Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    czwartek, 11 maj 2017 10:54

    Czy rzeczywiście Polski Tydzień?

    Mnogość sieci sklepów i supermarketów zmusza ich właścicieli do konkurowania nie tylko za pomocą oferty cenowej, ale też poprzez rozszerzanie gamy oferowanych towarów. Często szczególnie duże sieci sklepów proponują więc swoim klientom czasową ofertę specjalną, na przykład dotyczącą produktów charakterystycznych dla różnych państw. Taką promocję przygotowuje również sieć Lidl. Co jakiś czas sklepy tej sieci proponują szczególnie artykuły żywnościowe, które kojarzone są z kuchnią Włoch, Hiszpanii, Francji czy innych krajów. Ostatnio jednak Lidl podpadł stowarzyszeniu Klub Jagielloński ofertą … tygodnia polskiego.

    Stowarzyszenie złożyło skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na wprowadzoną teraz przez Lidl ofertę „Tygodnia Polskich Marek”. Zdaniem organizacji, promowane w jego toku produkty wprowadzają konsumentów w błąd, ponieważ część z nich wcale nie jest produkowana przez polskich przedsiębiorców. Za przykład Klub Jagielloński podaje czekoladki Ptasie Mleczko, wodę Żywiec czy wędliny marki Sokołów. Rzeczywiście, produkty te, choć kojarzą się na trwałe z Polską, na przykład Ptasie Mleczko ze znaną firmą E. Wedel, są produkowane przez międzynarodowe koncerny. Wodę Żywiec butelkuje bowiem koncern Danone, Ptasie Mleczko to produkt japońsko-koreańskiej formy Lotte, a zakłady Sokołów kontroluje duńska spółka Danish Crown.

    Klub Jagielloński powołuje się w swoich działaniach na przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, które mówią, iż czynem nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy jest  reklama wprowadzająca klienta w błąd i mogąca wpłynąć na jego decyzję co do nabycia towaru lub usługi.

    To, że producent danego przysmaku już nie jest rdzennie polski, często pozostaje poza świadomością konsumentów. Przejęcia marek produktów nie zawsze są owiane medialnym szumem, nie zawsze słychać też o sprzedaży znaku towarowego, który często przechodzi przez ręce kilku podmiotów, wraz z możliwością produkcji danego towaru. 

    środa, 10 maj 2017 10:57

    Spór o jednorożca

    Niewielka kawiarenka w Nowym Jorku weszła ostatnio w spór z kawowym gigantem – siecią Starbucks. Firma The End Brooklyn w złożonym przed sądem pozwie oskarża Starbucks o naruszenie praw do znaku towarowego, twierdząc, że kolorowy napój Unicorn  Frappuccino niedawno wprowadzony przez sieć ma nazwę zbyt podobną do Unicorn Latte, przysmaku oferowanego przez The End Brooklyn.

    Kawiarnia The End Brooklyn zaczęła sprzedawać Unicorn Latte w grudniu ubiegłego roku. W styczniu 2017 r. jej właściciel złożył wniosek do amerykańskiego urzędu patentowego o rejestrację znaku towarowego w postaci nazwy napoju. Starbucks wypuścił Unicorn Frappuccino na rynek, jako ofertę limitowaną, w kwietniu bieżącego roku. Słodki napój o efektownych kolorach szybko zyskał znaczną uwagę mediów i konsumentów. Co prawda oba napoje są podobne, ponieważ nie zawierają kawy, ale – zdaniem The End Brooklyn – znajdują się również na przeciwnych końcach spektrum zdrowego odżywiania. Unicorn Latte składa się bowiem z takich składników, jak daktyle, imbir, orzechy nerkowca czy algi. Pozew wskazuje zaś, że napój większego konkurenta składa się głównie z mleka i sztucznych substancji słodzących.

    Nowojorska kawiarnia zarzuca też kawowemu imperium, że oferowanie Unicorn Frappuccino stanowi czyn nieuczciwej konkurencji. Oba napoje mają bardzo podobną kolorystykę, a ich nazwy zawierają słowo „unicorn”, czyli jednorożec. Starbucks wskazuje że roszczenia The End Brooklyn są niezasadne. Zdaniem spółki, napój Starbucks Unicorn Frappuccino był inspirowany bajkowym wizerunkiem żywego i barwnego skrzydlatego jednorożca, który budzi skojarzenia z wielobarwną, jaskrawą kolorystyką. Postać ta nie jest zaś zmonopolizowana na rzecz żadnego rynkowego podmiotu.

    wtorek, 09 maj 2017 14:48

    Grycan i Lidl zawieszają broń

    Jakiś czas temu między właścicielem popularnej w Polsce sieci sklepów Lidl a producentem lodów Grycan rozgorzał spór na tle podobieństwa opakowań lodów sprzedawanych w Lidlu do kubełków, w których sprzedawane są lody Grycan. Oba opakowania rzeczywiście wyglądają dość podobnie – są to półlitrowe plastikowe kubeczki w kolorze czarnym, ze złotym brzegiem wieczka, białą czcionką i wizerunkiem gałki lodów z przodu kubełka. Takie upodobnienie  opakowań nie spodobało się Grycanowi. Firma złożyła przeciwko sieci sklepów wniosek o zabezpieczenie roszczeń, na skutek czego komornik zajął 46 tysięcy opakowań produktu Lidla, lodów Ballino.

    W toku sporu polski producent lodów uznał, że działania sieci Lidl są tym bardziej nieuczciwe z tego względu, że swego czasu w jej sklepach lody Grycan również były dostępne. Klienci mogli więc zostać wprowadzeni w błąd i uznać, że lody w czarnych kubełkach o pojemności 500 ml to nadal lody marki Grycan. Sąd przychylił się do podobnych twierdzeń, udzielając na rzecz Lidla zabezpieczenia, które też zostało wyegzekwowane – lody Ballino zniknęły z części sklepów.

    Teraz jednak spór wszedł w nowa fazę, a kolejnej prawdopodobnie nie wejdzie. Właściciel sieci Lidl i spółka Grycan postanowili pójść na ugodę. W myśl jej postanowień, sieć Lidl będzie mogła nadal sprzedawać lody Ballino w dotychczasowych opakowaniach, jeśli będą one dodatkowo trwale i wyraźnie oznaczone naklejkami z nazwą marki i producenta i będą się znajdować w zaklejonym kartoniku z nową grafiką. Następne partie lodów będą zaś miały zupełnie nowe opakowania, których szatę graficzną zatwierdzi Grycan.

    poniedziałek, 08 maj 2017 14:46

    Polskie wzornictwo na wystawie

    Chociaż od półtora miesiąca teoretycznie trwa już wiosna, to jednak majowa pogoda nie rozpieszcza. Deszczowy i chłodny weekend lub wieczór może być jednak dobrym pretekstem do odwiedzenia muzeum. W warszawskim Muzeum Narodowym pojawi się niedługo nowa odsłona sali prezentującej polskie wzornictwo przemysłowe.

    Historię i najważniejsze zjawiska polskiego wzornictwa od początku XX w. aż po lata współczesne będzie można podziwiać w Ośrodku Wzornictwa Nowoczesnego MNW w Warszawie. Przykładem tych ostatnich są projekty Ćmielów Design Studio, producenta wyrobów z porcelany. Na wystawie znaleźć będzie można nie tylko same eksponaty, ale też fotografie i fragmenty kronik filmowych ich dotyczące. Niestety, na wystawie nie będzie można zobaczyć innych wytworów wzornictwa – plakatów z tak zwanej polskiej szkoły plakatu. Te ostatnie oglądać można jednak w innym miejscu, w Muzeum Plakatu w Wilanowie.

    W kwestii wzornictwa przemysłowego, chętnie zastępowanego ostatnio modnym słowem design, bardzo istotna jest sprawa wzorów przemysłowych. To one dbają o to, aby nikt nie wykorzystał naszych projektów bez naszej zgody. Jako taki wzór przemysłowy może być zarejestrowany – czy to w Polsce, czy też jako wzór unijny – na przykład wygląd mebla, wazonu czy nawet odzieży. Warto to robić, bo choć zagraniczna twarz wzornictwa przemysłowego w postaci designu być może bardziej kojarzy się nam z czymś pożądanym i niedostępnym,  jednak Polska pod tym względem również nie ma się czego wstydzić.

    Aby ochronić wygląd swojego produktu przed zakusami konkurencji, wielu przedsiębiorców rejestruje wzory przemysłowe. Co ciekawe, podobna ochrona przysługuje również wzorom niezarejestrowanym. Dotyczy wzorów używanych na terytorium państw członkowskich Unii Europejskiej.

    Zarejestrowany wzór wspólnotowy musi być nowy. Nowość niezarejestrowanego wzoru wspólnotowego liczona jest od innego momentu – od daty pierwszego publicznego udostępnienia. Ważne, aby nastąpiła ona  w takiej formie, aby mógł zapoznać się z nim ekspert z danej dziedziny. Publiczne udostępnienie może nastąpić na przykład poprzez publikację w katalogach firmowych czy wydawnictwach branżowych, wystawienie na targach, sprzedaż czy reklamę. Ochrona niezarejestrowanego wzoru wspólnotowego trwa 3 lata. Liczona jest natomiast od daty publicznego ujawnienia wzoru na terenie Unii Europejskiej. To dość krótko w porównaniu z ochrona wzoru zarejestrowanego, która może trwać nawet do 25 lat.

    Za uprawnioną uznaje się tę osobę, która rozpowszechnia wzór pod swoim nazwiskiem. Jeśli wzór rozpowszechniany jest przez spółkę prawa handlowego, to wtedy uprawniona jest ta spółka. Sądy wspólnotowe w sprawach dotyczących naruszenia prawa do wzoru wspólnotowego uznają zarejestrowany wzór wspólnotowy jako ważny. Niezarejestrowany wzór wspólnotowy nie ma takiego domniemania. Kto powołuje się w sporze na takie prawo musi wykazać, że wzór został ujawniony w określonej dacie, posiada cechy nowości i odznacza się indywidualnym charakterem. Sens ochrona wzorów niezarejestrowanych ma głównie w przypadku towarów, które ulegają ze swojej natury szybko zmieniającym się trendom, a ich ochrona poprzez rejestrację byłaby zbyt kosztochłonna, takich jak kolekcje odzieży czy obuwia.

    czwartek, 04 maj 2017 11:56

    Niemcy idą na wojnę z Google

    Niemiecka firma zajmująca się oprogramowaniem komputerowym zwróciła się niedawno do irlandzkiego Sądu Najwyższego z wnioskiem o udzielenie zabezpieczenia jej roszczeń dotyczących rzekomego naruszenia przez giganta internetowego Google jej znaku towarowego. Wniosek został złożony przez TeamDrive Systems GMBH, która zapewnia firmom i osobom prywatnym bezpieczne oprogramowanie, przeciwko Google Ireland Ltd i Google Commerce Ltd. Niemiecka firma twierdzi, że używanie przez Google oprogramowania produktowego pod nazwą „Team Drives” narusza jej unijny znak towarowy, który został zarejestrowany w 2006 r. Firma chce, aby został wprowadzony zakaz używania przez Google tego oznaczenia w celu zapobiegania rzekomemu naruszeniu praw do czasu finalnego rozpatrzenia sporu.

    Roszczenia zostały jednak oddalone przez sąd, a Google twierdzi, że taki zakaz spowodowałby znaczne straty. Nie pomógł w prawie fakt, że niemieckie oprogramowanie zdobywa nagrody, a  klientem spółki jest niemiecka rada adwokacka. Przedmiotem sporu jest to, że w zeszłym roku Google zdecydowało się na rebrandowanie niektórych swoich produktów, w tym internetowego dysku Google Drive. To właśnie używanie przez Google terminu „Team Drives” lub „Team Drive” dla identycznych usług tak denerwuje niemiecką spółkę.

    Sytuacja ta jest dość niebywała, ponieważ zazwyczaj to większe, międzynarodowe podmioty oskarżają niewielkie krajowe spółki o naruszenia ich praw własności przemysłowej, takich jak znaki towarowe czy wzory przemysłowe. Tak działają chociażby Apple w stosunku do nazw gadżetów elektronicznych czy McDonald’s – odnośnie do niemal wszystkiego z przedrostkiem „mc” lub „mac”. 

    piątek, 28 kwiecień 2017 14:08

    Fryderyk Chopin nie dla każdego

    Fryderyk Chopin to jedna z najbardziej rozpoznawalnych na świecie wizytówek Polski. Chociaż kompozytor zmarł ponad półtora wieku temu, to jednak jego muzyka nadal powoduje emocje miłośników muzyki klasycznej. Jak się okazuje, nie każdy może wykorzystywać imię i nazwisko tego słynnego muzyka w celach komercyjnych. Instytucją zajmującą się ochroną Chopina jest Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Jeżeli jakiś przedsiębiorca chciałby na przykład zarejestrować znak towarowy zawierający nazwisko lub wizerunek kompozytora, zostanie on przez Urząd Patentowy uprzedzony o prawach NIFC.

    Nie znaczy to jednak, że w działalności gospodarczej nazwiska Chopina nie można wykorzystywać w ogóle. Co prawda, działanie takie jest możliwe, wiąże się jednak z uiszczeniem odpowiednich opłat na rzecz Instytutu. Opłaty te wynoszą od 1000 do 2000 zł rocznie oraz procent od zysków uzyskanych ze sprzedaży produktów oznaczonych nazwiskiem czy wizerunkiem Fryderyka Chopina.

    Co ciekawe, nie tylko krajowe podmioty są zainteresowane komercyjnym wykorzystywanie znaku towarowego należącego do Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Do Instytutu zgłosiła się na przykład koreańska firma zajmująca się produkcją i sprzedażą soków owocowych. Firma z Dalekiego Wschodu zgody na wykorzystywanie nazwiska Chopina jednak nie dostała. Instytut wymaga bowiem, aby towary opatrzone oznaczeniem z wykorzystaniem wizerunku lub nazwiska polskiego kompozytora nie tylko miały odpowiednią jakość, ale i kojarzyły się z Polską.

    czwartek, 27 kwiecień 2017 14:10

    99 centów czy 2145 dolarów?

    Pomimo ogromnej swobody twórczej w przypadku projektowania toreb i torebek często zdarza się, że w tym samym czasie w sklepach dostępne są bardzo zbliżone do siebie modele. Na pewno dzieje się tak ze względu na modę, gdzie kolejne wzory zmieniają się z sezonu na sezon. Innym wyjaśnieniem takiej sytuacji jest upodabnianie produktów tańszych marek do tych luksusowych. Jako że pokazy mody znacznie wyprzedzają realne pory roku, właściciele sieciówek i mniejszych sklepów mogą spokojnie sprawdzić, co będzie modne w następnym sezonie i dostosować do nadchodzących trendów swoją ofertę.

    Czasem te działania są mało delikatne i tańsze „inspiracje” stanowią niemal wierną kopię gadżetów z wybiegów domów mody. Taka sytuacja jest jednak dość ryzykowna, ponieważ producenci tańszych odpowiedników mogą nawet odpowiadać przed sądem za dokonywanie czynów nieuczciwej konkurencji w postaci niewolniczego naśladownictwa, jak również za naruszenia praw własności przemysłowej, głównie wzorów przemysłowych. Jeśli na dodatek „inspirowana” torebka ma podobne do oryginału logo, w grę wchodzić może też naruszenie praw do znaku towarowego.

    Tymczasem, w zabawny sposób aktualnie ma miejsce odwrotne sytuacja. Wygląda na to, że tym razem to dom mody zainspirował się projektem tańszej marki, co więcej – zupełnie niezwiązanej ze światem ubrań i dodatków. Jedynie dodatki, jakie produkuje ta firma, to akcesoria do wnętrz. Chodzi bowiem o torbę na zakupy, jaką ma w domu chyba każdy, kto kiedykolwiek zrobił zakupy w sklepie szwedzkiej sieci IKEA. Najnowszy projekt domu mody Balenciaga, torba Arena, wygląda bowiem wypisz-wymaluj jak wielka niebieska torba o nazwie FRAKTA, w której przynosimy do domu meblarskie skarby. Różnica jest jednak w cenie – Arena jest nieco droższa, kosztuje 2 145 dolarów.

    Czasami przedsiębiorcom wydaje się, że jeżeli zarejestrują nazwę swojego przedsiębiorstwa czy nawet konkretnego produktu jako nazwę domeny internetowej takie działanie wystarczy w przypadku ewentualnej sytuacji, kiedy konkurencja będzie chciała używać podobnej nazwy. Nie jest to jednak prawda. Zarejestrowanie nazwy firmy jako domeny nie zapewnia bowiem ochrony tak szerokiej, jaką daje instytucja znaku towarowego.

    Nazwa domeny jest najczęściej opisywana jako adres internetowy. Dostępna nazwa domeny zazwyczaj jest rejestrowana na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”, dzięki monopolizowaniu nazwy z danym rozszerzeniem w odpowiednim rejestrze nazw domen. W tej sytuacji nikt nie pyta nas, czy rzeczywiście mamy prawo do używania danego oznaczenia. Może to prowadzić do sytuacji, kiedy jakiś podmiot zarejestruje na swoją rzecz domenę zawierającą oznaczenie, do którego zupełnie nie przysługują mu prawa i którego z powodzeniem używa inny przedsiębiorca.

    Taki problem może rozwiązać właśnie posiadanie praw do znaku towarowego. Jego rejestracja wiąże się co prawda z pewnymi kosztami, jednak zapewnia znacznie łatwiej egzekwowalną, realną ochronę. W braku posiadania praw do znaku towarowego, przedsiębiorca, który chce egzekwować zakazanie konkurentowi używania danej nazwy w domenie internetowej, musi udowodnić przed sądem, że przynależą mu prawa do komercyjnego wykorzystywania tego oznaczenia lub że działa z nim na rynku już od dłuższego czasu. W tym celu niezbędne jest zgromadzenie takich materiałów, jak faktury sprzedaży, katalogi produktów czy inne materiały reklamowe. W przypadku posiadania zarejestrowanego prawa ochronnego na znak towarowy, cała procedura ulega uproszczeniu. 

    wtorek, 25 kwiecień 2017 14:05

    Facebook ograniczony we Włoszech

    Facebook zawiesza funkcję udostępniania lokalizacji po wniesieniu we Włoszech pozwu dotyczącego oskarżenia o naruszenie praw autorskich. Spółka zarządzająca najpopularniejszym portalem internetowym zawiesiła udostępnianie informacji o lokalizacji we Włoszech po tym, jak w ubiegłym roku mediolański sąd uznał, że gigant sieci społecznościowej naruszył prawo konkurencji i prawa autorskie, skutecznie kopiując podobną aplikację lokalnego twórcy.

    Włoska firma projektująca oprogramowanie, Business Competence, wniosła pozew w 2013 r.,  wskazując, że funkcja Facebooka kopiuje jej aplikację Faround, która pomaga użytkownikom znaleźć znajomych z Facebooka zamieszkałych w okolicy. ​​Facebook wystartował z podobną funkcją dopiero kilka miesięcy później, podczas gdy Faround został włączony do użytkowania w 2012 r. Spółka zarzucała, że ​​obie aplikacje były bardzo podobne w ich funkcjach i ogólnym układzie.

    Sąd nakazał Facebookowi zawiesić we Włoszech wykorzystywanie spornej aplikacji lub zapłatę kwoty w wysokości 5000 euro dziennie z powodu naruszenia praw autorskich i popełniania czynów nieuczciwej konkurencji. Facebook próbował żądać zawieszenia nakazu, czekając na rozstrzygnięcie sprawy, ale jego wniosek został odrzucony przez sąd w grudniu ubiegłego roku. Przedstawiciele Facebooka nie zgadzają się z postanowieniem sądu, jednak postanowili wdrożyć aktualnie obowiązujące na terytorium Włoch zabezpieczenie. Facebook może jeszcze pocieszać się, że finalnie, po rozpatrzeniu całości materiału dowodowego, sąd może zmienić zdanie i uznać, że żadnego naruszenia nie było.