Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
środa, 27 wrzesień 2017 09:51

Ściganie z przygodami

Portal Chomikuj.pl, służący w zamyśle jako wirtualny dysk do przechowywania plików na własne potrzeby, jest obecnie owiany złą sławą ze względu na częste zarzuty dotyczące naruszania przez jego użytkowników praw autorskich do książek, filmów czy muzyki. Naruszenie stanowi tu nie samo korzystanie ze ściągniętych z innych kont materiałów, ale rozpowszechnianie ich dalej. Można by tego uniknąć, zabezpieczając hasłem swoje konto, tzw. „chomika”, które to hasło udostępniane byłoby tylko rodzinie czy najbliższym znajomym. W rzeczywistości jednak „chomiki” są w większości powszechnie dostępne, a pobierać z nich treści może każdy, kto chce.

Z tego powodu łamanie praw autorskich jest na Chomikuj.pl ścigane przez prawników podmiotów, do których naruszane prawa należą. Często kończy się na usunięciu spornych treści, jednak niektórzy właściciele praw w zamian za niewszczynanie przeciwko naruszycielom postępowania życzą sobie określoną sumę pieniędzy, w ramach zapłaty za koszty pomocy prawnej.

Jak się okazuje, nie każde ściganie użytkowników Chomikuj.pl jest jednak zgodne z przepisami lub skuteczne. Wydawnictwo Longpress od lat przegrywa przed sądami spory o prawa autorskie. Przedmiotem spraw było najczęściej udostępnianie na portalu podręczników Longpressu. W pismach przedprocesowych wydawnictwo naciskało na posiadaczy „chomików”, aby zapłacili na jego rzecz niemałe kwoty. Nie wszyscy oni zgadzali się jednak na takie „ugody”, zatem wydawnictwo zaczęło kierować sprawy do sądów i organów ścigania. Sądy wydały jednak wiele wyroków niekorzystnych dla wydawnictwa. Wskazywały w nich przykładowo, że w dacie wnoszenia pozwu wydawnictwo nie posiadało praw autorskich do podręcznika, że dyskusyjne jest założenie, iż wyrządzona szkoda jest równoważna wartości licencji, jak również, że wyliczenia poniesionej straty były błędne. Ściganie naruszeń nie idzie więc zawsze tak łatwo, jak mogłoby się wydawać.

Dział: Prawo autorskie
czwartek, 17 sierpień 2017 13:57

Avatar walczy nie tylko na Pandorze

Ten film Jamesa Camerona z 2009 r., stworzony w technice 3D, opowiadający o odbywającej się w przyszłości misji sparaliżowanego od pasa w dół żołnierza, którego jaźń w niebieskim ciele wyhodowanej hybrydy człowieka i kosmity zostaje wysłana na planetę Pandora, jest najbardziej dochodowym filmem w historii kina. Mowa oczywiście o super-popularnej produkcji „Avatar”. Teraz przez ten właśnie film ma kłopoty polska firma Digital Emotions.

Jej założyciel, Krzysztof Kieszkowski, stworzył technologię Avatar Live, przeznaczoną dla parków rozrywki. Bardziej znana poza Polską niż w jej granicach, technologia ta jest atrakcją jednego z największych parków rozrywki w Korei Południowej, Lotte World. Polega ona na wykorzystywaniu animowanej postaci sterowanej przez aktora, która może komunikować się z odwiedzającymi park rozrywki.

Digital Emotions otrzymała od producenta „Avatara”, wytwórni 20th Century Fox, list ostrzegawczy wzywający do zaprzestania używania nazwy „Avatar Live”. Miało to bowiem naruszać prawa wytwórni do znaku towarowego „Avatar”, zarejestrowanego między innymi dla usług rozrywkowych. Sprawa jest o tyle ciekawa, że technologia Avatar Live została pierwszy raz wykorzystana w 2000 r. na EXPO 2000 w Hannoverze, a więc na 9 lat przed wejściem na ekrany hollywoodzkiego hitu. Ponadto, samo słowo „awatar” jest szeroko wykorzystywane przez internetową społeczność, na określenie postaci reprezentującej daną osobę w świecie wirtualnym, na przykład w grze komputerowej. Słowo to ma również konkretne pochodzenie – w sanskrycie „avatāra” oznacza cielesną formę bóstwa. Polska firma najwyraźniej nie chciała jednak mieszać się w sądowe spory. Digital Emotions zgodziła się z roszczeniami 20th Century Fox i zmieniła nazwę technologii na „Virtual Puppet”.

Dział: Aktualności

Międzynarodowy dom mody Gucci od ponad pół wieku wysyła na wybieg swoje ubrania ozdobione pasem złożonym z mniejszych pasków w kolorze niebiesko-czerwono-niebieskim i zielono-czerwono-zielonym. Podobne wzory z podobnymi pasami są jednak obecnie sprzedawane przez Forever 21, młodzieżową markę odzieżową, która niedawno pojawiła się również w Polsce. Dlatego też Gucci oskarża markę o naruszenie znaku towarowego. Podobno  naśladownictwo jest formą pochlebstwa, jednak najwyraźniej nie wtedy, gdy w grę wchodzą miliony dolarów.

Forever 21 twierdzi, że projektanci marki użyli w swoim produkcie losowo wybranych niebiesko-czerwono-niebieskich pasków. Oba projekty kurtki będącej przedmiotem sporu rzeczywiście są jednak bardzo podobne. Wykonana z błyszczącego materiału w srebrnym kolorze kurtka w obu wersjach posiada przy rękawach, kołnierzu i na dolnym ściągaczu ten sam motyw pasów w identycznym ułożeniu i kolorystyce. Trudno więc uwierzyć, iż jest to rzeczywiście dzieło przypadku.

Nie jest to pierwszy bój domu mody Gucci o znak towarowy. Gucci bił się miedzy innymi z innym producentem odzieży z wyższej półki, amerykańską firmą Guess, o literę „G”, rzekomo kojarzoną i rozpoznawaną przez klientów z logo Gucci. Była ona również wykorzystywana do sygnowania kolekcji obuwia przez Guess. W 2012 r. zakończyła się nowojorska sprawa, w której wyroku sąd uznał roszczenia powoda, zobowiązując Guess do zapłaty odszkodowania. Natomiast sąd mediolański orzekł rok później na korzyść marki Guess, nakazując jednocześnie unieważnienie kilku włoskich znaków towarowych zastrzeżonych przez Gucci, w tym charakterystyczny symbol podwójnego „G”. 

Dział: Aktualności
wtorek, 11 lipiec 2017 10:27

Zaborczy Louis Vuitton

Nie można zaprzeczyć, że praktyki niektórych przedsiębiorców w zakresie własności intelektualnej bywają dość kontrowersyjne. Możliwość konfliktu na tym tle istnieje niestety zarówno dla posiadaczy praw własności intelektualnej, jak i tych, którzy bywają oskarżani o naruszenie praw własności intelektualnej. Nie dziwi zatem, że w mediach często pojawia się kwestia wykorzystywania praw własności intelektualnej nie tylko dla ich ochrony, ale też do usuwania konkurencji lub utrudniania jej działania. Niektóre ze związanych z tym terminów, na przykład "trolle patentowe", trafiły nawet do popularnych mediów.

Również w świecie znaków towarowych nie brakuje podobnych problemów. Zdarzają się bowiem na rynku firmy, szczególnie te większe i znane, które charakteryzują się hiper-agresywnym podejściem do obrony ich znaków towarowych, czasami nawet do granic absurdu. Właściciele znaków towarowych, w celu uniknięcia rozmycia ich znaków, muszą jednak kontrolować użycie tych oznaczeń na rynku. Biorąc to pod uwagę, łatwiej jest zrozumieć dlaczego właściciele znaków towarowych mogą czasami zdecydować, że agresja - we wszystkich przypadkach rzeczywistego lub możliwego naruszenia, niezależnie od kontekstu - jest czasem najlepszym podejściem zarówno do zaprzestania bieżących, jak i do powstrzymania przyszłych naruszeń praw do ich znaku towarowego.

Za przykład można podać tu Louis Vuitton, jedną z najbardziej znanych i cennych marek świata związanych ze światem mody, kiedy to jej właściciel postanowił zaatakować grupę studentów z amerykańskiej szkoły prawa U. Penn w USA w sprawie domniemanego niewłaściwego używania słynnego logo Louis Vuitton. Działaniem tym miało być wykorzystanie znaku towarowego Louis Vuitton na ulotkach reklamujących konwent z zakresu… prawa własności przemysłowej. Choć brzmi to zabawnie, ​​Louis Vuitton jest jedną z najbardziej podrabianych marek świata, w związku z czym nie dziwi, że jak Cerber pilnuje swoich znaków towarowych.

Dział: Aktualności
piątek, 09 grudzień 2016 08:56

Elvis Juice IPA - król piwa

Walki o naruszenie znaku towarowego prowadzone są zazwyczaj w tych samych lub podobnych sektorach gospodarki. Zdarza się jednak, że naruszenia dotyczą podmiotów o działalności zupełnie ze sobą niezwiązanej. Taka sytuacja miała miejsce zimą 2016 r., kiedy to zarządzająca posiadłością Elvisa Presleya spółka Elvis Presley Enterprises, Inc. z siedzibą w Memphis oskarżyła o naruszenie praw do znaku towarowego… szkocki browar Brew Dog.

Brew Dog produkuje między innymi piwo Elvis Juice IPA. IPA to Indian Pale Ale, bardzo mocno wychmielone piwo o złotej lub miedzianej barwie i gorzkawym, rześkim smaku. Aby wyróżnić swoje piwo na rynku, browar Brew Dog postanowił najwyraźniej skojarzyć je z postacią Króla Rock&Rolla. Mowa oczywiście o nieżyjącym gwiazdorze, Elvisie Presleyu. Piosenkarz o charakterystycznym stylu i fryzurze, na koncertach którego masowo mdlały kobiety, zmarł w 1977 r., w swojej posiadłości nazwanej Graceland, w Memphis w stanie Tennessee. Nie przeszkadza to w używaniu jego imienia dla oznaczania różnego typu produktów i usług, niekoniecznie rzeczywiście z nim powiązanych.

 Chociaż towary i usługi oferowane przez oba podmioty znacznie się różnią, spółka spadkobierców Elvisa może mieć trochę racji. Aktualnie popularne są bowiem kooperacje przedsiębiorców z różnych dziedzin lub łączone akcje marketingowe. Co więcej, chociaż samo używanie przez producenta piwa „Elvis” można ewentualnie uzasadnić, to jednak pewien stopień nadal działających skojarzeń z nieżyjącym muzykiem może budzić wątpliwości co do stopnia współpracy pomiędzy oboma podmiotami.

Najciekawszy jest jednak finał tej historii. Właściciele browaru, James Watt and Martin Dickie, oficjalnie zmienili imiona na „Elvis”, aby móc tłumaczyć, że piwo zostało tak naprawdę nazwane na ich cześć.

Dział: Aktualności

Stosowanie znaków towarowych innych firm w reklamie jako słowa kluczowego to drażliwy temat dla właścicieli praw własności przemysłowej. Trudno właściwie powiedzieć, gdzie w takiej sytuacji zaczyna się naruszenie znaku towarowego i kto za nie odpowiada. Reklamodawca, agencja reklamowa, a może właściciel przeglądarki internetowej? Właścicielom znaków towarowych w takiej sytuacji pomaga orzecznictwo, które powoli określa, jakich typów roszczeń, od kogo i kiedy mogą dochodzić. W szczególności ma to miejsce w przypadku reklamy wykupowanej, głównie przez Google Adwords, usługę najpopularniejszej w Polsce przeglądarki – Google.

W podobnej sprawie ścierały się ostatnio dwie spółki działające na terytorium Wielkiej Brytanii, Victoria Plum Limited i Victorian Plumbing Ltd. Obie spółki zajmują się sprzedażą wyposażenia łazienek i działają na brytyjskim rynku pod bardzo podobnymi nazwami od 2001 r., zarówno off-, jak i on-line. To współistnienie stało się problematyczne, gdy Victorian Plumbing zaczęła używać znaków towarowych Victoria Plum w ramach PPC, strategii reklamowej pay-per-click. Victoria Plum stwierdziła, że to naruszenie jej znaku towarowego, ponieważ był on używany w reklamach przekierowujących do strony Victorian Plumbing, która pojawiała się w wyniku dynamicznego wstawiania słów kluczowych, usługi reklamowej Google.

Rozpoznający sprawę brytyjski sąd zastosował badanie opisane przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie Google France, uznając, że przeciętny użytkownik internetu będzie skłonny uwierzyć, że towary i usługi, o której mowa w reklamie, pochodzą od Victoria Plum lub firmy z nią ekonomicznie powiązanej. W związku z tym, reklama została uznana za wpływającą na jedną z kluczowych funkcji znaku towarowego, wskazania pochodzenia towarów lub usług.

Warto zauważyć, że podobieństwo między dwiema nazwami firm czyni ten spór raczej wyjątkowym. Do tej pory w podobnych sporach na terytorium poszczególnych państw Unii Europejskiej chodziło zazwyczaj o używanie słów kluczowych zupełnie odmiennych od nazwy korzystających z nich przedsiębiorcy, a identycznych ze znakiem towarowym drugiej strony. Każdy przypadek będzie jednak zależał od jego szczególnych okoliczności faktycznych, więc przed rozpoczęciem działań w sprawie naruszenia przepisów ważne jest, aby dokładnie rozważyć, czy działania drugiej strony mogą negatywnie wpływać na funkcję wskazania pochodzenia znaku towarowego.

Dział: Aktualności
czwartek, 13 październik 2016 14:17

Włoska spółka atakuje USA

Włoska firma optyczna Luxottica wygrała właśnie pierwszą rundę sporu przeciwko sklepowi w Atlancie w USA na tle naruszenia praw do znaku towarowego. Luxottica wniosła powództwo przeciwko Greenbriar Marketplace’s jeszcze w 2015 r. Jego przedmiotem było oferowanie w dwóch lokalizacjach towarów opatrzonych podrobionym znakiem towarowym. Znak ten to „Ray-Ban”, jedna z flagowych marek okularów korekcyjnych i przeciwsłonecznych oferowanych przez Luxotticę. Najpopularniejsze modele tych okularów to „Wayfarer” oraz „Aviator”. Te ostatnie zostały rozsławione filmem „Top Gun”, w którym grany przez Toma Cruise’a porucznik Pete "Maverick" Mitchell często ma na nosie właśnie model Ray-Ban 3025.

Okulary marki Ray-Ban są przedmiotem pożądania wielu ceniących sobie jakość lub luksus  konsumentów, jednak nie wszyscy chcą za nie płacić niemałą cenę. Na tym chciał skorzystać właściciel sklepu Greenbriar Marketplace’s, umieszczając w swojej ofercie podróbki Ray-Banów. Takie działanie nie spodobało się Luxottice, która posiada prawa nie tylko do znaków towarowych „Ray-Ban”, ale też „Oakley” czy popularnego również w Polsce „Vogue Eyewear”. W wyniku wszczętego postępowania amerykańska policja zajęła ponad 15 tysięcy sztuk okularów opatrzonych podrobionym znakiem towarowym.

Nie wiadomo póki co, gdzie zostały wyprodukowane podrobione okulary i czy było ich więcej. Niestety, smutne prawdopodobieństwo wskazuje na to, że ich miejscem pochodzenia mogły być Chiny, skąd na europejski i amerykański rynek trafia najwięcej podróbek towarów znanych i luksusowych marek. Co ciekawe, nierzadko towary takie pochodzą z tych samych fabryk, w których produkuje się oryginały. Właściciele fabryk, chcąc w nieuczciwy sposób „dorobić” do oficjalnego wynagrodzenia, wytwarzają nieco więcej produktów, niż obejmowało zamówienie, sprzedając je później na czarnym rynku za ułamek ceny.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 29 sierpień 2016 09:57

Amerykański plagiat polskiego utworu

Niestety rzadko zdarza się, żeby polskie piosenki czy teledyski do nich zyskały sławę zagranicą. Tym razem ktoś chyba obejrzał – i to niejeden raz – klip do utworu „The Fib” zespołu Rysy. Teledysk ten został w 2015 r. nagrodzony Grand Prix Festiwalu Polskich Wideoklipów „Yach Film”. Jak się okazuje, klip padł ofiarą plagiatu, a połasił się na niego amerykański raper Russ.

W nagrodzonym teledysku oryginalnie występuje młoda aktorka Zofia Wichłacz, znana widzom z „Miasta 44”, polskiego filmu wojennego w reżyserii Jana Komasy, którego premiera miała miejsce 19 września 2014 r., zaś za jego reżyserię zabrał się Filip Załuska. Klip został opublikowany w serwisie Youtube jesienią 2015 r., po czym obejrzało go blisko 500 tysięcy osób. Pokazywano go także na polskich oraz zagranicznych festiwalach, w tym w USA.

Klip do piosenki „The Fib” najwyraźniej spodobał się nie tylko jury festiwalu Yach Film, ale i amerykańskiemu raperowi występującemu pod pseudonimem Russ. Pół roku temu ukazał się w sieci jego teledysk ilustrujący utwór „Losin Control”, obejrzany obecnie 4,5 miliona razy. Edgar Esteves, reżyser klipu do niego, skopiował polską wersję niemal jeden do jednego. Identyczne są opowiedziana w nim historia pary młodych ludzi, rozpoczynająca się w nocy na opuszczonym parkingu, jak i sposób oświetlenia poszczególnych kadrów czy kąt rejestrowania obrazu z kamery. Studio Papaya Films odpowiedzialne za produkcję teledysku grupy Rysy zapowiada w związku z tym podjęcie kroków prawnych, ze względu na naruszenie praw autorskich, w tym żądanie usunięcia amerykańskiego wideo z sieci oraz odszkodowania. 

Dział: Prawo autorskie
czwartek, 07 lipiec 2016 15:07

JUST DO IT czy JUST BRING IT?

Nike, gigant na rynku odzieży sportowej, często patronuje różnorodnym ważnym wydarzeniom z dziedziny sportu. Tym razem jednak spółka, używająca logo z charakterystyczną „łyżwą”, gra przeciwko sportowcom. W czerwcu 2016 r. Nike wniosła powództwo oparte o naruszenie praw do znaku towarowego przeciwko spółce World Wrestling Entertainment, Inc. Ta ostatnia złożyła bowiem wniosek w amerykańskim urzędzie patentowym o rejestrację znaku towarowego „JUST BRING IT”, między innymi dla ubrań i obuwia.

Takie oznaczenie wybitnie nie spodobało się potentatowi na rynku odzieży sportowej. Nike posiada bowiem własny znak towarowy „JUST DO IT”, często wykorzystywany w reklamach marki, również w tych z udziałem znanych sportowców. Zdaniem spółki, rejestracja i wykorzystywanie na rynku oznaczenia „JUST BRING IT”, ze względu na jego podobną konstrukcję do znaku towarowego Nike, mogłoby wprowadzić konsumentów w błąd co do pochodzenia towarów nim opatrzonych. Takie działania mogłyby też przynieść Nike szkody finansowe oraz spowodować rozwodnienie charakteru odróżniającego znaku „JUST DO IT”. Mógłby to też być sygnał dla innych podmiotów, że mogą używać na rynku bez konsekwencji podobnych oznaczeń.

Nike nie pierwszy raz działa w podobnej sprawie. Spółka wniosła już wiele sprzeciwów w różnych państwach przeciwko zgłoszeniom znaków „JUST DO IT” lub ich wariacji. Jednym z takich znaków było zgłoszone w USA oznaczenie „JUST JESU IT”. Hasło „JUST DO IT”, pomimo tego, że samo w sobie nie ma szczególnie silnego charakteru odróżniającego, nabrało go ze względu na szeroki zakres jego używania w kampaniach reklamowych przez markę Nike. Ta cecha nazywana jest wtórnym charakterem odróżniającym i często pomaga przedsiębiorcom chronić znaki już używane na rynku, które na początku ich wykorzystywania być może wcale nie zostałyby zarejestrowane jako znaki towarowe.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 20 czerwiec 2016 09:09

Ray-Ban na wojennej ścieżce

Co prawda kalendarzowe lato jeszcze się nie zaczęło, ale słońce przygrzewa coraz mocniej. Przed jego promieniami zaczynamy chować się okularami przeciwsłonecznymi. W obliczu bogactwa ich rodzajów dostępnych na rynku, czasem ciężko dokonać wyboru najmodniejszych i jednocześnie wygodnych oprawek. Dlatego też stałą popularnością cieszą się najbardziej klasyczne i proste modele. Jednym z nich jest oferowany pod marką Ray-Ban model Wayfarer. Marka ta należy do Luxottica Group, największej na świecie spółki zajmującą się produkcją okularów. Posiada ona licencje na używanie dla okularów znaków towarowych takich domów mody, jak Chanel, Burberry, Dolce & Gabbana, Prada czy Versace.

Niedawno Luxottica Group pozwała właściciela innej marki modowej z siedzibą w Kalifornii, BCBG Max Azria, ze względu na naruszenie przez tę ostatnią praw do znaku towarowego „Wayfarer”. Do sądu w Los Angeles wpłynął pozew, w którym spółce zarzuca się nieuczciwe wykorzystanie zarejestrowanego znaku towarowego bez zgody jego właściciela, wprowadzanie konsumentów w błąd co do pochodzenia towaru, a także wykorzystywanie renomy i popularności znaku „Wayfarer”.

Zdaniem właściciela praw do tego oznaczenia, spółka BCBG Max Azria chciała wykorzystać rozpoznawalność rynkową modelu charakterystycznych okularów Wayfarer. Takie działanie stanowi nie tylko naruszenie praw do takiego znaku, ale też czyn nieuczciwej konkurencji. Może też umożliwiać zaistnienie bezpodstawnego wzbogacenia na rzecz nieuczciwego podmiotu.

Okulary Wayfarer to najpopularniejszy produkt marki Ray-Ban. Model ten powstał w 1952 r. i jest nieustannie popularny do dziś. Z tymi właśnie okularami najchętniej pokazują się celebryci i gwiazdy mody.

Dział: Aktualności
© 2012-2017