poniedziałek, 08 październik 2018 06:54

Znaki towarowe Stolichnaya, Moskovskaya.

Austriacki sąd wydał orzeczenie dotyczące używania oznaczeń „Stolichnaya” oraz „Moskovskaya” dla wódki. Sąd stanął po stronie rosyjskiego producenta wódki, firmy Soyuzplodoimport, i nakazał holenderskiej spółce Spirits International B.V. zapłatę wynagrodzenia z tytułu bezprawnego korzystania z powyższych oznaczeń.

Właścicielem Spirits International B.V. jest wydalony z Rosji potentat Yuri Shefler. W toku sprawy Shefler twierdził, że w 1997 roku kupił znaki „Stolichnaya” oraz „Moskovskaya” od Soyuzplodoimport za kwotę 285.000 dolarów.

Soyuzplodoimport w pozwie przeciwko Sheflerowi twierdził, że został nielegalnie sprywatyzowany w latach 90-tych, co oznacza, że dokonywane w tym czasie transakcje również należy uznawać za nieważne. O tym, że prywatyzacja była niezgodna z prawem orzekł rosyjski sąd już w 2001 r. potwierdzając jednocześnie prawa Soyuzplodoimport do marek wódki. Natomiast Soyuzplodoimport wystąpił z pozwem przeciwko Sheflerowi dwa lata później, domagając się uznania swoich praw przed sądami krajów europejskich, w USA i w Brazylii.

Orzeczenie austriackiego sądu potwierdziło prawa Soyuzplodoimport do nazw „Stolichnaya” oraz „Moskovskaya”. Wprawdzie dotyczy ono tylko terytorium Austrii, jednakże rosyjska firma uznaje, że wpłynie na praktykę orzeczniczą w sądach innych krajów. W orzeczeniu, które jest natomiast wykonalne, The Spirits International B.V zostało zobowiązane do wypłaty odszkodowania tytułem bezprawnego wykorzystania znaków „Stolichnaya” oraz „Moskovskaya”. Co więcej, firma ma zaprzestać sprzedaży wódki oznaczonej tymi nazwami na rynku austriackim, który jest drugim co do wielkości w zakresie sprzedaży wódki w Europie.

Spirits International B.V jest właścicielem wielu marek alkoholi oraz stroną innych sporów z tym związanych. W styczniu 2018 r. holenderski sąd ostatecznie pozbawił spółkę prawa do posługiwania się nazwami „Stolichnaya”, „Moskovskaya”, „Na Zdorovye” oraz „Stoli”, nakazując spółce zwrot wszystkich zysków uzyskanych od 1999 r. z tytułu sprzedaży alkoholi pod tymi markami.

Dział: Aktualności

Spadkobiery popularnego w latach ’60 aktora Steve’a McQueena wystąpili z pozwem przeciwko Ferrari. Ta luksusowa marka samochodowa wypuściła na rynek limitowaną edycję Ferrari Califormia T, nazwaną „The McQueen”. Nazwa nawiązuje zapewne do kultowego filmu „Bullit”, w którym McQueen gra jedną z głównych ról, i w którym kluczową rolę odegrał pościg samochodowy wąskimi ulicami San Francisco.

Rodzina aktora twierdzi jednak, że nie wyraziła zgody na wykorzystanie jego nazwiska. Rozmowy, jakie toczyły się z Ferrari, nie zakończyły się podpisaniem umowy. W pozwie jest mowa o tym, że Ferrari już wcześniej używało nazwiska bez autoryzacji, m.in. w celu promocji 70 rocznicy powstania firmy. Na prośbę rodziny Ferrari wycofywało się z tych przewsięzięć. Natomiast w 2017 r. spadkobiercy dowiedzieli się o sprzedaży samochodu pod marką „The McQueen”.

Rodzina aktora domaga się odszkodowania od Ferrari i wydania korzyści związanych z używaniem nazwiska Steve’a McQueena oraz wywoływaniem skojarzenia z jego osobą. Łączna dochodzona kwota przekracza 3 mln $.

Udzielanie licencji na korzystanie z nazwisk i wizerunków znanych osób jest powszechną praktyką rynkową. Osoby dysponujące prawami do tych nazwisk i wizerunków zwykle aktywnie nadzorują ich wykorzystywanie. Przy czym spory na tym gruncie zwykle są wytaczane przeciwko niewielkim firmom, duzi rynkowy gracze zazwyczaj szanują prawa własności intelektualnej, pozyskują licencje i przestrzegają ich warunków. Dlatego sprawa z Ferrari jest zaskakująca. Jeżeli jednak zarzuty są fałszywe, Ferrari może łatwo to udowodnić, pokazując umowę. 

Mimo upływu ponad trzydziestu lat od śmierci aktora, jego nazwisko nadal zapewnia powodzenie produktom, które są nim sygnowane. Sprzedaż samochodów posiadanych przez aktora lub tylko przez niego używanych przynosi duże zyski, a na rynku nie brakuje towarów, które są reklamowane jako mające związek z aktorem.

Dział: Aktualności
poniedziałek, 06 sierpień 2018 08:17

Spór producentów w branży filmowej.

Producenci filmu “City of Lies” (pol. “Miasto kłamstw”) z Johnnym Depp’em w roli głównej wystąpili z pozwem przeciwko innej firmie producenckiej zarzucając jej używanie identycznej nazwy firmy, co wywołuje w branży konfuzję.

Pozew został złożony wspólnie przez powiązane ze sobą spółki amerykańską Good Film Productions U.S. Inc. oraz brytyjską Good Film Productions Ltd. Spółki te miały używać znaku „Good Films” w odniesieniu do produkcji filmowej od co najmniej 2008 roku.

Pozwanym natomiast jest Scott Budnick, producent m.in. filmu „Kac Vegas”. Zdaniem powodów używał on znaku „Good Films” co najmniej od 2015 roku dla oznaczania nazwy swojej firmy. W pozwie można przeczytać, że usługi oferowane przez tę firmę są identyczne w stosunku do tych, które oferują spółki Good Film Productions – tj. dotyczące produkcji filmowej. Same oznaczenia używane przez powodów i pozwanego są identyczne na płaszczyźnie wizualnej, fonetycznej i znaczeniowej. W związku z tym firmy są notorycznie mylone i stan ten może się pogłębiać. 

Powodowie twierdzą, że do pomyłek dochodzi także wśród osób wyspecjalizowanych w branży filmowej. Często zdarzało się, że do powodów zgłaszały się osoby z branży w celu przedyskutowania szczegółów planowanych projektów. Okazywało się jednak, że projekty te były prowadzone przez firmę Budnicka, ale z uwagi na tożsamość nazw firm, partnerzy biznesowi sądzili, że chodzi o firmę powodów.

Pozew zarzuca firmie Budnicka również oszukańcze oznaczenie pochodzenia i czyn nieuczciwej konkurencji oraz zawiera żądanie odszkodowania. Scott Budnick jak dotąd nie skomentował sprawy.

Dział: Aktualności

Spółka Cinkciarz wygrała spór z Urzędem Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) toczący się przed Sądem Unii Europejskiej. Początki tej sprawy sięgają roku 2015 kiedy to EUIPO wydało decyzję o odmowie rejestracji znaku towarowego na rzecz spółki Cinkciarz. Zakwestionowany znak zawierał stylizowane symbole Euro i Dolara, czyli € i $ i został zgłoszony dla oprogramowania komputerowego, usług finansowych, w tym wymiany walut, oraz publikacji.

Odmawiając rejestracji EUIPO uznało znak za opisowy i nieposiadający charakteru odróżniającego – żaden z jego elementów składowych nie był wystarczająco charakterystyczny, by całość mogła zostać zapamiętana przez odbiorców jako znak służący do oznaczania towarów i usług.
W toku instancji sprawa dotarła do Sądu Unii Europejskiej, przed którym polska spółka domagała się stwierdzenia nieważności  wspomnianej decyzji EUIPO. Co ciekawe, Sąd w wydanym 8 marca 2018r. orzeczeniu położył nacisk na treść uzasadnienia. Wskazał, że EUIPO był zobowiązany do uzasadnienia decyzji w odniesieniu do każdego z towarów i usług, do których zgłoszono znak towarowy. Wyjątkiem jest sytuacja, w której ta sama podstawa odmowy rejestracji dotyczy kategorii lub grupy towarów lub usług. W takim przypadku EUIPO może dokonać uzasadnienia odnoszącego się do wszystkich towarów i usług, jednak pod warunkiem, że te towary i usługi pozostają ze sobą w bezpośrednim i konkretnym związku, tj. takim, że można uznać je za należące do jednej określonej kategorii.
Zdaniem Sądu Unii Europejskiej, w przedmiotowej sprawie uzasadnienie EUIPO było zbyt ogólne. EUIPO stwierdziło, że wszystkie towary i usługi oznaczane zgłoszonym znakiem towarowym mają związek z wymianą walut. Tymczasem, badając sprawę Sąd zauważył, że znak został zgłoszony do kilkudziesięciu towarów i usług z trzech znacznie różniących się od siebie klas towarowych i nie wszystkie dotyczą wymiany walut. Oznacza to, że orzeczenie EUIPO, w którym podano ten sam powód odmowy dotyczących wszystkich towarów i usług nie jest poprawne.

Dział: Aktualności

Na początku marca H&M, znana szwedzka sieć odzieżowa, złożyła w nowojorskim sądzie wniosek o wydanie orzeczenia ustalającego stan prawny. 

Wniosek H&M związany jest ze sporem z niejakim Jasonem Williamsem posługującym się pseudonimem Revok. Williams twierdzi, że jest autorem graffiti, którego wizerunek  firma H&M miała wykorzystać w swojej reklamie online. Jak się okazuje w październiku 2017 r. sieć H&M zorganizowała promocyjną sesję zdjęciową. Na miejsce sesji wybrano Nowy Jork, dokładnie boisko do piłki ręcznej w Williamsburgu, części Brooklynu. Tuż przy boisku, na murze znajduje się grafitti, o które toczy się spór.

W styczniu 2018 r. H&M miał otrzymać od pełnomocnika Williamsa list, w którym podnoszono, że korzystanie z dzieła w kampanii reklamowej bez zgody i wiedzy autora graffiti stanowi naruszenie jego praw autorskich. Artysta zagroził szwedzkiej sieci pozwem. Williams miał oskarżyć firmę o naruszenie praw autorskich, niedopełnienie obowiązku  i czyn nieuczciwej konkurencji. Miał również domagać się naprawienia szkody.

Jednak zdaniem H&M Williams nie posiada żadnych praw autorskich do graffiti. Dzieło zostało namalowane na obiekcie użyteczności publicznej bez czyjegokolwiek pozwolenia. Nie może być także mowy o niedopełnieniu obowiązku. Szwedzka firma twierdzi, że członek ekipy realizującej sesję wysłał wiadomość do właściwego działu nowojorskiego urzędu miasta, w której zapytał, czy wykorzystanie graffiti wymaga uiszczenia tantiem. Miasto odpowiedziało, że graffiti przede wszystkim w ogóle nie powinno znaleźć się na murze. Dlatego, w odpowiedzi na pismo artysty firma stwierdziła, że wykonanie graffiti było nieuprawnione i stanowi akt wandalizmu. Zdaniem H&M ochrona prawna nie rozciąga się na dzieła, które zostały stworzone nielegalnie.

Obecnie producent odzieży domaga się stwierdzenia przez sąd, że wykorzystanie graffiti nie stanowi czynu nieuczciwej konkurencji ani niedopełnienia obowiązku. Żąda również ustalenia, że Williams nie posiada praw autorskich do spornego graffiti i ogólnie nie jest uprawniony do jego prawno-autorskiej ochrony.

Dział: Aktualności

Brytyjski urząd patentowy (IPO) odmówił rejestracji znaku towarowego "Tommy Heritage" po sprzeciwie złożonym przez markę odzieżową Tommy Hilfiger.

W grudniu 2016 r. firma „Ou Dahan” z siedzibą w Chinach złożyła wniosek o rejestrację znaku "Tommy Heritage" dla klasy 25 (ubrania). Niedługo po publikacji tego zgłoszenia firma Tommy Hilfiger wniosła sprzeciw twierdząc, że pomiędzy zgłoszonym znakiem a znakiem Tommy Hilfiger istnieje podobieństwo skutkujące ryzykiem wprowadzenia w błąd. W sprzeciwie Tommy Hilfiger podniósł także, że używanie znaku "Tommy Heritage" prowadzi do nieuczciwej konkurencji, szkodzi reputacji i charakterowi odróżniającemu wcześniejszego znaku Tommy Hilfiger. Marka odzieżowa oparła swój sprzeciw na trzech wcześniejszych znakach towarowych, w tym "Tommy" (brytyjski znak towarowy nr 2292693), który obejmuje klasę 25. IPO, w swojej ocenie ograniczyło się do porównania kwestionowanego znaku z powyższym oznaczeniem "Tommy". Wykazało, że wykazy towarów zawierają identyczny towar "odzież", a towary określone jako „buty” zawarte w znaku spornym, mieszczą się w pojęciu "obuwie” zawartym w wykazie towarów i usług znaku wcześniejszego należącego do Tommy Hilfiger.

Kwestię podobieństwa towarów i usług porównywanych znaków IPO podsumowało następująco:  "dane towary są albo w oczywisty sposób identyczne, albo też, stosując wytyczne Sądu UE w sprawie „Gérard Meric przeciwko OHIM”, zawierają się w zakresie wykazu towarów przeciwnika". Organ stwierdził również, że porównywane znaki wykazują średni stopień podobieństwa w płaszczyźnie wizualnej i fonetycznej. Odnosząc się do podobieństwa na płaszczyźnie koncepcyjnej, Organ zauważył, że znak „Tommy” składa się z męskiego imienia "Tommy", podczas gdy kwestionowany znak składa się z tego samego imienia oraz dodatkowego słowa "heritage” oznaczającego „dziedzictwo". IPO uznało, że słowo „heritage” będzie postrzegane na jeden z dwóch sposobów. Po pierwsze, ze względu na jego umiejscowienie, bezpośrednio po imieniu, może być postrzegane przez niektórych jako nazwisko. Po drugie, słowo „heritage” może być postrzegane jako zwyczajne i powszechnie rozumiane słowo, oznaczające cenne przedmioty przekazywane w spadku. Organ stwierdził, że prawdopodobnie, przeciętny konsument będzie dostrzegał to drugie znaczenie i uwierzy, że znak ten nawiązuje do spadku po firmie odzieżowej, którą można zidentyfikować jako „Tommy”. Jeśli natomiast przeciętny odbiorca będzie postrzegał słowo „heritage” jako nazwisko, to podobieństwo koncepcyjne między porównywanymi znakami będzie małe. Wyjaśnił, że poziom podobieństwa koncepcyjnego między znakami jest wyższy przy założeniu, że słowo „heritage” rozumiane jest przez odbiorców dosłownie co skutkuje prawdopodobieństwem wprowadzenia w błąd, co do pochodzenia towaru.

W wyniku takiego obrotu sprawy, sprzeciw Tommy'ego Hilfigera zakończył się sukcesem, a wniosek o rejestrację znaku towarowego "Tommy Heritage" został oddalony.

Dział: Aktualności

Koniec lutego to dla Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) pracowity czas. Na wokandzie pojawiło się kilka medialnych spraw.  W ostatnim tygodniu lutego odbyła się rozprawa w sprawie dotyczącej dodatkowych świadectw ochronnych (SPC) i leków na HIV. Angielski Sąd (High Court) zwrócił się do TSUE o wyjaśnienie interpretacji rozporządzenia UE nr 469/2009 dotyczącego dodatkowego świadectwa ochronnego (SPC). Chodzi o prawo do dodatkowego świadectwa ochronnego (SPC ) firmy Gilead i produktu stosowanego w leczeniu HIV / AIDS. Firmy produkujące generyki, w tym firma Teva, zakwestionowały ważność tego prawa, twierdząc, że podstawowy patent nie "chroni" połączenia substancji chemicznych tenofowiru, disoproksylu i emtrycytabiny, ponieważ w podstawowym opisie patentowym nie wspomniano o emtrycytabinie. W odpowiedzi Gilead argumentował, że połączenie to wchodzi w zakres ochrony zastrzeżenia nr 27 patentu podstawowego.

 Angielski Sąd zwrócił się do TSUE o wskazówki, ponieważ uważa, że test, który ma być stosowany w celu ustalenia, czy produkt jest "chroniony" patentem podstawowym, pozostaje niejasny.

TSUE wysłucha także stron w sporze, który toczy się między spółkami cukierniczymi Nestlé i Mondelez International (wcześniej Cadbury Schweppes) w sprawie rejestracji przez Nestlé jako znaku 3D kształtu batonu złożonego z 4 połączonych ze sobą czekoladowych „paluszków”. Powyższy znak, zarejestrowany w 2006 roku, spotkał się ze sprzeciwem bezpośredniego konkurenta firmy Nestle - Cadbury Schweppes (obecnie Mondelez International). Chociaż znak 3D został pierwotnie unieważniony, po wniesieniu odwołania przez Nestlé, Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) uznał ten znak za ważny, stwierdzając, że uzyskał on wtórny charakter odróżniający w wyniku używania. Mondelez odwołała się od tej decyzji, kwestionując tezę, że znak towarowy uzyskał charakter odróżniający w całej Unii Europejskiej. W grudniu 2016 r. Sąd UE anulował decyzję EUIPO, uznając, że EUIPO musi ponownie rozważyć rejestrację.

Zdaniem Sądu mimo, że znak towarowy uzyskał charakter odróżniający w następstwie używania w dziesięciu krajach, EUIPO nie może ocenić sprawy nie posiadając informacji w sprawie postrzegania znaku w innych krajach i bez analizy przedstawionych dowodów w odniesieniu do tych państw członkowskich.

Mondelez, Nestlé i EUIPO wniosły odwołanie od decyzji do TSUE. Nestlé i EUIPO twierdzą, że Sąd popełnił błąd, uznając za konieczne ustalenie, że wtórny charakter odróżniający został uzyskany poprzez używanie znaku we wszystkich państwach członkowskich.

W tym samym dniu, co rozprawa KitKat, Rzecznik Generalny TSUE przekazał swoją opinię w sprawie, wniesionej przez „Scotch Whisky Association” przeciwko niemieckiemu producentowi whisky, który nazwał swoją whisky "Glen Buchenbach". „Szkocka whisky” jest chroniona w UE, co ma uniemożliwiać zagranicznym producentom sprzedaż whisky, która nie ma związku z jej miejscem pochodzenia. Stowarzyszenie „Scotch Whisky Association” podniosło kwestię użycia słowa "glen", które według niego wskazuje, że whisky pochodzi ze Szkocji.

Niemiecki sąd dąży do wyjaśnienia rodzaju związku między produktem a słowem lub innym czynnikiem, który może stanowić naruszenie ochrony obejmującą „Schotch whisky”.

W latach 2009 i 2011, belgijska firma Shoe Branding Europe złożyła do EUIPO wnioski o rejestrację graficznych znaków przedstawiających dwa paski. Adidas sprzeciwił się tym zgłoszeniom,  powołując się na swój znak przedstawiający trzy paski. EUIPO podtrzymał sprzeciw Adidasa, uznając, że istnieje ryzyko, że właściwy krąg odbiorców utworzy związek między znakami. Stwierdzono również, że marka obuwia może wykorzystywać nieuczciwie renomę wcześniejszego znaku towarowego Adidasa. Przedsiębiorstwo belgijskie wniosło skargę o stwierdzenie nieważności decyzji EUIPO, a wyrok zostanie wydany w czwartek, 1 marca.

Dział: Aktualności

Marka Atari kojarzy się większości osób z początkiem ery komputerów. Ten amerykański producent gier i sprzętu komputerowego niedawno wytoczył proces Nestle, firmie słynącej z produkcji kakao i płatków Nesquik.

Sprawa dotyczyła jednak innego słynnego produktu Nestle, mianowicie batonów Kit Kat. Atari oskarżył Nestle o bezprawne wykorzystanie w reklamie Kit Kat kultowej gry „Breakout” przeznaczonej na automaty i konsole do gier. Jej autorem jest Steve Wozniak, współtwórca Apple. Gra „Breakout” powstała w latach siedemdziesiątych, a przy jej tworzeniu  współpracował Steve Jobs.

„Brakout” polega na niszczeniu rzędów kolorowych cegiełek za pomocą odbijanej paletką piłeczki. Nestle tymczasem wyprodukował reklamę, w której grupka dzieci i dorosłych niszczy za pomocą paletek rzędy batonów Kit Kat. Reklamę zatytułowano: „Kit Kat: Breakout”.

Zdaniem Atari spot reklamowy miał wywołać skojarzenia z „Breakout” wśród osób z pokolenia tzw. „Baby Boomers”, Generacji X”, a nawet współczesnych „Millenialsów” i „post-Millenialsów”. Bazując na sentymencie do gry Nestle zamierzało zachęcić do kupowania batonów. Reklama była emitowana wyłącznie w Wielkiej Brytanii, a jej rozpowszechnianie zakończyło się jeszcze przed złożeniem pozwu.

Sprawa zakończyła się niedawno. Stronom udało się wypracować i zawrzeć ugodę. Jednak jej szczegóły nie są znane.

Dział: Aktualności

W domyśle wszelkie opakowania i kształty chronione są jako wzory przemysłowe, co niejako wynika z samego charakteru i istoty tego typu praw. Jednak wskazać trzeba, że niejednokrotnie zdarza się, że przedsiębiorcy chronią kształt opakowań swoich produktów w sposób odmienny, w tym m.in. jako znak towarowy, który w tym wypadku ma charakter przestrzenny, co jednak nie zawsze może powodować pozytywne skutki w przyszłości. Warto w tym miejscu odnieść się do sprawy związanej z charakterystyczną zieloną butelką Domestos.

Spór zaczął się w 2008 roku, kiedy polska spółka złożyła do Urzędu Patentowego RP wniosek o stwierdzenie wygaśnięcia prawa ochronnego na znak towarowy, który przedstawia stylizowaną zieloną butelkę ze stylizowaną czerwoną nakrętką i przeznaczony jest do oznaczania towarów w klasie 3 i w klasie 5, tj. charakterystyczną butelkę Domestos. Głównym argumentem przemawiającym za wnioskiem była okoliczność, że sporna butelka, jako zgłoszony znak, nie była używana w Polsce w rzeczywisty sposób w ciągu nieprzerwanego okresu pięciu lat po udzieleniu prawa ochronnego (podstawa art. 169 ust. 1 pkt 1 i ust. 2 PWP). Interes prawny wnioskodawca uzasadnił tym, że jest uprawnionym z prawa z rejestracji wzoru przemysłowego, który de facto przedstawia zbieżną butelkę dla środków czyszczących, co niejako pokrywa się ze spornym znakiem. Z uwagi na fakt, że uprawniony do spornego znaku używa butelki w różnych kolorach oraz obkleja ją różnymi etykietami i innymi znakami towarowymi, które w rezultacie dominują nad samym kształtem butelki - wniosek zdaniem składającego był zasadny.

W odpowiedzi na wniosek, uprawniony wskazał, że używa butelki w połączeniu z innymi słownymi znakami towarowymi zawierającymi słowo Domestos, w związku z czym wniosek jest bezzasadny.

Urząd Patentowy RP po rozpoznaniu sprawy, decyzją z 2010 roku stwierdził wygaśnięcie prawa ochronnego na sporny znak towarowy, jednak z uwagi na brak podpisu przewodniczącego kolegium orzekającego pod uzasadnieniem, WSA w Warszawie wyrokiem z dnia 22 czerwca 2011 roku (VI SA/Wa 538/11) uchylił tę decyzję. Następnie skarżąca zaskarżyła wyrok do NSA, który skargę kasacyjną w dniu 12 marca 2013 roku także oddalił.

W rezultacie, sprawa ponownie trafiła do Urzędu Patentowego RP, który decyzją z lutego 2014 roku stwierdził wygaśnięcie z dniem 31 stycznia 2007 roku prawa ochronnego na sporny znak towarowy w zakresie towarów w klasie 3 i w klasie 5, jednak tym razem poza środkami dezynfekującymi. W uzasadnieniu organ wskazał, iż bezspornym jest, że uprawniony do spornego znaku wprowadzał na rynek produkty z serii środków dezynfekujących w stylizowanej zielonej butelce z czerwoną nakrętką opatrzonej etykietą z napisem DOMESTOS, z kolei samo słowo DOMESTOS oraz etykieta z tym napisem są odrębnymi znakami towarowymi zarejestrowanymi na rzecz uprawnionego. Urząd podkreślił przy tym, że brak jest przepisów zabraniających używanie jednocześnie kilku znaków towarowych dla tego samego towaru. Z przeprowadzonego badania wśród konsumentów wynikało jednoznacznie, że charakterystyczna butelka kojarzona jest głównie ze środkami do czyszczenia Domestos.

Z decyzją nie zgodził się wnioskodawca i zaskarżył ją do WSA w Warszawie zarzucając organowi naruszenie przepisów prawa materialnego, tj. art. 169 ust. 4 pkt 1 PWP oraz przepisów postępowania. Jak wskazywał skarżący - pierwotna decyzja organu była dla niego bardziej korzystna, gdyż stwierdzała wygaśnięcie znaku towarowego dla wszystkich produktów, w związku z czym usunięcie jej braków winno nastąpić poprzez złożenie brakującego podpisu.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyrokiem z dnia 27 stycznia 2015 roku (VI SA/Wa 1851/14) oddalił skargę wnioskodawcy. W uzasadnieniu wskazano, iż braki pierwotnej decyzji powodowały, iż organ był zobowiązany rozpoznać sprawę na nowo, a tym samym nie był związany swoją wcześniejszą decyzją. Kolejno sąd zauważył, że organ prawidłowo wydał decyzję w oparciu o całokształt materiału dowodowego, z kolei uprawniony do spornego znaku korzystając z przysługujących mu praw przedłożył badanie konsumentów, z którego wynikało, że kojarzą oni sporny znak właśnie z charakterystyczną butelką środków czystości Domestos, przy czym skarżący nigdy nie podważył owego badania w sposób skuteczny. Tym samym stanowisko Urzędu Patentowego RP było prawidłowe.

Skarżąca nie zgadzając się z wyrokiem złożyła skargę kasacyjną do NSA, zaskarżając go w całości. Wniosła o uchylenie zaskarżonego wyroku i rozpoznanie skargi, względnie o uchylenie zaskalnego wyroku i przekazanie sprawy WSA do ponownego rozpoznania. Główne zarzuty dotyczyły naruszenia przepisów postępowania oraz przepisów prawa materialnego, polegające na błędnej wykładni lub niewłaściwym zastosowaniu przepisów PWP.

Naczelny Sąd Administracyjny rozpoznając sprawę wskazał w pierwszej kolejności, że uzasadnienie zaskarżonego wyroku pozwala na jednoznaczne wskazanie motywów rozstrzygnięcia sądu we wszystkich istotnych kwestiach i umożliwia kontrolę instancyjną zaskarżonego wyroku, wobec czego brak jest wad w tym zakresie. Kolejno, zgodzić się należy ze stanowiskiem sądu w zakresie decyzji Urzędu Patentowego RP, a mianowicie, że organ zobowiązany był do wydania nowej decyzji, a nie uzupełnienia braków decyzji pierwotnej, która de facto nie weszła do obiegu prawnego. Ponadto, ostateczne rozstrzygnięcie zapadło na podstawie obszernego materiału dowodowego, zawierającego m.in. oświadczenia, klatki reklam telewizyjnych Domestos, reklamy prasowe oraz badanie - z których jednoznacznie wynika, że sporny znak towarowy bez jakiejkolwiek wątpliwości jest używany dla środków czystości. Dodatkowo, jak podkreślił sąd - skarżąca nigdy nie kwestionowała tych dowodów. Tym samym, podważanie przez skarżącą samego badania na obecnym etapie jest nieuzasadnione. W odniesieniu do zarzutu naruszenia prawa materialnego, NSA w pełni poparł stanowisko WSA, zgodnie z którym za używanie znaku poczytuje się także jego używanie wspólnie z innymi znakami.

Mając na uwadze powyższe, Naczelny Sąd Administracyjny wyrokiem z dnia 21 marca 2017r. (II GSK 2217/15) oddalił skargę kasacyjną.

Dział: Aktualności

We wrześniu 2013 r. belgijska kawiarnia wystąpiła z wnioskiem do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) o rejestrację unijnego znaku towarowego. Znak składał się z okrągłego logo zawierającego słowa: „Coffee Rocks”, pisane wielkimi literami i pogrubioną czcionką. Element słowny otaczał znajdującą się wewnątrz grafikę – stylizowane na nutę ziarno kawy.

Ten znak nie spodobał się sieci kawiarni Starbucks, która uznała go za podobny do swojego sławnego oznaczenia. Firma złożyła sprzeciw wobec rejestracji. Jednakże EUIPO wydało decyzję, w której nie uwzględniło sprzeciwu, a następnie oddaliło odwołanie od tej decyzji. Zdaniem EUIPO, oba znaki były niepodobne na płaszczyźnie znaczeniowej, różniły się co do elementów odróżniających i dominujących. Urząd stwierdził, że znak kawiarni nie wykazywał nawet niskiego podobieństwa ze znakiem „Starbucks”.

coffee rocks

Starbucks odwołał się od tej ostatniej decyzji do Sądu Unii Europejskiej. Podnosił, że znak „Coffee Rocks” przejmuje ze znaku Starbucks większość elementów graficznych, ich rozkład i zbliżające się ku środkowi okręgi. Zdaniem amerykańskiej sieci słowa „Coffee Rocks” zapisano identyczną czcionką oraz umieszczono w identycznej pozycji, jak w jego znaku. Sąd rozpatrujący sprawę zasadniczo podzielił tę ocenę sprawy. Stwierdził, że w istnieją trzy rodzaje podobieństw wizualnych badanych znaków. Po pierwsze, użycie tych samych kolorów w centralnym, elemencie graficznym znaku. Po drugie, otaczająca znak wstęga oraz zawarcie w niej elementów graficznych. Po trzecie, użycie takiego samego kroju czcionki w elemencie słownym.  Co więcej, w ocenie sądu podobieństwo zachodziło też na płaszczyźnie fonetycznej: wymowa słowa „rocks” zdaniem sądu przypomina wymowę „bucks”. Tym samym Sąd Unii Europejskiej unieważnił decyzję wydaną przez EUIPO w drugiej instancji. To oznacza, że sprzeciw Starbucks co do rejestracji znaku towarowego „Coffee rocks” zostanie rozpoznany ponownie.

Dział: Aktualności