Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    Aktualności
    poniedziałek, 31 październik 2016 18:12

    Nie-Solidarni

    Napisał

    Głośne spory sądowe w sprawie znaków towarowych dotyczą zazwyczaj popularnych na rynku produktów w komercyjnym ujęciu. Okazuje się jednak, że niektórzy chcieliby teraz przenieść takie potyczki na grunt ideowy.

    NSZZ Solidarność poczuł się niedawno urażony wykorzystaniem członu jego nazwy pisanego charakterystyczną czcionką na plakatach protestu przeciwko projektowi zaostrzenia prawa aborcyjnego. Przeciwko projektowi zgłoszonemu przez organizację, w skład której wchodzą prawnicy o skrajnie konserwatywnych poglądach, w październiku 2016 r. w wielu miastach zorganizowano protesty, na których frekwencja zaskoczyła chyba nawet samych organizatorów. Co ciekawe, nie były one organizowane przez konkretne partie czy stowarzyszenia polityczne, ale stanowiły rezultat spontanicznej akcji rozpowszechnionej głównie przez portale społecznościowe. Jeden z plakatów informujących o planowanym proteście przedstawiał parafrazę plakatu wykorzystywanego niegdyś przez NSZZ Solidarność. Przedstawiał on czarną postać kowboja i napis „W samo południe” oraz hasło „Solidarność” pisane czerwonymi literami. Na plakacie użytym dla celów protestu kowboja zastąpiono sylwetką kobiety.

    NSZZ Solidarność, a właściwie Komisja Krajowa, zaczęła szukać organizatorów protestu, grożąc wniesieniem przeciwko nim powództwa o naruszenie praw własności przemysłowej. Charakterystyczny napis „Solidarność” z literą „I” przechodzącą we flagę jest bowiem zarejestrowany jako znak towarowy. Organizatorów protestu nie udało się jednak znaleźć, a cały pomysł wniesienia pozwu został ośmieszony przez anonimowe kobiety, których dziesiątki podawały się na Facebooku za organizatorki.

    Nawet gdyby pozew został jednak złożony do sądu, prawdopodobnie NSZZ Solidarność nie ugrałby wiele w tym zakresie. Naruszenie praw do znaku towarowego następuje bowiem w związku z komercyjnym wykorzystaniem danego oznaczenia bez zgody jego właściciela. Tym razem charakterystyczny znak nie promował żadnych towarów czy usług.

    Co jeszcze ciekawsze, trudno powiedzieć, czy NSZZ Solidarność dysponuje w ogóle prawami autorskimi do samego plakatu. Oryginalny plakat wyborczy Solidarności "W samo południe" z 1989 r. z postacią aktora Gary'ego Coopera z filmu o tym samym tytule został zaprojektowany przez Tomasza Sarneckiego, ówczesnego studenta Akademii Sztuk Pięknych. Ten z kolei wykorzystał czarno-biały plakat Mariana Stachurskiego z roku 1959 do filmu "W samo południe".

    5 maja 2010 r. spółka Westermann dokonała w EUIPO zgłoszenia słowno-graficznego unijnego znaku towarowego „bambino LUK”, między innymi dla gier i kart. 14 września 2010 r. spółka Diset wniosła sprzeciw wobec rejestracji spornego znaku towarowego. Sprzeciw został oparty na wcześniejszym graficznym unijnym znaku towarowym „bambino”.

    25 maja 2012 r. Wydział Sprzeciwów EUIPO częściowo uwzględnił sprzeciw. Stwierdził on, że istnieje prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd. Spółka Westermann wniosła do EUIPO odwołanie od decyzji. Druga Izba Odwoławcza EUIPO częściowo uwzględniła skargę, zezwalając na rejestrację w części spornego znaku towarowego. Sprawa finalnie trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości, który wydał wyrok 26 października 2016 r.

    Spółka Westermann podniosła dwa zarzuty dotyczące naruszenia prawa do bycia wysłuchanym i prawa do rzetelnego procesu. Twierdziła, że Sąd UE naruszył prawo oraz przeinaczył okoliczności faktyczne, uwzględniając – w ramach rozpatrywania zasadności oceny prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w wypadku kolidujących ze sobą znaków towarowych, dokonanej w spornej decyzji przez Drugą Izbę Odwoławczą EUIPO – wcześniejszy znak towarowy, na którym oparto sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego przez spółkę Westermann znaku towarowego, mimo że prawo do tego wcześniejszego znaku towarowego wygasło i nie wywoływało zatem skutków w dacie wniesienia przez nią skargi w pierwszej instancji. Spółka Westermann była zdania, że Sąd powinien był przekazać sprawę do ponownego rozpoznania przez Drugą Izbę Odwoławczą EUIPO w celu dokonania oceny sprzeciwu w oparciu o znaki towarowe Diset inne niż wspomniany wcześniejszy znak towarowy.

    Trybunał wskazał, że gdyby przyjąć, że Sąd powinien uwzględnić decyzję EUIPO, w której stwierdzono wygaśnięcie prawa do wcześniejszego znaku towarowego, na którym oparto sprzeciw – mimo że to wygaśnięcie nastąpiło w dacie późniejszej od daty przyjęcia decyzji Izby Odwoławczej EUIPO, w której stwierdzono zasadność sprzeciwu – byłoby to niezgodne z utrwalonym orzecznictwem Trybunału, zgodnie z którym Sąd nie może stwierdzić nieważności lub dokonać zmiany takiej decyzji z uwagi na podstawy, które zaistniały po jej wydaniu.

    W ramach rozpatrywania zasadności dokonanej w spornej decyzji przez Drugą Izbę Odwoławczą EUIPO oceny prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w wypadku kolidujących ze sobą znaków towarowych Sąd nie naruszył prawa, ponieważ w dacie, w której przyjęto tę decyzję, wcześniejszy znak towarowy – na którym oparto sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego przez spółkę Westermann znaku towarowego – wywoływał skutki określone w rozporządzeniu o znaku unijnym.

    czwartek, 27 październik 2016 16:49

    Znak towarowy handlu internetowego powraca

    Napisał

    Handel internetowy to bardzo rozwojowa branża, która przejęła już do tej pory znaczną część rynku. Jeszcze kilka lat temu mało kto miał odwagę kupować w internetowych sklepach. Klienci bali się nabywać towar, którego nie można najpierw zobaczyć i dotknąć. Teraz nie wyobrażamy sobie, aby nie zajrzeć od czasu do czasu na aukcje internetowe w poszukiwaniu ciekawostek, albo nie zamówić zakupów, kiedy nie chce się nam wychodzić z domu. Rynek zakupów internetowych jest jednak bardzo szeroki i nie dla wszystkich jest na nim miejsce.

    Przekonała się o tym jedna z najstarszych w Polsce spółek zajmujących się internetowym handlem, Merlin.pl. Według doniesień prasowych, już od dłuższego czasu miała ona problemy finansowe i borykała się z niewypłacalnością. Pod koniec 2015 r. Merlin.pl złożyła wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu. Już wcześniej kilka różnych spółek składało wniosek o ogłoszenie upadłości Merlin.pl, właściciela platformy handlu internetowego. Wnioski te były jednak do tej pory oddalane przez sąd.

    Teraz okazuje się, że może to jednak jeszcze nie jednak koniec starego internetowego wyjadacza. Pod koniec ubiegłego roku polska spółka z branży e-commerce, Topmall, która swoją działalność kierunkuje na rynek ukraiński, podpisała umowę handlową z Merlin.pl. Jej przedmiotem była dzierżawa znaku towarowego oraz domeny internetowej merlin.pl. Teraz Topmall ma zostać przejęta przez AdMassive Group, notowaną na NewConnect. Może to działanie przywróci sklep Merlin.pl do życia. Aktualnie, portal od nowa zaczyna biznes – wiosną bieżącego roku powrócił na rynek, choć aktualnie sprzedaje głównie książki.

    środa, 26 październik 2016 14:24

    Kosztowne ładowarki „Apple”

    Napisał

    Naruszyciele znaków towarowych nie zawsze oferują oryginalne produkty skopiowane jeden do jednego. Czasami nieuczciwe wykorzystanie znanego oznaczenia przyjmuje trochę bardziej subtelną formę, niż skopiowanie i oferowanie na rynku podrobionego flagowego produktu danej firmy. Przedsiębiorcy chcący pożywić się na cudzej renomie wprowadzają do obrotu na przykład osprzęt czy części zamienne do sprzętu popularnych na rynku marek.

    W związku z taką właśnie sytuacją Apple wystosowało niedawno powództwo przeciwko firmie Mobile Star LLC. Przedmiotem pozwu jest naruszanie praw do zarejestrowanych znaków towarowych, ale też praw autorskich. Chodzi o sprzedawanie przez Mobile Star poprzez serwisy Amazon i Groupon rzekomo oryginalnych zasilaczy do produktów Apple oraz przewodów konwertujących z używanego w nich złącza Lightning na zwykłe USB. Do celów ich sprzedaży, na przykład na Amazonie, wykorzystywane były bez pozwolenia Apple zarejestrowane  znaki towarowe spółki oraz jej oryginalne materiały reklamowe, takie jak zdjęcia produktów.

    Po przeprowadzeniu weryfikacji oferowanych przez Mobile Star towarów okazało się, że około 90% z nich to podróbki. Zdaniem przedstawicieli Apple, mają one wady konstrukcyjne, które podczas użytkowania sprzętu mogą zagrażać bezpieczeństwu użytkownika.

    Oferowanie nieoryginalnego sprzętu dodatkowego do produktów Apple może Mobile Star słono kosztować. W pozwie spółka z Cupertino żąda 150 tysięcy dolarów za każdy pojedynczy utwór, do którego naruszono prawa autorskie oraz 2 milionów dolarów w związku z naruszeniem praw do znaków towarowych.

    wtorek, 25 październik 2016 10:13

    Grzywna za fałszywe autorstwo

    Napisał

    Naruszenia znaku towarowego to nie tylko opatrywanie własnych produktów cudzym znakiem towarowym czy używanie znaku zbyt podobnego do oznaczenia wcześniejszego. Znak towarowy można też próbować przywłaszczyć, a później na nim zarobić. Taka właśnie sytuacja miała miejsce w przypadku Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Słupsku. Jego były prezes został oskarżony o próbę wyłudzenia znaku towarowego przedsiębiorstwa.

    Prokuratura Rejonowa w Słupsku badająca sprawę ustaliła, ze były prezes PGK w Słupsku zlecił opracowanie z funduszy komunalnej spółki nowego logotypu. Miało to miejsce w 2008 r., kiedy były prezes urzędował jeszcze na stanowisku. Prawa autorskie do projektu przeszły na PGK. W 2012 r. Andrzeja G. odwołano z funkcji prezesa spółki, ale formalnie pozostawał jeszcze jej pracownikiem. W listopadzie tego roku Andrzej G. dokonał zgłoszenia logotypu PGK jako znaku towarowego, wskazując siebie jako uprawnionego do rejestracji i przypisując sobie autorstwo projektu. Zgłoszenie zostało złożone bez wiedzy Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Słupsku.

    W 2014 r., po dokonaniu rejestracji, były prezes zażądał od Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej 300 tysięcy złotych za przekazanie praw do znaku towarowego. Zamiast deszczu pieniędzy spotkał go jednak zawód, gdyż spółka złożyła zawiadomienie do prokuratury. Andrzej G. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. W październiku 2016 r. sąd wydał wyrok w jego sprawie, uznając byłego prezesa winnym i skazując go na karę 1000 zł grzywny. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Andrzej G. jest rozżalony wyrokiem. Podczas wystąpienia przed sądem zarzucił relacjonującym sprawę mediom, że od początku uznały go za winnego i tym samym złamały mu karierę.

    poniedziałek, 24 październik 2016 19:53

    Kontrola graniczna znaków towarowych

    Napisał

    Mało kto wie, że towary podejrzane o naruszenie niektórych praw własności  przemysłowej oraz towary, co do których stwierdzono, że naruszyły takie prawa, mogą zostać zatrzymane na granicy w przypadku próby wwiezienia ich na terytorium państwa członkowskiego Unii Europejskiej.

    Na podstawie obowiązującego prawa celnicy, opierając się na swoim przypuszczeniu naruszenia praw  do znaku towarowego, zatrzymują towar lub zawieszają procedurę wprowadzania towaru do obrotu. Jeżeli zostanie stwierdzone, że właściciel tych praw wnioskował o ich ochronę (albo nawet nie wnioskował, ale jest on znany) to zostaje  poinformowany o zatrzymaniu chronionych towarów. Może on dochodzić odpowiednich roszczeń przed sądem, a jego bierna postawa skutkuje zwolnieniem towarów.

    Dotyczy to również kontroli tak zwanych małych przesyłek, nadawanych także z krajów spoza UE. Jeżeli kontrola wykaże naruszenie praw własności przemysłowej, organy celne poinformują podmiot zgłaszający przesyłkę do odprawy celnej o jej zniszczeniu. W ciągu 15 dni od takiego zawiadomienia można się do niego ustosunkować: wyrazić zgodę na zniszczenie towarów (na koszt organów celnych) lub sprzeciwić się zniszczeniu. Właściciel naruszanych praw zostanie powiadomiony i będzie miał prawo podjąć odpowiednie kroki przed sądem. Milczenie zawiadomionego będzie oznaczać zgodę na zniszczenie. Tylko w razie braku reakcji ze strony właściciela praw  zatrzymane towary będą mogły być zwolnione.

    Celnicy nie mają jednak obowiązku ani nawet możliwości kontroli wszystkich przewożonych  przesyłek, stąd wiedza o ewentualnych naruszeniach praw własności intelektualnej jest zazwyczaj częściowa. Taki stan rzeczy powoduje, że na terytorium unii Europejskiej nierzadko trafiają podrobione towary, najczęściej pochodzące z Chin.

    piątek, 21 październik 2016 10:19

    Księga XXXII – Tytus na sali sądowej

    Napisał

    Komiksy i filmy na ich podstawie to miły sposób na umilenie ponurych, jesiennych wieczorów. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich komiksów jest seria o Tytusie, Romku i A’Tomku. Była ona publikowana od 1957 r., początkowo na łamach czasopisma „Świat Młodych”, a później również w wersji książkowej. Autor komiksu, Henryk Jerzy Chmielewski, znany powszechnie pod pseudonimem Papcio Chmiel, wymyślił i narysował historię dwóch harcerzy, Romka i A’Tomka, którzy postanawiają „uczłowieczyć” szympansa, Tytusa de Zoo.

    Teraz obecnie 93-letni Papcio Chmiel będzie musiał stoczyć o Tytusa i jego kolegów sądową batalię. Jej przedmiotem są oryginalne plansze tego popularnego komiksu o przygodach trzech harcerzy, z których jeden nie jest do końca człowiekiem. Oryginały uznano za zaginione podczas kończenia działalności wydawcy, Młodzieżowej Agencji Wydawniczej. Lata później plansz w niemal magiczny sposób odnalazły się, ale… wystawione na sprzedaż. Ich posiadacz złożył zaś do sądu wniosek o uznanie ich zasiedzenia. Nie zgadza się z nim autor komiksu, który twierdzi, że to jemu należą się oryginalne rysunki.

    Zasiedzenie to sposób nabycia określonego prawa wskutek upływu czasu. Jego główną funkcją  jest uzgodnienie stanu prawnego i stanu posiadania. Zasiedzieć można między innymi własność rzeczy ruchomej, po upływie trzech lat, ale tylko przez osobę będącą w dobrej wierze. Osoba będąca obecnie w posiadaniu komiksowych plansz będzie więc musiała udowodnić, że przez cały czas trwała w dobrej wierze. W przypadku ruchomości moment jej utraty, a więc na przykład dowiedzenie się o czyichś prawach do rzeczy, wyklucza uznanie zasiedzenia.

    Prowadzący stronę internetową Chmielewskiego zapraszają jego fanów do kibicowania mu na sali sądowej. Rozprawa ma się bowiem odbyć w sądzie w Legionowie, 24 października bieżącego roku. Sam Papcio Chmiel skomentował sprawę rysunkiem z udziałem Tytusa, w którym przedstawia wnioskodawcę jako złodzieja praw przysługujących wyłącznie rysownikowi.

    PS: „Zgodnie z opisanym w Kodeksie cywilnym prawem zasiedzenia, w przypadku posiadania rzeczy ruchomej w dobrej wierze przez okres trzech lat, nabywa się jej własność. Na dzisiejszej rozprawie sąd wydał wyrok, w którym uznał, że posiadacze plansz z komiksu 'Tytus, Romek i A'Tomek. Księga XIV' nie spełnili wszystkich kryteriów nabycia rzeczy w ramach zasiedzenia" - tłumaczyło wydawnictwo Prószyński Media. 

    Biuro prasowe Sądu Okręgowego Warszawa-Praga poinformowało dziś, że wniosek o zasiedzenie został oddalony. 

    środa, 19 październik 2016 08:51

    Kwestia dokładności

    Napisał

    2 sierpnia 2013 r. skarżąca, Raimund Schmitt Verpachtungsgesellschaft mbH & Co. KG, dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia słownego unijnego znaku towarowego BRAUWELT.

    Decyzją z 14 marca 2014 r. ekspert odmówił rejestracji zgłoszonego oznaczenia dla wszystkich rozpatrywanych towarów i usług, opierając się na tym, że zgłoszony znak towarowy ma charakter opisowy. Skarżąca spółka wniosła do EUIPO odwołanie od decyzji eksperta, które zostało oddalone. Zgłoszony znak towarowy oznacza bowiem „świat piwowarstwa” lub „świat warzenia piwa” i z perspektywy konsumenta niemieckojęzycznego opisuje miejsce sprzedaży lub szeroką ofertę towarów i usług związanych z działalnością warzenia piwa. Sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok w październiku 2016 r.

    Skarżąca podnosiła, że Izba Odwoławcza naruszyła obowiązek uzasadnienia, ponieważ nie przeprowadziła analizy, czy zgłoszony znak towarowy był opisowy dla każdego z towarów i dla każdej z usług wskazanych w zgłoszeniu do rejestracji, i globalnie odniosła się do wszystkich towarów ujętych w każdej z klas. Zgodnie z orzecznictwem, w przypadku gdy znak jest zgłoszony dla różnych towarów lub usług, izba odwoławcza musi ustalić in concreto w odniesieniu do każdego z tych towarów lub każdej z tych usług, czy rozpatrywany znak nie jest objęty żadną z podstaw odmowy rejestracji i może dojść do odmiennych wniosków w zależności od rozpatrywanego towaru lub rozpatrywanej usługi. W związku z tym izba odwoławcza, odmawiając rejestracji znaku towarowego, zobowiązana jest wskazać w swej decyzji wnioski, do jakich doszła w przypadku każdego z towarów lub każdej z usług objętych zgłoszeniem, niezależnie od tego, w jaki sposób zgłoszenie to zostało sformułowane.

    Jednakże jeżeli ta sama podstawa odmowy rejestracji jest podnoszona wobec kategorii lub grupy towarów lub usług, izba odwoławcza może poprzestać na ogólnym uzasadnieniu odnoszącym się do wszystkich rozpatrywanych towarów lub usług, pod warunkiem że ogół rozważań dotyczących okoliczności stanu faktycznego i prawnego stanowiących uzasadnienie danej decyzji będzie pozwalał z jednej strony na właściwe wyjaśnienie toku rozumowania izby odwoławczej w stosunku do każdego towaru i każdej usługi należących do rzeczonej kategorii i z drugiej strony będzie miał zastosowanie bez rozróżnienia do każdego i każdej z rozpatrywanych towarów i usług. Sama okoliczność, że rozpatrywane towary lub usługi należą do tej samej klasy w rozumieniu porozumienia nicejskiego, nie jest tutaj wystarczająca.

    Sąd wskazał finalnie, że Izba Odwoławcza, przeprowadzając badanie opisowego charakteru zgłoszonego znaku towarowego, którego istotności skarżąca nie zakwestionowała, postąpiła w zgodzie z zasadami.

    wtorek, 18 październik 2016 08:39

    Pachnący znak towarowy

    Napisał

    Piękne zapachy to bardzo przyjemny element otaczającej nas rzeczywistości. Nie tylko umilają nam dzień, ale też czasem przypominają miłe momenty z przeszłości. Co ciekawe, zapach może być też zarejestrowany jako znak towarowy. Zgodnie z definicją znaku towarowego, może nim być każde oznaczenie, które można przedstawić w sposób graficzny, jeżeli oznaczenie takie nadaje się do odróżnienia towarów jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa, w szczególności wyraz, rysunek, ornament, kompozycja kolorystyczna, forma przestrzenna, w tym forma towaru lub opakowania, a także melodia lub inny sygnał dźwiękowy. W tych ramach mieści się też teoretycznie odróżnienie towarów lub usług w postaci zapachu. Pojawiają się tu jednak ograniczenia, jak bowiem graficznie przedstawić zapach? Pomimo tej trudności, niektóre przedsiębiorstwa podjęły się próby rejestracji zapachowego znaku towarowego.

    Najbardziej znaną próbą, co więcej – zakończoną sukcesem, było zgłoszenie do ochrony jako znaku towarowego zapachu świeżo skoszonej trawy dla piłek tenisowych przez Vennootschap onder Firma Senta Aromatic Marketing. 11 lutego 1999 r. Druga Izba Odwoławcza Urzędu Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (obecnie: Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej) stwierdziła, iż zapach ten ma zdolność odróżniającą, ze względu na jego skojarzenie z grą w tenisa dla wielu jego odbiorców, tym samym akceptując rejestrację znaku. Obecnie prawo ochronne na znak wygasło. Decyzja ta odbiła się szerokim echem, w głównej mierze z negatywnym nastawieniem doktryny, głównie z powodu jedynie słownego przedstawienia zapachu poprzez jego opis. Każdy bowiem odbiera dany zapach w specyficzny, nie zawsze ten sam sposób, wyłącznie słowny opis wydaje się więc zbyt subiektywny.

    Ciągle są jednak chętni, którzy chcieliby zmonopolizować wybrany zapach na swoją rzecz, choć nawet zazwyczaj liberalny w kwestii rejestracji znaków towarowych amerykański urząd niechętnie rejestruje znaki zapachowe. Niektórym się jednak udaje. Z urzędem w USA wygrała między innymi firma produkująca ukulele, która w sądzie wywalczyła możliwość rejestracji dla tych instrumentów zapachu koktajlu piña colada.  Również operator komórkowy Verizon Wireless zapewnił sobie znak towarowy o zapachu „kwiatowo-piżmowym” dla swoich sklepów.

    poniedziałek, 17 październik 2016 20:25

    Sportowe podróbki

    Napisał

    Choć aktualnie trwa zimna i raczej deszczowa jesień, to już za miesiąc czy dwa spadnie śnieg, pozwalający wyszaleć się miłośnikom nart, snowboardu czy innych zimowych sportów. A jak wiadomo, sport to zdrowie, szczególnie w przypadku, kiedy większość czasu spędzamy w pracy w pozycji siedzącej. Największym powodzeniem cieszą się zazwyczaj wśród sportowców-amatorów te dyscypliny, które nie wymagają specjalistycznego sprzętu. Taki sprzęt, na przykład nurkowy czy właśnie narciarski, bywa bowiem kosztowny i jego nabywanie nie opłaca się w przypadku rzadkiego uprawiania konkretnej dyscypliny. Niektórzy jednak decydują się i na taki zakup, pomimo jego kosztów. Dzięki temu – a także dzięki sportowi zawodowemu – rynek sprzętu i akcesoriów sportowych przynosi ich producentom znaczne przychody. Jak się okazuje – jednak także straty.

    Urząd Unii Europejskiej ds. Własności intelektualnej zlecił przeprowadzenie badań dotyczących znaków towarowych, które wskazują, że rynek sprzętu sportowego doświadcza rocznie strat w wysokości nawet 500 milionów euro. Ta kwota to około 6,5% wartości rocznej sprzedaży takiego sprzętu. Jest to spowodowane oferowanie przez nieuczciwych przedsiębiorców podrobionych towarów opatrzonych znakami towarowymi łudząco podobnymi do oryginałów. Takie fałszywe znaki towarowe znajdują się między innymi na piłkach, kaskach sportowych, rakietach tenisowych, wyposażeniu sal gimnastycznych czy sprzęcie fitness. Szacunki te nie zawierają danych dotyczących odzieży sportowej z podrobionymi znakami towarowymi.

    Straty ze względu na wykorzystywanie podrobionych znaków towarowych dotyczą nie tylko prywatnych przedsiębiorców, ale też całych państw. Wlicza się w nie bowiem wysokość nieodprowadzonego podatku VAT lub innych wymaganych podatków.  Zazwyczaj takie podróbki relatywnie łatwo rozpoznać. Bywają one często znacznie gorszej jakości, niż oryginał. Często też oferowane wzory – podróbki lub ich kolorystyka nie występują w ogóle w kolekcji konkretnej marki. Czynnikiem, który powinien stanowić czerwone światło w obawie przed zakupem towaru opatrzonego oznaczeniem naruszającym prawa do znaku towarowego jest też podejrzanie niska cena danego produktu, dużo niższa, niż w firmowych salonach czy sklepach sportowych. W takiej sytuacji oszczędność będzie złudna, ponieważ może się ona odbić na bezpieczeństwie osoby korzystającej z podrobionego sprzętu.