Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    wtorek, 25 kwiecień 2017 14:05

    Facebook ograniczony we Włoszech

    Facebook zawiesza funkcję udostępniania lokalizacji po wniesieniu we Włoszech pozwu dotyczącego oskarżenia o naruszenie praw autorskich. Spółka zarządzająca najpopularniejszym portalem internetowym zawiesiła udostępnianie informacji o lokalizacji we Włoszech po tym, jak w ubiegłym roku mediolański sąd uznał, że gigant sieci społecznościowej naruszył prawo konkurencji i prawa autorskie, skutecznie kopiując podobną aplikację lokalnego twórcy.

    Włoska firma projektująca oprogramowanie, Business Competence, wniosła pozew w 2013 r.,  wskazując, że funkcja Facebooka kopiuje jej aplikację Faround, która pomaga użytkownikom znaleźć znajomych z Facebooka zamieszkałych w okolicy. ​​Facebook wystartował z podobną funkcją dopiero kilka miesięcy później, podczas gdy Faround został włączony do użytkowania w 2012 r. Spółka zarzucała, że ​​obie aplikacje były bardzo podobne w ich funkcjach i ogólnym układzie.

    Sąd nakazał Facebookowi zawiesić we Włoszech wykorzystywanie spornej aplikacji lub zapłatę kwoty w wysokości 5000 euro dziennie z powodu naruszenia praw autorskich i popełniania czynów nieuczciwej konkurencji. Facebook próbował żądać zawieszenia nakazu, czekając na rozstrzygnięcie sprawy, ale jego wniosek został odrzucony przez sąd w grudniu ubiegłego roku. Przedstawiciele Facebooka nie zgadzają się z postanowieniem sądu, jednak postanowili wdrożyć aktualnie obowiązujące na terytorium Włoch zabezpieczenie. Facebook może jeszcze pocieszać się, że finalnie, po rozpatrzeniu całości materiału dowodowego, sąd może zmienić zdanie i uznać, że żadnego naruszenia nie było.

    Dział: Aktualności
    środa, 04 styczeń 2017 11:41

    Reklama alkoholu na Facebooku

    W polskim prawie reklama alkoholu, za wyjątkiem – na określonych warunkach – piwa,  jest z zasady zakazana. Mówi o tym chociażby ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Nie znaczy to jednak, że producenci czy sprzedawcy napojów o wysokiej zawartości alkoholu nie próbują obejść tak sformułowanych przepisów. Wiadomo bowiem, że reklama jest dźwignią handlu i często najprostszą drogą do zapoznania się konsumentów z nowym na rynku produktem.

    Takich działań na portalu społecznościowym Facebook próbowała też firma Ambar, produkująca Cydr Lubelski. Spółka Ambar umieściła na fanpage’u swojego produktu na Facebooku wizerunek butelki Cydru Lubelskiego Miodowego wraz ze znakiem towarowym jako zawodnika na bieżni w towarzystwie hasła „Miodzio wynik”. Spowodowało to wpłynięcie do Komisji Etyki Reklamy skargi, w której wskazano, że takie przedstawienie alkoholowego produktu sugeruje, że dzięki piciu alkoholu osiąga się lepsze wyniki sportowe. Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi zabrania zaś łączenia napojów alkoholowych ze sprawnością fizyczną czy sportem. Ambra twierdziła, że jej post z butelką cydru miał kojarzyć się raczej z kibicowaniem sportowcom na Igrzyskach Olimpijskich niż z samym uprawianiem sportu.

    Nie jest to pierwsza próba gry w kotka i myszkę pomiędzy producentami i sprzedawcami alkoholu wysokoprocentowego a urzędnikami na tle reklamy na polskim rynku. Najbardziej chyba znaną taką akcję stanowi emitowana pod koniec lat 90. reklama „łódki Bols”, wywołująca skojarzenie z wódką o tej samej nazwie. To właśnie emisja reklamy udziału jachtu o nazwie „Bols” w regatach Bols Sport & Travel była powodem nowelizacji przepisów ustawy, która obecnie zredagowana jest w bardziej restrykcyjnej formie.

    Dział: Aktualności
    piątek, 30 grudzień 2016 15:36

    Czy tak ochronisz swoje zdjęcia na Facebooku?

    Tak miłe momenty jak Święta Bożego Narodzenia czy Nowy Rok dobrze uwiecznić na zdjęciach. Te fotografie często umieszczane są na portalach społecznościowych, aby podzielić się nimi z przyjaciółmi. Nierzadko na portalu Facebook pojawiają się także łańcuszki wklejane na tablice użytkowników, a dotyczące praw autorskich do zamieszczanych treści, głównie właśnie zdjęć.

    Jest w nich mowa jest o tym, że na komercyjne wykorzystanie materiałów zamieszczonych na Facebooku, takich jak zdjecia czy filmy, potrzebna jest pisemna zgoda użytkownika danego konta.  Niestety, całe to ogłoszenie nie ma najmniejszego sensu, mimo powołania się na konwencję berneńską o ochronie dzieł literackich i artystycznych. Celem autora notki jest zabezpieczenie się przed utratą praw autorskich i komercyjnym wykorzystaniem tego wszystkiego, co zazwyczaj jest wklejane na tablice użytkowników najbardziej znanego portalu społecznościowego, a więc zdjęć, rysunków czy informacji prywatnych. Należy jednak zauważyć, że w momencie założenia konta na Facebooku nowy użytkownik akceptuje regulamin serwisu.

    Z regulaminu wynika jednak, że Facebook Inc. może używać wszystkich materiałów publikowanych na tak zwanych "ścianach" użytkowników serwisu. Taki zapis ma na celu zapewnienie spółce praw do przechowywania, kopiowania i przenoszenia prywatnych informacji użytkowników Facebooka. Teoretycznie prywatne wpisy mogłyby więc być wykorzystane chociażby w kampanii reklamowej portalu, ale jest to mało prawdopodobne, ze względu na kwestie zwiazane z wynikłym z tego negatywnym PR-em. Kluczowe jest jednak to, że żadne oświadczenie składane na tablicy na Facebooku, czy nawet złożone u notariusza, nie moze unieważnić akceptacji regulaminu podczas aktywacji konta. Jedynym sposobem rozwiązania umowy założenia konta na Facebooku, a przez to wykorzystywania zawartych tam danych, jest anulowanie tego konta. Facebook będzie jednak nadal posiadał prawa do materiałów, które zostały udostępnione w czasie wykorzystywania konta.

    Jest więc jasne, że oświadczenie wklejone na portalu społecznościowym nie obroni nikogo przed zaakceptowanym przekazaniem praw autorskich. Niestety, nie widać wszyscy użytkownicy tego typu portali zdają sobie z tego sprawę.

    Dział: Aktualności

    Gale sportowe odbywają się w najróżniejszych miejscach na świecie, dlatego najczęściej oglądamy je w telewizji. Obecnie nie jest to jednak jedyna forma, w jakiej może odbywać się na żywo transmisja takiego widowiska. Inną możliwość stanowi transmitowanie dźwięku i obrazu przez internet. Z takiej formy skorzystała ostatnio Telewizja Polsat, nadając na żywo galę KSW 37 (KSW - Konfrontacja Sztuk Walki), której gwiazdami mieli być znany strongman Mariusz Pudzianowski i Paweł „Popek” Rak, kontrowersyjny założyciel zespołu hip-hopowego Gang Albanii. Za dostęp do transmisji w systemie pay-per-view należało zapłacić 40 zł. Nie wszyscy oglądający dokonali jednak płatności. Jak się okazało, część oglądających nielegalnie transmitowała galę dalej, w tym poprzez usługę Facebook Live.

    Cyfrowy Polsat oszacował, że najpopularniejsza nieoryginalna transmisja została obejrzana przez 230 tysięcy osób. Teraz telewizja chce dochodzić swoich praw od osób, które rozpowszechniały galę KSW bez jej zgody. Bezprawne rozpowszechnianie cudzych utworów jest bowiem niezgodne z prawem i może prowadzić do ponoszenia zarówno odpowiedzialności cywilnej, jak i karnej. Takie działanie, jak to dokonane przez osoby naruszające monopol Polsatu na transmisję KSW 37, stanowi naruszenie praw pokrewnych, wskazanych w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

    Polsat może teraz zaangażować się w postępowanie cywilne, w którym będzie mógł dochodzić odpowiednio wyliczonego odszkodowania. Wadą takiego postępowania jest jednak to, że telewizja sama będzie musiała zidentyfikować personalia osób prowadzących nieoficjalną transmisję. Podmioty takie, jak Facebook, szczególnie te zagraniczne, niechętnie zaś ujawniają w takich sprawach dane swoich użytkowników. Alternatywą jest droga karna, w które to na organach ścigania będzie leżał ten niewygodny obowiązek. Tak czy inaczej, sprawa ta może być precedensem. W Polsce nie prowadzono bowiem jeszcze postępowania przeciwko osobie, która naruszyła prawa autorskie, korzystając z usługi Facebook Live.

    Dział: Prawo autorskie
    czwartek, 08 wrzesień 2016 10:01

    Nie będzie „face book” w Chinach

    Chiny to ogromne państwo bardzo znane na całym świecie. Niestety, nie tylko ze względu na Chiński Mur czy Zakazane Miasto, ale i - pod względem własności przemysłowej – na ogromną liczbę naruszeń praw do znaków towarowych. Jednym z rodzajów takich naruszeń jest brand squatting. Znaczy to mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów.

    Raczej liberalne prawo rejestracji w tym kraju znaków towarowych nie ułatwia ograniczenia nieuczciwego procederu. Odpowiedzialny za rejestrację znaków towarowych urząd nie weryfikuje bowiem, czy zagraniczne marki rejestrowane jako tego typu oznaczenia mają w ogóle cokolwiek wspólnego ze zgłaszającym je do ochrony podmiotem. Pechowo dla prawowitych właścicieli znaków towarowych zarejestrowanych w Europie czy w USA, w Chinach liczy się głównie, kto dany znak pierwszy raz zarejestrował, a nie kto tego znaku do tej pory używał i wypracował jego renomę.

    O swoje znaki na terytorium Chin ciężko musi walczyć portal społecznościowy Facebook. Pomimo, że portal ten nie działa w Państwie Środka – jest zablokowany przez rząd, to naruszenia jego oznaczenia są nagminne. Pod koniec lata 2016 r. Facebook wygrał przed chińskim sądem spór dotyczący unieważnienia kilku znaków towarowych „face book”, zgłoszonych dla różnego typu towarów, w tym spożywczych. Sąd rozpatrujący spór uznał, że podmiot zgłaszający znaki działał z oczywistą intencją nieuczciwego wykorzystania popularnego oznaczenia, a jego działania naruszyły zasady moralne. Pojęcie złej wiary, choć istnieje w prawie chińskim, jest jednak rzadko wykorzystywane. Być może obecnie zaczyna się coś w tej kwestii zmieniać.

    Dział: Aktualności
    wtorek, 10 maj 2016 15:24

    Spór społecznościowy

    Brand squatting znaczy mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów. Jest to proceder, którym  szczególnie często parają się Chińczycy. Powoduje to dość liberalne prawo rejestracji w tym kraju znaków towarowych, gdzie odpowiedzialny za to urząd nie weryfikuje, czy zagraniczne marki rejestrowane jako tego typu oznaczenia mają w ogóle cokolwiek wspólnego ze zgłaszającym je do ochrony podmiotem. Pechowo dla prawowitych właścicieli znaków towarowych zarejestrowanych w Europie czy w USA, w Chinach liczy się głównie, kto dany znak pierwszy raz zarejestrował, a nie kto tego znaku do tej pory używał i wypracował jego renomę.

    Z tego względu, wyegzekwowanie w Państwie Środka ochrony swojego oznaczenia bywa bardzo trudne, nawet dla dużych koncernów. W tym miesiącu przekonała się o tym spółka Apple, która przed pekińskim sądem przegrała bój o oznaczanie przez krajowy podmiot torebek damskich marką „IPHONE”. Istnieją jednak również wyjątki od tej niechlubnej prawidłowości. W maju 2016 r. spór przed sądem w Pekinie wygrał właściciel najpopularniejszego portalu społecznościowego, Facebooka.

    Przedmiotem sporu była rejestracja na rzecz chińskiej spółki Zhongshan Pearl River znaku towarowego „Facebook”. Sąd rozpatrujący spór uznał, że podmiot ten działał z oczywistą intencją nieuczciwego wykorzystania popularnego oznaczenia, a jego działania naruszyły zasady moralne. W chińskim orzecznictwie tworzy się najwyraźniej nowy trend, zbliżony do zasad prawnych stosowanych w innych krajach. Co ciekawe, sądowa batalia toczyła się tak naprawdę o znak towarowy - widmo. Portal Facebook w Chinach bowiem nie działa, jest zablokowany przez rząd.

    Dział: Aktualności