Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    piątek, 07 kwiecień 2017 08:38

    Stephen King oskarżony o plagiat

    Stephen King to jeden z najbardziej poczytnych żyjących pisarzy na świecie. Ten urodzony w 1947 r. amerykański pisarz wydał wiele thrillerów, które stanowią klasyki gatunku, chociażby zekranizowane w produkcji z Jackiem Nicholsonem „Lśnienie”, ale też napisał powieści innego rodzaju, które także odniosły sukces, takie jak „Zielona mila” czy 8-tomowy cykl powieści fantastycznych „Mroczna Wieża”. O te ostatnie rozpoczął się ostatnio w USA spór dotyczący praw autorskich.

    Pomysł na najgłośniejszy cykl powieściowy Stephena Kinga, pisany w latach 1970- 2012, dotyczący przygód Rolanda Deschaina, którego celem życiowym jest dotarcie do tytułowej Mrocznej Wieży, mitycznego budynku, który może być istotą całego istnienia, ma być rzekomo zbyt dokładnie oparty na komiksowej serii „The Rook”. Bohaterem tej ostatniej jest Restin Dane. Obu wymyślonych panów łączą nie tylko inicjały, ale też fakt podróżowania w czasie, walka z potworami czy nawet kowbojski strój. Nie wiadomo, czy to oraz inne twierdzenia zawarte w pozwie wystarczą, aby uznać opus magnum Kinga za plagiat.

    Z pewnością trzeba przyznać, że czasowo „The Rook” wyprzedził cykl o Mrocznej Wieży. Komiksy były bowiem wydawane w latach 1977-1983, zaś pierwsza książka z cyklu Kinga ukazała się w roku 1982.

    Co ciekawe, póki co właściwie nie wiadomo, kto złożył pozew przeciwko słynnemu pisarzowi. Twórca komiksu, Billy DuBay, nie żyje bowiem od 2010 r.; tak samo – jego współpracownik, Buddy Lewis, który zmarł cztery lata później. Wydawca serii, Warren Publishing, upadł w 1982 r., a prawa autorskie do komiksu kupiła firma Harris Publicantions. Dalej, prawa przeszły dwa lata temu na Dark Horse Comics, które to wydawnictwo reaktywowało przygody Restina Dane’a. Z pewnością gra toczy się o dużą stawkę, chociażby dlatego, że w tym roku planowana jest premiera filmu „Mroczna Wieża” opartego na książce Kinga.

     

    czwartek, 06 kwiecień 2017 11:18

    Dylematy unijnego sądu

    G. Szajner jest właścicielem słownego unijnego znaku towarowego LAGUIOLE. 22 lipca 2005 r. spółka Forge de Laguiole SARL wystąpiła z wnioskiem o częściowe unieważnienie prawa do znaku. W uzasadnieniu powołano się na firmę Forge de Laguiole, używaną przez tę spółkę w zakresie działalności polegającej na produkcji i sprzedaży wszelkiego rodzaju wyrobów nożowniczych, nożyczek, artykułów upominkowych i pamiątkowych – wszelkiego rodzaju artykułów związanych z nakryciem stołu. Zdaniem Forge de Laguiole SARL, na podstawie prawa francuskiego z tytułu tej firmy, której zasięg nie jest wyłącznie lokalny, przysługuje jej prawo do zakazania używania późniejszego znaku towarowego. Wydział Unieważnień EUIPO oddalił jednak wniosek o unieważnienie prawa do znaku. Francuska spółka odwołała się od tej decyzji.

    Odwołanie zostało częściowo uwzględnione. Izba Odwoławcza stwierdziła, że zgodnie z orzecznictwem francuskim firma jest co do zasady chroniona w zakresie wszystkich rodzajów działalności objętych przedmiotem działalności danej spółki, przy czym w przypadku gdy przedmiot działalności jest określony w sposób nieprecyzyjny lub gdy wykonywana działalność nie jest objęta tym przedmiotem, wspomniana ochrona jest jednak ograniczona do faktycznie i konkretnie wykonywanej działalności. W niniejszej sprawie zaś przedmiot działalności Forge de Laguiole SARL był określony w sposób wystarczająco precyzyjny. Postępowanie trafiło przed Sąd UE.

    Sąd stwierdził nieważność spornej decyzji w zakresie, w jakim Izba Odwoławcza EUIPO ustaliła w przypadku firmy „Forge de Laguiole” i znaku towarowego LAGUIOLE istnienie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w odniesieniu do towarów innych niż te, które były objęte działalnością faktycznie wykonywaną pod wspomnianą firmą w dacie dokonania zgłoszenia spornego znaku towarowego. W pozostałym zakresie Sąd oddalił skargę. Postępowanie przeniosło się przed Trybunał Sprawiedliwości, który wydał wyrok na początku kwietnia 2017 r.

    W przedmiocie zarzutu dotyczącego naruszenia prawa, którego jakoby dopuścił się Sąd, biorąc pod uwagę jedynie charakter towarów w celu określenia sektorów działalności Forge de Laguiole EUIPO podnosił, że Sąd orzekł, iż wyłącznie od przepisów prawa francuskiego zależy odpowiedź na pytanie, czy i – jeśli tak – w jakim zakresie firma Forge de Laguiole zezwala na zakazanie G. Szajnerowi używania znaku towarowego LAGUIOLE. W konsekwencji Sąd zdaniem EUIPO określił wspomniane sektory działalności tylko w odniesieniu do kryterium związanego z charakterem towarów i tym samym naruszył prawo. G. Szajner podnosił, że Sąd słusznie dokonał oceny podobieństwa rozpatrywanych towarów, opierając się jednocześnie na ich charakterze, jak też na ich przeznaczeniu i sposobie używania.

    Trybunał stwierdził, że Sąd nie wymienił wyraźnie uprzednio kryteriów, w odniesieniu do których powinny zostać określone rodzaje działalności faktycznie wykonywane przez Forge de Laguiole, i że w wyroku przytoczył przywoływane przez strony orzecznictwo sądów francuskich jedynie w ramach badania prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd. Jednakże z zaskarżonego wyroku wynika w jasny sposób, że podczas badania tych rodzajów działalności Sąd wyraźnie wziął pod uwagę nie tylko charakter rozpatrywanych towarów, lecz także ich przeznaczenie, sposób używania, klientelę, a także sposób dystrybucji. Trybunał uznał, że odwołanie nie było zasadne i należało je oddalić.

    środa, 05 kwiecień 2017 11:13

    Jak walczyć z książkowymi piratami?

    Czytanie książek to jedna z największych przyjemności, które nie kosztują wiele, a mogą przenieść w zupełnie inne światy i opowiadać coraz to nowe historie. Jeżeli jednak kupuje się wiele książek, takie hobby przestaje być tanie. Co prawda, w bibliotekach dostępnych jest teraz dużo nowości, jednak są one rozchwytywane przez czytelników, więc jeśli chce się mieć w rękach dany utwór od razu, najlepiej go po prostu kupić. Ci, którzy chcą oszczędzić, mogą książki pożyczać od znajomych. Inni nie są na tyle uczciwi i sięgają po pomoc do (nie)znajomych z internetu.

    W sieci istnieje wiele portali, które udostępniają swoim użytkownikom dostęp do miejsca na przechowywanie plików. Co więcej, takie pliki mogą być udostępniane dalej. To właśnie z takich stron zazwyczaj nielegalnie pobierane są pliki zawierające na przykład właśnie książki. Jakiś czas temu z internetowym piractwem walczyła rodzina znanych rosyjskich pisarzy science-fiction, Arkadija i Borisa Strugackich. Spadkobiercy braci Strugackich nie byli zadowoleni z faktu, że twórczość zmarłych pisarzy dostępna jest na pirackich portalach, w związku z czym wniosła do nich prośbę o wycofanie wskazanych materiałów. Część platform tak zrobiła, ze względu na niechęć do ewentualnych oskarżeń o naruszanie praw autorskich, jednak pewna ilość dzieł Strugackich nadal krążyła w internecie.

    Niezadowoleni z takiej walki o prawa autorskie, spadkobiercy Strugackich wpadli na zadziwiający pomysł. Córka Arkadija – Maria i syn Borisa – Andriej po prostu udostępnili publicznie oryginalne wersje powieści, w tym „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”, „Trudno być bogiem”, „Piknik na skraju drogi” czy „W krainie purpurowych obłoków”. Książki do pobrania ukazały się 19 marca bieżącego roku na stronie Rosyjska Fantastyka. Ponadto, trafiły tam również niepublikowane wcześniej historie i komentarze autorów.

    wtorek, 04 kwiecień 2017 11:16

    Czy będzie z tego patent Elona Muska?

    Elon Musk to twórca PayPala i Tesli, przez jednych nazywany jest wizjonerem, przez innych – karierowiczem, którego pomysły są głośne, ale większość z ich pozostaje w strefie marzeń i marketingu. Niezależnie od tego, co kto o nim myśli, w ubiegłym roku majątek Muska był szacowany na 13,1 miliarda dolarów. Teraz ten z pochodzenia południowoafrykański przedsiębiorca wspiera bajeczne pomysły innych ambitnych inżynierów.

    Jakiś czas temu Elon Musk ogłosił międzynarodowy konkurs dla studentów i naukowców, którego przedmiotem jest stworzenie najlepszego projektu Hyperloop. Podobno na pomysł dotyczący tego urządzenia Musk wpadł, stojąc w korku w Kalifornii, gdzie mieszka. Pojazd taki miałby się poruszać bez utrzymywania kontaktu z podłożem, z wykorzystaniem magnetycznej lewitacji oraz łożysk powietrznych. Teraz – bagatela – wystarczy tylko wymyślić, jak dokładnie będzie skonstruowany taki wynalazek.

    Co ciekawe, do finału konkursu SpaceX Hyperloop Pod Competition dotyczącego Hyperloop grupa tworzona przez studentów Politechniki Wrocławskiej oraz Politechniki Warszawskiej. Polscy młodzi naukowcy są jedną z 24 drużyn z różnych państw, którzy swój prototyp superszybkiego pojazdu zademonstrują w USA, na kolejnym etapie konkursu. To niemały sukces, bo początkowo w konkursie startowało ponad 500 drużyn, z których dalej zakwalifikowali się między innymi młodzi Polacy. Teraz studenci muszą zebrać środki, które pozwolą im na skonstruowanie prototypu Hyperloop, połączenia idei pociągu i samolotu.

    poniedziałek, 03 kwiecień 2017 08:17

    Muzyczny spór o Eda Sheerana

    Spory dotyczące muzyki generowane są zazwyczaj przez naruszanie praw autorskich, kiedy to granice inspirowania się cudzym utworem zostaną mocno przekroczone. Nie są to łatwe w ocenie sytuacje, ponieważ nie mają one jasnych ram. W praktyce trudno powiedzieć, kiedy kończy się inspiracja, a zaczyna naruszenie. Inne sprawy z muzyką w tle, które trafiają przed sąd, mogą mieć za przedmiot znaki towarowe. Gwiazdy dużego formatu rejestrują czasem nawet tytuły swoich piosenek czy fragmenty ich tekstów jako znaki towarowe, aby nikt nie wykorzystywał ich komercyjnie, na przykład na koszulkach czy gadżetach. Tak robi chociażby znana piosenkarka pop, Taylor Swift.

    W Wielkiej Brytanii miał jednak ostatnio miejsce spór przed sądem, w którym muzyka grała (nomen omen) główną rolę, choć przedmiotem sporu nie były ani prawa autorskie, ani znaki towarowe. Tym razem chodziło o pewną powtarzalność, a zapewne i głośność, które zmotywowały sąsiadów mieszkanki Birmingham do wytoczenia jej sprawy przed tamtejszym sądem. Zdenerwował ich fakt, że kobieta słuchała bez przerwy przez dłuższy czas zapętlonej popularnej ostatnio piosenki „Shape of you” brytyjskiej gwiazdy pop, Eda Sheerana. Co więcej, odbywało się to bardzo głośno.

    Na miejsce została wezwana policja. Brytyjka została aresztowana, a rozpatrujący sprawę sąd uznał, że jej działania mogły być nieznośne dla sąsiadów, więc zasługuje ona na karę, szczególnie, że nie było to pierwsze tego typu zachowanie kobiety. Jak widać, co do gustów muzycznych można się spierać, jednak najlepiej, kiedy każdy może słuchać ulubionego gatunku muzyki bez narzucania własnych wyborów innym.

    piątek, 31 marzec 2017 08:19

    Kłótnie małżeńskie

    30 stycznia 2013 r. Bogusław Hoba dokonał w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego słowno-graficznego znaku towarowego FORMATA. 11 lipca 2014 r. skarżąca, Ilona Biernacka-Hoba, złożyła wniosek o unieważnienie prawa do wskazanego powyżej znaku w odniesieniu do wszystkich towarów. W uzasadnieniu tego wniosku powołano się na to, że zgłaszający działał w złej wierze w momencie dokonywania zgłoszenia zakwestionowanego znaku towarowego oraz na fakt istnienia wcześniejszego znaku towarowego.

    12 listopada 2014 r. Wydział Unieważnień oddalił wniosek, wskazując, że skarżąca nie przedstawiła żadnego dowodu poświadczającego spełnienie przesłanek zastosowania podstawy unieważnienia. Skarżąca wniosła do EUIPO odwołanie. Podniosła, że nieuczciwego zamiaru drugiej strony postępowania dowodzi fakt, iż w czasie, gdy strony dokonały przed polskim Urzędem Patentowym na rzecz Przedsiębiorstwa Produkcyjno‑Handlowo‑Usługowego FORMATA II, Ilona Biernacka-Hoba zgłoszenia wcześniejszego znaku towarowego, który jest identyczny z zakwestionowanym znakiem towarowym i którego rejestracja, nie będąc przedłużona, wygasła w 2011 r., były one małżeństwem. Dodała ona, że zważywszy, iż zgłoszenie do rejestracji zakwestionowanego znaku towarowego zostało dokonane po rozwodzie, ale przed podziałem majątku małżonków, prawa do zakwestionowanego znaku towarowego nie mogą należeć wyłącznie do drugiej strony w postępowaniu. Po drugie, skarżąca podniosła, że okoliczność, iż były mąż wystąpił o rejestrację znaku towarowego identycznego ze znakiem, którego był wcześniej właścicielem wspólnie ze swoją małżonką, jest niezgodne „z obiektywnymi standardami”. Druga Izba Odwoławcza EUIPO oddaliła odwołanie. Sprawa trafiła przed Sąd UE, który 8 marca 2017 r. wydał wyrok.

    Skarżąca zarzucała Izbie Odwoławczej przyjęcie błędnego założenia, że właścicielem wcześniejszego znaku towarowego jest osoba prawna. Fakt, że wspomniane oznaczenie wysuwa na pierwszy plan wyrażenie „przedsiębiorstwo produkcyjno‑handlowo‑usługowe Formata II” i że nazwisko skarżącej zostało wymienione dopiero na drugim miejscu, może skłonić do uznania, że właścicielem jest podmiot odrębny od skarżącej. Jednakże z drugiej strony firma osób prawnych zawiera w większości państw członkowskich Unii wskazanie formy prawnej, tak aby odbiorcy byli poinformowani w szczególności o osobie odpowiedzialnej za zobowiązania, finansowe lub inne, podejmowane przez daną spółkę, a także o majątku zabezpieczającym te zobowiązania. Okoliczność, że firma właściciela wcześniejszego znaku towarowego nie zawierała wskazania takiej formy prawnej, powinna była zatem co najmniej wzbudzić wątpliwości Izby Odwoławczej co do posiadania przez skarżącą osobowości prawnej.

     W tych okolicznościach Izba Odwoławcza nie mogła po prostu stwierdzić, że właścicielem wcześniejszego znaku towarowego jest spółka, w związku z czym nie mogło być zbieżności między właścicielem a skarżącą.

    Jednak ani przed EUIPO, ani przed Sądem, skarżąca nie przedstawiła żadnych informacji dotyczących stosunków między nią a drugą stroną w postępowaniu przed EUIPO dotyczących działalności handlowej, z jaką związany jest zakwestionowany znak towarowy, ani przed podnoszonym rozwodem, ani po nim, a w szczególności informacji dotyczących praw, jakie przysługiwały tym dwóm stronom w odniesieniu do wspomnianej działalności handlowej. Wobec braku takich informacji, a także braku wiedzy co do ewentualnego wyniku podziału majątku małżeńskiego – przy założeniu, że został on w międzyczasie dokonany – Izba Odwoławcza nie była w stanie ocenić, czy druga strona działała w złej wierze, co słusznie skłoniło ją do oddalenia podstawy unieważnienia prawa do znaku opartej na złej wierze.

    W konsekwencji zadaniem Sądu nie jest rozpatrywanie tej kwestii po raz pierwszy w ramach sprawowania przezeń kontroli zgodności z prawem zaskarżonej decyzji. To zatem do Izby Odwoławczej będzie należało wypowiedzenie się w tym względzie, wraz z przedstawieniem uzasadnienia dokonanej oceny, w celu wywiązania się z obowiązku wydania rozstrzygnięcia w przedmiocie wniesionego do niej odwołania.

    Co prawda umowa o pracę jest jedną z najpopularniejszych form zatrudnienia, ale w Polsce coraz bardziej popularne staje się też od pewnego czasu samozatrudnienie. Tendencja ta rośnie szczególnie w wolnych zawodach, w których freelancerzy niekoniecznie mają chęć siedzieć za biurkiem od 8 do 16. Prowadząc działalność gospodarczą, w celu obniżenia płaconych podatków można niektóre koszty uwzględniać jako koszty osiągnięcia przychodu. Popularnie nazywa się to „wrzucaniem w koszty”. Z tym procederem należy jednak uważać, ponieważ urzędy skarbowe dość często negują niektóre wydatki uwzględniane jako koszty przez przedsiębiorców.

    Tak się ma ostatnio sprawa wydatków dotyczących kosztów związanych ze znakami towarowymi. Fiskus wziął się niedawno za kontrole rozliczenia znaków towarowych w optymalizacjach podatkowych. Chodzi tu głównie o przenoszenie praw do zarejestrowanego znaku towarowego. Kilka takich transferów może znacznie podnieść wartość znaku, co powoduje jednocześnie podwyższenie kosztów podatkowych. Do tej pory fiskus przymykał oko na podobne transakcje, ale teraz najwyraźniej albo cierpliwość urzędników się skończyła, albo też przedsiębiorcy zaczęli nadużywać takich rozwiązań.

    Zarówno mali, jak i duzi przedsiębiorcy powinni pamiętać, że obowiązująca od 15 lipca 2016 r. klauzula obejścia przepisów pozwala fiskusowi zakwestionować takie koszty. Klauzula umożliwia podważenie transakcji, które przysporzyły podatnikowi podatkowych korzyści powyżej kwoty 100 tysięcy zł w okresie roku. Osiągnięcie takich kwot w przypadku znaków towarowych nie jest trudne, szczególnie w przypadku bardzo rozpoznawalnych oznaczeń. Ma to znaczenie również ze względu na szacunkowość wyceny znaków towarowych, którą trudno przeprowadzić w sztywnych ramach.

    Zespół z Polski spowodował ostatnio zbiorowe unoszenie brwi autochtonów podczas swojej trasy po Wielkiej Brytanii i Irlandii. Nie chodzi tu jednak o jakąś znaczącą specyfikę granej przez zespół muzyki, ale o jego nazwę. Chodzi tu o grupę IRA.

    IRA to polska grupa rockowa założona w 1987 r., której nazwa nie ma takich samych konotacji w kraju ojczystym, jak w Wielkiej Brytanii. Nazwa kwintetu pochodzi od łacińskiego słowa „ira” oznaczającego gniew i nie ma związku z IRA - Irlandzką Armią Republikańską.

    Właściciele sali koncertowej O2 ABC w Glasgow reklamowali niedawną sobotnią noc z zespołem nie samą nazwą polskiej grupy muzycznej, ale całym napisem „Polski zespół muzyczny IRA”, aby nikt nie powziął wątpliwości, czy to przypadkiem nie organizacja terrorystyczna wzięła się za produkowanie muzyki. Irlandzka Armia Republikańska (ang. Irish Republican Army, IRA) to  bowiem organizacja zbrojna początkowo walcząca o niepodległość Irlandii, a od 1921 r. o przyłączenie Irlandii Północnej do Irlandii. Politycznym ramieniem organizacji przez wiele lat była legalnie działająca partia Sinn Féin. Co za tym idzie, nazwa polskiej grupy może niespecjalnie dobrze kojarzyć się Brytyjczykom.

    Co ciekawe, w 2006 r. polskiemu zespołowi odmówiono występowania na London Polish Festival w związku z obawami dotyczącymi niestosowności nazwy grupy. Z całą pewnością zespół miałby – z tych samych względów – problem z zarejestrowaniem w Wielkiej Brytanii swojej nazwy jako znak towarowy. W większości krajów rejestracja może bowiem zostać odmówiona oznaczeniu, które narusza dobre obyczaje, a za takie z pewnością można uznać nazwę organizacji terrorystycznej.

    wtorek, 28 marzec 2017 14:43

    Urząd Patentowy w San Escobar

    Co prawda dopiero niedawno nastała kalendarzowa wiosna, jednak biura podróży już za chwilę zaczną oferować wakacyjne wyjazdy first-minute. Świetnym kierunkiem na wypad w egzotyczne strony wydaje się San Escobar. Są tam i piękna plaża Bahía de Esperal, i malownicze góry Sierra Corleone, a i stolica – Santo Subito – ma wiele do zaoferowania. Ten wakacyjny raj ma tylko jedną wadę – nie istnieje. San Escobar jest wynikiem szeroko komentowanej pomyłki polskiego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego w trakcie udzielonej reporterom wypowiedzi podczas szczytu ONZ w Nowym Jorku.

    Opisując spotkania z innymi politykami, Waszczykowski wskazał nieistniejące państwo San Escobar. Idea została błyskawicznie podchwycona przez media i internautów. Na Facebooku powstał natychmiast profil San Escobar, na którym prześcigano się w dodawaniu szczegółów kartograficznych państwa, określanych dowcipnymi nazwami, takimi jak Gargamele, Santo Domestos czy Al Pacino. Wymyślono też flagę i położenie państwa, pomiędzy Meksykiem, Gwatemalą i Morzem Karaibskim.

    Przez dłuższy czas wpadka polskiego ministra była obiektem żartów polskich i zagranicznych mediów, teraz jednak znaleźli się tacy, którzy chcą na niej zarobić. Już na początku sanescobariańskiego szaleństwa na rynku pojawiły się nawiązujące do niego koszulki i inne gadżety. W styczniu i lutym w polskim Urzędzie Patentowym dokonano pięciu różnych zgłoszeń znaku towarowego „San Escobar” dla przeróżnych towarów i usług, głównie związanych  odzieżą i gadżetami, ale też z artykułami spożywczymi czy nawet produktami farmaceutycznymi. Ciekawe, czy kiedy zakończy się proces rejestracji, o internetowym państwie ktokolwiek będzie jeszcze pamiętał.

    czwartek, 23 marzec 2017 14:43

    PZU nie chce pożyczać serca

    Latem 2014 r. zakład ubezpieczeniowy PZU, a właściwie Fundacja PZU, wypuścił na rynek kampanię społeczną "Kochasz? Powiedz stop wariatom drogowym", która miała promować bezpieczną jazdę samochodem. W trakcie jej trwania emitowano krótkie filmiki, a w miastach pojawiały się billboardy reklamowe. Motywem przewodnim kampanii było obwiedzione na biało niebieskie serduszko o kanciastych kształtach, w które wpisane były poszczególne hasła mające skłonić kierowców do bezpieczniejszych zachowań na drodze. Teraz PZU sprzeciwia się wykorzystaniu symbolu kampanii przez osoby protestujące podczas manifestacji.

    Pod koniec lutego 2017 r. w Krakowie odbyła się demonstracja zorganizowana przez Komitet Obrony Demokracji przed siedzibą Prokuratury, gdzie przebywała na przesłuchaniu premier Beata Szydło. Pikieta miała związek z ostatnimi wydarzeniami dotyczącymi niebezpiecznych przejazdów kolumn samochodów wiozących polityków ochranianych przez Biuro Ochrony Rządu. Skutkiem jednego z takich przejazdów była kolizja drogowa z samochodem cywilnym, co odbiło się burzą w mediach.

    Podczas demonstracji wykorzystano kartonowe niebieskie serduszka, identyczne jak te użyte w kampanii PZU. Widniejące na nich hasło zostało jednak zmienione na „Kochasz? Powiedz stop piratom drogowym”. PZU twierdzi, że takie działanie narusza prawa zakładu ubezpieczeniowego do zarejestrowanych znaków towarowych – graficznego w postaci samego serduszka oraz słownego, hasła „Stop wariatom drogowym". W tym przypadku trudno jednak stwierdzić naruszenie, bowiem żaden ze znaków nie był wykorzystywany w celach komercyjnych. Podobnie uznał niedawno sąd w sprawie wykorzystywania podczas tak zwanego Czarnego Protestu znaku towarowego „Solidarność”.