Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
poniedziałek, 21 sierpień 2017 08:35

Google walczy o zachowanie znaku towarowego

Czy określenie „google” jest zbyt ogólne i jako takie nie jest godne ochrony, jaką daje rejestracja znaku towarowego? Odpowiedź na to pytanie musi znaleźć Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych.

Słowa takie jak teleprompter, termos, czy aspiryna były kiedyś zarejestrowanymi znakami towarowymi. Straciły jednak ten status, gdy ich nazwy stały się zbyt ogólne i zostały uznane za nazwy generyczne, wskazujące po prostu na istotę danego przedmiotu.

Sprawa tocząca się przed amerykańskim Sądem Najwyższym została póki co wygrana przez Google w sądzie niższej instancji. Pozew, od którego się zaczęła, wskazuje, że „Google” nie powinno już być znakiem towarowym, ponieważ słowo „google” w języku angielskim jest synonimem hasła „szukać w internecie”. Zgodnie z nim, nie ma słowa innego niż czasownik „to google”, który określa przeszukiwanie internetu za pomocą dowolnej wyszukiwarki. Jest to prawdopodobnie jedna z najważniejszych w ostatnim czasie spraw dotyczących amerykańskich znaków towarowych, zaraz obok rozpatrywanej w czerwcu tego roku sprawy obraźliwych znaków towarowych.

Spór dotyczący znaku towarowego „Google” rozpoczął się w 2012 r., kiedy Chris Gillespie zarejestrował 763 nazwy domen, które łączą nazwę „google” z innymi słowami, w tym na przykład „googledonaldtrump.com”. Firma Google złożyła skargę dotyczącą cyberprzestępczości w ramach ujednoliconej zasady rozstrzygania sporów w zakresie nazw domen i zgłosiła też naruszenie praw do znaku towarowego. Google wygrał, a zespół arbitrażowy rozpatrujący sprawę zarządził przepadek domen. Gillespie pozwał następnie Google w celu unieważnienia znaku towarowego. W ubiegłym roku amerykański sąd apelacyjny stwierdził, że gigant wyszukiwania zachowuje swój znak towarowy, nawet jeśli termin „to google” stał się znany dla wyszukiwania internetu. Jednym z powodów jest fakt, że Google nie jest tylko wyszukiwarką.

Dział: Aktualności
środa, 18 maj 2016 14:21

Zielony robot przed sądem

Android to jeden z najpopularniejszych systemów operacyjnych na świecie. Co się z tym wiąże, producent Androida, gigant internetowy Google, uzyskuje z tego faktu ogromne pieniądze. Z tej puli najwyraźniej chciałby też skorzystać jego konkurent, Oracle.

Oracle oskarżył przed sądem Google, że ta ostatnia spółka wykorzystała w swoim systemie oznaczonym postacią zabawnego, zielonego robota, 37 elementów interfejsu oprogramowania Java, pochodzącego właśnie od Oracle. Obecnie Oracle przedstawił przed sądem wyliczenia na iście kosmiczne kwoty. Przychód został wyliczony z aktywacji 3 miliardów urządzeń obsługiwanych przez system Android i wyniósł 42 miliardy dolarów, z czego sam zysk to połowa tej kwoty, 21 miliardów. Ze względu na te wyliczenia, przy uwzględnieniu szacunków ekspertów Oracle, iż każdego dnia na świecie użytkownicy aktywują 200 tysięcy urządzeń z Androidem, Orcale żąda od Google niemałego odszkodowania.

Tak duże spory toczą się zazwyczaj w przypadku naruszeń praw do patentów. Tutaj przedmiotem są prawa autorskie do oprogramowania. Google idzie w zaparte, że nie dokonał naruszenia. Spółka twierdzi, że będąca przedmiotem sporu Java jest oprogramowaniem wolnym, z którego każdy może korzystać bezpłatnie. Co ciekawe, to już drugie sądowe podejście w tej sprawie. Choć w pierwszej części procesu sąd zadecydował, że prawa autorskie Oracle zostały naruszone, to jednak niesprecyzowany w sprawie został dozwolony użytek. W związku z tym, sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia.

Dział: Aktualności

Po pięciu nieprzerwanych latach działania strony internetowej www.9to5google.com, skupiającej się na nowych technologiach internetowy gigant Google, którego nazwa znajduje się w domenie tej strony internetowej, uznał, że takie brzmienie domeny stanowi naruszenie jego praw do znaku towarowegoGoogle”. W międzyczasie, Google zakazał też właścicielom strony wykorzystywania w jej działaniach sieci AdSense, co do tej pory przynosiło im co miesiąc sześciocyfrowy zarobek.

Ze względu na wysunięcie przez Google roszczeń, zawieszone zostało wyświetlanie na stronie reklam, z których otrzymywała ona przychód. Kiedy właściciele strony udali się do Google po informacje, zostali poinformowani o dokonywaniu rzekomego naruszenia. Wydaje się dziwne, że Google zdecydowało się na takie działania dopiero teraz, jako że strona pod taką domeną funkcjonowała bez przeszkód od pięciu lat i nawet uczestniczyła w wydarzeniach patronowanych lub przygotowywanych przez Google.

W podobnej sytuacji, która wydarzyłaby się w Polsce, można by było wykorzystać przepisy dotyczące przedawnienia roszczeń. Zgodnie z nimi, roszczenia z tytułu naruszenia prawa ochronnego na znak towarowy ulegają przedawnieniu z upływem trzech lat, a bieg przedawnienia rozpoczyna się od dnia, w którym uprawniony dowiedział się o naruszeniu swego prawa ochronnego na znak towarowy i o osobie, która naruszyła to prawo. W takim wypadku przedsiębiorca, który zdawał sobie sprawę z tego, że ktoś inny podejmuje działania, które można uznać za naruszające prawa do znaku towarowego i nie zareagował na to w ciągu trzech lat, nie może w późniejszym czasie domagać się zaprzestania rzekomych naruszeń czy odszkodowania z tego tytułu.

Dział: Aktualności
© 2012-2017