Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    piątek, 06 lipiec 2012 13:51

    Wolne licencje

    Zmorą wielu właścicieli lokali użytkowych takich jak restauracje czy salony kosmetyczne, gdzie do tej pory często podkład muzyczny stanowiły znane, aktualne utwory, stały się opłaty związane z ich odtwarzaniem. Rynek wytworzył więc sposób ominięcia ograniczeń praw autorskich w postaci wolnej licencji. Można z niej korzystać bezpłatnie lub za opłatą. Wolne licencje stanowią zdecydowanie tańsze i bardziej praktyczne rozwiązanie w porównaniu z koniecznością uiszczania opłat na rzecz ZAiKS.

    Aktualnie dużą popularność zdobyły wolne licencje Creative Commons. Wykorzystują je m. in. zespoły Radiohead i Nine Inch Nails, są też używane przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji.

    Licencje Creative Commons są gotowymi do użytku szablonami umów licencyjnych. W każdej takiej licencji znajduje się klauzula uznania autorstwa, która wymaga od autora utworu (licencjodawcy) dostarczenia odbiorcom konkretnych informacji o nim samym, utworze oraz jego źródle, jak i szczegółów samej licencji. W związku z tym, autor może domagać się umieszczenia w licencji jego danych jako twórcy. Utwory zależne muszą być publikowane na takich samych warunkach, jak utwory pierwotne.

    Podanie treści dostępnych na wolnej licencji bez zamieszczenia ich źródła stanowi więc naruszenie zasad wolnej licencji, a więc i prawa. Taki błąd mogą popełnić również media, przykładowo publikując zdjęcie z Wikipedii (która również wykorzystuje wolne licencje) bez podania ich źródła.

    Często jest to jednak wynik ignorancji, a nie złej woli, jak to nierzadko bywa w przypadku łamania praw autorskich. Wprowadzenie w błąd co do autorstwa może też stanowić plagiat, który jest według prawa polskiego przestępstwem.

    W związku z różną praktyką państw członkowskich Unii Europejskiej w zgłaszaniu znaków towarowych i interpretacją przepisów unijnych w tej kwestii, Trybunał Sprawiedliwości 19 czerwca wydał orzeczenie (sprawa C-307/10), które uściśla zasady zgłaszania znaków towarowych.

    Bazą do wydania tego orzeczenia jest sprawa Chartered Institute of Patent Attorneys (Instytut) v. Registrar. W 2009 r. Instytut zgłosił znak towarowy „IP TRANSLATOR” do organu właściwego do spraw rejestracji znaków towarowych w Wielkiej Brytanii (Registrar). Zgłaszający posłużył się nagłówkiem jednej z klas klasyfikacji nicejskiej takimi jak: nauczanie, kształcenie, rozrywka, działalność sportowa i kulturalna.

    Registrar odrzucił to zgłoszenie. Uznał bowiem, że obejmuje ono nie tylko usługi wskazane przez Instytut, ale również wszystkie inne usługi należące do tej klasy, w tym także usługi tłumaczeniowe. Ponadto Instytut, dokonując zgłoszenia, nie wystąpił o wyłączenie tego rodzaju usług ze specyfikacji. Organ argumentował swoją decyzję również tym, iż w odniesieniu do usług tłumaczeniowych, oznaczenie „IP TRANSLATOR" jest pozbawione charakteru odróżniającego, ma natomiast charakter opisowy. Od tej decyzji Instytut wniósł więc odwołanie podnosząc, że jego zgłoszenie nie wskazywało i nie obejmowało usług tłumaczeniowych. Trybunał w swoim orzeczeniu stwierdził, iż towary i usługi powinny zostać wskazane przez zgłaszającego w sposób wystarczająco jasny i precyzyjny, aby na tej podstawie umożliwić właściwym organom i uczestnikom obrotu gospodarczego ustalenie zakresu ochrony przyznanej przez znak towarowy.

    Podkreślił również, iż podczas rejestracji krajowego znaku towarowego zgłaszający powinien sprecyzować czy jego zgłoszenie obejmuje część czy całość towarów i usług ujętych w klasyfikacji. W przypadku, gdy zgłoszenie dotyczy jedynie niektórych towarów lub usług, zgłaszający jest zobowiązany uściślić, których towarów lub usług należących do tej klasy dotyczy to zgłoszenie.

    Wydane przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzeczenie pozwoli na ujednolicenie praktyki rejestracji znaków towarowych w krajach członkowskich Unii Europejskiej.

    środa, 04 lipiec 2012 12:00

    Nowe pomysły wokół ACTA

    Chwilowo przekonani protestami obywateli Unii Europejskie, posłowie Parlamentu Europejskiego nie zdecydowali się na przyjęcie kontrowersyjnej umowy ACTA. Pomimo, że Komisja Europejska zwróciła się do Parlamentu Europejskiego o opinię w tej kwestii, posłowie dokonali wyboru zgodnego z życzeniami europejskich internautów. W związku z kontrowersyjnymi zmianami proponowanymi w ACTA, Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji zaproponowało dokonanie zmian w części przepisów ustawy o prawie auorskim i prawach pokrewnych.

    Prace komisji złożonej m. in. z przedstawicieli środowisk twórczych i artystycznych dążą do dostosowania często niejasnych i archaicznych przepisów do internetowych realiów.

    Jedną z propozycji zmian było sprecyzowanie przepisów ustawy o dozwolonym użytku publicznym i prywatnym, w celu zagwarantowania pewności związanej z korzystaniem z utworów.

    Nowością może być też chęć jasnego odróżnienia w prawie karnym naruszeń praw autorskich w celu uzyskania zarobku od takich, których dopuszcza się bez czerpania zysku.
    Można jednak mieć wątpliwości, czy na takie zmiany zgodzą się przedsiębiorcy i twórcy zarabiający dotychczas na prawach autorskich.

    Prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski stwierdził w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że prędzej czy później umowa podobna do ACTA musi zostać przyjęta, ponieważ "kwestia obecności własności intelektualnej w internecie musi być uregulowana na poziomie międzynarodowym".

    Wydaje się słuszne, żeby podobna umowa regulowała prawo w taki sposób, aby internauta nie musiał zastanawiać sę, czy narusza prawo, jeżżeli kopiuje z Internetu utwory tylko dla własnego użytku.

    Komisja Europejska zapowiedziala jednak, że nadal chce skierować ACTA do Trybunału Sprawiedliwości, który ma zaopiniować, czy umowa jest zgodna z prawem pierwotnym UE.

    wtorek, 03 lipiec 2012 12:00

    Wspólnotowa ochrona praw autorskich

    21 czerwca Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, iż państwo członkowskie może na swoim terytorium ścigać karnie przewoźnika za pomocnictwo w rozpowszechnianiu kopii utworów, nawet jeżeli nie są one chronione w kraju sprzedawcy.

    Sprawa C-5/11 dotyczyła Dimensione Direct Sales Srl, włoskiej spółki sprzedającej reprodukcje elementów znanych mebli i wzorów użytkowych. Towary te były przez spółkę oferowane również na terytorium Niemiec, a dostarczała je tam z Włoch spółka In. Sp. Em. Srl. We Włoszech takie towary albo nie są chronione krajowymi prawami autorskimi, albo prawa autorskie do nich są praktycznie nie do wyegzekwowania. W Niemczech natomiast są one uznawane za kopie chronionych prawami autorskimi utworów sztuki użytkowej. Sąd niemiecki skazał więc zarządzającego spółką In. Sp. Em. Za naruszenia praw autorskich na terenie Niemiec. W wyroku stwierdził, iż rozpowszechnianie utworów miało miejsce na terytorium Niemiec, gdzie było ono zakazane z przyczyny braku zezwolenia osoby uprawnionej z tytułu prawa autorskiego. Pomimo, iż to nie przewoźnik produkował podrobione towary, a tylko wwoził je na teren Niemiec, został więc przez sąd uznany za pomocnika w przestępstwie.

    Skazany wniósł skargę rewizyjną do Federalnego Sądu Najwyższego. Ten z kolei zwrócił się do Trybunału o ustalenie, czy stosowanie niemieckiego prawa karnego stanowi w niniejszej sprawie nieuzasadnione ograniczenie swobodnego przepływu towarów zagwarantowanego prawem Unii.

    Trybunał Sprawiedliwości w odpowiedzi orzekł, że prawo wspólnotowe nie sprzeciwia się temu, aby państwo członkowskie ścigało karnie przewoźnika na podstawie krajowego prawa karnego za pomocnictwo w rozpowszechnianiu bez zezwolenia kopii utworów chronionych prawem autorskim.

    Takie ograniczenie jednej z fundamentalnych swobód Unii Europejskiej, jaką jest swoboda przepływu towarów, należy jednak ocenić pozytywnie, gdyż pozwoli ono w lepszym stopniu chronić prawa autorskie na terenie Unii Europejskiej.

    poniedziałek, 02 lipiec 2012 12:00

    Ostatnie chwile ACTA?

    21 czerwca w Komisji Handlu Parlamentu Europejskiego odbyło się głosowanie nad przystąpieniem przez Unię Europejską do umowy ACTA. Stosunkiem głosów 19 do 12 odrzucono przystąpienie do tej umowy. Kluczowe dla głosowania były głosy polskich i rumuńskich eurodeputowanych, którzy w tej materii wyłamali się spod dyscypliny frakcyjnej podczas głosowania.

    ACTA (Umowa Handlowa Dotycząca Zwalczania Obrotu Towarami Podrabianymi) jest międzynarodową umową podpisaną 1 października 2011 r. w Tokio. Ma na celu ochronę praw własności intelektualnej i walkę z piractwem. Od razu po podpisaniu wywołała falę protestów internautów na całym świecie, gdyż według nich ACTA ograniczy dostęp do informacji i kultury oraz zahamuje innowacyjność. Dzięki społecznym akcjom parlamenty państw europejskich nie ratyfikowały jej do tej pory. Do umowy miała przystąpić również Unia Europejska jako organizacja międzynarodowa. Jednak we wszystkich Komisjach Parlamentu Europejskiego, do których trafiła, umowa została odrzucona. Kluczowe głosowanie w Parlamencie Europejskim odbędzie się 3 lipca. Jednak, jak zapowiada Komisarz Karel De Gucht, nawet jeśli PE odrzuci przystąpienie do ACTA, Komisja skieruje ją ponownie pod głosowanie Parlamentu Europejskiego.

    Komisja wystosowała również do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytanie czy ACTA jest zgodna z prawem Unii Europejskiej. Trybunał jednak nie określił do tej pory swojego stanowiska w tej sprawie.

    Głosowania w komisjach pokazują jednak, że nie wszyscy eurodeputowani są przekonani o nieprzystępowaniu do ACTA, nie można być więc pewnym, że umowa zostanie odrzucona.

    wtorek, 19 czerwiec 2012 10:34

    Formuła 1 walczy o znak towarowy

    24 maja 2012 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie C-196/11 P, dotyczący uchylenia ochrony zastrzeżonej dla wcześniejszego krajowego znaku towarowego.

    Spór powstał na tle rejestracji w Urzędzie Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (OHIM) znaku towarowego „F1-LIVE”. Jego właścicielem jest Global Sports Media Ltd. Sprzeciw w stosunku do rejestracji zgłosiło przedsiębiorstwo Formula One Licensing BV, które posiada zarejestrowane krajowe znaki „F1” oraz „F1 Formula 1”. W związku z tym, Formula One Licensing żądała niedopuszczenia do rejestracji znaku „F1-LIVE”.

    Trybunał Sprawiedliwości przyznał rację części argumentów przeciwników właścicieli „F1”. Twierdzili oni, iż sam element „F1” nie jest główną częścią znaku „F1-LIVE”, w związku z czym znak ten może zostać zarejestrowany oraz. Podważali też właściwość rejestracji znaku „F1” ze względu na brak jego charakteru odróżniającego. W uzasadnieniu swojego wyroku Trybunał stwierdził jednak, iż ważność międzynarodowego lub krajowego znaku towarowego nie może być podważona w ramach postępowania w sprawie rejestracji wspólnotowego znaku towarowego. Mogłoby to nastąpić jedynie w ramach wszczętego w danym państwie członkowskim postępowania o unieważnienie prawa do znaku krajowego.

    Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości jest wyrazem istnienia dwóch płaszczyzn ochrony znaków towarowych w Unii Europejskiej. W prawie UE występuje współistnienie znaków wspólnotowych i krajowych. W sprawie znaku „F1-LIVE” Trybunał nie wydał jednak ostatecznego wyroku, odsyłając obie strony z powrotem na salę sądu niższej instancji.

    Pomiędzy producentem a aranżerem utworu Koko Euro Spoko, który 2 maja 2012 roku wygrał esemesowy konkurs na hit biało - czerwonych, mający zagrzewać polską drużynę do walki podczas EURO 2012, wybuchł konflikt o prawa do utworu.

    Producent utworu przypisuje sobie wszystkie prawa z wyjątkiem praw autorskich do tekstu piosenki. Twierdzi, że to on namówił zespół do stworzenia utworu na konkurs, natomiast zespół Jarzębina i aranżer nie uznają tych praw.

    Zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych, współtwórcom przysługuje prawo autorskie wspólnie i aby można było utwór wykonywać w całości, potrzebna jest zgoda wszystkich jego twórców.

    Jednak, aby można było mówić o ewentualnym współautorstwie utwór musi zostać zbadany przez specjalistów, którzy określą poszczególny wkład pracy producenta, aranżera i zespołu w stworzeniu piosenki. Problematyczna wydaje się przede wszystkim kwestia, czy rzeczywiście to producent jest właścicielem praw do piosenki na EURO, bowiem zamówienie utworu nie oznacza nabycia praw do niego. Zgodnie z prawem, przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga sporządzenia odrębnej umowy.

    Wydaje się, iż nawet gdyby rzeczywiście domniemanemu producentowi przysługiwały jakiekolwiek prawa do Koko Euro, to tylko łącznie z aranżerem oraz zespołem Jarzębina, a przypisywanie sobie całości praw i odmawianie zgody na wykonywanie utworu jest nadużyciem, które nie podlega ochronie. W wyniku sporu zespół Jarzębina nie wykonał zwycięskiej piosenki na meczu otwarcia.

    poniedziałek, 18 czerwiec 2012 12:00

    Brak ochrony dla zajączka Lindt

    Chocoladefabriken Lindt & Sprüngli AG wniosło 1 marca 2011 r. do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargę w sprawie C-98/11 P. Jej przedmiotem było zgłoszony do ochrony trójwymiarowy znak towarowy przedstawiający zająca z czekolady z czerwoną wstążeczką i zawieszonym na niej dzwoneczkiem.

    Urząd Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (OHIM) odmówił rejestracji wspólnotowego znaku towarowego ze względu na brak charakteru odróżniającego. Decyzja OHIM została utrzymana w mocy przez Sąd.

    Chocoladefabriken Lindt w skardze podniosło zarzuty błędnej oceny prawnej dokonanej przez OHIM, który oparł swoją ocenę powszechności występowania produktów w kształcie królika w okresie Wielkanocnym na przypuszczeniach. Rozstrzygnięciom zarzucono również niezgodność z zasadą jednolitego charakteru wspólnotowego znaku towarowego.

    24 maja 2012 r. Trybunał wydał orzeczenie, w którym podtrzymał stanowisko OHIM oraz sądu niższej instancji odmawiające prawa do rejestracji. W uzasadnieniu stwierdził, iż dokonując oceny charakteru odróżniającego znaku, o którego rejestrację wystąpiono, sąd prawidłowo ustalił, iż wizerunek zajączka w okresie Wielkanocy jest powszechny, przez co nie ma on charakteru odróżniającego, a więc nie ma podstaw do rejestracji znaku. Według Trybunału niższa instancja dokonała również poprawnej analizy każdego z trzech elementów znaku, o którego rejestrację wystąpiono: kształtu siedzącego zająca, pozłacanej folii, w którą jest owinięty zając z czekolady oraz czerwonej, plisowanej wstążeczki, na której zawieszono dzwoneczek.

    piątek, 23 marzec 2012 12:00

    Licencja na kibiców

    Jeżeli chcą transmitować mecze rozgrywane podczas czerwcowego EURO 2012, właściciele pubów i restauracji muszą postarać się o uzyskanie licencji, która na to pozwala. Wydaje ją Europejska Federacja Piłki Nożnej (UEFA). Koszt takiej licencji to od 17 do 33 euro za metr kwadratowy ekranu lub telebimu, na którym wyświetlane będą mecze. Licencję taką można otrzymać w ciągu dwóch – trzech tygodni, zaś zgłaszać się po jej uzyskanie można do 18 maja. Lokal, który nie zaopatrzy się w licencję UEFA, nie będzie mógł prowadzić przekazu telewizyjnego meczów EURO.

    W marcu bieżącego roku we Francji zapadł wyrok w sądzie pierwszej instancji w procesie między Fundacją Le Corbusier, spadkobiercą słynnego projektanta mebli, Charles-Édouarda Jeanneret, znanego jako Le Corbusier a portalem internetowym Getty Images, zajmującym się prezentacją i sprzedażą zdjęć, czyli tak zwaną fotografią stockową. Spór dotyczy możliwości publikowania i czerpania korzyści finansowych z wykorzystywania kanap i foteli chronionych prawem autorskim na zdjęciach oferowanych na portalu, bowiem na niektórych zdjęciach wprowadzonych do obrotu przez Getty Images pojawiły się meble z kolekcji Le Corbusier. Właściciel portalu ani nie zamieścił w związku z tymi zdjęciami informacji, komu przysługują prawa autorskie do sportretowanych kanap, ani też nie poprosił Fundacji Le Corbusier o zgodę na wykonanie i sprzedaż zdjęć.

    Powód argumentował, iż tak samo jak konieczna jest zgoda osób, których wizerunek został uwidoczniony na zdjęciach, tak fotograf powinien uzyskać zgodę podmiotu, któremu przysługują prawa autorskie do sfotografowanych dzieł sztuki. Francuski sąd wydał przełomowe orzeczenie stwierdzając, że tak samo, jak w przypadku sprzedaży zdjęć przedstawiających osoby, fotografowie muszą najpierw zdobyć zgodę właścicieli praw autorskich przedmiotów zamieszczonych w ich pracy, aby móc czerpać korzyści majątkowe z tych prac, w tym poprzez wprowadzanie ich do obrotu. Ponadto, stwierdzono naruszenie przez Getty Images praw autorskich należących do spadkobiercy projektantów Le Corbusier.

    Getty Images wysłało już do swoich użytkowników listę obiektów, których fotografie nie mogą być oferowane na portalu ze względu na ochronę praw autorskich. Właściciel portalu postanowił odwołać się jednak do sądu wyższej instancji. Wydaje się to być słusznym działaniem, ponieważ w związku z cała sprawą nasuwa się wrażenie, iż takie postrzeganie praw autorskich do dzieł sztuki narusza samą istotę tych dzieł, których celem jest upiększanie rzeczywistości, a takiemu właśnie celowi służy rozpowszechnianie ich wizerunku.

    © 2012-2017