Aktualności
poniedziałek, 04 marzec 2013 12:00

Nie ruszaj nie swoich zdjęć

Napisała

Naruszenia praw autorskich to nie tylko domena małych podmiotów, które chcą nieuczciwie oszczędzić na kosztach swojej działalności. Dopuszczają się ich również wielkie przedsiębiorstwa, których na pierwszy rzut oka nikt nie posądziłby o takie praktyki.

Brandon Staton to jeden ze znanych nowojorskich fotografów, który prowadzi bloga, na którym zamieszcza zdjęcia oryginalnie wyglądających mieszkańców Nowego Jorku. Ze względu na te właśnie zdjęcia dom mody Donna Karan New York (DKNY) zaproponował mu 15 tysięcy dolarów za możliwość ozdobienia nimi witryn i wnętrz swoich sklepów. Fotograf uznał jednak kwotę (w przeliczeniu około 50 dolarów za zdjęcie) za niewystarczającą i odmówił.

Na pewno zdziwił się więc, kiedy w lutym 2013 r. dowiedział się od znajomych, że pomimo niedojścia do skutku współpracy z DKNY jego zdjęcia ozdobiły sklepy marki w Bangkoku. DKNY postanowiło więc naruszyć prawa autorskie do zdjęć i wykorzystać je bez pytania.

Chociaż najprawdopodobniej wygrałby proces sądowy, Staton zażądał jednak od nieuczciwej spółki zamiast zadośćuczynienia 100 tysięcy dolarów na fundację charytatywną YMCA.

Finalnie, modowa spółka przekazała na rzecz wskazanej fundacji, która pomoże nowojorskim dzieciom aktywnie spędzać czas, 25 tysięcy dolarów i przeprosiła fotografa. DKNY pociągnie jednak za sobą wątpliwą reklamę spółki, która oszczędza nieuczciwie wykorzystując cudzą własność.

piątek, 26 sierpień 2016 10:55

Jak Ci na imię?

Napisała

Różne szczepy winogron dają możliwość cieszenia się winami różnych gatunków. Mogą być nie tylko wytrawne, słodkie, czy musujące, ale posiadać też charakterystyczny bukiet. Winiarzom zależy więc na tym, aby nazwa ich produktu została zapamiętana przez klienta i dobrze mu się kojarzyła, ale też aby nikt inny nie próbował produkować wina pod taką samą nazwą. Nie jest więc niczym niezwykłym, że w Australii i Nowej Zelandii producenci wina zaczęli rejestrować własne nazwiska jako znaki towarowego dla ich produktów.

Niektóre przykłady nazwisk używanych i zarejestrowanych dla wina jako znaki towarowe w Nowej Zelandii to Babich, Giesen, Yealands i Mazuran, w Australii McWilliams, Taylors , Penfolds i Byrne, aby wymienić tylko kilka. Taka praktyka jest jednak dość powszechna i na starym kontynencie. Tam nazwiska zarejestrowane jako znaki towarowe związane są głównie z producentami szampana, takimi jak Bollinger czy najbardziej znanymi Veuve Clicquot (franc. wdowa Cliquot), Dom Perignon , Moët et Chandon i Louis Roederer, które są nazwiskami ich założycieli.

Niełatwo jednak zarejestrować znak towarowy w postaci nazwiska. Przykładowo, nowozelandzka ustawa o znakach towarowych wymaga, aby nazwisko, które ma być zarejestrowanym znakiem towarowym, również miało charakter odróżniający.  Nowozelandzki „Kowalki” nie uzyska więc zgody na rejestrację nazwiska jako znaku towarowego. Konsumenci muszą bowiem kojarzyć to nazwisko z towarami lub usługami danego producenta. Jeżeli zaś znak towarowy zawiera nazwisko lub podpis żyjącej osoby, wymagana jest pisemna zgoda tej osoby na rejestrację tego znaku towarowego. W Australii zaś oceniana jest powszechność nazwiska, które ma być zarejestrowanym znakiem towarowym. Polega to na sprawdzeniu w rejestrze Search For Australian Surnames (SFAS), gdzie znajduje się lista wszystkich nazwisk, które występują na australijskich listach wyborczych. Popularne nazwisko nie umożliwiałoby bowiem odróżnienia towarów czy usług danego producenta.

Rejestracja nazwiska jako znaku towarowego wydaje się bardzo kusząca, należy jednak pamiętać, że może ona powodować nieliche problemy, przykładowo przy sprzedaży przedsiębiorstwa. A nawet duże i przynoszące dochody przedsiębiorstwo będzie niewiele warte, jeśli będzie pozbawione rozpoznawalnej nazwy.

piątek, 09 grudzień 2016 08:56

Elvis Juice IPA - król piwa

Napisała

Walki o naruszenie znaku towarowego prowadzone są zazwyczaj w tych samych lub podobnych sektorach gospodarki. Zdarza się jednak, że naruszenia dotyczą podmiotów o działalności zupełnie ze sobą niezwiązanej. Taka sytuacja miała miejsce zimą 2016 r., kiedy to zarządzająca posiadłością Elvisa Presleya spółka Elvis Presley Enterprises, Inc. z siedzibą w Memphis oskarżyła o naruszenie praw do znaku towarowego… szkocki browar Brew Dog.

Brew Dog produkuje między innymi piwo Elvis Juice IPA. IPA to Indian Pale Ale, bardzo mocno wychmielone piwo o złotej lub miedzianej barwie i gorzkawym, rześkim smaku. Aby wyróżnić swoje piwo na rynku, browar Brew Dog postanowił najwyraźniej skojarzyć je z postacią Króla Rock&Rolla. Mowa oczywiście o nieżyjącym gwiazdorze, Elvisie Presleyu. Piosenkarz o charakterystycznym stylu i fryzurze, na koncertach którego masowo mdlały kobiety, zmarł w 1977 r., w swojej posiadłości nazwanej Graceland, w Memphis w stanie Tennessee. Nie przeszkadza to w używaniu jego imienia dla oznaczania różnego typu produktów i usług, niekoniecznie rzeczywiście z nim powiązanych.

 Chociaż towary i usługi oferowane przez oba podmioty znacznie się różnią, spółka spadkobierców Elvisa może mieć trochę racji. Aktualnie popularne są bowiem kooperacje przedsiębiorców z różnych dziedzin lub łączone akcje marketingowe. Co więcej, chociaż samo używanie przez producenta piwa „Elvis” można ewentualnie uzasadnić, to jednak pewien stopień nadal działających skojarzeń z nieżyjącym muzykiem może budzić wątpliwości co do stopnia współpracy pomiędzy oboma podmiotami.

Najciekawszy jest jednak finał tej historii. Właściciele browaru, James Watt and Martin Dickie, oficjalnie zmienili imiona na „Elvis”, aby móc tłumaczyć, że piwo zostało tak naprawdę nazwane na ich cześć.

poniedziałek, 26 czerwiec 2017 10:33

Beyoncé broni swoich interesów

Napisała

Beyoncé Giselle Knowles-Carter to nie tylko artystka obdarzona pięknym głosem, ale też bardzo przedsiębiorcza. Beyoncé znalazła się na 38. Miejscu w ubiegłorocznym rankingu czasopisma „Forbes” dotyczącym najbogatszych amerykańskich przedsiębiorców. Jej majątek wyceniono wówczas na 290 milionów dolarów. Ponadto, w ciągu dotychczasowej kariery artystka aż 62 razy była nominowana do nagrody Grammy. Mówi się, że artyści chadzają z głową w chmurach i nie mają serca do biznesu, jednak w tej kwestii Beyoncé najwyraźniej twardo stąpa po ziemi.

Zarówno ona, jak i jej mąż, słynny raper i biznesmen Jay-Z, odnieśli niewiarygodny sukces w budowaniu swojej marki w przemyśle muzycznym i poza nim. W takiej działalności trzeba też wziąć pod uwagę ochronę własności przemysłowej. Imię pierwszej córki pary sław, Blue Ivy, zostało więc zgłoszone w USA do rejestracji jako znak towarowy. Prawdopodobnie to samo stanie się z imionami nowo narodzonych bliźniąt muzycznej gwiazdy i Jaya-Z. Chwilowo jednak Beyoncé zajmuje się w kontekście znaków towarowych imieniem pierworodnej córki.

19 czerwca 2017 r. przeciwko zgłoszeniu na rzecz Beyoncé oznaczenia „Blue Ivy” złożyła sprzeciw właścicielka biura planującego imprezy o nazwie Blue Ivy. Veronica Morales wskazała w swoim sprzeciwie, że mąż piosenkarki, Jay-Z, w wywiadzie przeprowadzonym przez magazyn  „Vanity Fair” stwierdził, że nie zamierza używać znaku towarowego „Blue Ivy” do sprzedaży jakichkolwiek produktów, ale chce tylko uzyskać prawa do znaku, aby uniemożliwić innym skorzystanie z imienia jego pierwszej córki. Taki brak używania naruszałby zaś założenia rejestracji znaku towarowego, który z definicji ma służyć odróżnianiu towarów i usług w obrocie.

poniedziałek, 12 wrzesień 2016 14:23

Feralna nazwa

Napisała

Znana i popularna na rynku marka to skarb każdego przedsiębiorcy. Niektórzy z nich na swoją nazwę pracują przez wiele lat i skrzętnie chronią ją jako znak towarowy. Taka ochrona nadaje oficjalny monopol prawny na wybrane oznaczenie, oczywiście jeśli nie koliduje to z prawami osób trzecich. Dzięki prawu ochronnemu na znak towarowy przedsiębiorca może łatwo egzekwować zaprzestanie naruszeń w przypadku ewentualnych nieuczciwych działań rynkowych konkurentów. Czasami jednak nazwa przedsiębiorstwa czy produktu musi zostać zmieniona. Najczęściej dzieje się tak, ponieważ ktoś celowo albo nie narusza prawa do cudzego znaku towarowego. Czasem jednak powód jest inny.

Niedawno w sieci rozpętała się burza wokół opolskiego przedsiębiorstwa działającego pod nazwa SZOA. Spółka działa na rynku od ćwierćwiecza, oferując klientom między innymi kotły gazowe i kabiny prysznicowe. Teraz jednak SZOA, pod naporem opinii społecznej, niechętnie zmienia nazwę. Już od kilku lat część osób zwracała spółce uwagę na pewną niestosowność jej nazwy w kontekście oferowanych produktów i rynku, na którym działa. Nazwa „SZOA” łatwo może się bowiem skojarzyć z hebrajskim słowem „Szoah” oznaczającym zagładę, używanym na określenie Holocaustu. Biorąc pod uwagę, że zbrodnie dokonywane podczas Holocaustu odbywały się także w komorach gazowych, taka konkretna nazwa spółki oferującej piecyki gazowe może razić, a już z pewnością nie działa dobrze pod względem marketingowym.

Spółka początkowo tłumaczyła się, że 25 lat temu nie było internetu, w którym możliwe jest zweryfikowanie znaczenia niemal każdej nazwy i nie zamierzała nikogo urazić, wybierając taką akurat nazwę. Pod naporem wyrażanej w mediach społecznościowych negatywnej opinii społecznej, nazwa przedsiębiorstwa została ostatnio zmieniona na „SZOLA”.

czwartek, 10 grudzień 2015 22:49

Angielski spór

Napisała

london-eye-945497_19209 lutego 2010 r. spółka The English Cut dokonała w OHIM zgłoszenia oznaczenia słownego „The English Cut” do rejestracji w charakterze wspólnotowego znaku towarowego, dla towarów takich jak  „Odzież, z wyjątkiem garniturów, spodni i marynarek; obuwie, nakrycia głowy”. 4 października 2010 r. hiszpańska sieć domów towarowych El Corte Inglés wniosła sprzeciw wobec rejestracji wspomnianego znaku, na podstawie hiszpańskiego słownego znaku towarowego „El Corte Inglés” oraz dwóch znaków graficznych, w postaci zielonych trójkątnych chorągiewek, z białym lub czerwonym napisem tej samej treści.

12 lipca 2011 r. Wydział Sprzeciwów OHIM oddalił sprzeciw, a już w sierpniu El Corte Inglés wniosła odwołanie od tej decyzji. Sporną decyzją Pierwsza Izba Odwoławcza OHIM oddaliła to odwołanie. Sprawa trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości UE.

Izba Odwoławcza orzekła, że oznaczenia te nie wykazują żadnego podobieństwa na płaszczyznach wizualnej lub fonetycznej. W odniesieniu do płaszczyzny konceptualnej uznała ona, że oznaczenie słowne „The English Cut” rozpatrywane jako całość, będzie postrzegane przez odbiorców hiszpańskich, którzy nie posiadają pogłębionej znajomości języka angielskiego, jako nazwa fantazyjna. Natomiast przyznała ona, że mimo słabej znajomości języka angielskiego u części przeciętnych konsumentów hiszpańskich, angielski wyraz „English” zostanie zrozumiany przez większość tych konsumentów jako wyrażenie pojęcia podobnego do tego wyrażonego za pomocą hiszpańskiego słowa „Inglés”. Przeprowadzając następnie całościową ocenę prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd, Izba Odwoławcza uznała, że słowa „El Corte” i „Cut” stanowią dominujące elementy kolidujących ze sobą oznaczeń, a właściwy krąg odbiorców nie będzie w stanie ustalić jakiejkolwiek „zbieżności konceptualnej” między tymi oznaczeniami.

Trybunał wskazał, że lekki, nieznaczny czy minimalny charakter podobieństwa konceptualnego należy do oceny stanu faktycznego sprawy. Tymczasem Sąd nie jest związany taką oceną dokonaną przez Izbę Odwoławczą, w przypadku gdy stanowi ona część uzasadnienia decyzji, której zgodność z prawem została przed nim zakwestionowana.

Trybunał podkreślił, że Sąd wskazał w zaskarżonym wyroku, iż z porównania kolidujących ze sobą oznaczeń przeprowadzonego wynikało, że oznaczenia te nie są podobne. Otóż, orzekając w ten sposób, Sąd naruszył prawo. Sąd nie mógł bowiem pominąć swojego własnego ustalenia, zgodnie z którym między kolidującymi ze sobą oznaczeniami istnieje podobieństwo konceptualne. W tych okolicznościach Sąd powinien był zbadać, czy stopień podobieństwa, choćby nieznaczny, nie jest – wobec występowania innych istotnych czynników takich jak powszechna znajomość lub renoma wcześniejszego znaku towarowego – wystarczający do tego, by zainteresowany krąg odbiorców dostrzegł między tymi oznaczeniami związek. Wobec tego, sprawa została skierowana do ponownego rozpatrzenia przez Sąd.

wtorek, 24 maj 2016 09:01

Niekompletny sprzeciw

Napisała

30 kwietnia 2012 r. interwenient, Grup Supeco Maxor, SL, dokonał w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia słowno-graficznego unijnego znaku towarowego SUPECO dla aukcji publicznych i sprzedaży detalicznej. 16 sierpnia 2012 r. skarżąca, El Corte Inglés, SA, wniosła sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku towarowego, oparty na słowno-graficznym unijnym znaku towarowym SUPER COR. Wydział Sprzeciwów częściowo uwzględnił sprzeciw, stwierdzając istnienie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w wypadku zgłoszonego znaku towarowego i wcześniejszego znaku towarowego.

Sprawa trafiła przed Sąd UE, który 24 maja 2016 r. wydał wyrok rozstrzygający spór. Sąd wskazał, że w formularzu sprzeciwu skarżąca zaznaczyła pole zatytułowane „Oparty na części towarów i usług”, a następnie wskazała następujące usługi: „reklama; zarządzanie w działalności handlowej; administrowanie działalności handlowej; czynności biurowe”. Ponadto, w przedstawieniu uzasadnienia dotyczącego sprzeciwu skarżąca nie dokonała żadnego innego uściślenia odnoszącego się do usług, na których opierał się wspomniany sprzeciw. A zatem, sprzeciw w niniejszej sprawie nie wykazywał żadnej sprzeczności mogącej wywołać wątpliwości odnoszące się do usług, na których oparto sprzeciw, ponieważ skarżąca zarówno wyraziła swój zamiar oparcia sprzeciwu jedynie na części towarów i usług objętych jej znakiem towarowym, jak i wymieniła część tych usług, w szczególności usługi należące do klasy 35, wymienione w jej zgłoszeniu do rejestracji.

Skarżąca była jednak zdania, iż Izba Odwoławcza błędnie wywiodła ze sprzeciwu, że dotyczy on jedynie usług „reklamy; zarządzania w działalności handlowej; administrowania działalności handlowej; czynności biurowych” i że nie może on być analizowany jako dotyczący również „aukcji publicznych”.  Sąd uznał jednak, że zgodnie z przepisami, rozpatrywanymi w świetle orzecznictwa, należy wskazać jasno i precyzyjnie towary i usługi, na których oparto sprzeciw.

Zgłaszający znak towarowy, który posłużył się wszystkimi ogólnymi określeniami nagłówka danej klasy klasyfikacji nicejskiej w celu identyfikacji towarów lub usług, w odniesieniu do których wnosi on o ochronę znaku towarowego, powinien uściślić, czy zgłoszenie do rejestracji dotyczy wszystkich towarów lub usług wskazanych w alfabetycznym wykazie danej szczególnej klasy, czy też jedynie niektórych z tych towarów lub usług. W wypadku gdyby zgłoszenie dotyczyło jedynie niektórych ze wspomnianych towarów lub usług, zgłaszający jest zobowiązany uściślić, jakie towary lub usługi – spośród należących do tej klasy – są przez niego wskazane. Takie wymogi jasności i precyzji należy uznać za nałożone także wobec wnoszącego sprzeciw, dla celów wskazania towarów i usług, na których oparto sprzeciw, aby umożliwić zarówno EUIPO wydanie orzeczenia w przedmiocie wniesionego sprzeciwu, jak i zgłaszającemu znak towarowy, którego dotyczy sprzeciw, podniesienie argumentów na swoją obronę. Dlatego też skarga została oddalona w całości.

Zgłoszenie znaku towarowego w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej możesz wykonać przy pomocy Kancelarii Prawno Patentowej Jarzynka i Wspólnicy.

poniedziałek, 03 czerwiec 2013 12:00

Znak towarowy "Masajowie"

Napisała

Masajski wojownik czy kobieta Masajów ozdobiona koralikami - jest to jeden z najbardziej spopularyzowanych obrazów plemiennej Afryki. Dziesiątki firm używają go do sprzedaży produktów, dlatego też starsi Masajów rozważają obecnie ubieganie się o ochronę dla ich "marki" w postaci znaku towarowego.

Dlatego też starszyzna Masajów powołała do życia Maasai Intellectual Property Initiative (Masajska Organizacja Własności Intelektualnej). Masajowie uważają, że zostali wykorzystani przez przemysł i kulturę masową. Ich wizerunek jest bowiem wykorzystywany do promocji najróżniejszych towarów, od telefonów komórkowych po samochody.

Masajowie zwracają uwagę, że ludzie muszą zrozumieć kulturę innych i szanować ją, a nie wykorzystywac jedynie do własnych celów.

Według Light Years IP, organizacji pozarządowej, która specjalizuje się w zabezpieczaniu praw własności intelektualnej w krajach rozwijających się, około 80 firm na całym świecie reklamuje się obecnie przy wykorzystaniu wizerunku Masajów lub samej nazwy tej społeczności. Klienci mogą znaleźć akcesoria Masai wykonane dla Land Rovera, specjalistyczne obuwie sportowe Masai Barefoot, a nawet ręczniki plażowe, czapki, szaliki i torby z linii Masai domu mody Louis Vouitton. Masajom nie podoba się, że nie mają ze sprzedaży tych towarów żadnych korzyści.

Organizacja Light Years IP szacuje, że jeśli "znak towarowy" Masajów byłby własnością korporacji, wart byłby więcej niż 10 milionów dolarów.

Sprawą rejestracji nazwy plemienia Masajów jako znaku towarowego zajmuje się stowarzyszenie African IP Trust.

piątek, 14 kwiecień 2017 07:06

Przepis na prawa autorskie

Napisała

Jedzenie to nie tylko paliwo, które daje nam siłę do pokonywania codziennych wyzwań, ale też nagroda lub sposób na miłe spędzenie czasu. Każdy z nas ma swoje sposoby przygotowywania ulubionych smakołyków, czasem nowe, wyszperane gdzieś na kulinarnych blogach, a czasem przekazywane w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Co ciekawe, niektóre przepisy, szczególnie te wykorzystywane przez duże firmy czy restauracje, są objęte ścisłą tajemnicą. Jako przykład można tu podać sekretną recepturę napoju opatrzonego znakiem towarowym Coca-Cola czy przepis na słynną panierkę do kurczaka z KFC - Kentucky Fried Chicken.

Czy przepis kulinarny da się chronić tak, aby nikt nie skorzystał z niego wbrew naszej woli? Z pewnością, przepisu kulinarnego nie da się opatentować. Wydaje się więc, że główny środek do nieujawniania treści i składników przepisu na konkretne danie to chronione karami umownymi know-how. Tak właśnie o swój monopol dba producent Coca-Coli.

Można jeszcze ewentualnie zastanowić się, czy przepisu nie dałoby się chronić na podstawie prawa autorskiego. Co prawda sam pomysł na daną potrawę i sposób jej przygotowywania nie podlegają ochronie prawnoautorskiej, jednak już literackie przedstawienie wszystkich faz i składników potrzebnych do przygotowanie danej potrawy można by uznać – w zależności od formy – za utwór w rozumieniu prawa autorskiego. W takim przypadku, wykorzystanie przepisu w książce czy na blogu w internecie bez zgody jego autora stanowić może naruszenie praw autorskich. To z kolei może skutkować nawet dochodzeniem odszkodowania przez twórcę przepisu. Na całe szczęście, naruszenia nie stanowi ugotowanie pyszności z danego przepisu, które mogą potem wylądować na świątecznym stole i zadbać o dobry humor biesiadników. 

czwartek, 07 lipiec 2016 15:07

JUST DO IT czy JUST BRING IT?

Napisała

Nike, gigant na rynku odzieży sportowej, często patronuje różnorodnym ważnym wydarzeniom z dziedziny sportu. Tym razem jednak spółka, używająca logo z charakterystyczną „łyżwą”, gra przeciwko sportowcom. W czerwcu 2016 r. Nike wniosła powództwo oparte o naruszenie praw do znaku towarowego przeciwko spółce World Wrestling Entertainment, Inc. Ta ostatnia złożyła bowiem wniosek w amerykańskim urzędzie patentowym o rejestrację znaku towarowego „JUST BRING IT”, między innymi dla ubrań i obuwia.

Takie oznaczenie wybitnie nie spodobało się potentatowi na rynku odzieży sportowej. Nike posiada bowiem własny znak towarowy „JUST DO IT”, często wykorzystywany w reklamach marki, również w tych z udziałem znanych sportowców. Zdaniem spółki, rejestracja i wykorzystywanie na rynku oznaczenia „JUST BRING IT”, ze względu na jego podobną konstrukcję do znaku towarowego Nike, mogłoby wprowadzić konsumentów w błąd co do pochodzenia towarów nim opatrzonych. Takie działania mogłyby też przynieść Nike szkody finansowe oraz spowodować rozwodnienie charakteru odróżniającego znaku „JUST DO IT”. Mógłby to też być sygnał dla innych podmiotów, że mogą używać na rynku bez konsekwencji podobnych oznaczeń.

Nike nie pierwszy raz działa w podobnej sprawie. Spółka wniosła już wiele sprzeciwów w różnych państwach przeciwko zgłoszeniom znaków „JUST DO IT” lub ich wariacji. Jednym z takich znaków było zgłoszone w USA oznaczenie „JUST JESU IT”. Hasło „JUST DO IT”, pomimo tego, że samo w sobie nie ma szczególnie silnego charakteru odróżniającego, nabrało go ze względu na szeroki zakres jego używania w kampaniach reklamowych przez markę Nike. Ta cecha nazywana jest wtórnym charakterem odróżniającym i często pomaga przedsiębiorcom chronić znaki już używane na rynku, które na początku ich wykorzystywania być może wcale nie zostałyby zarejestrowane jako znaki towarowe.