środa, 18 lipiec 2012 14:30

Nowa dyrektywa o zarządzaniu tantiemami

Komisja Europejska poinformowała o planach dotyczących usprawnienia zarządzania tantiemami. Nowa dyrektywa miałaby ułatwiać sprzedaż praw autorskich i kontrolę organizacji zbiorowego zarządzania tymi prawami.

Aktualny stan prawny budzi wątpliwości nawet wśród profesjonalistów, którzy pozytywnie oceniają przewidywane zmiany. W podobnym tonie wypowiada się komisarz ds. rynku wewnętrznego, który 11 lipca przedstawił propozycję dyrektywy. Zwraca on uwagę zwłaszcza na korzyści dla konsumentów i kultury.

Potencjał rynku praw autorskich UE wręcz wymaga precyzyjnych i przejrzystych regulacji. Zyski stowarzyszeń zarządzających prawami autorskimi sięgają 4,6 mld euro, co stanowi 60% całości dochodów z praw autorskich. 86% tej kwoty generuje rynek muzyczny, który wciąż rośnie wraz z rozwojem możliwości generowanych przez Internet.

Obecnie tylko jeden serwis - iTunes na 300 serwisów muzycznych na terenie Unii Europejskiej oferuje usługi aż w 27 krajach. Pozostałe firmy rzadko działają w więcej niż jednym kraju czy regionie, głównie ze względu na trudności proceduralne. Marnowany jest ogromny potencjał, ponieważ mimo wciąż stosunkowo niewielkich dochodów branży fonograficznej ze sprzedaży muzyki w Internecie (w porównaniu do USA), rynek online odnotowuje stały i znacznie przewyższający światową średnią wzrost. W 2010 i 2011 roku wyniósł on odpowiednio 22 i 23 %.

Drugim problemem jest brak kontroli nad organizacjami zbiorowego zarządzania. Mniej niż połowa tantiem trafia do twórców w ciągu roku od ich zebrania, a 10% nie otrzymują oni w ciągu 3 lat, jak wynika z badań Komisji Europejskiej.

Zaufania do stowarzyszeń nie pogłębiają też skandale takie jak w 2008 r., kiedy we Włoszech stracono 35 mln euro dochodów z tantiem, inwestując je w produkty oferowane przez Lehman Brothers.

Nowe przepisy nie satysfakcjonują jednak twórców w pełni. O ile sytuacja tantiem z utworów internetowych ulegnie poprawie, to na rynku offline zapewne nic się nie zmieni.

O poprawki dyrektywy w Parlamencie Europejskim będzie walczyć organizacja Younison. Aby nowe prawo weszło w życie, musi zostać zaakceptowane przez Radę UE i Parlament Europejski.

poniedziałek, 06 sierpień 2012 14:56

Sądownictwo jeszcze bardziej on-line

1 sierpnia 2012 r. rozpoczęły działanie Internetowe Portale Orzeczeń prowadzone przez 11 Sądów Apelacyjnych. Jest to kolejny krok w kierunku cyfryzacji działań państwowych. Pod adresem http://orzeczenia.ms.gov.pl poszczególne sądy umieszczać będą swoje orzeczenia, również z zakresu prawa własności przemysłowej, obejmujące takie instytucje prawne, jak prawo ochronne na znak towarowy czy prawo z rejestracji wzoru przemysłowego. Będą tam również z pewnością orzeczenia w zakresie nieuczciwej konkurencji.

Minister Sprawiedliwości, Jarosław Gowin, twierdzi, że dzięki temu poprawi się w oczach obywateli wizerunek polskiego sądownictwa. Co więcej, większa dostępność orzecznictwa on-line zwiększy też według niego świadomość prawną obywateli, a także wiedzę o ich prawach oraz obowiązkach.

Powszechny dostęp on-line do orzeczeń sądów realizuje też konstytucyjne prawa dostępu do informacji publicznej oraz prawa do sądu. System wpłynie byc może również na poprawę jakości sądownictwa, ponieważ zwiększy świadomośc sędziów o ogólnodostępności i możliwości weryfikacji efektów ich działań.

Na portalach internetowych sądów nie będą dostępne jedynie wyroki dotyczące rozwodów oraz spraw o ubezwłasnowolnienie. Sprawy te uznano za zbyt prywatne, aby udostępniać je publicznie. Wszystkie dostępne on-line orzeczenia będą też w pełni zanonimizowane, co oznacza, że dane osobowe dotyczące stron sprawy zostaną usunięte. Dotyczy to równiez innych informacji umożliwiających zidentyfikowanie stron sprawy, takich jak na przykłąd nazwy przedsiebiorstw czy spółek.

Wydawać by się mogło, że znak towarowy służy do oznaczania dowolnych towarów, celem m.in. odróżniana towarów jednego producenta od drugiego, a przedsiębiorcy mogą używać go w każdej sytuacji, jaka tylko przyjdzie im do głowy. Jak się jednak ostatnio okazało, prawo do używania znaków towarowych nie zawsze pozostaje nieograniczone.

Już niedługo w Australii producenci papierosów nie będą mogli umieszczać na opakowaniach wytwarzanych przez siebie towarów własnych znaków towarowych. Sąd Najwyższy Australii utrzymał bowiem w mocy zakaz umieszczania tych oznaczeń na opakowaniach papierosów, od którego odwołali się ich producenci. Twierdzili oni, że zakazanie im używania w ten sposób znaków towarowych godzić będzie w wartość handlową tych znaków. Nie przekonali jednak tym argumentem sądu, który pozostał jednak przy swojej decyzji. Tym samym, od grudnia 2012 r. koncerny tytoniowe zostaną pozbawione prawa umieszczania na opakowaniach papierosów sprzedawanych w Australii swoich dotychczas używanych kolorów i znaków towarowych. Zamiast nich, na opakowaniach znajdą się odstręczające zdjęcia przedstawiające konsekwencje palenia tytoniu, które mają uświadomić palaczom, jak szkodliwe jest palenie, a w konsekwencji zmniejszenie ilości palących osób. Opakowania wyrobów tytoniowych wszystkich marek będą w jednolitym kolorze oliwkowym. Jest to póki co najostrzejszy tego typu przepis na świecie.

Według największych koncernów tytoniowych, takich jak British American Tobacco, Philip Morris International, Imperial Tobacco i Japan Tobacco, australijskie przepisy doprowadzą do dewaluacji ich znaków towarowych oraz godzą w prawo własności przemysłowej. Obawiają się z tego powodu zmniejszenia wartości ich przedsiębiorstw o znaczące sumy. Twierdzą też, że takie przepisy ułatwią wyłącznie podrabianie papierosów. Argumentacja ta nie wydała się jednak australijskiemu sądowi wystarczająco przekonywująca. Pozostaje teraz czekać, aby przekonać się, czy postulowana przez australijski rząd zmiana rzeczywiście przyniesie efekty.

wtorek, 25 wrzesień 2012 12:00

Etykieta towaru nie tylko reklamą producenta

Wydawać by się mogło, że o tym, co znajdzie się na etykiecie oferowanego konsumentom produktu, decyduje wyłącznie jego wytwórca. Gdyby tak było, większość etykiety zajmowałby pewnie dobrze widoczny znak towarowy producenta lub marka produktu. Tak jednak nie jest, a treść etykiety regulowana jest przepisami prawnymi, które jakiś czas temu obłożono obostrzeniami, a które staną się egzekwowalne w 2014 r.

13 grudnia 2011 r. weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności, Celem rozporządzenia jest umożliwienie konsumentom podejmowania bardziej świadomych wyborów dotyczących żywności i diety. Zgodnie z rozporządzeniem, producenci żywności, decydujący o treści etykiet ich produktów, zobowiązani zostaną do zamieszczania na etykietach obszerniejszych i bardziej precyzyjnych informacji dotyczących ich składu i pochodzenia. Kolejną zmianą jest wprowadzenie szczegółowych zasad dla zwiększenia czytelności etykiet. Sposobem na to ma być między innymi określenie wielkości czcionek czy wprowadzenie zasad wyróżniania poszczególnych informacji. Na etykietach obowiązkowo będą musiały być zawarte informacje o między innymi wartości energetycznej, ilości tłuszczu, kwasów tłuszczów nasyconych, węglowodanów, cukrów, białka i soli czy określenie miejsca pochodzenia. Rozporządzenie zawiera też obowiązek podawania w przypadku produktów, które mogą sprawiać wrażenie, że stanowią jeden kawałek mięsa lub ryby, dodatkowych informacji – „z połączenia kawałków mięsa” lub „z połączenia kawałków ryby” oraz podawania w przypadku zamrożonego mięsa, wyrobów mięsnych i nieprzetworzonych produktów rybołówstwa daty zamrożenia lub daty pierwszego zamrożenia.

Takie oraz inne obowiązkowe informacje na temat żywności muszą być zgodnie z rozporządzeniem nieusuwalne, nie mogą być w żaden sposób ukryte, zasłonięte, pomniejszone ani przerwane innymi nadrukami i ilustracjami.
Przepisy rozporządzenia stosuje się od 13 grudnia 2014 r.

piątek, 12 październik 2012 12:00

Prace nad prawem autorskim

11 października 2012 r. kluby poselskie odrzuciły projekt dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady, którego celem są zmiany w systemie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, a także zmiany w udzielaniu licencji na udostępnianie utworów muzycznych w internecie na terytorium więcej niż jednego państwa.

Sejm, wobec takiego stanowiska Parlamentu i Rady, wydał projekt uchwały, w którym stwierdził, iż projekt owej dyrektywy sprzeciwia się zasadzie pomocniczości, zgodnie z którą UE podejmuje działania tylko wtedy, gdy państwo samo nie może sobie poradzić z daną sytuacją. Dyrektywa ma na celu ingerencję w rozwiązania, które mogę być przeprowadzone samodzielnie przez państwa członkowskie.

W związku z zaistniałą sytuacją kluby poselskie zgodnie poparły projekt sejmowej Komisji ds. UE. W odniesieniu do zmian w systemie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, posłowie jako kontrargumenty wobec projektu unijnej dyrektywy podali, iż Polska, jak i inne państwa członkowskie, może sama zorganizować system zbiorowego zarządzania na poziomie krajowym. Dodatkowo, wprowadzenie takiej dyrektywy mogłoby zakłócić gospodarkę RP, gdyż działające w Polsce organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi są zdecydowanie mniejsze niż analogiczne działające na Zachodzie.

Jeżeli chodzi o zmiany w udzielaniu licencji na udostępnianie utworów muzycznych obejmujących kilka państw członkowskich, dyrektywa ma na celu rozwój systemu udzielana licencji do poziomu ponadnarodowego. UE w projekcie stwierdza, iż kłopoty z uzyskaniem licencji na udostępnienie utworów muzycznych na ternie kilku krajów członkowskich powoduje mniejsze rozpowszechnienie utworów, mniejsze zyski, a także związane z tym rozdrobnienie unijnego rynku usług muzycznych. Posłowie przyjmując pozycję przeciwną wobec takiego stanowiska UE, podali argumenty takie jak brak większych utrudnień wobec udzielania licencji wieloterytorialnych w Polsce, a także brak szczegółowego wyjaśnienia, w czym taka regulacja byłaby korzystniejsza na poziomie unijnym niż krajowym.

Ministerstwo Gospodarki przedstawiło w październiku 2012 r. propozycje, które chciałoby uwzględnić w założeniach do projektu nowelizacji ustawy – Prawo własności przemysłowej. Jedną z propozycji jest uwzględnienie w przepisach tak zwanego listu zgody. Jest on formą wyrażenia zgody właściciela znaku towarowego na rejestrację na rzecz innego podmiotu podobnego znaku towarowego. Obecnie na takie rozwiązania Urząd Patentowy nie wyraża zgody, nawet jeżeli pomiędzy przedsiębiorcami występują powiązania kapitałowe.

Przykładowo, w 2011 roku Urząd Patentowy RP odmówił spółce Citigroup rejestracji znaku „Citi Handlowy” ze względu na wcześniejszy znak Citibank „Citibank Handlowy”. Urzędu nie przekonał nawet fakt, że spółki należą do jednej grupy kapitałowej i Citibank wyraził pisemną zgodę na rejestrację w formie listu zgody. Gdyby instytucja listu zgody była wtedy uregulowana ustawowo, Citibank prawdopodobnie uzyskałby rejestrację swojego znaku.

Aktualne przepisy regulują tylko akceptację listów zgody przy kolizji ze znakiem już wygasłym.

Jeszcze kilka lat temu urząd Patentowy honorował listy zgody również w innych przypadkach, pomimo luki w prawie, co zmieniło się obecnie na skutek orzecznictwa sądów administracyjnych, które zakwestionowały możliwość ich uwzględniania przy ocenie podobieństwa znaków. W rezultacie, urząd konsekwentnie odmawia rejestracji podobnych znaków, których właściciele doszli do porozumienia.

Instytucja listu zgody wydaje się jednak przydatna w przypadku dużych spółek funkcjonujących na rynkach międzynarodowych. Zazwyczaj centrale takich firm posiadają rejestracje znaków bazowych, które potem, po drobnej modyfikacji, mają być zarejestrowane na spółki-córki.

Projekt Ministerstwa Gospodarki zakłada, że listy zgody będą uwzględniane nie tylko, kiedy zainteresowane przedsiębiorstwa będą kapitałowo powiązane między sobą. Wystarczy, że nie będzie zachodzić ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd czy też konflikt interesów.

W październiku 2012 r. przedmiotem obrad Sejmu był projekt unijnej dyrektywy dotyczącej zmian w systemie zbiorowego zarządzania prawami autorskim oraz udzielania licencji wieloterytorialnych na utwory muzyczne udostępniane w internecie. Za przyjęciem uchwały wyrażającej sprzeciw wobec projektu dyrektywy Parlamentu Europejskiego głosowało 445 posłów, jeden poseł był przeciw, czterech posłów wstrzymało się od głosu.

Posłowie uznali, że projekt jest sprzeczny z zasadą pomocniczości, zgodnie z którą UE podejmuje działania wtedy, jeżeli rozwiązanie jakiejś kwestii nie jest możliwe na poziomie państw członkowskich.

W dyrektywie tej znajdują się propozycje zwiększenia nadzoru nad organizacjami zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, ujednolicenia reguł ich działania na poziomie unijnym oraz wprowadzenia ułatwień w pozyskiwaniu licencji na utwory muzyczne obowiązujących na terenie więcej niż jednego państwa członkowskiego.

Wątpliwa dla posłów była między innymi kwestia administrowania przez niektóre z organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi wynagrodzeniami pobieranymi w imieniu twórców.

Projekt dyrektywy zakłada również zmiany w systemie udzielania licencji dotyczących praw do utworów muzycznych udostępnianych w internecie. Zdaniem organów UE, zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi powinno ewoluować "w kierunku bardziej ponadnarodowych, być może ogólnounijnych, modeli udzielania licencji obejmujących terytoria wielu państw członkowskich".

Według projektu dyrektywy, problem z uzyskaniem licencji na utwory muzyczne na terenie więcej niż jednego państwa członkowskiego prowadzi do rozdrobnienia unijnego rynku usług muzycznych świadczonych w internecie, co może powodować problemy konsumentów z korzystaniem z niego. Usunięciem tego problemu ma być, zdaniem twórców projektu, poszerzenie kompetencji organizacji zbiorowego zarządzania.

W drugiej połowie listopada 2012 r. w Niemczech nastała kolejna odsłona konfliktu o prawa autorskie w internecie. Po dwóch stronach barykady stoją koncern prasowy Axel Springer oraz gigant internetowy Google. W najbliższym czasie pod obrady Bundestagu trafi projekt ustawy o ochronie twórczości w internecie (Leistungsschutzgesetz).

Jest on efektem lobbingu wydawnictwa Axela Springera, jednego z największych wydawców prasy w Europie. Ścieżka ustawodawcza ma zakończyć się wczesną wiosną przyszłego roku.

środa, 05 grudzień 2012 12:00

Jednolity patent w UE – jest kompromis

Należące do najdłuższych, trwające blisko 35 lat negocjacje prowadzone w Unii Europejskiej dobiegły końca. 19 listopada 2012 r. państwa członkowskie (z wyłączeniem Włoch i Hiszpanii) osiągnęły wstępne porozumienie w sprawie jednolitego patentu europejskiego.

Aktualnie wynalazca musi przejść bardzo długą w celu uzyskania ochrony w całej Unii Europejskiej. Pierwszym etapem jest uzyskanie patentu europejskiego, a następnie ratyfikowanie go w każdym z państw członkowskich. Cała procedura trwa nie tylko bardzo długo, lecz jest również bardzo kosztowna, należy opłacić między innymi opłaty administracyjne, tłumaczenia, a także przedłużenia patentów.

Uzgodnione przez państwa Unii Europejskiej porozumienie znacznie usprawni i ułatwi powyższą procedurę. W ramach negocjacji w sprawie jednolitego patentu uzgodniono trzy regulacje. Zgłoszenie jednolitego patentu w urzędzie, powoduje, iż w przypadku jego przyznania ochrona będzie obowiązywać jednocześnie w 25 krajach członkowskich, bez konieczności każdorazowej ratyfikacji w każdym z nich. Nie dotyczy to Włoch i Hiszpanii. Państwa te nie przystąpiły do porozumienia. W ramach kompromisu, patent może być przyznany w jednym z trzech następujących języków: angielskim, francuskim lub niemieckim. Zgłoszenie może nastąpić w języku narodowym danego kraju. Po przyznaniu przez urząd jednolitego patentu, zostanie on przetłumaczony na 23 języki obowiązujące w Unii Europejskiej. Na mocy ostatniej regulacji, zostanie wyznaczony jeden sąd z siedzibą w Paryżu. Dodatkowo oddziały sądu będą znajdować się w Londynie i Monachium. W pierwszym mieście będą rozpatrywane sprawy dotyczące przemysłu chemicznego i farmaceutycznego, z kolei w Monachium – sprawy z zakresu inżynierii mechanicznej.

Trudny kompromis osiągnięty przez państwa członkowskie to dopiero początek stworzenia jednolitego patentu europejskiego. Dotychczasowe porozumienie musi zostać przyjęte przez Parlament Europejski oraz Radę Unii Europejskiej. Na koniec pozostanie ratyfikacja przyjętych regulacji w państwach członkowskich. Już w kwietniu 2014 r. może zostać przyznany jednolity patent, lecz zanim to nastąpi, opisany powyżej proces musi się zakończyć do listopada 2013 r.

Wprowadzenie jednolitego patentu europejskiego jest ostatnio gorącym tematem, ze względu na konsekwencje, które może to powodować dla polskiej gospodarki. Ze względu na to, Ministerstwo Gospodarki zamówiło ekspertyzę skutków wprowadzenia w Polsce jednolitego systemu ochrony patentowej. Z raportu wynika, iż dla polskich przedsiębiorców było by korzystniejsze, gdyby Polska wyłamała się z planowanego wprowadzenia jednolitego patentu europejskiego.

Państwa europejskie od trzech dekad prowadziły spór o to, czy wprowadzić jednolitą ochronę patentową, a jeśli tak, to jaki będzie język postępowania i gdzie ma powstać siedziba Jednolitego Sądu Patentowego. Ostatecznie ustalono, że zgłoszenia patentowe będą składane w języku narodowym wraz z tłumaczeniem na angielski, niemiecki lub francuski, a Europejski Urząd Patentowy będzie korzystał z systemu tłumaczeń automatycznych. Jednolity Sąd Patentowy ma zaś działać w Monachium, Londynie i Paryżu, z możliwością tworzenia przez państwa członkowskie jego oddziałów regionalnych i lokalnych. Możliwość ta jest jednak obwarowana wieloma utrudnieniami.