Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
czwartek, 13 lipiec 2017 13:35

Współistnienie na rynku znaków towarowych

12 lutego 2007 r. Montorsi Francesco & Figli SpA dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego MONTORSI F. & F. 28 grudnia 2010 r. interwenient, Casa Montorsi Srl, wystąpił z wnioskiem o unieważnienie prawa do kwestionowanego znaku towarowego, opartym na wcześniejszym słownym włoskim znaku towarowym Casa Montorsi.

Wydział Unieważnień unieważnił kwestionowany znak towarowy dla towarów „mięso, ryby, drób i dziczyzna; jaja”, ale potwierdził jego ważność dla innych towarów objętych tym znakiem towarowym, to jest „ekstraktów mięsnych; owoców i warzyw konserwowanych, suszonych i gotowanych; galaretek, dżemów, mleka i produktów mlecznych; olejów i tłuszczów jadalnych”. Wydział Unieważnień zaznaczył, że kwestionowany znak towarowy wykazywał przeciętny stopień podobieństwa z wcześniejszym znakiem towarowym, ponieważ te dwa znaki towarowe zawierały to samo nazwisko Montorsi. Mając na uwadze identyczność lub podobieństwo towarów i kolidujących ze sobą znaków towarowych, istniało prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd włoskojęzycznych odbiorców. Po odwołaniu od decyzji sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok w lipcu 2017 r.

Sąd wskazał, że przedmiotem wniosku o unieważnienie był w niniejszej sprawie unijny znak towarowy, który jest pod każdym względem zagranicznym znakiem towarowym, w przeciwieństwie do krajowego znaku towarowego, i którego ważność rozciągałaby się na wszystkie państwa Unii, oraz że w dodatku krajowy znak towarowy mógłby skutecznie zostać powołany w sprzeciwie wobec unijnego znaku towarowego. Terytorium istotnym dla niniejszego sporu nie są Włochy, lecz jest nim Unia. Żadne rozważania prawne nie mogą być na tyle nielogiczne, aby sugerować, że ewentualna zgoda na rejestrację w jednym państwie rozszerzyłaby – sama w sobie – jej zakres na 27 innych państw członkowskich.

Zgodnie z orzecznictwem, o ile nie jest wykluczone, że współistnienie na rynku wcześniejszych znaków towarowych mogłoby ewentualnie zmniejszyć prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd w przypadku dwóch kolidujących ze sobą znaków towarowych, o tyle tego rodzaju ewentualność może zostać uwzględniona jedynie wówczas, gdy w toku postępowania przed EUIPO właściciel unijnego znaku towarowego odpowiednio wykazał, iż rzeczone współistnienie opiera się na braku prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w odczuciu właściwego kręgu odbiorców w przypadku wcześniejszych znaków towarowych, na które właściciel ten się powołuje, oraz wcześniejszego znaku, który jest przedmiotem wniosku o unieważnienie, i z zastrzeżeniem, że te wcześniejsze znaki towarowe i kolidujące ze sobą znaki towarowe są identyczne. Izba Odwoławcza słusznie stwierdziła, że dla zakwestionowania wniosku o unieważnienie na podstawie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd skarżąca powinna była – czego nie uczyniła – udowodnić nie tylko współistnienie znaków towarowych, ale również że współistnienie to było wynikiem braku prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd, a to poprzez dostarczanie dowodów takich jak sondaże opinii publicznej, oświadczenia stowarzyszeń konsumentów lub inne.

środa, 12 lipiec 2017 15:02

Sari Matki Teresy

Przez prawie pół wieku Matka Teresa, zakonnica rzymskokatolicka, która pracowała z biednymi w indyjskim mieście Kalkuta, nosiła proste białe sari z trzema niebieskimi pasami na obrzeżach. Starsze zakonnice, które pracują dla Misjonarek Miłości, 67-letniej organizacji, która skupia ponad 3000 mniszek na całym świecie, nadal noszą to, co stało się religijnym mundurem tego globalnego zgromadzenia.

W ostatni poniedziałek to słynne sari zakonnicy będącej laureatką Pokojowej Nagrody Nobla, zmarłej w 1997 r. zostało na terytorium Indii zarejestrowanym znakiem towarowym, aby zapobiec „nieuczciwemu” wykorzystywaniu go w celach handlowych. Rząd Indii nieoficjalnie uznał biało-niebieskie sari jako własność intelektualną Misjonarek Miłości już we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to słynna, choć kontrowersyjna, zakonnica została uznana za świętą przez Watykan, ale postanowił nie podawać tego do wiadomości publicznej.

Proste białe sari z niebieskimi pasami od dawna jest kojarzone z Matką Teresą i jej zakonem. Historia mówi, że siostra, za zgodą z Rzymu, zaczęła nosić je w 1948 r. Przez ponad trzydzieści lat sari były tkane przez trędowatych, którzy mieszkali w specjalnie dla nich przeznaczonym ośrodku położonym na obrzeżach Kalkuty. Matka Teresa rzekomo wydała przed śmiercią dyspozycję, że jej imię nie powinno być eksploatowane w celach handlowych.

Nie jest jednak jasne, jak ochrona takiego znaku towarowego będzie egzekwowana. Wiele sklepów internetowych w Indiach sprzedaje już różne odmiany „jedwabnej szaty Matki Teresy” – białego sari z niebieskimi paskami i białej bluzki z długim rękawem. Ponadto, takie działanie to woda na młyn krytyków Matki Teresy, którzy oskarżali ją o niesłuszne gloryfikowanie ubóstwa, współdziałanie z dyktatorami i prozelityzm – działania mające na celu pozyskanie wyznawców poprzez przekupstwo, zastraszenie czy zewnętrzny przymus.

wtorek, 11 lipiec 2017 10:27

Zaborczy Louis Vuitton

Nie można zaprzeczyć, że praktyki niektórych przedsiębiorców w zakresie własności intelektualnej bywają dość kontrowersyjne. Możliwość konfliktu na tym tle istnieje niestety zarówno dla posiadaczy praw własności intelektualnej, jak i tych, którzy bywają oskarżani o naruszenie praw własności intelektualnej. Nie dziwi zatem, że w mediach często pojawia się kwestia wykorzystywania praw własności intelektualnej nie tylko dla ich ochrony, ale też do usuwania konkurencji lub utrudniania jej działania. Niektóre ze związanych z tym terminów, na przykład "trolle patentowe", trafiły nawet do popularnych mediów.

Również w świecie znaków towarowych nie brakuje podobnych problemów. Zdarzają się bowiem na rynku firmy, szczególnie te większe i znane, które charakteryzują się hiper-agresywnym podejściem do obrony ich znaków towarowych, czasami nawet do granic absurdu. Właściciele znaków towarowych, w celu uniknięcia rozmycia ich znaków, muszą jednak kontrolować użycie tych oznaczeń na rynku. Biorąc to pod uwagę, łatwiej jest zrozumieć dlaczego właściciele znaków towarowych mogą czasami zdecydować, że agresja - we wszystkich przypadkach rzeczywistego lub możliwego naruszenia, niezależnie od kontekstu - jest czasem najlepszym podejściem zarówno do zaprzestania bieżących, jak i do powstrzymania przyszłych naruszeń praw do ich znaku towarowego.

Za przykład można podać tu Louis Vuitton, jedną z najbardziej znanych i cennych marek świata związanych ze światem mody, kiedy to jej właściciel postanowił zaatakować grupę studentów z amerykańskiej szkoły prawa U. Penn w USA w sprawie domniemanego niewłaściwego używania słynnego logo Louis Vuitton. Działaniem tym miało być wykorzystanie znaku towarowego Louis Vuitton na ulotkach reklamujących konwent z zakresu… prawa własności przemysłowej. Choć brzmi to zabawnie, ​​Louis Vuitton jest jedną z najbardziej podrabianych marek świata, w związku z czym nie dziwi, że jak Cerber pilnuje swoich znaków towarowych.

poniedziałek, 10 lipiec 2017 14:06

Czy warszawskie metro zmieni logotyp?

Logotypy i znaki towarowe to temat, który wbrew pozorom nie jest bliski wyłącznie przedsiębiorcom. Może on również żywotnie interesować spółki Skarbu Państwa. Obecnie warszawscy urzędnicy planują poddać zmianom logo metra, choć charakterystyczna wpisana w koło litera M ze strzałką w dół służyła stolicy od lat 80. Zarząd Transportu Miejskiego ogłosił konkurs z pulą nagród w wysokości 70 tysięcy zł, którego przedmiotem jest projekt nowego logo, które miałoby zunifikować całą stoliczną komunikację.

Oznaczenie obecnie wykorzystywane dla metra, autobusów i tramwajów to rzekomo „absolutny chaos” w postrzeganiu osób, które przyjeżdżają do Warszawy. Tak przynajmniej wskazuje wiceprezydent stolicy, Renata Kaznowska. Oznaczenia aktualnie wykorzystywane przez ZTM to również logotyp wykorzystujący postać warszawskiej syrenki, herb Warszawy oraz oznaczenia własne prywatnych przewoźników działających w ramach umów z miastem.

Pomysł zmiany logotypów warszawskiej komunikacji wyszedł od miejskiego radnego z ramienia Platformy Obywatelskiej, Michała Bitnera. W zamierzeniu jego pomysł ma ułatwić poruszanie się po stolicy osobom niemieszkającym tam na co dzień, a będących jedynie przejazdem albo na krótko. Takie zmiany wywołały jednak niechęć mieszkańców. Przede wszystkim, wiążą się one z koniecznością poniesienia znacznych kosztów, których oszacować nie są w stanie nawet sami pomysłodawcy. Poza tym, znane i popularne od lat logo czy znak  towarowy to jednak siła napędowa przedsiębiorstwa świadcząca o jego rozpoznawalności. 

piątek, 07 lipiec 2017 13:17

Znak towarowy czy oznaczenie geograficzne?

Oznaczenie takie jak „la Milla de Oro”, odnoszące się do cechy produktu lub usługi polegającej na możliwości znalezienia takiego produktu lub takiej usługi w dużych ilościach w jednym miejscu, gdzie mają one wysoką wartość i jakość, nie może stanowić oznaczenia pochodzenia geograficznego, jako że temu oznaczeniu powinna towarzyszyć nazwa opisująca obszar geograficzny, tak aby można było zidentyfikować miejsce fizyczne, z którym kojarzy się duża koncentracja produktu lub usługi o wysokiej wartości i jakości. Tak orzekł na początku lipca br. Trybunał Sprawiedliwości UE.

María Almudena Benavente Cárdaba i Rodrigo Moreno Benavente są właścicielami hiszpańskiego znaku towarowego La Milla de Oro. Skarżący wytoczyli przeciwko Abadía Retuerta powództwo, zarzucając jej używanie oznaczenia „El Pago de la Milla de Oro” na etykiecie produkowanych przez nią win, ponieważ używanie nazwy „la Milla de Oro” może wywołać prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd konsumentów. Abadía Retuerta wniosła powództwo wzajemne o unieważnienie prawa do znaku towarowego La Milla de Oro. Podniosła ona między innymi, że znak ten stanowi oznaczenie pochodzenia geograficznego. Sąd okręgowy w Burgos postanowił zawiesić postępowanie i zwrócić się do Trybunału z pytaniem, czy oznaczenie tego rodzaju może zostać uznane za oznaczenie pochodzenia geograficznego, gdy omawiane produkty lub usługi są zawsze skumulowane w określonym miejscu fizycznym.

Sąd podkreślał, że oznaczenie „la Milla de Oro” nie wystarcza samo w sobie do oznaczenia konkretnego i określonego obszaru geograficznego, z którym wiązałoby się pochodzenie rozpatrywanych win. W sektorze wina oznaczenie „la Milla de Oro” z Ribera del Duero (Hiszpania) współistnieje z oznaczeniem „la Milla de Oro” z Riojy. W branży produktów luksusowych, jeśli oznaczenie to kojarzone jest z miastem Madryt, oznacza ono dzielnicę tego miasta, w której skupiają się luksusowe sklepy, renomowani jubilerzy oraz galerie sztuki. „La Milla de Oro” z Marbelli (Hiszpania) oznacza dzielnicę tego miasta, w której usytuowane są luksusowe nieruchomości oraz wysokiej klasy restauracje przyciągające bogatą i sławną klientelę. Wynika z tego, że oznaczenie „la Milla de Oro” opisuje z jednej strony strefę geograficzną zmieniającą się w zależności od obszaru geograficznego, który jej towarzyszy, a z drugiej strony odnosi się do określonego poziomu jakości produktów lub usług, które zmieniają się w zależności od nazwy obszaru geograficznego, z którym kojarzy się to oznaczenie.

W konsekwencji oznaczeniu temu powinna towarzyszyć nazwa opisująca dany obszar geograficzny, tak aby można było zidentyfikować pochodzenie geograficzne rozpatrywanych produktów lub usług, które charakteryzuje możliwość znalezienia w dużych ilościach, w tym określonym miejscu fizycznym, takich produktów i usług o wysokiej wartości i jakości.

Reklama z pewnością jest czynnikiem, który może przysporzyć przedsiębiorcy nowych klientów. Możliwości reklamowania towarów różnego rodzaju są w polskim prawie szerokie, co nie znaczy, że nie są one obłożone żadnymi obwarowaniami. Przykładowo, regulacji podlega reklama suplementów diety. Jako że są one jedynie środkami spożywczymi, a nie prawdziwymi lekami, nie można im przypisywać w reklamie właściwości leczniczych. W innym wypadku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów może wszcząć przeciwko takiemu reklamodawcy postępowanie.

Tak też stało się w przypadku spółki Olimp Laboratories. Na początku 2017 r. UOKiK wydał decyzję, w której uznał, iż przedsiębiorca ten stosował praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów, między innymi ze względu na zastosowanie w reklamach radiowych suplementu diety Chela Mag B6 sformułowań, iż jest on „najczęściej polecanym przez farmaceutów magnezem na rynku” i „najczęściej polecanym przez farmaceutów preparatem magnezowym w Polsce” bez wskazania, jakie są podstawy takich twierdzeń.

Urząd prowadzi też obecnie inne podobne postępowania, w których reklamy mogły sugerować, że reklamowane środki spożywcze leczą i zapobiegają chorobom. Działo się tak w przypadku suplementów Pneumolan oraz Pneumolan Plus. Miały o tym świadczyć sformułowania: „Zdrowe oddychanie po Pneumolanie”; „Podwójne działanie oczyszcza nos, zatoki, wspomaga oskrzela”. Produkująca suplementy spółka Walmark zobowiązała się do zmiany kwestionowanych przez urząd praktyk i usunięcia ich skutków.

Reklama to świetny środek na rozreklamowanie swojego produktu i jego znaku towarowego, ale trzeba przy jej projektowaniu zachować ostrożność.

środa, 05 lipiec 2017 13:27

Czerwone podeszwy Louboutin zaopiniowane

Szpilki na niebotycznie wysokich obcasach i o czerwonej podeszwie to marzenie wielu celebrytek i zwykłych miłośniczek tego typu butów. Rozpozna je z daleka każda z nich – to tak zwane louboutiny, czyli buty marki Christian Louboutin. Pod koniec czerwca 2017 r. rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE, Maciej Szpunar, wydał opinię na ich temat. Konkretnie, chodziło o możliwość zastrzeżenia na wyłączność określonego koloru dla podeszwy butów.

Rzecznik generalny stwierdził, iż oznaczenia składające się z kształtu towaru, a z drugiej strony oznaczenia składające się z koloru samego w sobie, podlegają szczególnym reżimom. Względy odnoszące się do ryzyka zmonopolizowania istotnych cech danego towaru mogą mieć zastosowanie do innych rodzajów znaków towarowych – takich jak na przykład pozycyjne znaki towarowe lub ruchome znaki towarowe, a także, potencjalnie, znaki towarowe dźwiękowe, zapachowe lub smakowe – które również mogą pokrywać się z zewnętrzna cechą danego towaru. Niezależnie od kwalifikacji takich znaków towarowych ważne jest, aby interes w utrzymaniu niektórych oznaczeń w domenie publicznej mógł zostać uwzględniony przy badaniu ich pod kątem rejestracji.

Zdanie rzecznika okoliczność, że sporny znak towarowy został zarejestrowany jako graficzny znak towarowy, nie uniemożliwia zakwalifikowania go jako znaku towarowego składającego się z kształtu towaru. Należy natomiast zbadać, czy rozpatrywany znak towarowy wymaga ochrony określonego koloru jako takiego, bez żadnego ograniczenia w przestrzeni, albo czy, przeciwnie, ochrona ta wymagana jest w połączeniu z innymi cechami związanymi z kształtem towaru. W tym względzie, jeśli dany kolor został naniesiony na ściśle określoną część towaru, nie wydaje się wykluczone uznanie, że znak towarowy jest ograniczony w przestrzeni w taki sposób, iż kolor pokrywa się z konkretnym elementem towaru.

Okoliczność, że właściciel znaku towarowego nie wymaga ochrony dla konturów towaru, lecz zostawia sobie możliwość zmiany tych konturów w zależności od modelu, nie musi być decydująca. Może być w szczególności tak, że kontury nie stanowią w każdym razie istotnej cechy oznaczenia. Należy raczej ustalić, czy oznaczenie czerpie swój charakter odróżniający z samego wymagającego ochrony koloru czy też z określonego umiejscowienia tego koloru w związku z innymi elementami kształtu towaru.

wtorek, 04 lipiec 2017 14:34

Problem z hotelem

W 1956 r. Giuseppe Cipriani, ojciec skarżącego, Arriga Ciprianiego, wraz z osobą trzecią założył spółkę Hotel Cipriani SpA, będącą poprzednikiem prawnym interwenienta, Hotelu Cipriani Srl. W marcu 1958 r. został otwarty hotel noszący nazwę Cipriani. 12 grudnia 1969 r. poprzednik prawny interwenienta zgłosił do rejestracji słowny włoski znak towarowy CIPRIANI, który został zarejestrowany w szczególności dla usług: „hotele, restauracje, bary, kafeterie, snack-bary i placówki restauracyjne”. 1 kwietnia 1996 r. poprzednik prawny interwenienta dokonał w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego CIPRIANI.

31 lipca 2009 r. skarżący złożył do EUIPO wniosek o unieważnienie prawa do zakwestionowanego znaku towarowego w odniesieniu do wszystkich towarów i usług, dla których znak ten został zarejestrowany. W uzasadnieniu wspomnianego wniosku powołano się na to, jakoby znak towarowy naruszał nazwisko osoby powszechnie znanej, czyli nazwisko Cipriani, którego powszechna znajomość jest ściśle związana z osobą skarżącego, będącego człowiekiem kultury i prowadzącego powszechnie znaną na całym świecie działalność w sektorze restauracji. Wydział Unieważnień oddalił wniosek.  Sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok pod koniec czerwca 2017 r.

Skarżący podnosił, że poprzednik prawny interwenienta miał zamiar pasożytowania na powszechnej znajomości jego osoby poprzez naśladowanie jego inicjatyw oraz czerpania korzyści z powszechnej znajomości nazwiska Cipriani w sektorze usług restauracyjnych. Jest to jakoby potwierdzone w szczególności okolicznością, że w 1979 r. wspomniany poprzednik prawny otworzył w Londynie bar pod nazwą Harry’s Bar, który był kopią – nie tylko w odniesieniu do nazwy, lecz również stylu – Harry’s Bar w Wenecji, będącego własnością skarżącego. Gdyby skarżący sprzeciwił się rejestracji lub używaniu krajowego znaku towarowego CIPRIANI, a pomimo tego sprzeciwu poprzednik prawny interwenienta postanowił jednak wnieść o rejestrację identycznego oznaczenia jako unijnego znaku towarowego, okoliczności te mogłyby ewentualnie prowadzić do rozważenia działania w złej wierze. Natomiast z uwagi na niezakwestionowanie wcześniejszego włoskiego znaku towarowego CIPRIANI i na to, że zakwestionowany znak towarowy składa się z tego samego elementu słownego, który ponadto widniał w nazwie tego poprzednika prawnego, nie można uznać, iż zakładane otwarcie przez niego w Londynie baru pod nazwą Harry’s Bar mogłoby pozwolić na stwierdzenie, że poprzez dokonanie zgłoszenia do rejestracji zakwestionowanego znaku towarowego ów poprzednik prawny zmierzał swoim zachowaniem do czerpania korzyści z podnoszonej powszechnej znajomości nazwiska Cipriani i podnoszonej powszechnej znajomości osoby skarżącego. Skarga została oddalona.

poniedziałek, 03 lipiec 2017 13:33

Sądowe (W) sieci

Tygodnik „W Sieci” będzie dostępny w kioskach jedynie do końca lipca bieżącego roku. Stanie się tak ze względu na ostatnio wydany wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Spółka Gremi Media (dawna Presspublica) właściciel portalu internetowego „W sieci opinii”, będącego częścią portalu „Rzeczpospolita”, w 2012 r. złożyła wniosek o zabezpieczenie powództwa przeciwko spółce Fratria, wydawcy tygodnika „W Sieci”, który należy do braci Karnowskich. „W Sieci” został stworzony przez dziennikarzy serwisu wPolityce.pl i część byłego zespołu „Uważam Rze”.

W styczniu 2013 r. Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do wniosku Gremi Media i zakazał spółce Fratria na czas trwania procesu korzystania z oznaczenia „W Sieci”. Zdaniem powoda, spółka należąca do braci Karnowskich dopuściła się czynu nieuczciwej konkurencji, poprzez nazwanie swojego tygodnika w sposób łudząco podobny do „W sieci opinii”. 20 marca 2013 r. sąd ostatecznie zakazał Fratrii wydawania „W Sieci”, jednak Karnowscy nie zgodzili się z orzeczeniem Sądu i wnieśli apelację od wyroku. Wydawcy wskazali, że dopełnili wszystkich wymogów rejestracji, a domena którą wykupili – wsieci.pl - była zarejestrowana na rynku od 1999 r., to jest na długo przed wejściem na rynek „W sieci opinii”. Spółka Fratria postanowiła też działać nadal, tym razem wykorzystując nazwę „Sieci”. Sprawa trafiła nawet do Sądu Najwyższego, który jednak finalnie przekazał sprawę sądowi apelacyjnemu do ponownego rozpoznania.

Jak widać, sąd apelacyjny na koniec wydał wyrok, który jest nie na rękę braciom Karnowskim. Muszą oni teraz nie tylko zaprzestać używania swojego oznaczenia, ale i poinformować publicznie o wyroku sądu i zapłacić na cel charytatywny 25 tysięcy zł.

piątek, 30 czerwiec 2017 13:38

Captain Morgan vs. Admiral Nelson

Gdzie kapitan może rozkazywać admirałowi? W kanadyjskich sklepach z alkoholem. Wyrok w sądu federalnego w Kanadzie uznał, że sprzedaż rumu o nazwie Admiral Nelson narusza prawa do znaku towarowego „Captain Morgan” i zakazał sprzedaży produktów z postacią admirała lub w innych butelkach, które mogą być mylone z rumem Captain Morgan.

Wyrok z 12 czerwca 2017 r.  jest wynikiem pozwu wniesionego w 2014 r. przez Diageo Canada Inc., oddziału olbrzymiego przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją alkoholu - Diageo PLC w Londynie, przeciwko rodzinnej firmie Heaven Hill Distilleries Inc. Chodziło o to, czy obie namalowane na butelkach postacie - bardzo luźno oparte na postaciach prawdziwych marynarzy, jak i na mundurach marynarki wojennej, z pelerynami, trzymając miecze i wąsate - mogą być mylone przez przeciętnych konsumentów.

Diageo wskazała Heaven Hill, że ta w 2014 r. naruszyła jej znak towarowy i ogłosiła komunikat prasowy, w którym stwierdziła, że marka „Admiral Nelson” była wyraźnym i jawnym naśladownictwem znaku „Captain Morgan”. Różne ilustracje postaci kapitana Morgana były używane na produktach w Kanadzie od co najmniej roku 1961, zgodnie z informacjami przekazanymi sądowi przez Diageo. Jest to fantazyjny obraz XVI-wiecznego żeglarza, Sir Henry Morgana. Rum „Admiral Nelson” był sprzedawany w Kanadzie począwszy od 2003 r., a postać na jego butelce i w nazwie opiera się na brytyjskim wiceadmirale, lordzie Horatio Nelsonie. Diageo zeznała jednak, że nie było jej wiadomo o spornym produkcie do końca roku 2013.

W postępowaniu sądowym Heaven Hill oskarżyła Diageo o próbę zahamowania konkurencji. Firma zauważyła, że ​​admirał Nelson nie trzyma nogi na beczce, z czego znany jest kapitan Morgan, a kolory etykiet są różne.

„Captain Morgan” to zdecydowanie bardziej znana marka: Diageo wydała około 150 milionów dolarów na jej marketing w ciągu ostatnich 15 lat i około 17 milionów dolarów w ostatnim, rocznym okresie. W 2015 r. w Kanadzie sprzedano ponad 12 milionów butelek, co stanowi około 32% udziału w tamtejszym rynku rumów. 

© 2012-2017