Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    Aktualności
    czwartek, 02 luty 2017 10:29

    Kylie, Britney i Naomi

    Napisał

    Ze względu na ogromną konkurencję na rynku rozrywki, gwiazdy muzyki muszą mieć teraz nie tylko talent, ale też głowę do interesów. Sprzedaż płyt i biletów na koncerty bywa prężnie wspomagana wprowadzaniem na rynek kolekcji odzieżowych tworzonych wspólnie ze znanymi markami, w których dominują zazwyczaj koszulki z wizerunkiem i pseudonimami gwiazd, jak też książkowych biografii oraz wszelkiego typu gadżetów. Same pseudonimy i nazwiska gwiazd nierzadko są też zarejestrowane jako znaki towarowe, co chroni jej przed nadużyciami na dużą skalę przez nieuprawnione podmioty, które chcą podszyć się pod słynne gwiazdy.

    Niedawno w zaskakujący sposób zakończyła się walka o znak towarowy „Kylie”. Spór rozpoczął się, kiedy znana z amerykańskiego reality show „Z kamerą u Kardashianów” modelka-celebrytka Kylie Jenner w 2016 r. złożyła w amerykańskim urzędzie patentowym wniosek o rejestrację znaku towarowego „KYLIE” dla szeregu usług, w tym reklamy i agencji reklamowych. Do urzędu niemal natychmiast wpłynął sprzeciw, złożony przez prawników Kylie Minogue, australijskiej mega-gwiazdy muzyki pop, znanej z takich hitów jak zaśpiewana w duecie z Nickiem Cave’em ballada „Where the Wild Roses Grow” czy dyskotekowy „Can't Get You Out of My Head”. Pełnomocnik piosenkarki powołał się na wcześniejsze znaki towarowe australijskiej gwiazdy, w tym kilka odmian znaku „Kylie”, oznaczenie „Kylie Minogue Darling” czy „Lucky – The Kylie Minogue Musical”, wskazując, że nowo zgłoszony znak może wprowadzić konsumentów w błąd co do oznaczonych nim towarów czy usług.

    Argumentacja prawników Kylie Minogue była całkiem słuszna, ponieważ Australijka należy do tej ligi gwiazd pop-kultury, które kojarzone są już po samym imieniu, tak jak Naomi (modelka Naomi Campbell), Marilyn (nieżyjąca aktorka Marilyn Monroe) czy Britney (piosenkarka Britney Spears). Większość konsumentów szybciej skojarzyłaby więc pewnie znak „KYLIE” z filigranową australijską gwiazdą, niż z drugoplanową celebrytką z reality show. Co jednak ciekawe, obecnie spór wygląda na zakończony. Kylie Minogue wycofała bowiem ostatnio sprzeciw przeciwko znakowi towarowemu „Kylie”. Trudno powiedzieć, co było tego przyczyną, być może obie Kylie zawarły w sprawie znaku ugodę. 

    środa, 01 luty 2017 10:27

    Muzyczne znaki towarowe

    Napisał

    Nie od dziś wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje. Nieważne, czy to jazz, rock czy pop – nie ma na świecie chyba ani jednej osoby, która nie uprzyjemnia sobie czasu przebojami z radia, śpiewem z sali filharmonii czy nawet melodią własnego pomysłu nuconą samemu sobie. Dlatego, niezależnie od muzycznych preferencji, każdy znajdzie jakiś zespół czy wokalistę dla siebie, do słuchania w domu lub w pracy. Niektóre nazwy zespołów od razu przywołują w naszej głowie skojarzenie z graną przez nie muzyką, tak jak The Beatles czy The Rolling Stones. Inne, jak na przykład Formacja Nieżywych Schabuff, mogą budzić zdziwienie lub uśmiech na twarzy.

    Zdecydowanie bardziej poważnie kwestia nazwy zespołu muzycznego wygląda z punktu widzenia jego członków. Nie wystarczy bowiem wymyślić chwytliwego oznaczenia, aby cieszyć się nim już na zawsze. Jeżeli zespół odniesie sukces, znajdzie się bowiem mnóstwo chętnych naśladowców, którzy będą chcieli uszczknąć nieco sławy swoich popularnych konkurentów. W takiej sytuacji należy nazwę zespołu zawczasu zabezpieczyć.

    Najprostszym sposobem uzyskania monopolu na nazwę zespołu muzycznego jest rejestracja znaku towarowego. Może być on zarejestrowany na lidera zespołu albo też – jako prano wspólne – na wszystkich jego członków. W innym wypadku, jeżeli w zespole zacznie się dziać źle, może rozpocząć się spór o to, komu właściwie przysługuje prawo do używania oznaczenia zespołu. Konflikty na tym tle rozsądzały też polskie sądy. Główną linią orzeczniczą jest założenie, że nazwa zespołu przysługuje, na zasadach dób osobistych, wszystkim członkom zespołu, jeżeli tylko poczynili oni podobny wkład w działalność danej formacji. Wyjątkiem jest sytuacja, w której chodzi o zespół utworzony, nazwany i kierowany przez jednego z członków w sposób tak wyraźny i oczywisty, iż uchodzi za zespół tej osoby. W Polsce spory na tle znaków towarowych i oznaczeń zespołów muzycznych toczyły się już wokół tak znanych nazw, jak De Mono, Czerwone Gitary czy Kapela Czerniakowska. 

    wtorek, 31 styczeń 2017 12:39

    Polska diwa przed sądem

    Napisał

    Chociaż jedna z aktualnie występujących na scenie polskich piosenkarek twierdzi, że „królowa jest tylko jedna”, to jednak mało która diwa polskiej muzyki jest tak znana, jak nieżyjąca już gwiazda muzyki, Violetta Villas. Tak naprawdę, słynna nie tylko z budzącego podziw głosu, ale i również z charakterystycznej blond fryzury gwiazda naprawdę nazywała się Czesława Maria Gospodarek. „Violetta Villas” to pseudonim artystyczny, który piosenkarka zdecydowała się przyjąć w latach 50. Wtedy występowała jeszcze pod rodowym nazwiskiem Cieślak, jednak za radą kompozytora Władysława Szpilmana postanowiła znaleźć sobie pseudonim sceniczny.  Szpilman doradził jej wybranie pseudonimu, który nie będzie miał polskich, trudnych do wymówienia dla cudzoziemców, zgłosek. Tak powstała Violetta Villas.

    Co prawda gwiazda piosenki już nie żyje, ale jej legenda nadal króluje pośród żywych. Tym razem zainteresowani życiem piosenkarki fani mogą wybrać się na spektakl inspirowany jej losami do Nowego Teatru w Słupsku. Kto chce zobaczyć przedstawienie pod tytułem „Las Villas”, powinien się jednak spieszyć. Syn Villas, Krzysztof Gospodarek, wniósł bowiem powództwo przeciwko słupskiemu teatrowi, w którym zarzuca mu między innymi naruszenie praw do znaku towarowego. Gospodarek domaga się przed sądem zaprzestania grania spektaklu, przeprosin i 200 tysięcy złotych odszkodowania. Jak się okazuje, Gospodarek wyrażał swoje niezadowolenie już na etapie powstawania sztuki inspirowanej życiem i twórczością Violetty Villas, powołując się właśnie na prawa do znaku towarowego. Choć syn gwiazdy sztuki nie widział, to jego zdaniem wywołuje ona uszczerbek na jego godności, ze względu na sposób ukazania na scenie jego matki. Co ciekawe, Gospodarek nie przyjął też wcześniejszego zaproszenia na spektakl, wystosowanego przez dyrektora słupskiego teatru.

    Zdaniem Dominika Nowaka, dyrektora pozwanego teatru, obawy i niezadowolenie syna piosenkarki nie mają podstaw. Spektakl „Las Villas” nie ma bowiem na celu ośmieszenia czy wyszydzenia piosenkarki, ale jest po prostu hołdem dla jednej z największych polskich śpiewaczek okresu późnego PRL. Spektakl w reżyserii Piotra Siekluckiego powstał jako koprodukcja słupskiego Nowego Teatru i Teatru Nowego z Krakowa. Miał premierę pod koniec września 2016 r.

    poniedziałek, 30 styczeń 2017 12:36

    Produkt polski? A może nie?

    Napisał

    W dzisiejszych czasach produkty spożywcze z najbardziej egzotycznych zakątków świata mamy na wyciągnięcie ręki. Nieważne, czy to mango prosto z Brazylii, czy tapioka z Singapuru – niemal wszystko możemy dostać podczas realnych bądź internetowych zakupów. Niektóre z owoców czy warzyw nigdy nie będą jednak lepsze, niż z przydomowego ogródka, dlatego też coraz więcej osób nad wymyślne przekąski przedkłada rodzime przysmaki, takie jak polskie sery czy miody. Często takie produkty oznaczane są jako „produkt polski”, abyśmy przypadkiem nie mieli wątpliwości, czy za ubraną w polskie kolory etykietą nie kryje się masowy produkt z zagranicznej fabryki. Po niedawnej nowelizacji ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych możliwość oznaczania produktów specjalnym znakiem „Produkt polski” może stać się dla przedsiębiorców bardziej problematyczna.

    Z nowo dodanego art. 7b ustawy wynika bowiem, że specjalnego logotypu „Produkt polski” będą mogli używać tylko ci przedsiębiorcy, których produkty spełnią przesłanki wskazane w ustawie. Tymczasem, w Urzędzie Patentowym zarejestrowanych jest wiele znaków towarowych zawierających w sobie element słowny „produkt polski”. Czy nowelizacja oznacza, że nie będą oni już mogli używać własnych, zarejestrowanych oznaczeń? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że przedsiębiorcy posiadający znaki towarowe utrzymają monopol na grafikę swoich oznaczeń i będą mogli nadal ich używać. Ustawą jest bowiem objęta konkretna graficzna postać oznaczenia „Produkt polski”. Jej nadużycie może spowodować nałożenie na przedsiębiorcę niemającego podstaw do używania tego znaku kary, o której decyduje Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.

    Co ciekawe, przedstawiciel Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi twierdzi jednak inaczej. Jego zdaniem, produkty rolno-spożywcze nie mogą być opatrywane znakiem „produkt polski” niezależnie od jego grafiki, jeżeli nie spełniają ustawowych przesłanek. Dotyczy to również zarejestrowanych znaków towarowych. W innym wypadku, będzie to bowiem wprowadzać konsumentów w błąd. Tak daleko posunięta interpretacja znowelizowanej ustawy zdziwiła ekspertów z zakresu własności przemysłowej. Co prawda podobny zakaz istniał bowiem jeszcze na etapie projektu ustawy, jednak został z niego usunięty w toku prac legislacyjnych.

    piątek, 27 styczeń 2017 15:44

    SpongeBob i podmorskie znaki towarowe

    Napisał

    Kto mieszka w ananasie na dnie morza? Jeśli znasz odpowiedź na to pytanie, to prawdopodobnie widziałeś choć jeden odcinek popularnej kreskówki „SpongeBob Kanciastoporty”, albo chociaż o niej słyszałeś. Jest to jeden z najwyżej ocenianych i najczęściej oglądanych seriali animowanych w telewizji, puszczany na kanale Nickelodeon od początku 2000 r. Serial dzieje się wokół przygód SpongeBoba, żółtej gąbki morskiej, która mieszka w ananasie i pracuje jako kucharz smażący burgery w barze Pod Tłustym Krabem, w podwodnym mieście Bikini Dolne i jego przyjaciół: przyjaznej rozgwiazdy Patryka, Skalmara Obłynosa, jego wiecznie zirytowanego sąsiada czy Sandy Pysi, wiewiórki z Teksasu. Innym bohaterem kreskówki jest Eugeniusz Krab, skorupiak i właściciel baru Pod Tłustym Krabem.

    Bar Pod Tłustym Krabem, znany w Bikini Dolnym z pysznych burgerów, został ostatnio zamieszany w spór o znak towarowy. Kilka lat temu zupełnie niefikcyjna i niepodwodna spółka IJR Capital Investments złożyła w amerykańskim urzędzie patentowym wniosek o rejestrację znaku towarowego „The Krusty Krab” (tak w oryginale nazywa się bar Pod Tłustym Krabem) dla prowadzenia usług restauracyjnych. Viacom (dystrybutor serialu i spółka-matka Nickelodeonu) złożył sprzeciw przeciwko zgłoszeniu, wnosząc o wycofanie wniosku o rejestrację znaku towarowego i zmianę nazwy restauracji. IJR utrzymała jednak plan otwarcia restauracji pod tą nazw i nie wycofała wniosku. Ostatecznie Viacom złożył skargę w sądzie, opartą na różnych roszczeniach, w tym na naruszeniu praw do znaku towarowego. Niedawno został wydany wyrok w sprawie, w którym sąd stwierdził naruszenie praw do znaku towarowego.

    W uzasadnieniu wyroku sąd wyjaśnił, że ochrona znaku towarowego może rozciągać się nie tylko na realny produkt, ale również na element popularnej kreskówki czy serialu, jeśli opinia publiczna kojarzy go bezpośrednio z powodem lub jego produktami. Jako przykład sąd podał przypadki ochrony znaków towarowych dla słów „Kryptonite” (fikcyjny radioaktywny związek w serialu i filmie o Supermanie) i „Daily Planet” (fikcyjna nazwa gazety, gdzie pracuje Superman), ponieważ były one trwale związane z postacią Supermana i jego historią oraz regularnie pojawiały się na licencjonowanych gadżetach związanych z serią.

    czwartek, 26 styczeń 2017 15:43

    Wątpliwości Sądu Najwyższego

    Napisał

    Stowarzyszenia Filmowców Polskich jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, które działa na podstawie zezwolenia w Polsce i jest uprawnione do zarządzania prawami autorskimi do utworów audiowizualnych i ich ochrony. Stowarzyszenia „Oławska Telewizja Kablowa” rozpowszechnia programy telewizyjne za pośrednictwem sieci kablowej na obszarze miasta Oława (Polska). Po wypowiedzeniu w dniu 30 grudnia 1998 r. umowy licencyjnej określającej zasady wynagrodzenia między stronami OTK w dalszym ciągu korzystało z utworów chronionych prawem autorskim i złożyło do Komisji Prawa Autorskiego wniosek zmierzający zasadniczo do ustalenia wynagrodzenia należnego za korzystanie z praw autorskich, którymi zarządza SFP. Postanowieniem z dnia 6 marca 2009 r. komisja ta ustaliła rzeczone wynagrodzenie, które zostało opłacone.

    12 stycznia 2009 r. SFP wniosło przeciwko OTK powództwo, w którym domagało się zakazania do czasu zawarcia nowej umowy licencyjnej dokonywania przez OTK reemisji chronionych utworów audiowizualnych oraz zasądzenia od OTK na rzecz SFP kwoty 390 337,50 PLN, z ustawowymi odsetkami. Sąd Okręgowy we Wrocławiu zasądził od OTK na rzecz SFP zapłatę kwoty 160 275,69 PLN i oddalił zasadniczo powództwo w pozostałym zakresie. Ponieważ apelacje wniesione przez obie strony w postępowaniu głównym od tego wyroku zostały oddalone, każda z tych stron wniosła skargę kasacyjną. Wyrokiem z 15 czerwca 2011 r. Sąd Najwyższy przekazał jednak sprawę do ponownego rozpoznania sądowi apelacyjnemu, który wydał drugi wyrok. Ten został jednak również uchylony przez Sąd Najwyższy w ramach skargi kasacyjnej i sprawa została jeszcze raz przekazana do sądu apelacyjnego.

    Rozpoznając sprawę w ramach ostatniej skargi po raz trzeci, Sąd Najwyższy zapytał Trybunał Sprawiedliwości UE, czy uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać naprawienia wyrządzonej mu szkody na zasadach ogólnych albo, bez konieczności wykazywania szkody i związku przyczynowego pomiędzy zdarzeniem naruszającym jego prawa a szkodą, domagać się zapłaty sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku zawinionego naruszenia – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, skoro art. 13 unijnej dyrektywy 2004/48 przewiduje, że o odszkodowaniu decyduje sąd, a tylko alternatywnie w niektórych przypadkach może ustanowić odszkodowanie ryczałtowe. Sąd najwyższy miał wątpliwości, czy przyznanie, na żądanie strony, określonego z góry odszkodowania ryczałtowego, które stanowi dwukrotność lub trzykrotność stosownego wynagrodzenia, jest dopuszczalne, zważywszy, że celem dyrektywy nie jest wprowadzenie odszkodowań o charakterze kary.

    Trybunał odpowiedział na to pytanie w wyroku z 25 stycznia 2017 r. Jego zdaniem, dyrektywa 2004/48 wprowadza minimalne standardy dotyczące poszanowania praw własności intelektualnej i nie zakazuje państwom członkowskim ustanowienia środków umożliwiających silniejszą ochronę. Dyrektywa nie sprzeciwia się więc uregulowaniu krajowemu, takiemu jak to będące przedmiotem sporu w postępowaniu głównym, przewidującemu, że uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa, naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności hipotetycznej opłaty licencyjnej.

    środa, 25 styczeń 2017 15:41

    Patent na fryzjerskie płetwy

    Napisał

    Zazwyczaj przełomowe wynalazki kojarzą nam się z amerykańską Doliną Krzemową, jednak przydatne innowacje, użyteczne w różnych dziedzinach życia, powstają nie tylko tam. Jeden z ciekawszych wynalazków, którym zainteresowało się również wojsko, powstał jakiś czas temu w Gdyni, zaś jego pomysłodawcą jest tamtejszy … fryzjer.

    Mariusz Szymański, bo to o nim mowa, zawodowo jest fryzjerem, a jego pasję stanowi nurkowanie. Gdyński fryzjer od lat przemierza podwodne przestrzenie wraz z Grupą Specjalną Płetwonurków RP. Nurek brał udział między innymi w wyciąganiu dwóch dział z Zatoki Gdańskiej czy w przeszukiwaniu statku wikingów, zleconym przez Urząd Morski w Szczecinie. Mariusz Szymański jak mało kto zna się więc na sprzęcie do nurkowania. Tego właśnie zakresu dotyczy jego wynalazek. Założona przez niego wraz ze wspólnikiem, znawcą tworzyw kompozytowych i laminatów, firma Exofin oferuje specjalistyczne płetwy pomysłu Szymańskiego. Rozwiązują one problem ciężkości i nieporęczności zwykłych, gumowych płetw, co jest problemem może nie w przypadku nurków rekreacyjnych, ale żołnierzy i komandosów, dla których błogosławieństwem w akcji jest jak najlżejsze wyposażenie.

    Płetwy projektu gdyńskiego fryzjera są nie tylko znacznie lżejsze, ale też mniejsze i bardziej trwałe od tych tradycyjnych. Płetwy, oparte na składanej konstrukcji, zrobione są w większości nie z gumy, ale z hypalonu, tworzywa wykorzystywanego do budowy wojskowych pontonów. Dzięki możliwości złożenia zajmują też zdecydowanie mniej miejsca niż tradycyjne wyposażenie nurka. Co ciekawe, płetwy składają się podobnie, jak fryzjerskie nożyczki. Po raz pierwszy nowy nurkowy patent został publicznie przedstawiony w 2015 r., na targach militarnych w Kielcach. Spotkał się tam z ogromnym zainteresowaniem. Teraz Mariusz Szymański dostaje zamówienia na efekt swojej pomysłowości nie tylko z Polski, ale i z Niemiec czy USA.

    Ultimate Fighting Championship (UFC) to amerykańska organizacja mieszanych sztuk walki (MMA) założona w 1993 r. Pojedynki w ramach UFC odbywają się w ośmiokątnym ringu otoczonym siatką, zwanym oktagonem. Jedną z najjaśniejszych obecnie gwiazd UFC jest Conor McGregor. Ten irlandzki zawodnik był dwukrotnym mistrzem Cage Warriors w wadze lekkiej i piórkowej, zaś w latach 2015-2016 - mistrzem UFC w wadze piórkowej. Zawodnik znany jest z niekonwencjonalnego stylu walki oraz nokautującego ciosu.

    Teraz mistrz UFC zajmuje się nie tylko walkami z niebezpiecznymi przeciwnikami, ale i biznesowa stroną sportu. Kariera sportowca bywa zazwyczaj krótka, dlatego ten, kto chce zarobić, musi szybko spieniężyć swoją popularność, czerpiąc z niej ile się da. Dlatego też Conor McGregor zgłosił niedawno w amerykańskim urzędzie patentowym zarówno swoje imię i nazwisko, jak i pseudonim, pod którym jest znany – „The Notorious” - dla kilku potencjalnych produktów, w tym dla produktów po goleniu, książek, gier wideo, restauracji, ubrań, usług fryzjerskich i klubów sportowych i fitness. Oficjalnym zgłaszającym jest spółka sportowca, McGregor Sports and Entertainment.

    Conor McGregor nie jest jedynym zawodnikiem związanym z UFC i MMA, który skutecznie dba o swoją własność intelektualną. Chronić przed komercyjnym użyciem swoje imię i nazwisko postanowiła także Ronda Rousey, amerykańska judoczka, brązowa medalistka olimpijska oraz wicemistrzyni świata w kategorii 70 kg, zaś od 2011 r. profesjonalna zawodniczka mieszanych sztuk walki. Widać więc, że sportowcy muszą obecnie mieć nie tylko ciało zdatne do wygrywania mistrzostw, ale i głowę do interesów.

    poniedziałek, 23 styczeń 2017 10:23

    Lubelska czy Lubeca?

    Napisał

    W 2013 r. spółka Stock Polska, producent wódki „Lubelska”, wniosła do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) o rejestrację graficznego znaku towarowego „Lubelska” dla napojów alkoholowych. Znak przedstawiał czarny napis ułożony po łuku, nad którym znajdowało się przedstawienie złotej korony. Wobec zgłoszenia został jednak wniesiony sprzeciw, przez niemieckie przedsiębiorstwo Lass & Steffen GmbH Wein- und Spirtuosen-Import. Podstawą sprzeciwu był wcześniejszy słowny znak „Lubeca”, również zarejestrowany dla alkoholi. W następstwie zgłoszonego sprzeciwu EUIPO oddalił wniosek polskiej spółki, ze względu na zbytnie podobieństwo fonetyczne obu oznaczeń, które mogło doprowadzić do konfuzji konsumentów.

    Stock Polska odwołała się od decyzji eksperta, jednak bezskutecznie. Spółka argumentowała, że urząd nie dokonał całościowej oceny podobieństwa znaków, a jedynie skupił się nadmiernie na ich warstwie słownej. Tymczasem, znak „Lubelska” pod względem graficznym jest  odmienny, zaś pisownia obu oznaczeń także jest różna. Pomimo to, odmowna decyzja została podtrzymana. Sprawa trafiła więc przed Sąd unii Europejskiej, który wydał wyrok w styczniu 2017 r.

    Sąd podtrzymał stanowisko EUIPO stwierdzające, iż konsumenci większą uwagę poświęcą warstwie słownej i brzmieniowej, a nie graficznej oznaczenia. Ponadto, wykorzystany graficzny zapis nazwy jest powszechnie stosowany na etykietach naklejanych na butelki, a korona stanowi jedynie dodatek dekoracyjny. Dlatego też należy skoncentrować się głównie na nazwie produktu, bo to na niej koncentrować się będą konsumenci dokonujący zakupu produktu opatrzonego spornym znakiem. Ponadto, sąd wskazał, że alkohole zamawiane są głównie werbalnie i w takich miejscach jak bary, restauracje czy kluby nocne, w związku z czym fonetyczne podobieństwo oznaczeń może prowadzić do pomyłek. Skarga została oddalona.

    piątek, 20 styczeń 2017 12:36

    Dymek przed sądem

    Napisał

    10 lipca 2014 r. skarżący, Michał Wieromiejczyk, dokonał w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego „Tasty Puff”, dla towarów takich jak: „artykuły do użytku z tytoniem; tytoń i produkty tytoniowe (w tym substytuty tytoniu)”. Decyzją z 30 września 2014 r. ekspert odrzucił zgłoszenie znaku, stwierdzając, że z uwagi na znaczenie wyrażenia „tasty puff” w języku angielskim, a mianowicie „dymek, zaciągnięcie się o dobrym smaku”, należy je uznać za opisowe względem wszystkich rozpatrywanych towarów.

    Po podtrzymaniu decyzji przez Izbę Odwoławczą, sprawa znalazła finał przed Sądem Unii Europejskiej, który wypowiedział się co do niej w styczniu 2017 r. Sąd przypomniał, że oznaczenia lub wskazówki mogące służyć w obrocie do oznaczania cech towaru lub usługi, dla których wnosi się o rejestrację, są uznawane za niezdolne do wypełniania podstawowej funkcji znaku towarowego, która polega na wskazywaniu pochodzenia handlowego towaru lub usługi, aby umożliwić w ten sposób konsumentowi nabywającemu towar lub usługę oznaczone danym znakiem towarowym dokonanie przy późniejszym zakupie takiego samego wyboru – jeśli doświadczenie okazało się pozytywne, lub dokonanie odmiennego wyboru – jeśli było ono negatywne.

    Zdaniem sądu, Izba Odwoławcza słusznie stwierdziła w zaskarżonej decyzji, że ocenę charakteru opisowego zgłoszonego znaku towarowego należy przeprowadzać z punktu widzenia konsumentów anglojęzycznych w Unii, ponieważ wspomniany znak składa się głównie z wyrażenia, które ma znaczenie w języku angielskim. Warto uściślić, że konsumenci ci obejmują z jednej strony konsumentów będących rodzimymi użytkownikami języka angielskiego, z drugiej strony zaś konsumentów, którzy nie będąc rodzimymi użytkownikami języka angielskiego, posiadają wyuczoną wystarczająco dobrą znajomość tego języka.

    Określenie to jako całość będzie zatem odczytane jako „dymek, zaciągnięcie się o dobrym smaku”, a w odniesieniu do wyrobów tytoniowych i akcesoriów używanych przez palaczy będzie ono informowało konsumentów, że opatrzony tym znakiem tytoń lub jego substytuty mają wyborny smak lub że oznaczone tak artykuły do użytku z tytoniem, takie jak fajki, lufki czy bibułki, pomagają zachować lub podkreślić ten smak.

    Sąd odrzucił ponadto argument skarżącego, zgodnie z którym określenie „tasty puff” będzie postrzegane w znaczeniu „smaczny oddech”, gdyż skarżący nie podał źródła takiej interpretacji. Przeciwnie, słowo „puff” nie oznacza „oddechu”, ponieważ słowo to w języku angielskim tłumaczy się jako „breath”. Co więcej, z uwagi na to, że słowo „puff” ma określone znaczenie w odniesieniu do palenia, jest mało prawdopodobne, aby odbiorca szukał innych interpretacji tego słowa. Pomimo wysiłków skarżącego, skarga została oddalona.