Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
środa, 19 lipiec 2017 11:55

Sprawa lorda Byrona

23 stycznia 2012 r. skarżący, Nelson Alfonso Egüed, dokonał w EUIPO zgłoszenia unijnego znaku towarowego w postaci oznaczenia graficznego z pejzażem, wizerunkiem lorda Byrona oraz elementem słownym BYRON, dla win i napojów alkoholowych. 21 czerwca 2012 r. amerykańska spółka Jackson Family Farms LLC wniosła sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku, oparty na wcześniejszym niezarejestrowanym znaku towarowym BYRON, używanym w obrocie handlowym do oznaczania win. Wydział Sprzeciwów uwzględnił sprzeciw. Skarżący odwołał się od tej decyzji, jednak odwołanie zostało oddalone. Izba Odwoławcza stwierdziła, że przedstawione przez Jackson Family Farms dowody wystarczyły do wykazania, że niezarejestrowany znak towarowy BYRON był używany w obrocie handlowym oraz że używanie to miało w Zjednoczonym Królestwie zasięg większy niż lokalny. Spór zakończył się przed Sądem UE, który wydał wyrok 18 lipca 2017 r.

Skarżący podnosił zarzut odnoszący się do jednej z trzech przesłanek stanowiących „klasyczną triadę” czynu niedozwolonego polegającego na bezprawnym używaniu nazwy, czyli „goodwill”. W niniejszej sprawie badanie Sądu musiało w konsekwencji ograniczyć się do kwestii, czy Izba Odwoławcza w zaskarżonej decyzji prawidłowo stwierdziła, że prawo Zjednoczonego Królestwa hipotetycznie upoważniało wnoszącego sprzeciw do zakazania używania późniejszego znaku towarowego przed sądami Zjednoczonego Królestwa w ramach powództwa opartego na bezprawnym używaniu nazwy.

Z ustawy brytyjskiej w sprawie znaków towarowych wynika, że wnoszący sprzeciw musi wykazać spełnienie trzech przesłanek, a mianowicie, po pierwsze, zdobycia przez niezarejestrowany znak towarowy lub dane oznaczenie „goodwill” (czyli zdolności przyciągania klientów), po drugie, mylącego przedstawienia późniejszego znaku towarowego przez jego właściciela i po trzecie, szkody wyrządzonej owej „goodwill”. Izba Odwoławcza uznała, że przedstawione przez Jackson Family Farms dowody, rozpatrywane łącznie, wykazywały, iż spółka ta w rozpatrywanej dacie prowadziła poważną działalność handlową w zakresie win sprzedawanych pod znakiem towarowym BYRON, a zatem że została dowiedziona „goodwill”. Sąd UE zgodził się z ocena Izby Odwoławczej i oddalił skargę.

Choć rynek europejski i amerykański są bardzo chłonne, to jednak producenci przeróżnych towarów poszukują też rynków zbytu poza nimi. Dlatego też również państwa położone na innych obszarach geograficznych musza dbać o prawidłową ochronę własności przemysłowej swoich przedsiębiorców. Saudyjska Komisja Turystyki i Dziedzictwa Narodowego (SCTH) ogłosiła, że ​​dąży do stworzenia światowej klasy znaku towarowego dla ręcznie tworzonych wyrobów z Arabii Saudyjskiej na rzecz firmy Saudi Handicrafts.

Działania te zostały zatwierdzone przez Radę Ministrów w ramach Narodowego Programu Transformacji 2020 w celu promowania lokalnych i międzynarodowych produktów z Arabii Saudyjskiej.

Agencja Saudi Press powołała się w swoich doniesieniach na ten temat na dyrektora firmy, dr Faisal Al-Khameesa, twierdząc, że na rzecz tego projektu przeznaczono około 220 milionów riali saudyjskich (około 60 tysięcy dolarów amerykańskich), co ma przede wszystkim na celu poprawę słabego marketingu rodzimych produktów i rozwijanie umiejętności osób pracujących w tym sektorze, aby ostatecznie zapewnić lepsze dochody społecznościom lokalnym, a tym samym zachęcać mieszkańców do pozostania w kraju i zarabiania w swoich wioskach, zamiast migrować do gęsto zaludnionych miast.

Innym celem firmy jest uregulowanie sektora ręcznie robionych produktów w celu rozszerzenia inwestycji. Firma będzie pomagać miejscowym tradycjom rzemieślniczym, dostarczając im potrzebne narzędzia, surowce i projekty, a także szkolenia i programy kontroli jakości oraz zaoferuje usługi, w tym organizację konferencji i forów.

poniedziałek, 17 lipiec 2017 08:49

Do żucia czy do palenia?

Wydaje się, ze guma do żucia i papierosy niewiele mają ze sobą wspólnego, chyba żeby skojarzyć próbę odświeżenia oddechu po zakończeniu sesji niezdrowego nałogu. Okazuje się jednak, że oba te towary łączą aż tak silne więzy, że można wytoczyć o nie pozew. Producent popularnej również w Polsce gumy do żucia Wrigley wszczął postępowanie sądowe, którego przedmiotem jest naruszenie praw do znaku towarowego oraz dokonywanie czynów nieuczciwej konkurencji, przeciwko amerykańskiej firmie sprzedającej e-papierosy.

Chi-Town Vapers sprzedaje liquidy do e-papierosów w opakowaniach łudząco podobnych do produktów Wrigley o nazwie Juicy Fruit i Doublemint Mint. Produkty związane z e-papierosami nawet nazywają się podobnie: Joosy Fruit Gum i Dbl Mint E-Liquid, są też umieszczane w opakowaniach o takiej samej kolorystyce, jak wskazane gumy do żucia. Nawiązanie do produktów Wrigley jest więc oczywiste. W pozwie producent gum do żucia zamieścił jako dowody projekty opakowań swoich produktów pochodzące nawet z 1905 i 1914 r.

Jak się okazuje, spółka Chi-Town Vapers „pożyczała” sobie w podobny sposób również logotypy i znaki towarowe cukierków Skittles, napojów Hawaiian Punch, Mountain Dew i Red Bull oraz kremu czekoladowego Nutella. Wrigley zarzuca producentowi e-papierosów, że zamiast rozwinąć własną markę dla swoich produktów, zdecydował się sprzedawać liquidy do papierosów elektronicznych, używając znaków towarowych innych znanych firm, w tym marek Wrigley, bez zezwolenia lub licencji.

piątek, 14 lipiec 2017 16:17

Supermac's mści się na McDonald’s

Gigant rynku fast foodów, sieć McDonald's, ma czas do września tego roku na wykonanie kolejnego ruchu w walce z irlandzką firmą z Galway, Supermac's. W kwietniu tego roku Supermac’s złożył w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej wniosek o unieważnienie unijnego znaku towarowego „Big Mac” zarejestrowanego przez McDonald’s w określonych klasach klasyfikacji nicejskiej, a więc dla wskazanych we wniosku towarów i usług.

Może to być zemsta za to, że w zeszłym ten unijny urząd podtrzymał sprzeciw McDonald’s wobec zgłoszenia znaku towarowego „Supermac’s” do ochrony na terytorium państwa członkowskich Unii Europejskiej. W decyzji urząd stwierdził, że Supermac’s może nadal używać swojej marki i znaku towarowego w Unii Europejskiej, ale nie może pod nim sprzedawać mięsa, ryb, drobiu, kurczaków, chipsów czy hamburgerów.

Firma McDonald's zarejestrowała wiele słów zawierających prefiks „Mc”, w tym McCordry i słowo MAC, a także McKids, McFamily, McHome, McWallet, McRecycle, McJob i McInternet. Stanowią one tak zwaną rodzinę znaków towarowych, co tylko wzmacnia ich ochronę. Supermac’s  twierdzi, że takimi działaniami McDonald's chce wyeliminować ewentualną konkurencję, a więc wykorzystuje zmonopolizowane na swoją rzecz znaki towarowe do odstraszania od używania dla tych samych towarów czy usług oznaczeń o podobnej koncepcji. McDonald's zażądał przedłużenia terminu na przedłożenie kolejnych dowodów w sprawie.

czwartek, 13 lipiec 2017 13:35

Współistnienie na rynku znaków towarowych

12 lutego 2007 r. Montorsi Francesco & Figli SpA dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego znaku towarowego MONTORSI F. & F. 28 grudnia 2010 r. interwenient, Casa Montorsi Srl, wystąpił z wnioskiem o unieważnienie prawa do kwestionowanego znaku towarowego, opartym na wcześniejszym słownym włoskim znaku towarowym Casa Montorsi.

Wydział Unieważnień unieważnił kwestionowany znak towarowy dla towarów „mięso, ryby, drób i dziczyzna; jaja”, ale potwierdził jego ważność dla innych towarów objętych tym znakiem towarowym, to jest „ekstraktów mięsnych; owoców i warzyw konserwowanych, suszonych i gotowanych; galaretek, dżemów, mleka i produktów mlecznych; olejów i tłuszczów jadalnych”. Wydział Unieważnień zaznaczył, że kwestionowany znak towarowy wykazywał przeciętny stopień podobieństwa z wcześniejszym znakiem towarowym, ponieważ te dwa znaki towarowe zawierały to samo nazwisko Montorsi. Mając na uwadze identyczność lub podobieństwo towarów i kolidujących ze sobą znaków towarowych, istniało prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd włoskojęzycznych odbiorców. Po odwołaniu od decyzji sprawa trafiła przed Sąd Unii Europejskiej, który wydał wyrok w lipcu 2017 r.

Sąd wskazał, że przedmiotem wniosku o unieważnienie był w niniejszej sprawie unijny znak towarowy, który jest pod każdym względem zagranicznym znakiem towarowym, w przeciwieństwie do krajowego znaku towarowego, i którego ważność rozciągałaby się na wszystkie państwa Unii, oraz że w dodatku krajowy znak towarowy mógłby skutecznie zostać powołany w sprzeciwie wobec unijnego znaku towarowego. Terytorium istotnym dla niniejszego sporu nie są Włochy, lecz jest nim Unia. Żadne rozważania prawne nie mogą być na tyle nielogiczne, aby sugerować, że ewentualna zgoda na rejestrację w jednym państwie rozszerzyłaby – sama w sobie – jej zakres na 27 innych państw członkowskich.

Zgodnie z orzecznictwem, o ile nie jest wykluczone, że współistnienie na rynku wcześniejszych znaków towarowych mogłoby ewentualnie zmniejszyć prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd w przypadku dwóch kolidujących ze sobą znaków towarowych, o tyle tego rodzaju ewentualność może zostać uwzględniona jedynie wówczas, gdy w toku postępowania przed EUIPO właściciel unijnego znaku towarowego odpowiednio wykazał, iż rzeczone współistnienie opiera się na braku prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd w odczuciu właściwego kręgu odbiorców w przypadku wcześniejszych znaków towarowych, na które właściciel ten się powołuje, oraz wcześniejszego znaku, który jest przedmiotem wniosku o unieważnienie, i z zastrzeżeniem, że te wcześniejsze znaki towarowe i kolidujące ze sobą znaki towarowe są identyczne. Izba Odwoławcza słusznie stwierdziła, że dla zakwestionowania wniosku o unieważnienie na podstawie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd skarżąca powinna była – czego nie uczyniła – udowodnić nie tylko współistnienie znaków towarowych, ale również że współistnienie to było wynikiem braku prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd, a to poprzez dostarczanie dowodów takich jak sondaże opinii publicznej, oświadczenia stowarzyszeń konsumentów lub inne.

środa, 12 lipiec 2017 15:02

Sari Matki Teresy

Przez prawie pół wieku Matka Teresa, zakonnica rzymskokatolicka, która pracowała z biednymi w indyjskim mieście Kalkuta, nosiła proste białe sari z trzema niebieskimi pasami na obrzeżach. Starsze zakonnice, które pracują dla Misjonarek Miłości, 67-letniej organizacji, która skupia ponad 3000 mniszek na całym świecie, nadal noszą to, co stało się religijnym mundurem tego globalnego zgromadzenia.

W ostatni poniedziałek to słynne sari zakonnicy będącej laureatką Pokojowej Nagrody Nobla, zmarłej w 1997 r. zostało na terytorium Indii zarejestrowanym znakiem towarowym, aby zapobiec „nieuczciwemu” wykorzystywaniu go w celach handlowych. Rząd Indii nieoficjalnie uznał biało-niebieskie sari jako własność intelektualną Misjonarek Miłości już we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to słynna, choć kontrowersyjna, zakonnica została uznana za świętą przez Watykan, ale postanowił nie podawać tego do wiadomości publicznej.

Proste białe sari z niebieskimi pasami od dawna jest kojarzone z Matką Teresą i jej zakonem. Historia mówi, że siostra, za zgodą z Rzymu, zaczęła nosić je w 1948 r. Przez ponad trzydzieści lat sari były tkane przez trędowatych, którzy mieszkali w specjalnie dla nich przeznaczonym ośrodku położonym na obrzeżach Kalkuty. Matka Teresa rzekomo wydała przed śmiercią dyspozycję, że jej imię nie powinno być eksploatowane w celach handlowych.

Nie jest jednak jasne, jak ochrona takiego znaku towarowego będzie egzekwowana. Wiele sklepów internetowych w Indiach sprzedaje już różne odmiany „jedwabnej szaty Matki Teresy” – białego sari z niebieskimi paskami i białej bluzki z długim rękawem. Ponadto, takie działanie to woda na młyn krytyków Matki Teresy, którzy oskarżali ją o niesłuszne gloryfikowanie ubóstwa, współdziałanie z dyktatorami i prozelityzm – działania mające na celu pozyskanie wyznawców poprzez przekupstwo, zastraszenie czy zewnętrzny przymus.

wtorek, 11 lipiec 2017 10:27

Zaborczy Louis Vuitton

Nie można zaprzeczyć, że praktyki niektórych przedsiębiorców w zakresie własności intelektualnej bywają dość kontrowersyjne. Możliwość konfliktu na tym tle istnieje niestety zarówno dla posiadaczy praw własności intelektualnej, jak i tych, którzy bywają oskarżani o naruszenie praw własności intelektualnej. Nie dziwi zatem, że w mediach często pojawia się kwestia wykorzystywania praw własności intelektualnej nie tylko dla ich ochrony, ale też do usuwania konkurencji lub utrudniania jej działania. Niektóre ze związanych z tym terminów, na przykład "trolle patentowe", trafiły nawet do popularnych mediów.

Również w świecie znaków towarowych nie brakuje podobnych problemów. Zdarzają się bowiem na rynku firmy, szczególnie te większe i znane, które charakteryzują się hiper-agresywnym podejściem do obrony ich znaków towarowych, czasami nawet do granic absurdu. Właściciele znaków towarowych, w celu uniknięcia rozmycia ich znaków, muszą jednak kontrolować użycie tych oznaczeń na rynku. Biorąc to pod uwagę, łatwiej jest zrozumieć dlaczego właściciele znaków towarowych mogą czasami zdecydować, że agresja - we wszystkich przypadkach rzeczywistego lub możliwego naruszenia, niezależnie od kontekstu - jest czasem najlepszym podejściem zarówno do zaprzestania bieżących, jak i do powstrzymania przyszłych naruszeń praw do ich znaku towarowego.

Za przykład można podać tu Louis Vuitton, jedną z najbardziej znanych i cennych marek świata związanych ze światem mody, kiedy to jej właściciel postanowił zaatakować grupę studentów z amerykańskiej szkoły prawa U. Penn w USA w sprawie domniemanego niewłaściwego używania słynnego logo Louis Vuitton. Działaniem tym miało być wykorzystanie znaku towarowego Louis Vuitton na ulotkach reklamujących konwent z zakresu… prawa własności przemysłowej. Choć brzmi to zabawnie, ​​Louis Vuitton jest jedną z najbardziej podrabianych marek świata, w związku z czym nie dziwi, że jak Cerber pilnuje swoich znaków towarowych.

poniedziałek, 10 lipiec 2017 14:06

Czy warszawskie metro zmieni logotyp?

Logotypy i znaki towarowe to temat, który wbrew pozorom nie jest bliski wyłącznie przedsiębiorcom. Może on również żywotnie interesować spółki Skarbu Państwa. Obecnie warszawscy urzędnicy planują poddać zmianom logo metra, choć charakterystyczna wpisana w koło litera M ze strzałką w dół służyła stolicy od lat 80. Zarząd Transportu Miejskiego ogłosił konkurs z pulą nagród w wysokości 70 tysięcy zł, którego przedmiotem jest projekt nowego logo, które miałoby zunifikować całą stoliczną komunikację.

Oznaczenie obecnie wykorzystywane dla metra, autobusów i tramwajów to rzekomo „absolutny chaos” w postrzeganiu osób, które przyjeżdżają do Warszawy. Tak przynajmniej wskazuje wiceprezydent stolicy, Renata Kaznowska. Oznaczenia aktualnie wykorzystywane przez ZTM to również logotyp wykorzystujący postać warszawskiej syrenki, herb Warszawy oraz oznaczenia własne prywatnych przewoźników działających w ramach umów z miastem.

Pomysł zmiany logotypów warszawskiej komunikacji wyszedł od miejskiego radnego z ramienia Platformy Obywatelskiej, Michała Bitnera. W zamierzeniu jego pomysł ma ułatwić poruszanie się po stolicy osobom niemieszkającym tam na co dzień, a będących jedynie przejazdem albo na krótko. Takie zmiany wywołały jednak niechęć mieszkańców. Przede wszystkim, wiążą się one z koniecznością poniesienia znacznych kosztów, których oszacować nie są w stanie nawet sami pomysłodawcy. Poza tym, znane i popularne od lat logo czy znak  towarowy to jednak siła napędowa przedsiębiorstwa świadcząca o jego rozpoznawalności. 

piątek, 07 lipiec 2017 13:17

Znak towarowy czy oznaczenie geograficzne?

Oznaczenie takie jak „la Milla de Oro”, odnoszące się do cechy produktu lub usługi polegającej na możliwości znalezienia takiego produktu lub takiej usługi w dużych ilościach w jednym miejscu, gdzie mają one wysoką wartość i jakość, nie może stanowić oznaczenia pochodzenia geograficznego, jako że temu oznaczeniu powinna towarzyszyć nazwa opisująca obszar geograficzny, tak aby można było zidentyfikować miejsce fizyczne, z którym kojarzy się duża koncentracja produktu lub usługi o wysokiej wartości i jakości. Tak orzekł na początku lipca br. Trybunał Sprawiedliwości UE.

María Almudena Benavente Cárdaba i Rodrigo Moreno Benavente są właścicielami hiszpańskiego znaku towarowego La Milla de Oro. Skarżący wytoczyli przeciwko Abadía Retuerta powództwo, zarzucając jej używanie oznaczenia „El Pago de la Milla de Oro” na etykiecie produkowanych przez nią win, ponieważ używanie nazwy „la Milla de Oro” może wywołać prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd konsumentów. Abadía Retuerta wniosła powództwo wzajemne o unieważnienie prawa do znaku towarowego La Milla de Oro. Podniosła ona między innymi, że znak ten stanowi oznaczenie pochodzenia geograficznego. Sąd okręgowy w Burgos postanowił zawiesić postępowanie i zwrócić się do Trybunału z pytaniem, czy oznaczenie tego rodzaju może zostać uznane za oznaczenie pochodzenia geograficznego, gdy omawiane produkty lub usługi są zawsze skumulowane w określonym miejscu fizycznym.

Sąd podkreślał, że oznaczenie „la Milla de Oro” nie wystarcza samo w sobie do oznaczenia konkretnego i określonego obszaru geograficznego, z którym wiązałoby się pochodzenie rozpatrywanych win. W sektorze wina oznaczenie „la Milla de Oro” z Ribera del Duero (Hiszpania) współistnieje z oznaczeniem „la Milla de Oro” z Riojy. W branży produktów luksusowych, jeśli oznaczenie to kojarzone jest z miastem Madryt, oznacza ono dzielnicę tego miasta, w której skupiają się luksusowe sklepy, renomowani jubilerzy oraz galerie sztuki. „La Milla de Oro” z Marbelli (Hiszpania) oznacza dzielnicę tego miasta, w której usytuowane są luksusowe nieruchomości oraz wysokiej klasy restauracje przyciągające bogatą i sławną klientelę. Wynika z tego, że oznaczenie „la Milla de Oro” opisuje z jednej strony strefę geograficzną zmieniającą się w zależności od obszaru geograficznego, który jej towarzyszy, a z drugiej strony odnosi się do określonego poziomu jakości produktów lub usług, które zmieniają się w zależności od nazwy obszaru geograficznego, z którym kojarzy się to oznaczenie.

W konsekwencji oznaczeniu temu powinna towarzyszyć nazwa opisująca dany obszar geograficzny, tak aby można było zidentyfikować pochodzenie geograficzne rozpatrywanych produktów lub usług, które charakteryzuje możliwość znalezienia w dużych ilościach, w tym określonym miejscu fizycznym, takich produktów i usług o wysokiej wartości i jakości.

Reklama z pewnością jest czynnikiem, który może przysporzyć przedsiębiorcy nowych klientów. Możliwości reklamowania towarów różnego rodzaju są w polskim prawie szerokie, co nie znaczy, że nie są one obłożone żadnymi obwarowaniami. Przykładowo, regulacji podlega reklama suplementów diety. Jako że są one jedynie środkami spożywczymi, a nie prawdziwymi lekami, nie można im przypisywać w reklamie właściwości leczniczych. W innym wypadku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów może wszcząć przeciwko takiemu reklamodawcy postępowanie.

Tak też stało się w przypadku spółki Olimp Laboratories. Na początku 2017 r. UOKiK wydał decyzję, w której uznał, iż przedsiębiorca ten stosował praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów, między innymi ze względu na zastosowanie w reklamach radiowych suplementu diety Chela Mag B6 sformułowań, iż jest on „najczęściej polecanym przez farmaceutów magnezem na rynku” i „najczęściej polecanym przez farmaceutów preparatem magnezowym w Polsce” bez wskazania, jakie są podstawy takich twierdzeń.

Urząd prowadzi też obecnie inne podobne postępowania, w których reklamy mogły sugerować, że reklamowane środki spożywcze leczą i zapobiegają chorobom. Działo się tak w przypadku suplementów Pneumolan oraz Pneumolan Plus. Miały o tym świadczyć sformułowania: „Zdrowe oddychanie po Pneumolanie”; „Podwójne działanie oczyszcza nos, zatoki, wspomaga oskrzela”. Produkująca suplementy spółka Walmark zobowiązała się do zmiany kwestionowanych przez urząd praktyk i usunięcia ich skutków.

Reklama to świetny środek na rozreklamowanie swojego produktu i jego znaku towarowego, ale trzeba przy jej projektowaniu zachować ostrożność.

© 2012-2017