcom chronić znaki już używane na rynku, które na początku ich wykorzystywania być może wcale nie zostałyby zarejestrowane jako znaki towarowe.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 20 czerwiec 2016 09:09

    Ray-Ban na wojennej ścieżce

    Co prawda kalendarzowe lato jeszcze się nie zaczęło, ale słońce przygrzewa coraz mocniej. Przed jego promieniami zaczynamy chować się okularami przeciwsłonecznymi. W obliczu bogactwa ich rodzajów dostępnych na rynku, czasem ciężko dokonać wyboru najmodniejszych i jednocześnie wygodnych oprawek. Dlatego też stałą popularnością cieszą się najbardziej klasyczne i proste modele. Jednym z nich jest oferowany pod marką Ray-Ban model Wayfarer. Marka ta należy do Luxottica Group, największej na świecie spółki zajmującą się produkcją okularów. Posiada ona licencje na używanie dla okularów znaków towarowych takich domów mody, jak Chanel, Burberry, Dolce & Gabbana, Prada czy Versace.

    Niedawno Luxottica Group pozwała właściciela innej marki modowej z siedzibą w Kalifornii, BCBG Max Azria, ze względu na naruszenie przez tę ostatnią praw do znaku towarowego „Wayfarer”. Do sądu w Los Angeles wpłynął pozew, w którym spółce zarzuca się nieuczciwe wykorzystanie zarejestrowanego znaku towarowego bez zgody jego właściciela, wprowadzanie konsumentów w błąd co do pochodzenia towaru, a także wykorzystywanie renomy i popularności znaku „Wayfarer”.

    Zdaniem właściciela praw do tego oznaczenia, spółka BCBG Max Azria chciała wykorzystać rozpoznawalność rynkową modelu charakterystycznych okularów Wayfarer. Takie działanie stanowi nie tylko naruszenie praw do takiego znaku, ale też czyn nieuczciwej konkurencji. Może też umożliwiać zaistnienie bezpodstawnego wzbogacenia na rzecz nieuczciwego podmiotu.

    Okulary Wayfarer to najpopularniejszy produkt marki Ray-Ban. Model ten powstał w 1952 r. i jest nieustannie popularny do dziś. Z tymi właśnie okularami najchętniej pokazują się celebryci i gwiazdy mody.

    Dział: Aktualności
    czwartek, 16 czerwiec 2016 08:55

    Chiński problem Michelin

    Chiny od dawna są kojarzone jako miejsce wielokrotnych naruszeń praw własności przemysłowej. Co prawda jeszcze w 2013 r. Pekin uchwalił nowe prawo znaków towarowych, aby rozprawić się z naruszeniami oraz zapewnić odpowiednie regulacje dla chińskich i zagranicznych właścicieli znaków towarowych, ale póki co nie dało to większych rezultatów w walce z naruszeniami praw własności przemysłowej.

    Ostatnio przed jednym z chińskich sądów toczył się spór z powództwa znanego na całym świecie producenta opon, Compagnie Générale des Etablissements Michelin. Główne znaki spółki to oznaczenie „Michelin” oraz znak słowno-graficzny zawierający w sobie postać białego ludzika z opon. Przedmiotem sporu było odkryte przez Michelin jeszcze w 2010 r. naruszenie jej praw. Chińska spółka Sen Tai Da Group Co, Ltd, będąca początkowo dystrybutorem produktów Michelin, używała oznaczeń „Cenchelyn” wykorzystywanych w połączeniu z szatą graficzną bardzo zbliżoną do tej znaków Michelin. Co więcej, spółka zarejestrowała znak towarowy „SEN QI LIN” pisany w chińskim alfabecie oraz domenę internetową cenchelyn.com. Spółka Michelin odkryła też, że Li Daowei, lokalny dealer Sentaidy, używał w sprzedaży opon Landsail produkowanych przez tę ostatnią oznaczenia Michelin pisanego znakami chińskiego alfabetu.

    Sąd rozpatrujący sprawę uznał wszystkie te działania za naruszenie praw do znaków towarowych i zasądził na rzecz Michelin odszkodowanie w wysokości 10.000 yuanów. Michelin odwołała się jednak w części od korzystnego dla niej wyroku. Okazało się to być dobrym ruchem, ponieważ chiński odpowiednik Sądu Najwyższego podwyższył kwotę odszkodowania do 500.000 yuanów.

    Pomimo zarówno zmian w chińskim prawie, jak i modyfikacji podejścia tamtejszych sądów do kwestii naruszeń praw do znaków towarowych, Chiny nadal pozostają w niechlubnej czołówce tego typu działań.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 13 czerwiec 2016 09:50

    Nieoficjalne wystąpienie

    Producent samochodów Toyota rozważa wniesienie powództwa ze względu na rzekome naruszenie praw do jego znaku towarowego w niedawnej oficjalnej kampanii anty-unijnej przeprowadzonej w Wielkiej Brytanii.

    Broszura,  przygotowana przez organizację Vote Leave, oficjalną grupę wzywającą mieszkańców Wielkiej Brytanii do głosowania w nadchodzącym referendum za wystąpieniem z Unii Europejskiej, wymieniała nazwy Airbus, Honda, Toyota, Unilever, GE i Nissan, będące zarejestrowanymi znakami towarowymi. Marki te zostały wymienione w sekcji, która wskazywała, ze przez regulacje prawne wprowadzone przez UE firmom prowadzącym działalność w Wielkiej Brytanii trudniej zatrudniać pracowników.

    We czwartek 9 czerwca Toyota wydała oficjalne oświadczenie o domniemanym  naruszeniu jej zarejestrowanych znaków towarowych. Chodziło zarówno o znaki słowne, jak i słowno-graficzne, w postaci logotypów. Zdaniem spółki, takie użycie jej oznaczeń może wprowadzać konsumentów w błąd, przez co uznają oni, że Toyota oficjalnie wspiera anty-unijną kampanię.  Firma dodała, że Toyota nie chce angażować się w kampanię i pozostawia wybór pozostania lub wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej Brytyjczykom. W związku z tym, spółka zdecydowanie sprzeciwia się nieuprawnionemu korzystaniu z jej nazwy i znaków towarowych w tego typu kampanii. Toyota wskazała jednak w oświadczeniu, że kontynuacja brytyjskiego członkostwa w UE będzie jej zdaniem najlepsza dla działań rynkowych i ich długoterminowej konkurencyjności.

    Referendum co do ewentualnego wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej odbędzie się 23 czerwca.

    Dział: Aktualności

    Po pięciu nieprzerwanych latach działania strony internetowej www.9to5google.com, skupiającej się na nowych technologiach internetowy gigant Google, którego nazwa znajduje się w domenie tej strony internetowej, uznał, że takie brzmienie domeny stanowi naruszenie jego praw do znaku towarowegoGoogle”. W międzyczasie, Google zakazał też właścicielom strony wykorzystywania w jej działaniach sieci AdSense, co do tej pory przynosiło im co miesiąc sześciocyfrowy zarobek.

    Ze względu na wysunięcie przez Google roszczeń, zawieszone zostało wyświetlanie na stronie reklam, z których otrzymywała ona przychód. Kiedy właściciele strony udali się do Google po informacje, zostali poinformowani o dokonywaniu rzekomego naruszenia. Wydaje się dziwne, że Google zdecydowało się na takie działania dopiero teraz, jako że strona pod taką domeną funkcjonowała bez przeszkód od pięciu lat i nawet uczestniczyła w wydarzeniach patronowanych lub przygotowywanych przez Google.

    W podobnej sytuacji, która wydarzyłaby się w Polsce, można by było wykorzystać przepisy dotyczące przedawnienia roszczeń. Zgodnie z nimi, roszczenia z tytułu naruszenia prawa ochronnego na znak towarowy ulegają przedawnieniu z upływem trzech lat, a bieg przedawnienia rozpoczyna się od dnia, w którym uprawniony dowiedział się o naruszeniu swego prawa ochronnego na znak towarowy i o osobie, która naruszyła to prawo. W takim wypadku przedsiębiorca, który zdawał sobie sprawę z tego, że ktoś inny podejmuje działania, które można uznać za naruszające prawa do znaku towarowego i nie zareagował na to w ciągu trzech lat, nie może w późniejszym czasie domagać się zaprzestania rzekomych naruszeń czy odszkodowania z tego tytułu.

    Dział: Aktualności