Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    Aktualności
    wtorek, 28 styczeń 2014 10:55

    Złap wszystkie naruszenia!

    Napisała

    Czasami kreskówki dla dzieci to poważna sprawa. W szczególności, jeśli chodzi o pieniądze. W styczniu 2014 r. twórca animacji „Pokemon”, której bohaterami są fikcyjne i fantazyjne stworki, wystosował pozew przeciwko Marcusowi Fraser, właścicielowi  i operatorowi aplikacji „Pokellector”oraz strony internetowej pokellector.com, ze względu na naruszenie praw do znaków towarowych „Pokemon” i „Poke Ball”. Zdaniem powoda, logotypy wykorzystywane na stronie i w aplikacji zbytnio przypominają jego znaki towarowe zarówno brzmieniowo, jak i pod względem graficznym. Nazwa „Pokecollector” jest bowiem napisana charakterystyczną, powyginaną żółtą czcionką.

    Strona internetowa oraz  aplikacja Pokellector i pozwalają użytkownikom na przeglądanie ofert kart Pokémon.  W  większości przypadków, gdy użytkownik kliknie na nazwę karty, na ekranie wyświetlany jest wizerunek karty. To, zdaniem właściciela znaków towarowych, stanowi również naruszenie jego praw autorskich do kart Pokemon. Pokecollector broni się, że – aby uniknąć wprowadzenia użytkowników w błąd – umieścił na wyświetlanych kartach swoje własne oznaczenia. To właściciela znaków „Pokemon” jednak nie przekonuje.

    piątek, 27 grudzień 2013 14:27

    W kinach powiało chłodem

    Napisała

    Chociaż aktualnie za oknem wcale nie ma dużo śniegu, w okresie Świąt Bożego Narodzenia zazwyczaj pojawiają się w kinach animacje o zimowej tematyce. Tak było i w tym roku. Pod koniec listopada 2013 r. na ekrany kin trafił film “Frozen” (polski tytuł „Kraina Lodu”), animacja wyprodukowana przez The Walt Disney Company.

    Tuż po premierze filmu, zamiast cieszyć się dość dużym sukcesem, jaki odniosła animacja, Disney udał się w sprawie filmu na salę sądową. Do sądu w Californii wpłynął pozew przeciwko spółce Phase 4, o zaprzestanie czynów nieuczciwej konkurencji w postaci dystrybucji filmu animowanego pod tytułem „Frozen Land”.

    poniedziałek, 23 grudzień 2013 14:34

    Gucci straciło znak towarowy

    Napisała

    W listopadzie 2013 r. odzieżowa firma Gerry Weber dostała przyspieszony prezent świąteczny. Udało jej się wygasić częściowo rejestrację znaku towarowego jej konkurenta, domu mody Gucci.

    Gucci posiada zarejestrowany między innymi w Wielkiej Brytanii znak towarowy przedstawiający dwie złączone litery „G”. Znak ten zarejestrowany był nie tylko dla odzieży, torebek czy zegarków, ale i biżuterii czy kosmetyków. Rejestracja ta  przeszkadzała w działaniu na brytyjskim rynku firmie Gerry Weber, która również oferuje odzież i akcesoria, a także oznacza je podobnym symbolem zawierającym literę „G”.

    piątek, 20 grudzień 2013 14:40

    Kod dostępu (do estetyki)

    Napisała

    Jest taki element wizualny, który musi posiadać każdy produkt w sklepie, niezależnie od koloru jego opakowania czy umieszczonych na nim znaków towarowych. Ten element to oczywiście kod kreskowy. Ale czy istnieje sposób na uatrakcyjnienie tego paskowanego prostokąta z cyferkami, tak, aby stanowił nie tylko przydatny detal, ale też atrakcyjną wizualnie ozdobę opakowania?

    Odpowiedzieć na to pytanie postanowiła znaleźć japońska firma Design Barcode. Zaprojektowała ona serię 30 kodów kreskowych w nietypowych odsłonach. Kody są mianowicie nie tylko czarne, ale i w różnych kolorach, a oprócz tego posiadają ozdobne elementy graficzne. Przykładowo, do przedłużonych pasków kodu przyczepione są torebki herbaty, czy też cały kod opleciony jest pnącą rośliną z liśćmi. Motywy ozdobne kodów kreskowych spółka zaprojektowała w taki sposób, aby mogły one nawiązywać do kategorii towarów oznaczanych danym kodem. Przykładowo, na innych kodach znajdują się rysunki owoców czy postaci.

    czwartek, 19 grudzień 2013 14:44

    Plagiatowa wpadka

    Napisała

    Książki podróżnicze stanowią nierzadko bardzo wciągającą lekturę, w szczególności, jeżeli autor rzeczywiście dobre zna opisywane zakątki świata. Czasem jednak autorzy książek, którym brak talentu bądź przygód do opisania, próbują posiłkować się cudzymi dziełami.

    Taka sytuacja miała najwyraźniej miejsce w przypadku książki napisanej przez byłą członkinię znanego Kabaretu Moralnego Niepokoju, Katarzynę Pakosińską. Zainspirowana podróżą po Gruzji, artystka postanowiła napisać książkę, która miała opowiadać o tym ciekawym kraju. Wydawnictwo nie spodobało się jednak autorom bloga obliczagruzji.monomit.pl. Współautorka bloga, podczas kolejnej wyprawy do Gruzji, dowiedziała się od swojego znajomego, mieszkającego w niewielkiej miejscowości artystę i filozofa, że istnieje książka polskiej autorki, w której o nim wspomniano. Tą książką okazały się być „Georgialiki” autorstwa Katarzyny Pakosińskiej, wydane przez Wydawnictwo Pascal. Po lekturze książki blogerka stwierdziła, że znajdują się w niej fragmenty niemal słowo w słowo przepisane z jej bloga.

    środa, 11 grudzień 2013 08:49

    Znak niezgody

    Napisała

    Konflikty dotyczące praw do znaków towarowych zdarzają się bardzo często i zazwyczaj po najdalej kilku latach są rozstrzygane przez sąd. Czasem zdarzają się jednak wyjątki. Jednym z nich jest spór o prawo do znaku towarowego "Budweiser".

    Konflikt o prawa do nazwy Budweiser trwa już ponad sto lat. Piwo Budweiser sprzedawane było już od 1876 r. Pierwszy spór o tę markę miał zaś miejsce w roku 1911. Aktualnie amerykański koncern Anheuser-Busch InBev oraz czeski browar Budejovicky Budvar spierają się o prawa do znaku, pod którym oba chciałyby produkować znane piwo. Browary obecnie działają na podzielonym między siebie rynku. Na rynkach, na których Anheuser-Busch nie posługuje się nazwą Budweiser, sprzedaje piwo o podobnie brzmiącej nazwie Bud. W USA piwo to oferowane jest jednak przez amerykański browar właśnie pod nazwą Budweiser.

    W listopadzie 2013 r. sprawa rozwiązała się na terenie Portugalii. Sąd w Lizbonie orzekł, że prawo do sprzedawania piwa pod nazwą Budweiser na portugalskim rynku przysługuje czeskiemu browarowi Budejovicky Budvar, a nie - należącemu obecnie do Belgów - Anheuser-Busch InBev. Wynika to z faktu, że czeski browar posiada zarejestrowany na terytorium Portugalii znak towarowy "Budweiser".

    wtorek, 10 grudzień 2013 15:48

    Najlepsi na rynku

    Napisała

    Koniec roku to zazwyczaj czas wszelkich podsumowań. W tym nurcie mieści się również ranking znaków towarowych i marek, przeprowadzany pod nazwą Brand Asset Valuator. Badanie to przeprowadzane jest co trzy lata. Na światowym rynku realizowane jest od 1993 r. i obejmuje zasięgiem ponad 800 tysięcy respondentów i ponad 50 tysięcy marek w 51 państwach.

    Na polskim rynku przebadano ponad 1500 obecnych na nim marek lub znaków towarowych.  Były one oceniane pod kątem wyróżnialności, adekwatności, a także wzbudzanego szacunku oraz wiedzy, jaką mają na ich temat konsumenci.

    środa, 04 grudzień 2013 12:42

    Burberry traci znak towarowy

    Napisała

    Osławiona marka Burberry, właściciel znaku wzoru charakterystycznej kraty, na początku grudnia 2013 r. odwoływać się od decyzji podjętej przez Chiński Urząd Własności Intelektualnej, na mocy której ma wygasnąć ochrona znaku towarowego słynnej szkockiej kraty. Dom mody z siedzibą w Wielkiej Brytanii natychmiast zakwestionował utratę ochrony na jednym z jej największych azjatyckich rynków zbytu. Chiński urząd stwierdził jednak, że Burberry w trzyletnim ustawowym okresie nie korzystało ze znaku na terenie Chin, w związku z czym ochrona znaku powinna wygasnąć.

    poniedziałek, 25 listopad 2013 08:03

    Walka z pirackimi wiatrakami

    Napisała

    Walka ze ściąganiem pirackich kopii filmów z sieci to podobno walka z wiatrakami. Ale czasem skrzydła wiatraków udaje się zatrzymać.

    Polski film "Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł" został wyreżyserowany przez Antoniego Krauzego, a w kinach pojawił się na koniec lutego 2011 r. Film ukazuje wydarzenia, które miały miejsce w Gdyni, w grudniu 1970 r. Do Wielkanocy 2011 r. film wyciekł do sieci i pojawił się w popularnej sieci wymiany plików P2P – torrent.

    Gdyński producent filmu przy współpracy z niemiecką firmą Baseprotect, która zajmuje się monitoringiem sieci internetowych, w tym sieci BitTorrent oraz ochroną praw autorskich,  postanowił walczyć z nielegalnym udostępnieniem filmu. Kilkaset osób, które udostępniały w sieci torrent film "Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł" otrzymało list z wezwaniem do zapłaty - w ramach ugody - kwoty 550 zł. W przypadku braku wpłaty w ciągu 7 dni, sprawa będzie wniesiona do prokuratury i prokurator zarządzi, czy zostanie dalej skierowana do sądu, czy też nie. W takiej sytuacji można mieć do czynienia z procesem karnym lub skierowaniem sprawy do sądu okręgowego, gdzie zostanie orzeczone odszkodowanie w wysokości nawet 2000 zł, czyli prawie czterokrotnie więcej, niż kwota zaproponowana w ramach ugody.

    Kazimierz Beer – producent filmu powiedział, że Baseprotect zgłosił się do niego po tym, jak film zniknął z kin, czyli latem 2011 r. Niemiecka firma wykazuje wysoką skuteczność w swoich działaniach, gdyż szybko uzyskuje adresy IP komputerów, które udostępniają nielegalnie pliki. Beer wskazał również, że w Niemczech ludzie płacą w tego typu sprawach, z kolei w Polsce szukają obejścia problemu, pomimo tego, że faktycznie są winni.

    Na polskich forach internetowych wieść rozeszła się bardzo szybko. Ci, którzy dostali pisma ostrzegawcze, z powodu braku profesjonalnej jakości strony internetowej niemieckiej firmy oraz faktu, że listy nie zostały wysłane jako polecone, chcieli podważyć legalność wskazanych podmiotów. Dodatkowo pojawiły się wpisy radzące, w jaki sposób nie płacić wspomnianych 550 zł.

    Kontrowersje wśród internautów wzbudziło to, skąd niemiecka firma uzyskała dane konkretnych osób. Wątpliwości w tej sprawie rozwiała wypowiedź prokuratora rejonowego. Wyjaśnił on, iż Baseprotect jako pokrzywdzony zwrócił się w tej sprawie do prokuratory, a ta z kolei - do dostawców internetu. Listów byłoby dużo więcej, jednak część dostawców po roku usuwa archiwizowane dane. Prokurator podkreślił, że jest to pierwsza sprawa o takiej skali. Zazwyczaj podobne sprawy dotyczą około 30 – 40 osób.

    piątek, 22 listopad 2013 08:10

    Prawa autorskie zablokują dziennikarstwo?

    Napisała

    Z absurdalną sytuacją związaną z prawami autorskimi spotkał się ostatnio amerykański dziennikarz Mike Gerrard. Aby opisać całą sprawę, musimy się cofnąć do roku 1994. W tym czasie Bill Bryson, autor humorystycznych książek podróżniczych, udzielił Mike'owi Gerrarda wywiadu, który został opublikowany w gazecie "Passport". Trzeba tu podkreślić, iż wydawcą magazynu był sam Gerrard.

    Obecnie, czyli prawie 20 lat później, ten sam dziennikarz postanowił wydać ponownie ten sam wywiad w formie e-booka na czytnik Kindle. Krótki e-book nosił tytuł „Bill Bryson: The Accidental Traveller”, a jego sprzedaż nie była wcale najniższa. We wskazanej publikacji autor umieścił linki do książek Brysona oraz w zrozumiały sposób wskazał, iż jest to ponownie wydany wywiad sprzed wielu lat.

    E-book Gerrarda został jednak usunięty ze sklepu Amazon, ze względu na rzekome naruszenie praw autorskich. Całą sprawę zainicjował Transworld, obecny wydawca książek Billa Brysona, który skontaktował się również z Gerrardem i poinformował go o braku zgody autora na dodatkową publikację i sprzedaż wywiadu w formie e-booka. Dodatkowo, Transworld poinformował, że Bryson jest „właścicielem” wypowiedzianych w wywiadzie słów.

    Niezależnie od rozważań nad sensem, jak również prawdziwością stanowiska przedstawionego przez Transworld – prawo autorskie zostało już wyegzekwowane poprzez skuteczne zablokowanie sprzedaży ebooka „Bill Bryson: The Accidental Traveller”.

    W powyższej sytuacji stajemy przed pytaniem, co z przyszłością dziennikarstwa? Jeżeli przyjąć założenie, że osobom udzielającym wywiadu przysługiwałyby prawa autorskie do wypowiedzi, mogłoby to skutecznie zahamować działalność dziennikarską, gdyż "autorzy" słów mogliby zablokować publikację udzielonych wywiadów, a w przypadku, gdy publikacja już nastąpiła – wystąpić z różnorodnymi roszczeniami, z których większość byłaby po prostu niepoważna. Taka sytuacja jest jednak absurdalna. Czym innym jest bowiem publikacja wywiadu bez jego wcześniejszej autoryzacji, a czym innym – ponowna publikacja tego samego, autoryzowanego już wywiadu po latach. Taka sytuacja powodowałaby, że idea dziennikarstwa i jego przyszłość po prostu straciłaby sens.

    © 2012-2017