Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    środa, 22 marzec 2017 14:41

    Można używać, ale nie nadużywać

    Jasne jest, że oferowane przez siebie produkty trzeba jakoś zareklamować, aby konsumenci w ogóle wiedzieli, że mamy je na stanie. W tym celu musimy więc często wykorzystywać cudze znaki towarowe. Jest to jeden z przypadków, kiedy podmiot gospodarczy może legalnie korzystać z oznaczenia, do którego prawa nie należą do niego. Znak towarowy jest tu bowiem wykorzystywany w funkcji informacyjnej. To, ze takie działanie jest dozwolone nie oznacza jednak, że można go nadużywać.

    Za takie nadużycie można uznać zarejestrowanie domeny internetowej z cudzym znakiem towarowym. Z takim podejściem zgadza się też orzecznictwo. Zgodnie z jednym z najnowszych wyroków Sądu Arbitrażowego ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji z 14 października 2016 r. (sygn. akt 21/16/PA) oraz wyrokiem Sądu Polubownego przy Krajowej Izbie Gospodarczej z 5 grudnia 2016 r. (sygn. akt 2/D/2016), rejestracja nazwy domeny zawierającej oznaczenie sprzedawanych towarów nie jest objęta wyczerpaniem prawa z rejestracji znaku, więc stanowi jego naruszenie.

    Taki sposób używania cudzego znaku towarowego jednoznacznie nasuwa skojarzenie co do związków podmiotu korzystającego w domenie swojej strony internetowej z właścicielem praw do oznaczenia. W takiej sytuacji, właściciel domeny internetowej używa  tego znaku nie w celu poinformowania klienteli o ofercie sprzedaży danych towarów, ale dla oznaczenia własnej działalności gospodarczej, w domenie sklepu internetowego. Wykorzystuje w ten sposób siłę odróżniającą nieprzynależnego mu oznaczenia w celu uwiarygodnienia własnej działalności oraz przysporzenia sobie w oczach klienteli przymiotu wysokiej jakości. Takie formy używania znaku towarowego w celu informacyjnym nie są  niezbędne dla zapewnienia ochrony interesu używającego danego oznaczenia w stosunku do oznaczenia przedmiotu jego oferty, polegającego na możliwości swobodnej sprzedaży towarów. Dla użycia znaku wyłącznie w celu wykonywania funkcji informacyjnej, wystarczające byłoby jego jednokrotne użycie, w wersji słownej, a nie umieszczenie tego oznaczenia w rzucającej się w oczy domenie sklepu internetowego.

    wtorek, 21 marzec 2017 14:39

    Podatkowe problemy przed sądem

    Co zrobić, kiedy nie ma się własnego znaku towarowego i – co więcej – wcale nie chce się go wymyślać? W takiej sytuacji można działać na rynku na zasadzie franczyzy. Polega ona na licencjonowaniu cudzego znaku towarowego i oferowaniu usług czy towarów właśnie pod nim. Na tej zasadzie działa na przykład sieć barów szybkiej obsługi McDonald’s.

    W tym zakresie został niedawno wydany ciekawy wyrok, w sprawie rozpatrywanej przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Sąd uznał, że firma płacąca za znak towarowy amerykańskiemu właścicielowi musi pobrać polski podatek, nawet jeśli pieniądze przelewa pośrednikowi z innego kraju. W myśl wyroku ten, kto wypłaca należność licencyjną powinien mieć na uwadze, kto jest rzeczywistym beneficjentem wypłaty, a nie na czyje konto jest ona uiszczana. Skoro umowa o korzystanie ze znaku towarowego wiąże polską i amerykańską spółkę, musi być w tej sytuacji stosowana umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania. Bez znaczenia jest w tym przypadku, że pieniądze trafią do Niemiec, skąd wcześniej zapłacono amerykańskiej spółce będącej właścicielem znaku towarowego.

    W stanie faktycznym sporu niemiecka firma zajmowała się poborem opłat od wszystkich członków grupy kapitałowej w Europie. Kwoty opłat były następnie przekazywane do USA.  Polska spółka przez 9 lat nie uiściła opłat z zysku, ponieważ kwestionowała ich wysokość. W tym czasie należność tę uiściła spółka niemiecka, będąca pośrednikiem w zawieraniu umowy licencji znaku towarowego. Polska spółka została więc jej dłużnikiem. Sąd stwierdził, że rzeczywistym beneficjentem wypłat jest jednak spółka z USA i w tym przypadku to przepisy o unikaniu podwójnego opodatkowania powinny być stosowane. 

    poniedziałek, 20 marzec 2017 14:36

    Prawdziwe koszty telewizji

    Verwertungsgesellschaft Rundfunk jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, a do podmiotów w niej zrzeszonych zaliczają się liczne organizacje nadawcze z siedzibą na terytorium Republiki Austrii lub w innych państwach członkowskich. Organizacja ta jest uprawniona do dochodzenia niektórych praw własności intelektualnej przysługujących zrzeszonym w niej podmiotom, między innymi w przypadku publicznego udostępniania drogą nadawania. Hettegger Hotel Edelweiss prowadzi hotel Edelweiss położony w miejscowości Grossarl (Austria), posiadający przyłącze do telewizji kablowej, poprzez które różne programy telewizyjne i radiowe, w tym programy produkowane i nadawane przez podmioty zrzeszone w Verwertungsgesellschaft Rundfunk, są przesyłane równocześnie, bez zmian i w całości, drogą kablową do odbiorników telewizyjnych zainstalowanych w pokojach hotelowych.

    Verwertungsgesellschaft Rundfunk wniósł sprawę do Handelsgericht Wien  i zażądał zobowiązania HHE do przekazania informacji o programach radiowych i telewizyjnych, które mogą być odbierane, jak również o liczbie pokoi hotelowych, których możliwość odbioru programów dotyczy oraz wypłacenia dszkodowania.

    HHE broniła się, że istnienie publicznego udostępniania zakłada, iż udostępnianie następuje w miejscach dostępnych publicznie za opłatą, i że wyrażenie to wskazuje na opłatę wstępu wymaganą konkretnie za to udostępnienie. W związku z tym ceny, którą klient hotelu musi zapłacić jako wynagrodzenie za nocleg, nie można uznać zdaniem tej spółki za opłatę wstępu. Sprawa trafiła przed trybunał Sprawiedliwości, który wydał wyrok 16 lutego 2017 r.

    Trybunał orzekł, iż rozprowadzanie przez podmiot prowadzący zakład hotelowy sygnału za pomocą zainstalowanych odbiorników telewizyjnych na rzecz klientów zajmujących pokoje hotelowe stanowi publiczne udostępnianie, a prywatny charakter pokoi hotelowych należących do tego podmiotu nie stoi na przeszkodzie uznaniu, że udostępnienie w nich utworu za pomocą odbiorników telewizyjnych stanowi publiczne udostępnienie w rozumieniu tego przepisu. Zdaniem Trybunału, opłaty żądanej konkretnie jako wynagrodzenie za publiczne udostępnianie programu telewizyjnego, a tym samym zapłaty za posiłek lub za napoje w restauracji lub w barze, gdzie są nadawane programy telewizyjne, nie uznaje się jednak za opłatę wstępu w rozumieniu tego postanowienia. Cena za pokój hotelowy nie jest, podobnie jak cena za usługę gastronomiczną, opłatą wstępu żądaną konkretnie jako wynagrodzenie za publiczne udostępnianie programu telewizyjnego lub radiowego, lecz stanowi przede wszystkim wynagrodzenie za usługę noclegu, do której dodane są, w zależności od kategorii hotelu, określone dodatkowe usługi, takie jak udostępnianie programów telewizyjnych i radiowych za pośrednictwem odbiorników będących na wyposażeniu pokojów, a cena za te usługi co do zasady jest zawarta w cenie za nocleg i nie jest wyodrębniona.

    W związku z tym, udostępnianie programów telewizyjnych i radiowych za pośrednictwem odbiorników telewizyjnych zainstalowanych w pokojach hotelowych nie stanowi udostępniania dokonywanego w miejscu dostępnym publicznie za opłatą.

    piątek, 17 marzec 2017 12:52

    Wyjątki w prawie autorskim dla niewidomych

    Zharmonizowane ramy prawne w zakresie praw autorskich i pokrewnych, poprawiając pewność prawną, a zarazem zapewniając wysoki poziom ochrony własności intelektualnej, sprzyjają poważnym inwestycjom w twórcze i nowatorskie działania. Bez harmonizacji na szczeblu Wspólnoty procesy legislacyjne na poziomie krajowym, już zapoczątkowane przez wiele państw członkowskich, aby sprostać wyzwaniom technologicznym, mogłyby pociągnąć za sobą powstanie istotnych różnic w dziedzinie ochrony, a w związku z tym stworzyć ograniczenia dla swobodnego przepływu usług i towarów zawierających elementy objęte własnością intelektualną lub opierających się na takich elementach, co spowodowałoby ponowny podział rynku wewnętrznego i niespójności natury legislacyjnej.

    Dlatego istniejące ramy prawa wspólnotowego odnoszące się do ochrony praw autorskich i pokrewnych powinny zostać dostosowane i uzupełnione w takim stopniu, jaki jest konieczny dla prawidłowego funkcjonowania rynku wewnętrznego. W tym celu należy dostosować przepisy krajowe w zakresie praw autorskich i pokrewnych, które są zróżnicowane w poszczególnych państwach członkowskich lub powodują niepewność prawną utrudniającą sprawne funkcjonowanie rynku wewnętrznego i prawidłowy rozwój społeczeństwa informacyjnego w Europie oraz należy unikać niezgodnych reakcji krajowych na rozwój technologiczny, natomiast nie należy usuwać lub zapobiegać powstawaniu różnic, które nie naruszają funkcjonowania rynku wewnętrznego. Tego tematu dotyczyła opinia Trybunału Sprawiedliwości UE z 14 lutego 2017 r. w sprawie Traktatu z Marrakeszu o ułatwieniu dostępu do opublikowanych utworów osobom niewidomym, niedowidzącym i cierpiącym na inne zaburzenia odczytu druku.

    Zdaniem Trybunału, należy zabezpieczyć właściwą równowagę praw i interesów między różnymi kategoriami podmiotów praw autorskich, jak również między nimi a użytkownikami przedmiotów objętych ochroną. Istniejące różnice w wyjątkach i ograniczeniach wobec niektórych zastrzeżonych czynności mają bezpośredni negatywny wpływ na funkcjonowanie rynku wewnętrznego w dziedzinie praw autorskich i pokrewnych. Dla zapewnienia prawidłowego funkcjonowania rynku wewnętrznego wyjątki te i ograniczenia należy określić w bardziej jednolity sposób. Stopień harmonizacji tych wyjątków powinien być oparty na ich wpływie na prawidłowe funkcjonowanie rynku wewnętrznego.

    Państwa członkowskie przewidują dla autorów wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania bezpośredniego lub pośredniego, tymczasowego lub stałego powielania utworu, przy wykorzystaniu wszelkich środków i w jakiejkolwiek formie, w całości lub częściowo. Przewidziane są jednak wyjątki w przypadku  korzystania dla dobra osób niepełnosprawnych, jeżeli korzystanie odnosi się bezpośrednio do upośledzenia i nie ma handlowego charakteru, w rozmiarze, który wynika z tego upośledzenia.

    czwartek, 16 marzec 2017 12:49

    Kosmiczny wynalazek

    Ostatnie tygodnie przyniosły astronomiczne odkrycie, którego przez długi czas nic nie przebije. Pod koniec lutego 2017 r. okazało się, że naukowcy z NASA (National Aeronautics and Space Administration - Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej) i Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO) odkryli, że w układzie odległym od nas o 40 lat świetlnych krąży siedem skalistych planet o rozmiarach podobnych do Ziemi. Mogą tam panować ziemskie temperatury i istnieć woda w stanie ciekłym.

    Może jeszcze nie tak daleko od Ziemi, ale trochę bliżej da się wykorzystać ostatni wynalazek polskich naukowców. Inżynierowie z Polski wymyślili olbrzymi chwytak, który ma wyłapać nawet największe kosmiczne śmieci, krążące wokół naszej planety. Jednym z ogromnych „śmieci” jest nieczynny satelita Envisat o wadze ośmiu ton. Jego pochwycenie jest o tyle trudne, że urządzenie ciągle obraca się wokół własnej osi. Operacja kosmicznego sprzątania jest planowana przez Europejską Agencję Kosmiczną.

    Polskie ramię robotyczne, które mas posłużyć do złowienia satelity, to wynalazek firmy SENER Polska. Musi ono być wytrzymałe i zdolne do szybkiego zaciśnięcia chwytu pod trudnym do przewidzenia kątem, jak wskazują jego wynalazcy. Podzespoły wynalazku są też opracowywane przez Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. 

    środa, 15 marzec 2017 12:35

    Znak towarowy w szkocką kratę

    Szkocka whisky to jeden z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych alkoholi na świecie. Jest ona produkowana w procesie destylacji zacieru zbożowego i poddawana dojrzewaniu w drewnianych, głównie dębowych, beczkach. Produkcją tego alkoholu zajmują się zarówno najwięksi gracze alkoholowego rynku, jak i mniejsi producenci. Niedawno jeden z tych ostatnich wygrał batalię o znak towarowy, którą można uznać za swoistą walkę Dawida z Goliatem.

    Po drugiej stronie sporu znajdował się producent popularnego szkockiego piwa McEwan’s Lager. Problemem była część tego właśnie wyrażenia, ponieważ whisky będąca przedmiotem postępowania została nazwana od nazwiska jej producenta, Jim McEwana. Browar sprzeciwił się rejestracji przez pana McEwana znaku towarowego „McEwan” dla whisky. Rozpatrujący sprawę urząd wskazał jednak, że konsumenci nie zostaną tym wprowadzenia w błąd i nie pomylą piwa z mocniejszym alkoholem.

    Co ciekawe, problem z oznaczeniami mają też sami producenci whisky. Producenci, którzy wytwarzają whisky według tradycyjnej receptury, zrzeszeni są w organizacji Scotch Whisky Association. Jej członkowie mają jednak problem z nieuczciwymi przedsiębiorcami niezrzeszonymi w stowarzyszeniu, którzy produkują i wprowadzają do obrotu podrobioną whisky, uzyskiwaną taniej w innych warunkach i krótszym czasie, a więc o dużo niższej jakości, co do której nazwa „whisky” nie powinna być stosowana.

     

    wtorek, 14 marzec 2017 12:31

    Mariaż gier i telewizji

    Telewizja oferuje obecnie wiele programów, a nawet całe kanały tematyczne. Medium to zyskało jednak potężną konkurencję w postaci serwisów oferujących filmy i seriale „on demand” – na życzenie, co powoduje znaczny spadek oglądalności. W związku z tym, międzynarodowe telewizje muszą podejmować inne działania, które przyniosą im zyski. Niedawno telewizja Discovery zawarła umowę licencyjną dotyczącą między innymi znaków towarowych z producentem gier, spółką PlayWay. Oznacza to, że PlayWay będzie mogła w latach 2017-019 wykorzystywać znaki towarowe czy muzykę z uniwersum Discovery Channel w wydawanych przez siebie grach.

    Licencjodawca, Discovery Communications, prowadzi miedzy innymi takie kanały, jak  Discovery Channel, TLC, Animal Planet, Discovery Travel czy BBC America. Znaki towarowe licencjodawcy mają być wykorzystane w grach komputerowych „Gold Rush” i „Diesel Brothers” oraz dodatkach do gry „Car Mechanic Simulator”. Co ciekawe, działania marketingowe dotyczące produktów opatrzonych oznaczeniami z umowy licencyjnej mają być reklamowane nie tylko przez PlayWay, ale również przez Discovery Communications, na jej kanałach. Widać obu spółkom bardzo zależy, aby nowe gry dobrze się sprzedawały i przynosiły znaczące zyski.

    Nic w tym dziwnego – obecnie gry komputerowe mają budżety przewyższające nawet znaczną część produkcji filmowych. Przykładowo, „Wiedźmin 3: Dziki gon”, gra z naszego rodzimego podwórka, miała budżet na poziomie 67 milionów dolarów, z czego 35 milionów przeznaczono na koszty marketingu, reklamy i PR. Na wyprodukowanie osadzonej na Dzikim Zachodzie gry „Red Dead Redemption” przeznaczono zaś aż 100 milionów dolarów.

    poniedziałek, 13 marzec 2017 12:25

    NSZZ Solidarność musi zagryźć zęby

    W ubiegłym roku NSZZ Solidarność poczuł się urażony wykorzystaniem członu jego nazwy pisanego charakterystyczną czcionką na plakatach tak zwanego Czarnego Protestu, manifestacji przeciwko projektowi zaostrzenia prawa aborcyjnego. Przeciwko projektowi w październiku 2016 r. w wielu miastach zorganizowano protesty, na których frekwencja zaskoczyła nawet samych organizatorów. Nie były one organizowane przez konkretne partie czy stowarzyszenia polityczne, ale stanowiły rezultat spontanicznej akcji rozpowszechnionej głównie przez portale społecznościowe. Jeden z plakatów informujących o planowanym proteście przedstawiał parafrazę plakatu wykorzystywanego niegdyś przez NSZZ Solidarność - czarną postać kowboja i napis „W samo południe” oraz hasło „Solidarność” pisane czerwonymi literami. Na plakacie użytym dla celów protestu kowboja zastąpiono sylwetką kobiety.

    NSZZ Solidarność, a właściwie Komisja Krajowa, zaczęła szukać organizatorów protestu, grożąc wniesieniem przeciwko nim powództwa o naruszenie praw własności przemysłowej. Charakterystyczny napis „Solidarność” z literą „I” przechodzącą we flagę jest bowiem zarejestrowany jako znak towarowy. Finalnie, NSZZ Solidarność złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, ze względu na wykorzystanie znaku towarowego przez podmiot do tego nieuprawniony. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku odmówiła jednak wszczęcia śledztwa w sprawie. użycia znaku NSZZ Solidarność podczas demonstracji.

    Stowarzyszenie odwołało się do sądu. Sąd Rejonowy w Gdańsku zgodził się jednak niedawno ze stanowiskiem prokuratury. Zdaniem sądu, organizatorzy Czarnego Protestu mieli prawo wykorzystywać oznaczenie „Solidarność”. Sąd utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie prokuratora z Prokuratury Okręgowej Gdańsku z 20 października 2016 roku o odmowie wszczęcia śledztwa. Postanowienie sądu jest prawomocne. Sąd wskazał, że aby mówić o odpowiedzialności karnej za wykorzystywanie cudzego znaku towarowego, sprawca czynu musiałby opatrywał cudzym znakiem towarowym jakiś produkt celem wprowadzania go do obrotu. Takie działanie nie miało natomiast miejsca.

    piątek, 10 marzec 2017 10:09

    Lacoste w odwrocie

    Znaki towarowe znanych marek wyglądają bardzo różnie. Niektóre z nich to stylizowane monogramy, inne – imiona czy nazwiska projektantów, zaś marka Lacoste, znana głównie z luksusowej odzieży casualowej i sportowej, ma w znaku towarowym rozpoznawanego na całym świecie zielonego krokodyla.

    Zamysł marki powstał w 1929 r., kiedy to René Lacoste, francuski tenisista, wymyślił własną koszulkę. Grając 3 lata wcześniej w turnieju US Open założył po raz pierwszy białą koszulkę z krótkimi rękawami, szytą z francuskiej bawełny. Odróżniała się ona całkowicie od panującej ówcześnie mody tenisowej. Rok po rozgrywkach amerykańska prasa nazwała Rene „the Alligator” z powodu noszonej przez niego teczki ze skóry aligatora. Przezwisko to spodobało mu się na tyle, że poprosił swojego przyjaciela, aby ten stworzył projekt rysunku krokodyla, który następnie został wyhaftowany na noszonych przez niego podczas meczów koszulkach. Tak powstała marka Lacoste, warta obecnie miliony dolarów.

    Teraz Lacoste przegrał w Nowej Zelandii spór dotyczący charakterystycznego krokodylka przeciwko Crocodile International. Obie firmy odzieżowe używają logo z wizerunkiem krokodyla i kłóciły się, kto powinien wykorzystywać jego wizerunek w różnych państwach na świecie. W 2008 r. Crocodile International wskazał, że Lacoste nie używa w sposób rzeczywisty spornego znaku towarowego w Nowej Zelandii i chciał go unieważnić. Postępowanie zakończyło się sukcesem, jedna spółka Lacoste odwołała się od decyzji o unieważnieniu swojego znaku. Sąd wydał wyrok na jej korzyść. Crocodile International nie zrezygnowała, a sprawa trafiła do sądu drugiej instancji, który właśnie wydał wyrok na niekorzyść Lacoste. Sąd uznał, ze znak ze znanym gadem nie był rzeczywiście używany na terytorium Nowej Zelandii. Lacoste nie tylko nie obronił swojego znaku, ale też musi ponieść koszty postępowania.

    czwartek, 09 marzec 2017 10:07

    Ugoda w sprawie „Saskiej”

    Polskie wódki cieszą się na rynku wysoką renomą, a rodzime marki są rozpoznawalne na całym świecie. W ubiegłym roku dwaj wytwórcy tego popularnego alkoholu rozpoczęli między sobą walkę o znak towarowy. W połowie września 2016 r. do lubelskiego zakładu Stock Polska, spółki produkującej między innymi Żołądkową Gorzką, zawitał komornik. Działo się to na skutek udzielenia przez sąd zabezpieczenia roszczeń firmy CEDC, dotyczących nazwy „Saska”. Wódkę pod taką marką oferował bowiem już wtedy prawie od roku Stock. Problem tkwił w tym, że CEDC posiadała dokładnie taki zarejestrowany znak towarowy.

    CEDC złożyła wniosek o rejestrację znaku „Saska” w listopadzie 2015 r., na miesiąc po tym, jak Stock wypuścił na rynek wódkę o takiej właśnie nazwie. Stock Polska wniósł do sądu zażalenie na postanowienie pozwalające na zajęcie towarów spółki. Gdyby wówczas spółka Stock dowiodła, iż znak towarowy został zarejestrowany w złej wierze, mogłaby unieważnić prawo ochronne na znak towarowy „Saska”.

    Z początkiem bieżącego roku Stock i CEDC dogadały się jednak w sprawie zbyt podobnych nazw produkowanych przez nie wódek. Sprawa została zakończona polubownie, a działania sądowe zostały zakończone. W ramach ugody, tytuł prawny do znaku towarowego „Saska” został przeniesiony z CEDC na Stock Polska. Ta ostatnia będzie więc mogła dalej produkować i sprzedawać wódkę „Saska”.  O dalszych postanowieniach ugody nic nie wiadomo, ponieważ warunki porozumienia pozostają poufne.