Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
Aktualności
poniedziałek, 05 czerwiec 2017 11:01

Czy przeciętny konsument wina jest uważny?

Napisała

4 marca 2011 r. skarżąca, Alma-The Soul of Italian Wine LLLP, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego SOTTO IL SOLE dla win. 30 czerwca 2011 r. interwenient, Miguel Torres, SA, wniósł sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku, oparty na znakach wcześniejszych VIÑA SOL i SOL. Wydział Sprzeciwów – mając na względzie wcześniejszy słowny unijny znak towarowy SOL – uwzględnił sprzeciw ze względu na istnienie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd. Od tej decyzji Alma-The Soul of Italian Wine wniosła odwołanie, jednak decyzja została utrzymana w mocy. Sprawa trafiła przed Sąd UE, który wydał wyrok pod koniec maja 2017 r.

Rozpatrując sprawę, Sąd podniósł kwestię właściwego kręgu odbiorców. Należy wskazać, iż istnienie związku między kolidującymi ze sobą znakami towarowymi zakłada, że kręgi odbiorców zainteresowanych towarami lub usługami, dla których zarejestrowano lub zgłoszono wspomniane znaki towarowe, są takie same lub „pokrywają się” w pewnym zakresie. Ponadto w ramach całościowej oceny prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd należy uwzględnić przeciętnego konsumenta danej kategorii towarów, który jest właściwie poinformowany, dostatecznie uważny i rozsądny. Należy mieć także na względzie fakt, że poziom uwagi przeciętnego konsumenta jest zmienny w zależności od kategorii danych towarów lub usług.

W tym względzie należy stwierdzić, że „wina” – w zakresie, w jakim są one oznaczone zarówno zgłoszonym znakiem towarowym, jak i wcześniejszym znakiem towarowym – są przeznaczone dla szerokiego kręgu odbiorców w Unii. Zgodnie bowiem z orzecznictwem, ponieważ wina są zazwyczaj przedmiotem powszechnej dystrybucji od działu spożywczego wielkiego sklepu do restauracji i kawiarni, mamy do czynienia z towarami bieżącej konsumpcji, w odniesieniu do których właściwym kręgiem odbiorców są przeciętni konsumenci towarów masowej konsumpcji, zazwyczaj właściwie poinformowani oraz dostatecznie uważni i rozsądni.

Ponadto, całościową ocenę mającą na celu ustalenie istnienia związku między kolidującymi ze sobą znakami towarowymi należy oprzeć – w zakresie dotyczącym wizualnego, fonetycznego lub konceptualnego podobieństwa kolidujących ze sobą oznaczeń – na wywieranym przez nie całościowym wrażeniu, ze szczególnym uwzględnieniem ich elementów odróżniających i dominujących. W zakresie, w jakim zgłoszony znak towarowy jest złożonym znakiem towarowym zawierającym zarówno elementy graficzne, jak i słowne, ocena podobieństwa między dwoma znakami towarowymi nie może ograniczać się do uwzględnienia tylko jednego składnika złożonego znaku towarowego i do porównania go z innym znakiem towarowym. 

piątek, 02 czerwiec 2017 07:34

Nikon bije się z Zeissem i ASML

Napisała

Patenty służą z założenia do prawnego zmonopolizowania danej technologii po to, aby nikt w nieuczciwy sposób nie wykorzystywał efektów cudzej ciężkiej pracy i nakładów finansowych na badania dotyczące nowych rozwiązań. Okazuje się jednak, że patenty mogą też stanowić broń w wojnach podjazdowych pomiędzy przedsiębiorcami działającymi w tej samej branży. Taka sytuacja ma miejsce obecnie – na placu boju stoją po różnych stronach Nikon, Zeiss i ASML. Dzieje się tak pomimo iż spółki te współdziałają na rynku, handlując pomiędzy sobą częściami do aparatów fotograficznych.

Zeiss i ASML sprzedają Nikonowi komponenty, między innymi optyczne, do aparatów fotograficznych. Teraz obie spółki zarzuciły Nikonowi naruszenie należących do nich patentów. W rezultacie, działania producenta aparatów fotograficznych zostaną skontrolowane przez Międzynarodową Komisja Handlu w USA. Nikon broni się, że działania obu firm są tak naprawdę zakamuflowaną jako troska o swoje patenty odpowiedzią na wcześniejsze oskarżenia Nikona w stosunku do tych właśnie podmiotów.

W kwietniu 2017 r. Nikon wniósł w USA pozew przeciwko Zeissowi i ASML dotyczący rzekomego naruszenia przez nie patentu dotyczącego technologii litograficznej, którą wykorzystuje się do wytwarzania półprzewodników. ASML może też żywić wobec Nikona jeszcze starsze urazy, ponieważ w 2004 r. musiała wypłacić producentowi aparatów fotograficznych odszkodowanie opiewające na kilkadziesiąt milionów dolarów.

Te patentowe wojenki mogą mieć też wpływ na konsumentów. Jeżeli amerykański sąd zakaże nawet czasowego wprowadzania do obrotu przez Nikona części wytworzonych opatentowanym sposobem, zawierające je aparaty mogą znacznie podrożeć ze względu na niską podaż. Problemy mogą też wystąpić z serwisowaniem takich urządzeń.

czwartek, 01 czerwiec 2017 19:43

Czym jest covfefe?

Napisała

Pewnie każdemu z nas trafiła się sytuacja, kiedy spiesząc się, napisaliśmy szybko jakąś wiadomość i puściliśmy ją w świat bez jej przeczytania. Pół biedy, jeśli była to wiadomość do małżonka z prośbą, aby kupił po drodze pieczywo. Gorzej, jeśli jest się prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki, a taka wiadomość została umieszczona na Twitterze i może ją przeczytać cały świat. Taka sytuacja miała właśnie miejsce ostatniego dnia maja 2017 r. Prezydent USA, Donald Trump, umieścił na Twitterze wpis o treści „Despite the constant negative press covfefe” (Pomimo stałego negatywnego covfefe prasowego).

Trump miał prawdopodobnie zamiar napisać „coverage”, a więc „omówienie prasowe”. Wpis szybko rozprzestrzenił się w internecie, a ludzie dookoła globu zaczęli stroić sobie żarty z wpadki polityka. Prezydent USA znany jest bowiem z mało przemyślanych i pełnych emocji wpisów na Twitterze. Ten rozbawił jednak odbiorców wyjątkowo. Szybko pojawiły się pomysły, co może znaczyć słowo „covfefe”.

Co ciekawe, niektórzy postanowili jednak na wpadce Trumpa zarobić. Szwedzki przedsiębiorca, Per Holknekt, zajmujący się projektowaniem mody, złożył wniosek o rejestrację znaku towarowego "Covfefe" w Szwedzkim Urzędzie Patentowym. Holknekt, który założył markę odzieżową „Odd Molly", podczas swojej kariery zgłosił w sumie 33 znaki towarowe. Jest to całkiem sporo jak na jednego przedsiębiorcę. Można się więc zastanawiać, czy – jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem – za jakiś czas w Szwecji będą dostępne ubrania pod marką „Covfefe”.

środa, 31 maj 2017 14:58

Dinozaur w ciężarówce

Napisała

Czy słowo „raptor” jest teraz bardziej synonimem ciężarówki niż dinozaura? Trochę trudno uznać, że pierwsze skojarzenie ze słowem „raptor” to wyładowany udogodnieniami i dodatkowymi funkcjami Ford F-150, służący do pokonywania off-roadowych dystansów.  Żeby pierwszą myślą na ten temat nie był żyjący dziesiątki tysięcy lat temu dinozaur, trzeba być naprawdę wielkim entuzjastą samochodów i motoryzacji. Większości słowo „raptor” przywodzi bardziej na myśl odgrywaną przez Chrisa Pratta postać z filmu „Jurasic World” z 2015 r., która usiłowała nazwać jakoś małe dinozaury, wyglądające jak miniaturowe wersje tyranozaura.

Znak towarowy „Raptor” stał się niedawno zarzewiem sporu pomiędzy gigantem branży samochodowej a studiem filmowym odpowiedzialnym za serię „Szybcy i wściekli”. Studio Universal Pictures w grudniu 2015 r. chciało w amerykańskim urzędzie patentowym zgłosić do ochrony znak towarowy „Raptor Squad”. W świecie Parku Jurajskiego postać grana przez Pratta, Owen, trenuje stado raptorów – niewielkich dinozaurów, aby pokonać olbrzymiego, genetycznie zmodyfikowanego i złowrogiego dinozaura zwanego Indominus Rex. Drużyna raptorów Owena przybrała w filmie pseudonim „Raptor Squad”, który Universal Pictures chciał zarejestrować i używać do oznaczania zabawek, w tym samochodzików.

Właściciel znaku „Raptor” używanego w branży motoryzacyjnej, Ford, szybko sprzeciwił się zgłoszeniu Universal Studios z powodu tego, że konsumenci mogą mylić zabawki pod nazwą „Raptor Squad” z samochodami Raptor i sądzić, że produkty te są powiązani z marką Ford, a w szczególności że mają coś wspólnego z pickupem F-150 Raptor. Ma to sens, ponieważ Ford używa nazwy „Raptor” nie tylko dla popularnej, szczególnie w USA, półciężarówki, ale też nakłada ją na serie elektrycznych zabawek-pickupów, przeznaczonych dla młodszych fanów F-150 Raptor. 

wtorek, 30 maj 2017 14:34

Słodka porażka Nestlé

Napisała

Producent batonów KitKat znów przegrał w sporze dotyczącym tego popularnego batonika w kontekście znaków towarowych. Sąd orzekł przeciwko Nestlé w ciągnącej się od dłuższego czasu walce z Cadbury dotyczącej tego, czy forma batonika w kształcie czterech połączonych paluszków powinna być chroniona prawem ochronnym na znak towarowy. Międzynarodowy koncern Nestlé przegrał więc ostatnią rundę swojej długotrwałej bitwy z rywalem na czekoladowym rynku, właścicielem marki Cadbury, o znak towarowy dotyczący kształtu batona KitKat w Wielkiej Brytanii. Tamtejszy sąd apelacyjny orzekł bowiem, że taki znak nie posiada charakteru odróżniającego.

Orzeczenie to oznacza ostatni etap w bitwie pomiędzy Nestlé a Mondelēz, amerykańskim właścicielem Cadbury, które walczyły o rejestrację kształtu KitKata od siedmiu lat. Odwołanie Nestle od brytyjskiego orzeczenia w styczniu zeszłego roku było odpowiedzią na decyzję odmowną w kwestii udzielenia ochrony trójwymiarowemu znakowi. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził wcześniej, że kształt batona składającego się z czterech połączonych wzdłużnie paluszków nie jest wystarczająco odróżniający, aby zasługiwać na rejestrację jako znak towarowy i że takie oznaczenie nie byłoby zgodne z prawem europejskim.

Wyrok ten oczyszcza z przeszkód drogę konkurentom, w tym największym supermarketom produkującym własne produkty, a także innym cukiernikom, do produkcji własnych „KitKatów”, bez obawy o konsekwencje prawne. Rzecznik Nestlé sugeruje jednak, że koncern niekoniecznie jest gotowy zrezygnować z walki i rozważa następny ruch. Firma mogłaby potencjalnie spróbować przenieść sprawę do brytyjskiego sądu najwyższego. Nic dziwnego, skoro koncern Nestlé wydawał od 3 do 11 milionów funtów rocznie na promowanie KitKata w latach 1996-2007. W 2010 r. w samej Wielkiej Brytanii sprzedano ponad 40 milionów tych batoników. Uzyskanie monopolu na ten konkretny kształt słodyczy stanowi więc dla Nestlé łakomy kąsek.

Czy konsumenci naprawdę mogą zostać wprowadzeni w błąd co do pochodzenia produktu, gdy dwa produkty mają podobną, czarną etykietę i nazwę? Nawet, jeśli jeden towar to jedzenie dla ludzi, a drugi to karma dla zwierząt? W sprawie, w której przedmiotem sporu są bekon Hormel Foods’ Black Label i karma dla psów produkowana przez Nestle Purina Petcare o nazwie Black Label, uznano, że taka sytuacja może zaistnieć.

Jest to jedno z twierdzeń w sprawie o naruszenie znaku towarowego, którą firma Hormel z siedzibą w Austin, w stanie Minnesota, założyła w zeszłym tygodniu w sądzie w Minnesocie.

Firma Hormel - sama siebie opisany jako „pionier bekonu, który spędził ponad 100 lat doskonaląc smak boczku” - zarzuca Purinie, iż ta wykorzystuje w handlu swoim produktem dobrą reputację jej towarów i znajomość znaku towarowego „Black Label Hormel”, aby promować nowo wprowadzoną linię bekonowych przysmaków dla psów. O celowym nawiązaniu do znaku towarowego ma również świadczyć treść reklamy przysmaków dla psów, w której co chwila prezentowane są kawałki smakowitego boczku. Oprócz wyraźnego wykorzystania prawdziwego bekonu w swoich reklamach, produkt „Black Label” firmy Purina ma też czarne etykiety, które są uderzająco podobne do tych z produktów Hormel.  

Purina nie odpowiedziała jeszcze na złożony przeciwko niej pozew.

Żadnej z firm nie jest obca walka na sali sądowej. Wcześniej w tym roku Purina spierała się konsumentem, który twierdził, że Purina błędnie zaznaczyła, że jej karma „Beggin 'Strip” składa się głównie z prawdziwego bekonu, jeśli w rzeczywistości wieprzowina jest tylko  jej którymś z kolei składnikiem.

Tymczasem Hormel jest pozwanym w długotrwałej walce z firmą z Oklahomy, która twierdzi, że Hormel ukradł jej pomysł na unikalny proces i system przygotowywania wstępnie gotowanych plastrów boczku.

piątek, 26 maj 2017 13:59

Warto być przedsiębiorczym

Napisała

Aby zaistnieć w biznesie, czasem wcale nie trzeba mieć wieloletniego doświadczenia w danej branży. Historie z cyklu „od pucybuta do milionera” zdarzają się jednak rzadko, a sukces bywa okupiony trudnymi decyzjami i poświęceniem. Pomimo to, brak kontaktów czy znajomości branży nie przeraża młodych przedsiębiorców przed startem w biznesie. Podejmując takie wyzwanie należy jednak pamiętać, aby mieć nie tylko dobry biznesplan, ale też świadomość możliwości prawnej ochrony czy to swoich wynalazków – jako patent, czy też nazwy – za pomocą znaku towarowego.

Tak właśnie rozpoczęła swoją działalność właścicielka popularnej teraz marki kosmetyków do makijażu mineralnego, Annabelle Minerals. Co ciekawe, właścicielką marki nie jest osoba z branży kosmetycznej, ale prawniczka, która początkowo łączyła pracę w kancelarii z rozwijającym się biznesem. Annabelle Minerals to kosmetyki mineralne, oparte na naturalnych substancjach. W skład oferty wchodzą nie tylko pudry czy róże, ale też podkłady czy cienie do powiek. Biznes rozpoczął się od poszukiwania przez założycielkę marki kosmetyków mineralnych, które jeszcze kilka lat temu nie były w Polsce popularne, a których musiała używać ze względu na problemy z cerą. Sprowadzanie ich zza granicy było zaś dość kosztowne.

Pani Anna Szczerba, wtedy jeszcze studentka, zaczęła więc sama komponować kosmetyki, używając do tego celu dwutlenku tytanu, miki, tlenku cynku i koloryzujących tlenków żelaza. Działalność prowadzona początkowo na własne potrzeby szybko przerodziła się w biznes. Założycielka marki zadbała tez o nią od strony prawnej, wybierając odpowiedni logotyp i rejestrując go jako znak towarowy. Dzięki takiemu działaniu ewentualni naśladowcy nie będą go mogli wykorzystywać w konkurencyjnej działalności.

czwartek, 25 maj 2017 14:17

PayPal walczy o swoje

Napisała

Niektórzy przedsiębiorcy z branży nowych technologii byli ostatnio w centrum uwagi, ze względu na będące w różnych fazach spory dotyczące ich znaków towarowych. Przykładowo, Google usiłuje bronić swojego znaku wśród oskarżeń, że pojęcie „gogle” nie jest już uprawnione do ochrony prawnej, ponieważ stało się zbyt ogólnym słowem oznaczającym „wyszukiwanie w sieci".

Teraz dwie inne firmy walczą o inny obszar prawa znaków towarowych. PayPal żąda od spółki Pandora zaprzestania naruszeń twierdząc, że najnowsze logo Pandory wygląda tak samo jak logo PayPal, a tym samym wprowadza konsumentów w błąd. Pandora to popularne – choć niedostępne w Polsce - radio internetowe, które uruchomiło w październiku ubiegłego roku nowe logo w ramach kampanii reklamowej, zastosowanej w celu przekształcenia bezpłatnych słuchaczy radia w płatnych abonentów.

W myśl pozwu niedawne przyjęcie przez radio Pandora nowego logo z literą „P”, przy użyciu niebieskiej kolorystyki stanowi bezprawne wykorzystanie rozpoznawalności podobnego logotypu PayPal, będącego zarejestrowanym znakiem towarowym, co godzi w interesy PayPal. Jako załącznik do pozwu firma PayPal przesłała kilka listów od konsumentów, którzy twierdzili, że pomylili aplikację PayPal i jej znak towarowy z logo radia Pandora w nowej wersji. Jedna z użytkowniczek Twittera zapytała nawet, czy firma PayPal kupiła Pandorę.

Podobnie jak logo PayPal, logo Pandora przedstawia wpisaną w prostokąt literę „P”. Jedynie kolorystyka jest odwrócona – logo Pandory to niebieskie „P” na białym tle, w znaku towarowym PayPal kolory mają zaś odwrotne ułożenie.

środa, 24 maj 2017 14:19

Wyrok wysokiej jakości

Napisała

10 października 2012 r. skarżąca, spółka Deluxe, dokonała zgłoszenia wspólnotowego znaku towarowego w postaci napisanego białą czcionką słowa „deluxe” wpisanego w czerwony, cieniowany element graficzny podobny do koła. Decyzją z 13 czerwca 2013 r. ekspert odrzucił zgłoszenie, ponieważ zgłaszany znak towarowy z jednej strony nie posiadał charakteru odróżniającego, a z drugiej informował konsumentów o jakości rozpatrywanych towarów i usług. Spółka wniosła do EUIPO odwołanie od decyzji eksperta.

Izba Odwoławcza utrzymała w mocy decyzję eksperta. Uznała, że w części Unii Europejskiej, gdzie język angielski jest rozumiany, element słowny „deluxe” nie pozwala samoistnie na odróżnienie towarów i usług skarżącej od tych należących do konkurencji, ponieważ termin ten stanowi powszechnie stosowany rodzaj etykiety promocyjnej, polegającej zaledwie na wskazaniu wysokiej jakości. Izba Odwoławcza dodała, że termin deluxe należy do kategorii tych słów, które nie powinny zostać objęte monopolem przez żaden znak towarowy, a towarzyszący temu znakowi element graficzny nie jest wystarczający, aby nadać zgłoszonemu znakowi charakter odróżniający.

Spółka Deluxe wniosła skargę o stwierdzenie nieważności spornej decyzji, którą Sąd UE uwzględnił. Sprawa trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości UE, który wydał wyrok 17 maja 2017 r.

Trybunał stwierdził, że nie jest wykluczone, by towary i usługi objęte zgłoszeniem do rejestracji miały wspólną cechę charakterystyczną istotną dla dokonania analizy zastosowania bezwzględnej podstawy odmowy rejestracji oraz by mogły zostać przydzielone – w celu zbadania rozpatrywanego zgłoszenia do rejestracji względem tej bezwzględnej podstawy odmowy rejestracji – do jednej kategorii lub grupy dostatecznie jednolitej w rozumieniu orzecznictwa. Sąd był zobowiązany do sprawdzenia, czy termin „deluxe” faktycznie jest nośnikiem pojęcia „wysokiej jakości”, jak twierdzi Izba Odwoławcza, jako że ten element słowny stanowi bezpośrednie odniesienie do słowa „luksus”. W razie gdyby termin „deluxe” miał znaczenie inne niż „wysoka jakość”, zadaniem Sądu byłoby zbadanie, czy w świetle tego znaczenia towary i usługi objęte rozpatrywanym znakiem towarowym tworzą jednorodną grupę, co uzasadniałoby zastosowanie ogólnego uzasadnienia. Sąd zaś w sposób ogólny odrzucił możliwość istnienia jednorodności rozpatrywanych towarów i usług i w tym względzie nie wziął pod uwagę specyfiki zgłaszanego znaku towarowego, a w szczególności jego postrzegania przez właściwy krąg odbiorców. Sprawa została więc skierowana do ponownego rozpoznania przez Sąd.

wtorek, 23 maj 2017 10:45

Opole pod znakiem zapytania

Napisała

Jak się okazuje, znak towarowy może czasem posłużyć nie tylko do tego, aby konsumenci wiedzieli, czyje towary lub usługi nabywają, ale też może być narzędziem zakazania komuś działań, które nie leżą w naszym interesie. Dzięki zgłoszeniu znaku towarowego „Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki – Opole” władze Opola mogą nie zgodzić się na organizację przez Telewizję Polską tegorocznej edycji kultowego festiwalu.

W tym roku ten znany i lubiany festiwal polskiej muzyki popularnej miał się odbyć już po raz 54-ty. Czy się jednak odbędzie – nie wiadomo. Tegoroczny koncert miał się odbyć jako benefis znanej wokalistki, Maryli Rodowicz, a koncert miało uświetnić swoimi występami wiele polskich gwiazd, między innymi Kayah. Organizująca koncert Telewizja Polska podziękowała jednak artystce, podobno ze względu na jej udział w marszu KOD. Swoją solidarność z Kayah szybko wyrazili też inni artyści, którzy lawinowo zaczęli rezygnować z udziału w Opolu. Informacje, że nie wystąpią na festiwalu, podali do publicznej wiadomości między innymi Michał Szpak, Kasia Nosowska, zespół Kombi czy Andrzej Piaseczny.

Co najważniejsze, z występów zrezygnowała też sama Maryla Rodowicz. To z kolei spowodowało wypowiedzenie umowy Telewizji Polskiej przez władze miasta Opole, ze względu na jej niedotrzymanie. Cały tegoroczny festiwal miał się bowiem opierać właśnie na benefisie Rodowicz. Co do dalszych losów popularnego festiwalu, podawane wersje są odmienne. Telewizja twierdzi, że sama zorganizuje festiwal, tylko odbędzie się to kiedy indziej. Trudno będzie jej to jednak zrobić, nie mogąc używać zgłoszonej jako znak towarowy nazwy. Również Opole zapowiada postawienie festiwalu na nogi, już własnymi siłami i w innym terminie.

© 2012-2017