Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    Aktualności

    Producentowi klocków Lego po raz pierwszy udało się wygrać w Chinach sprawę z dziedziny nieuczciwej konkurencji. Sprawa toczyła się przeciwko chińskim naśladowcom. Podróbki znanych klocków były produkowane przez dwie firmy i sprzedawane pod nazwą „Bela”. Zdaniem Lego, wyrok wskazuje na to, że chińskie sądy będą wzmacniać ochronę własności intelektualnej. Peter Thorslund Kjær, z działu prawnego duńskiej firmy, stwierdził, że orzeczenie jest doniosłe w kontekście prowadzenia działalności biznesowej w państwie środka, „istotne dla rozwoju przyjaznego otoczenia biznesowego dla firm”.

    Wyrok sądu zapadł już we wrześniu, ale dopiero w listopadzie, po upływie terminu do wniesienia odwołania, uprawomocnił się. Zwycięstwo Lego było poprzedzone wcześniejszym orzeczeniem, w którym stwierdzono, że nazwa „Lego” i logo są renomowanymi znakami towarowymi w Chinach.

    Sprzedaż duńskich klocków w Europie i USA w ostatnim czasie spadała. Dlatego firma zaczęła poszukiwać nowych możliwości zbytu, w szczególności w Azji. Zdaniem Lego chiński rynek ma ogromny potencjał rozwoju.

    Jednak dużym problemem okazały się chińskie firmy produkujące podróbki klocków. Na rok przed wydaniem wyroku, BBC przeprowadziła test – dyrektor chińskiego oddziału Lego miał za zadanie odróżnić oryginalne produkty od podróbek. Niektóre z chińskich firm potrafiły tak dobrze naśladować oryginał, że nie był w stanie odróżnić ich podróbek od oryginalnych klocków. Na szczęście, zapadły wyrok pokazuje, że klocki Lego będą chronione także w Chinach.

    Characters for Hire, czyli po prostu "Postacie do wynajęcia", to amerykańska firma eventowa. Jak sama nazwa wskazuje, firma zajmuje się wynajmowaniem na imprezy osób przebranych za postacie z filmów czy kreskówek. Pracownicy Characters for Hire mieli wcielić się między innymi w: Myszkę Miki, Elsę z „Krainy Lodu”, Królewnę Śnieżkę, Iron Mana, Datha Vadera, czy Chawbaccę z „Gwiezdnych wojen”. Tak twierdzą spółki związane z wytwórnią Disneya – Marvel, Lucas Film i sam Disney. Producenci utrzymują, że Characters for Hire naruszył ich prawa autorskie i znaki towarowe. Ich zdaniem jakość odtwarzanych postaci jest niska i tym samym wykorzystywanie tych postaci przez Characters for Hire powoduje nie tylko spadek wartości cennych marek, ale wręcz „bruka wizerunek disnejowskich postaci”.

    Producenci dochodzą swoich praw w sądzie. Domagają się, obok innych roszczeń, uznania, że Characters for Hire dokonało naruszenia umyślnie.

    Co na to Characters for Hire? Firma wysuwa dwa interesujące argumenty w celu odparcia zarzutów. Po pierwsze, wskazuje, że wiele postaci Disneya wywodzi się z baśni skandynawskich i legend, na przykład: Kopciuszek, Królewna Śnieżka, Aladyn, Śpiąca królewna, czy Thor i Loki. Prawa do tych postaci i samych opowieści o nich nie przysługują nikomu, utwory należą do tak zwanej „domeny publicznej”, co oznacza, że każdy może z nich korzystać. A skoro tak, to wykorzystując te postacie w swojej działalności Characters for Hire nie narusza niczyich praw. Po drugie, Characters for Hire twierdzi, że strój postaci, a dokładniej jego wizualna, trójwymiarowa postać, jako „produkt użytkowy”, nie jest chroniony przez amerykańskie prawo autorskie. Jednak zgodnie z utrwalonymi poglądami graficzne przedstawienie postaci jest chronione jako całość, łącznie z ich ubraniem.

    Prawnicy, którzy wypowiadają się o sprawie twierdzą, że ta argumentacja raczej nie będzie skuteczna, a sąd uzna, że Characters for Hire naruszył prawa producentów do postaci. Choć, jak przyznają, wątpliwe, by sąd uznał, że firma działała umyślnie.

    poniedziałek, 18 grudzień 2017 07:03

    Znak towarowy "360 stopni" nie dla Colgate-Palmolive!

    Napisała

    7 grudnia Sąd Unii Europejskiej ostatecznie zakończył spór dotyczący znaku towarowego „360°”. Znak został zgłoszony przez znany z produkcji pasty do zębów koncern Colgate-Palmolive. Trzyosobowy skład sędziowski orzekł, że oznaczenie nie posiada charakteru odróżniającego.

    Sąd przychylił się w ten sposób do wcześniejszych rozstrzygnięć, które zapadły w tej sprawie. We wrześniu 2015 r. Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) odmówił rejestracji znaku Colgate-Palmolive. Firma odwołała się od tej decyzji do izby odwoławczej EUIPO. Odwołanie zostało oddalone, a zgłaszająca znak firma złożyła skargę do Sądu UE.

    Zdaniem Sądu „fakt, że zgłaszający używał znaku w sposób ciągły przez dłuższy czas nie jest wystarczający dla wykazania, że odbiorcy będą postrzegali ten znak jako oznaczenie pochodzenia określonych towarów”. Sąd stwierdził też, że z dowodów dostarczonych przez koncern wynika , że oznaczenie nigdy nie pojawia się samodzielnie, ale zawsze jest powiązane z nazwą „Colgate”.

    Zgłaszający – w cenie orzekającego składu – nie przedstawił żadnego dowodu, który świadczyłby o tym, że znak jest adresowany do właściwego kręgu odbiorców, ani żadnego dowodu, który świadczyłby o tym, że znak nabrał charakteru odróżniającego.

    W 2014r. Xiaomi, chiński producent smartfonów zgłosił do ochrony w Urzędzie ds. Własności Intelektualnej Unii Europejskiej (EUIPO), znak towarowy „Mi Pad” przeznaczony do oznaczania "urządzeń elektronicznych i usług telekomunikacyjnych".

    EUIPO odmówiło rejestracji znaku, w wyniku złożonego przez amerykański koncern Apple sprzeciwu, w konsekwencji czego sprawa trafiła do Sądu Unii Europejskiej.   

    Sąd orzekł, że „Mi Pad” nie może być zarejestrowany jako unijny znak towarowy ze względu na wysoki stopień podobieństwa do znaku towarowego „iPad” firmy Apple, mimo że istnieje różnica w wymowie. Apple przedstawił dowód na to, że anglojęzyczni konsumenci mogą wymawiać „Mi Pad” jako "majpad", co brzmi podobnie do „ajpad”.

    Sąd stwierdził, podtrzymując argumentację Apple’a, że przeciętni odbiorcy, będąc  zdezorientowani przez podobieństwo tych dwóch nazw, mogą uznać, że tablet firmy Xiaomi jest odmianą iPada czyli tabletu Apple’a.  Sąd uznał, że „Odmienność spornych oznaczeń, wynikająca z obecności dodatkowej litery "m" na początku "Mi Pad", nie jest wystarczająca, aby zrównoważyć wysoki stopień wizualnego i fonetycznego podobieństwa między tymi dwoma znakami.” Tym samym uznał, że istnieje ryzyko, że "właściwy krąg odbiorców uzna, że ​​dane towary i usługi" pochodzą od tego samego przedsiębiorstwa.

    Xiaomi nadal ma możliwość odwołania się od tej decyzji do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale firma nie wskazała jeszcze, czy zamierza to uczynić. Nie skomentowała także  orzeczenia Sądu Unii Europejskiej, wydanego w sprawie.

    Coca-Cola wygrała spór z Urzędem Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO), toczący się przed Sądem Unii Europejskiej.

    Sprawa miała swój początek w 2010 roku. Syryjska firma posługująca się nazwą Mitico wystąpiła z wnioskiem o rejestrację oznaczenia słownego „Master” dla napojów i produktów żywnościowych. Coca-Cola złożyła sprzeciw. Firma twierdziła, że krój czcionki w zgłoszonym znaku jest podobny do tego, który zastosowano w słynnym oznaczeniu „Coca-Cola”.

    Sprzeciw został oddalony. Urząd uznał, że znaki nie są podobne i nie istnieje ryzyko konfuzji, mimo faktu, że służą do oznaczania tożsamych towarów. W toku instancji sprawa trafiła do Sądu UE, który w 2014 r. unieważnił decyzję Urzędu. W 2015 Urząd wydał kolejną decyzję, której tym razem stwierdził, że Coca-Cola nie udowodniła ryzyka korzystania przez Mitico z reputacji słynnego znaku. Oczywiście i ta decyzja została zaskarżona amerykański przez koncern.

    Ta skomplikowana sprawa została wreszcie rozstrzygnięta przez Sąd UE w wyroku z 7 grudnia 2017 na korzyść Coca-Coli. Zdaniem Sądu, Urząd zignorował dowody świadczące o tym, że Mitico zamierzało skorzystać z reputacji znaku Coca-Cola. Sąd zauważył też, że oznaczenie „Master” jest używane wyłącznie w Syrii i na Środkowym Wschodzie. Z tego powodu, Urząd powinien wziąć pod uwagę dowody dotyczące korzystania ze znaku poza Unią Europejską, by stwierdzić, czy korzystanie ze znaku na obszarze Unii Europejskiej mogłoby stwarzać ryzyko czerpania nieuprawnionych korzyści ze znaku Coca-Cola. Biorąc to ostatnie pod uwagę Sąd stwierdził, że takie ryzyko na terenie Wspólnoty zachodzi.

     

    czwartek, 14 grudzień 2017 07:49

    Brexit, a znaki towarowe. Czy jest powód do niepokoju?

    Napisała

    Podczas, gdy negocjacje w sprawie Brexitu wciąż trwają, Komisja Europejska przygotowała zawiadomienie dla właścicieli znaków towarowych, dotyczące sytuacji, w której porozumienie między Wielką Brytanią i Unią Europejską nie doszłoby do skutku. Ogłoszenie, które kontrasygnował także Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO), zostało wydane we wtorek, 5 grudnia. "Z zastrzeżeniem wszelkich postanowień przejściowych, które mogą być zawarte w ewentualnych umowach o wypowiedzeniu, począwszy od daty wycofania z Unii, przepisy unijne dotyczące Znaków Towarowych Unii Europejskiej (EUTM) i Wzorów Wspólnotowych nie będą już miały zastosowania do Wielkiej Brytanii" oznajmiono.

    W zawiadomieniu wyjaśniono, że każdy wniosek o rejestrację znaku towarowego Unii Europejskiej lub wzoru wspólnotowego, będący w trakcie rozpatrywania przez EUIPO przed datą wycofania Wielkiej Brytanii z Unii, nie będzie, od tego momentu, obejmować terytorium Wielkiej Brytanii. Wszelkie prawa przyznane przez EUIPO w dniu wypowiedzenia lub później obejmą jedynie 27 państw członkowskich", wyjaśniono. W komunikacie wskazano także, że ze względu na znaczną niepewność, w szczególności w odniesieniu do treści ewentualnej umowy o wycofaniu Wielkiej Brytanii z Unii, zarówno posiadacze praw, jak i zgłaszający muszą odpowiednio zabezpieczyć swoje interesy jeżeli chcą, by ochrona ich praw była skuteczna na terenie Wielkiej Brytanii.

    Głos w sprawie praw własności intelektualnej w związku z Brexitem zabrał Marques, europejska organizacja reprezentująca interesy właścicieli znaków towarowych, która wyraziła poważne obawy z uwagi na brak uzgodnień negocjacyjnych, obejmujących zasady postępowania w tym zakresie. Niepokój jest duży, jako że główne instytucje doradzające w sprawie rozwiązania kwestii własności intelektualnej dot. Brexitu, tj. EUIPO i UKIPO (Urząd Patentowy Wielkiej Brytanii), same nie uzgodniły kluczowych kwestii, które powinny być przedmiotem negocjacji. Zdaniem Marques  najważniejsze jest to, by zagwarantować, że ​​Brexit nie spowoduje utraty istniejących praw własności intelektualnej oraz że ​​firmy nie będą musiały ponosić nieprzewidzianych wcześniej kosztów utrzymania istniejących praw.

    Spółka Forever 21 uderza w znaki towarowe Gucci. Przedmiotem sporu są znaki towarowe włoskiego domu mody Gucci w równoległe niebiesko-czerwono-niebieskie i  zielono-czerwono-zielone paski. W pozwie złożonym przeciwko Gucci w czerwcu w Sądzie Okręgowym Stanów Zjednoczonych dla Centralnego Dystryktu Kalifornii, Forever 21 podnosi, że Gucci wielokrotnie groził, że pozwie Forever 21 za korzystanie z wielu zarejestrowanych znaków towarowych. Gigant  mody sieciowej domaga się stwierdzenia, że jego odzież nie narusza znaków towarowych z paskami Gucci, aby Gucci nie miało powodu ani argumentów do wnoszenia sprawy o naruszenie znaków towarowych. Ponadto, w pozwie Forever 21 domaga się unieważnienia zarejestrowanych znaków towarowych Gucci z równoległymi paskami. Forever 21 przytacza ponad 100 przykładów odzieży i akcesoriów, które wykorzystują podobne paski. Powołując się m.in. na przykłady Louis Vuitton, Balenciaga, Tory Burch, J. Crew i Urban Outfitters, Forever 21 stara się pokazać, że konsumenci nie kojarzą „pasiastych” znaków towarowych  z Gucci. Pasiaste znaki towarowe Gucci są w zasadzie niezdolne do pełnienia funkcji znaków towarowych, ponieważ stanowią  element dekoracyjny. Poza tym paski Gucci są zbyt powszechne lub ogólne, by mogły służyć jako znaki towarowe. Zdaniem Forever 21, monopol Gucci na codzienne kombinacje kolorów zaszkodzi konsumentom i projektantom dlatego powinny  być dostępne dla wszystkich. Jaki będzie efekt – zobaczymy.

    wtorek, 12 grudzień 2017 08:55

    Call of Duty przed sądem. Dwukrotnie!

    Napisała

    Gra komputerowa „Call of Duty” stała się ostatnio przedmiotem dwóch spraw z zakresu prawa własności intelektualnej.

    Przed amerykańskim Urzędem Patentów i Znaków Towarowych toczy się obecnie sprawa znaku towarowegoCall of Doo Dee”. Znak zgłosiła w lipcu tego roku firma założona i prowadzona przez amerykańskie małżeństwo. „Call of Doo Dee” ma służyć do oznaczania usług z zakresu usuwania nieczystości po zwierzętach. Oznaczenie wydaje się przypominać brzmieniowo „Call of Duty”, czyli nazwę wspomnianej gry komputerowej, której wydawcą jest amerykańska firma Activision.

    11 października amerykański urząd opublikował informację o zgłoszeniu. Następnie, po upływie 11 dni, firma zgłaszająca znak towarowy wystąpiła z prośbą o zaniechanie rozpoznania zgłoszenia. Mimo to, 31 października, znak towarowy został opublikowany w oficjalnym biuletynie Urzędu, w celu zgłoszenia sprzeciwu. 20 listopada Activision zwróciła się z prośbą o przedłużenie terminu na zgłoszenie sprzeciwu. Urząd przychylił się do tej prośby, termin zaś został przedłużony do 30 grudnia.

    Druga sprawa dotyczy wykorzystana znaku towarowego w samej grze. AM General, firma produkująca pojazd Humvee (wielofunkcyjny samochód terenowy opracowany na potrzeby amerykańskiej armii), zarzuciła Activision wykorzystanie w „Call of Duty” znaku towarowego „Humvee” oraz samych pojazdów. AM General jest właścicielem dwóch znaków towarowych dotyczących tej nazwy. Znak towarowy nr 1697530 został zgłoszony dla ciężarówek, natomiast znak towarowy nr 2305256 dla zabawek. Powództwo w tym zakresie zostało wniesione do sądu na początku listopada i obecnie czeka na rozstrzygnięcie.

    poniedziałek, 11 grudzień 2017 08:53

    Sławne „Let it Go” plagiatem?

    Napisała

    Kalifornijski muzyk, Jaime Ciero wystąpił z pozwem przeciwko Disney’owi. Sprawa dotyczy filmu animowanego „Kraina lodu”, a konkretnie pochodzącego  z tego filmu utworu „Let it Go”. Oprócz wytwórni filmowej, pozwani zostali także: wykonawczyni utworu – Demi Lovato, aktorka użyczająca głosu głównej postaci i wykonująca utwór w filmie – Idina Menzel, oraz autorzy utworu „Let it Go”. Pozew złożono 23 listopada 2017 roku.

    Jaime Ciero jest autorem utworu „Volar”. Jak stwierdza w pozwie „Volar” odniósł wielki, międzynarodowy sukces, dotarł do milionów słuchaczy, a także znalazł się na licznych listach przebojów najpopularniejszych i najczęściej granych utworów. Zdaniem muzyka utwór został następnie bezprawnie skopiowany i wykorzystany do stworzenia „Let it Go”.

    Na czym polega zbieżność „Volar” i „Let it go”? W ocenie Ciero disnejowski hit zawiera kombinacje i struktury nutowe, fragmenty melodii, słowa, czy tematy, które są co najmniej w dużym stopniu podobne do tych, które zawarł w „Volar”. Podobieństwa tych dwóch utworów są tak uderzające, że „wykluczają możliwość uznania, że „Let it Go” jest niezależnie stworzonym utworem”, twierdzi Ciero.

    To nie pierwszy raz, kiedy twórcy „Krainy lodu” spotykają się z zarzutami. W 2014 roku na drogę sądową wystąpiła pisarka Isabella Tanikumi. Autorka zarzucała filmowi naruszenie jej autorskich praw majątkowych do autobiografii „Tęsknoty serca” („Yearnings of the Heart”). Twierdziła, że w filmie pojawia się 18 przypadków przeniesienia z jej książki: postaci, wątków głównych i pobocznych, fragmentów fabuły. Jednakże rozpatrujący sprawę sąd nie dopatrzył się zarzucanych naruszeń.

    Zarzuty pod adresem filmu wysunęła też reżyserka Kelly Wilson. Twierdziła, że zwiastun „Krainy lodu” był w znacznym stopniu podobny do jej krótkometrażowego filmu „Bałwan”. Natomiast w 2015 roku „Kraina lodu” sama stała się przedmiotem potencjalnych naruszeń. Sprawa dotyczyła piosenki przygotowanej na zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie, konkretnie rzekomego naruszenia przez tę piosenkę praw autorskich do utworu „Let it Go”. Część użytkowników serwisu Youtube, po przesłuchaniu chińskiego utworu, stwierdziła, że korzysta on z popularności filmu i pochodzącego z niego utworu „Let it Go”. W konsekwencji utwór przygotowany na igrzyska został usunięty z serwisu.

    Tymczasem sprawa z powództwa Jaime Ciero czeka na rozstrzygnięcie. Muzyk domaga się udziału w zyskach z filmu, a także z muzyki filmowej i reklam. Sam zaś film w skali świata zarobił około 1,3 bln dolarów.

    Bezprzewodowe ładowanie, kamera na podczerwień i rozpoznawanie twarzy to niektóre z funkcji, w jakie został zaopatrzony nowy iPhone X. Niestety, odświeżenie kultowego urządzenia amerykańskiej spółki przyniosło jej kłopoty prawne. Apple został pozwany w związku z wykorzystaniem w iPhonie X nazwy „animoji”.

    Z powództwem wystąpiła japońska firma Emonster, produkująca oprogramowanie. Jak się okazuje „animoji” to zarejestrowany na jej rzecz znak towarowy. Firma zarzuca Apple naruszenie prawa do tego znaku
    Na czym polega animoji? W wersji zastosowanej w iPhonie X, jest to funkcja, która umożliwia animowanie emotikonów przedstawiających wyraz twarzy, czyli po prostu określoną emocję. Do celu animacji funkcja używa technologii rozpoznawania twarzy. Podczas premiery iPhone’a X, we wrześniu bieżącego roku, szef marketingu Apple’a przedstawił animoji jako „niezwykłe doświadczenie” w komunikacji z rodziną i przyjaciółmi.

    Tymczasem, w złożonym pozwie, japońska firma twierdzi, że znak towarowy „animoji” został zarejestrowany przez nią już w 2014 roku, dla oznaczenia aplikacji służącej pisaniu smsów. Aplikacja została wprowadzona na rynek. Co istotne, aplikacja była dostępna w Apple App Store. A to oznacza, że Apple wiedział o jej istnieniu.

    Zdaniem Emonster posłużenie się nazwą „animoji” przez Apple stanowi podręcznikowy przykład umyślnego naruszenia: „Apple – twierdzi w pozwie Emonster – przejął nazwę „animoji” i udaje, że pochodzi od niego”. Japońska firma domaga się odszkodowania i zakazu używania przez czas procesu terminu „animoji”.

    Rzecznik prasowy Apple odmówił komentarza w sprawie.

    © 2012-2017