poniedziałek, 03 wrzesień 2018 18:15

Nintendo walczy z piratami

Nintendo wystąpiło z roszczeniami o naruszenie praw autorskich, praw do znaków towarowych, a także czyny  nieuczciwej konkurencji przeciwko operatorowi witryny internetowej, oferującej nielegalne wersje gier z biblioteki Nintendo, zapisanych w formie plików ROM (tzw. emulacji). W sprawie już doszło do pierwszych sukcesów – sąd nakazał zamknięcie witryn LoveROMS.com i LoveRETRO.co, należących do Jacoba Mathiasa i jego firmy Mathias Designs LLC. – sprawców zamieszania.  Jak podkreśliło w pozwie Nintendo, proceder, jakiego dopuszczali się pozwani, polegał na kopiowaniu plików gier z specjalnych kartridżów, a następnie udostępnianiu ich w Internecie do pobrania. Uruchomić je można było z komputera czy telefonu za pomocą specjalnego oprogramowania zwanego emulatorem, które naśladowało funkcjonowanie fizycznych konsol do gier.

Serwisy LoveROMS.com i LoveRETRO.co ponoć udostępniły online tysiące tytułów Nintendo za darmo. Nintendo twierdzi, że tylko 10 najpopularniejszych gier na stronie LoveROMs.com, do których Nintendo posiada prawa autorskie i prawa do znaków towarowych, zostało pobranych ponad 60 milionów razy. Co więcej, strona LoveROMs.com rzekomo jest odwiedzana 17 milionów razy miesięcznie.

W związku z powyższym Nintendo żąda także pokaźnego odszkodowania.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 11 czerwiec 2018 12:11

Czyje jest “LOVE”?

Robert Indiana, rzeźbiarz, którego najbardziej znane dzieło wytyczyło kurs dla sztuki publicznej na całym świecie, zmarł kilka dni temu na odległej wyspie u wybrzeży stanu  Maine, gdzie mieszkał w odosobnieniu. Miał 89 lat. Dał światu „LOVE” – obraz, który stał się ikoną popkultury.

Dzień przed śmiercią rzeźbiarza, firma Morgan Art Foundation Limited pozwała artystę i kilku jego współpracowników za naruszenie praw autorskich. Firma  twierdzi, że od końca lat dziewięćdziesiątych była właścicielem praw autorskich do obrazu „LOVE” i kilku podobnych dzieł Indiany, w tym „AMOR” i „YALE”. Zgodnie z zarzutem, najnowsze dzieła Indiany naruszają prawa autorskie Morgan Art Foundation. 

Przypadek ten ukazuje gorzką ironię: kiedy Indiana po raz pierwszy naszkicował obraz, nie udało mu się formalnie uzyskać praw autorskich do „LOVE”. Obraz zyskał sławę, dopiero gdy Muzeum Sztuki Nowoczesnej zleciło Indianie zaprojektowanie kartki świątecznej w 1965 roku. Trzy lata później projekt stał się ikoną, po tym, jak amerykańska poczta wydrukowała 330 milionów znaczków pocztowych z wizerunkiem „LOVE”. 

Dopiero po zmianie prawa własności intelektualnej w 1976 r. Indiana uzyskał ograniczone prawa do tej pracy. Ale do tego czasu obraz już dawno wykroczył poza świat obrazu i rzeźby, a potencjalne zyski ominęły Indianę, dając mu jedynie rozgłos.

W ostatnich latach walkę o prawa do wizerunku „LOVE” zintensyfikowała się. Miasto Filadelfia, które po raz pierwszy, w ramach obchodów dwusetnej rocznicy miasta zainstalowało rzeźbę w 1976 roku, i sprzedawało różne pamiątki z jej wizerunkiem od lat, otrzymało wezwanie do zaprzestania tej działalności. Natomiast artysta, który twierdził, że Indiana dał mu zgodę na wykonanie rzeźby zainspirowanej „LOVE” otrzymał pozew o naruszenie praw autorskich. 
W tym czasie Morgan Art Foundation zarejestrowała dwa znaki towarowe na terytorium USA przedstawiające litery "LO" i „VE" w stylizowanej formie, oraz jest w trakcie zgłaszania trzeciego. „Biorąc pod uwagę fakt śmierci artysty, ściganie sprawy i ochrona jego dziedzictwa staje się jeszcze ważniejsze" - mówi Luke Nikas, prawnik Quinn Emanuel Urquhart & Sullivan, który reprezentuje Morgan Art Foundation.

Pozew złożony w amerykańskim sądzie opisuje historię powstania „LOVE”, która skupia się głównie wokół handlarza dzieł sztuki, Simona Salama-Caro. Według niej, w 1998,  Salama-Caro odwiedził Indianę w domu w Vinalhaven, Maine. Artysta, mający wówczas 70 lat, już dawno wycofał się ze świata sztuki. Ponoć Salama-Caro miał strategię ożywienia kariery Indiany, w tym ścisłe egzekwowanie praw autorskich Indiany.
Ponoć  Salama-Caro i Morgan Art Foundation zawarły umowę z Indianą, która przyznała im wyłączne prawa do obrazu „LOVE” oraz innych dzieł Indiany, za które sam artysta miał otrzymać 50 procent ze sprzedaży. Potem umowa została zmieniona tak, aby nadać Morgan Art Foundation prawa do wszystkich obrazów i rzeźb Indiana w latach 1960-2004, a następnie dać Morgan Art Foundation wyłączne prawa do wytwarzania obrazów „LOVE” . W przypadku tych prac, wynagrodzenie Indiany zostało ograniczone do 20 procent ze sprzedaży.

Dział: Aktualności

H&M ogłosił wycofanie skargi przeciwko artyście graffiti Jasonowi Williams (znany jako Revok), który wcześniej oskarżył H&M o wykorzystanie swojej pracy w materiałach reklamowych spółki i zażądał odszkodowania. Opisywaliśmy tę sprawę na blogu.

W wyniku działań sądowych, podjętych przez H&M, spółka argumentowała, że Williams nie posiada praw autorskich do graffiti, które zostało namalowane bez zezwolenia miasta Nowy Jork. Dowodziła, że praca Williamsa to dzieło nieautoryzowane oraz akt wandalizmu. Żądania H&M sprowadzały się do stwierdzenia przez sąd, że wykorzystanie graffiti nie stanowi czynu nieuczciwej konkurencji ani niedopełnienia obowiązku. Żądał również ustalenia, że Williams nie posiada praw autorskich do spornego graffiti i ogólnie nie jest uprawniony do jego prawno-autorskiej ochrony.

Zachowanie H&M w tej sprawie spotkało się ze sprzeciwem ze strony społeczności artystycznej. Wielu artystów wyrażało swoje negatywne opinie dotyczące H&M w mediach społecznościowych. Niektórzy opisywali działania H&M jako "groźbę" i "atak" na prawa artystów.  W mediach społecznościowych pojawił się list społeczności artystycznej, w którym działania H & M zostały opisane jako "mogące sprawić, że miliony fresków i ważnych dzieł sztuki na całym świecie będą całkowicie niechronione i dostępne do użytku korporacyjnego, bez konieczności jakiejkolwiek zapłaty lub zgody". W konsekwencji, H&M wycofał się z podjętych działań sądowych  oświadczając, że szanuje kreatywność i wyjątkowość artystów.

Dział: Aktualności

Nike wygrała w sądzie spór sądowy ze znanym fotografem sportowym. Jacobus Rentmeester, bo o nim mowa,  który w 1984r wykonał słynne zdjęcie Michaela Jordana, oskarżył Nike o jego skopiowanie i wykorzystanie do stworzenia swojego logo nazwanego "Jumpman". 

Zdjęcie Rentmeester’a z 1984 roku przedstawia Jordana, w tamtym czasie studenta University of North Carolina, skaczącego w kierunku obręczy kosza, z piłką uniesioną nad głową w lewej ręce, tak jakby próbował wrzucić ją do kosza. Zdjęcie pierwotnie ukazało się w magazynie "Life", promującej sportowców występujących na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w 1984r. Wkrótce po zrobieniu zdjęcia, Nike zamówił własną fotografię Jordana, która - jak stwierdził Sąd – była "wyraźnie inspirowana fotografią zrobioną przez Rentmeester’a" . Na jej podstawie, w 1987r., Nike stworzyło logo "Jumpman", przedstawiające czarną sylwetkę, z konturami postaci Jordana.

W styczniu 2015 r. fotograf  pozwał Nike do Sądu, twierdząc, że zarówno zdjęcie Nike, jak i logo naruszają jego prawa autorskie. Nike wnioskował o oddalenie powództwa twierdząc, że pozew jest nieuzasadniony. Sąd uwzględnił stanowisko Nike i odrdalił roszczenia Rentmeester’a stwierdzając, że ani zdjęcie Nike, ani logo „Jumpman” nie naruszają praw autorskich Rentmeester’a.

Fotograf odwołał się od tego wyroku. W wydanym 27 lutego 2018r. orzeczeniu, sąd apelacyjny uznał, że Rentmeester nie wykazał, aby Nike skopiował ze zdjęcia na tyle dużo, aby móc ustalić bezprawne przywłaszczenie.

"W ciągu ostatnich trzech dekad Nike wykorzystało logo „Jumpman” w związku z marketingiem i sprzedażą towarów, opiewającą na miliardy dolarów. Stało się ono jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków towarowych Nike "- dodał sąd. Zdaniem sądu, chociaż zdjęcia są "niezaprzeczalnie podobne", ponieważ oba ujmują sylwetkę Michaela Jordana w skaczącej pozie, to prawa autorskie nie przyznają monopolu Rentmeester ‘owi na ten ogólny pomysł czy koncepcję.  Ponadto stwierdził, że  prace nie były "zasadniczo" podobne z powodu różnic w tle i oświetleniu. „Jeśli zdjęcie Nike nie może być prawnie uznane za „zasadniczo” podobne do zdjęcia Rentmeester, ten sam wniosek ma zastosowanie do logo" Jumpman"- zauważył sędzia.

Dział: Aktualności

Brytyjskiemu nadawcy BBC udało się obronić przed zarzucanym naruszeniem praw autorskich w związku z wykorzystaniem materiału filmowego „The Bill Cosby Show”. 26 lutego 2018r. sąd odrzucił pozew producenta „The Cosby Show" z powodu braku jurysdykcji. 

BBC wyemitowało dokument z roku 2017, wyprodukowany przez Sugar Films, zatytułowany "Bill Cosby - Fall of an American Icon"(Bill Cosby - Upadek Amerykańskiej Ikony). Dokument koncentruje się na upadku kariery Cosby'ego po rzekomym napastowaniu seksulanym, jakiego miał się dopuścić względem wielu kobiet.  Powód twierdził, że BBC i Sugar Films naruszyły prawa autorskie, wykorzystując materiał filmowy "The Cosby Show" bez jego pozwolenia. 

Po pierwszej emisji filmu w czerwcu 2017 r. program był dostępny do oglądania przez 30 dni na stronie streamingowej iPlayer BBC. W tym czasie, program mógł być oglądany w Stanach Zjednoczonych za pomocą wirtualnych sieci prywatnych (VPN) lub usług proxy.Carsey-Werner twierdził, że ​​BBC było świadome, że osoby spoza Wielkiej Brytanii używały VPN. Stwierdził, że ze względu na "kalifornijską naturę" programu, celem decyzji BBC o dystrybucji filmu za pośrednictwem iPlayera było to, żeby program obejrzało jak najwięcej osób z Kalifornii oraz całego USA, ponieważ mogły mieć one dostęp do tej strony internetowej. 

W dniu, w którym program po raz pierwszy został wyemitowany przez BBC, powód wysłał zawiadomienie o rzekomym naruszeniu praw autorskich, a Sugar Films otrzymało je następnego dnia. Sugar Films twierdziło, że nie popełniło żadnego naruszenia na terytorium Kalifornii, jako że licencjonuje program do BBC, który miał być dystrybuowany wyłącznie na terenie Wielkiej Brytanii. Sugar Films twierdziło, że jakakolwiek dystrybucja za pośrednictwem YouTube lub innych podobnych stron internetowych była nieautoryzowana. BBC z kolei twierdziło, że osoby w USA mogły uzyskać dostęp do treści za pośrednictwem VPN lub usług proxy, ale dokument nie był skierowany do tej publiczności. BBC tłumaczyło też, że korzystanie z usługi iPlayer poza Wielką Brytanią narusza warunki korzystania z jej usług.

Carsey-Werner stał na stanowisku, że zarówno BBC jak i Sugar Films, umyślnie naruszyły prawa autorskie, wykorzystując materiał "The Cosby Show", podróżując po Kalifornii i przeprowadzając wywiady ze świadomością, że Carsey-Werner mieszka w Stanach Zjednoczonych. W wyniku całej sprawy poniósł on szkodę, ponieważ jego materiał chroniony prawem autorskim został użyty na terenie Kalifornii, bez jego zgody oraz należnej zapłaty.

BBC i Sugar Films twierdziły, że nawet umyślne naruszenie praw autorskich i znajomość miejsca zamieszkania właściciela praw autorskich nie są wystarczające do wykazania naruszenia na terytorium Kalifornii. Powyższe potwierdził sąd orzekając, że nawet jeśli pozwani popełnili umyślne naruszenie praw autorskich, to takie działanie nadal nie ma wystarczających powiązań z terytorium Kalifornii, aby poddać sprawę pod jurysdykcję sądu w Kalifornii. Sąd zdecydował również, że program nie był przeznaczony dla widzów w Kalifornii, a BBC podjęło szereg kroków, aby uniemożliwić oglądanie filmu osobom spoza Wielkiej Brytanii. Stwierdził, że "spekulacje powoda dotyczące amerykańskich widzów programu są niewystarczające do ustalenia tutejszej jurysdykcji. Powód nie udowodnił, że oskarżeni celowo kierowali swoją działalność na terytorium USA."

Dział: Aktualności
środa, 27 wrzesień 2017 09:51

Ściganie z przygodami

Portal Chomikuj.pl, służący w zamyśle jako wirtualny dysk do przechowywania plików na własne potrzeby, jest obecnie owiany złą sławą ze względu na częste zarzuty dotyczące naruszania przez jego użytkowników praw autorskich do książek, filmów czy muzyki. Naruszenie stanowi tu nie samo korzystanie ze ściągniętych z innych kont materiałów, ale rozpowszechnianie ich dalej. Można by tego uniknąć, zabezpieczając hasłem swoje konto, tzw. „chomika”, które to hasło udostępniane byłoby tylko rodzinie czy najbliższym znajomym. W rzeczywistości jednak „chomiki” są w większości powszechnie dostępne, a pobierać z nich treści może każdy, kto chce.

Z tego powodu łamanie praw autorskich jest na Chomikuj.pl ścigane przez prawników podmiotów, do których naruszane prawa należą. Często kończy się na usunięciu spornych treści, jednak niektórzy właściciele praw w zamian za niewszczynanie przeciwko naruszycielom postępowania życzą sobie określoną sumę pieniędzy, w ramach zapłaty za koszty pomocy prawnej.

Jak się okazuje, nie każde ściganie użytkowników Chomikuj.pl jest jednak zgodne z przepisami lub skuteczne. Wydawnictwo Longpress od lat przegrywa przed sądami spory o prawa autorskie. Przedmiotem spraw było najczęściej udostępnianie na portalu podręczników Longpressu. W pismach przedprocesowych wydawnictwo naciskało na posiadaczy „chomików”, aby zapłacili na jego rzecz niemałe kwoty. Nie wszyscy oni zgadzali się jednak na takie „ugody”, zatem wydawnictwo zaczęło kierować sprawy do sądów i organów ścigania. Sądy wydały jednak wiele wyroków niekorzystnych dla wydawnictwa. Wskazywały w nich przykładowo, że w dacie wnoszenia pozwu wydawnictwo nie posiadało praw autorskich do podręcznika, że dyskusyjne jest założenie, iż wyrządzona szkoda jest równoważna wartości licencji, jak również, że wyliczenia poniesionej straty były błędne. Ściganie naruszeń nie idzie więc zawsze tak łatwo, jak mogłoby się wydawać.

Dział: Prawo autorskie
poniedziałek, 20 marzec 2017 14:36

Prawdziwe koszty telewizji

Verwertungsgesellschaft Rundfunk jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, a do podmiotów w niej zrzeszonych zaliczają się liczne organizacje nadawcze z siedzibą na terytorium Republiki Austrii lub w innych państwach członkowskich. Organizacja ta jest uprawniona do dochodzenia niektórych praw własności intelektualnej przysługujących zrzeszonym w niej podmiotom, między innymi w przypadku publicznego udostępniania drogą nadawania. Hettegger Hotel Edelweiss prowadzi hotel Edelweiss położony w miejscowości Grossarl (Austria), posiadający przyłącze do telewizji kablowej, poprzez które różne programy telewizyjne i radiowe, w tym programy produkowane i nadawane przez podmioty zrzeszone w Verwertungsgesellschaft Rundfunk, są przesyłane równocześnie, bez zmian i w całości, drogą kablową do odbiorników telewizyjnych zainstalowanych w pokojach hotelowych.

Verwertungsgesellschaft Rundfunk wniósł sprawę do Handelsgericht Wien  i zażądał zobowiązania HHE do przekazania informacji o programach radiowych i telewizyjnych, które mogą być odbierane, jak również o liczbie pokoi hotelowych, których możliwość odbioru programów dotyczy oraz wypłacenia dszkodowania.

HHE broniła się, że istnienie publicznego udostępniania zakłada, iż udostępnianie następuje w miejscach dostępnych publicznie za opłatą, i że wyrażenie to wskazuje na opłatę wstępu wymaganą konkretnie za to udostępnienie. W związku z tym ceny, którą klient hotelu musi zapłacić jako wynagrodzenie za nocleg, nie można uznać zdaniem tej spółki za opłatę wstępu. Sprawa trafiła przed trybunał Sprawiedliwości, który wydał wyrok 16 lutego 2017 r.

Trybunał orzekł, iż rozprowadzanie przez podmiot prowadzący zakład hotelowy sygnału za pomocą zainstalowanych odbiorników telewizyjnych na rzecz klientów zajmujących pokoje hotelowe stanowi publiczne udostępnianie, a prywatny charakter pokoi hotelowych należących do tego podmiotu nie stoi na przeszkodzie uznaniu, że udostępnienie w nich utworu za pomocą odbiorników telewizyjnych stanowi publiczne udostępnienie w rozumieniu tego przepisu. Zdaniem Trybunału, opłaty żądanej konkretnie jako wynagrodzenie za publiczne udostępnianie programu telewizyjnego, a tym samym zapłaty za posiłek lub za napoje w restauracji lub w barze, gdzie są nadawane programy telewizyjne, nie uznaje się jednak za opłatę wstępu w rozumieniu tego postanowienia. Cena za pokój hotelowy nie jest, podobnie jak cena za usługę gastronomiczną, opłatą wstępu żądaną konkretnie jako wynagrodzenie za publiczne udostępnianie programu telewizyjnego lub radiowego, lecz stanowi przede wszystkim wynagrodzenie za usługę noclegu, do której dodane są, w zależności od kategorii hotelu, określone dodatkowe usługi, takie jak udostępnianie programów telewizyjnych i radiowych za pośrednictwem odbiorników będących na wyposażeniu pokojów, a cena za te usługi co do zasady jest zawarta w cenie za nocleg i nie jest wyodrębniona.

W związku z tym, udostępnianie programów telewizyjnych i radiowych za pośrednictwem odbiorników telewizyjnych zainstalowanych w pokojach hotelowych nie stanowi udostępniania dokonywanego w miejscu dostępnym publicznie za opłatą.

Dział: Prawo autorskie
wtorek, 11 październik 2016 13:12

Czy Komisja Europejska wymusi „gołe” linki?

Odbiór multimedialnych tekstów jest obecnie ogromny. Mało kto szuka aktualnych informacji czy wiadomości z interesującej go dziedziny w papierowych gazetach – większość poszukuje pożądanych danych online. Niedługo jednak, ze względu na podjęte działania Komisji Europejskiej, tego typu działalność może zostać utrudniona. W połowie września 2016 r. Komisja Europejska procedowała bowiem nad projektem modernizacji ochrony praw autorskich w Unii Europejskiej. Jedną z planowanych przez nowe, ewentualne prawo zmian, może być wprowadzenie zakazu umieszczania w treści tekstu hiperlinków, przykładowo odsyłających do innego artykułu, zawierających w adresie URL informacje dotyczące zawartych w podlinkowanym miejscu treści.

Zmiana ta dotyczyć ma tak zwanych praw pokrewnych dla wydawców prasowych, którzy po raz pierwszy zostaliby w myśl projektu prawnie uznani za podmioty prawa autorskiego. Projekt, zdaniem jego twórców, ma na celu polepszenie pozycji wydawców w przypadku negocjacji dotyczących sprzedaży oferowanych przez nich treści. Ma się też przyczynić do tłumienia piractwa internetowego. Przeciwnicy projektu Komisji Europejskiej twierdzą jednak, że tak naprawdę nowe prawo ma służyć jedynie osiąganiu przez wydawców większych korzyści finansowych, nawet za opublikowanie na stronie internetowej krótkiej treści. Taki „podatek od linków” obejmowałby między innymi tak zwane agregatory wiadomości, serwisy zbierające nagłówki publikacji internetowych, na przykład Google Wiadomości.

Gdyby proponowane przepisy weszły w życie, mogłyby znacznie utrudnić życie nie tylko podmiotom komercyjnym, ale też choćby i blogerom czy użytkownikom portali społecznościowych. Linkowane przez nich artykuły zawierają bowiem zazwyczaj miniaturkę zdjęcia ilustrująca daną publikację oraz fragment jej tekstu. Na mocy nowych przepisów stanowiłoby to naruszenie prawa autorskiego. Adres URL strony, do której odsyła link, musiałby być ogołocony z jakiejkolwiek informacji o niej. 

Dział: Prawo autorskie
poniedziałek, 29 sierpień 2016 09:57

Amerykański plagiat polskiego utworu

Niestety rzadko zdarza się, żeby polskie piosenki czy teledyski do nich zyskały sławę zagranicą. Tym razem ktoś chyba obejrzał – i to niejeden raz – klip do utworu „The Fib” zespołu Rysy. Teledysk ten został w 2015 r. nagrodzony Grand Prix Festiwalu Polskich Wideoklipów „Yach Film”. Jak się okazuje, klip padł ofiarą plagiatu, a połasił się na niego amerykański raper Russ.

W nagrodzonym teledysku oryginalnie występuje młoda aktorka Zofia Wichłacz, znana widzom z „Miasta 44”, polskiego filmu wojennego w reżyserii Jana Komasy, którego premiera miała miejsce 19 września 2014 r., zaś za jego reżyserię zabrał się Filip Załuska. Klip został opublikowany w serwisie Youtube jesienią 2015 r., po czym obejrzało go blisko 500 tysięcy osób. Pokazywano go także na polskich oraz zagranicznych festiwalach, w tym w USA.

Klip do piosenki „The Fib” najwyraźniej spodobał się nie tylko jury festiwalu Yach Film, ale i amerykańskiemu raperowi występującemu pod pseudonimem Russ. Pół roku temu ukazał się w sieci jego teledysk ilustrujący utwór „Losin Control”, obejrzany obecnie 4,5 miliona razy. Edgar Esteves, reżyser klipu do niego, skopiował polską wersję niemal jeden do jednego. Identyczne są opowiedziana w nim historia pary młodych ludzi, rozpoczynająca się w nocy na opuszczonym parkingu, jak i sposób oświetlenia poszczególnych kadrów czy kąt rejestrowania obrazu z kamery. Studio Papaya Films odpowiedzialne za produkcję teledysku grupy Rysy zapowiada w związku z tym podjęcie kroków prawnych, ze względu na naruszenie praw autorskich, w tym żądanie usunięcia amerykańskiego wideo z sieci oraz odszkodowania. 

Dział: Prawo autorskie
środa, 13 kwiecień 2016 14:26

Schody do sądu

Działania, polegające na naruszeniu cudzych praw autorskich noszą nazwę plagiatu. Pojęcie to zostało wykształcone przez język prawniczy i w polskim prawie nie jest zdefiniowane w żadnej z ustaw. Przyjmuje się jednak, że plagiatem jest przywłaszczenie sobie cudzych praw autorskich do utworu lub jego części. Takie działania stanowią naruszenie praw autorskich, które można ścigać zgodnie z przepisami prawa. W myśl ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, za naruszenie praw autorskich ich właściciel może żądać od naruszyciela między innymi zaniechania naruszeń, usunięcia skutków naruszenia czy naprawienia wyrządzonej szkody. W innych systemach prawnych mogą występować nieco inne roszczenia, jednakich generalny charakter jest podobny.

Według polskiej ustawy o prawie autorskim przedmiotem ochrony jest utwór - każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. O naruszenie utworu w rozumieniu prawa autorskiego zostali oskarżeni członkowie legendarnego zespołu Led Zeppelin, twórcy hitu „Stairway to Heaven”. To właśnie tej piosenki dotyczy toczący się obecnie przed sądem spór.

W maju 2016 r. rozpocznie się proces, którego przedmiotem jest rzekome zbytnie podobieństwo „Stairway to Heaven” do piosenki „Taurus” zespołu Spirit. W zakończonym już postępowaniu zabezpieczającym amerykański sąd uznał, że istnieje ryzyko, że najsłynniejsza piosenka Led Zeppelin może być plagiatem. Przed sądem odpowiadać będzie jednak tylko część muzyków z zespołu, Robert Plant i Jimmy Page. Prowadzący sprawę sędzia uznał, że zarzutom pozwu nie podlegają John Paul Jones i wytwórnia Warner Music Group. Dalej sprawę ewentualnego plagiatu oceniać będą przysięgli.

Dział: Prawo autorskie