Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.

    Serwis społecznościowy Facebook ujawnił, że w wyniku złożonych skarg dotyczących naruszenia praw własności intelektualnej w pierwszej połowie 2017 usunął prawie 3 miliony postów. Swój "Raport przejrzystości", obejmujący okres od stycznia do lipca opublikował w dniu 18 grudnia 2017. Zastępca głównego doradcy firmy mediów społecznościowych, Chris Sonderby powiedział, że Facebook po raz pierwszy dostarcza dane dotyczące zawiadomień o naruszeniach od właścicieli praw własności intelektualnej. 
    W pierwszej połowie 2017 r. w sprawie naruszeń w zamieszczonych postach, Facebook otrzymał  224 446 zawiadomień dotyczących praw autorskich, 41 854 dotyczących znaków towarowych i 14 279 dotyczących podróbek.

    W tym okresie, z powodu naruszeń praw autorskich, Facebook usunął 1 818 794 postów ze strony, i 685,996 wpisów na Instagramie. Równocześnie, z powodu naruszeń praw do znaków towarowych usunięto prawie 111 000 postów z Facebooka, i 37 478 z Instagrama. A w związku ze skargami dotyczącymi podróbek, z Facebooka usunięto 217.265 postów, a 108 094 z Instagrama.

    W sumie Facebook usunął 2 978 604 postów naruszających prawa autorskie, które obejmowały pojedyncze wpisy, zdjęcia, filmy lub reklamy do profili na Facebooku, a także zdjęcia, filmy, reklamy lub konta na Instagramie.
    "Wierzymy, że dzielenie się informacjami na temat ilości zawiadomień otrzymywanych od posiadaczy praw to ważny krok w kierunku większej otwartości i jasności co do tego, jak chronimy ludzi i firmy, które korzystają z naszych usług" - podsumował Sonderby.
    W lipcu tego roku, World Intellectual Property Review poinformowało, że Facebook przejął Source3, start-up skupiający się na zarządzaniu prawami własności intelektualnej w treściach generowanych przez użytkowników. Source3 oferuje usługi rozpoznawania praw własności intelektualnej i ich licencjonowania, pozwalając twórcom treści i platformom internetowym na przełożenie produktów stworzonych przez ich użytkowników na pieniądze.

    Pomiędzy kwietniem a wrześniem 2016 roku producent samochodów, firma Jaguar Land Rover, złożył 5 wniosków o rejestrację znaków towarowych odnoszących się do kształtu samochodu. Sprawa ma związek ze znanym modelem terenowym Land Rover Defender, który został wycofany z produkcji w 2016 roku. Samochód nie spełniał standardów bezpieczeństwa i ochrony środowiska. Firma zaplanowała jednak wprowadzenie na rynek ulepszonego modelu w 2020 roku. Tymczasem, po upływie około roku od wycofania Defendera z rynku, bilioner i zarazem właściciel firmy Ineos, zajmującej się ogólnie rzecz biorąc chemikaliami, Jim Ratcliffe ogłosił, że wprowadzi na rynek „duchowego” następcę Defendera. Już wcześniej Ratcliffe zwracał się producenta z propozycją odkupienia własności intelektualnej dotyczącej Defendera. Nie wiadomo, czy złożenie wniosków o rejestrację znaku towarowego przez Jaguar Land Rover było skutkiem tej propozycji.

    Producent kultowych samochodów twierdzi, że Defender jest i będzie nadal jednoznacznie rozpoznawalny na całym świecie jako model Land Rovera. Poza tym model jest cały czas uwzględniany w strategii firmy. Te argumenty mogą odnosić się do tradycyjnej niechęci europejskich instytucji do przyznawania ochrony kształtom pojazdów. By taką ochronę uzyskać trzeba wykazać, że konsumenci silnie identyfikują kształt pojazdu z marką, a ponadto, że zachodzi bardzo wysokie prawdopodobieństwo konfuzji co do producenta pojazdu w przypadku pojawienia się podobnego modelu.

    Aktualnie firma Ineos szykuje się do produkcji. Nowo powołany „zespół motoryzacyjny” ma składać się z 200 inżynierów, pracujących głównie w Niemczech oraz z brytyjskich projektantów. Właściciel Ineos szacuje, że w ciągu jednego roku firma sprzeda 25 tys. modeli po 47 tys. dolarów każdy. W odpowiedzi na te plany Jaguar Land Rover ogłosił, że będzie bacznie obserwował produkcję Ineos w kontekście kształtu Defendera i reagował, gdy będzie to konieczne.

    W San Diego Google niedawno wygrał proces, w którym kwestionowano ważność znaku towarowego „Google”. Zgodnie z prawem znaków towarowych obowiązującym w USA, prawa do znaku towarowego można utracić, gdy znak towarowy staje się nazwą rodzajową dla towarów lub usług, dla których jest używany. Kilka dobrze znanych znaków uległo temu zjawisku, znanemu jako degeneracja znaku towarowego – m.in. aspiryna, schody ruchome, termos.
    W sprawie o które mowa powód zarzucał, że znak „Google”  stał się nazwą rodzajową wyszukiwarki internetowej. Sąd jednakże uznał, że "Google", mimo częstego używania jako czasownik wciąż pozostaje silnie oddziałującym identyfikatorem marki i nie można mu zarzucać utraty zdolności odróżniającej. Uznano, że chociaż "Google" („googlować”) może być synonimem "wyszukiwania w Internecie", znak jest wciąż wyraźnie identyfikowany przez konsumentów jako źródło usług. Mimo swej dominującej pozycji „Google” na rynku przeglądarek okazuje się, że jej ogromna popularność nie uczyniła znaku „Google” nazwą rodzajową.  Konsumenci bowiem wciąż rozumieją, że istnieją inne wyszukiwarki, takie jak Bing i Yahoo! i że Google oznacza tylko jedną z nich.

    Comic-con to powszechnie używana nazwa dla różnego rodzaju dorocznych zjazdów fanów komiksów. Jak się okazuje jest to znak towarowy przysługujący organizacji Comic-con International organizującej największy i najszerzej znany na świecie zjazd – San Diego Comic-con. Tak orzekł w niedawnym orzeczeniu kalifornijski sąd. Comic-con International wniosła pozew, w którym twierdziła, że oznaczenie „San Diego Comic-con” zostało naruszone poprzez użycie oznaczenia „comic con” przez organizatorów zjazdu w Salt Lake City, konkretnie hasła reklamowego: „Comic-con nadciąga do Utah”. Hasło miało sugerować związek z San Diego Comic-con.

    Natomiast pozwani twierdzili, że samo „comic con” to określenie opisowe, nieposiadające wartości odróżniającej, poza tym znakiem towarowym jest „Comic-con” zawierające myślnik. Wyszczególnili też wszystkie zjazdy fanów posługujące się nazwą: „comic convention” (czyli zjazd/konwencja fanów komiksów, w skrócie comic-con), do których Comic-con International nie zgłosiło żadnych roszczeń. To miałoby oznaczać, że albo znak towarowy „Comic-con” nie przysługuje organizacji albo organizacja nie przywiązuje żadnej wagi do użycia tego znaku. Wobec tego nie może wybierać sobie jednej organizacji używającej „Comic-con” do egzekwowania od niej roszczeń. To ostatnie okazało się nieprawdą, bo np. Boston Comic Con, czy Rose City Comic Con postarały się o uzyskanie licencji na korzystanie ze znaku.

    Organizatorzy Salt Lake City Comic Con następnie przeprowadzili kampanię w mediach społecznościowych, w której wykazywali, że „comic con” przysługuje wszystkim fanom, nie tylko organizacji. Te wysiłki spotkały się ze zdecydowaną dezaprobatą sądu, który zagroził organizatorom aresztem, gdyby nadal próbowali „zaangażować w sprawę cały komiksowy świat”.

    Ostatecznie sąd zdecydował, że „Comic-con” jest ważnym znakiem towarowym, a użycie go przez Salt Lake City Comic-con rodzi duże prawdopodobieństwo konfuzji z San diego Comic-con. Jednakże z żądanych 12 milionów dolarów odszkodowania, sąd zasądził „jedynie” 20 tyś. uznając, że naruszenie nie było umyślne.

    Koniec z monopolem Red Bulla na użycie niebiesko-srebrnego opakowania. Sąd Unii Europejskiej utrzymał w mocy decyzję Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej o unieważnieniu niebiesko-srebrnych znaków towarowych Red Bulla. O unieważnienie wnosiła polska spółka Optimum Mark, związana z siecią supermarketów „Biedronka”.
    Spółka domagając się unieważnienia argumentowała, że znak jest sformułowany bardzo ogólnie, jako ochrona kolorów niebieskiego i srebrnego w proporcjach 50 na 50. Tak generalne sformułowanie nie może być uznane za znak i objęte ochroną, między innymi dlatego, że istnieje nieskończenie wiele kombinacji wskazanych w nim kolorów.

    Wyrok ma przełomowe znaczenie. Po pierwsze dlatego, że po raz pierwszy Sąd Unii Europejskiej szczegółowo rozważył problematykę przedstawienia kolorowego znaku towarowego. Przykład Red Bulla pokazuje też, w jaki sposób nie należy zastrzegać takich znaków towarowych. Po drugie, wyrok otwiera innym firmom możliwość korzystania z kolorów kojarzących się dotychczas z Red Bullem. To jednak możliwość ograniczona do kolorów – jeśli będą kopiować opakowania Red Bulla muszą się liczyć z tym, że firma będzie dochodzić od nich roszczeń.

    Red Bull może odwołać się od wyroku Sądu do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jednak jego szanse na wygraną wydają się być znikome.

    7 powodów, dla których znaki towarowe są kluczowe dla Twojego biznesu

    Nawet jeśli jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, codziennie masz do czynienia z przeróżnymi znakami towarowymi. Znak towarowy to sposób na identyfikację towaru  lub usługi,  odróżnienie ich od innych, konkurencyjnych, wpływa na decyzje zakupowe konsumentów. Przedsiębiorca musi mieć świadomość, jak ważną kategorią zasobów są znaki towarowe i jak bardzo pomagają one w rozwoju działalności. Oto siedem głównych powodów, dla których znaki towarowe są ważne dla Twojej firmy.

    1. Znaki towarowe to skuteczne narzędzie komunikacji i identyfikacji.

    Znaki towarowe są nośnikiem informacji o Twojej firmie, jej popularności, produktach i  usługach. Znak towarowy nie musi mieć formy słownej. Logotypy czy grafiki będą rozpoznawalne niezależnie od języka lub alfabetu, w każdym punkcie świata.

    1. Znaki towarowe ułatwiają klientom znalezienie Twoich towarów lub usług.

    Rynek jest zatłoczony i trudno się na nim wyróżnić.  Znaki towarowe skutecznie przyciągają uwagę klientów i wyróżniają Twój biznes, produkty lub usługi. Klienci rozpoznają znaki,  natychmiast wiedzą, z kim mają do czynienia i mając dobre doświadczenia z produktami lub usługami sygnowanymi danym znakiem, rzadziej szukają alternatyw. Po prostu wybierają to, co jest im już znane. Twój znak może być kluczowym czynnikiem wpływającym na decyzję klienta o zakupie. Wystarczy go dobrze wypromować i zadbać o jego ochronę.

    1. Znaki towarowe umożliwiają efektywne korzystanie z Internetu i mediów społecznościowych.

    Znak towarowy jest pierwszą rzeczą, jaka klienci wpisują w wyszukiwarkę internetową lub na platformach mediów społecznościowych (Facebook, Twitter, Pinterest) celem znalezienia konkretnych towarów lub usług. Większy ruch na stronie internetowej lub platformie mediów społecznościowych przekłada się na wyższą pozycję w rankingach, zwiększając liczbę klientów i rozpoznawalność marki.

    1. Znaki towarowe są cennym aktywem.

    Znaki towarowe mają swoją wartość. Im bardziej Twoje towary lub usługi są znane i cenione, tym bardziej wartościowy jest Twój znak towarowy, a w konsekwencji cały Twój biznes.

    1. Znaki towarowe ułatwiają zatrudnianie pracowników.

    Znaki towarowe inicjują pozytywne skojarzenia i uczucia. W rezultacie wpływają na postrzeganie Twojej firmy jako atrakcyjnego pracodawcy.

    1. Uzyskanie ochrony dla znaku towarowego nie jest drogie.

    Koszt zgłoszenia znaku w Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej jest uzależniony od liczby klas towarowych/usługowych, dla których znak jest zgłaszany wynosi (450 złotych za jedną klasę ; 120 zł. za każdą następną), natomiast koszt ochrony znaku na dziesięcioletni okres ochronny to 400 zł. za każdą klasę towarową/usługową  (plus 90 zł. koszt publikacji znaku).

    1. Znaki towarowe mogą trwać wiecznie.

    Znak towarowy nie wygaśnie, dopóki używasz go w obrocie i pamiętasz o uiszczaniu odpowiednich opłat za przedłużenie ich ochrony w Urzędzie Patentowym.

    Znaki towarowe są kluczowym atutem współczesnego biznesu. Zanim zainwestujesz dużo czasu i pieniędzy w uruchomienie działalności upewnij się, że znak towarowy, którym chcesz oznaczać swoje produkty i usługi jest ciekawy i pasuje do Twojego rodzaju działalności oraz że nie jest już używany w obrocie  przez inny podmiot. Należy pamiętać, że im bardziej Twój znak odróżnia się od innych w branży, tym łatwiej będzie ją chronić.

    Producentowi klocków Lego po raz pierwszy udało się wygrać w Chinach sprawę z dziedziny nieuczciwej konkurencji. Sprawa toczyła się przeciwko chińskim naśladowcom. Podróbki znanych klocków były produkowane przez dwie firmy i sprzedawane pod nazwą „Bela”. Zdaniem Lego, wyrok wskazuje na to, że chińskie sądy będą wzmacniać ochronę własności intelektualnej. Peter Thorslund Kjær, z działu prawnego duńskiej firmy, stwierdził, że orzeczenie jest doniosłe w kontekście prowadzenia działalności biznesowej w państwie środka, „istotne dla rozwoju przyjaznego otoczenia biznesowego dla firm”.

    Wyrok sądu zapadł już we wrześniu, ale dopiero w listopadzie, po upływie terminu do wniesienia odwołania, uprawomocnił się. Zwycięstwo Lego było poprzedzone wcześniejszym orzeczeniem, w którym stwierdzono, że nazwa „Lego” i logo są renomowanymi znakami towarowymi w Chinach.

    Sprzedaż duńskich klocków w Europie i USA w ostatnim czasie spadała. Dlatego firma zaczęła poszukiwać nowych możliwości zbytu, w szczególności w Azji. Zdaniem Lego chiński rynek ma ogromny potencjał rozwoju.

    Jednak dużym problemem okazały się chińskie firmy produkujące podróbki klocków. Na rok przed wydaniem wyroku, BBC przeprowadziła test – dyrektor chińskiego oddziału Lego miał za zadanie odróżnić oryginalne produkty od podróbek. Niektóre z chińskich firm potrafiły tak dobrze naśladować oryginał, że nie był w stanie odróżnić ich podróbek od oryginalnych klocków. Na szczęście, zapadły wyrok pokazuje, że klocki Lego będą chronione także w Chinach.

    Characters for Hire, czyli po prostu "Postacie do wynajęcia", to amerykańska firma eventowa. Jak sama nazwa wskazuje, firma zajmuje się wynajmowaniem na imprezy osób przebranych za postacie z filmów czy kreskówek. Pracownicy Characters for Hire mieli wcielić się między innymi w: Myszkę Miki, Elsę z „Krainy Lodu”, Królewnę Śnieżkę, Iron Mana, Datha Vadera, czy Chawbaccę z „Gwiezdnych wojen”. Tak twierdzą spółki związane z wytwórnią Disneya – Marvel, Lucas Film i sam Disney. Producenci utrzymują, że Characters for Hire naruszył ich prawa autorskie i znaki towarowe. Ich zdaniem jakość odtwarzanych postaci jest niska i tym samym wykorzystywanie tych postaci przez Characters for Hire powoduje nie tylko spadek wartości cennych marek, ale wręcz „bruka wizerunek disnejowskich postaci”.

    Producenci dochodzą swoich praw w sądzie. Domagają się, obok innych roszczeń, uznania, że Characters for Hire dokonało naruszenia umyślnie.

    Co na to Characters for Hire? Firma wysuwa dwa interesujące argumenty w celu odparcia zarzutów. Po pierwsze, wskazuje, że wiele postaci Disneya wywodzi się z baśni skandynawskich i legend, na przykład: Kopciuszek, Królewna Śnieżka, Aladyn, Śpiąca królewna, czy Thor i Loki. Prawa do tych postaci i samych opowieści o nich nie przysługują nikomu, utwory należą do tak zwanej „domeny publicznej”, co oznacza, że każdy może z nich korzystać. A skoro tak, to wykorzystując te postacie w swojej działalności Characters for Hire nie narusza niczyich praw. Po drugie, Characters for Hire twierdzi, że strój postaci, a dokładniej jego wizualna, trójwymiarowa postać, jako „produkt użytkowy”, nie jest chroniony przez amerykańskie prawo autorskie. Jednak zgodnie z utrwalonymi poglądami graficzne przedstawienie postaci jest chronione jako całość, łącznie z ich ubraniem.

    Prawnicy, którzy wypowiadają się o sprawie twierdzą, że ta argumentacja raczej nie będzie skuteczna, a sąd uzna, że Characters for Hire naruszył prawa producentów do postaci. Choć, jak przyznają, wątpliwe, by sąd uznał, że firma działała umyślnie.

    poniedziałek, 18 grudzień 2017 07:03

    Znak towarowy "360 stopni" nie dla Colgate-Palmolive!

    7 grudnia Sąd Unii Europejskiej ostatecznie zakończył spór dotyczący znaku towarowego „360°”. Znak został zgłoszony przez znany z produkcji pasty do zębów koncern Colgate-Palmolive. Trzyosobowy skład sędziowski orzekł, że oznaczenie nie posiada charakteru odróżniającego.

    Sąd przychylił się w ten sposób do wcześniejszych rozstrzygnięć, które zapadły w tej sprawie. We wrześniu 2015 r. Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) odmówił rejestracji znaku Colgate-Palmolive. Firma odwołała się od tej decyzji do izby odwoławczej EUIPO. Odwołanie zostało oddalone, a zgłaszająca znak firma złożyła skargę do Sądu UE.

    Zdaniem Sądu „fakt, że zgłaszający używał znaku w sposób ciągły przez dłuższy czas nie jest wystarczający dla wykazania, że odbiorcy będą postrzegali ten znak jako oznaczenie pochodzenia określonych towarów”. Sąd stwierdził też, że z dowodów dostarczonych przez koncern wynika , że oznaczenie nigdy nie pojawia się samodzielnie, ale zawsze jest powiązane z nazwą „Colgate”.

    Zgłaszający – w cenie orzekającego składu – nie przedstawił żadnego dowodu, który świadczyłby o tym, że znak jest adresowany do właściwego kręgu odbiorców, ani żadnego dowodu, który świadczyłby o tym, że znak nabrał charakteru odróżniającego.

    W 2014r. Xiaomi, chiński producent smartfonów zgłosił do ochrony w Urzędzie ds. Własności Intelektualnej Unii Europejskiej (EUIPO), znak towarowy „Mi Pad” przeznaczony do oznaczania "urządzeń elektronicznych i usług telekomunikacyjnych".

    EUIPO odmówiło rejestracji znaku, w wyniku złożonego przez amerykański koncern Apple sprzeciwu, w konsekwencji czego sprawa trafiła do Sądu Unii Europejskiej.   

    Sąd orzekł, że „Mi Pad” nie może być zarejestrowany jako unijny znak towarowy ze względu na wysoki stopień podobieństwa do znaku towarowego „iPad” firmy Apple, mimo że istnieje różnica w wymowie. Apple przedstawił dowód na to, że anglojęzyczni konsumenci mogą wymawiać „Mi Pad” jako "majpad", co brzmi podobnie do „ajpad”.

    Sąd stwierdził, podtrzymując argumentację Apple’a, że przeciętni odbiorcy, będąc  zdezorientowani przez podobieństwo tych dwóch nazw, mogą uznać, że tablet firmy Xiaomi jest odmianą iPada czyli tabletu Apple’a.  Sąd uznał, że „Odmienność spornych oznaczeń, wynikająca z obecności dodatkowej litery "m" na początku "Mi Pad", nie jest wystarczająca, aby zrównoważyć wysoki stopień wizualnego i fonetycznego podobieństwa między tymi dwoma znakami.” Tym samym uznał, że istnieje ryzyko, że "właściwy krąg odbiorców uzna, że ​​dane towary i usługi" pochodzą od tego samego przedsiębiorstwa.

    Xiaomi nadal ma możliwość odwołania się od tej decyzji do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale firma nie wskazała jeszcze, czy zamierza to uczynić. Nie skomentowała także  orzeczenia Sądu Unii Europejskiej, wydanego w sprawie.

    © 2012-2017