Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
Aktualności
wtorek, 16 maj 2017 15:05

Zła wiara przed sądem

Napisała

1 lipca 2010 r. spółka sindustrysurf, SL dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia słowno-graficznego unijnego znaku towarowego „Air Hole Face Masks You Idiot”, głównie dla odzieży termoaktywnej oraz gier. 26 lipca 2013 r. skarżąca, Airhole Facemasks, Inc., złożyła w EUIPO wniosek o unieważnienie prawa do tego znaku towarowego dla wszystkich towarów, dla których został on zarejestrowany. Z jednej strony skarżąca twierdziła, że zakwestionowany znak towarowy został zarejestrowany na rzecz sindustrysurf pod jej własnym imieniem bez zgody skarżącej, gdyż wyrażona przez nią zgoda ograniczała się wyłącznie do dokonania zgłoszenia na rzecz skarżącej. Ponadto na sindustrysurf jako agencie lub przedstawicielu skarżącej ciążył ogólny obowiązek lojalności względem skarżącej i jej interesów handlowych, a zatem nie mogła ona w żaden sposób uzasadnić wystąpienia o rejestrację zakwestionowanego znaku towarowego na swoją rzecz. Z drugiej strony skarżąca podnosiła, że sindustrysurf działała w złej wierze w momencie dokonywania zgłoszenia zakwestionowanego znaku towarowego na swoją rzecz.

Wydział Unieważnień unieważnił prawo do zakwestionowanego znaku towarowego w całości, jednak spółka odwołała się od decyzji. Izba Odwoławcza EUIPO uwzględniła odwołanie. Wskazała, że w jej ocenie nie istnieje żaden dowód na istnienie między stronami stosunku „agenta/przedstawiciela”, ponieważ skarżąca nie wyjaśniła, w jaki sposób umowa dystrybucji zawarta w 2009 r., przed ustanowieniem skarżącej, między Endeavor Snowboards Inc. a sindustrysurf mogła wykazywać istnienie takiego stosunku. Sprawa trafiła przed Sądu UE, który w maju 2017 r. wydał wyrok.

Sąd przypomniał, iż system unijnego znaku towarowego opiera się na zasadzie, że prawo wyłączne przyznawane jest pierwszemu zgłaszającemu. Zgodnie z tą zasadą znak może zostać zarejestrowany jako unijny znak towarowy tylko w takim zakresie, w jakim nie stoi temu na przeszkodzie wcześniejszy znak towarowy. Ponadto, to na podmiocie wnoszącym o unieważnienie prawa do znaku towarowego ciąży obowiązek wykazania okoliczności pozwalających stwierdzić, że właściciel unijnego znaku towarowego działał w złej wierze w chwili dokonania zgłoszenia tego znaku towarowego. Do celów oceny zaistnienia po stronie zgłaszającego złej wiary należy wziąć pod uwagę wszystkie istotne czynniki właściwe w danym przypadku i istniejące w chwili dokonywania zgłoszenia oznaczenia do rejestracji w charakterze unijnego znaku towarowego, a w szczególności: okoliczność, że zgłaszający wiedział lub powinien wiedzieć, iż osoba trzecia używa w co najmniej jednym państwie członkowskim oznaczenia identycznego z oznaczeniem zgłoszonym do rejestracji lub do złudzenia do niego podobnego w odniesieniu do identycznych lub podobnych towarów lub usług; zamiar uniemożliwienia przez zgłaszającego dalszego używania takiego oznaczenia przez osobę trzecią; stopień ochrony prawnej, z której korzystają oznaczenie osoby trzeciej i oznaczenie zgłoszone do rejestracji.

poniedziałek, 15 maj 2017 10:46

Fałszywe opłaty (znak towarowy)

Napisała

Znak towarowy to przywilej dla przedsiębiorcy, który dzięki rejestracji może otrzymać monopol na używanie dla konkretnych towarów czy usług danego oznaczenia. Takie oznaczenie może być słowne, graficzne, albo też stanowić mix tych cech. Za rejestrację znaku towarowego trzeba jednak uiścić odpowiednią opłatę, zależną od przepisów państwa, w którym chcemy chronić nasz znak. Wpłata kosztów zgłoszenia czy rejestracji powinna wpłynąć  na konto odpowiedniego urzędu. W Polsce takie opłaty pobiera Urząd Patentowy RP. Jeżeli zgłaszamy zaś znak w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej, przelew powinien zostać wysłany na jego konto. Podobnie jest zazwyczaj z innymi urzędami różnych państw.

Przedsiębiorcy rejestrujący znaki towarowe otrzymują jednak od jakiegoś czasu mnóstwo fałszywych faktur czy wezwań do zapłaty, które opiewają na różne kwoty opłat związanych z rejestracją znaku towarowego. Takie pseudo-dokumenty są często łudząco podobne do oficjalnej urzędowej korespondencji. Oszuści używają między innymi oficjalnie wyglądających nazw i podszywają się pod realnie istniejące instytucje, jak na przykład Ogólnopolski Rejestr Firm.

Trzeba mieć jednak świadomość, że urzędowe pisma powinny zawierać sygnaturę sprawy, odpowiednie oznaczenia, a także personalia urzędnika zajmującego się sprawą. W razie wątpliwości, przed dokonaniem wpłaty kwoty widniejącej na „fakturze” na wskazane w niej konto bankowe, lepiej skontaktować się z urzędem, który potwierdzi taką konieczność. Może się też okazać, że takie pismo wale nie pochodzi z urzędu, ale jest nieuczciwym sposobem na zarobek zupełnie innego podmiotu. Problem ten dotyczy w szczególności podmiotów, które dokonują zgłoszeń bardzo wielu oznaczeń. Sprawa jest o tyle trudna, że późniejsze wyegzekwowanie utraconych pieniędzy jest w praktyce bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.

piątek, 12 maj 2017 10:51

Znak towarowy a efekt techniczny

Napisała

W 1999 r. spółka Yoshida dokonała w EUIPO zgłoszenia dwóch graficznych znaków towarowych w postaci dwóch symboli graficznych w kropki, głównie dla przyborów gospodarstwa domowego. Ekspert odrzucił wspomniane zgłoszenia ze względu na to, że rozpatrywane oznaczenia pozbawione były jakiegokolwiek charakteru odróżniającego. W następstwie uchylenia przez Izbę Odwoławczą jednej z decyzji odmownych, ekspert odstąpił 11 lipca 2002 r. od zastrzeżeń wobec drugiego zgłoszenia do rejestracji. Przedmiotowe znaki towarowe zostały zarejestrowane w dniach 25 września 2002 r. i 16 kwietnia 2003 r.

10 lipca 2007 r. spółki Pi-Design, Bodum France i Bodum  Logistics wniosły o unieważnienie praw do tych znaków, jednak Wydział Unieważnień oddalił wnioski. Spółki odwołały się od tych decyzji, zaś Izba Odwoławcza zgodziła się z odwołaniami i uchyliła decyzje Wydziału Unieważnień. Sprawa trafiła przed Sąd UE, a później przed Trybunał Sprawiedliwości UE, który 11 maja 2017r. wydał wyrok.

Trybunał wskazał, że spółka  Yoshida, która poprzestała w istocie na wskazaniu, że sporne oznaczenia zawierają istotne elementy dekoracyjne i odróżniające, nie oparła swojej argumentacji na zawartych w aktach sprawy dokumentach, które umożliwiłyby dowiedzenie w oczywisty sposób, iż Sąd przeinaczył w toku sprawy okoliczności faktyczne i dowody, nie wywodząc z nich, że szczególna konfiguracja całości czarnych kropek wystarczająco wyraźnie wykazywała charakter ozdobny, aby można je było uznać za znaczący element spornych oznaczeń niemający charakteru funkcjonalnego.

Trybunał podkreślił również, że ograniczając podstawę odmowy rejestracji do oznaczeń tworzonych „wyłącznie” przez kształt towaru „niezbędny” do uzyskania efektu technicznego, prawodawca słusznie uznał, iż każdy kształt towaru jest w pewnym sensie funkcjonalny, a w konsekwencji zakazanie rejestracji kształtu towaru jako znaku towarowego tylko z tego względu, że wykazuje on cechy użytkowe, byłoby niewłaściwe. Dzięki wyrażeniom „wyłącznie” i „niezbędny” wspomniany przepis zapewnia, że rejestracji nie podlegają jedynie te kształty towaru, które są wyłącznie wyrazem zastosowanego rozwiązania technicznego i których rejestracja w charakterze znaku towarowego rzeczywiście utrudniłaby stosowanie danego rozwiązania technicznego przez inne przedsiębiorstwa. Taka rejestracja nazbyt ograniczałaby bowiem możliwości konkurentów w zakresie wprowadzenia na rynek kształtów towaru, które stanowią realizację tego samego rozwiązania technicznego.

czwartek, 11 maj 2017 10:54

Czy rzeczywiście Polski Tydzień?

Napisała

Mnogość sieci sklepów i supermarketów zmusza ich właścicieli do konkurowania nie tylko za pomocą oferty cenowej, ale też poprzez rozszerzanie gamy oferowanych towarów. Często szczególnie duże sieci sklepów proponują więc swoim klientom czasową ofertę specjalną, na przykład dotyczącą produktów charakterystycznych dla różnych państw. Taką promocję przygotowuje również sieć Lidl. Co jakiś czas sklepy tej sieci proponują szczególnie artykuły żywnościowe, które kojarzone są z kuchnią Włoch, Hiszpanii, Francji czy innych krajów. Ostatnio jednak Lidl podpadł stowarzyszeniu Klub Jagielloński ofertą … tygodnia polskiego.

Stowarzyszenie złożyło skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na wprowadzoną teraz przez Lidl ofertę „Tygodnia Polskich Marek”. Zdaniem organizacji, promowane w jego toku produkty wprowadzają konsumentów w błąd, ponieważ część z nich wcale nie jest produkowana przez polskich przedsiębiorców. Za przykład Klub Jagielloński podaje czekoladki Ptasie Mleczko, wodę Żywiec czy wędliny marki Sokołów. Rzeczywiście, produkty te, choć kojarzą się na trwałe z Polską, na przykład Ptasie Mleczko ze znaną firmą E. Wedel, są produkowane przez międzynarodowe koncerny. Wodę Żywiec butelkuje bowiem koncern Danone, Ptasie Mleczko to produkt japońsko-koreańskiej formy Lotte, a zakłady Sokołów kontroluje duńska spółka Danish Crown.

Klub Jagielloński powołuje się w swoich działaniach na przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, które mówią, iż czynem nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy jest  reklama wprowadzająca klienta w błąd i mogąca wpłynąć na jego decyzję co do nabycia towaru lub usługi.

To, że producent danego przysmaku już nie jest rdzennie polski, często pozostaje poza świadomością konsumentów. Przejęcia marek produktów nie zawsze są owiane medialnym szumem, nie zawsze słychać też o sprzedaży znaku towarowego, który często przechodzi przez ręce kilku podmiotów, wraz z możliwością produkcji danego towaru. 

środa, 10 maj 2017 10:57

Spór o jednorożca

Napisała

Niewielka kawiarenka w Nowym Jorku weszła ostatnio w spór z kawowym gigantem – siecią Starbucks. Firma The End Brooklyn w złożonym przed sądem pozwie oskarża Starbucks o naruszenie praw do znaku towarowego, twierdząc, że kolorowy napój Unicorn  Frappuccino niedawno wprowadzony przez sieć ma nazwę zbyt podobną do Unicorn Latte, przysmaku oferowanego przez The End Brooklyn.

Kawiarnia The End Brooklyn zaczęła sprzedawać Unicorn Latte w grudniu ubiegłego roku. W styczniu 2017 r. jej właściciel złożył wniosek do amerykańskiego urzędu patentowego o rejestrację znaku towarowego w postaci nazwy napoju. Starbucks wypuścił Unicorn Frappuccino na rynek, jako ofertę limitowaną, w kwietniu bieżącego roku. Słodki napój o efektownych kolorach szybko zyskał znaczną uwagę mediów i konsumentów. Co prawda oba napoje są podobne, ponieważ nie zawierają kawy, ale – zdaniem The End Brooklyn – znajdują się również na przeciwnych końcach spektrum zdrowego odżywiania. Unicorn Latte składa się bowiem z takich składników, jak daktyle, imbir, orzechy nerkowca czy algi. Pozew wskazuje zaś, że napój większego konkurenta składa się głównie z mleka i sztucznych substancji słodzących.

Nowojorska kawiarnia zarzuca też kawowemu imperium, że oferowanie Unicorn Frappuccino stanowi czyn nieuczciwej konkurencji. Oba napoje mają bardzo podobną kolorystykę, a ich nazwy zawierają słowo „unicorn”, czyli jednorożec. Starbucks wskazuje że roszczenia The End Brooklyn są niezasadne. Zdaniem spółki, napój Starbucks Unicorn Frappuccino był inspirowany bajkowym wizerunkiem żywego i barwnego skrzydlatego jednorożca, który budzi skojarzenia z wielobarwną, jaskrawą kolorystyką. Postać ta nie jest zaś zmonopolizowana na rzecz żadnego rynkowego podmiotu.

wtorek, 09 maj 2017 14:48

Grycan i Lidl zawieszają broń

Napisała

Jakiś czas temu między właścicielem popularnej w Polsce sieci sklepów Lidl a producentem lodów Grycan rozgorzał spór na tle podobieństwa opakowań lodów sprzedawanych w Lidlu do kubełków, w których sprzedawane są lody Grycan. Oba opakowania rzeczywiście wyglądają dość podobnie – są to półlitrowe plastikowe kubeczki w kolorze czarnym, ze złotym brzegiem wieczka, białą czcionką i wizerunkiem gałki lodów z przodu kubełka. Takie upodobnienie  opakowań nie spodobało się Grycanowi. Firma złożyła przeciwko sieci sklepów wniosek o zabezpieczenie roszczeń, na skutek czego komornik zajął 46 tysięcy opakowań produktu Lidla, lodów Ballino.

W toku sporu polski producent lodów uznał, że działania sieci Lidl są tym bardziej nieuczciwe z tego względu, że swego czasu w jej sklepach lody Grycan również były dostępne. Klienci mogli więc zostać wprowadzeni w błąd i uznać, że lody w czarnych kubełkach o pojemności 500 ml to nadal lody marki Grycan. Sąd przychylił się do podobnych twierdzeń, udzielając na rzecz Lidla zabezpieczenia, które też zostało wyegzekwowane – lody Ballino zniknęły z części sklepów.

Teraz jednak spór wszedł w nowa fazę, a kolejnej prawdopodobnie nie wejdzie. Właściciel sieci Lidl i spółka Grycan postanowili pójść na ugodę. W myśl jej postanowień, sieć Lidl będzie mogła nadal sprzedawać lody Ballino w dotychczasowych opakowaniach, jeśli będą one dodatkowo trwale i wyraźnie oznaczone naklejkami z nazwą marki i producenta i będą się znajdować w zaklejonym kartoniku z nową grafiką. Następne partie lodów będą zaś miały zupełnie nowe opakowania, których szatę graficzną zatwierdzi Grycan.

poniedziałek, 08 maj 2017 14:46

Polskie wzornictwo na wystawie

Napisała

Chociaż od półtora miesiąca teoretycznie trwa już wiosna, to jednak majowa pogoda nie rozpieszcza. Deszczowy i chłodny weekend lub wieczór może być jednak dobrym pretekstem do odwiedzenia muzeum. W warszawskim Muzeum Narodowym pojawi się niedługo nowa odsłona sali prezentującej polskie wzornictwo przemysłowe.

Historię i najważniejsze zjawiska polskiego wzornictwa od początku XX w. aż po lata współczesne będzie można podziwiać w Ośrodku Wzornictwa Nowoczesnego MNW w Warszawie. Przykładem tych ostatnich są projekty Ćmielów Design Studio, producenta wyrobów z porcelany. Na wystawie znaleźć będzie można nie tylko same eksponaty, ale też fotografie i fragmenty kronik filmowych ich dotyczące. Niestety, na wystawie nie będzie można zobaczyć innych wytworów wzornictwa – plakatów z tak zwanej polskiej szkoły plakatu. Te ostatnie oglądać można jednak w innym miejscu, w Muzeum Plakatu w Wilanowie.

W kwestii wzornictwa przemysłowego, chętnie zastępowanego ostatnio modnym słowem design, bardzo istotna jest sprawa wzorów przemysłowych. To one dbają o to, aby nikt nie wykorzystał naszych projektów bez naszej zgody. Jako taki wzór przemysłowy może być zarejestrowany – czy to w Polsce, czy też jako wzór unijny – na przykład wygląd mebla, wazonu czy nawet odzieży. Warto to robić, bo choć zagraniczna twarz wzornictwa przemysłowego w postaci designu być może bardziej kojarzy się nam z czymś pożądanym i niedostępnym,  jednak Polska pod tym względem również nie ma się czego wstydzić.

Aby ochronić wygląd swojego produktu przed zakusami konkurencji, wielu przedsiębiorców rejestruje wzory przemysłowe. Co ciekawe, podobna ochrona przysługuje również wzorom niezarejestrowanym. Dotyczy wzorów używanych na terytorium państw członkowskich Unii Europejskiej.

Zarejestrowany wzór wspólnotowy musi być nowy. Nowość niezarejestrowanego wzoru wspólnotowego liczona jest od innego momentu – od daty pierwszego publicznego udostępnienia. Ważne, aby nastąpiła ona  w takiej formie, aby mógł zapoznać się z nim ekspert z danej dziedziny. Publiczne udostępnienie może nastąpić na przykład poprzez publikację w katalogach firmowych czy wydawnictwach branżowych, wystawienie na targach, sprzedaż czy reklamę. Ochrona niezarejestrowanego wzoru wspólnotowego trwa 3 lata. Liczona jest natomiast od daty publicznego ujawnienia wzoru na terenie Unii Europejskiej. To dość krótko w porównaniu z ochrona wzoru zarejestrowanego, która może trwać nawet do 25 lat.

Za uprawnioną uznaje się tę osobę, która rozpowszechnia wzór pod swoim nazwiskiem. Jeśli wzór rozpowszechniany jest przez spółkę prawa handlowego, to wtedy uprawniona jest ta spółka. Sądy wspólnotowe w sprawach dotyczących naruszenia prawa do wzoru wspólnotowego uznają zarejestrowany wzór wspólnotowy jako ważny. Niezarejestrowany wzór wspólnotowy nie ma takiego domniemania. Kto powołuje się w sporze na takie prawo musi wykazać, że wzór został ujawniony w określonej dacie, posiada cechy nowości i odznacza się indywidualnym charakterem. Sens ochrona wzorów niezarejestrowanych ma głównie w przypadku towarów, które ulegają ze swojej natury szybko zmieniającym się trendom, a ich ochrona poprzez rejestrację byłaby zbyt kosztochłonna, takich jak kolekcje odzieży czy obuwia.

czwartek, 04 maj 2017 11:56

Niemcy idą na wojnę z Google

Napisała

Niemiecka firma zajmująca się oprogramowaniem komputerowym zwróciła się niedawno do irlandzkiego Sądu Najwyższego z wnioskiem o udzielenie zabezpieczenia jej roszczeń dotyczących rzekomego naruszenia przez giganta internetowego Google jej znaku towarowego. Wniosek został złożony przez TeamDrive Systems GMBH, która zapewnia firmom i osobom prywatnym bezpieczne oprogramowanie, przeciwko Google Ireland Ltd i Google Commerce Ltd. Niemiecka firma twierdzi, że używanie przez Google oprogramowania produktowego pod nazwą „Team Drives” narusza jej unijny znak towarowy, który został zarejestrowany w 2006 r. Firma chce, aby został wprowadzony zakaz używania przez Google tego oznaczenia w celu zapobiegania rzekomemu naruszeniu praw do czasu finalnego rozpatrzenia sporu.

Roszczenia zostały jednak oddalone przez sąd, a Google twierdzi, że taki zakaz spowodowałby znaczne straty. Nie pomógł w prawie fakt, że niemieckie oprogramowanie zdobywa nagrody, a  klientem spółki jest niemiecka rada adwokacka. Przedmiotem sporu jest to, że w zeszłym roku Google zdecydowało się na rebrandowanie niektórych swoich produktów, w tym internetowego dysku Google Drive. To właśnie używanie przez Google terminu „Team Drives” lub „Team Drive” dla identycznych usług tak denerwuje niemiecką spółkę.

Sytuacja ta jest dość niebywała, ponieważ zazwyczaj to większe, międzynarodowe podmioty oskarżają niewielkie krajowe spółki o naruszenia ich praw własności przemysłowej, takich jak znaki towarowe czy wzory przemysłowe. Tak działają chociażby Apple w stosunku do nazw gadżetów elektronicznych czy McDonald’s – odnośnie do niemal wszystkiego z przedrostkiem „mc” lub „mac”. 

piątek, 28 kwiecień 2017 14:08

Fryderyk Chopin nie dla każdego

Napisała

Fryderyk Chopin to jedna z najbardziej rozpoznawalnych na świecie wizytówek Polski. Chociaż kompozytor zmarł ponad półtora wieku temu, to jednak jego muzyka nadal powoduje emocje miłośników muzyki klasycznej. Jak się okazuje, nie każdy może wykorzystywać imię i nazwisko tego słynnego muzyka w celach komercyjnych. Instytucją zajmującą się ochroną Chopina jest Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Jeżeli jakiś przedsiębiorca chciałby na przykład zarejestrować znak towarowy zawierający nazwisko lub wizerunek kompozytora, zostanie on przez Urząd Patentowy uprzedzony o prawach NIFC.

Nie znaczy to jednak, że w działalności gospodarczej nazwiska Chopina nie można wykorzystywać w ogóle. Co prawda, działanie takie jest możliwe, wiąże się jednak z uiszczeniem odpowiednich opłat na rzecz Instytutu. Opłaty te wynoszą od 1000 do 2000 zł rocznie oraz procent od zysków uzyskanych ze sprzedaży produktów oznaczonych nazwiskiem czy wizerunkiem Fryderyka Chopina.

Co ciekawe, nie tylko krajowe podmioty są zainteresowane komercyjnym wykorzystywanie znaku towarowego należącego do Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Do Instytutu zgłosiła się na przykład koreańska firma zajmująca się produkcją i sprzedażą soków owocowych. Firma z Dalekiego Wschodu zgody na wykorzystywanie nazwiska Chopina jednak nie dostała. Instytut wymaga bowiem, aby towary opatrzone oznaczeniem z wykorzystaniem wizerunku lub nazwiska polskiego kompozytora nie tylko miały odpowiednią jakość, ale i kojarzyły się z Polską.

© 2012-2017