Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
Aktualności
czwartek, 30 marzec 2017 08:21

Fiskus przygląda się kosztom znaków towarowych

Napisała

Co prawda umowa o pracę jest jedną z najpopularniejszych form zatrudnienia, ale w Polsce coraz bardziej popularne staje się też od pewnego czasu samozatrudnienie. Tendencja ta rośnie szczególnie w wolnych zawodach, w których freelancerzy niekoniecznie mają chęć siedzieć za biurkiem od 8 do 16. Prowadząc działalność gospodarczą, w celu obniżenia płaconych podatków można niektóre koszty uwzględniać jako koszty osiągnięcia przychodu. Popularnie nazywa się to „wrzucaniem w koszty”. Z tym procederem należy jednak uważać, ponieważ urzędy skarbowe dość często negują niektóre wydatki uwzględniane jako koszty przez przedsiębiorców.

Tak się ma ostatnio sprawa wydatków dotyczących kosztów związanych ze znakami towarowymi. Fiskus wziął się niedawno za kontrole rozliczenia znaków towarowych w optymalizacjach podatkowych. Chodzi tu głównie o przenoszenie praw do zarejestrowanego znaku towarowego. Kilka takich transferów może znacznie podnieść wartość znaku, co powoduje jednocześnie podwyższenie kosztów podatkowych. Do tej pory fiskus przymykał oko na podobne transakcje, ale teraz najwyraźniej albo cierpliwość urzędników się skończyła, albo też przedsiębiorcy zaczęli nadużywać takich rozwiązań.

Zarówno mali, jak i duzi przedsiębiorcy powinni pamiętać, że obowiązująca od 15 lipca 2016 r. klauzula obejścia przepisów pozwala fiskusowi zakwestionować takie koszty. Klauzula umożliwia podważenie transakcji, które przysporzyły podatnikowi podatkowych korzyści powyżej kwoty 100 tysięcy zł w okresie roku. Osiągnięcie takich kwot w przypadku znaków towarowych nie jest trudne, szczególnie w przypadku bardzo rozpoznawalnych oznaczeń. Ma to znaczenie również ze względu na szacunkowość wyceny znaków towarowych, którą trudno przeprowadzić w sztywnych ramach.

środa, 29 marzec 2017 14:20

Zespół IRA ma problemy w Wielkiej Brytanii

Napisała

Zespół z Polski spowodował ostatnio zbiorowe unoszenie brwi autochtonów podczas swojej trasy po Wielkiej Brytanii i Irlandii. Nie chodzi tu jednak o jakąś znaczącą specyfikę granej przez zespół muzyki, ale o jego nazwę. Chodzi tu o grupę IRA.

IRA to polska grupa rockowa założona w 1987 r., której nazwa nie ma takich samych konotacji w kraju ojczystym, jak w Wielkiej Brytanii. Nazwa kwintetu pochodzi od łacińskiego słowa „ira” oznaczającego gniew i nie ma związku z IRA - Irlandzką Armią Republikańską.

Właściciele sali koncertowej O2 ABC w Glasgow reklamowali niedawną sobotnią noc z zespołem nie samą nazwą polskiej grupy muzycznej, ale całym napisem „Polski zespół muzyczny IRA”, aby nikt nie powziął wątpliwości, czy to przypadkiem nie organizacja terrorystyczna wzięła się za produkowanie muzyki. Irlandzka Armia Republikańska (ang. Irish Republican Army, IRA) to  bowiem organizacja zbrojna początkowo walcząca o niepodległość Irlandii, a od 1921 r. o przyłączenie Irlandii Północnej do Irlandii. Politycznym ramieniem organizacji przez wiele lat była legalnie działająca partia Sinn Féin. Co za tym idzie, nazwa polskiej grupy może niespecjalnie dobrze kojarzyć się Brytyjczykom.

Co ciekawe, w 2006 r. polskiemu zespołowi odmówiono występowania na London Polish Festival w związku z obawami dotyczącymi niestosowności nazwy grupy. Z całą pewnością zespół miałby – z tych samych względów – problem z zarejestrowaniem w Wielkiej Brytanii swojej nazwy jako znak towarowy. W większości krajów rejestracja może bowiem zostać odmówiona oznaczeniu, które narusza dobre obyczaje, a za takie z pewnością można uznać nazwę organizacji terrorystycznej.

wtorek, 28 marzec 2017 14:43

Urząd Patentowy w San Escobar

Napisała

Co prawda dopiero niedawno nastała kalendarzowa wiosna, jednak biura podróży już za chwilę zaczną oferować wakacyjne wyjazdy first-minute. Świetnym kierunkiem na wypad w egzotyczne strony wydaje się San Escobar. Są tam i piękna plaża Bahía de Esperal, i malownicze góry Sierra Corleone, a i stolica – Santo Subito – ma wiele do zaoferowania. Ten wakacyjny raj ma tylko jedną wadę – nie istnieje. San Escobar jest wynikiem szeroko komentowanej pomyłki polskiego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego w trakcie udzielonej reporterom wypowiedzi podczas szczytu ONZ w Nowym Jorku.

Opisując spotkania z innymi politykami, Waszczykowski wskazał nieistniejące państwo San Escobar. Idea została błyskawicznie podchwycona przez media i internautów. Na Facebooku powstał natychmiast profil San Escobar, na którym prześcigano się w dodawaniu szczegółów kartograficznych państwa, określanych dowcipnymi nazwami, takimi jak Gargamele, Santo Domestos czy Al Pacino. Wymyślono też flagę i położenie państwa, pomiędzy Meksykiem, Gwatemalą i Morzem Karaibskim.

Przez dłuższy czas wpadka polskiego ministra była obiektem żartów polskich i zagranicznych mediów, teraz jednak znaleźli się tacy, którzy chcą na niej zarobić. Już na początku sanescobariańskiego szaleństwa na rynku pojawiły się nawiązujące do niego koszulki i inne gadżety. W styczniu i lutym w polskim Urzędzie Patentowym dokonano pięciu różnych zgłoszeń znaku towarowego „San Escobar” dla przeróżnych towarów i usług, głównie związanych  odzieżą i gadżetami, ale też z artykułami spożywczymi czy nawet produktami farmaceutycznymi. Ciekawe, czy kiedy zakończy się proces rejestracji, o internetowym państwie ktokolwiek będzie jeszcze pamiętał.

środa, 22 marzec 2017 14:41

Można używać, ale nie nadużywać

Napisała

Jasne jest, że oferowane przez siebie produkty trzeba jakoś zareklamować, aby konsumenci w ogóle wiedzieli, że mamy je na stanie. W tym celu musimy więc często wykorzystywać cudze znaki towarowe. Jest to jeden z przypadków, kiedy podmiot gospodarczy może legalnie korzystać z oznaczenia, do którego prawa nie należą do niego. Znak towarowy jest tu bowiem wykorzystywany w funkcji informacyjnej. To, ze takie działanie jest dozwolone nie oznacza jednak, że można go nadużywać.

Za takie nadużycie można uznać zarejestrowanie domeny internetowej z cudzym znakiem towarowym. Z takim podejściem zgadza się też orzecznictwo. Zgodnie z jednym z najnowszych wyroków Sądu Arbitrażowego ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji z 14 października 2016 r. (sygn. akt 21/16/PA) oraz wyrokiem Sądu Polubownego przy Krajowej Izbie Gospodarczej z 5 grudnia 2016 r. (sygn. akt 2/D/2016), rejestracja nazwy domeny zawierającej oznaczenie sprzedawanych towarów nie jest objęta wyczerpaniem prawa z rejestracji znaku, więc stanowi jego naruszenie.

Taki sposób używania cudzego znaku towarowego jednoznacznie nasuwa skojarzenie co do związków podmiotu korzystającego w domenie swojej strony internetowej z właścicielem praw do oznaczenia. W takiej sytuacji, właściciel domeny internetowej używa  tego znaku nie w celu poinformowania klienteli o ofercie sprzedaży danych towarów, ale dla oznaczenia własnej działalności gospodarczej, w domenie sklepu internetowego. Wykorzystuje w ten sposób siłę odróżniającą nieprzynależnego mu oznaczenia w celu uwiarygodnienia własnej działalności oraz przysporzenia sobie w oczach klienteli przymiotu wysokiej jakości. Takie formy używania znaku towarowego w celu informacyjnym nie są  niezbędne dla zapewnienia ochrony interesu używającego danego oznaczenia w stosunku do oznaczenia przedmiotu jego oferty, polegającego na możliwości swobodnej sprzedaży towarów. Dla użycia znaku wyłącznie w celu wykonywania funkcji informacyjnej, wystarczające byłoby jego jednokrotne użycie, w wersji słownej, a nie umieszczenie tego oznaczenia w rzucającej się w oczy domenie sklepu internetowego.

wtorek, 21 marzec 2017 14:39

Podatkowe problemy przed sądem

Napisała

Co zrobić, kiedy nie ma się własnego znaku towarowego i – co więcej – wcale nie chce się go wymyślać? W takiej sytuacji można działać na rynku na zasadzie franczyzy. Polega ona na licencjonowaniu cudzego znaku towarowego i oferowaniu usług czy towarów właśnie pod nim. Na tej zasadzie działa na przykład sieć barów szybkiej obsługi McDonald’s.

W tym zakresie został niedawno wydany ciekawy wyrok, w sprawie rozpatrywanej przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Sąd uznał, że firma płacąca za znak towarowy amerykańskiemu właścicielowi musi pobrać polski podatek, nawet jeśli pieniądze przelewa pośrednikowi z innego kraju. W myśl wyroku ten, kto wypłaca należność licencyjną powinien mieć na uwadze, kto jest rzeczywistym beneficjentem wypłaty, a nie na czyje konto jest ona uiszczana. Skoro umowa o korzystanie ze znaku towarowego wiąże polską i amerykańską spółkę, musi być w tej sytuacji stosowana umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania. Bez znaczenia jest w tym przypadku, że pieniądze trafią do Niemiec, skąd wcześniej zapłacono amerykańskiej spółce będącej właścicielem znaku towarowego.

W stanie faktycznym sporu niemiecka firma zajmowała się poborem opłat od wszystkich członków grupy kapitałowej w Europie. Kwoty opłat były następnie przekazywane do USA.  Polska spółka przez 9 lat nie uiściła opłat z zysku, ponieważ kwestionowała ich wysokość. W tym czasie należność tę uiściła spółka niemiecka, będąca pośrednikiem w zawieraniu umowy licencji znaku towarowego. Polska spółka została więc jej dłużnikiem. Sąd stwierdził, że rzeczywistym beneficjentem wypłat jest jednak spółka z USA i w tym przypadku to przepisy o unikaniu podwójnego opodatkowania powinny być stosowane. 

czwartek, 16 marzec 2017 12:49

Kosmiczny wynalazek

Napisała

Ostatnie tygodnie przyniosły astronomiczne odkrycie, którego przez długi czas nic nie przebije. Pod koniec lutego 2017 r. okazało się, że naukowcy z NASA (National Aeronautics and Space Administration - Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej) i Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO) odkryli, że w układzie odległym od nas o 40 lat świetlnych krąży siedem skalistych planet o rozmiarach podobnych do Ziemi. Mogą tam panować ziemskie temperatury i istnieć woda w stanie ciekłym.

Może jeszcze nie tak daleko od Ziemi, ale trochę bliżej da się wykorzystać ostatni wynalazek polskich naukowców. Inżynierowie z Polski wymyślili olbrzymi chwytak, który ma wyłapać nawet największe kosmiczne śmieci, krążące wokół naszej planety. Jednym z ogromnych „śmieci” jest nieczynny satelita Envisat o wadze ośmiu ton. Jego pochwycenie jest o tyle trudne, że urządzenie ciągle obraca się wokół własnej osi. Operacja kosmicznego sprzątania jest planowana przez Europejską Agencję Kosmiczną.

Polskie ramię robotyczne, które mas posłużyć do złowienia satelity, to wynalazek firmy SENER Polska. Musi ono być wytrzymałe i zdolne do szybkiego zaciśnięcia chwytu pod trudnym do przewidzenia kątem, jak wskazują jego wynalazcy. Podzespoły wynalazku są też opracowywane przez Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. 

środa, 15 marzec 2017 12:35

Znak towarowy w szkocką kratę

Napisała

Szkocka whisky to jeden z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych alkoholi na świecie. Jest ona produkowana w procesie destylacji zacieru zbożowego i poddawana dojrzewaniu w drewnianych, głównie dębowych, beczkach. Produkcją tego alkoholu zajmują się zarówno najwięksi gracze alkoholowego rynku, jak i mniejsi producenci. Niedawno jeden z tych ostatnich wygrał batalię o znak towarowy, którą można uznać za swoistą walkę Dawida z Goliatem.

Po drugiej stronie sporu znajdował się producent popularnego szkockiego piwa McEwan’s Lager. Problemem była część tego właśnie wyrażenia, ponieważ whisky będąca przedmiotem postępowania została nazwana od nazwiska jej producenta, Jim McEwana. Browar sprzeciwił się rejestracji przez pana McEwana znaku towarowego „McEwan” dla whisky. Rozpatrujący sprawę urząd wskazał jednak, że konsumenci nie zostaną tym wprowadzenia w błąd i nie pomylą piwa z mocniejszym alkoholem.

Co ciekawe, problem z oznaczeniami mają też sami producenci whisky. Producenci, którzy wytwarzają whisky według tradycyjnej receptury, zrzeszeni są w organizacji Scotch Whisky Association. Jej członkowie mają jednak problem z nieuczciwymi przedsiębiorcami niezrzeszonymi w stowarzyszeniu, którzy produkują i wprowadzają do obrotu podrobioną whisky, uzyskiwaną taniej w innych warunkach i krótszym czasie, a więc o dużo niższej jakości, co do której nazwa „whisky” nie powinna być stosowana.

 

wtorek, 14 marzec 2017 12:31

Mariaż gier i telewizji

Napisała

Telewizja oferuje obecnie wiele programów, a nawet całe kanały tematyczne. Medium to zyskało jednak potężną konkurencję w postaci serwisów oferujących filmy i seriale „on demand” – na życzenie, co powoduje znaczny spadek oglądalności. W związku z tym, międzynarodowe telewizje muszą podejmować inne działania, które przyniosą im zyski. Niedawno telewizja Discovery zawarła umowę licencyjną dotyczącą między innymi znaków towarowych z producentem gier, spółką PlayWay. Oznacza to, że PlayWay będzie mogła w latach 2017-019 wykorzystywać znaki towarowe czy muzykę z uniwersum Discovery Channel w wydawanych przez siebie grach.

Licencjodawca, Discovery Communications, prowadzi miedzy innymi takie kanały, jak  Discovery Channel, TLC, Animal Planet, Discovery Travel czy BBC America. Znaki towarowe licencjodawcy mają być wykorzystane w grach komputerowych „Gold Rush” i „Diesel Brothers” oraz dodatkach do gry „Car Mechanic Simulator”. Co ciekawe, działania marketingowe dotyczące produktów opatrzonych oznaczeniami z umowy licencyjnej mają być reklamowane nie tylko przez PlayWay, ale również przez Discovery Communications, na jej kanałach. Widać obu spółkom bardzo zależy, aby nowe gry dobrze się sprzedawały i przynosiły znaczące zyski.

Nic w tym dziwnego – obecnie gry komputerowe mają budżety przewyższające nawet znaczną część produkcji filmowych. Przykładowo, „Wiedźmin 3: Dziki gon”, gra z naszego rodzimego podwórka, miała budżet na poziomie 67 milionów dolarów, z czego 35 milionów przeznaczono na koszty marketingu, reklamy i PR. Na wyprodukowanie osadzonej na Dzikim Zachodzie gry „Red Dead Redemption” przeznaczono zaś aż 100 milionów dolarów.

poniedziałek, 13 marzec 2017 12:25

NSZZ Solidarność musi zagryźć zęby

Napisała

W ubiegłym roku NSZZ Solidarność poczuł się urażony wykorzystaniem członu jego nazwy pisanego charakterystyczną czcionką na plakatach tak zwanego Czarnego Protestu, manifestacji przeciwko projektowi zaostrzenia prawa aborcyjnego. Przeciwko projektowi w październiku 2016 r. w wielu miastach zorganizowano protesty, na których frekwencja zaskoczyła nawet samych organizatorów. Nie były one organizowane przez konkretne partie czy stowarzyszenia polityczne, ale stanowiły rezultat spontanicznej akcji rozpowszechnionej głównie przez portale społecznościowe. Jeden z plakatów informujących o planowanym proteście przedstawiał parafrazę plakatu wykorzystywanego niegdyś przez NSZZ Solidarność - czarną postać kowboja i napis „W samo południe” oraz hasło „Solidarność” pisane czerwonymi literami. Na plakacie użytym dla celów protestu kowboja zastąpiono sylwetką kobiety.

NSZZ Solidarność, a właściwie Komisja Krajowa, zaczęła szukać organizatorów protestu, grożąc wniesieniem przeciwko nim powództwa o naruszenie praw własności przemysłowej. Charakterystyczny napis „Solidarność” z literą „I” przechodzącą we flagę jest bowiem zarejestrowany jako znak towarowy. Finalnie, NSZZ Solidarność złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, ze względu na wykorzystanie znaku towarowego przez podmiot do tego nieuprawniony. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku odmówiła jednak wszczęcia śledztwa w sprawie. użycia znaku NSZZ Solidarność podczas demonstracji.

Stowarzyszenie odwołało się do sądu. Sąd Rejonowy w Gdańsku zgodził się jednak niedawno ze stanowiskiem prokuratury. Zdaniem sądu, organizatorzy Czarnego Protestu mieli prawo wykorzystywać oznaczenie „Solidarność”. Sąd utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie prokuratora z Prokuratury Okręgowej Gdańsku z 20 października 2016 roku o odmowie wszczęcia śledztwa. Postanowienie sądu jest prawomocne. Sąd wskazał, że aby mówić o odpowiedzialności karnej za wykorzystywanie cudzego znaku towarowego, sprawca czynu musiałby opatrywał cudzym znakiem towarowym jakiś produkt celem wprowadzania go do obrotu. Takie działanie nie miało natomiast miejsca.

piątek, 10 marzec 2017 10:09

Lacoste w odwrocie

Napisała

Znaki towarowe znanych marek wyglądają bardzo różnie. Niektóre z nich to stylizowane monogramy, inne – imiona czy nazwiska projektantów, zaś marka Lacoste, znana głównie z luksusowej odzieży casualowej i sportowej, ma w znaku towarowym rozpoznawanego na całym świecie zielonego krokodyla.

Zamysł marki powstał w 1929 r., kiedy to René Lacoste, francuski tenisista, wymyślił własną koszulkę. Grając 3 lata wcześniej w turnieju US Open założył po raz pierwszy białą koszulkę z krótkimi rękawami, szytą z francuskiej bawełny. Odróżniała się ona całkowicie od panującej ówcześnie mody tenisowej. Rok po rozgrywkach amerykańska prasa nazwała Rene „the Alligator” z powodu noszonej przez niego teczki ze skóry aligatora. Przezwisko to spodobało mu się na tyle, że poprosił swojego przyjaciela, aby ten stworzył projekt rysunku krokodyla, który następnie został wyhaftowany na noszonych przez niego podczas meczów koszulkach. Tak powstała marka Lacoste, warta obecnie miliony dolarów.

Teraz Lacoste przegrał w Nowej Zelandii spór dotyczący charakterystycznego krokodylka przeciwko Crocodile International. Obie firmy odzieżowe używają logo z wizerunkiem krokodyla i kłóciły się, kto powinien wykorzystywać jego wizerunek w różnych państwach na świecie. W 2008 r. Crocodile International wskazał, że Lacoste nie używa w sposób rzeczywisty spornego znaku towarowego w Nowej Zelandii i chciał go unieważnić. Postępowanie zakończyło się sukcesem, jedna spółka Lacoste odwołała się od decyzji o unieważnieniu swojego znaku. Sąd wydał wyrok na jej korzyść. Crocodile International nie zrezygnowała, a sprawa trafiła do sądu drugiej instancji, który właśnie wydał wyrok na niekorzyść Lacoste. Sąd uznał, ze znak ze znanym gadem nie był rzeczywiście używany na terytorium Nowej Zelandii. Lacoste nie tylko nie obronił swojego znaku, ale też musi ponieść koszty postępowania.

© 2012-2017