Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.

    Tym razem zarzuty zgłosiła Denise Daniels – specjalistka od rozwoju dziecięcego. W złożonym pozwie twierdziła, że jej pomysł na telewizyjny program dla dzieci „The Moodsters” został wykorzystany w wyprodukowanym przez Disneya filmie animowanym 3D „W głowie się nie mieści” (ang. tytuł: „Inside Out”). Przejęte miały zostać zarówno główna idea filmu, jak i bohaterowie.

    W odpowiedzi Disney złożył pismo, w którym odparł zarzuty, i do którego załączył około dwustu dokumentów. Jednak prawnicy reprezentujący Denise Daniels wskazali, że powołane dowody są często dowodami „ze słyszenia”, a załączone dokumenty wydają się nieautentyczne i często stanowią nieczytelne wydruki z Internetu.

    Pierwszy, pilotowy odcinek serialu autorstwa Daniels został zarejestrowany w 2007 r. w amerykańskim Urzędzie ds. praw autorskich (US Copyright Office). Bohaterów „The Moodsters” jest pięciu, a każdy z nich uosabia emocję: szczęście (żółta postać), smutek (niebieska postać), złość (czerwona postać), strach (zielona postać), miłość (różowa postać).

    Daniels twierdzi, że pomiędzy 2005 a 2009 rokiem odbyła szereg rozmów z Disneyem dotyczących produkcji serialu animowanego, którego główna idea odnosiłaby się do inteligencji emocjonalnej dzieci. Co więcej, miała opisywać postacie z „The Moodsters” i wyjaśniać koncepcję tego programu, późniejszemu reżyserowi „W głowie się nie mieści”.

    Prawnicy ekspertki złożyli także pismo, w którym oskarżyli Disneya o przyjmowanie pochwał za twórcze, unikatowe i oryginalne zaprezentowanie bohaterów-emocji w filmie „W głowie się nie mieści”. W piśmie stwierdzono też, że próby zbanalizowania przez Disneya oryginalnych postaci-emocji, które skopiował – jako argumenty przeciwko zarzutom Daniels – są nieprzekonujące.

    W dalszej kolejności prawnicy Daniels wskazywali, że twierdzenia Disneya jakoby postacie animowane podlegały ochronie prawnej tylko w wyjątkowych okolicznościach, są błędne. Ponadto, są niespójne ze stanowiskami firmy przedstawianymi w innych sprawach.

    Sprawa nie została dotychczas rozstrzygnięta. Film „W głowie się nie mieści” miał premierę w 2015 roku i przyniósł amerykańskiej wytwórni dochód w wysokości 857,6 mln dolarów.

    Mimo złożenia reklamacji do sprzedawcy internetowego za pośrednictwem wyznaczonego menedżera ds. Rozwoju firmy Amazon, oraz wysłania dziesięciostronicowego listu ostrzegawczego do Amazon.com, Fuse Chicken projektant i producent kabli do ładowania smartfonów i tabletów, w tym kabla o nazwie "Najmocniejszy kabel na ziemi" oświadczył, że problem nie został rozwiązany.

    W konsekwencji, Amazon.com został pozwany przez Fuse Chicken o mieszanie produktów oryginalnych z podróbkami.

    Fuse Chicken posiada, chronione na terenie USA, znaki towarowe „Fuse Chicken” nr 4,395,772 oraz „Toughest Cable on Earth" nr 5,199,196.  Oprócz tego, jego znak towarowy "Fuse Chicken" jest  zarejestrowany w Unii Europejskiej oraz w Chinach. Poza powyższymi znakami towarowymi, producent kabli posiada jeszcze prawo z rejestracji wzoru przemysłowego nr ZL201630527841.8, zwanego "Elastycznym kablem dokowania dla urządzenia mobilnego".

    W 2013r., Fuse Chicken, rozpoczęła sprzedaż swoich produktów poprzez witrynę Amazon.com. W listopadzie 2016 r., zauważyła, że ​​podróbki jej towarów są sprzedawane przez Amazon.com jako oryginalne produkty.  Amazon.com broni się twierdzeniem, że gdy otrzymuje produkty do sprzedaży i dystrybucji, wszystkie one zostają "zmieszane". W odpowiedzi na to, Fuse Chicken w pozwie zarzuca pozwanemu, że "stosowanie przez pozwanego wspólnego wymieszania zapasów, niezależnie od źródła, powoduje, że do konsumentów trafiają produkty, które zostały dostarczone przez podmiot inny niż sprzedawca, od którego konsument zakupił produkt".

    Zdaniem Fuse Chicken, w wyniku działania Amazon.com,  straciło kwotę przekraczającą 75.000 dolarów.

    W kwietniu 2016 roku amerykańska firma 47/72 Inc. zgłosiła w amerykańskim Urzędzie Patentów i Znaków Towarowych (USPTO) znak towarowy „Poison Ivy Park”, czyli z ang.: ogród, czy też park trującego bluszczu. Dokładnie w tym samym dniu w sklepach brytyjskiej marki Top Shop miała premierę autorska kolekcja odzieży Beyoncé. Kolekcja powstała we współpracy z Top Shop i nosi nazwę: „Ivy Park”, czyli z ang: „park/ogród bluszczu”.

    Znak amerykańskiej spółki został zgłoszony do usług takich jak: detaliczna sprzedaż odzieży w tym: koszul, bluz z kapturem, etui na komórki, toreb na ramię. We wrześniu Top Shop zgłosił sprzeciw. W odpowiedzi, założyciel spółki 47/72 argumentował, że znak różni się od „Ivy Park” pod względem wizualnym i językowym, wywołuje inne wrażenie niż oznaczenie odzieży Beyoncé  i zawiera element słowny „poison” – trujący.

    We wrześniu 2017 r. Top Shop złożyła wniosek o zobowiązanie spółki 47/72 Inc. do odpowiedzi na szereg pytań. Prawnicy Top Shop twierdzili, że wcześniejsze próby kontaktu były przez właściciela spółki, Michaela Lina, ignorowane. W odpowiedzi 47/72 Inc.  przedstawiła wystawione przez lekarza zaświadczenie, że którego wynikało, że Lin od września odbywa terapię w tajwańskim szpitalu. Replikując Beyoncé stwierdziła, że z zaświadczenia wynika, że Lin cierpi na depresję, natomiast nie wynika z niego, by Lin był: „niezdolny do czytania, pisania, korzystania z komputera, odbierania telefonów, czy wykonywania jakichkolwiek czynności związanych z odpowiedzią na zadane pytania”.

    Ostatecznie 47/72 Inc została zobowiązana do odpowiedzi najpóźniej 22 grudnia 2017 r. Odpowiedź nadeszła z opóźnieniem, w niedzielę 31 grudnia.

    W przesłanym e-mailu Michael Lin wyjaśnił, że był hospitalizowany i nie miał dostępu do komputera, również w dacie 22 grudnia. Odpowiedzi zaś udzielił najszybciej jak było to możliwe. Następnie wytłumaczył, że zamierza wykorzystywać znak „Poison Ivy Park” dla towarów i usług skierowanych do kręgu klientów amerykańskiej sieci sklepów Hot Topic (sprzedającej albumy muzyczne i związane z nimi odzież, czy gadżety), którzy z reguły są fanami punk rocka i rocka gotyckiego. W przyszłości spółka chciałaby uzyskać licencję na korzystanie z postaci „Poison Ivy” (Trujący Bluszcz) pochodzącej z kreskówki o „Batmanie”.

    Lin stwierdził, że po raz pierwszy dowiedział się o znaku „Ivy Park” po przeczytaniu postów zamieszczonych na Twitterze przez firmę Lululemon, dotyczących ubrań sportowych i  krytycznych wobec kolekcji Beyoncé.

    poniedziałek, 08 styczeń 2018 14:51

    Znaku towarowego "Sky" nie zarejestrujesz, a "Skylite"?

    Sąd Unii Europejskiej potwierdził decyzję Urzędu Patentowego Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) o odmowie rejestracji znaku towarowego „Skylite”. Wniosek złożyła  znana sieć supermarketów Aldi. Zdaniem Sądu UE, znak może powodować ryzyko konfuzji ze znakami towarowymi zgłoszonymi przez nadawcę telewizyjnego Sky.

    W wydanym 19 października 2017r. orzeczeniu pięcioosobowy skład sędziowski podtrzymał zapadłe wcześniej w sprawie decyzje Wydziału Sprzeciwów i Izby Odwoławczej EUIPO. Zgodnie z tymi decyzjami wniosek o rejestrację znaków towarowych w klasach 9 i 18 podlegał oddaleniu w całości. Na skutek złożonego przez Aldi odwołania sprawa znalazła się w Sądzie.

    Sąd w wyroku przyznał rację Izbie Odwoławczej. Zasadnie bowiem uznała, że wśród anglojęzycznego, właściwego kręgu odbiorców istniało ryzyko konfuzji znaku zgłoszonego ze znakiem wcześniejszym.

    Spór o znak „Skylite” rozpoczęło złożenie przez Aldi wniosku o rejestrację tego znaku w klasach 9 i 18 dla towarów takich jak laptopy i torby podróżne. W czerwcu 2013 r. nadawca telewizyjny Sky złożył sprzeciw. Jako podstawę wskazał istnienie wcześniejszych znaków odnoszących się do tych samych klas, w tym słownego znaku unijnego „Sky” EUIPO- 006870992, który został zarejestrowany w 2012 r. Znak ten miał służyć do oznaczania urządzeń elektronicznych i wyrobów skórzanych.

    Wydział Sprzeciwów EUIPO, a następnie w październiku 2015 r. Izba Odwoławcza zgodziły się z argumentacją Sky. Odwołując się od tych decyzji Aldi wskazywał, że nie istnieje ryzyko konfuzji pomiędzy znakami, które są tożsame zaledwie w zakresie trzech liter (sky), a ponadto istnieją istotne różnice, które w sposób oczywisty mają większe znaczenie niż ta zbieżność.

    Sąd UE stwierdził jednak, że przeciwnie niż twierdzi Aldi, to właśnie „zaledwie” zbieżność elementu słownego „Sky” w obu znakach jest wystarczająca by stwierdzić, że oba znaki są wizualnie podobne co najmniej w przeciętnym stopniu.

    Ostatecznie wniosek Aldi został oddalony, a firma obciążona kosztami postępowania.

    Czy wiesz, że znaki towarowe ™ są cennym aktywem? Ułatwiają zatrudnianie pracowników, mogą trwać wiecznie, a uzyskanie ochrony znaku nie jest drogie? Zobacz, posłuchaj ile kosztuje uzyskanie ochrony dla znaku towarowego.
    7 powodów, dla których znaki towarowe są kluczowe dla Twojego biznesu!
    Subsktybuj nas na YouTube, zobacz pozostałe filmy [link]

    Jeansy i golfy marki „Steve Jobs”? Ich pojawienie się na sklepowych półkach wcale nie jest wykluczone. Nie oznacza to jednak, że Apple zamierza zajmować się produkcją ubrań. Włoscy przedsiębiorcy, bracia Vincenzo i Giacomo Barbato wygrali toczący się przed EUIPO bój o zgłoszony przez nich znak towarowy „Steve Jobs”.

    Jak się okazuje Apple nigdy nie zgłosił jako znaku towarowego imienia i nazwiska swojego założyciela. Odkryli to w 2012 roku wspomniani bracia Barbato, poszukując chwytliwej nazwy dla produkowanych przez nich ubrań i akcesoriów. Włosi zgłosili znak towarowy w Urzędzie Patentowym Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO). Tej rejestracji sprzeciwiła się amerykańska firma. Atakowała głównie element graficzny znaku „Steve Jobs” – literę J nadgryzioną z prawej strony, w której kropkę stanowił listek odchylający się w prawy górny róg. Zarówno nadgryzienie, jak i listek, były tożsame z tymi ze słynnego znaku „Apple”. Jednakże w wydanej decyzji EUIPO stwierdziło, że „litera J nie jest jadalna”, nie jest w żaden sposób związana z jabłkiem. A skoro tak, to znak „Apple” przedstawiający nadgryzione (wszakże jadalne) jabłko nie został naruszony. Tym samym rejestracja znaku „Steve Jobs” została podtrzymana. Mimo, że znak ostatecznie został zarejestrowany 31 maja 2014r. o sprawie zrobiło się głośno niedawno, jako że bracia Barbato dokonali zgłoszenia znaku także w krajach spoza UE i nie chcieli robić medialnego szumu dopóki nie uzyskali pewności, że znak został zarejestrowany także w tych dodatkowych lokalizacjach.    
    Włosi zamierzają teraz rozpocząć produkcję odzieży pod marką „Steve Jobs”. W wywiadach wspominają również, że być może w przyszłości ich firma rozpocznie produkcję elektroniki.

    Wszystkim wiadomo, że Apple zaciekle walczy o swoją renomę. Ostatnio firma wniosła do Urzędu Patentów i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych (USTPO) sprzeciw względem zgłoszenia dokonanego przez pewną aptekę. Znak zgłoszony przez Red Apple Interactive Pharmacy składa się z zestawienia liter "RX" otoczonego zarysem jabłka. Zgłoszony w grudniu ubiegłego roku i opublikowany w czerwcu 2017 r. znak obejmuje klasę 35 dla detalicznych usług aptecznych.
    Apple złożyło sprzeciw 18 grudnia, twierdząc, że zgłoszony znak wywoła ryzyko konfuzji wśród konsumentów. W treści sprzeciwu spółka przywołała logo firmy, znak "Apple" i znak "Apple Watch" jako niektóre z używanych przez nią zarejestrowanych znaków, stanowiących podstawę do wniesienia sprzeciwu wobec znaku „RX”. Logo Apple obejmuje następujące klasy towarowe i usługowe: 9 (sprzęt komputerowy i programy komputerowe); 25 (analizy i konsultacje w zakresie zarządzania informacjami biznesowymi); 29 (usługi przechowywania danych); oraz 41 (usługi edukacyjne i szkoleniowe). Red Apple ma czas do 27 stycznia 2018 r. na udzielenie odpowiedzi na sprzeciw.
    We wrześniu portal World Intellectual Property Review poinformował, że Apple złożyło do USTPO wniosek o unieważnienie znaku Appletree" w klasach 5, 42 i 44, zarejestrowanego przez Appletree CI Group. W październiku postępowanie zostało na wniosek firmy Apple zawieszone.

    Serwis społecznościowy Facebook ujawnił, że w wyniku złożonych skarg dotyczących naruszenia praw własności intelektualnej w pierwszej połowie 2017 usunął prawie 3 miliony postów. Swój "Raport przejrzystości", obejmujący okres od stycznia do lipca opublikował w dniu 18 grudnia 2017. Zastępca głównego doradcy firmy mediów społecznościowych, Chris Sonderby powiedział, że Facebook po raz pierwszy dostarcza dane dotyczące zawiadomień o naruszeniach od właścicieli praw własności intelektualnej. 
    W pierwszej połowie 2017 r. w sprawie naruszeń w zamieszczonych postach, Facebook otrzymał  224 446 zawiadomień dotyczących praw autorskich, 41 854 dotyczących znaków towarowych i 14 279 dotyczących podróbek.

    W tym okresie, z powodu naruszeń praw autorskich, Facebook usunął 1 818 794 postów ze strony, i 685,996 wpisów na Instagramie. Równocześnie, z powodu naruszeń praw do znaków towarowych usunięto prawie 111 000 postów z Facebooka, i 37 478 z Instagrama. A w związku ze skargami dotyczącymi podróbek, z Facebooka usunięto 217.265 postów, a 108 094 z Instagrama.

    W sumie Facebook usunął 2 978 604 postów naruszających prawa autorskie, które obejmowały pojedyncze wpisy, zdjęcia, filmy lub reklamy do profili na Facebooku, a także zdjęcia, filmy, reklamy lub konta na Instagramie.
    "Wierzymy, że dzielenie się informacjami na temat ilości zawiadomień otrzymywanych od posiadaczy praw to ważny krok w kierunku większej otwartości i jasności co do tego, jak chronimy ludzi i firmy, które korzystają z naszych usług" - podsumował Sonderby.
    W lipcu tego roku, World Intellectual Property Review poinformowało, że Facebook przejął Source3, start-up skupiający się na zarządzaniu prawami własności intelektualnej w treściach generowanych przez użytkowników. Source3 oferuje usługi rozpoznawania praw własności intelektualnej i ich licencjonowania, pozwalając twórcom treści i platformom internetowym na przełożenie produktów stworzonych przez ich użytkowników na pieniądze.

    Pomiędzy kwietniem a wrześniem 2016 roku producent samochodów, firma Jaguar Land Rover, złożył 5 wniosków o rejestrację znaków towarowych odnoszących się do kształtu samochodu. Sprawa ma związek ze znanym modelem terenowym Land Rover Defender, który został wycofany z produkcji w 2016 roku. Samochód nie spełniał standardów bezpieczeństwa i ochrony środowiska. Firma zaplanowała jednak wprowadzenie na rynek ulepszonego modelu w 2020 roku. Tymczasem, po upływie około roku od wycofania Defendera z rynku, bilioner i zarazem właściciel firmy Ineos, zajmującej się ogólnie rzecz biorąc chemikaliami, Jim Ratcliffe ogłosił, że wprowadzi na rynek „duchowego” następcę Defendera. Już wcześniej Ratcliffe zwracał się producenta z propozycją odkupienia własności intelektualnej dotyczącej Defendera. Nie wiadomo, czy złożenie wniosków o rejestrację znaku towarowego przez Jaguar Land Rover było skutkiem tej propozycji.

    Producent kultowych samochodów twierdzi, że Defender jest i będzie nadal jednoznacznie rozpoznawalny na całym świecie jako model Land Rovera. Poza tym model jest cały czas uwzględniany w strategii firmy. Te argumenty mogą odnosić się do tradycyjnej niechęci europejskich instytucji do przyznawania ochrony kształtom pojazdów. By taką ochronę uzyskać trzeba wykazać, że konsumenci silnie identyfikują kształt pojazdu z marką, a ponadto, że zachodzi bardzo wysokie prawdopodobieństwo konfuzji co do producenta pojazdu w przypadku pojawienia się podobnego modelu.

    Aktualnie firma Ineos szykuje się do produkcji. Nowo powołany „zespół motoryzacyjny” ma składać się z 200 inżynierów, pracujących głównie w Niemczech oraz z brytyjskich projektantów. Właściciel Ineos szacuje, że w ciągu jednego roku firma sprzeda 25 tys. modeli po 47 tys. dolarów każdy. W odpowiedzi na te plany Jaguar Land Rover ogłosił, że będzie bacznie obserwował produkcję Ineos w kontekście kształtu Defendera i reagował, gdy będzie to konieczne.

    W San Diego Google niedawno wygrał proces, w którym kwestionowano ważność znaku towarowego „Google”. Zgodnie z prawem znaków towarowych obowiązującym w USA, prawa do znaku towarowego można utracić, gdy znak towarowy staje się nazwą rodzajową dla towarów lub usług, dla których jest używany. Kilka dobrze znanych znaków uległo temu zjawisku, znanemu jako degeneracja znaku towarowego – m.in. aspiryna, schody ruchome, termos.
    W sprawie o które mowa powód zarzucał, że znak „Google”  stał się nazwą rodzajową wyszukiwarki internetowej. Sąd jednakże uznał, że "Google", mimo częstego używania jako czasownik wciąż pozostaje silnie oddziałującym identyfikatorem marki i nie można mu zarzucać utraty zdolności odróżniającej. Uznano, że chociaż "Google" („googlować”) może być synonimem "wyszukiwania w Internecie", znak jest wciąż wyraźnie identyfikowany przez konsumentów jako źródło usług. Mimo swej dominującej pozycji „Google” na rynku przeglądarek okazuje się, że jej ogromna popularność nie uczyniła znaku „Google” nazwą rodzajową.  Konsumenci bowiem wciąż rozumieją, że istnieją inne wyszukiwarki, takie jak Bing i Yahoo! i że Google oznacza tylko jedną z nich.

    © 2012-2017