Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    Aktualności
    wtorek, 03 styczeń 2017 13:20

    Amerykański hip-hop w sądzie

    Napisał

    Run-D.M.C. to pierwszy zespół grający hip-hop, który otrzymał w Stanach Zjednoczonych Złotą Płytę oraz nominację do nagrody Grammy. Trio tworzyli Darryl "D.M.C." McDaniels, Joseph "Run" Simmons i Jason "Jam Master Jay" Mizell. Ten ostatni został zastrzelony w 2002 r., rok po wydaniu ostatniej, siódmej, płyty studyjnej zespołu. Teraz jeden z dwóch pozostałych przy życiu muzyków wytacza działa przeciwko potentatom na amerykańskim rynku, takim jak Walmart, Amazon czy Jet.com, a wszystko to na tle między innymi naruszeń praw do znaku towarowego.

    Darryl "D.M.C." McDaniels domaga się od wymienionych przedsiębiorców, ale również od właścicieli innych sklepów działających na amerykańskim rynku, w sumie 50 milionów dolarów odszkodowania. Raperowi nie podoba się sprzedawanie przez pozwane podmioty ubrań i dodatków podobnych do tych noszonych w latach kariery przez członków Run-D.M.C., a w szczególności wykorzystywanie zastrzeżonej jako znak towarowy nazwy zespołu. Nic w tym dziwnego, że McDaniels pilnuje biznesu. Po zakończeniu działalności zespołu kilkanaście lat temu zajął się on głównie produkcją odzieży i gadżetów w stylu tych noszonych wcześniej przez niego samego i kolegów z zespołu.

    Zdaniem rapera, pozwane spółki naruszają prawo do znaków towarowych zespołu, oznaczając oferowane przez siebie przedmioty między innymi jako „w stylu Run-D.M.C.”. Na rozstrzygnięcie sądu będzie jednak pewnie musiał dość długo poczekać, bo sprawy sądowe również w USA potrafią ciągnąc się latami, szczególnie w przypadku, kiedy jedna ze stron nie chce przyznać się do zarzucanego jej przewinienia. 

    poniedziałek, 02 styczeń 2017 11:09

    Znak towarowy na popularne wino

    Napisał

    Gdyby zapytać Polaków, jakie oznaczenie pierwsze przychodzi im na myśl na hasło „wino”, zapewne wiele osób wskazałoby nazwę „Sophia”. Marka ta jest silnie zakorzeniona – już od 1985 r. - na polskim rynku i właśnie to bułgarskie wino jest często wybierane przez konsumentów do niego przyzwyczajonych. Sprzedaż wina Sophia na stałym poziomie nie oznacza jednak, że jego producent może tarzać się w pieniądzach.

    Przyczyną takiego stanu jest wprowadzanie win opatrzonych oznaczeniem „Sophia” na polski rynek przez wiele podmiotów, które nie mają do tego oznaczenia praw. „Sophia” to bowiem znak towarowy zarejestrowany od 1990 r. w Urzędzie Patentowym RP na rzecz spółki Vinimpex Sofia. Aktualnie prawa do znaku należą do polskiej spółki Scorpios Sp. z o.o., która od listopada 2016 r. ustanowiła wyłącznym importem i licencjobiorcą znaku „Sophia” Grupę Eurocash.

    Legalny licencjobiorca znaku towarowego musi uiszczać opłaty licencyjne i inne koszty, co odbija się na cenie win. Na rynku dostępne są zaś wina naruszające prawa do znaku towarowego „Sophia”, bo wytwarzane przez podmioty niemające do niego praw, ale oferowane w niższych cenach. Właściciel znaku towarowego postanowił walczyć z taką sytuacją, bowiem ze względu na dotychczasową skalę naruszeń oznaczenie „Sophia” traktowane jest jak ziemia niczyja. Spółka przeprowadziła więc jakiś czas temu akcję informacyjną wśród producentów i importerów win. Przeciwko tym, którzy nie chcieli się dostosować, właściciel znaku wytoczył silniejsze działa. Wniósł on przeciwko kilku największym naruszycielom powództwa o naruszenie praw do znaku towarowego.

    W kontekście nadchodzących karnawałowych toastów można dodać, że niedługo pod znakiem towarowym „Sophia’’ dostępne też będzie wino musujące. 

    Tak miłe momenty jak Święta Bożego Narodzenia czy Nowy Rok dobrze uwiecznić na zdjęciach. Te fotografie często umieszczane są na portalach społecznościowych, aby podzielić się nimi z przyjaciółmi. Nierzadko na portalu Facebook pojawiają się także łańcuszki wklejane na tablice użytkowników, a dotyczące praw autorskich do zamieszczanych treści, głównie właśnie zdjęć.

    Jest w nich mowa jest o tym, że na komercyjne wykorzystanie materiałów zamieszczonych na Facebooku, takich jak zdjecia czy filmy, potrzebna jest pisemna zgoda użytkownika danego konta.  Niestety, całe to ogłoszenie nie ma najmniejszego sensu, mimo powołania się na konwencję berneńską o ochronie dzieł literackich i artystycznych. Celem autora notki jest zabezpieczenie się przed utratą praw autorskich i komercyjnym wykorzystaniem tego wszystkiego, co zazwyczaj jest wklejane na tablice użytkowników najbardziej znanego portalu społecznościowego, a więc zdjęć, rysunków czy informacji prywatnych. Należy jednak zauważyć, że w momencie założenia konta na Facebooku nowy użytkownik akceptuje regulamin serwisu.

    Z regulaminu wynika jednak, że Facebook Inc. może używać wszystkich materiałów publikowanych na tak zwanych "ścianach" użytkowników serwisu. Taki zapis ma na celu zapewnienie spółce praw do przechowywania, kopiowania i przenoszenia prywatnych informacji użytkowników Facebooka. Teoretycznie prywatne wpisy mogłyby więc być wykorzystane chociażby w kampanii reklamowej portalu, ale jest to mało prawdopodobne, ze względu na kwestie zwiazane z wynikłym z tego negatywnym PR-em. Kluczowe jest jednak to, że żadne oświadczenie składane na tablicy na Facebooku, czy nawet złożone u notariusza, nie moze unieważnić akceptacji regulaminu podczas aktywacji konta. Jedynym sposobem rozwiązania umowy założenia konta na Facebooku, a przez to wykorzystywania zawartych tam danych, jest anulowanie tego konta. Facebook będzie jednak nadal posiadał prawa do materiałów, które zostały udostępnione w czasie wykorzystywania konta.

    Jest więc jasne, że oświadczenie wklejone na portalu społecznościowym nie obroni nikogo przed zaakceptowanym przekazaniem praw autorskich. Niestety, nie widać wszyscy użytkownicy tego typu portali zdają sobie z tego sprawę.

    czwartek, 29 grudzień 2016 15:42

    Opodatkowane znaki towarowe

    Napisał

    Podatki to na przełomie roku temat bardzo na czasie. Wiadomo, że nikt nie chce ich płacić, a jeżeli już – to chociaż jak najniższe. W celu obniżenia opodatkowania przedsiębiorcy starają się wliczać jak najwięcej opłat i wydatków w koszty. Spółki żonglują zaś swoimi zasobami, choć – jak swego czasu odczuła to polska spółka LPP – nie zawsze wychodzi im to na dobre.

    Chodzi o mechanizm darowania jakiegoś majątku spółce, której darczyńca jest wspólnikiem. W takiej sytuacji darczyńca nie wykazywał przy tym dotychczas przychodu. Obowiązek taki spoczywał do tej pory jedynie na pozostałych wspólnikach. Jeśli posiadali oni niewielkie udziały w spółce, podatkowy koszt takiego działania nie był dla nich wielki. Co więcej, przedmiot darowizny można było ponownie rozliczać jako koszt prowadzenia działalności spółki.

    Podobne działania nie przysporzyły dwa lata temu fanów spółce LPP, będącej największą polską siecią odzieżową i właścicielem takich marek odzieżowych, jak Reserved, House, Sinsay czy Mohito. W celu obniżenia kosztów opłacanych w Polsce podatków, spółka LPP przeniosła prawa do używania swoich znaków towarowych na spółkę zależną Gothals z siedzibą na Cyprze. Następnie, licencja z prawem sublicencji została udzielona spółce Jaradi Limited z siedzibą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Obie spółki należały do LPP. Dzięki przeniesieniu praw do znaków towarowych, LPP mogła obniżyć podstawę opodatkowania w Polsce. Polski dochód spółki, opodatkowany na 19%, był wyprowadzany za pośrednictwem Cypru (12,5 % podatku) do raju podatkowego, jakim są Zjednoczone Emiraty Arabskie (obowiązuje tam podatek dochodowy 0%). Działania spółki nie spodobały się jednak jej klientom, którzy założyli na Facebooku fanpage wzywający do bojkotu sklepów LPP. Jakiś czas później znaki LPP wróciły więc do Polski.

    Teraz tego typu działania mogą zostać ukrócone. Resort finansów chce ograniczyć pole optymalizacji podatkowej i uznawać, że wspólnik, który daruje spółce swój majątek, uzyskuje przez to przychód. W nowo wprowadzonej interpretacji jasno określono, że darowizna w postaci przekazania praw do znaku towarowego oznacza przychód zarówno dla spółki, jak i dla darczyńcy, w związku z czym musi on uiścić od tego podatek. 

    środa, 28 grudzień 2016 15:49

    Niech moc będzie z Tobą

    Napisał

    Ze względu na tegoroczna grudniową premierę filmu „Łotr 1”, pierwszego pobocznego filmu – tak zwanego spin-offu – z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, wśród fanów serii zapanowało wielkie ożywienie. Na portalach społecznościowych i tych zajmujących się filmami rozgorzały dyskusje, jak reżyser i cała ekipa poradzili sobie z legendą powstałą dzięki Georgowi Lucasowi. Nic w tym dziwnego, ponieważ kosmiczna saga wyprodukowana przez Lucasfilm rozkochała w sobie całe rzesze kinomanów w różnym wieku i zarobiła przy okazji miliardy dolarów.

    Znak „Star Wars” jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków towarowych na świecie. Oznaczenie to przynosi też ogromne dochody, ze względu nie tylko na zyski z samych filmów, ale też sprzedaż wszelkich gadżetów czy zabawek związanych z filmem. Widać to nie tylko po szacunkowych wycenach, ale też po sprzedaży pierwotnego producenta „Gwiezdnych Wojen”. Wytwórnia Lucasfilm została cztery lata temu zakupiona przez znany z bajkowych animacji koncern Disney, który nabył ją za niebagatelną kwotę ponad 4 miliardów dolarów.

    Hasło „The Star Wars” jako znak towarowy zostało zarejestrowane w 1971 r. w Stanach Zjednoczonych. Wtedy nikt nie wróżył serii takiej popularności, jaką finalnie zdobyła. Co ciekawe, nazwa „Gwiezdne Wojny” miała początkowo obejmować tylko jeden film przygodowy o wojnach w kosmosie. Saga została jednak rozbudowana na kilka części, z których pierwsza weszła do kin w maju 1977 r., zaś najnowszą część serii można było oglądać w grudniu ubiegłego roku.

    Fani uniwersum, w którym walczą ze sobą rycerze Jedi i lordowie Sith, mają też teraz – niestety – powód do zmartwień. W grudniu 2016 r., niedługo po premierze „Łotra 1”, zmarła bowiem odtwórczyni jednej z głównych ról w serii, aktorka Carrie Fisher grająca księżniczkę Leię Organa. 

    wtorek, 27 grudzień 2016 11:19

    Michael Jordan wygrywa nie tyko w meczach

    Napisał

    Niektóre gwiazdy – i to nie tylko filmu czy muzyki – są tak znane, że wystarczy przedstawić je tylko z imienia, abyśmy już wiedzieli, o kogo chodzi. Z tak popularnym sportem, jakim jest koszykówka, kojarzy się też tylko jeden Michael - Michael Jordan. Któż nie widział choćby jednego słynnego zdjęcia amerykańskiego koszykarza, charakterystycznie wzbijającego się w powietrze tuż przed umieszczeniem piłki w koszu, które to zdjęcie było wykorzystywane w kampanii reklamowej butów sportowych Nike? Z tej popularności chcieli również skorzystać nieuczciwi przedsiębiorcy z Chin.

    Postępowanie w tej sprawie toczyło się przed sądami w chinach ładnych kilka lat. W ogarniętym manią koszykówki Państwie Środka Jordan jest znany jako "Qiaodan", co stanowi fonetyczne oddanie jego nazwiska. Była gwiazda Chicago Bulls pozwała w 2012 r. chińską spółkę Qiaodan Sport, zarzucając firmie, że zbudowała swoją działalność wokół chińskiego odpowiednika jego nazwiska i numeru "23", pod którym występował, bez jego zgody. Jeszcze w maju ubiegłego roku spór koszykarza z Qiaodan Sport, produkującą buty sportowe z wizerunkiem sylwetki ze zdjęcia oraz jego numerem na boisku, przeniósł się do chińskiego odpowiednika Sądu Najwyższego.

    Do tej pory sądowe sprawy nie toczyły się na korzyść znanego sportowca. Chińskie sądy w dwóch instancjach orzekły bowiem, że tamtejsi pozwani przedsiębiorcy nie naruszali praw Jordana do jego znaków towarowych czy nazwiska. Koszykarz dochodził swoich praw co do różnych kombinacji jego nazwiska i numeru zarejestrowanych jako znaki towarowe, co niewiele mu dało. Teraz jednak koszykarska gwiazda może fetować sukces. Chiński Sąd Najwyższy orzekł niedawno, że działania Qiaodan Sport stanowiły naruszenie znaków towarowych Michaela Jordana. Niestety, jest to póki co sukces jednostkowy, jako że wykorzystywanie fonetycznego brzmienia w języku chińskim cudzych znaków towarowych jest tam niestety dość powszechną praktyką.

    Spółka Länsförsäkringar, która prowadzi działalność w dziedzinie bankowości, lokat kapitałowych oraz ubezpieczeń, jest właścicielem unijnego znaku towarowego. Znak ten został zarejestrowany w dniu 4 stycznia 2008 r. Rejestracja ta dotyczy między innymi usług w zakresie nieruchomości, wyceny nieruchomości, wynajmu mieszkań i lokali sklepowych oraz zarządzania nieruchomościami. Główną działalnością spółki Matek jest wytwarzanie i montaż domów drewnianych. W ramach tej działalności spółka ta w 2007 r. zaczęła używać logo, które zarejestrowała w 2009 r. dla towarów obejmujących materiały budowlane.

    Spółka Länsförsäkringar, uznając, że wskutek używania tego logo w latach 2008–2011 spółka Matek naruszyła wyłączne prawo wynikające z unijnego znaku towarowego, którego jest ona właścicielem, wniosła do Stockholms tingsrätt (sądu pierwszej instancji w Sztokholmie, Szwecja) powództwo mające na celu zakazanie spółce Matek używania w Szwecji w obrocie gospodarczym oznaczeń podobnych do tego znaku towarowego. Sąd uwzględnił to powództwo.

    Sąd apelacyjny zakwestionował jednak to rozstrzygnięcie. O ile bowiem sąd apelacyjny uznał, że logo używane przez Matek jest podobne do unijnego znaku towarowego zarejestrowanego przez Länsförsäkringar, o tyle jednak orzekł, iż badanie podobieństwa rozpatrywanych towarów i usług powinno zostać przeprowadzone nie na podstawie formalnej rejestracji tego znaku towarowego, lecz na podstawie działalności faktycznie prowadzonej przez właściciela. Stwierdził zatem, że uwzględniając ocenę całościową, w niniejszym przypadku nie istnieje prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd.

    Spór trafił więc przed Trybunał Sprawiedliwości UE, który miał odpowiedzieć na pytanie, jakie znaczenie należy przyznać rejestracji w stosunku do faktycznego używania unijnego znaku towarowego w przypadku, w którym osoba trzecia używa bez zgody w obrocie gospodarczym oznaczenia podobnego do takiego znaku towarowego w okresie pięciu lat następujących po rejestracji tego znaku.

    W wyroku z 21 grudnia 2016 r. Trybunał wskazał, iż aby określić czy towary lub usługi domniemanego sprawcy naruszenia oraz towary lub usługi objęte rozpatrywanym unijnym znakiem towarowym wykazują identyczność lub podobieństwo, należy ocenić – w okresie pięciu lat następujących po rejestracji unijnego znaku towarowego – zakres wyłącznego prawa przyznanego na mocy tego przepisu, mając na uwadze towary i usługi, dla których została dokonana rejestracja, a nie to, w jaki sposób właściciel mógł używać tego znaku towarowego w tym okresie.

    Od chwili upływu okresu pięciu lat następujących po rejestracji unijnego znaku towarowego na zakres tego wyłącznego prawa może mieć wpływ ustalenie – dokonane w następstwie podniesienia roszczenia wzajemnego lub podjęcia obrony co do istoty sprawy przez osobę trzecią w ramach postępowania w sprawie naruszenia – że właściciel w tym momencie jeszcze nie rozpoczął rzeczywistego używania swojego znaku towarowego w odniesieniu do części lub ogółu towarów lub usług, dla których znak ten został zarejestrowany.

    czwartek, 22 grudzień 2016 15:54

    BMW wraca z Chin z tarczą

    Napisał

    Producent samochodów BMW ostatnio skutecznie ściga naruszycieli jego znaków towarowych w Chinach. W grudniu 2016 r. sąd w Szanghaju uznał powództwo niemieckiej spółki i zasądził na jej rzecz odszkodowanie w wysokości 3 milionów juanów, co odpowiada kwocie ponad 430 tysięcy dolarów. Pozew był skierowany przeciwko dwóm chińskim spółkom i dotyczył naruszenia pra do znaków towarowych BMW.

    Nazwa jednej z pozwanych spółek to Deguo Baoma Group (Int'l) Holdings Limited, co w tłumaczeniu jest tożsame z nazwą Bayerische Motoren Werke. Ponadto, spółka zarejestrowała też swego czasu znak towarowy w postaci liter „BMN” stylizowanych na skrót „BMW”. Znak ten był później wykorzystywany również przez drugą z pozwanych spółek, firmę Chuangjia działającą w branży modowej. To samo logo, łatwo kojarzące się ze znakiem towarowym niemieckiego producenta samochodów, było wykorzystywane na odzieży , obuwiu i torebkach.

    Rozpatrujący sprawę chiński sąd uznał, że oba pozwane przedsiębiorstwa swoimi działaniami naruszyły prawa do znaków towarowych BMW. Znak „BMN” był bowiem ciągle modyfikowany w taki sposób, aby jak najbardziej przypominał logo BMW. Pozwane spółki naruszyły prawa niemieckiego producenta samochodów, korzystając z renomy i rozpoznawalności jego znaków towarowych.

    Logotypami w charakterze znaków towarowych posługują się nie tylko przedsiębiorcy, ale też fundacje, stowarzyszenia czy uczelnie. Jedna z tych ostatnich, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, musi się ostatnio mierzyć z całkiem poważnym problemem na tym tle, który może skończyć się przed sądem. Uczelnia ta powstała w 1999 r. z połączenia Akademii Rolniczo-Technicznej, Wyższej Szkoły Pedagogicznej i Warmińskiego Instytutu Teologicznego i jest jedną z najmłodszych szkół wyższych w Polsce. Te kilkanaście lat temu logo nowopowstałej uczelni zaprojektował prof. Piotr Obarek, znany olsztyński grafik i jednocześnie były dziekan Wydziału Sztuki UWM.

    Po zaprojektowaniu logotypu uczelnia podpisała z Obarkiem umowę o przeniesienie praw autorskich. Nie została ona jednak sporządzona do końca właściwie, ponieważ zgodnie z nią, uniwersytet nie mógł sam dokonywać we własnym oznaczeniu żadnych zmian. Przed dokonaniem każdej zmiany władze uczelni musiałyby więc konsultować ją z twórcą logotypu. W międzyczasie, oznaczenie zostało zastrzeżone na rzecz UWM jako znak towarowy. Zdaniem uczelni, przez lata najwyraźniej oryginalne oznaczenie nieco się zdezaktualizowało i postanowiono je trochę odświeżyć. Zadanie zlecono pracowni graficznej z Poznania, bez konsultacji z Piotrem Obarkiem. Przeprojektowanie logo UWM kosztowało 4 tysiące złotych.

    Problem pojawił się we wrześniu 2016 r., kiedy rektor Ryszard Górecki wydał zarządzenie o wprowadzeniu nowego symbolu UWM. Pierwotny projektant oskarżył bowiem uniwersytet o złamanie postanowień zawartej w 1999 r. umowy i dokonanie zmian w logotypie bez jego zgody czy nawet konsultacji. Prof. Obarek zażądał od uczelni wyjaśnień. Ta początkowo twierdziła, że mogła zgodnie z umową dokonywać zmian w logotypie, jednak po pewnym czasie przyznała rację projektantowi. Z tego względu UWM może stanąć przed niemałym problemem. Prof. Obarek zapowiada bowiem złożenie do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przeciwko niemu przestępstwa z art.115 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

    wtorek, 20 grudzień 2016 20:49

    Ranking znaków towarowych i marek 2016

    Napisał

    Koniec roku to zazwyczaj czas wszelkich podsumowań. W tym nurcie mieści się również ranking znaków towarowych i marek, przeprowadzany pod nazwą Brand Asset Valuator. Badanie to przeprowadzane jest co trzy lata. Na światowym rynku realizowane jest od 1993 r. i obejmuje zasięgiem ponad 800 tysięcy respondentów i ponad 50 tysięcy marek w 51 państwach.

    Na polskim rynku przebadano ponad 1500 obecnych na nim marek lub znaków towarowych.  Były one oceniane pod kątem wyróżnialności, adekwatności, a także wzbudzanego szacunku oraz wiedzy, jaką mają na ich temat konsumenci. Polskie badanie obejmowało znaki towarowe i  marki towarów oraz usług z niemal stu kategorii rynkowych, a także marki instytucji i postaci ze świata polityki, działalności społecznej, kultury i sportu. Badane były także marki wybranych krajów, miast, wydarzeń i walut.

    Jak wynikło z badania, Polacy najwyraźniej ufają działalności charytatywnej i od czasu do czasu lubią osłodzić sobie życie, ponieważ pięć najsilniejszych marek w Polsce to kolejno:

    • Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
    • Rafaello
    • Ptasie Mleczko
    • Tymbark
    • Delicje Szampańskie

    Wynik analizy przeprowadzonej w ramach Brand Asset Valuator.

    Polacy lubią też najwyraźniej podróżować, a przynajmniej czytać o podróżach, bo jednym ze znaków towarowych o najwyższej wyróżnialności w Polsce to  również „National Geographic”. Wśród marek o najwyższej adekwatności, czyli dopasowaniu do potrzeb konsumentów, wygrały: Polski Złoty, Polska (kraj) oraz sieć sklepów Biedronka.

    Z kolei najwyższym szacunkiem cieszą się Wedel (choć sam znak towarowy nie należy już do polskiego podmiotu, ale do koreańsko-japońskiego koncernu) i Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.