Aktualności
czwartek, 13 lipiec 2017 13:35

Współistnienie na rynku znaków towarowych

Napisała

12 lutego 2007 r. Montorsi Francesco & Figli SpA dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego MONTORSI F. & F. 28 grudnia 2010 r. interwenient, Casa Montorsi Srl, wystąpił z wnioskiem o unieważnienie prawa do kwestionowanego znaku towarowego, opartym na wcześniejszym słownym włoskim znaku towarowym Casa Montorsi.

Wydział Unieważnień unieważnił kwestionowany znak towarowy dla towarów „mięso, ryby, drób i dziczyzna; jaja”, ale potwierdził jego ważność dla innych towarów objętych tym znakiem towarowym, to jest „ekstraktów mięsnych; owoców i warzyw konserwowanych, suszonych i gotowanych; galaretek, dżemów, mleka i produktów mlecznych; olejów i tłuszczów jadalnych”. Wydział Unieważnień zaznaczył, że kwestionowany znak towarowy wykazywał przeciętny stopień podobieństwa z wcześniejszym znakiem towarowym, ponieważ te dwa znaki towarowe zawierały to samo nazwisko Montorsi. Mając na uwadze identyczność lub podobieństwo towarów i kolidujących ze sobą znaków towarowych, istniało prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd włoskojęzycznych odbiorców. Po odwołaniu od decyzji sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok w lipcu 2017 r.

Sąd wskazał, że przedmiotem wniosku o unieważnienie był w niniejszej sprawie unijny znak towarowy, który jest pod każdym względem zagranicznym znakiem towarowym, w przeciwieństwie do krajowego znaku towarowego, i którego ważność rozciągałaby się na wszystkie państwa Unii, oraz że w dodatku krajowy znak towarowy mógłby skutecznie zostać powołany w sprzeciwie wobec unijnego znaku towarowego. Terytorium istotnym dla niniejszego sporu nie są Włochy, lecz jest nim Unia. Żadne rozważania prawne nie mogą być na tyle nielogiczne, aby sugerować, że ewentualna zgoda na rejestrację w jednym państwie rozszerzyłaby – sama w sobie – jej zakres na 27 innych państw członkowskich.

Zgodnie z orzecznictwem, o ile nie jest wykluczone, że współistnienie na rynku wcześniejszych znaków towarowych mogłoby ewentualnie zmniejszyć prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd w przypadku dwóch kolidujących ze sobą znaków towarowych, o tyle tego rodzaju ewentualność może zostać uwzględniona jedynie wówczas, gdy w toku postępowania przed EUIPO właściciel unijnego znaku towarowego odpowiednio wykazał, iż rzeczone współistnienie opiera się na braku prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w odczuciu właściwego kręgu odbiorców w przypadku wcześniejszych znaków towarowych, na które właściciel ten się powołuje, oraz wcześniejszego znaku, który jest przedmiotem wniosku o unieważnienie, i z zastrzeżeniem, że te wcześniejsze znaki towarowe i kolidujące ze sobą znaki towarowe są identyczne. Izba Odwoławcza słusznie stwierdziła, że dla zakwestionowania wniosku o unieważnienie na podstawie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd skarżąca powinna była – czego nie uczyniła – udowodnić nie tylko współistnienie znaków towarowych, ale również że współistnienie to było wynikiem braku prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd, a to poprzez dostarczanie dowodów takich jak sondaże opinii publicznej, oświadczenia stowarzyszeń konsumentów lub inne.

wtorek, 06 grudzień 2016 15:54

Słodycze z nutką goryczy

Napisała

Sztuka w mieście uprzyjemnia życie. Instalacje artystyczne pozwalają nam spojrzeć na coś innego, niż zwykłe chodniki, ściany czy wiaty przystanków, dzięki czemu możemy odpłynąć myślami w przyjemniejsze miejsca. Obecnie często do współpracy nad ożywaniem miejskiej przestrzeni zapraszani są artyści, także zagraniczni. Co innego jednak wszechobecna reklama – wielkopowierzchniowe plakaty reklamowe to nic innego, jak wizualne zaśmiecanie miasta. Niestety, nijak się one mają do sztuki. Wiele miast w Polsce walczy z taką formą reklamy, jednak reklamodawcy nie chcą wcale złożyć w tej walce broni.

Taka sytuacja, kiedy reklamodawca rozpowszechnił używany przez siebie znak towarowy niejako podstępem, miała ostatnio miejsce w Warszawie. Na warszawskiej Pradze, na ścianie kamienicy z 1892 r., miał powstać mural przedstawiający technologa mocno związanej z historią tej dzielnicy fabryki czekolady, pokazującego jej założycielowi, Janowi Wedlowi, najnowszy wynalazek – pianki „Ptasie Mleczko”. Konserwator zabytków otrzymał cztery projekty muralu, z których wybrał jeden. Okazuje się jednak, że nie do końca spełnia on oczekiwania miasta i jego mieszkańców.

Znaczną część niebrzydkiego muralu zajmuje bowiem znak towarowy „E. Wedel”, do którego prawa należą obecnie do  japońsko-koreańskiego koncernu LOTTE Group. O takim działaniu nie było zaś mowy w projekcie. Ze względu na nadprogramowe „zdobienia”, zamiast muralu i sztuki Praga dostała kolejną ogromną reklamę, tylko namalowaną na murze, a nie wydrukowaną i powieszoną na plakacie. Decyzja o tym, czy oszukana sztuka pozostanie na ścianie praskiej kamienicy, czy też z niej zniknie, należy do nadzoru budowlanego.

wtorek, 19 czerwiec 2018 06:13

Spór o kolor logo. T-Mobile broni koloru.

Napisała

Niedawno pisaliśmy na blogu o sporze T-Mobile i brytyjskiej firmy DataJar. Chodzi o rzekome wykorzystanie przez tę firmę w swoim logo koloru różowego w odcieniu magenta, który jest zastrzeżony jako znak towarowy na rzecz Deutsche Telecom (właściciela T-Mobile). Takiego koloru DataJar miało użyć w zgłoszonym do ochrony znaku towarowym.

Deutsche Telekom i jego prawnicy twierdzą, że odcień magenta jest kluczowym elementem identyfikacyjnym firmy. Z kolei prezes DataJar, James Risdale, uznaje sprawę za absuradalną i wskazuje, że jego firma nie używa tego samego odcienia różowego. Zdaniem Risdale’a „nie można mieć na własność koloru”. Jednak prawnicy wypowiadający się w sprawie wyjaśniają, że jest nieco inaczej. Kolor może, w pewnych przypadkach, uzyskać ochronę jako znak towarowy, przy czym musi zostać zgłoszony do ochrony jako jeden z odcieni pantone – systemu standaryzacji kolorów.

Deutsche Telekom jest reprezentowana w sprawie przez znaną prawniczą korporację Hogan Lovells. W przesłanym do DataJar liście ostrzegawczym, prawnicy tej firmy mieli podnieść argumenty dotyczące identyfikacyjnej roli odcienia „magenta”, a także argumenty dotyczące osłabiania marki T-Mobile przez znak towarowy DataJar.

Jak już wspomnieliśmy brytyjska spółka stanęła w obliczu decyzji, czy dokonać rebrandingu, czy też wejść w kosztowny spór. Tym bardziej, iż pojawiają się głosy, że duża i renomowana korporacja taka jak Hogan Lovels nie sygnowałaby swoją marką pisma, które nie miałoby podstaw. Toteż wygrana sporu przez DataJar jest wysoce niepewna.

wtorek, 19 kwiecień 2016 09:46

Ochrona wirtualnych pieniędzy

Napisała

Co prawda pieniądze zazwyczaj zarabia się ciężko, ale czasem  można również zarobić na pieniądzach. Zarobić na pieniądzach postanowił pewien działający na terytorium Rosji przedsiębiorca, zajmujący się startupami, który złożył w  rosyjskim urzędzie patentowym opublikowane w połowie kwietnia 2016 r. zgłoszenie znaku towarowegoBitcoin”.

Bitcoin to zaprojektowana w 2008 r. wirtualna quasi-waluta, która może być zapisana na dysku komputera lub w formie pliku-portfela w specjalnym serwisie zajmującym się przechowywaniem takich wirtualnych „portfeli”. Bitcoiny mogą być przesłane jako zapłata do dowolnej osoby posiadającej bitcoinowe konto. Wykorzystywane są zazwyczaj w sieciach peer-to-peer. Waluta, pomimo że istnieje tylko w Internecie, jest również używana jako środek płatności. W 2013 r. w Kanadzie otwarto pierwszy bankomat wydający realne pieniądze za bitcoiny.

Liczba osób korzystających w Rosji z bitcoinów systematycznie rośnie. Jednocześnie, rosyjski rząd robi wszystko, żeby zniechęcić obywateli do korzystania z tej wirtualnej waluty. Na początku bieżącego roku rosyjskie Ministerstwo Finansów wprowadziło ustawę, która traktuje wymianę bitcoinów na rosyjską walutę – rubel – jako nielegalny proceder.

Nie jest to pierwsza próba rejestracji znaku towarowego „bitcoin”. W 2011 r. amerykański prawnik usiłował zarejestrować znak w USA i Francji. Działania w USA zakończyły się jednak porażką. Prawnik nadal próbował we Francji, jednak tam jego zgłoszenie zostało oprotestowane przez Mt. Gox, założoną w 2009 r. giełdę bitcoin, i również nie doszło do skutku. Zdaniem Mt. Gox, termin “bitcoin” ma pozostać wolnym do używania dla wszystkich. 

czwartek, 26 styczeń 2017 15:43

Wątpliwości Sądu Najwyższego

Napisała

Stowarzyszenia Filmowców Polskich jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, które działa na podstawie zezwolenia w Polsce i jest uprawnione do zarządzania prawami autorskimi do utworów audiowizualnych i ich ochrony. Stowarzyszenia „Oławska Telewizja Kablowa” rozpowszechnia programy telewizyjne za pośrednictwem sieci kablowej na obszarze miasta Oława (Polska). Po wypowiedzeniu w dniu 30 grudnia 1998 r. umowy licencyjnej określającej zasady wynagrodzenia między stronami OTK w dalszym ciągu korzystało z utworów chronionych prawem autorskim i złożyło do Komisji Prawa Autorskiego wniosek zmierzający zasadniczo do ustalenia wynagrodzenia należnego za korzystanie z praw autorskich, którymi zarządza SFP. Postanowieniem z dnia 6 marca 2009 r. komisja ta ustaliła rzeczone wynagrodzenie, które zostało opłacone.

12 stycznia 2009 r. SFP wniosło przeciwko OTK powództwo, w którym domagało się zakazania do czasu zawarcia nowej umowy licencyjnej dokonywania przez OTK reemisji chronionych utworów audiowizualnych oraz zasądzenia od OTK na rzecz SFP kwoty 390 337,50 PLN, z ustawowymi odsetkami. Sąd Okręgowy we Wrocławiu zasądził od OTK na rzecz SFP zapłatę kwoty 160 275,69 PLN i oddalił zasadniczo powództwo w pozostałym zakresie. Ponieważ apelacje wniesione przez obie strony w postępowaniu głównym od tego wyroku zostały oddalone, każda z tych stron wniosła skargę kasacyjną. Wyrokiem z 15 czerwca 2011 r. Sąd Najwyższy przekazał jednak sprawę do ponownego rozpoznania sądowi apelacyjnemu, który wydał drugi wyrok. Ten został jednak również uchylony przez Sąd Najwyższy w ramach skargi kasacyjnej i sprawa została jeszcze raz przekazana do sądu apelacyjnego.

Rozpoznając sprawę w ramach ostatniej skargi po raz trzeci, Sąd Najwyższy zapytał Trybunał Sprawiedliwości UE, czy uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać naprawienia wyrządzonej mu szkody na zasadach ogólnych albo, bez konieczności wykazywania szkody i związku przyczynowego pomiędzy zdarzeniem naruszającym jego prawa a szkodą, domagać się zapłaty sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku zawinionego naruszenia – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, skoro art. 13 unijnej dyrektywy 2004/48 przewiduje, że o odszkodowaniu decyduje sąd, a tylko alternatywnie w niektórych przypadkach może ustanowić odszkodowanie ryczałtowe. Sąd najwyższy miał wątpliwości, czy przyznanie, na żądanie strony, określonego z góry odszkodowania ryczałtowego, które stanowi dwukrotność lub trzykrotność stosownego wynagrodzenia, jest dopuszczalne, zważywszy, że celem dyrektywy nie jest wprowadzenie odszkodowań o charakterze kary.

Trybunał odpowiedział na to pytanie w wyroku z 25 stycznia 2017 r. Jego zdaniem, dyrektywa 2004/48 wprowadza minimalne standardy dotyczące poszanowania praw własności intelektualnej i nie zakazuje państwom członkowskim ustanowienia środków umożliwiających silniejszą ochronę. Dyrektywa nie sprzeciwia się więc uregulowaniu krajowemu, takiemu jak to będące przedmiotem sporu w postępowaniu głównym, przewidującemu, że uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa, naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności hipotetycznej opłaty licencyjnej.

czwartek, 17 sierpień 2017 13:57

Avatar walczy nie tylko na Pandorze

Napisała

Ten film Jamesa Camerona z 2009 r., stworzony w technice 3D, opowiadający o odbywającej się w przyszłości misji sparaliżowanego od pasa w dół żołnierza, którego jaźń w niebieskim ciele wyhodowanej hybrydy człowieka i kosmity zostaje wysłana na planetę Pandora, jest najbardziej dochodowym filmem w historii kina. Mowa oczywiście o super-popularnej produkcji „Avatar”. Teraz przez ten właśnie film ma kłopoty polska firma Digital Emotions.

Jej założyciel, Krzysztof Kieszkowski, stworzył technologię Avatar Live, przeznaczoną dla parków rozrywki. Bardziej znana poza Polską niż w jej granicach, technologia ta jest atrakcją jednego z największych parków rozrywki w Korei Południowej, Lotte World. Polega ona na wykorzystywaniu animowanej postaci sterowanej przez aktora, która może komunikować się z odwiedzającymi park rozrywki.

Digital Emotions otrzymała od producenta „Avatara”, wytwórni 20th Century Fox, list ostrzegawczy wzywający do zaprzestania używania nazwy „Avatar Live”. Miało to bowiem naruszać prawa wytwórni do znaku towarowego „Avatar”, zarejestrowanego między innymi dla usług rozrywkowych. Sprawa jest o tyle ciekawa, że technologia Avatar Live została pierwszy raz wykorzystana w 2000 r. na EXPO 2000 w Hannoverze, a więc na 9 lat przed wejściem na ekrany hollywoodzkiego hitu. Ponadto, samo słowo „awatar” jest szeroko wykorzystywane przez internetową społeczność, na określenie postaci reprezentującej daną osobę w świecie wirtualnym, na przykład w grze komputerowej. Słowo to ma również konkretne pochodzenie – w sanskrycie „avatāra” oznacza cielesną formę bóstwa. Polska firma najwyraźniej nie chciała jednak mieszać się w sądowe spory. Digital Emotions zgodziła się z roszczeniami 20th Century Fox i zmieniła nazwę technologii na „Virtual Puppet”.

piątek, 20 listopad 2015 09:28

Nieetyczne znaki towarowe

Napisała

molin-rouge-828011_1920Skala, na jaką niektórzy starają się wykorzystać ludzką tragedię w celach zarobkowych, jest czasem przerażająca. Do francuskiego urzędu patentowego trafiło ostatnio kilka zgłoszeń dotyczących znaku towarowego „pray for Paris”. Hasło to było popularne w mediach społecznościowych jako okazanie współczucia mieszkańcom Paryża w związku z listopadowym zamachem terrorystycznym, który miał tam miejsce. Znaki zostały zgłoszone dla filmów, teleturniejów, musicali, gier, muzyki i publikacji. 

Podobne żerowanie na ludzkiej tragedii miało miejsce przy okazji tragicznych lotów linii Malaysia Airlines, na przykład „MH370”, będącego oznaczeniem feralnego zaginionego lotu. Chodzi o samolot, który zniknął z radarów podczas lotu z Kuala Lumpur do Pekinu w maju 2014 r. Niestety, odnaleziono go finalnie na dnie oceanu. Na rejestrację takiego oznaczenia również znaleźli się nieuczciwi chętnie, przykładowo w Belize. Zakres ochrony miałby być szeroki, od konferencji, wystaw i konkursów,do kształcenia oraz usług rozrywkowych.

Najbardziej wstrząsające wydaje się jednak zgłoszenie znaku „September 11, 2011”, dotyczącego daty zamachu terrorystycznego na World Trade Center. Zgłaszający tłumaczył, iż znak będzie używany dla celów charytatywnych. Amerykański urząd patentowy nie uwierzył jednak takiej argumentacji i nie wydał zgody na rejestracje znaku.

Pieniądze z pewnością są istotnym elementem życia, ale czasem trudno zrozumieć chciwość i brak wyższych uczuć, jakie kierują niektórymi w ich zdobywaniu.

czwartek, 29 wrzesień 2016 13:19

Wódczane spory

Napisała

Produkcja i sprzedaż alkoholu to bardzo lukratywna gałąź biznesu, dlatego też wiele jest podmiotów, które ostrzą sobie zęby na zagarnięcie uznania konsumentów. I choć branża alkoholowa proponuje obecnie ogromny wyrobów, zarówno zagranicznych trunków, charakterystycznych dla konkretnych miejsc na świecie, jak i piwa rzemieślnicze, alkohole smakowe, czy wina z niszowych winnic, to nadal dużą popularnością cieszy się zwykła czysta wódka. Co ciekawe, od 13 stycznia 2013 r. określenie „Polska wódka/ Polish Vodka” zostało ustawowo zastrzeżone dla trunków produkowanych w Polsce tradycyjnymi metodami i z ściśle określonych składników. Nowelizacja ustawy o wyrobie napojów spirytusowych jest odpowiedzią na przyjętą w Unii Europejskiej definicję wódki, według której napój może być produkowany m.in. z cebuli czy marchwi.

Polskie wódki cieszą się na rynku wysoką renomą, a rodzime marki są rozpoznawalne na całym świecie. Teraz dwaj wytwórcy tego popularnego alkoholu walczą ze sobą o znak towarowy. W połowie września bieżącego roku do lubelskiego zakładu Stock Polska, spółki produkującej między innymi Żołądkową Gorzką, zawitał komornik. Działo się to na skutek udzielenia przez sąd zabezpieczenia roszczeń firmy CEDC, dotyczących nazwy „Saska”. Wódkę pod taką marką oferuje bowiem już prawie od roku Stock. Problem w tym, że CEDC posiada dokładnie taki zarejestrowany znak towarowy.

Okazuje się, że CEDC złożyła wniosek o rejestrację znaku „Saska” w listopadzie ubiegłego roku, na miesiąc po tym, jak Stock wypuścił na rynek wódkę o takiej właśnie nazwie. Stock Polska wniósł do sądu zażalenie na postanowienie pozwalające na zajęcie towarów spółki. Wbrew temu, co się może wydawać, Stock nie ma w tej sprawie związanych rąk. Spółka mogłaby unieważnić prawo ochronne na znak towarowy „Saska”, gdyby dowiodła, iż został on zarejestrowany w złej wierze.

środa, 08 marzec 2017 10:05

Kim jest przeciętny konsument?

Napisała

Przy porównywaniu podobieństwa znaków towarowych, w celu oceny możliwości wprowadzenia konsumenta w błąd, stosuje się powszechnie przyjęty model przeciętnego konsumenta. Oceniając możliwość wprowadzenia odbiorcy w błąd należy przyjąć jednorodny wzorzec przeciętnego konsumenta danego produktu. Obecnie sądy krajowe państw członkowskich Unii Europejskiej zobowiązane są stosować wzorzec przeciętnego konsumenta stosowany przez Trybunał Sprawiedliwości UE. Obowiązek ten wyczytać można przede wszystkim z Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską. Przyjęcie nowej wersji przeciętnego modelu konsumenta dokonana została już jakiś czas temu również przez sądy polskie.

Przeciętny konsument to konsument, który jest dostatecznie dobrze poinformowany, uważny i ostrożny. Ma to szczególne odzwierciedlenie aktualnie, kiedy z ogromu dostępnych na rynku towarów tego samego rodzaju konsument musi wybrać taki towar, który będzie mu najbardziej odpowiadał. Na ogół  konsumenci zwracają baczną uwagę na to, co kupują, a zwłaszcza na to, od jakiego przedsiębiorcy pochodzą zakupione towary. Potwierdza to jednoznacznie zmiana przyjętego w doktrynie i orzecznictwie modelu przeciętnego odbiorcy z mało rozważnego na rozważnego i zorientowanego odbiorcę.

Często przy wyborze produktu znaczenie ma subiektywne przywiązanie do marki oraz producenta przejawiające się przenoszeniem skojarzeń z wcześniejszych produktów opatrzonych tą marką na kolejne, nowe produkty tej marki. Powoduje to często automatyczne odrzucenie innych konkurencyjnych produktów. Z tego też względu przeciętny konsument zwracają baczną uwagę na ich markę, a w konsekwencji pochodzenie. Często konsumenci zwracają uwagę na różnorodne informacje dostępne na opakowaniach towarów, w szczególności produktów żywnościowych. Weryfikują oni producenta danego towaru, gramaturę towaru, jego datę ważności czy kaloryczność. Zachowania te potwierdzone są w życiu codziennym chociażby popularnością używanych przez konsumentów aplikacji na telefony komórkowe, które po zeskanowaniu kodu kreskowego z opakowania produktu pozwalają poznać jego skład, wartość odżywczą czy użyte w nim konserwanty.

Z okazji nadchodzącej 68. Rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego Związek Powstańców Warszawskich zaplanował zgłoszenie symbolu Polski Walczącej – splecionych liter „P” i „W”, tak zwanej „kotwicy” w Urzędzie Patentowym RP, aby zarejestrować go jako znak towarowy. Symbol ten stanowi połączenie pierwszych liter słów „Polska walcząca”. Po rejestracji znaku prawo do używania oznaczenia przysługiwałoby tylko jego właścicielowi, a więc Związkowi Powstańców Warszawskich.

Według Związku znak kotwicy „PW” coraz częściej używany jest w nieodpowiednich okolicznościach lub nie w taki sposób, w jaki Powstańcy uważają, że powinien być używany. Objęcie znaku ochroną miałoby zaradzić takiej sytuacji. Przykłady takich przypadków podaje Wiceprezes Związku, Edmund Baranowski. Takim przykładem, kiedy oznaczenie „PW” jest według Związku źle wykorzystywane, jest używanie go podczas komercyjnych imprez sportowych i rekreacyjnych. Związkowcom nie podoba się również, że symbol Powstania Warszawskiego pojawia się też w materiałach reklamowych. Związek Powstańców Warszawskich dokonał już zgłoszenia w Urzędzie Patentowym RP.

Sceptyczny wobec pomysłu zastrzeżenia znaku „PW” jest dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, Jan Ołdakowski. Jego zdaniem, przekształcenie symbolu Powstania Warszawskiego w znak towarowy nie przyniesie niczego dobrego. Zamiast takiego rozwiązania powinno się według niego zacząć dyskusję dotyczącą używania znaku. Rozwiązanie, jakim jest rejestracja znaku towarowego „PW” z pewnością ograniczy dostęp do używania tego symbolu. Pytanie brzmi, czy nie spowoduje to popadnięcia popularnego teraz symbolu w niepamięć, jeżeli zabronione zostanie korzystanie z niego na co dzień przez podmioty inne niż Związek Powstańców Warszawskich.

Ze wstępnych wypowiedzi rzecznika prasowego Urzędu Patentowego wynika, iż do rejestracji znaku może nie dojść, gdyż nie spełnia on względnych przesłanek do udzielenia praw ochronnych.