Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    poniedziałek, 16 styczeń 2017 11:07

    Brand squatting w Chinach

    Brand squatting znaczy mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów. Brand squatting polega na rejestracji znaku towarowego będącego zagraniczną marką i tym samym na uniemożliwieniu jej późniejszego wejścia na dany rynek. Jest to bardzo popularna metoda działania w Chinach, gdzie przepisy dotyczące własności przemysłowej są skonstruowane w taki sposób, że liczy się tylko i wyłącznie, kto dany znak pierwszy raz zgłosił do rejestracji, a nie kto tego znaku używał i z czym się on powszechnie kojarzy. Ostatnio problem z tą tendencją miał australijski producent wina.

    Jedna z najstarszych australijskich marek wina, Treasury Wine Estates, po wejściu na chiński rynek zorientowała się że jedna z jej nazw, „Penfold”, tłumaczona na chiński jako „Ben Fu”,  jest już zarejestrowana jako znak towarowy. Aby można więc było legalnie dystrybuować wino na terenie Chin, trzeba by było odkupić prawa do znaku. Australijska spółka wdała się jednak w spór przed sądem, który właśnie wygrała. Znak, który jej przeszkadzał, został unieważniony.

    Jak widać, australijski producent wina znalazł trafne rozwiązanie. Jednakże problem brand squattingu w Chinach istnieje i nie należy go lekceważyć. Jest to szczególnie ważne dla zagranicznych przedsiębiorców, którzy chcą rozszerzyć swoją działalność na terytorium Państwa Środka. Może się bowiem okazać, że nazwa ich produktu jest tam już zajęta.

    Dział: Aktualności

    Brand squatting polega na rejestracji znaku towarowego będącego zagraniczną marką i tym samym na uniemożliwieniu jej późniejszego wejścia na dany rynek. Jest to bardzo popularna metoda działania w Chinach, gdzie przepisy dotyczące własności przemysłowej są skonstruowane w taki sposób, że liczy się tylko i wyłącznie, kto dany znak pierwszy raz zgłosił do rejestracji, a nie kto tego znaku używał i z czym się on powszechnie kojarzy. Brand squatting znaczy więc mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów.

    Zagraniczni właściciele znaków towarowych na wszystkie sposoby próbują walczyć w Chinach z tym zjawiskiem. Co ciekawe, czasami obraca się to jednak przeciwko nim. Chiński sąd wydał ostatnio wyrok, z którego wynika, że to właściwie właściciel popularnej marki New Balance, służącej do oznaczania butów sportowych, powinien zapłacić odszkodowanie chińskiemu przedsiębiorcy posługującemu się podobnym oznaczeniem.

    Sprawę rozpoczęło powództwo Zhou Lelun przeciwko New Balance, spółce istniejącej na rynku od 1906 r. Jego przedmiotem było używanie na chińskim rynku przez tę ostatnią właśnie znaku „New Balance”. Zdaniem powoda, stanowiło to naruszenie jego praw do zarejestrowanego znaku towarowego „Xinbailun”. Słowo „xin” to chiński odpowiednik „new”, zaś „bailun” to chińska wymowa słowa „balance”. Taki znak został przez przedsiębiorcę zarejestrowany w 2008 r. Chiński sąd zasądził od New Balance odszkodowanie w wysokości 98 milionów yuanów. Odwołanie od wyroku nie dało pozytywnego dla New Balance rozwiązania. Specyfika chińskiego prawa znaków towarowych polega na tym, że jest ono oparte na prawie pierwszeństwa rejestracji, niezależnie od tego, przez kogo zostało wymyślone i wypromowane oryginalne oznaczenie. 

    Dział: Aktualności
    wtorek, 10 maj 2016 15:24

    Spór społecznościowy

    Brand squatting znaczy mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów. Jest to proceder, którym  szczególnie często parają się Chińczycy. Powoduje to dość liberalne prawo rejestracji w tym kraju znaków towarowych, gdzie odpowiedzialny za to urząd nie weryfikuje, czy zagraniczne marki rejestrowane jako tego typu oznaczenia mają w ogóle cokolwiek wspólnego ze zgłaszającym je do ochrony podmiotem. Pechowo dla prawowitych właścicieli znaków towarowych zarejestrowanych w Europie czy w USA, w Chinach liczy się głównie, kto dany znak pierwszy raz zarejestrował, a nie kto tego znaku do tej pory używał i wypracował jego renomę.

    Z tego względu, wyegzekwowanie w Państwie Środka ochrony swojego oznaczenia bywa bardzo trudne, nawet dla dużych koncernów. W tym miesiącu przekonała się o tym spółka Apple, która przed pekińskim sądem przegrała bój o oznaczanie przez krajowy podmiot torebek damskich marką „IPHONE”. Istnieją jednak również wyjątki od tej niechlubnej prawidłowości. W maju 2016 r. spór przed sądem w Pekinie wygrał właściciel najpopularniejszego portalu społecznościowego, Facebooka.

    Przedmiotem sporu była rejestracja na rzecz chińskiej spółki Zhongshan Pearl River znaku towarowego „Facebook”. Sąd rozpatrujący spór uznał, że podmiot ten działał z oczywistą intencją nieuczciwego wykorzystania popularnego oznaczenia, a jego działania naruszyły zasady moralne. W chińskim orzecznictwie tworzy się najwyraźniej nowy trend, zbliżony do zasad prawnych stosowanych w innych krajach. Co ciekawe, sądowa batalia toczyła się tak naprawdę o znak towarowy - widmo. Portal Facebook w Chinach bowiem nie działa, jest zablokowany przez rząd.

    Dział: Aktualności
    piątek, 06 maj 2016 07:48

    Chińska przegrana Apple

    Nie ulega wątpliwości, że Apple z zacietrzewieniem broni swoich praw do wynalazków, wzornictwa czy znaków towarowych. Szerokim echem w technologicznym półświatku odbijały się poczynania spółki z Cupertino, zastrzegającej dla siebie kształt kwadratu z zaokrąglonymi rogami, pozywającej małych przedsiębiorców ze względu na nikłe podobieństwo nazw lub oznaczeń albo skuteczne blokowanie dystrybucji produktów konkurencji na dużych rynkach. Jak się okazało, taka praktyka ma obosieczne ostrze.

    Chińska firma Xintong Tiandi, już w 2007 roku bez problemów zarejestrowała w tamtejszym urzędzie nazwę „IPHONE” dla torebek i innych wyrobów skórzanych. Dystrybucję skórzanych dodatków pod tą nazwą usiłowała jej uniemożliwić spółka Apple, składając pozew o naruszenie praw do znaku towarowego w sądzie w Pekinie. Sąd jednak uznał, że prawo stoi po stronie Xintong Tiandi. Wskazał, że spółka Apple nie udowodniła, że „IPHONE” był już powszechnie znanym znakiem towarowym w Chinach w momencie dokonywania zgłoszenia przez chińskiego pozwanego przedsiębiorcę. W maju 2016 r. potwierdził to również sąd apelacyjny, do którego Apple wniosła odwołanie.

    Jak widać, czasami walka o posiadaną własność przemysłową może zakończyć się niekorzystnie nawet dla globalnego potentata. W szczególności na rynku chińskim, na którym niestety brand squatting, polegający na rejestracji znaku towarowego będącego zagraniczną marką i tym samym na uniemożliwieniu jej późniejszego wejścia na dany rynek, to chleb powszedni. Jest to w Chinach bardzo popularna metoda działania, jako że tamtejsze przepisy dotyczące własności przemysłowej są skonstruowane w taki sposób, że liczy się tylko i wyłącznie, kto dany znak pierwszy raz zgłosił do rejestracji, a nie kto tego znaku używał i z czym się on powszechnie kojarzy.

    Dział: Aktualności
    czwartek, 07 kwiecień 2016 18:44

    Beyoncé przed sądem

    Pomimo co chwila obwieszczanych kryzysów, nasz konsumpcjonizm ma się nadzwyczaj dobrze. Zarówno ten internetowy, jak i odbywający się w centrach handlowych handel, kwitnie. Do wyboru mamy mnóstwo sklepów oferujących mniej lub bardziej podobny asortyment. Sprzedawcy, którzy chcieliby, aby ich klienci kupowali więcej i więcej dobrze zaś wiedzą, że nic tak nie podnosi sprzedaży, jak opatrzenie danego towaru nazwiskiem lub wizerunkiem gwiazdy.

    Najwyraźniej w ten właśnie sposób pomyśleli właściciele marki Feyoncé, wybierając taką, a nie inną nazwę. Używanie oznaczenia zbyt podobnego do pseudonimu artystycznego gwiazy pop, Beyoncé, stało się przedmiotem wniesionego przez nią w tym miesiącu przed amerykański sąd powództwa. W pozwie, oprócz naruszenia praw do zarejestrowanego znaku towarowego, artystka zarzuca spółce sprzedającej ubrania i dodatki pod nazwą Feyoncé również dokonywanie czynów nieuczciwej konkurencji. Trudno bowiem ukryć, że marka niemal wprost nawiązuje do imienia artystki, tym bardziej, że od niedawna ubrania marki Feyoncé opatrzone są również dopiskiem „He put a ring on it”, będącym niemal dosłownym cytatem z hitu wokalistki „Single ladies (put a ring on it)”.

    Podobna sytuacja miała miejsce jakiś czas temu w przypadku innej gwiazdy pop, Rihanny. Brytyjska marka TopShop wykorzystywała bez zgody artystki jej wizerunek i pseudonim sceniczny między innymi na koszulkach. Londyński sąd rozpatrujący sprawę przyznał w styczniu 2015 r. rację gwieździe i porównał wykorzystywanie wizerunku gwiazdy pop na koszulkach do nieuprawnionego posługiwania się znanym i popularnym znakiem towarowym. Jest to całkiem trafne porównanie, ponieważ zazwyczaj jedno i drugie działanie ma na celu zwiększenie własnej sprzedaży cudzym kosztem.

    Dział: Aktualności
    poniedziałek, 14 marzec 2016 22:16

    Sztuki walki o znak towarowy

    Choć animacje to filmy przeznaczone dla dzieci, bardzo często oglądają je również dorośli. Z tego powodu dublują się zyski dystrybutorów i producentów filmu. Co więcej, dorośli, którym dana animacja się spodobała, być może chętniej ulegną namowom swoich latorośli, aby nabyć im zabawki czy inne gadżety związane z tą bajką. Produkcja i sprzedaż tego typu gadżetów stanowi bardzo lukratywną branżę. Koszt produkcji zabawek czy akcesoriów jest bowiem relatywnie niski, co czyni zysk wyższym, ze względu na naliczanie wysokiej marży.

    Znaczna część filmowych akcesoriów jest obecnie produkowana w Chinach. Państwo to jest również niestety znane z brandsquattingu. Zjawisko to polega na rejestrowaniu domen internetowych czy znaków towarowych na rzecz podmiotów, które nie mają żadnych powiązań z konkretnym oznaczeniem, ani też żadnych praw do niego.

    Tej sztuczki próbował ostatnio podmiot, który chciał zgłosić w Chinach znak towarowy „Kung Fu Panda”, prawdopodobnie w związku ze światową zbliżającą się premierą kolejnej części animacji o gapowatym misiu ćwiczącym sztuki walki, „Kung Fu Panda 3”. Działanie to zostało jednak powstrzymane w chińskim sądzie. Co ciekawe, producent filmu wygrał nie ze względu na posiadane prawa do znaków towarowych, ale udowadniając prawa do oznaczeń ze względu na używanie ich na terytorium Chin w merchandisingu, a więc między innymi dla filmowych gadżetów. 

    Dział: Aktualności
    czwartek, 27 sierpień 2015 17:39

    Chińska filia czy ukradziony znak towarowy?

    Brand squatting znaczy mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów.

    Brand squatting polega na rejestracji znaku towarowego będącego zagraniczną marką i tym samym na uniemożliwieniu jej późniejszego wejścia na dany rynek. Jest to bardzo popularna metoda działania w Chinach, gdzie przepisy dotyczące własności przemysłowej są skonstruowane w taki sposób, że liczy się tylko i wyłącznie, kto dany znak pierwszy raz zgłosił do rejestracji, a nie kto tego znaku używał i z czym się on powszechnie kojarzy. Ostatnio problem z tą tendencją miał były koszykarz Michael Jordan. W lipcu 2015 r. spór sportowca z Qiaodan Sport, produkującą buty sportowe z wizerunkiem jego sylwetki, numerem na boisku – 23 i chińskim odpowiednikiem nazwiska, Qiaodan, skończył się przegraną Jordana w ostatniej instancji.

    Teraz na rynek weszła chińska spółka z Szenzen o nazwie Goldman Sachs Financial Leasing Co. Jej nazwa jest niemal identyczna z nazwą amerykańskiego giganta finansowego, Goldman Sachs Group Inc. Jak na taką sytuację zareaguje oryginał zza oceanu, jeszcze nie wiadomo. Całkiem prawdopodobne, że sprawa zostanie rozstrzygnięta przed sądem. W przypadku chińskiego wymiaru sprawiedliwości wyrok może wcale nie być jednak oczywisty.

    wtorek, 01 październik 2013 09:26

    Brand squatting w Chinach

    Brand squatting znaczy mniej więcej tyle, co zajmowanie "na dziko" znaków towarowych. Pierwotnie squaty były opuszczonymi budynkami lub lokalami, zajętymi przez nielegalnych lokatorów.

    Brand squatting polega na rejestracji znaku towarowego będącego zagraniczną marką i tym samym na uniemożliwieniu jej późniejszego wejścia na dany rynek. Jest to bardzo popularna metoda działania w Chinach, gdzie przepisy dotyczące własności przemysłowej są skonstruowane w taki sposób, że liczy się tylko i wyłącznie, kto dany znak pierwszy raz zglosił do rejestracji, a nie kto tego znaku używał i z czym się on powszechnie kojarzy. Ostatnio problem z tą tendencją mają dystrybutorzy win.

    W taki sposób został potraktowany francuski producent win  „Chateau Listran”. Po wejściu na chiński rynek okazało się że nazwa „Listran” jest zarejestrowana jako słowny znak towarowy.

    Aby można więc było legalnie dystrybuować wino na terenie Chin, trzeba by było odkupić prawa do znaku za sumę wahającą się w granicach 20 tysięcy euro, gdyż tyle życzył sobie rejestrowy właściciel znaku. Jednakże prezes „Chateau Listran”,  Zhao Dan postanowił zrobić co innego – zamiast odkupować znak, zmienił nazwę i zarejestrował nowy znak „Chateau L'estran”. Tym samym koszty uzyskania prawa do takiego znaku towarowego spadły do tysiąca euro, a więc samych opłat urzędowych, a wino już podbija kubki smakowe chińskich miłośników win.

    Jak widać, dystrubutorzy win znaleźli trafne rozwiązanie. Jednakże problem w Chinach istnieje i nie należy go lekceważyć.

    W taki sposób został potraktowany francuski producent win  „Chateau Listran”. Po wejściu na chiński rynek okazało się że nazwa „Listran” jest zarejestrowana jako słowny znak towarowy.

    Aby można więc było legalnie dystrybuować wino na terenie Chin, trzeba by było odkupić prawa do znaku za sumę wahającą się w granicach 20 tysięcy euro, gdyż tyle życzył sobie rejestrowy właściciel znaku. Jednakże prezes „Chateau Listran”,  Zhao Dan postanowił zrobić co innego – zamiast odkupować znak, zmienił nazwę i zarejestrował nowy znak „Chateau L'estran”. Tym samym koszty uzyskania prawa do takiego znaku towarowego spadły do tysiąca euro, a więc samych opłat urzędowych, a wino już podbija kubki smakowe chińskich miłośników win.

    Jak widać, dystrubutorzy win znaleźli trafne rozwiązanie. Jednakże problem w Chinach istnieje i nie należy go lekceważyć.